Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
marta11

zaczynam bać się wszystkiego

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, jestem tutaj, gdyż liczę na wsparcie...

nie stać mnie na lekarzy...

boję się leków

 

zastanawiam się, gdzie się zgubiłam

iż tracę swoje prawdziwe ja

czy to życie

czy to tylko moja wina

 

odpowiedz na te pytania znam, domyślam się przynajmniej...tylko jak z tym żyć..jak sobie radzić

 

przestałam wierzyć w siebie

 

boję się wszystkiego

 

boję się zostać z dziećmi sama w domu,

jechać samochodem

boję się ,że mogę im zrobić coś złego

boję się ludzi :( wszystko kojarzy mi się ze śmiercią, z zabijaniem itd. szok :( nie mogę wystać w Kościele itp, to już chyba wariactwo

 

fakt życie mnie niestety nie rozpieszczało nigdy, nie pracuję, chciałabym bardzo, boję się, że nie poradze sobie, że coś idiotycznego zrobię, że wyjdę na idiotkę, boję się nawet wyjechać z domu do najbliższej rodziny, nie mam tematów do rozmów, wszystko mnie wkurza

 

dziękuję za tę nerwicę...szlak mnie trafia

jestem nie do poznania

 

już nie wspomnę o rzeczach elektrycznych, które sprawdzam tysiące razy, boję się osrtch, maszynek,żyletek , nożyczekitp.a wszystko to stało się w tym roku

 

muszę z tym cholerstwem wygrać mam 29 lat!!!

 

pomóżcie!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz rację musisz wygrać!! i wygrasz!! to sobie ostatnio powtarzam i powtarzam ale wierzę że do skutku :)

Wsparcie na pewno tutaj znajdziesz, bowiem wszyscy cierpimy na to samo mimo iż może inaczej się to objawia, ja akurat nie boję się o to że coś złego komuś zrobie ani ostrych narzędzi ale tysiące innych osób tak, znam dobrze natomiast lęk przed wszystkim. lęk przed życiem, lęk przed pracą, wyśmianiem, zbłaźnieniem się a w chwilach kryzysowych to nawet własnych rąk się boję.

Czy twoja wina czy nie, nie ważne, najważniejsze żebyś dała radę, jeżeli znasz okolicznośći które mogły to spowodować, możę by się udało to rozwiązać, bo bywa że wystarczy to i finito z lękiem. Co do leków to sam się ich boję więc nic mądrego nie dodam :) ale terapia? Może byś się skusiła, bowiem wielu osobom pomogła i to nie po latach chodzenia a nawet po paru wizytach, nie zaszkodzi spróbować, wszystko byle nie to co nas zżera...

pozdrawiam serdecznie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja natomiast panicznie boje sie tego, zed jak bede w ciazy kiedys, urodze dziecko, bede musiala zostac przez jakis czas w domu i nie pracowac. Na sama mysl robi mi sie slabo... tego, ze w domu moje objawy sie nasila, bez pracy, bez kontaktu z ludzmi. A jak bede chciala jak najpredzej wrocic do pracy, bede czula presje i wymawianie mi tego, jaka to ze mnie zla matka... nieraz jak rozmawialam z ludzmi o tym, ze np nie wyobrazam sobie spedzic w domu roku na wychowawczym, to juz ich miny mowily samo za siebie i te durnowate komentarze: " jaaaaaaaak toooo? nie zooostalabys z dzieckiem???". w ogole nie wdawalam sie w dyskusje, bo nie bede opowiadac o moich lekach, ale ludzie takie maja pojecie... matka dobra to taka , ktora siedzi w domu i nie pracuje, a nie daj boszsze chce wrocic jak najszybciej do pracy. ja wiem, ze w domu bym zwariowala kompletnie i bym sie fatalnie czula psychicznie. I ciagle mnie ta mysl nachodzi, a nawet faceta nie mam :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, dzięki Viktor...

 

mam nadzieję, że będzie dobrze, musze pomyśleć nad tą terapią...zobaczę, ale osłabne sama w w swoich oczach jeśli pójde do psychologa, albo do psychiatry, chciałabym wygrać sama , to będzie ostateczność

...nie damy się...

ja nie wiem dlaczego my się tak przejmujemy innymi...opinią...ich uczuciami...to chyba się nazywa nadwrażliwość i to nas trzyma

 

 

Alexandra

 

niestety masz rację, niezupełnie oczywiście, bo przecież nie masz jeszcze chłopaka...więć ;) musisz zrobić wszystko, żeby nie siedzieć w domu, masz pracę, maszmożliwośći powrotu do niej w każdej chwili, są nianie itp. tak musisz zrobić, ja siedzę w domu już 1o lat i to mnie wlaśnie zżera, szlak czlowieka trafia, gdzie jakiś samorozwój, brak kontaktu z ludźmi itd. żadnych znajomych, żadnego zajęcia itd. a dawniej... pracowałam chwilę ...było super...ale życie...

cieszę się bardzo,że mam dzieci to moja duma, tylko o ile dawniej myślałam, że dam im wiele...to dzisiaj mam tysiąc wątpliwośći, czy wogóle sprostam, moja historia jest bardzo dluga, rodzice męża wtrącają się do mnie cały czas, tak do mnie :? nie do naszego małżeństwa...zawsze coś źle...itp. moja teściowa wchodząc do mnie mieszkamy nad nimi, pyta się dzieci co się stało :shock: stąd się to u mnie zaczęło... już rozmawiałam ze starszą córką, raz wyśmiałyśmy teśćiową, ale jej nie przeszlo...zaczęłam myśleć skąd jej do głowy wpadają takie słowa, i zaczęło się ; czy mogłabym coś złego zrobić własnym dzieciom...

wcześniej chciałam iść do pracy...nawet na początku tego roku, niestety utrudniła mi to bardzo skutecznie...fiasko...a byłam już na próbnych dniach...nie miał kto zostać z dziećmi, jedna ma 9 lat...druga córka 3...od przyszłego roku mogłoby być inaczej przedszkole itp.

ale brak mi sił by iść do pracy...skąd je brać... :(

tak, że ty zapomnij oi siedzeniu w domu...to naprawde nic dobrego nie niesie poza brakiem samozadowolenia, itd. ja już mam dość ubierania się w marne ciuchy nawet z ciucholandu za kasę mojego dzielnie zarabiającego męża, on nie wie o wszystkich moich kłopatach...przed tem mówiłam mu płakałam jak głupia...itp. ale mam dość ryczenia jak beksa...

w dodatku rano przed przeczytaniem Twojego postu uświadomiłam sobie że mój lęk przed ostrymi narzędziami wypływa z nadopiekuńczości, tak sądzę przynajmniej, żeby się dziecko nie popażyło, nie ucięło paluszka, itd. tylko skąd te myśli że coś złego mogę sama im zrobić skoro kocham je nad życie... :(

1o lat w domu i obrona dziećmi przed prądem, gazem, żelazkiem ....to chyba to

 

no niestety kobiety same w domu obiad, szkoła, jakieś lekcje poza szkołą dla dziecka, drugie małe...przynajmniej tak jest u mnie...ciągle jakieś miny ktoś robi bo nie może zostać z tą młodszą córką nawet na 5 min. i jeżdżąc, a muszę zawozić starszą córkę do szkoły zabieram młoszą...więc w piątek jestem już wykończona... w dodatku zdaję sobie sprawę z tego że za 10 lat one będą żyć własnym życiem...a ja... na nic ambicja...życie życiem...trafia mnie czasem...

