Skocz do zawartości
Nerwica.com

Szalony indycznik


Doktor Indor

Rekomendowane odpowiedzi

Ale po co mi pozycja w grupie, do której sam się zapisałem? Nic nie zyskam dzięki temu. Myślałem, że może stanę się mniej dziki, ale poki co raczej potwierdza się moje negatywne zdanie o ludziach. 

Widzę, że część osób już się odsuwa, bo im nie leży często to, co mówię. W szczególności jak mówiłem, że nie lubię radości, czuję, że nie mamy prawa się cieszyć, gdy tyle jest cierpienia, albo opowiadałem, że w gorszych momentach miałem myśli żeby dokonać jakiegoś samobójczego ataku na któregoś ze znienawidzonych przeze mnie polityków czy innych bogaczy. 

 

Jedna dziewczyna zdaje się być mi bliższa i nawet sama to mówiła. Reszta albo mnie wkurwia, albo póki co mało się odzywa. 

Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Ale już widzę, że w takiej grupie funkcjonuje dosyć podobnie jak w życiu. Czuję się wykluczony.

Albo będę sobą, ze swoimi poglądami, ale poza grupą, albo będę musiał się dostosować i udawać kogoś kim nie jestem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, MicMic napisał(a):

Ale po co mi pozycja w grupie, do której sam się zapisałem? Nic nie zyskam dzięki temu. Myślałem, że może stanę się mniej dziki, ale poki co raczej potwierdza się moje negatywne zdanie o ludziach. 

Widzę, że część osób już się odsuwa, bo im nie leży często to, co mówię. W szczególności jak mówiłem, że nie lubię radości, czuję, że nie mamy prawa się cieszyć, gdy tyle jest cierpienia, albo opowiadałem, że w gorszych momentach miałem myśli żeby dokonać jakiegoś samobójczego ataku na któregoś ze znienawidzonych przeze mnie polityków czy innych bogaczy. 

 

Jedna dziewczyna zdaje się być mi bliższa i nawet sama to mówiła. Reszta albo mnie wkurwia, albo póki co mało się odzywa. 

Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Ale już widzę, że w takiej grupie funkcjonuje dosyć podobnie jak w życiu. Czuję się wykluczony.

Albo będę sobą, ze swoimi poglądami, ale poza grupą, albo będę musiał się dostosować i udawać kogoś kim nie jestem. 

Też zawsze byłam outsiderem. Mogę porozmawiać, ale czuję, że i tak jestem oddzielona. ALe ja to zaakceptowałam. Już nie próbuję się dopaswywyać, czy śmiać się z czegoś co mówią, gdy mnie to nie bawi. Nie udaję nikogo. Często odchodzę, gdy długo gadają tzw "small talk". A wczoraj zauważyłam, że najbardziej do mnie garną się te młodsze istoty. 9,11,14 lat - nastolatki można powiedzieć. Aż mi głupio było, że mówiłam, że nie znoszę dzieci. Ale u mnie jest o często zależne od nastroju. Wczoraj miałam dobry, a i tak nie złapałam zbytniego kontaktu z rodziną. Tzn rozmawiałam, ale sama nawet nie wiem co mówiłam, bo było to takie błahe i nudne. Po prostu jakoś ciągnęłam ten small talk i blablabla. No ja nie pasuje do takkich ludzi. I ja, i oni pewnie też to czują. A młodsze osoby są jeszcze bardziej wyluzowane. Można się z nimi powydurniać. A to bardzo lubię robić. Także wczorajsze spotkanie na plus raczej.

 

Nigdy nie wejdę do grupy, bo jestem inna. To się nie zmieni. Zawsze będę sama. Czy to sama ze sobą, czy w tłumie.

Ale Jung powiedział, że jesteśmy najrzadszymi osobowościami. Coś tam jeszcze o tym mówił, ale dokładnie nie pamiętam. Polecam czasem filmiki z yt o Jungu, albo jego książki. Ja teraz będę czytać "Praca z cieniem na podstawie C. Junga" - nie ten tytuł dokladnie. Jak chcesz to Ci podam. To pisała inna autorka na podstawie jego lekcji. 

