Skocz do zawartości
Nerwica.com

Glow up


Dalila_

Rekomendowane odpowiedzi

27 minut temu, Żaba Monika napisał(a):

Ja mam grzywkę, ale nie potrafię jej ogarnąć. Czasem wygląda ok, a czasem tragicznie.

Ja nawet jak wyglądam ok, w normalnej długości, to po kilku dni ją spinam i obiecuję sobie, że już nigdy jej nie zetnę, tylko zapuszczę 😂

Bardzo podoba mi się "grzywka" poniżej brody. No to już się nie zalicza się grzywki, ale nie wiem jak to nazwać. Kosmyki otulające twarz z przedziałkiem prostym 😏😎

Nad wszystkim, co robię, unosi się niezłomne poczucie ironii.

 

Nie jestem szalony, interesuje mnie wolność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

33 minuty temu, Verinia napisał(a):

Ja nawet jak wyglądam ok, w normalnej długości, to po kilku dni ją spinam i obiecuję sobie, że już nigdy jej nie zetnę, tylko zapuszczę 😂

Bardzo podoba mi się "grzywka" poniżej brody. No to już się nie zalicza się grzywki, ale nie wiem jak to nazwać. Kosmyki otulające twarz z przedziałkiem prostym 😏😎

To chyba po prostu wycieniowane włosy, tak mi się wydaje.

Muszę coś zrobić z włosami, ale nie wiem co. Scielabym na krótko, ale jest ryzyko, że w moim wieku będę wyglądać jak stereotypowa Grażyna a nie pixie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim wieku, blisko 40stki uważam, że fajnie jeśli ludzie nie wyglądają generycznie. Bez względu na lata, fajnie jak mamy świeże, pachnące praniem ciuchy - to podstawa - a jeśli idzie o glow up to może energia jaka od nas emanuje? Ostatnio o tym myślałem, że w sumie sam zobaczyłbym w sobie ciężar i zmęczenie, to nie jest atrakcyjne raczej nie przyciąga więc... Uśmiech?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Verinia napisał(a):

Ja nawet jak wyglądam ok, w normalnej długości, to po kilku dni ją spinam i obiecuję sobie, że już nigdy jej nie zetnę, tylko zapuszczę 😂

Bardzo podoba mi się "grzywka" poniżej brody. No to już się nie zalicza się grzywki, ale nie wiem jak to nazwać. Kosmyki otulające twarz z przedziałkiem prostym 😏😎

Curtain bangs😀

2 godziny temu, Żaba Monika napisał(a):

To chyba po prostu wycieniowane włosy, tak mi się wydaje.

Muszę coś zrobić z włosami, ale nie wiem co. Scielabym na krótko, ale jest ryzyko, że w moim wieku będę wyglądać jak stereotypowa Grażyna a nie pixie.

A nie chciałaś mulleta czy jak to tam sie zwie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Żaba Monika napisał(a):

Scielabym na krótko, ale jest ryzyko, że w moim wieku będę wyglądać jak stereotypowa Grażyna a nie pixie.

Wydaje mi się, że mamy podobny kształt twarzy więc ci mówię - nie ścinaj się na krótko. Ja raz miałam opcję bardziej skróconą i wyszło tragicznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 minut temu, Pieprz w moździerzu napisał(a):

Wydaje mi się, że mamy podobny kształt twarzy więc ci mówię - nie ścinaj się na krótko. Ja raz miałam opcję bardziej skróconą i wyszło tragicznie.

Mnie krótkie włosy dodają 10 lat a dłuższe odejmują :D

Tak samo z kolorem. Blondy mnie postarzają a ciemne odejmują. 

Jak pokonasz sam siebie to już nic nie stanie Ci na drodze...

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

30 minut temu, Melodiaa napisał(a):

Mnie krótkie włosy dodają 10 lat a dłuższe odejmują :D

Tak samo z kolorem. Blondy mnie postarzają a ciemne odejmują. 

