Skocz do zawartości
Nerwica.com

Brak uczuć i emocji


Ryś

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć

 

Czy wy też tak macie że nie odczuwacie uczuć i emocji?? 6 lat temu zmarła moja mama a ja na pogrzebie jakby nic się nie stało, 2 lata temu zmarł mi tata i ja to samo niczym się nie przejąłem. Jestem totalnie spłycony emocjonalnie. Nic nie czuje. Czy wy też tak macie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz... To dla mnie trudne pytanie. Jeśli chodzi o moją najbliższą rodzinę, to bardzo się przejmuję. Np. gdy mój tato wchodzi po drabinie i ścina drzewa lub na dach garażu, by usunąć nadmiar śniegu, to bardzo się boję, nie mogę na to patrzeć, więc idę do domu i czekam aż wróci bezpieczny. Mój młodszy brat mieszka w innym mieście, dość daleko, jest tam sam i praktycznie codziennie o tym myślę, życząc mu jak najlepiej. To takie martwienie się. Myślę, że bardzo kocham swoją rodzinę i staram się też żebyśmy żyli w zgodzie i wszystko dobrze funkcjonowało. Jestem z nimi zżyta, więc mogę powiedzieć, że uczucia są. Jeśli chodzi o obcych, to bywa różnie. Nie mogę powiedzieć, że komuś współczuję, bo chyba tego nie czuję, więc nie udaje Wielkiej empatki, bo nią nie jestem. Obcy ludzie wydają się po prostu obcy i nie wydaje mi się, żebym i ja ich obchodziła, choć mogą swoje mówić. Nie wierzę im. Uczucia mam do nich, ale zwykle negatywne, choć są ludzie, którzy wydają się w porządku, więc wysyłam im życzliwe wibracje. Niestety uczucia i emocje w stosunku obcych ludzi wydają mi się zbędne. Wolałabym, aby byli mi totalnie obojętni, ale nie, potrafią mi mocno działać na nerwy. Emocje ... Jestem emocjonalna.

 

Jestem trochę antyspołeczna (aspołeczność to co innego), co sprawia, że ludzie są wobec mnie godni pogardy i jak słyszę, że coś się stało, to nie czuję nic, ale potrafię udawać zszokowanie i smutek, gdy sytuacja tego wymaga.

Edytowane przez Niewkopomonowana

"Szukasz w ludziach dobra. Ja szukam zła. To nie czyni cię lepszym ode mnie. Po prostu innym" ~ dr. House

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Niewkopomonowana napisał(a):

Wiesz... To dla mnie trudne pytanie. Jeśli chodzi o moją najbliższą rodzinę, to bardzo się przejmuję. Np. gdy mój tato wchodzi po drabinie i ścina drzewa lub na dach garażu, by usunąć nadmiar śniegu, to bardzo się boję, nie mogę na to patrzeć, więc idę do domu i czekam aż wróci bezpieczny. Mój młodszy brat mieszka w innym mieście, dość daleko, jest tam sam i praktycznie codziennie o tym myślę, życząc mu jak najlepiej. To takie martwienie się. Myślę, że bardzo kocham swoją rodzinę i staram się też żebyśmy żyli w zgodzie i wszystko dobrze funkcjonowało. Jestem z nimi zżyta, więc mogę powiedzieć, że uczucia są. Jeśli chodzi o obcych, to bywa różnie. Nie mogę powiedzieć, że komuś współczuję, bo chyba tego nie czuję, więc nie udaje Wielkiej empatki, bo nią nie jestem. Obcy ludzie wydają się po prostu obcy i nie wydaje mi się, żebym i ja ich obchodziła, choć mogą swoje mówić. Nie wierzę im. Uczucia mam do nich, ale zwykle negatywne, choć są ludzie, którzy wydają się w porządku, więc wysyłam im życzliwe wibracje. Niestety uczucia i emocje w stosunku obcych ludzi wydają mi się zbędne. Wolałabym, aby byli mi totalnie obojętni, ale nie, potrafią mi mocno działać na nerwy. Emocje ... Jestem emocjonalna.