 

Samotnicy to ludzie przeważnie są osobniki mocno samoświadomi, widzący i czujący więcej. Chcący więcej. Dowiedzieć się jak działa świat i po co. Po prostu myślący mocniej. A ta mdła masa? Jest tego wszędzie i niczym się nie wyróżniają poza mieleniem jęzorem, a ich gadka nic nie znaczy. Mdła masa! 

Edytowane przez Verinia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

No ale tu znamy twoje poglądy i nie jesteś poza grupą. Jaki tam jest cel tej grupy? 

No cóż,przez internet dużo łatwiej ludziom znosić trudne zachowania innych. Gdybyśmy wszyscy spotykali się np. codziennie w realu, to zaraz porobiłyby się grupki i stronnictwa. Ktoś by był wykloczony, ktoś by stał się kozłem ofiarnym, ktoś gwiazdką itp itd.

Nie wiem czy jest cel grupy konkretny. Jak każdej terapii grupowej. Próba polepszenia swoicj relacji z innymi.

3 godziny temu, Verinia napisał(a):

Też zawsze byłam outsiderem. Mogę porozmawiać, ale czuję, że i tak jestem oddzielona. ALe ja to zaakceptowałam. Już nie próbuję się dopaswywyać, czy śmiać się z czegoś co mówią, gdy mnie to nie bawi. Nie udaję nikogo. Często odchodzę, gdy długo gadają tzw "small talk". A wczoraj zauważyłam, że najbardziej do mnie garną się te młodsze istoty. 9,11,14 lat - nastolatki można powiedzieć. Aż mi głupio było, że mówiłam, że nie znoszę dzieci. Ale u mnie jest o często zależne od nastroju. Wczoraj miałam dobry, a i tak nie złapałam zbytniego kontaktu z rodziną. Tzn rozmawiałam, ale sama nawet nie wiem co mówiłam, bo było to takie błahe i nudne. Po prostu jakoś ciągnęłam ten small talk i blablabla. No ja nie pasuje do takkich ludzi. I ja, i oni pewnie też to czują. A młodsze osoby są jeszcze bardziej wyluzowane. Można się z nimi powydurniać. A to bardzo lubię robić. Także wczorajsze spotkanie na plus raczej.

 

Nigdy nie wejdę do grupy, bo jestem inna. To się nie zmieni. Zawsze będę sama. Czy to sama ze sobą, czy w tłumie.

Ale Jung powiedział, że jesteśmy najrzadszymi osobowościami. Coś tam jeszcze o tym mówił, ale dokładnie nie pamiętam. Polecam czasem filmiki z yt o Jungu, albo jego książki. Ja teraz będę czytać "Praca z cieniem na podstawie C. Junga" - nie ten tytuł dokladnie. Jak chcesz to Ci podam. To pisała inna autorka na podstawie jego lekcji. 

 

Samotnicy to ludzie przeważnie są osobniki mocno samoświadomi, widzący i czujący więcej. Chcący więcej. Dowiedzieć się jak działa świat i po co. Po prostu myślący mocniej. A ta mdła masa? Jest tego wszędzie i niczym się nie wyróżniają poza mieleniem jęzorem, a ich gadka nic nie znaczy. Mdła masa! 

Ja już miałem etap udawania, na siłe chcialem być w centrum uwagi. To było bardzo mędzące. Potem znów miałem etap izolacji i dewaluacji ludzi i potrzeb z nimi związanych. Ale i tak w środku czułem gdzieś tę pustkę i brak przynależności. Najlepiej wspominam chyba czas studiów na wydziale filozofii. Czułem się trochę częścią czegoś większego, taką tam też byłem troszkę gwiazdką, ale nie towarzysko już, tylko na zajęciach, w dyskusjach. Towarzysko tam ludzie raczej byli dosyć zamknięci w sobie.

Tak, podaj mi ten tytuł, może przeczytam w wolnej chwili, choć nie przepadam za szkołą psychoanalityczną w psychologii.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, MicMic napisał(a):

No cóż,przez internet dużo łatwiej ludziom znosić trudne zachowania innych. Gdybyśmy wszyscy spotykali się np. codziennie w realu, to zaraz porobiłyby się grupki i stronnictwa. Ktoś by był wykloczony, ktoś by stał się kozłem ofiarnym, ktoś gwiazdką itp itd.

