Skocz do zawartości
Nerwica.com

Ilość waszych koleżanek/kolegów


alone05

Rekomendowane odpowiedzi

43 minuty temu, Mic43 napisał(a):

Obcy ludzie wywołują u mnie złość i obrzydzenie xd Jak mam kiepski humor, to nie mogę znieść ludzi którzy zbliżają się do mnie w markecie na bliżej niż parę metrów,

Ja tak mam przez bakteriofobie. Nie lubię czuć,  że ktoś jest tak blisko że możemy się przypadkowo dotknąć, albo gdy czuję kogoś oddech na sobie, nie mówiąc już o dotykaniu mnie wózkiem, koszykiem czy dotykaniu zakupów które trzymam. Zawsze zaluje jak jest tlum w sklepie,  że musiałam akurat o tej porze wpaść na pomysł, żeby do niego wejść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

52 minuty temu, bei napisał(a):

 Zawsze zaluje jak jest tlum w sklepie,  że musiałam akurat o tej porze wpaść na pomysł, żeby do niego wejść.

O to to. Nie mam bakteriofobii, ale ludzie w markecie czy na przejsciach jak jest szczyt to każdego wkurwiaja. Dlatego ja najchętniej bym mogła wychodzić tylko wieczorem i w nocy 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No co ja poradzę? Nic już chyba, bo raczej się nie zmienię. Trochę to moja zasługa, a trochę ludzi. No nic widocznie moją empatię i umiejętności budowanie relacji międzyludzkich trzeba oceniać tylko w kategorii wartości ujemnych. 

Tak, Drodzy Forumowicze dziękuję za docenienie moich wyjatkowych dokonań 😁

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

No chyba muszę jakieś nagrania ogarnąć.

 

Aww :D Ale wiesz że ja na żywo nie przypominam wiewiórki, nie? Nawet latać nie umiem. Nie żebym próbował, ale tak podejrzewam.

Boziu, ja już mam styki przepalone :( nie miałam pojęcia czemu nagle o wyproznianiu. Powiem wam, że to mnie przeraża. Już kończę, chciałam się wytłumaczyć ze swojej żałości. Wiem ze teraz mam się pilnować!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ilość koleżanek czy kolegów?
Jakość się liczy!

Wolę jedną osobę, z którą przegadam weekend niż setkę znajomych. Najbardziej cenię sobie przypadkowe znajomości, które trwają chwilę. Kilka takich chwil zmieniło się w miesiące czy lata i ważne w tym jest to, że zawsze mamy dla siebie czas.

 



 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy zasługuje na ludzką wzajemność i docenienie za to kim jest, ale prawdą jest że jedni otrzymują więcej inni mniej.

Uważam że samotność w codziennym życiu nie jest jakąś karą albo winą tylko stanem przez który się przechodzi.

Samotność to właściwie uświadomione pragnienia naszego serca. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, Relfi napisał(a):

Każdy zasługuje na ludzką wzajemność i docenienie za to kim jest, ale prawdą jest że jedni otrzymują więcej inni mniej.

Nie każdy. Są takie osobniki jak ja i wielu innych co zasługują tylko na najgorsze. Zbrodniarze i inni architekci tego świata mocno się o to starają przykładów przez tysiące lat jest mnóstwo😉

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, Prince of darkness napisał(a):

Nie każdy. Są takie osobniki jak ja i wielu innych co zasługują tylko na najgorsze. Zbrodniarze i inni architekci tego świata mocno się o to starają przykładów przez tysiące lat jest mnóstwo😉

 

... nie do końca rozumiem, bo nie wiem co znaczy te oczko?
Uważam, że jest tak jak mówisz tylko innymi słowami.
Skoro są jakieś podejmowane starania by coś zmieniać, czyli wpierw istnieje coś co jest, powiedzmy że "prawda" i potrzeba ogromnego wysiłku by ludzie myśleli inaczej,
to świat jaki znamy logicznie rzecz biorąc, wliczając tutaj to, co piszesz, że zasługujesz na najgorsze nie jest autentyczny, a tylko wymyślonym teatrem na ziemi.