 

Jestem trochę antyspołeczna (aspołeczność to co innego), co sprawia, że ludzie są wobec mnie godni pogardy i jak słyszę, że coś się stało, to nie czuję nic, ale potrafię udawać zszokowanie i smutek, gdy sytuacja tego wymaga.

Ja nic nie czuje tak jak pisałem jak zmarła mama i tata i jeszcze mój kot. I boli mnie to. Więc może coś czuje. Odrobine. Bo czuje się winny tego że nie przeżywałem śmierci rodziców. Czuje się takim sku...nem , chamem. Rodzice zmarli a ja nic. Ale ogólnie nic nie bawi mnie, nie cieszy, nic nie smuci. Nic. Może mam anhedonie? Są ludzie chorzy na schizofrenie którzy chcieliby nic nie czuć bo cierpią z różnych powodów, ja z kolei chciałbym coś czuć. I tak to już jest z tą cholerną schizofrenią. I to boli i to boli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

22 godziny temu, Ryś napisał(a):

Cześć

 

Czy wy też tak macie że nie odczuwacie uczuć i emocji?? 6 lat temu zmarła moja mama a ja na pogrzebie jakby nic się nie stało, 2 lata temu zmarł mi tata i ja to samo niczym się nie przejąłem. Jestem totalnie spłycony emocjonalnie. Nic nie czuje. Czy wy też tak macie?

Ale na serio sie nie przejąłeś czy przyjąłeś taka maske. Niektorzy sie rzucają w wir pracy itd a prawdziwe odczucia przychodzą np po czasie. To może być pozorne nie odczuwanie niczego 

Jest tez wyparcie itd 

b różnie ludzie reagują 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz ja nic wtedy i teraz nie czułem. Nie czułem żadnego żalu czy czegoś takiego. Jedynie teraz boli mnie i jest mi wstyd że wtedy jak umierała mama i tata to ja nic nie czułem. Że jestem jakimś suki... synem. Takie mam poczucie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 8.09.2026 o 10:33, Ryś napisał(a):

Wiesz ja nic wtedy i teraz nie czułem. Nie czułem żadnego żalu czy czegoś takiego. Jedynie teraz boli mnie i jest mi wstyd że wtedy jak umierała mama i tata to ja nic nie czułem. Że jestem jakimś suki... synem. Takie mam poczucie.

No ale na lekach to normalne, że człowiek staje się trochę zombie. Ale jak z nich byś zszedł to by puściło. Na sobie sprawdziłem to wiele razy. Zawsze zejście z leków do 0 (SSRI) powoduje przypływ tego czego nie ma na co dzień. Czasem i skowronek dziubiący w ziemi wtedy potrafi wzruszyć

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

22 minuty temu, shadow_no napisał(a):

No ale na lekach to normalne, że człowiek staje się trochę zombie. Ale jak z nich byś zszedł to by puściło. Na sobie sprawdziłem to wiele razy. Zawsze zejście z leków do 0 (SSRI) powoduje przypływ tego czego nie ma na co dzień. Czasem i skowronek dziubiący w ziemi wtedy potrafi wzruszyć

Mnie dziś wzruszały piosenki i ogólnie czuję dużo emocji. Tych złych i tych dobrych. Im więcej leków tym większa "nieczułość" 

"Szukasz w ludziach dobra. Ja szukam zła. To nie czyni cię lepszym ode mnie. Po prostu innym" ~ dr. House

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, shadow_no napisał(a):

No ale na lekach to normalne, że człowiek staje się trochę zombie. Ale jak z nich byś zszedł to by puściło. Na sobie sprawdziłem to wiele razy. Zawsze zejście z leków do 0 (SSRI) powoduje przypływ tego czego nie ma na co dzień. Czasem i skowronek dziubiący w ziemi wtedy potrafi wzruszyć

Tak ale ja nie biore ssrl. Biore tylko zolafren, pregabaline i lorafen. Za winowajce głownie mam zolafren którego biore 17,5 mg. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Ryś napisał(a):

Tak ale ja nie biore ssrl. Biore tylko zolafren, pregabaline i lorafen. Za winowajce głownie mam zolafren którego biore 17,5 mg. 