Nie wiem czy jest cel grupy konkretny. Jak każdej terapii grupowej. Próba polepszenia swoicj relacji z innymi.

Ja już miałem etap udawania, na siłe chcialem być w centrum uwagi. To było bardzo mędzące. Potem znów miałem etap izolacji i dewaluacji ludzi i potrzeb z nimi związanych. Ale i tak w środku czułem gdzieś tę pustkę i brak przynależności. Najlepiej wspominam chyba czas studiów na wydziale filozofii. Czułem się trochę częścią czegoś większego, taką tam też byłem troszkę gwiazdką, ale nie towarzysko już, tylko na zajęciach, w dyskusjach. Towarzysko tam ludzie raczej byli dosyć zamknięci w sobie.

Tak, podaj mi ten tytuł, może przeczytam w wolnej chwili, choć nie przepadam za szkołą psychoanalityczną w psychologii.

 

 

IMG_20251225_145035.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Catriona napisał(a):
19 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

🙂

Wykradł dane logowania do dziennika elektronicznego nauczyciela, który jest też administratorem dziennika.

O kurde, no to gruba sprawa. Jak je wykradł? Nauczyciel miał hasło na karteczce przy klawiaturze?

 

7 godzin temu, MicMic napisał(a):

Gdybyśmy wszyscy spotykali się np. codziennie w realu, to zaraz porobiłyby się grupki i stronnictwa. Ktoś by był wykloczony, ktoś by stał się kozłem ofiarnym, ktoś gwiazdką itp itd.

Dalila byłaby gwiazdką która ciągle szczebiocze a ja bym sobie siedział razem z Catrioną na uboczu, obserwował i oceniał :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ha ha. Wątpię że tam w zasięgu ręki są przedmioty do rzucania. Chyba że krzesło 

Zdziwilibyscie się. Pewnie by było tak że przybylabym tam gdzie musiała odbebnic to i w trakcie wiercic się i zaczynać do kogoś zagadywać z nudów, po czym na koniec by mnie już nie było, bo bym się urwala 

Tak było wszak na wszystkich studiach wykladach

A no i na ostatnią chwilę zawsze ale to wina koniugacji marsa działania infrastruktury miasta zastapiajacych pieszych itp

Byla

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

54 minuty temu, Doktor Indor napisał(a):

O kurde, no to gruba sprawa. Jak je wykradł? Nauczyciel miał hasło na karteczce przy klawiaturze?

Nie wiem. Może zauważył jak nauczyciel wpisuje logując się do dziennika na lekcji? w końcu robią to co lekcje  - administratorzy są znani i każdy bez względu na rodzaj konta w dzienniku może się z nimi skontaktować, bo są wymienieni z imienia i nazwiska. A tak jak mówię - zapamiętywanie loginu miał z głowy, bo każdy ma login na tej samej zasadzie - jest nim indywidualny mail szkolny i u każdego wygląda on tak samo, różni się tylko imieniem i nazwiskiem. System niby wymusza regularne zmiany hasła raz w miesiącu, ale jak nie miał włączonego uwierzytelnienia dwuskładnikowego (sama w przypadku tej szkoły nie mam, bo to jest wkurzające a szkoła tego nie wymaga, bo np. w podstawówce zostało wymuszone korzystanie z uwierzytelnienia dwuskładnikowego - bez tego się nie zaloguje, ale tam mam pełen dostęp do wszystkich danych, ocen etc. i tam login jest trudniejszy do zapamiętania bo to jest ciąg cyfr, którego sama jakiś czas się uczyłam, zanim nauczyłam na pamięć, ale oni też korzystają z innego e-dziennika) to samo hasło wystarczyło 🤷‍♀️

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim przypadku jest o tyle prościej, że nawet jakby jakiś uczeń włamał się na mój komputer szkolny to do systemu na którym ja pracuje ni uja się nie zaloguje, bo do tego jest potrzebny mój mObywatel i nie, sam login i hasło do profilu zaufanego nie wystarczą, a jeśli nawet to by się komuś w jakiś sposób udało to wprowadzenie wszelkich zmian wymaga podpisu certyfikatem, który owszem, jest normalnie na pulpicie komputera, ale też wymaga osobnego hasła, które jest inne niż do każdego innego logowania, bo ja sama się czasami gubię które hasło jest do czego ;)  a nie mam ich nigdzie zapisanych, poza swoją głową.