 

aha i jeszcze,  😉
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

47 minut temu, Relfi napisał(a):

 

... nie do końca rozumiem, bo nie wiem co znaczy te oczko?
Uważam, że jest tak jak mówisz tylko innymi słowami.
Skoro są jakieś podejmowane starania by coś zmieniać, czyli wpierw istnieje coś co jest, powiedzmy że "prawda" i potrzeba ogromnego wysiłku by ludzie myśleli inaczej,
to świat jaki znamy logicznie rzecz biorąc, wliczając tutaj to, co piszesz, że zasługujesz na najgorsze nie jest autentyczny, a tylko wymyślonym teatrem na ziemi.

 

aha i jeszcze,  😉
 

To, co opisujesz, jest naturalną próbą nadania sensu procesom, które same w sobie sensu nie mają. ‘Oczko’ w mojej wypowiedzi było jedynie symbolicznym sygnałem, wskazującym na mechanizmy działania systemu, które pozostają niewidoczne dla większości obserwatorów.

Każdy wysiłek zmiany implikuje istnienie struktury, reguł, logiki, które wcześniej kształtowały percepcję i zachowania ludzi. Świat, który znamy, nie jest autentycznym odzwierciedleniem rzeczywistości, lecz konstruktem, w którym jednostki odgrywają przypisane im role.

Rozróżnienie pomiędzy tym, co wydaje się prawdą, a tym, co nią jest, wymaga obserwacji i analizy, a nie uczestnictwa w spektaklu. Zrozumienie mechaniki tej gry pozwala na percepcję świata bez iluzji, a tym samym umożliwia działanie w sposób niezależny od arbitralnie narzuconych norm.

W konsekwencji, nie chodzi o ocenę moralną czy przypisywanie zasług, lecz o rozpoznanie struktury, w której funkcjonujemy, i świadome wybory w obrębie tej struktury.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

56 minut temu, Prince of darkness napisał(a):

To, co opisujesz, jest naturalną próbą nadania sensu procesom, które same w sobie sensu nie mają. ‘Oczko’ w mojej wypowiedzi było jedynie symbolicznym sygnałem, wskazującym na mechanizmy działania systemu, które pozostają niewidoczne dla większości obserwatorów.

Każdy wysiłek zmiany implikuje istnienie struktury, reguł, logiki, które wcześniej kształtowały percepcję i zachowania ludzi. Świat, który znamy, nie jest autentycznym odzwierciedleniem rzeczywistości, lecz konstruktem, w którym jednostki odgrywają przypisane im role.

Rozróżnienie pomiędzy tym, co wydaje się prawdą, a tym, co nią jest, wymaga obserwacji i analizy, a nie uczestnictwa w spektaklu. Zrozumienie mechaniki tej gry pozwala na percepcję świata bez iluzji, a tym samym umożliwia działanie w sposób niezależny od arbitralnie narzuconych norm.

W konsekwencji, nie chodzi o ocenę moralną czy przypisywanie zasług, lecz o rozpoznanie struktury, w której funkcjonujemy, i świadome wybory w obrębie tej struktury.

 

Pisałeś o zbrodniarzach i architektach tego świata jaki znamy, i to do nich się odnosiłem. A z całą resztą się już zgadzam 🙂

Pozdro

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 godzin temu, little angel napisał(a):

noo chyba się tak nie da.... trzeba mieć farta trafić na taką 3w1

15 godzin temu, Mic43 napisał(a):

Ha, któż by nie chciał, żeby partner nie był najlepszym przyjacielem, kumplem i kochankiem w jedynym. Chyba o to, niestety, nie tak łatwo.

 

Takie 3 w jednym, to i tak są jeszcze te niższe wymagania. Może się jeszcze coś coś udać 😄

 

7 godzin temu, little angel napisał(a):

też bym nie mogła zdradzić, nigdy w życiu, krzywda i rysa na psychice przez całe życie... nikomu nie warto tego fundować

 

Ta niewierność w związkach myślę, że może też wynikać z takiego traktowania życia trochę zbyt poważnie. Że chciałoby się spróbować wszystkiego z tego „Tortu życia”, albo większość.  I dobrze jest raczej w pewnym momencie ustalić jakąś granicę, bo gdy wyobrażamy sobie siebie jako szczęśliwych, to nie w sytuacji gdy czegoś nam brakuje, a gdy już mamy ten luz i odpuszczamy. Tak jak @Melodiaa np. zaznaczyła, i że żadne już kombinowanie nie wchodzi w grę.