Też wolę dłuższe, i też wolę ciemne. Obecnie mam kruczoczarne i kupiłam dwie dopinki pasm czarnych włosów. Skróciłam je do lini trochę poniżej naturalnych, żeby jw tylko delikatnie zagęścić i wydłużyć. No i jak są ścięte twe sztucznwe, to wyglądają dobrze. Blondu nie cierpię. Na sobie miałam w gimnazjum i raz kilka lat temu, ale dosłownie tydzień. Kiedyś lubiłam rude, ale czułam się zbyt widoczna. 

Nad wszystkim, co robię, unosi się niezłomne poczucie ironii.

 

Nie jestem szalony, interesuje mnie wolność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Nie lubię świtu napisał(a):

W moim wieku, blisko 40stki uważam, że fajnie jeśli ludzie nie wyglądają generycznie. Bez względu na lata, fajnie jak mamy świeże, pachnące praniem ciuchy - to podstawa - a jeśli idzie o glow up to może energia jaka od nas emanuje? Ostatnio o tym myślałem, że w sumie sam zobaczyłbym w sobie ciężar i zmęczenie, to nie jest atrakcyjne raczej nie przyciąga więc... Uśmiech?

Uśmiech zawsze jest czymś miłym.  Życzliwość. Ja często omijam spojrzenia np. w sklepach typu biedronka, bo czuję te wzrok, a ja nie mam ochoty tez wzroku odwzajemnić. Czy to miłe? NIe wiem. NIe znam tych ludzi. Mogę się wydwać obojętna, w sumie tak jest. Ale jak idzie ktoś, kto przyciąga wzrok, to patrzę, ale nienachalnie. Chwilkę, zerkam. I zauważam, że te osoby unikają spojrzeń - takie przeważnie alternatywnie ubierające sie osoby.

 

Aurę masz, albo jej nie masz.Chodzi o moc tej aury. Jak czujesz, że jest widoczna, to jest. I na odwrót. Jak odczuwasz, że nikt Cię nie dostrzga, to pewnie tak jest. 

 

Aura może się zmieniać, ale główny trzon jest ten sam. Ale tu już o ezoterykę zahaczam, a pewnie nie o to Ci chodziło.

 

No ale jednak są ludzie, którzy przyciągają spojrzenia. Nie muszą nawet wyglądać "inaczej","dziwnie", oni mają to coś.

 

Wyprane ciuchy, czyste ciało.

 

Ja doliczam jeszcze pieęgnację twarzy, golenie - zwłaszcza nóg i PERFUMY. 

Edytowane przez Verinia

Nad wszystkim, co robię, unosi się niezłomne poczucie ironii.

 

Nie jestem szalony, interesuje mnie wolność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Ostatnio o tym myślałem, że w sumie sam zobaczyłbym w sobie ciężar i zmęczenie, to nie jest atrakcyjne raczej nie przyciąga więc... Uśmiech?

Nie wiem. Mnie mówią, że jestem sympatyczna choć pewnie nie wszyscy bo bywam niesympatyczna dla tych którzy jakoś się do tego przyczynili :P Uśmiech zawsze przełamuje barierę..pozytywne nastawienie, otwartość, życzliwość. 

Jak pokonasz sam siebie to już nic nie stanie Ci na drodze...

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedzi, fajnie to ujęłyście. Verinia i Melodiaa

 

O to właśnie mi chodziło, bardziej niż o sam wygląd. Nie o bycie idealnym albo wiecznie uśmiechniętym, tylko o taki sygnał, że człowiek jest zadbany, obecny, życzliwy, przynajmniej neutralny i nie niesie na twarzy samego ciężaru.

 

Podoba mi się też to rozróżnienie, że życzliwość nie musi oznaczać bycia miłym dla każdego za wszelką cenę. Bardziej chodzi o bazowe nastawienie do ludzi, ale z granicami. Mogę ale nie muszę i nie jestem bezbronny/bezbronna.

 

No i tak, higiena, czyste ubrania, zapach, pielęgnacja — niby proste rzeczy, a mocno wpływają na odbiór. Może “aura” to trochę właśnie połączenie tego, jak człowiek wygląda, jak się czuje ze sobą i jaką energię wysyła innym.