Edytowane przez Catriona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

Ha ha. Wątpię że tam w zasięgu ręki są przedmioty do rzucania. Chyba że krzesło 

Gdzie jest „tam”? :D

 

4 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

Zdziwilibyscie się. Pewnie by było tak że przybylabym tam gdzie musiała odbebnic to i w trakcie wiercic się i zaczynać do kogoś zagadywać z nudów, po czym na koniec by mnie już nie było, bo bym się urwala 

Albo skradłabyś show :D

 

4 godziny temu, Catriona napisał(a):

Może zauważył jak nauczyciel wpisuje logując się do dziennika na lekcji?

No i będzie miał cieplutko… U nas się najwyżej dziennik ukradkiem zabierało z pokoju nauczycielskiego i „edytowało”. I to już był przypał. Albo jak dziennik zginął (sam…) przed końcem roku :D 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

No i będzie miał cieplutko…

Stawiam, że na razie czekają aż młody skończy 18 lat (bo chyba jeszcze nie ma, a z domu nie jestem w stanie tego sprawdzić) i przy kolejnej najmniejszej akcji już go będą mogli wyrzucić, bo ustanie wobec niego obowiązek szkolny. Na razie muszą go trzymać, bo ze szkoły publicznej ot tak, nie można wyrzucić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Catriona napisał(a):

Stawiam, że na razie czekają aż młody skończy 18 lat (bo chyba jeszcze nie ma, a z domu nie jestem w stanie tego sprawdzić) i przy kolejnej najmniejszej akcji już go będą mogli wyrzucić, bo ustanie wobec niego obowiązek szkolny.

Poczekamy, zobaczymy 🙂

 

Tymczasem garstka offtopu z innych wątków:

  

13 godzin temu, MicMic napisał(a):

No nie lubię, ale nie zawsze tak było.

U mnie też nie. To ludzie nauczyli mnie nienawiści do ludzi.

 

8 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

podobnie jak z tym że wszystkie tinderowki szukaj tylko seksu :D :D

Ja tego nigdzie nie napisałem.

  

7 godzin temu, mała_mi123 napisał(a):

Ciekawe co ci zrobili.

Bardzo złe rzeczy, o których nie będę pisał publicznie. Ale nic z tego, o czym piszesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

 

  

Bardzo złe rzeczy, o których nie będę pisał publicznie. Ale nic z tego, o czym piszesz.

Każdy ma inną wrażliwość. Mnie wystarczy że mi ktoś kota ukradł i już odpalam się z takimi życzeniami. Bym robiła maskarę piła mechaniczną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 24.12.2025 o 19:26, Doktor Indor napisał(a):

Bo uzależnienie jest cichsze, mniej się rzuca w oczy.

Ciekawe, kiedy ludzie nauczą się nie sądzić po pozorach i nie oceniać książki po okładce.

W dniu 24.12.2025 o 19:26, Doktor Indor napisał(a):

Nie mam terapeuty/terapeutki.

Szkoda - dobrze by było, gdyby każdy człowiek miał swojego zaufanego terapeutę, do którego mógłby się zwrócić w razie kryzysu psychicznego.

Nie mówię oczywiście o tym, by każdy miał permanentną i niekończącą się psychoterapię, tylko o tym, by miał osobę, z którą mógłby ją mieć.

W dniu 24.12.2025 o 19:26, Doktor Indor napisał(a):

Nie analizuj mnie,

Nie analizuję - zadawanie pytań to jeszcze nie analizowanie.

Choć może faktycznie w pewnym momencie stałem się zbyt dociekliwy i ciekawy.

W dniu 24.12.2025 o 16:34, MicMic napisał(a):

cierpienie jest jednym z elementów, które zmuszają do jakiejś refleksji. 