 

Kiedyś pamiętam, mówiło się często takie fajne luźne stwierdzenie jak: „Przeżyję”. Co znaczyło, że ktoś łatwo obejdzie się bez czegoś...

 

Kościół ma tutaj pewne konsekwentne podejście, i w naukach przedmałżeńskich można np. usłyszeć, gdy ktoś w wieku 20 lat  bierze ślub, to gdyby za 10 lat by się  rozszedł ze swoją żoną, to żeby miał tego świadomość, iż wtedy od wieku jeszcze zaledwie 30  innej żony już nie poślubi, bo kościół mu odmówi. Są pewne wyjątki, unieważnienia, ale to inna rzecz. To jest przynajmniej takie myślę, bardziej znaczące, że to nasze słowo, dane komuś ma faktycznie już jakaś uznawaną wartość. I tak wiem, że to bywa czasem trudniejszy życiowo temat, ale podaję tu te  przykłady, że można przeżyć życie i być komuś jednak wierny mimo ewentualnych pokus czy trudności. 


 

Edytowane przez Relfi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi się wydaje, że kiedy ktoś zdradzi lub myśli o zdradzie no to przestał kochać romantycznie? może kocha partnera tak jak przyjaciela życiowego i wciąż ta osoba może być bardzo ważna? Nie wiem🤔

Bo szczerze, jeśli się kogoś kocha, to aż lęk bierze na samą myśl że można by to zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

Mi się wydaje, że kiedy ktoś zdradzi lub myśli o zdradzie no to przestał kochać romantycznie? może kocha partnera tak jak przyjaciela życiowego i wciąż ta osoba może być bardzo ważna? Nie wiem🤔

Bo szczerze, jeśli się kogoś kocha, to aż lęk bierze na samą myśl że można by to zrobić.

Jak kogoś kochasz i wiesz, że to ta jedyna osoba to nie ma takiej opcji... czujesz, że jesteś we właściwym miejscu i czasie. 

Jesteś przy kimś nawet jak jest źle. 

Nie sztuką jest być jak jest dobrze. Sztuką jest być kiedy jest niedobrze... to nie ma wtedy znaczenia.  Chcesz być... to się czuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naszym ewolucyjnym celem wcale nie jest przeżycie jak najdłużej, tylko przeżyć wystarczająco długo, byśmy się rozmnożyli. Tak naprawdę w obecnych czasach żyjemy nienaturalnie długo.

Co do zdrad to raczej jakieś braki w związku, niekompatybilne libido lub personalne braki jednej z osób. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo nie wyobrażam sobie wyrzucać wszystkiego na śmietnik dla samego seksu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21 godzin temu, Mic43 napisał(a):

Ha, któż by nie chciał, żeby partner nie był najlepszym przyjacielem, kumplem i kochankiem w jedynym. Chyba o to, niestety, nie tak łatwo. Mnie póki co udało się mieć w jednej osobie te dwa spośród trzech elementów przez dłuższy czas. 🙂

A skąd takie rozróżnienie, że co innego bycie najlepszym przyjacielem a co innego kumplem, bo tak sporo osób powtarza te 3 rzeczy i nie wiem czy tylko ja czegoś nie rozumiem?:) jak dla mnie najlepszy kumpel i najlepszy przyjaciel to synonimy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 22.10.2025 o 01:24, little angel napisał(a):

noo chyba się tak nie da.... trzeba mieć farta trafić na taką 3w1

łatwiej mi znaleźć kasę na drodze

Da się jak najbardziej, tylko że jedynie "na jakiś czas" 😐

 

W dniu 22.10.2025 o 22:10, Żaba Monika napisał(a):

Co do zdrad to raczej jakieś braki w związku, niekompatybilne libido lub personalne braki jednej z osób. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo nie wyobrażam sobie wyrzucać wszystkiego na śmietnik dla samego seksu.