 

kobieta musi pracować

 

mężczyźni nie widzą co się dzieje w domu w tygodniu, jak to wygląda...a w niedziele tracą cierpliwość... :lol: bo dzieci krzyczą :o

 

i ewidentnie nie życzę nikomu mieszkać z teściami to błąd mojego życia i początek nerwicy

 

---- EDIT ----

 

Hej, dzięki Viktor...

 

mam nadzieję, że będzie dobrze, musze pomyśleć nad tą terapią...zobaczę, ale osłabne sama w w swoich oczach jeśli pójde do psychologa, albo do psychiatry, chciałabym wygrać sama , to będzie ostateczność

...nie damy się...

ja nie wiem dlaczego my się tak przejmujemy innymi...opinią...ich uczuciami...to chyba się nazywa nadwrażliwość i to nas trzyma

 

 

Alexandra

 

niestety masz rację, niezupełnie oczywiście, bo przecież nie masz jeszcze chłopaka...więć ;) musisz zrobić wszystko, żeby nie siedzieć w domu, masz pracę, maszmożliwośći powrotu do niej w każdej chwili, są nianie itp. tak musisz zrobić, ja siedzę w domu już 1o lat i to mnie wlaśnie zżera, szlak czlowieka trafia, gdzie jakiś samorozwój, brak kontaktu z ludźmi itd. żadnych znajomych, żadnego zajęcia itd. a dawniej... pracowałam chwilę ...było super...ale życie...

cieszę się bardzo,że mam dzieci to moja duma, tylko o ile dawniej myślałam, że dam im wiele...to dzisiaj mam tysiąc wątpliwośći, czy wogóle sprostam, moja historia jest bardzo dluga, rodzice męża wtrącają się do mnie cały czas, tak do mnie :? nie do naszego małżeństwa...zawsze coś źle...itp. moja teściowa wchodząc do mnie mieszkamy nad nimi, pyta się dzieci co się stało :shock: stąd się to u mnie zaczęło... już rozmawiałam ze starszą córką, raz wyśmiałyśmy teśćiową, ale jej nie przeszlo...zaczęłam myśleć skąd jej do głowy wpadają takie słowa, i zaczęło się ; czy mogłabym coś złego zrobić własnym dzieciom...

wcześniej chciałam iść do pracy...nawet na początku tego roku, niestety utrudniła mi to bardzo skutecznie...fiasko...a byłam już na próbnych dniach...nie miał kto zostać z dziećmi, jedna ma 9 lat...druga córka 3...od przyszłego roku mogłoby być inaczej przedszkole itp.

ale brak mi sił by iść do pracy...skąd je brać... :(

tak, że ty zapomnij oi siedzeniu w domu...to naprawde nic dobrego nie niesie poza brakiem samozadowolenia, itd. ja już mam dość ubierania się w marne ciuchy nawet z ciucholandu za kasę mojego dzielnie zarabiającego męża, on nie wie o wszystkich moich kłopatach...przed tem mówiłam mu płakałam jak głupia...itp. ale mam dość ryczenia jak beksa...

w dodatku rano przed przeczytaniem Twojego postu uświadomiłam sobie że mój lęk przed ostrymi narzędziami wypływa z nadopiekuńczości, tak sądzę przynajmniej, żeby się dziecko nie popażyło, nie ucięło paluszka, itd. tylko skąd te myśli że coś złego mogę sama im zrobić skoro kocham je nad życie... :(

1o lat w domu i obrona dziećmi przed prądem, gazem, żelazkiem ....to chyba to

 

no niestety kobiety same w domu obiad, szkoła, jakieś lekcje poza szkołą dla dziecka, drugie małe...przynajmniej tak jest u mnie...ciągle jakieś miny ktoś robi bo nie może zostać z tą młodszą córką nawet na 5 min. i jeżdżąc, a muszę zawozić starszą córkę do szkoły zabieram młoszą...więc w piątek jestem już wykończona... w dodatku zdaję sobie sprawę z tego że za 10 lat one będą żyć własnym życiem...a ja... na nic ambicja...życie życiem...trafia mnie czasem...

 

kobieta musi pracować

 

mężczyźni nie widzą co się dzieje w domu w tygodniu, jak to wygląda...a w niedziele tracą cierpliwość... :lol: bo dzieci krzyczą :o

 

i ewidentnie nie życzę nikomu mieszkać z teściami to błąd mojego życia i początek nerwicy

 

powiem Wam, że zaczęłam szukać jakiegoś spełnienia w wierszach..mam nadzieję, że nie jest tak jak w tej piosence, że w iersze z obłędu powstają

 

 

 

wiem, że to nie forum poetyckie...wybaczcie...nie będę już WAS dręczyć słowami rymów,

 

 

DLA WAS

 

 

 

Kiedy smutek

 

 

 

 

 

Kiedy ci smutek zagląda w oczy,

a myśli błądzą w otchłani zła,

wiedz, że przyjaciel choć nie zbyt bliski

to jego imię prosto brzmi: czas.

 

Zmiana godziny, zmiana minuty

i może miejsca zmiana też,

pozwoli słyszeć znów piękne nuty,

odrzucić smutek, odrzucić gniew.

 

Takie jest życie, prawda, nie łatwe,

drobiny szczęścia , a także dni,

wśród których deszcze, burze i wiatry,

słońce zachodzi, szaro i dżdży.

 

A kiedy wyjdzie znowu zza chmury,

rozświetli niebo, rozświetli ziemię,

odejdzie w przeszłość ten dzień ponury,

i w kartach życia będzie wspomnieniem.

 

Może nauczy walki o szczęście,

pozwoli wszystko zrozumieć,

może pozwoli odgadnąć życie…

 

Przed słońca cudem, wiatr musi szumieć.

 

 

 

 

 

(muismy w to uwierzyć)

 

Wyjeżdżam na Święta :( ...ZDROWYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT

 

---- EDIT ----

 

Hej, dzięki Viktor...

