Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy przyjaciel zawiódł Cię kiedyś?


Dalila_

Rekomendowane odpowiedzi

Pytanie dotyczy czy przezyles zawód od przyjaciela. Nie chodzi o rodzinę czy partnera, wtedy można się chyba prędzej spodziewać jakiegoś zawodu. Ja sama jestem często beznadziejna dla ludzi ale przyjaciel to mocne słowo. 

Ja tak i to dwukrotnie, choć ten drugi raz możliwe że przez to że ma chłopaka kontrolującego, mam takie podejrzenie ale nie wiem, może powtórka. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeważnie dzieje się tak, że nigdy nie nawiązuje sama bliższych kontaktów. Jeżeli ktoś chce nawiązać kontakt ze mną komunikuje mi to i określamy relacje. Miałam kilku przyjaciół ale tez  się zawiodłam. Zrozumiałam, że ludzie zatrzymują się w naszym życiu na pewien czas. Widocznie z jakiegoś powodu nasze drogi się skrzyżowały po to aby później się rozejść. Dla mnie byli przyjaciółmi bo mogłam na nich liczyć, byli wsparciem, świetnie spędzałam czas. Mogłam im ufać i z pewnością byli lojalni. Później relacja z różnych powodów się zmieniała co zawsze mocno na mnie wpływało. Mimo trudnych chwil czasem pamiętam ile mi dali. Bywa, że brak mi ich zwyczajnie. Tęsknię. 

Edytowane przez Nesia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, MicMic napisał(a):

Dla mnie partnerka to też przyjaciółka. Dlaczego od partnera czy rodziny można się bardziej spodziewać zawodu niż od przyjaciela, który nie jest partnerem? 

Ja nie twierdzę że nie jest powinien też być bo to zdrowy związek. Ale jednak o innej więź mówię, no partner to zawsze może zawieźć np zerwanie to już może być zawodem. To samo w rodzinie jak ktoś ma trudne stosunki z bliskimi albo trudna sytuację jakaś. no to są takie powszechne doświadczenia. Rozumiesz?

Czy jakieś delikatne kwestie w związku i kłótnie o to

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałam dwie osoby, które mogłabym nazwać przyjacielem, czy przyjaciółką. 

Jedna z ciężkim borderem zrzucała na mnie całą winę za jej niepowodzenia, zawsze mi się obrywało, jak jej coś się nie spodobało, a ja to znosiłam w ciszy bo mi bardzo na niej zależało. W sumie to się w niej zauroczyłam. Jednak przegięła, gdy zaczęła grubo ćpać i się puszczać. Wtedy powiedziałam jej, że jest zwykłą dziwką. Przez długie tygodnie nie dawała mi spokoju, wypisywała bzdury, byleby tylko mnie zranić. Wszędzie ją poblokowałam i dała mi święty spokój. Strasznie się na niej zawiodłam, bo myślałam, że jest dla mnie najważniejsza. W cholerę toksyczne to było. Była moją pierwszą przyjaciółką, bo znaliśmy się jak obie miałyśmy po 13 lat - w internecie. Często do niej jeździłam. Zawiodła mnie, że obrała taką a nie inną ścieżkę. Ale... gdyby do mnie napisała, przeprosiła to wiem, że bym przyjęła przeprosiny. Nadal mi jej brakuje chociaż wiem, że nie powinnam się znów pakować w znajomość z nią. Ale wiem, że bym to zrobiła. 

 

Druga osoba, która znała mnie na wylot. Znaliśmy się z neta. Nagle przestał odpisywać mi na wiadomości i bez żadnego wytłumaczenia urwał kontakt. Nie gadamy już z 3 lata. szkoda, by była to dla mnie ważna osoba, ale nie wiem do dzisiaj co się stało, że tak nagle kontakt się urwał. Wiadomo, że w przyjaźni nie chodzi o to, by być nierozłącznym, ale o to, żeby ta rozłąka nic nie zmieniła. Może była w tym jakaś moja wina, ale stało się to tak nagle, ze poczułam się urażona. Brakuje mi tej osoby, ale raczej się nie odezwę do niej a ona do mnie. Może tak musiało być.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie „przyjaźń” to bardzo mocne słowo. Prawie jak miłość. Nie lubię go nadużywać, bo wtedy traci znaczenie. Tak naprawdę jedyną osobą, którą w życiu nazwałem przyjaciółką, jest moja obecna Żona. I nadal nią jest. Przyjaźniliśmy się długo zanim weszliśmy w relację intymną – i chyba właśnie to było fundamentem: że ona mnie rozumie, widzi moje słabe strony i mimo to akceptuje mnie takim, jakim jestem. Jak dotąd nie zawiodłem się na niej 🙂 

Poza tym nie przypominam sobie relacji przyjacielskich, może jakieś koleżeńskie, a i to nie bardzo. W realu nie jestem szczególnie „towarzyski” i nie buduję łatwo bliskich więzi. A znajomości internetowe… lubię ludzi z Forum (niektórych), ale nigdy nie traktowałem tego jako przyjaźni w tym głębokim sensie. Bardziej jako ważne znajomości, czasem bardzo wspierające, ale jednak inne niż relacja, w której człowiek naprawdę zna Cię „od środka”.