To się nazywa racjonalizacja, wszyscy racjonalizujemy po fakcie żeby zwalić troche winy na innych i zawsze coś się znajdzie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, conditioner napisał(a):

Da się jak najbardziej, tylko że jedynie "na jakiś czas" 😐

 

To się nazywa racjonalizacja, wszyscy racjonalizujemy po fakcie żeby zwalić troche winy na innych i zawsze coś się znajdzie

Nie wskazuje winnych w mojej wypowiedzi, tylko przyczyny zdrady, kazdy sam decyduje czy zdradza lub czy siedzi w niesatysfakcjonujacym go zwiazku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To znaczy, że jesteś szczęściarą, skoro widujesz się codziennie choćby z jedną koleżanką i z jednym kolegą! 🙂 Na pewno jesteś jeszcze młodą osobą i spotykasz się z nimi w szkole. Z doświadczenia mogę polecić, żebyś starała się jak najbardziej dbać o te relacje, bo gdy pójdziecie na inne studia, czy do innej pracy, przeprowadzicie się gdzieś dalej od siebie, to istnieje ryzyko, że wasze drogi się rozejdą. To, że kiedyś będziecie spotykać się rzadziej, to jest 'pewne' (prawie), ale warto postarać się, by te znajomości nie wyglądały tak, jak z Twoimi dwoma pozostałymi koleżankami (czyli zero kontaktu przez dwa miesiące...) - a w świecie dorosłych tak to niestety się przedstawia... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 17.10.2025 o 18:39, little angel napisał(a):

mam obecnie 1 najlepszego przyjaciela, też uważam go za bardzo wartościowego człowieka

chętnie bym poznała jeszcze jakieś koleżanki do wyjść, ale jakoś na żadną fajną (w moim znaczeniu fajności) nie mogę trafić :D może jakbym wychodziła z domu albo po prostu wznowiła poszukiwania w sieci... miałam kiedyś jedną, ale bardzo się różniłyśmy i w końcu zakończyłam tę znajomość, kiedyś sporo jeździłam na różne zloty, chciało mi się poznawać ludzi, ale 1 człowiek mi w sumie wystarczy :D 

Ja akurat nie chciałabym pisać ze znajomymi. Mam już po kokardę 🎀 relacji internetowych - one nie dają mi absolutnie żadnej satysfakcji, a wręcz mam wrażenie, że mnie uwsteczniają... Nigdy nie byłam jakoś wielce otwarta na nowe znajomości, ale potrafiłam być bardzo towarzyska jeśli chodzi o jakąś małą zaufaną grupkę koleżanek (to były czasy podstawówki... wiele się zmieniło). Przez wiele lat lubiłam/wolałam pisać, bo tak było łatwiej i wygodniej dla mnie i dla innych (nie trzeba nawet butów zakładać, tylko wziąć telefon w łapę i już mamy ze sobą "kontakt"...), ale teraz brakuje mi realnych koleżanek i kolegów. Nie powiem, że pisanie na messengerze to kompletna strata czasu, bo jednak jest to jakiś rodzaj kontaktu z osobami, które np. mieszkają daleko i nie możemy się 'tak po prostu' umówić na kawę... ale mierzi mnie to, że takich 'znajomości' mam więcej, niż realnych. Kiedy patrzę wstecz, to dochodzę do smutnego wniosku, że miałam o wiele głębsze i bardziej wartościowe relacje z koleżankami gdy byłam dzieckiem, niż teraz, kiedy jestem dorosła... Mogę pisać z nimi o sensie życie, własnych przemyśleniach, czy nawet o tym, co czuję w związku z jakąś sytuacją, a to i tak nie będzie miało żadnego podjazdu do głębi i intensywności tego, co towarzyszyło mi, gdy wybierałam lalkę, którą się będę bawić. Dlaczego? Dlatego, że to było REALNE, NAMACALNE i dlatego, że ta więź już się między nami wytworzyła - NA ŻYWO, w PRAWDZIWYM życiu, a nie przez ekran monitora czy przez słuchawkę telefonu... Telefon czy komputer powinien nam POMAGAĆ utrzymać relację, a nie ją w dziwny sposób przekształcać, czy w ogóle na tym ją budować.