Edytowane przez Nie lubię świtu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 godzin temu, Nie lubię świtu napisał(a):

O to właśnie mi chodziło, bardziej niż o sam wygląd. Nie o bycie idealnym albo wiecznie uśmiechniętym, tylko o taki sygnał, że człowiek jest zadbany, obecny, życzliwy, przynajmniej neutralny i nie niesie na twarzy samego ciężaru.

 

Ja z wiekiem przestałam się tak często uśmiechać. Jestem życzliwya - nie zawsze, a jednak mam tę optymistyczną stronę, którą darzę ludzi, których chcę. Jestem kulturalna, Witam się, rozmawiam, dziękuję, życzę miłęgo dnia - niektórym. Co do reszty - kultura, ale często z dystansem. Kiedyś byłam za miła. Zmieniło się to. Nie zrobiłm tej zmiany na siłę. Życie, doświadczenia, relacje z ludźmi mnie tego nauczyły. I to co zauważyłam, ludzie nie lubią za miłych osób. A czemu? Może wydają się mniej autentyczne, żebrzące o akceptację. Chodzi mi o takie osoby zawsze kochane, bez asertywności. NIe powiedzą co myślą, powiedzą, co chcą inni usłyszeć. Jung mówił o tym, by poznać swój cień. By zaakceptować w sobie czarne cechy, te, których nie lubimy lub nawet nie chcemy w sobie widzieć. Chodzi o spójność. I te jaśniejsze cechy i ciemniejsze zintegrować. By cień był z nami, a nie w podświadomości, bo gdy nie jest przez nas widziany, to i tak wybucha. Wtedy często objawia się to agresją, smutkiem, złością,lękiem i innymi niepożądanymi cechami. 

 

Ja np. długo nie akceptowałam, że jestem typem "kolorowego ptaka" i samotnikiem. Zawsze marzyłam o paczce przyjaciół. Jeszcze za młodu miałam jakichś znajomych, ale nawet wtedy wolałam siedzieć na laptopie pisząc z literkami na czacie - do rana. Woalałam to, bo znajomi mnie nużyli. To zwykle ja dawałam z siebie wszystko. Rozśmieszałam, robiłam dziwne akcje, gadkę miałam i oni z tego korzstali. Nie mówię, że byli jacyś niefajni. Lubiłam ich, więc czasem się widywaliśmy, ale to nie był ten typ ludzi. Moich ludzi na pewno znalazłabym w liceum plastycznym. Ci ludzie są magnetyczni. No i rysowanie - nauczyłabym się i np. grafika komp. - był tam taki dział. Dostalam się, ale rodzina zakazała tej szkoły. Jakie to durne, gdy rodzina zabrania wybrania szkoły czy studiów. Nawet gdybym nie była jakaś świetna w rysowaniu, to bym poznała ludzi, którzy mają artystyczną duszę.

 

Także co do uśmiechu. Uśmiechac się warto, ale nie do każdego, bo niektórzy reagują na to jeszcze wrogością i zdziwieniem 😄 

 

15 godzin temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Podoba mi się też to rozróżnienie, że życzliwość nie musi oznaczać bycia miłym dla każdego za wszelką cenę. Bardziej chodzi o bazowe nastawienie do ludzi, ale z granicami. Mogę ale nie muszę i nie jestem bezbronny/bezbronna.

w pracy niejako muszę być życzliwa, ale w sumie nie zawsze jestem. Granice są bardzo ważne. Czasem mam z tym problem. łatwo wybaczam - gdy usłyszę przepraszam, lub słowa skruchy, wytłumaczenie - to nie gniewam się dalej.

 

Nastawienie do ludzi - tutaj u mnie bywa różnie. 

 

15 godzin temu, Nie lubię świtu napisał(a):

No i tak, higiena, czyste ubrania, zapach, pielęgnacja — niby proste rzeczy, a mocno wpływają na odbiór. Może “aura” to trochę właśnie połączenie tego, jak człowiek wygląda, jak się czuje ze sobą i jaką energię wysyła innym.