I odpowiadając wprost na pytanie „czy przyjaciel mnie zawiódł”: skoro nikogo nie nazywam przyjacielem i nie nakładam na ludzi takich oczekiwań, to trudno mi się „zawodzić” w tym znaczeniu. Rozczarować kimś – jasne, zdarzyło się. Ale „zawód przyjaciela” zakłada, że ta relacja ma u mnie rangę wyjątkową i że oczekuję od niej czegoś więcej. U mnie to się zdarza bardzo rzadko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17 minut temu, MicMic napisał(a):

No i chuj. To nie można mieć koleżanek, bo dziewczyna? 

Z resztą, każdy człowiek na poziomie, z minimalna dozą empatii nie zostawi nikogo bez słowa. Albo bez empatii, albo tchórz. 

może dziewczyna mu zabroniła, nie wiem. No ale to było niefajne bardzo. Akurat trafiłam do szpitala. Ludzie mnie zaczynają olewać i urywać kontakt zawsze jak trafiam do psychiatryka. Nawet mój były xD jestem jakaś femme fatale czy co xD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, cynthia napisał(a):

 Ludzie mnie zaczynają olewać i urywać kontakt zawsze jak trafiam do psychiatryka. Nawet mój były xD jestem jakaś femme fatale czy co xD

Znam ten ból, właśnie dlatego już nie nawiązuję relacji - nawet koleżeńskich - w pracy. Kiedyś lata temu tak właśnie było - koledzy się odwrócili ode mnie jak trafiłem do szpitala.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, MicMic napisał(a):

Xd 

Dziewczyna mu zabroniła, no nie wierzę. Jak już, to pożegnać się na pewno nie zabroniła. 

no to jest śmieszne, ale i tragiczne. Pantoflarz.

 

2 minuty temu, MicMic napisał(a):

No cóż, to musi być ciężkie dla innych, ale też bym się czuł rozczarowany na Twoim miejscu

Nie wydaje mi się, bym była osobą toksyczną. Nie kierują mną emocje, jestem spokojna, zawsze się podporządkowuję. A może ja tej toksyczności nie widzę. Nie wiem.

Teraz, Dryagan napisał(a):

iedyś lata temu tak właśnie było - koledzy się odwrócili ode mnie jak trafiłem do szpitala.

dlatego ja już nie nazywam nikogo przyjacielem. Te słowo i te emocje już mnie nie dotyczą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, MicMic napisał(a):

tylko towarzyszenie komuś w takim doświadczeniu wymaga dużo odwagi, wrażliwości itp.

najśmieszniejsze, że mój ex też ma schizofrenię, a mnie zostawił jak taką szmatę, jeszcze że mamusia mu kazała. Skoro woli słuchać swojej mamusi to już jego wybór.

To on się o mnie starał.A uważałam go przede wszystkim za przyjaciela.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, MicMic napisał(a):

Dla mnie partnerka to też przyjaciółka. Dlaczego od partnera czy rodziny można się bardziej spodziewać zawodu niż od przyjaciela, który nie jest partnerem? 

Nie wyobrażam sobie ze mogłabym byc z partnerem który nie byłby moim przyjacielem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, MicMic napisał(a):

No i chuj. To nie można mieć koleżanek, bo dziewczyna? 

Ja jestem mocno nieufna. Przeszlaby koleżanka która znam i byłaby też moja kolezanka i z nią sam na sam by widywal się od wyjątku :D Nie wiem z czego to wynika może zbyt dużo "zawodow" właśnie od ludzi i krzywdy. Ale to nie jest temat o tym czy uznaje koleżanki partnerów. Za kilka dni założę go jako następny to się wypowiecie! ;)

 

Godzinę temu, MicMic napisał(a):

Z resztą, każdy człowiek na poziomie, z minimalna dozą empatii nie zostawi nikogo bez słowa. Albo bez empatii, albo tchórz. 

 

A gdzie tak powiedziałam, zasugerowałam że dziewczyna tak kazała

Godzinę temu, MicMic napisał(a):

zygi.gif.4ecfc5c2a2924f3dfce96113634c23d1.gif

 

Widzę emoty z gadu wjechały na pełnej Xd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie to z takich naprawdę przyjaciół to raz taką sytuację miałem, że mnie ktoś zawiódł. I to w podobny sposób co już tu była poruszana historia. 