 

mam nadzieję, że będzie dobrze, musze pomyśleć nad tą terapią...zobaczę, ale osłabne sama w w swoich oczach jeśli pójde do psychologa, albo do psychiatry, chciałabym wygrać sama , to będzie ostateczność

...nie damy się...

ja nie wiem dlaczego my się tak przejmujemy innymi...opinią...ich uczuciami...to chyba się nazywa nadwrażliwość i to nas trzyma

 

 

Alexandra

 

niestety masz rację, niezupełnie oczywiście, bo przecież nie masz jeszcze chłopaka...więć ;) musisz zrobić wszystko, żeby nie siedzieć w domu, masz pracę, maszmożliwośći powrotu do niej w każdej chwili, są nianie itp. tak musisz zrobić, ja siedzę w domu już 1o lat i to mnie wlaśnie zżera, szlak czlowieka trafia, gdzie jakiś samorozwój, brak kontaktu z ludźmi itd. żadnych znajomych, żadnego zajęcia itd. a dawniej... pracowałam chwilę ...było super...ale życie...

cieszę się bardzo,że mam dzieci to moja duma, tylko o ile dawniej myślałam, że dam im wiele...to dzisiaj mam tysiąc wątpliwośći, czy wogóle sprostam, moja historia jest bardzo dluga, rodzice męża wtrącają się do mnie cały czas, tak do mnie :? nie do naszego małżeństwa...zawsze coś źle...itp. moja teściowa wchodząc do mnie mieszkamy nad nimi, pyta się dzieci co się stało :shock: stąd się to u mnie zaczęło... już rozmawiałam ze starszą córką, raz wyśmiałyśmy teśćiową, ale jej nie przeszlo...zaczęłam myśleć skąd jej do głowy wpadają takie słowa, i zaczęło się ; czy mogłabym coś złego zrobić własnym dzieciom...

wcześniej chciałam iść do pracy...nawet na początku tego roku, niestety utrudniła mi to bardzo skutecznie...fiasko...a byłam już na próbnych dniach...nie miał kto zostać z dziećmi, jedna ma 9 lat...druga córka 3...od przyszłego roku mogłoby być inaczej przedszkole itp.

ale brak mi sił by iść do pracy...skąd je brać... :(

tak, że ty zapomnij oi siedzeniu w domu...to naprawde nic dobrego nie niesie poza brakiem samozadowolenia, itd. ja już mam dość ubierania się w marne ciuchy nawet z ciucholandu za kasę mojego dzielnie zarabiającego męża, on nie wie o wszystkich moich kłopatach...przed tem mówiłam mu płakałam jak głupia...itp. ale mam dość ryczenia jak beksa...

w dodatku rano przed przeczytaniem Twojego postu uświadomiłam sobie że mój lęk przed ostrymi narzędziami wypływa z nadopiekuńczości, tak sądzę przynajmniej, żeby się dziecko nie popażyło, nie ucięło paluszka, itd. tylko skąd te myśli że coś złego mogę sama im zrobić skoro kocham je nad życie... :(

1o lat w domu i obrona dziećmi przed prądem, gazem, żelazkiem ....to chyba to

 

no niestety kobiety same w domu obiad, szkoła, jakieś lekcje poza szkołą dla dziecka, drugie małe...przynajmniej tak jest u mnie...ciągle jakieś miny ktoś robi bo nie może zostać z tą młodszą córką nawet na 5 min. i jeżdżąc, a muszę zawozić starszą córkę do szkoły zabieram młoszą...więc w piątek jestem już wykończona... w dodatku zdaję sobie sprawę z tego że za 10 lat one będą żyć własnym życiem...a ja... na nic ambicja...życie życiem...trafia mnie czasem...

 

kobieta musi pracować

 

mężczyźni nie widzą co się dzieje w domu w tygodniu, jak to wygląda...a w niedziele tracą cierpliwość... :lol: bo dzieci krzyczą :o

 

i ewidentnie nie życzę nikomu mieszkać z teściami to błąd mojego życia i początek nerwicy

 

---- EDIT ----

 

Hej, dzięki Viktor...

 

mam nadzieję, że będzie dobrze, musze pomyśleć nad tą terapią...zobaczę, ale osłabne sama w w swoich oczach jeśli pójde do psychologa, albo do psychiatry, chciałabym wygrać sama , to będzie ostateczność

...nie damy się...

ja nie wiem dlaczego my się tak przejmujemy innymi...opinią...ich uczuciami...to chyba się nazywa nadwrażliwość i to nas trzyma

 

 

Alexandra

 

niestety masz rację, niezupełnie oczywiście, bo przecież nie masz jeszcze chłopaka...więć ;) musisz zrobić wszystko, żeby nie siedzieć w domu, masz pracę, maszmożliwośći powrotu do niej w każdej chwili, są nianie itp. tak musisz zrobić, ja siedzę w domu już 1o lat i to mnie wlaśnie zżera, szlak czlowieka trafia, gdzie jakiś samorozwój, brak kontaktu z ludźmi itd. żadnych znajomych, żadnego zajęcia itd. a dawniej... pracowałam chwilę ...było super...ale życie...

cieszę się bardzo,że mam dzieci to moja duma, tylko o ile dawniej myślałam, że dam im wiele...to dzisiaj mam tysiąc wątpliwośći, czy wogóle sprostam, moja historia jest bardzo dluga, rodzice męża wtrącają się do mnie cały czas, tak do mnie :? nie do naszego małżeństwa...zawsze coś źle...itp. moja teściowa wchodząc do mnie mieszkamy nad nimi, pyta się dzieci co się stało :shock: stąd się to u mnie zaczęło... już rozmawiałam ze starszą córką, raz wyśmiałyśmy teśćiową, ale jej nie przeszlo...zaczęłam myśleć skąd jej do głowy wpadają takie słowa, i zaczęło się ; czy mogłabym coś złego zrobić własnym dzieciom...

wcześniej chciałam iść do pracy...nawet na początku tego roku, niestety utrudniła mi to bardzo skutecznie...fiasko...a byłam już na próbnych dniach...nie miał kto zostać z dziećmi, jedna ma 9 lat...druga córka 3...od przyszłego roku mogłoby być inaczej przedszkole itp.

ale brak mi sił by iść do pracy...skąd je brać... :(

tak, że ty zapomnij oi siedzeniu w domu...to naprawde nic dobrego nie niesie poza brakiem samozadowolenia, itd. ja już mam dość ubierania się w marne ciuchy nawet z ciucholandu za kasę mojego dzielnie zarabiającego męża, on nie wie o wszystkich moich kłopatach...przed tem mówiłam mu płakałam jak głupia...itp. ale mam dość ryczenia jak beksa...

w dodatku rano przed przeczytaniem Twojego postu uświadomiłam sobie że mój lęk przed ostrymi narzędziami wypływa z nadopiekuńczości, tak sądzę przynajmniej, żeby się dziecko nie popażyło, nie ucięło paluszka, itd. tylko skąd te myśli że coś złego mogę sama im zrobić skoro kocham je nad życie... :(

1o lat w domu i obrona dziećmi przed prądem, gazem, żelazkiem ....to chyba to

 

no niestety kobiety same w domu obiad, szkoła, jakieś lekcje poza szkołą dla dziecka, drugie małe...przynajmniej tak jest u mnie...ciągle jakieś miny ktoś robi bo nie może zostać z tą młodszą córką nawet na 5 min. i jeżdżąc, a muszę zawozić starszą córkę do szkoły zabieram młoszą...więc w piątek jestem już wykończona... w dodatku zdaję sobie sprawę z tego że za 10 lat one będą żyć własnym życiem...a ja... na nic ambicja...życie życiem...trafia mnie czasem...