Zadawanie komuś cierpienia jest kluczowym elementem utwierdzania swojej władzy nad nim. Dopóki ktoś nie cierpi, nie możesz być pewien, że jest posłuszny twojej woli, a nie woli kogoś innego (nawiązując do dialogu Winstona z O'Brienem w "Roku 1984").

W każdym razie, w momencie, gdy się cierpi, nie ma się wartościowych przemyśleń, bo złe emocje są złym doradcą i nieobiektywne. Cierpienie prowadzi do urazów i poczucia krzywdy i niesprawiedliwości - czyli tworzy ludzi żądnych odwetu i chcących sprawić, by inni cierpieli tak jak oni.

W dniu 24.12.2025 o 23:42, Catriona napisał(a):

Jak się cieszą to cieszą całymi sobą, jak złoszczą to też całymi sobą.

I m.in. to w nich uwielbiam - dziecko potrafi skakać z radości, być autentyczne i spontaniczne, podczas gdy dorośli uformowani przez swoje fałszywe "ja" uznają takie coś za nieprzystojącego dorosłym i dojrzałym.

W dniu 25.12.2025 o 00:05, Doktor Indor napisał(a):

ja tak nie miałem.

Jak miałeś 5 albo 6 lat, to też nie?

W dniu 25.12.2025 o 00:05, Doktor Indor napisał(a):

miałem z 10 lat. Jakiś pajac skakał jak małpa, bo dostał 4.

Dorośli opanowani przez swoje fałszywe "ja" w reakcji na to powiedzieliby: "I co się głupio cieszysz".

A to po prostu pierwotna, autentyczna radość i Prawdziwe Ja tego "pajaca", jak go nazwałeś. Oraz Prawdziwe Ja każdego człowieka - również tych ludzi, którzy tłumią je w sobie.

Ludzie, którzy nie potrafią się tak cieszyć, mogą zazdrościć ludziom, którzy są zdolni do takich pozytywnych emocji, nie kierują się tym, co ktoś może sobie o nich pomyśleć, i nie przejmują się tym.

 

Prawdziwe Ja jest spontaniczne.

Fałszywe Ja planuje i działa z ociąganiem.

Prawdziwe Ja jest wylewne.

Fałszywe Ja jest zamknięte w sobie.

Prawdziwe Ja jest akceptujące wobec siebie i innych.

Fałszywe Ja jest zorientowane na innych i nadmiernie się dostosowuje.

Prawdziwe Ja potrzebuje zabawy.

Fałszywe Ja unika zabawy.

Prawdziwe Ja odczuwa różne emocje, także uzasadnioną, spontaniczną, chwilową złość.

Fałszywe Ja zaprzecza lub ukrywa uczucia, w tym długotrwałą złość (urazę).

W dniu 25.12.2025 o 00:23, Doktor Indor napisał(a):

To dziecko to jest ktoś inny. Dysocjacja.

Czyli silne odcięcie się od Prawdziwego Ja.

W dniu 25.12.2025 o 00:25, Doktor Indor napisał(a):

wstydliwej przypadłości, jaką jest prącia wzwód. Jeden chłopak, który się jąkał, zauważył to i już otwierał gębę, już zaczynał się jąkać, żeby to wyjąkać, ale ja byłem szybszy i zanim zdążył dokończyć pierwsze słowo, doskoczyłem do niego i dałem mu w łeb.

1. To nie była wstydliwa przypadłość, tylko bardzo naturalna reakcja organizmu świadcząca m.in. o zdrowiu - a jeśli dałeś sobie komuś wmówić, że to coś wstydliwego, to zostałeś przez kogoś skrzywdzony. Wzwód to samo życie.

2. To, że on patrzył na okolice krocza innego ucznia, świadczyło wyłącznie o nim.

3. Danie mu w łeb rzeczywiście było nieuzasadnioną reakcją.

Uzasadnioną reakcją byłoby "No i co z tego?" na informację o wzwodzie. Na pewno każdemu uczniowi przydarzył się wzwód w klasie, i ci uczniowie niewątpliwie o tym wiedzieli. Jak komuś nigdy nie stanął, to znaczy, że ten ktoś go nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, Kiusiu napisał(a):

Zadawanie komuś cierpienia jest kluczowym elementem utwierdzania swojej władzy nad nim. Dopóki ktoś nie cierpi, nie możesz być pewien, że jest posłuszny twojej woli, a nie woli kogoś innego (nawiązując do dialogu Winstona z O'Brienem w "Roku 1984").