 

Wieloletnia przyjaciółka "z reala" z którą wiele przeszliśmy. Łącznie z tym, że mieliśmy wspólnych znajomych, wspólne zainteresowania, identyczne poczucie humoru i pisaliśmy lub gadaliśmy prawie codziennie a i przez rok nawet pracowaliśmy dla tej samej firmy. No dużo nas było w swoim życiu. Ale była taka niewidzialna granica której nie przekraczaliśmy. Więc nigdy nic więcej nas nie łączyło. Bo poznaliśmy się jak i ona była zajęta i ja. Także naturalnie wyszło, że nigdy nie byliśmy parą, ale przyjaciółmi. I to było super.

BTW nie ma lepszej skrzydłowej na podryw niż ładna kobieta obok :D kibicowaliśmy sobie wzajemnie w podbojach

 

No a później i u mnie rozstania i u niej. Ja też wyjechałem do innego miasta więc trochę kontakt w realu rzadszy. Ale trafiła niedawno na gościa, przy którym się zmieniła o 180 stopni i... nie może się już ze mną kolegować xd Typek tak ją urobił, że zniknęła prawie z dnia na dzień z mojego życia. Ba, nie tylko mojego ale nawet wspólnych znajomych. Nawet pare dni temu nasza wspólna znajoma opowiedziała mi podobną historie. No fatalnie.

 

No także tak. Zghostowała mnie moja własna i osobista przyjaciółka. I to w sumie taki jeden duży zawód. Tak to normalne sytuacje były jak wszędzie. Ale przyjaciół to ja nie mam wielu. Powiedziałbym nawet, że oprócz niej został mi tylko jeden. Ale mieszka nad morzem i nie często się widujemy. Dlatego ta strata akurat zabolała i nie rozumiem kompletnie. No ale co zrobić. Jak są szczęśliwi to chuj z nimi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż...może ciężko aby ją nazwać dosłownie przyjaciółką ale dla tematu nazwijmy ją tak. Zawsze lubiła się mnie poradzić, coś dopytać, zawsze pisała czy idziemy z psami na spacer itd. Wiecie bardziej taka relacja sąsiedzka ale z tym klimatem bardziej przyjacielskim. No można powiedzieć, że we mnie bardziej widziała przyjaciela niż ja w niej ale można powiedzieć, że zawsze byłem dla niej jakimś oparciem, to na imprezy chodziliśmy, to zawsze mieliśmy głębsze rozmowy. Do czasu aż pewnego chłopa z Warszawy poznała. Wiecie ja ją trochę rozumiem bo wcześniej za każdym razem miała nieudane związki z facetami ale...po tym facecie z Warszawy całkowicie się zmieniła. Jak już sie widzieliśmy to tylko przypadkiem na spacerze z psem, były oczywiscie randomowe rozmowy ale...jakby trzymane z dystansem. Z resztą to wyszło z wora, że jej chłop zakazał jej rozmawiać z innymi facetami i "innymi przyjaciółmi" bo się czuł zazdrosny a, że ona była w pewnym sensie zdesperowana, że jej sie w końcu jakis chłop trafił, no to uznała to za znak święty. I tak mniej, więcej od roku jest.

Można to uznać jak jedno zdarzenie, potrafi pewną ość życia wywrócić do góry nogami i jak łatwo istota ludzka potrafi zmienić swoje zachowanie z dnia na dzień z tygodnia na tydzień

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Slavic napisał(a):

I tak mniej, więcej od roku jest.

Spokojnie. Wróci. Zawsze wracają. I wtedy to ty zdecydujesz, czy ma do czego wracać.

  

1 godzinę temu, shadow_no napisał(a):

Typek tak ją urobił, że zniknęła prawie z dnia na dzień z mojego życia.

Ona też wróci. Nie da się być wiecznie w toksycznym związku. Zawsze dochodzisz do momentu, w którym jest „albo ja albo on”. I wtedy okazuje się, że nie masz już nikogo, i wtedy próbuje się odnawiać zerwane z powodu czyichś niepewności relacje.

 

Nie da się człowieka zamknąć w klatce wbrew jego woli – manipulacjami, wjazdami na czułe punkty. Trzeba byłoby go schwytać jak małpę, umieścić głowę w imadle i zrobić mu lobotomię. Inaczej dusza zawsze się wyrwie. Czasem to po prostu trwa wiele lat.