Fajnie jest też mieć swój styl. Przynajmniej ja tak mam, że lubię coś pokombinować, zwłaszcza z makijażem. Czane włosy mam nadzieję już zostawić. Ubrania - koszulki z zespołami, wokalistkami. Czasem jakaś sukienka. Adidaski. Skarpetki białe z falbanką u góry - takie najbardziej lubię. Często też chodzę w kolorowych skarpetkach nie do pary. Od dawna ne szukam tych samych, ale staram się, żeby miały podobny styl.

 

Wygląd, ubiór, zapach - to nasza wizytówka. To ludzie widzą. Ale widzą też w jaki sposób się poruszasz, jaki masz ton głosu, czy Twoja twarz wyraża pozytywne emocje, czy boisz się ludzi, czy nie. To widać. Chociaż nie wiem, czy przez każdego.

 

Wkurza mnie, gdy mam gorszy dzień i naprawdę nie mam ochoty na ludzi,a muszę iść do biedry to ci ludzie są dla mnie niemili.

 

Nigdy nie zrozumiem społeczestwa.

 

Co do glow up. Jak się ubieracie?

 

 

 

Nad wszystkim, co robię, unosi się niezłomne poczucie ironii.

 

Nie jestem szalony, interesuje mnie wolność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 godzin temu, Verinia napisał(a):

Ja z wiekiem przestałam się tak często uśmiechać. Jestem życzliwya - nie zawsze, a jednak mam tę optymistyczną stronę, którą darzę ludzi, których chcę. Jestem kulturalna, Witam się, rozmawiam, dziękuję, życzę miłęgo dnia - niektórym. Co do reszty - kultura, ale często z dystansem. Kiedyś byłam za miła. Zmieniło się to. Nie zrobiłm tej zmiany na siłę. Życie, doświadczenia, relacje z ludźmi mnie tego nauczyły. I to co zauważyłam, ludzie nie lubią za miłych osób. A czemu? Może wydają się mniej autentyczne, żebrzące o akceptację. Chodzi mi o takie osoby zawsze kochane, bez asertywności. NIe powiedzą co myślą, powiedzą, co chcą inni usłyszeć. Jung mówił o tym, by poznać swój cień. By zaakceptować w sobie czarne cechy, te, których nie lubimy lub nawet nie chcemy w sobie widzieć. Chodzi o spójność. I te jaśniejsze cechy i ciemniejsze zintegrować. By cień był z nami, a nie w podświadomości, bo gdy nie jest przez nas widziany, to i tak wybucha. Wtedy często objawia się to agresją, smutkiem, złością,lękiem i innymi niepożądanymi cechami. 

 

Ja np. długo nie akceptowałam, że jestem typem "kolorowego ptaka" i samotnikiem. Zawsze marzyłam o paczce przyjaciół. Jeszcze za młodu miałam jakichś znajomych, ale nawet wtedy wolałam siedzieć na laptopie pisząc z literkami na czacie - do rana. Woalałam to, bo znajomi mnie nużyli. To zwykle ja dawałam z siebie wszystko. Rozśmieszałam, robiłam dziwne akcje, gadkę miałam i oni z tego korzstali. Nie mówię, że byli jacyś niefajni. Lubiłam ich, więc czasem się widywaliśmy, ale to nie był ten typ ludzi. Moich ludzi na pewno znalazłabym w liceum plastycznym. Ci ludzie są magnetyczni. No i rysowanie - nauczyłabym się i np. grafika komp. - był tam taki dział. Dostalam się, ale rodzina zakazała tej szkoły. Jakie to durne, gdy rodzina zabrania wybrania szkoły czy studiów. Nawet gdybym nie była jakaś świetna w rysowaniu, to bym poznała ludzi, którzy mają artystyczną duszę.

 

Także co do uśmiechu. Uśmiechac się warto, ale nie do każdego, bo niektórzy reagują na to jeszcze wrogością i zdziwieniem 😄 

 

w pracy niejako muszę być życzliwa, ale w sumie nie zawsze jestem. Granice są bardzo ważne. Czasem mam z tym problem. łatwo wybaczam - gdy usłyszę przepraszam, lub słowa skruchy, wytłumaczenie - to nie gniewam się dalej.