 

kobieta musi pracować

 

mężczyźni nie widzą co się dzieje w domu w tygodniu, jak to wygląda...a w niedziele tracą cierpliwość... :lol: bo dzieci krzyczą :o

 

i ewidentnie nie życzę nikomu mieszkać z teściami to błąd mojego życia i początek nerwicy

 

powiem Wam, że zaczęłam szukać jakiegoś spełnienia w wierszach..mam nadzieję, że nie jest tak jak w tej piosence, że w iersze z obłędu powstają

 

 

 

wiem, że to nie forum poetyckie...wybaczcie...nie będę już WAS dręczyć słowami rymów,

 

 

DLA WAS

 

 

 

Kiedy smutek

 

 

 

 

 

Kiedy ci smutek zagląda w oczy,

a myśli błądzą w otchłani zła,

wiedz, że przyjaciel choć nie zbyt bliski

to jego imię prosto brzmi: czas.

 

Zmiana godziny, zmiana minuty

i może miejsca zmiana też,

pozwoli słyszeć znów piękne nuty,

odrzucić smutek, odrzucić gniew.

 

Takie jest życie, prawda, nie łatwe,

drobiny szczęścia , a także dni,

wśród których deszcze, burze i wiatry,

słońce zachodzi, szaro i dżdży.

 

A kiedy wyjdzie znowu zza chmury,

rozświetli niebo, rozświetli ziemię,

odejdzie w przeszłość ten dzień ponury,

i w kartach życia będzie wspomnieniem.

 

Może nauczy walki o szczęście,

pozwoli wszystko zrozumieć,

może pozwoli odgadnąć życie…

 

Przed słońca cudem, wiatr musi szumieć.

 

 

 

 

 

(muismy w to uwierzyć, CHOĆ NIE JEST TO ŁATWE)

 

Wyjeżdżam na Święta :( ...ZDROWYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT

 

---- EDIT ----

 

nie wiem co to sie podzial ona tej stronie, coś wcisnęłam...czy co...że tyle razy mi się napisało :smile: wybaczcie..nie kasuję już...bo nie wiem co zostanie :smile: a co skasuję, był tylko jeden post :( a czas mnie nagli

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem pewna, ze Twoje samopoczucie wynika z braku pracy. Uwazam, ze kobieta, ktora ma taka potrzebe MUSI pracowac, gdyz siedzenie wylacznie w domu, z dziecmi, brak kontaktu z ludzmi, brak innego zajecia, celu zawodowoego moze doprowadzic wlasnie do depresji. A szczesliwa matka to szczesiwe dziecko. Poza tym, zycie z tesciami tez sie przyczynia do takiego stanu. Jednak nie mozesz rozlozyc rak i nic nie robic. Tzn mozesz, ale bedziesz sie tak czula jak teraz. Zawsze musi byc jakies wyjscie. Ile masz lat, czy masz konkretne wyksztalcenie, konczylas jakies kursy , w jakiej pracy siebie widzisz? Uwazam, ze powinnas zawalczyc o siebie, nie zwazajac na tesciowa. Mysle, ze to chore wymagac od kobiety, zeby wylacznie siedziala w domu z dzieckiem... przeciez kazdy potrzebuje jakiegos innego swiata, celu, zawodu, wtedy o niebo lepiej funkcjonuje niz siedzac wylacznie w domu... ja jak ide do pracy, mam mnostwo w sobie energii, radosci, jestem lepiej zorganizowana , czuje , ze wszystko fajnie sie toczy: wstaje rano, ide do pracy, wracam, cos sie dzieje... a samo dom....? jaka to monotonia, ta rutyna moze zabic!!! Co Twoj maz na to ? Czy Twoj maz jest przeciwny temu, zebys pracowala??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba znalazłem kogoś podobnego do siebie.

Ja też zaczynam bać się wszystkiego, a jednocześnie niczego..

Nawet myśl o tym , że żyję potrafi wzbudzić we mnie lęk , a myśl że szklanka leży na stole panikę. Czasem dobija mnie już mój umysł, ale co poradzić? Trza zmuszać się do życia chociaż może to być naprawdę trudne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dzięki Olu

 

mam wielką nadzieję, że masz rację

 

rzeczywiście bardzo chciałabym pracować, mam średnie ...dobre wykształcenie...

 

aż zbyt dobre jak na średnie, wystarczające jak na zdobycie pracy dla kobiety...tylko że w swoim zawodzie brak doświadczenia i jakiś choerny przepraszam za słowo lęk, że sobie nie poradzę, dzieci dz szkoly...przedszkola jak dam radę :( kiedy z nikąd pomocnej dłoni mąż w pracy od świtu do nocy...

 

brak mi już tego samozaparcia...mam dość walki z życiem , z ludźmi,

wkurza mnie to, że dzisiaj już nie da się a nikim normalnie porozmawiać, a to podróże , a to wycieczki, samochody, dzialki, kredyty,

nie ma przyjaciół, jest jakaś walka o to kto ma więcej :(

brak uśmiechu, wsparcia, przyjaźni, nie wiadomo czy ta miłość to ta milość itp.

nie chce mi się już nawet z nikim rozmawiać, bo wszystko zmierza właśnie do tego o czym wspomniałam...

czasem ktoś zada jakieś idiotyczne pytanie...np.teściowa...że poprostu nie chce się na nie odpowiadać, brak mi wiary i radośći...

 

zniknęły...

 

 

mąż coż...twierdzi,że chętnie zostałby w domu, gdybym zarobiła tyle co on... :( zarabia powiedzmy wystarczająco...ale niezadawalająco :(

 

 

 

 

generalnie nie mogę zbytnio liczyć na niego...nie umiał nawet wpłynąć na to, aby teściowa pomogła mi w opiece nad MOIMI PRZECIEŻ DZIEĆMI... :(

 

to są jej wnuczki tak na pół godz. dziennie...jak ma kaprys oczywiści, aby się z nimi zobaczyć...mnie poty oblewają w rozmowie z nią :(

 

tak więc takowych unikam...