 

W dniu 17.10.2025 o 18:39, little angel napisał(a):

choć wiadomo, zawsze fajnie byłoby popisać w jakiejś grupie, właśnie jak tu na forum, tylko nie na forum :D być przynależnym do jakiejś paczki znajomych etc.

ale to się jednak wiąże z ciągłym utrzymywaniem relacji... tu potrzeba wyrozumiałości na zniknięcia, a nie każdy taką wyrozumiałość posiada

dobrze więc, że istnieją jeszcze fora 

Po części rozumiem Twoje oczekiwania, ale one są nierealne. "Nie można mieć ciastko i zjeść ciastko"! Jak Ty sobie wyobrażasz przynależność do jakiejkolwiek paczki bez ciągłego utrzymywania relacji z ich członkami? Jeśli nie dbasz o stały kontakt z nimi, to z niej wypadniesz. Mylisz się co do tego, że "tu potrzebna jest duża tolerancja na zniknięcia". Nie wiem jak Ty, ale ja nie chciałabym mieć przyjaciółki, która co jakiś czas "znika", a kiedy wraca, to oczekuje, że przyjmę ją z otwartymi ramionami, i nie ma żadnego problemu. Nie twierdzę, że trzeba się spotykać codziennie, ale regularnie i często. Bo znikać to sobie może jakaś daleka koleżanka/znajoma, z którą spotkam się raz czy dwa razy w roku, ale w przyjaźni, bliskim koleżeństwie powinny obowiązywać jakieś zasady - m.in. ta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, little angel napisał(a):

Normalnie. Jak tu na forum... jak chcę, to coś napiszę, jak nie, to nie. Nikt mi konta nie dezaktywuje.

Najwyraźniej nie zrozumiałam, czym charakteryzuje się dla Ciebie "paczka". Skoro czujesz, że przynależysz do grupy, będąc na forum, to ok, witamy w grupie forumowiczów! Ja miałam na myśli realną paczkę kumpli.

 

8 minut temu, little angel napisał(a):

A ja bym właśnie mogła taką mieć, bo bym ją w pełni rozumiała. Każdy przechodzi różne okresy w życiu, ja mam częściej takie, w których nie chcę się kontaktować w ogóle z nikim prywatnie i nawet nie wiem kiedy mijają te tygodnie, miesiące czy lata... Zresztą, pisali do mnie znajomi po latach - normalnie odpisywałam, nie miałam z tym problemu. Jeśli ktoś wyciąga do mnie rękę, to ją złapię, przyciągnę i przytulę tego człowieka. Nie jest mi przecież obcy, a to że się nie odzywał długo, no to co, widocznie miał lepsze rzeczy do roboty (i bardzo dobrze) lub mu się nie chciało (też dobrze, regenerował się po prostu). 

Rozumieć to i ja bym rozumiała - że może mieć inne priorytety, zajęcia, czy nawet trudniejszy okres, ale efekt tego jest taki, że przy tym wszystkim ZANIEDBUJE relacje ze mną. Ma do tego prawo, tak samo, jak ja mam prawo nie godzić się na takie traktowanie i zrezygnować z kontaktu z "przyjaciółką", która znika. Za bardzo cenię siebie i swój czas, bym miała latać za kimś, kto z różnych przyczyn mnie ignoruje. Przyjaźń i bliskie znajomości mają swoje zasady i obowiązki. Nie można być czyimś przyjacielem i jednocześnie zniknąć na tygodnie, miesiące czy lata! Odpisałaś znajomym, którzy napisali do Ciebie po latach - ok, ja tego nie oceniam w kategoriach: "dobra robota" / "zła robota". Czy ja bym odpisała? Dużo zależy od tego, jakie mieliśmy wcześniej relacje i z jakiego powodu straciliśmy kontakt. Na pewno zadałabym sobie pytanie: po co do mnie piszą? Bo im się nudzi? Bo czegoś ode mnie chcą? Bo czują się samotni i sobie nagle przypomnieli o moim istnieniu i liczą, że będą mogli zrobić sobie ze mnie plasterek? Że z nimi pogadam jakby nic się nie stało? Otóż stało się! Trudno byłoby mi w to uwierzyć, że chodzi im tylko i wyłącznie o mnie... Milczenie przez lata, a później ubieganie się o kontakt ze mną na kilometr śmierdzi interesem... Nie ufałabym tej sytuacji i musiałabym się zastanowić, czy chcę podjąć dyskusję. Przez lata wiele się u mnie zmieniło, ja się zmieniłam, u moich dawnych znajomych pewnie też zaszło wiele zmian. Nie chciałoby mi się opowiadać co u mnie słychać, ani czytać, co się dzieje u tej osoby, która łaskawie napisała do mnie po takim czasie. :D Mielibyśmy za dużo do wyjaśniania, tłumaczenia, co się z czego wzięło. Nie rozumiem, po co tracić cenny czas na nadrabianie tak wielu zaległości przy kompletnym braku pewności, że nadal będziemy rezonować ze sobą jak dawniej. Nie mam żadnej gwarancji, że w dalszym ciągu będziemy do siebie pasować. Dawnych przyjaciół, z którymi kontakt się urwał traktuję jak obce osoby - bo w istocie nimi są! Czemu miałabym się zwierzać komuś obcemu albo pozwalać na to, by zwierzył się mi? Nie robię nic na siłę, a odnawianie dawnych znajomości i udawanie, że będzie jak kiedyś jest robieniem czegoś na siłę, poza tym brakuje tu autentyczności. Kolejną rzeczą jest to długie zniknięcie - nie mogłabym przeboleć tego, że ktoś tak po prostu sobie zamilknie. Nawet jeśli ma to w naturze i mówi o tym wprost, to ja mówię wprost, że dla takich osób mam w ofercie tylko płytką znajomość, w której nie będzie żadnej głębi, ani poważnego traktowania. Skoro taki rodzaj znajomości, o którym piszesz, jest to dla Ciebie w porządku, to nie będę tego kwestionować. Ja mam na to zupełnie inne spojrzenie i uważam, że to też jest ok. Każdy powinien tworzyć takie relacje, w których czuje się komfortowo. Jeśli ktoś np. decyduje się na otwarcie związku, to przecież nie będę mówiła, że to jest złe i mają go zamknąć - bo niby z jakiej racji?