 

Nastawienie do ludzi - tutaj u mnie bywa różnie. 

 

Fajnie jest też mieć swój styl. Przynajmniej ja tak mam, że lubię coś pokombinować, zwłaszcza z makijażem. Czane włosy mam nadzieję już zostawić. Ubrania - koszulki z zespołami, wokalistkami. Czasem jakaś sukienka. Adidaski. Skarpetki białe z falbanką u góry - takie najbardziej lubię. Często też chodzę w kolorowych skarpetkach nie do pary. Od dawna ne szukam tych samych, ale staram się, żeby miały podobny styl.

 

Wygląd, ubiór, zapach - to nasza wizytówka. To ludzie widzą. Ale widzą też w jaki sposób się poruszasz, jaki masz ton głosu, czy Twoja twarz wyraża pozytywne emocje, czy boisz się ludzi, czy nie. To widać. Chociaż nie wiem, czy przez każdego.

 

Wkurza mnie, gdy mam gorszy dzień i naprawdę nie mam ochoty na ludzi,a muszę iść do biedry to ci ludzie są dla mnie niemili.

 

Nigdy nie zrozumiem społeczestwa.

 

Co do glow up. Jak się ubieracie?

 

 

 

Pewnie pytasz dziewczyny ale to zabawny temat, dawno o tym nie myślałem: buty bo najłatwiej, zawsze muszę mieć jakąś białą parę butów na deskę, ostatnio kupiłem zwykłe dc i są spoko, uwielbiam dżordany, są ekstra wygodne, ale prawie tysiak za buty to :f obecnie mam jedne, które się do czegoś nadają i jedne, które nie nadają się do niczego. Chyba nigdy nie nosiłem butów dla dorosłych, może do komunii 😛 Czapy: ogólnie lubię - zimą jakieś beanie zwisające jak u krasnala a latem daszek, raczej full cap i zawsze do tyłu, ostatnio kupiłem taka z misiem Puchatkiem w croppie 🧸♥️  ,góra to zwykle czarny t-shirt, choć ostatnio podobają mi się takie stylizowane na stare w wypranych kolorach, cholera wie jak to się nazywa. Lubię koszule, choć czym jestem starszy to mniej w nich chodzę, od flaneli przez bawełnę po te z lnu, zawsze zawijam rękawy +pincet do męskości, lubię swoje przedramiona kiedy są widoczne, zawsze coś na nich jest: zegarek, rzemienie, jakieś coś, jest mi wtedy ze sobą przyjemnie. Na dupę spodnie wszelakie, bojówki, jeansy, joggery itd nie chodzę w dresach, krótkie spodenki z jakiegoś porządnego materiału to mój dres na chillout w domu, lubię je też nosić kiedy jest ciepło. Zimą lubię takie puchaaate kurty np na snowboard, choć sam nie jeżdżę, raz jechałem i rozjechałem szkółkę dla maluchów nvm, marzy mi się kurtka HH jaką w filmie Babylon AD miał główny bohater, Torop, czy jakoś tak, szukam jej od czasu do czasu od ponad dekady... Z marnym skutkiem. Lubię też skóry ale takie z kapturem, nieco luźniejsze i neutralne, nie tak charakterystyczne jak np ramoneski, tego bym raczej nie założył, obecnie nie posiadam żadnej, same podróby:p i co tam więcej, skarpetki też białe tylko bez falbanek, choć nie próbowałem... Zwykle jednolite, mogą być szare aby nie były w jakieś wzory rodem z koca w rosyjskiej chacie. Majty to bokserki, strasznie fajne mają w medicine, ostatnio były jakieś z górami, podróżami, lasami, całą szufladę tego mam a typowych męskich gaci nie znoszę. Eksperymentów raczej nie czyniłem, miałem kiedyś bawełniane rajstopy ale to było bardzo dawno i miały klapę na fistaszka także bez śmiacia proszę :D

 

A co do Junga to jedną z moich ulubionych piosenek od lat jest forty six & 2, if u know what i mean ;)

Edytowane przez Nie lubię świtu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×