 

a synuś mamusi nic nie powie, bo mamusia by się obraziła :roll:

 

a dużo mogłabym mówić, ale to tylko rozdrapywanie idiotycznych sytuacji...typu, że obiadki muszą być tłuste dla dzieci...mleczko również...rano kawka do śniadanka inka oczywiście musi być dla dzieciaczków...i wogóle to strasznie szczupłe te moje dzieci :shock:

 

powiem tak...muszla musi być zamknięta...klapka , bo mamusia wącha, że strasznie śmierdzi z kanalizacji

 

wpatruje się w moje bety i ciągle pyta czy nowe...chociaż nie są

 

pyta się po co jadę do sklepu, zawsze jakąś pierdołę muszę jej kupić dla jej satysfakcji... żeby tylko mnie no nie wiem wkurzyć chyba...bo nie rozumiem...

i tak dalej... i tak dalej....

 

i ciągle zafuczana...raz mi powiedziała jak została z dzieckiem...że przyszła służąca...tak o sobie twierdzi jak zostaje z dziećmi...

tak że jak tylko cudem je zostawie z niż na godzinę....cudem i bardzo rzadko to lecę biegiem do domu bo już jestem spoźniona, czy to spowiedź, czy cokolwiek...zebranie w szkole...

na zakupach byłam sama tylko jeden raz...to wszyscy jednomyślnie stwierdzili, że nadużywam ich opieki :shock:

tak więc wszędzie zabieram dzieci dosłownie....

 

 

mąż jest szczęśliwy

 

obiadek...i wszystko inne na miejscu

 

tylko mojego zachowania nie rozumie wogóle

 

to tylko wymieniłam pierdoły...których codziennie jest masa...

nie na mnie kłótnie codzienne, zbyt wiele mnie one kosztują

 

rodzice męża uważają, że to moje fanaberie...znudzona...

dzieci małe ma być z nimi

 

mam nadzieję, że wystarczy mil sił, by to zmienić...

 

generalnie podziwiam siebie, że dotąd to wytrzymałam, że urodziłąm 2 córki i poradziłam sobie sama...mimo, że takie chudziutkie :D

 

 

nie wiem, w jakiej branży w pracy czułąbym się dobrze,...brak tego zdecydowania...sama nie wiem, czy w wyuczonej...czy w innej...czy sobie dam rade...masakra

 

znam bardzo dobrze angielski

 

:?::(

 

wertuję od kilku dni oferty

 

 

zobaczymy

co z tego

wyjdzie

 

 

bardzobym chciał mieć satysfakcję z pracy

 

samodzielność,

żeby to mąż na mnie wyczekiwał, choć raz w tygodniu... żeby odpocząć od domu...wyrwać się z tego prania, gotowania, ...itp.

 

przy dzieciach to nie ma czasu nawet na dobry film ....

 

ciągle bajki

 

wieczorem padam

z nerwów i wykończenia

 

i ryczę

 

 

z nieszczęśliwości

 

 

a mój szczęśliwy mąż ogląda TV

 

:-|

 

 

lęki, lęki, lęki, potem brak snu i znowu dzień...

 

powiem szczerze że w tygodniu mi jakoś idzie

 

idzie bo musi

 

szkoła...lekcje

itp.

 

więc musi :(

 

ale nic mnie nie cieszy

 

muszę to zmienić...

 

:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciebie Marta dobija chyba ta cała sytuacja w domu, to naprawdę bardzo poddatny grunt na nerwice szczególnie dla osób z skłonnością do tych historii, wrażliwością itd.

Wnerwia cię teściowa, to że musisz wkoło słuchać pewnie to co powinnaś robić a czego nie, jakieś uzależnienie finansowe może jeszcze dochodzi. I jeszcze to że pewno byś chciała robić zupełnie co innego niż teraz, choćby pracować a nie możesz bo musisz podporządkować się zdaniu innych bo inaczej będzie gadanie czy jeszcze nie wiadomo co. I pach nerwice, z skumulowanej złości, żalu, nie realizowanych dążeń.

Oczywiście może się mylę ale wydaje mi się że w tym właśnie jest sedno twoich problemów zdrowotnych... tylko wiem wiem, jak to rozwiązać? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokładnie tak

 

---- EDIT ----

 

jak ja bym chciała, żeby mój mąż rozumiał mnie tak jak TY ;)

zatanawiałam się ostatnio, czy to możliwe, żeby mężczyźni też mieli 'takie " problemy myślałam, że to nierealne...

ale to ten stopień wrażliwości :roll: jakiejś dziwnej, skąd ona...

 

myślałam, że faceci nie rozczulają się nad emocjami, widocznie myliłam się...

 

 

nie wiem , czy mam rację, pewnie nie w 100 procentach, ale dzieciństwo tu ma ogromną rolę, to ono uczy albo odporności, albo uległości...

 

u mnie było najpierw tak, że nauczyło odporności, niestety małżeństwo nauczyło mnie uległości

 

a ona zrujnowała moje życie...

 

mam nadzieję, że to nadrobię

 

Dzięki Viktor

 

---- EDIT ----

 

Chyba znalazłem kogoś podobnego do siebie.

Ja też zaczynam bać się wszystkiego, a jednocześnie niczego..

Nawet myśl o tym , że żyję potrafi wzbudzić we mnie lęk , a myśl że szklanka leży na stole panikę. Czasem dobija mnie już mój umysł, ale co poradzić? Trza zmuszać się do życia chociaż może to być naprawdę trudne.

 

 

Ja " robię się na nowo sobą " muszę, bo inaczej ...nie wiem....zwarjuje...

 

nie wiem jak jest u Ciebie, ale ja muszę znaleźć swój świat, do tej pory ten świat to był dom...niewsytarcza mi to do zadowalenia z siebie, z życia....

 

trzeba się odnaleźć...znaleźć swój skrawek zadowolenia

 

 

usłyszałam ostatnio takie zdanie

 

 

NIE BÓJMY SIĘ ŚMIERCI, ALE TEGO, ŻE MOŻEMY NIGDY NIE ZACZĄĆ ŻYĆ!

 

 

TO MOJE MOTTO ((NOWE))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie jest tak samo dobija mnie rutyna związana z pracą w domu dziecko pranie sprzątani obiad kolacja i nic poza tym chciałabym coś robić ale też nie mam siły ani wiary że sobie poradze :( i do tego brak zrozumienia u męża chociaż ostanio coś tam się troche stara ale to może tylko z względu na święta

 

---- EDIT ----

 

nawet mój psycholog chciał żebyśmy sporządzili sobie liste rzeczy które w sobie lubimy nielubimy a czego byśmy od siebie oczekiwali bo często się kłócimy i oczywiście na samym końcu słysze że to moja wina Nawet nie chce zrozumieć po co ta lista mam wrażenie że albo mu nie zależy żebyśmy normalnie ze sobą żyli albo boi się że jednak może moje jest na wierzchu a nie jego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

taka jest siła małżeństwa ...ktoś powie wyrzeczenia....tylko czyje....

kobiety...