Zolafren

"Szukasz w ludziach dobra. Ja szukam zła. To nie czyni cię lepszym ode mnie. Po prostu innym" ~ dr. House

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 9.09.2026 o 10:58, shadow_no napisał(a):

No ale na lekach to normalne, że człowiek staje się trochę zombie. Ale jak z nich byś zszedł to by puściło. Na sobie sprawdziłem to wiele razy. Zawsze zejście z leków do 0 (SSRI) powoduje przypływ tego czego nie ma na co dzień. Czasem i skowronek dziubiący w ziemi wtedy potrafi wzruszyć

To prawda. Życie robi sie takie bezbarwne,bo nic nie wzrusza,slabiej odczuwa sie smutek,czy radosc.Ale tak musi byc .Leki chronia nas przed wlasnymi emocjami,bo by nas zabiły.Dlatego ja z nich nigdy nie zejde.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

23 minuty temu, Lucy32 napisał(a):

To prawda. Życie robi sie takie bezbarwne,bo nic nie wzrusza,slabiej odczuwa sie smutek,czy radosc.Ale tak musi byc .Leki chronia nas przed wlasnymi emocjami,bo by nas zabiły.Dlatego ja z nich nigdy nie zejde.

 

Mnie wzrusza być może jak każdą kobietę wiele rzeczy przed okresem, wtedy jestem wyczulona na wszystko. Poza tym na pregabalinie czuję się w porządku. Teraz zaczęłam zauważać zmiany odkąd chodzę na terapię, że jestem zupełnie inna, a raczej uczę się siebie od nowa. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obserwowałam u siebie podobnie wiele lat temu. Wpływ leków. Kompletnie nie odczuwałam niczego nawet jak syn sobie coś zrobił. Oprócz całego gówna, które odczuwałam zniknęły wszelkie uczucia pozytywne- zastanawiałam się nawet czy kocham własne dziecko. Na dłuższą metę stan ciężki do zaakceptowania po pierwszej uldze. Czułam się jak maszyna, która wie jak zaregować ale kompletnie tego wewnetrzenie nie czułam.  

Jak pokonasz sam siebie to już nic nie stanie Ci na drodze...

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No coś w tym jest. Sam tak mam od ponad 10 lat. Brak już reakcji na bodźce zewnętrzne. Zero pozytywnych emocji umiejętności okazywania radości uczuć. Złości też już nie ma jedynie takie znowu jakieś przeszkody do pokonania. Trudno trzeba zanalizować problem i jakoś go rozwiązać. Automatyzmy już tak wytrenowane, że często nie pamiętam jak dotarłem do roboty jazda w tych samych odcinkach z tą samą prędkością, na tym samym biegu mijając te same samochody i ludzi stojących na przystanku. Dzień za dniem mija dokładnie tak samo. W sklepie 3 alejki prosto potem w lewo są owoce, 3 alejki w lewo wódka i koniaki idąc w prawo i prosto pieczywo i tak z automatu potem wsteczny do słupka 0,7 m od muru, bo mam czujnik odległości skręt w lewo do oporu jedynka i wyjazd z parkingu wszystko dopracowane w szczegółach mogę na śpiąco to robić metodycznie bez emocji i tak z wieloma rzeczami. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Prince of darkness napisał(a):

No coś w tym jest. Sam tak mam od ponad 10 lat. Brak już reakcji na bodźce zewnętrzne. Zero pozytywnych emocji umiejętności okazywania radości uczuć. Złości też już nie ma jedynie takie znowu jakieś przeszkody do pokonania. Trudno trzeba zanalizować problem i jakoś go rozwiązać. Automatyzmy już tak wytrenowane, że często nie pamiętam jak dotarłem do roboty jazda w tych samych odcinkach z tą samą prędkością, na tym samym biegu mijając te same samochody i ludzi stojących na przystanku. Dzień za dniem mija dokładnie tak samo. W sklepie 3 alejki prosto potem w lewo są owoce, 3 alejki w lewo wódka i koniaki idąc w prawo i prosto pieczywo i tak z automatu potem wsteczny do słupka 0,7 m od muru, bo mam czujnik odległości skręt w lewo do oporu jedynka i wyjazd z parkingu wszystko dopracowane w szczegółach mogę na śpiąco to robić metodycznie bez emocji i tak z wieloma rzeczami. 