 

45 minut temu, little angel napisał(a):

Jak często? Co z pracą, rodziną, dojazdami, dbaniem o siebie i swoje zainteresowania? Spotkanie dwa razy w roku by mi wystarczyło na podzielenie się większym updatem życiowym, który raczej i tak niewiele się zmienił... Chyba że jeszcze spotkać się można ot tak na wypad do sklepu czy gdzieś, związane z jakąś aktywnością. 

Napisałam już: "nie można mieć ciastko i zjeść ciastka"! Trzeba ustalić priorytety. Gdy przyjaźń znajduje się na końcu, to nie ma w tym nic złego! Po prostu trzeba być ze sobą szczerym i przyznać się do tego, że: przyjaźń jest dla mnie mniej ważna, niż... to co wymieniłaś. Taka decyzja nie wymaga oceny, bo każdy ma swoją własną hierarchię wartości. Gdyby ktoś dbałby o inną sferę kosztem przyjaźni, to nie powinien się dziwić, że przyjaźń by na tym ucierpiała - bo to jest tego konsekwencja. I nie mógłby mieć za złe przyjacielowi, gdy ten przestałby zabiegać o kolejne spotkanie po tym, jak ciągle by mu odmawiano... Ok, w porządku! Każdy dokonuje swojego wyboru wedle jego potrzeb, ale warto zdawać sobie z jego konsekwencji. Każde relacja ma swoją cenę, swoje zasady, obowiązki i dynamikę. Pomimo, że w czyjejś głowie związek jest istotniejszy, niż relacja z przyjaciółką, to w przypadku gdyby coś w związku poszło nie tak i para by się rozstała, to bohaterka tej sytuacji postąpiłaby bardzo niefajnie odzywając się do swojej dawnej przyjaciółki... Brutalne, ale prawdziwe! Każdy wybór niesie za sobą pewne ryzyko, pewne straty i konsekwencje, które trzeba ponieść.

Godzinę temu, little angel napisał(a):

Nie chcę żadnych zasad, czy wypada czy nie wypada, chciałabym mieć taką przyjaciółkę, na którą wiem, że mogę liczyć, i vice-versa. Która po prostu jest. Istnieje sobie gdzieś tam i swobodnie w każdej chwili możemy do siebie zadzwonić, napisać, spotkać się lub, jak nie mamy ochoty, to w ogóle się nie kontaktować tygodniami i też będzie ok.