 

 

tak sobie myślę, że ciężki nasz los, ale jak wiele robimy, nikt tego nie docenia, ja kiedyś w kłótni powiedzailam teściowi, że sobie nie życzę żeby tak do mnie mówił bo już jestem matką... :smile: a on mi na to

 

straszna bohaterka :shock: bo dziecko urodziła :shock: pewne słowa niestety zostają w poamięci na zawsze,

 

juz nie wspomnę, że mąż chciał założyć akwarium :D teść mu powiedział po co ci rybki jak masz już piranie 2 w domu, wtedy mialam już drugą córkę, powiedział to na imieninach :o:cry: przy gościach myślałam, że zawału dostanę....

 

to było jakieeś 3 lata temu ...zostałąm na krześle imieninowym przy jego stole jakby przyklejona......i wcięta... a mój mąż dodał że jeszcze ma trzecią małą piranijke :shock:

 

dwie drzazgi w sercu na całe życie

 

i to nie tylko to dwie

 

mąż mój chciał załagodzić sytuację, ale mu nie wyszło :(

 

 

takimi słowami jestem karmiona

 

 

niestety

 

do czego zmierzam

 

dlaczego nikt

nie

widzi

jak

wiele

dajemy z siebie

ile wymaga od nas dom i dzieci....

 

ile potrzebujemy wsparcia, dobrych słów, uśmiechu

 

dlaczego

to

wszystko

jest dla innych tak mało ważne

 

szlak mnie trafia, jak na jakiejś uroczystości rodzinnej, których już unikam ktoś bezczelniemnie pyta czy pracuję,

policzek w twarz...i dół ....a wszyscy znają moją sytuację....nie wiem dowartościowują się chyba w ten sposób, a ja tydzień ryczę

 

 

dzisiaj wyniosłąm się do drugiego pokoju do spania...czuję sie w łóżku jak niewolnica... jutro idę sama do Kościoła...lepiej mi tak...

 

tylko do czego to prowadzi

:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

masz gg podaj mi na priwa to poklikamy

 

---- EDIT ----

 

to co piszesz to tak jak bym pisała sama

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marta, mysle sobie, ze to duzy sukces i krok do przodu dla Ciebie, ze zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawe. Ze wiesz, dlaczego jestes nieszczesliwa i co jest tego powodem. Ale nie mozesz tak tego zostawic. Masz dwa wyjscia: albo bedziesz ciagle mowic, ze Ci zle, niedobrze, ale nie zaczniesz pracowac- wtedy bedziesz tak sie czula na co dzien albo wbrew tesciom, mezowi pokazaesz, ze cos potrafisz sama zrobic, podjac jakas decyzje. Maz mysli, ze ma ulegla zone, dlatego jest zbyt pewny Ciebie, zbyt pewny, ze nie podejmiesz zadnej decyzji. Malzenstwo, owszem, oznacza kompromisy, ale jest duza roznica miedzy kompromisem a ulegloscia, z ktorej korzysc ma jedna strona, w tym wypadku maz... To chore wymagac od kobiety, aby jej jedynym swiatem byly dzieci i dom... a gdy tak nie mysli, tego nie chce, nazywaqnie jej wyrodna matka... to niepowazne dla mnie. Siedzac caly dzien w domu, tylko obiad, kolacja, pranie i wszystko co sie dzieje dotyczy domu - nie sposob nie czuc sie zle i nieszczesliwie. Wiekszosc ludzi potrzebuje jakiegos impulsu, celu zawodowego, satysfakcji zawodowej...siedzac w domu tylko czuje sie jedynie te domowa rutyne i niezadowolenie, przygnebienie, brak celu przede wszystkim... bo prace domowe sa srednim celem. Wiem, ze to nielatwe, ale zacznij cos robic poza domem, pokaz ze masz tez inne zycie,inne potrzeby... musisz to zrobic, zeby ocalic siebie i zeby dzieci miala usmiechnieta Mame :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tutaj na tej stronie pod każdą wiadomością można wysłać prywatną do każdej osoby,jeżeli nie masz nic przeciwko, to wolałabym tak rozmawiać

co Ty na to :smile:

 

---- EDIT ----

 

wysłałam Ci Krzycha taką krótką wiadomość na priva (pw) sprawdz, czy doszło...to będziemy tak rozmawiać, o ile nie masz nic przeciwko :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DZIĘKI OLU DODAJESZ MI SIŁ

 

---- EDIT ----

 

ZAPEWNIAM WAS, ŻE TO NIE JEST ŁATWE, KIEDY 10 LAT SIEDZIAŁO SIĘ W DOMU, CIĄGŁE CHOROBY DZIECI, WIZYTY U LEKARZY ITP.CIĄGŁY STRES, SZKOŁA...ITP. SZCZĘŚLIWY MĄŻ :( WSZECHWIEDZĄCA TEŚCIOWA :twisted: CIĄGŁE KŁADY POD NOGAMI I PRZESZKODY,I TO POGODZENIE TEGO WSZYSTKIEGO...PRZECIEZ MUSI BYĆ JAKIEŚ WYJŚCIE :shock:

 

OBSESYJNE SPRZĄTANIE...ŻEBY ŻADNEN ŚMIEĆ NIE LEŻAŁ PRZYPADKIEM RZUCONY, ŻEBY UBRANIA RÓWNO LEŻAŁY W SZAFIE....KTÓRE UPRANE WĄCHA TEŚCIOWA I JAK ZWYKLE ŚMIERDZĄ, BO ZBYT TANI PŁYN DO PŁUKANIA :twisted: I HERBATA SAGA PRZECIEŻ SYF... :twisted: PAPIER TOALETOWY ZBYT CIENKI....CIĄGŁE MARUDZENIA DZIECI, PICIU SIKU ITP. :(

 

DZISIAJ NIE WYPRASOWAŁAM MĘŻOWI KOSZULI :D JUŻ MAM DOŚĆ WSZYSTKIEGO W KANTKE MU PRZYGOTOWYWAĆ

I STAĆ OBOK NIEGO JAK BROŻKA, Z KTÓRĄ NIKT SIĘ NIE LICZY, ŁADNA BROŻKA :cry: MĄŻ SIĘ CIESZY, BO BROŻKA ŁADNA, A ŻE MA DUSZE :shock: CO ZROBIĆ,

 

MUSZĘ SIĘ WZIĄŚĆ W GARŚĆ

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ech Marto ... jak czytam to wszystko to aż mnie skręca ...

Nie wiem co poradzić ..... rodziny nie zmienisz tym bardziej szalenie "szczęśliwej" i "idealnej" ..............

.... możesz jedynie zrobić coś dla siebie ... i to jak najszybciej ...

Ja mam taki charakter, że jak coś mi nie pasuje to od razu się "rzucam" ... i na stówę żelazko (którym prasujesz wszystko na kancik) już dawno by wylądowało na twarzy mojego męża (którego póki co nie mam) :mrgreen:

.... ale Ty jak widzę dzielnie znosisz to wszystko ... musisz coś przedsięwziąć, pierwszym krokiem z pewnością powinna byc wizyta u specjalisty, który Ci profesjonalnie doradzi ...

.... może rzeczywiście powinnaś iść do pracy i zacząć SWOJE życie ...