Automatyzm jazdy do domu jest normalna sprawą. Tak samo jak kupowanie bez zastanawiania się. Nie widzę tutaj braku emocji. To nie są czynności wymagające emocji. Nie wyobrażam sobie fascynując się tym samym sklepem. W zasadzie brak jakichkolwiek zmian w dniu bywa nużąca i może powodować frustrację i brak poczucia sensu. Może przyczyną jest to, że od lat niczego nie probujesz zmienić, choćby zmiany rutyny. Warto znaleźć coś, co Cię pochlonie. Nie jest to łatwe, więc warto zacząć od choćby zmiany czegoś w ciągu dnia, choćby glupi spacer w inne miejsce. Samo nic się nie zmieni. Jeśli nic nie czujesz, to moze oznaczać nudę. Tak moze być, ale nie mówię, że jest tak akurat u Ciebie. Wyjść poza schemat,  znaleźć cel - sama do tego dążę. Dni nie powinny być cały czas takie same, bo to durny dzień świstaka, który po prostu nas zamraża, zamiast popychać do przodu.

Edytowane przez Niewkopomonowana

"Szukasz w ludziach dobra. Ja szukam zła. To nie czyni cię lepszym ode mnie. Po prostu innym" ~ dr. House

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 godzin temu, Lucy32 napisał(a):

Dlatego ja z nich nigdy nie zejde.

Tak nigdy nigdy nawet na chwile? Ja czasem robię sobie eksperymenty ze schodzeniem na mikrodawki a kilka razy całkiem do 0 na pare miesięcy. Zawsze wracam później ponownie do docelowej dawki, ale lubie sprawdzać te inne stany świadomości

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Niewkopomonowana napisał(a):

Automatyzm jazdy do domu jest normalna sprawą. Tak samo jak kupowanie bez zastanawiania się. Nie widzę tutaj braku emocji. To nie są czynności wymagające emocji. Nie wyobrażam sobie fascynując się tym samym sklepem. W zasadzie brak jakichkolwiek zmian w dniu bywa nużąca i może powodować frustrację i brak poczucia sensu. Może przyczyną jest to, że od lat niczego nie probujesz zmienić, choćby zmiany rutyny. Warto znaleźć coś, co Cię pochlonie. Nie jest to łatwe, więc warto zacząć od choćby zmiany czegoś w ciągu dnia, choćby glupi spacer w inne miejsce. Samo nic się nie zmieni. Jeśli nic nie czujesz, to moze oznaczać nudę. Tak moze być, ale nie mówię, że jest tak akurat u Ciebie. Wyjść poza schemat,  znaleźć cel - sama do tego dążę. Dni nie powinny być cały czas takie same, bo to durny dzień świstaka, który po prostu nas zamraża, zamiast popychać do przodu.

 

Tylko że mam wrażenie, że kompletnie nie zrozumiałaś, co właściwie opisałem. Nie napisałem, że brak emocji polega na tym, że nie fascynuje mnie ta sama alejka w sklepie albo że jazda tą samą trasą nie dostarcza mi rozrywki. Te przykłady miały pokazać stopień automatyzacji funkcjonowania, a nie być dowodem samym w sobie na brak emocji.

 

Jasne, że człowiek po kilku latach potrafi dojechać do pracy bez świadomego analizowania każdego skrzyżowania. Jasne, że zakupy można robić automatycznie. Tyle że ja napisałem coś znacznie szerszego: od ponad 10 lat praktycznie nie odczuwam pozytywnych emocji, nie mam spontanicznej radości, złość też właściwie zniknęła. Pojawia się problem, trzeba go przeanalizować, rozwiązać i przejść do następnego. Bez większej reakcji emocjonalnej.