Ale nie ma czegoś takiego jak "brak zasad"! To weź ukradnij koleżance dychę z portfela i licz na to, że uzna to za niewielką sprawę. No bo to 'tylko' dycha. Podobnie jak coś, co proponujesz - ona nie ma dla Ciebie czasu, znika na tygodnie/miesiące/lata, ale jak czegoś potrzebuje, to się odezwie i zawsze będzie mogła na Ciebie liczyć. I vice versa - znikasz bez słowa na nie wiadomo ile, ale jak się poczujesz samotna i chcesz pogadać, to się odzywasz. W każdej chwili! Nieważne, czy jest środek nocy, czy środek dnia, Ty dzwonisz, a ona ma odebrać? Tak? No chyba że czegoś nie rozumiem... to wyjaśnij.

 

Godzinę temu, little angel napisał(a):

No i żeby się tylko nie martwić o siebie, jak już mijają ze 2-3 tygodnie czy miesiące, to można napisać "sry, nie mam głowy do tego teraz, dam znać, jak będę chciała". Taka trochę siostra po prostu...

To zdanie dobitnie dowiodło, że nie rozumiesz, na czym polega przyjaźń, czy w ogóle zdrowa relacja koleżeńska. "Żeby się tylko nie martwić o siebie" to po 2-3 tygodniach czy miesiącach dajemy znak życia... Naprawdę? Jestem w 100% przekonana, że jeśli po takim czasie nikt nie pytał, czy wszystko u Ciebie ok i skąd ta cisza, to się nie martwił, więc możesz sobie darować pisanie tej wiadomości - szkoda czasu i szkoda palców. "Sry"?! Coś takiego jest dopuszczalne w sytuacji, w której spóźnisz się 5 minut, a nie kiedy nie odzywasz się tygodniami i miesiącami do osoby, która jest Ci bliska. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie widzisz w tym nic niewłaściwego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najlepiej chyba nie mieć oczekiwań co do innych ludzi, wtedy nie zawiedziemy sie ich zachowaniem. Tak bardziej w duchu wolności ;).  To, co piszesz @RosePrick, trąci trochę roszczeniowością, i dyktowaniem drugiemu, co nalezy i co powinien, to jest troche wkurzajace xD

Dla mnie, i w przyjaźniach (których nie mam za wiele, ale są) i w związku wyznaję maksymę 'żyj i pozwol żyć'. Pozwol drugiemu byc takim, jakim chce. Z paroma osobami drogi mi sie rozeszły, ale nie żałuje tego, był wspólny czas, przeszlismy rezem jakis odcinek zycia, a potem kazdy poszedł w swoją stronę, i tak tez jest dobrze

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 minut temu, którędy_do_lasu napisał(a):

Najlepiej chyba nie mieć oczekiwań co do innych ludzi, wtedy nie zawiedziemy sie ich zachowaniem. Tak bardziej w duchu wolności ;).  To, co piszesz @RosePrick, trąci trochę roszczeniowością, i dyktowaniem drugiemu, co nalezy i co powinien, to jest troche wkurzajace xD

Dla mnie, i w przyjaźniach (których nie mam za wiele, ale są) i w związku wyznaję maksymę 'żyj i pozwol żyć'. Pozwol drugiemu byc takim, jakim chce. Z paroma osobami drogi mi sie rozeszły, ale nie żałuje tego, był wspólny czas, przeszlismy rezem jakis odcinek zycia, a potem kazdy poszedł w swoją stronę, i tak tez jest dobrze

 

Co konkretnie trąci Ci roszczeniem i dyktaturą? Nigdzie nie napisałam, że ludzie mają mi się podporządkowywać, a jedynie, że mam jasno określone zasady w swoich relacjach. To chyba dobrze? Mało tego! Napisałam wyraźnie, że każdy ma prawo nie chcieć respektować moich warunków - nic na siłę, ale jednocześnie rozumiem to jako rezygnację z bliskiej relacji ze mną. Nic więcej nie napisałam. Oczekiwania mam i mieć będę, ale nie znaczy to, że od kogokolwiek czegokolwiek wymagam. Nikt nie ma obowiązku akceptować moich zasad, ale ja nie mam obowiązku akceptować np. braku szacunku względem mnie (to jedno z moich podstawowych oczekiwań). Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że jest Ci wszystko jedno, czy ktoś bliski jest względem Ciebie np. lojalny? Oczekiwanie lojalności to też oczekiwanie, ale co to ma wspólnego z roszczeniem i dyktowanym warunków?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×