 

---- EDIT ----

 

beznadziejne to wszystko ..... gdyby mąż Cie bił, zdradzał .... itd .... rozwiązanie byłoby łatwe .... - uciekać gdzie pieprz rośnie ...

... ale Twoja sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana ... w sumie to ja nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu ...

A kochasz męża?? On Cie kocha??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też jak to czytam to aż mnie skręca, i podziwiam cię ze tyle już wytrzymałaś ale nie można się przez całe życie wykańczać, oczywiście ja nie radzę rzuć wszystko w cholere itp. bo zdaje sobie sprawę że to nie jest takie proste....Faktycznie tak jak koleżanka wyżej napisała powinnaś udać się do specjalisty i pogadać, po prostu pogadać i usłyszeć co trzeba :)

Też nie wiem co można doradzić, bo ty sama wiesz jak to jest u ciebie w domu najlepiej i myślę że jak już się porządnie wkurzysz to sama dostaniesz olśnienia :), mam taką przynajmniej nadzieję.

Wiem że jak mnie coś nie pasuje jak też teściowa coś zaczyna kręcić, mieszać to mówię NIE i h.u.j., to był początek mojej terapii :) . Akurat ja nie mieszkam na szczęście z teściową itd. ale były takie pomysły po prostu się nie zgodziłem.

Tak jak napisałaś musisz się wziąć w garść, (chociaż nie lubię tego stwierdzenia, ale sama tak powiedziałaś :) ) musisz coś zmienić.

Aha i my faceci też czujemy jak i wy, może nie wszyscy ale i kobitki też nie :), choć ja bym wolał nie rozmyślać, bo nic dobrego to mnie nie przyniosło :)

Pozdrawiam ciepło!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dzięki WAM za miłe słowa

 

 

muszę Wam powiedzieć, że sama siebie podziwiam za to, że wytrzymuję to tyle lat

 

już nie raz zabierałam dzieci i spędzałam u Mamy kilka dni, gdzie wyklinałam i ryczałam, co z tego,

 

kiedy są dzieci...

 

dla dobra córek muszę ...wracać...tu brak mi energii do życia.........wszędzie widzę jakieś zawiedzione gesty i spojrzenie mówiące jaka to jestem beznadziejna

 

:( wiem, że teściowa zazrości mi młodości :shock: potrafi się doczepić nawet do mojego makijażu dodam, że idealnego i wcale nie przesadnego, mówiąc, że jej by szkoda było się malować, jakby siedziała w domu ;) bardzo śmieszne

 

na szczęście dbam o siebie... choć i tego ostatnio mi się nie chce... :(

 

Męża kocham......... :smile: ale przestaje mi to wystarczać, że ja go kocham, On mnie też........tak przynajmniej twierdzi.........ja ostatnio wcale nie czuję się, jak żona.......

 

mój mąż jest przyzwyczajony do tradycyjnych metod starego dobrego małżeństwa........do szczęścia wystarczy mu telewizor i dobre jedzonko :(

 

wyciągnąć go do kina graniczy z cudem...średnio raz na 5 lat........na jakąś imprezę.........tragedia.........wcale.........bo sztywniak :D taki, że hej......przyklei się do kieliszka to go nie opuści....mnie nie widzi............wtedy..............

 

zaczęłąm się właśnie zastanawiać, czy to nie jest też powód mojego samopoczucia.........

 

nie wiem....

 

czy zbyt późno zobaczyłam jak bardzo różnią się nasze potrzeby...........

 

mnie się nie chce nawet z nim ostatnoi rozmawiać.........

 

zimą siedzę w tym ciemnym mieszkaniu.........

 

latem....on myje samochód...obcina trawnik.........przy wytrawnym oku teściowej...a ja siedzę jak idiotak na krześle w jednym, miejscu, jak stara baba...dzieci gonią po podwórku, potem rezygnuję, idę się kompać

 

on dzielnie podejmuje decyzje nic nie znaczące z teściem i teściową, od których może rozboleć głowa takie idiotyczne, oby tylko z nim i rozmawiał..przychodzi do domu jak się ciemni :x

 

i afera...

 

bo ja się nie umię dostosować...

 

:shock: jak siedzimy razem, czy rozmawiamy zrobią wszystko, żeby to zniszczyć, bo nam się nudzi...a jest tyle rzeczy do zrobienia na podwórku :evil:

 

tak wygląda nasza miłość...wszyscy są dumni z mojego męża....ma dwoje dzieci...żonę...pracę i samochód :(

 

 

chciałabym iść na jakiś kurs...itp. ale nie ma kasy na to,

dzieci

opłaty

 

ledwo starcza

 

jak w większości...

 

z jednej wypłaty

 

był czas, że ofiarowałam Bogu swoje " cierpienia", które mnie przecież nie zabijają, czasem są śmieszne...ale niszczą mnie...

 

dziś nie mam siły się nawet modlić.......

 

:(

 

 

liczę na to, że Bóg to widzi

 

i, że kiedyś mi pomoże w końcu

 

zastanawiam się, czy praca coś zmieni w moim życiu...i w życiu z mężem....

 

 

jakby mi ktoś powedział to co wiem dzisiaj...nie wyszłąbym za mąż nigdy w życiu........

 

może lepiej, że nie wiedziałam, bo mam dwie śliczne córki,

 

moja duma

 

 

 

tylko muszę walczyć

 

 

i walczyć

 

 

powiem WAM

 

że przez 10 lat nie spotakałam nikogo miłego, nie poznałąm nikogo...

nie usłyszałam nic miłego

nie przytrafilo mi się nic miłego

 

nie liczę na wiele

 

nie wierzę już w przyjaźń

nie mam do nikogo zaufania

 

 

ostatnio już nawet do męża

 

była afera... ogląda pornosy

 

czy mu nie wystarczam, nie wiem...możliwe

taka maruda...

te na ekranie nie marudzą

 

 

a niech sobie ogląda...

 

tylko szlak człowieka trafia, że mnie nie widzi, nie widzi mioch potrzeb

 

 

z teściową nie mam siły się kłócić,

potem dostaję spazmów jak ją mijam, paraliżuje mnie

 

a jest tak zawzięta, że nawet jak nie ma racji piuerwsza się nie odezwie

 

 

a szkoda gadać

 

 

generalnie źle źle źle

 

i muszę koniecznie to zmienić

 

dzieci rosną,

chcę być dla nich przykłądem, wzorem, podporą,

a póki co utrudnia mi to nerwica

 

i brak sił

 

wiecie walczyłąm cale życie, urodziłam się w rodzinie patologicznej :(

nikt nigdy o mnie nie dbał,nie pytał, nie tłumaczył

ojciec zgionął w wypadku samochodowym

matka pije do dziś... :( ma kogoś

 

nie mialam zabawnego dzieciństwa, gdy wracałam ze szkoly

w domu był jeden smród alkoholu

 

itd.itd.