 

No, bywa też, że ktoś wykańcza się powoli tak skutecznie, że już nie ma czego ratować. Ale, z mojego doświadczenia, rzadziej niż by się wydawało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Doktor Indor napisał(a):

Ona też wróci. Nie da się być wiecznie w toksycznym związku. Zawsze dochodzisz do momentu, w którym jest „albo ja albo on”. I wtedy okazuje się, że nie masz już nikogo, i wtedy próbuje się odnawiać zerwane z powodu czyichś niepewności relacje.

To że oni się rozstaną to ja wiem, bo ten gość toxic mocno. Natomiast ja to co miałbym niby zrobić później. Przytulić ją? Eee tam. Dla mnie to już zamknięty rozdział mimo że zazwyczaj w przyjacielskich stosunkach żyje z większością ludzi.

 

Konsekwencje swoich czynów się ponosi. Wiec do czego miałaby wracać. Z resztą znając ją, to jej duma by nie pozwoliła się do mnie odezwać. Bo tu też byliśmy podobni niestety

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, shadow_no napisał(a):

Natomiast ja to co miałbym niby zrobić później. Przytulić ją? Eee tam.

Pytanie na ile ci na niej zależy…

 

Ja zawsze (mówię o indyku v3, czy po dwóch bolesnych rozstaniach, które go całkowicie zmieniły) po takim odrzuceniu zamykałem już drzwi. Ale ja jestem generalnie wrażliwy na odrzucenie. Daję komuś kredyt zaufania, ale jeśli mnie zrani (a jednak porzucenie zawsze bardziej lub mniej boli), to drugi raz już na to nie pozwolę.

 

Bywały sytuacje, że ktoś, kto mnie olał w chamski sposób (bo zakończyć znajomość można też normalnie, uczciwie, i wtedy jest jasna sprawa, albo np. może wygasnąć sama, bez niczyjej winy, i wtedy też jest OK), odzywał się po latach. Nie doczekiwał się odpowiedzi.

 

Nie zawsze tak było. Ale zawsze, gdy się uginałem i wpuszczałem kogoś takiego do swojego życia, później tego żałowałem. No prawie zawsze, raz nie, ale wtedy to akurat była taka urocza gierka – „ona mnie zrobiła w jajo te 7 lat temu, no to się teraz pobawimy”…

 

Ale oprócz tego to indyki nie są mściwe :D 

 

Inna sprawa że zwykle to ja jestem tym, który znika. Staram się nie ghostować, a już bardzo (od jakiegoś czasu) staram się być fair do końca, ale nie oszukujmy się, nie zawsze tak było i były sytuacje, gdy odbiło mi się to czkawką, bo nagle się okazywało, że świat jest mniejszy, niż się wydawało, i lepiej byłoby nie mieć w tej osobie wroga.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Pytanie na ile ci na niej zależy…

Mniej niż na sobie samym. Chyba taka odpowiedź jest najbardziej trafna. I jednocześnie daje wskazówkę co robić dalej jeśli kiedyś się odezwie. Dzięki 

 

Ja nie jestem mściwy jeśli ktoś mi świadomie i celowo nie chciał zaszkodzić. A ona nie chciała na pewno. Wiec tu żadnej złości nie ma. Tylko co najwyżej jakiś żal czy niezrozumienie 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

23 minuty temu, shadow_no napisał(a):

Mniej niż na sobie samym. Chyba taka odpowiedź jest najbardziej trafna. I jednocześnie daje wskazówkę co robić dalej jeśli kiedyś się odezwie. Dzięki 

Tak, zdecydowanie. Tak jest najzdrowiej.

 

24 minuty temu, shadow_no napisał(a):

Ja nie jestem mściwy jeśli ktoś mi świadomie i celowo nie chciał zaszkodzić.

A to w takich sytuacjach ja też nie. Różnie się życie układa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

16 godzin temu, cynthia napisał(a):

Ludzie mnie zaczynają olewać i urywać kontakt zawsze jak trafiam do psychiatryka.

 

15 godzin temu, Dryagan napisał(a):

Znam ten ból, właśnie dlatego już nie nawiązuję relacji - nawet koleżeńskich - w pracy. Kiedyś lata temu tak właśnie było - koledzy się odwrócili ode mnie jak trafiłem do szpitala.

To jest zawsze weryfikator. Jak to mówią przyjaciół poznajesz w biedzie a ja dodam, że w sukcesie też. Jak zachorowałam pierwszy raz spotkało mnie to samo. Nie byłam na to przygotowana kompletnie. Zwłaszcza, że gdy w życiu tych osób coś się działo- byłam i myślałam, że mogę liczyć na to samo. Zderzenie z rzeczywistością nie jest łatwe. Im jestem starsza ostrożniej dobieram ludzi ale to nie zawsze też oznacza, że się nie sparzę. Ten świat jest taki, że coraz mniej człowieka w człowieku. Ludzi się używa często.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×