 

Dlatego odpowiedź: „może jesteś znudzony, spróbuj spaceru w inne miejsce” brzmi trochę jak porada dla kogoś, kto nie wie, co robić w niedzielne popołudnie. Jeśli ktoś mówi o wieloletniej emocjonalnej pustce, sprowadzanie tego do zmiany alejki w sklepie jest jednak dość mocnym uproszczeniem.

 

Można oczywiście zmienić trasę, pracę, miejsce zamieszkania, podróżować, uprawiać sport czy znaleźć nowe hobby. Tylko co z tego, jeśli człowiek robi to wszystko z dokładnie takim samym poczuciem obojętności? Można zmienić praktycznie całe swoje otoczenie, a mimo to nadal nie poczuć ani większej radości, ani satysfakcji, ani szczególnego zainteresowania.

 

I dlatego stwierdzenie: „może od lat niczego nie próbujesz zmienić” jest zwyczajnie zbyt daleko idącym wnioskiem. Z mojego wpisu tego nie wiesz. Opisałem stan, a nie historię wszystkich rzeczy, które przez te lata robiłem albo których nie robiłem. To trochę tak, jakby powiedzieć komuś z przewlekłym bólem: „może po prostu powinieneś zmienić krzesło”.

 

U mnie problem polega na tym, że nawet rzeczy, które normalnie powinny wywoływać silne emocje, niewiele zmieniają. Nowe miejsca nie dają mi szczególnej ekscytacji. Awans czy osiągnięcie czegoś zawodowo nie daje mi poczucia większej satysfakcji. Uzupełnianie wykształcenia czy zdobywanie kolejnych kwalifikacji jest raczej zadaniem do wykonania niż czymś, z czego potrafię się autentycznie cieszyć. Nawet wojna czy śmierć kogoś bliskiego nie wywołują we mnie takiej reakcji emocjonalnej, jakiej sam po sobie mógłbym się spodziewać. I właśnie to jest dla mnie najbardziej niepokojące - nie to, że dzień jest powtarzalny, tylko że zmiana jego treści niewiele zmienia we mnie.

 

Do tego coraz częściej mam wrażenie, że trudno mi porozumieć się z ludźmi. Oni często nie rozumieją mnie, ja coraz częściej nie rozumiem ich sposobu myślenia. Zaczynają mnie irytować ignorancja, dyletanctwo, bezrefleksyjne powtarzanie bzdur czy brak zainteresowania tym, żeby cokolwiek sprawdzić albo zrozumieć. Coraz częściej zamiast zainteresowania drugim człowiekiem pojawia się zniecierpliwienie i niechęć. Nie twierdzę, że problem zawsze leży po stronie innych opisuję po prostu to, jak sam coraz częściej reaguję.

 

Nie twierdzę, że rutyna nie może pogłębiać poczucia pustki. Może. Ale czym innym jest powiedzieć: „rutyna może mieć wpływ”, a czym innym uznać, że rozwiązaniem wieloletniego braku emocji jest spacer inną ulicą.

 

Ty opisujesz problem jako: „za mało zmian w życiu”. Ja opisuję sytuację, w której przez lata coraz więcej rzeczy przestało wywoływać jakąkolwiek istotną reakcję. To nie jest po prostu znudzenie tym samym sklepem.

 

I chyba właśnie tutaj jest sedno. Ty proponujesz zmianę tego, co robię, a ja próbuję opisać to, że problem dotyczy tego, co ta zmiana we mnie wywołuje, a coraz częściej nie wywołuje nic. Dlatego trudno oczekiwać, że rozwiązaniem będzie kolejna zmiana otoczenia. Jeśli człowiek od lat patrzy na świat i coraz mniej rzeczy naprawdę go porusza, to problemem nie jest już brak nowych bodźców. Problemem jest to, że bodźce przestały mieć znaczenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×