 

radziałam sobie na przekór wszystkiemu

 

nie miałam wtedy nic, ale miałąm siłę

 

dzisiaj mam wszystko...(powiedzmy)

ale siły brak

 

:oops:

 

nic mnie już nie bawi... życie pokazało mi się od najciemniejszej strony

 

zabrało uśmiech

 

aby inaczej rozpocząć nowy rok

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niestety, tak to jest, jesli kobieta na poczatku nie zaznaczy swojego JA i swoich potrzeb. Dawka zdrowego egoizmu jest wrecz konieczna. Malzenstwo powinno byc partnerstwem, wzajemnym zrozumieniem a nie relacja kobieta w domu, mezczyzna w pracy. Marta, pamietaj jednak, ze zawsze mozesz zaczac cos robic. Lepiej pozno niz wcale. Jednak jesli nie pokazesz w domu, ze SAMA zaczynasz dbac o siebie , swoje potrzeby, to nikt o Ciebie dbac nie zacznie. Same proby i pokazanie tego tej uwstecznionej (przepraszam, jesli kogos uraze) tesciowej i mezowi bedzie sporym sukcesem. A potem trzeba obrocic to w czyn. SKoro bylas ulegla od poczagtku, maz sie do tego przyzwyczail. Nie chce isc do kina? niech siedzi w domu, wybierz sie SAMA do kina gdy dzieci polozysz spac- jesli masz taka mozliwosc w Twoim rejonie. Pokaz , ze nie jestes uzalezniona od nikogo , ze potrafisz zrobic cos sama. Maz nie chce sie nigdzie ruszyc? SAMA wyjdz gdzies, chociaz odetchniesz od domu, od dzieci... mnie tylko dziwi jedno..... skoro taka byla relacja z mezem i jego zachowanie, jakim cudem nie balas sie zdecydowac na drugie dziecko? w tym samym domu, z tymi samymi tesciami i mezem? ja bym chyb a wiala z jedna corka. Marta, uwazam , ze jestes na tyle silna i swiadoma, ze mozesz cos zmienic. Ja w CIEBIE WIERZE

 

---- EDIT ----

 

sorry, chcialas zeby pisac na privie...nastepnym razem napisze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

OLU NAWET NIE WIESZ ILE TWE SŁOWA DODAJĄ MI OTUCHY I SIŁ

 

 

OPRÓCZ SIOSTRY NIE MAM NIKOGO KOMU MOGŁABYM WSZYSTKO POWIEDZIEĆ...TERAZ TEN PORTAL...TY...VIKTOR I KRZYCHA

 

powiem tak, na drugie dziecko zdecydowałam się tylko dla starszej córki , jedno dziecko ma smutne życie,czerpalam siłę z wiary w BOGA....może to głupie, ale w tym czasie zmarł Jan Paweł II, jego śierć uświadomiła mi czym jest rodzina...

teraz znowu błądzę

 

 

 

 

ten cały trud ciąży, rodzenia, i szarych dni rekompensuje mi widok ich tulenia....czy to rano, czy wieczorem...

uśmiechów............i warjactw

 

ale brakuje mi siłostatnio nawet do tego, aby się z nimi cieszyć

 

 

 

kocham je bardzo...

 

i naprawdę są dla mnie całym światem....

 

 

:smile:

 

 

tylko oprócz domu muszę mieć inne zajęcie....

 

 

bo cały czas myśle, rozpatruję... co by było gdyby...itd.

 

 

 

 

dla męża moja druga ciąża to była przerwa na reklamę tv :( ..przepraszam za te słowa...

 

 

samej mi głupio, ale taka jest prawda

 

 

 

nawet kwiatów do szpitala mi nie przywiózł :( chociaż nie jest najgorszym mężem, liczyłam na więcej...)

 

 

 

On kocha dzieci wstaje w nocy, rzadko, bo rzadko, robi herbatę młodzszej córce...

 

 

 

mnie nie pamiętam kiedy zrobił... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

.... i to jest najśmieszniejsze, że ....

.... dorastałaś w złych warunkach ...... a teraz paradoksalnie jesteś w jeszcze gorszych ... masz mężusia, dzieciaczki, dom itd ....

musicie przede wszystkim pozbyć się teściówki ... niech idzie w cholerę ...

.... bo z tego co widzę ... to ona jest tu głównym problemem ..... może gdyby jej nie było bez przerwy z Wami to dała byś radę "ustawić" sobie męża ...

 

---- EDIT ----

 

P.S. .... Alexandra ma racje .... jak sami o siebie nie zadbamy to przecież nikt tego za nas nie zrobi ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak masz rację, tylko to ja mieszkam w jej domu, co ona bezustannie podkreśla...

chociaż swoje piętro urządzaliśmy sami...

 

ale było już wybudowane

 

ostatnio powiedziała mi że to jej dom ...

na co ja

że mój tez bo mieszkam tu od 10 lat :(

 

no sorry

 

to co to jest dla mnie...

 

mąż tego nie widzi...nie słyszy....

 

on jest u siebie w domu...

 

a ja

 

 

matka

żona

i kochanka

 

 

tylko to ostatnie

to

już w snach częściej

 

bo mam dość wszystkiego

 

:(:(:cry:

 

---- EDIT ----

 

a mój mąż to synuś mamusi

 

 

najukochańszy

 

 

:twisted:

 

 

i .... najukochańszy....

 

---- EDIT ----

 

a najśmieszniejsze jest to że moja teściowa pracuje :mrgreen:

 

niech ją cholera

 

---- EDIT ----

 

:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to na prawdę kiepska sprawa :roll:

.... nie wiem ... mi się tak wydaje ale mogę nie mieć racji .... że jak zaczniesz sama wychodzić np.: do kina czy coś takiego .... to rozpętasz piekło .... zazdrosny mąż tradycjonalista i jego mamuśka dadzą Ci popalić ... stłamszą Cię ... i jeszcze będą Cie wprowadzać w poczucie winy i wmawiać, że np.: zaniedbujesz dzieci itp ...

Może musisz postawić sprawę jasno, potrzebne są radykalne kroki ... powinnaś postawić mężowi warunki i zagrozić, że dłużej tego nie wytrzymasz ...

... nie wiem - może nie znam się - nie mam męża ani dzieci ... ale tak mi się wydaje ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co do tego masz rację,

ja sie boję wrócić od najbiższej rodziny za późno,

 

 

muszę odnowić więzi ze starą przyjaciółką...

 

bardzo starą...ze szkolnej ławki

 

 

którejobecność nie podobała się w naszym domu męzowi i teściowej,

:(

 

nie dbam już o to

bo o mnie nikt nie dba

 

niech się przyzwyczają

 

 

Ona dzwoniła do mnie wczoraj....

pytała czemu nie dzwonię

co jej powiem...

 

śmiałam się, że musi się to zmienić....

 

 

łzy, łzy...łzy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×