W każdym razie, w momencie, gdy się cierpi, nie ma się wartościowych przemyśleń, bo złe emocje są złym doradcą i nieobiektywne. Cierpienie prowadzi do urazów i poczucia krzywdy i niesprawiedliwości - czyli tworzy ludzi żądnych odwetu i chcących sprawić, by inni cierpieli tak jak oni.

Nikt nie mówił o zadawaniu cierpienia. Nie mówimy o dominacji za pomocą sprawowania bólu. To bardzo jednostronne patrzenie na problem cierpienia. 

A z tym, że cierpiąc nie ma się wartościowych przemyśleń w ogóle się nie zgadzam. Nie ma czegoś takiego jak złe i dobre emocje, co najwyżej przyjemne i nieprzyjemne. 

Żadne emocje nie są obiektywne, co to w ogóle miałoby znaczyć? Emocje to chemia i prąd oraz ewentualnie pewne qualia, jeśli ktoś w nie wierzy. 

Cierpienie może równie dobrze prowadzić do współczucia i głębokiego zrozumienia - i takie są też moje doświadczenia - więcej współczucia dostałem od nieszczęśliwych i cierpiących niż od radosnych i zadowolonych - takie osoby często nie chcą w ogóle widzieć cierpienia na świecie, bo jest niewygodne, niemodne, w aktualnej narracji za cierpienie obwinia się osoby, które go doświadczają, bo przecież człowiek jest kowalem własnego losu etc. 

Tak więc, sprawa z cierpieniem w żaden sposób nie jest jednoznaczna. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Szkoda - dobrze by było, gdyby każdy człowiek miał swojego zaufanego terapeutę, do którego mógłby się zwrócić w razie kryzysu psychicznego.

Nie miewam kryzysów psychicznych i nie mam takiej potrzeby. 18 lat nieskutecznej terapii u w sumie pięciu terapeutów całkowicie mi wystarczyło, żeby wyrobić sobie opinię na temat tych oszustów.

 

2 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Jak miałeś 5 albo 6 lat, to też nie?

Jak miałem 5 albo 6 lat to skupiałem się na tym, żeby przetrwać piekło.

 

2 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Dorośli opanowani przez swoje fałszywe "ja" w reakcji na to powiedzieliby: "I co się głupio cieszysz".

Ja mając 10 lat pomyślałem dokładnie to samo.

 

Ja też potrafię się cieszyć, ale w sobie.

 

Ale co racja to racja, dawno już doszedłem do tego, że bardzo wcześnie musiałem stworzyć to „fałszywe ja”, żeby przetrwać. Dziecko „kochane” w sposób warunkowy nie przetrwa w inny sposób, niż zakopując głęboko swoje „prawdziwe ja”. I to „prawdziwe ja” jest sobie gdzieśtam we mnie zamrożone, ujawniam je tylko czasami i tylko przy wybranych osobach. Bo zranienie „fałszywego ja” nie boli.

 

2 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

1. To nie była wstydliwa przypadłość, tylko bardzo naturalna reakcja organizmu świadcząca m.in. o zdrowiu - a jeśli dałeś sobie komuś wmówić, że to coś wstydliwego, to zostałeś przez kogoś skrzywdzony. Wzwód to samo życie.

Przypominam, że było to w polskiej podstawówce, czyli w miejscu patologicznym, w którym musisz być silny, żeby przetrwać. Przecież takie coś byłoby idealnym powodem, żeby próbować zrobić ze mnie kozła ofiarnego. Ja na takie próby zawsze reagowałem agresją, więc byłby kolejny powód do poświęcenia mi całej godziny wychowawczej przez patologiczną wychowawczynię.

 

2 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

3. Danie mu w łeb rzeczywiście było nieuzasadnioną reakcją.

Rozwiązało problem – zrozumiał.

 

2 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Uzasadnioną reakcją byłoby "No i co z tego?" na informację o wzwodzie.

Dziś raczej powiedziałbym „to wskakuj, pe…ale”. Ale to dziś.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×