Skocz do zawartości
Nerwica.com

Miłość i związki a choroby i zaburzenia psychiczne ❤️👩‍❤️‍👨💊💉


Rekomendowane odpowiedzi

24 minuty temu, Ilovewinter napisał(a):

 

 

W pewnym wieku ma się swoje przyzwyczajenia i jest też dużo trudniej poznawać nowe osoby. 

No właśnie, rozumiem o czym z @Maat  Ja osobiście nie wierzę w przyjaźń damsko - męską w żadną formę ani wirtualną ani realną. Myślę, że trudno jest zachować pewne granice i dystans, i w pewnym momencie któraś ze stron będzie oczekiwała czegoś więcej. 

Ja jestem AS a w dodatku nawet jeśli chciałbym partnerkę to musiałaby to być dziewczyna a nie kobieta bo przy kobiecie raczej czułbym się jak jej syn...

13 minut temu, 123she napisał(a):

A ciekawa jestem czy ktoś z Was w ogóle szukał bądź szuka swojej drugiej połówki?

Nie szukam, nigdy nie szukałem. Mój instynkt nie popycha mnie do takich działań.

Edytowane przez AVRL

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, po wielu nieudanych próbach zbudowania relacji oraz przeżycia wielu złych rzeczy w nich zwyczajnie się wyczerpałam i emocjonalnie jestem zmęczona. 🥵

3 minuty temu, AVRL napisał(a):

Ja jestem AS a w dodatku nawet jeśli chciałbym partnerkę to musiałaby to być dziewczyna a nie kobieta bo przy kobiecie byłbym raczej jej synem...

Nie szukam, nigdy nie szukałem. Mój instynkt nie popycha mnie do takich działań.

Znam pary z dużą różnicą wieku, więc kto wie 😉 

 

Co do instynktu to rozumiem cię bo i u mnie trochę się gdzieś tam to już powoli gaśnie 🤷🏽‍♀️

4 minuty temu, mienta napisał(a):

czy ja jestem tutaj jedyną osobą w szczęśliwym związku?

Być może 😀 

 

Cieszę się twoim szczęściem. ❤️

 

My jako osoby zaburzone czy chore psychicznie napotykamy pewne bariery, co nie znaczy nie skończymy wszyscy w klubie samotnych serc. ❤️‍🩹💔 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Ilovewinter napisał(a):

My jako osoby zaburzone czy chore psychicznie napotykamy pewne bariery, co nie znaczy nie skończymy wszyscy w klubie samotnych serc.

Wiesz co, mamy globalny kryzys związków. Ludzie nie potrafią stworzyć i utrzymać związku i to niezależnie od tego, czy są zdrowi psychicznie, czy nie.

4 minuty temu, 123she napisał(a):

To jak się poznaliście jak możesz opowiedzieć?

Na strzelance airsoftowej, Janek był zapalanym graczem, a ja potem też się w to zaangażowałam. Ja wtedy byłam w remisji kilka lat po pierwszej psychozie i święcie wierzyłam w słowa mojej dawnej psychiatry, że choroba nie wróci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, mienta napisał(a):

Wiesz co, mamy globalny kryzys związków. Ludzie nie potrafią stworzyć i utrzymać związku i to niezależnie od tego, czy są zdrowi psychicznie, czy nie.

Na strzelance airsoftowej, Janek był zapalanym graczem, a ja potem też się w to zaangażowałam. Ja wtedy byłam w remisji kilka lat po pierwszej psychozie i święcie wierzyłam w słowa mojej dawnej psychiatry, że choroba nie wróci.

no i faktycznie choroba nie wróciła?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, 123she napisał(a):

no i faktycznie choroba nie wróciła?

wróciła i wraca co 2-3 lata, czasami częściej. Chociaż teraz mam dobrze dobrane leki i poza incydentami typu "piosenki mają przesłanie skierowane specjalnie do mnie", lub sporadyczny niepokój, wszystko jest ok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Maat napisał(a):

Mam drugą połówkę.

Odkąd leczę się regularnie, wrócił spokój do naszego życia.

Natomiast zapytałam kiedyś męża,czy gdyby wiedział, że jestem chora,to by się ze mną ożenił.

Odpowiedział "Nie wiem."

 

Nie powiedziałaś mu że jesteś chora przed ślubem czy sama tez nie wiedziałaś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, Maat napisał(a):

Mam drugą połówkę.

Odkąd leczę się regularnie, wrócił spokój do naszego życia.

Natomiast zapytałam kiedyś męża,czy gdyby wiedział, że jestem chora,to by się ze mną ożenił.

Odpowiedział "Nie wiem."

 

A o chorobie dowiedzieliście się dopiero będąc już małżeństwem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, mienta napisał(a):

czy ja jestem tutaj jedyną osobą w szczęśliwym związku?

Też jestem w szczęśliwym związku - i podobnie jak u Mienty od czasu do czasu choroba daje znać o sobie. Teraz jestem w dłuższej remisji i mam nadzieję, że tak pozostanie, ale obawa zawsze jest. Ufam mojej Żonie, że jak zacznie się dziać coś złego, ona to wyłapie i szybko zadziałamy. Mając zaburzenia psychiczne potrzebujemy dużo zrozumienia ze strony tej drugiej osoby. Jeśli ona jest wsparciem a nie przyczyną pogorszenia - jest szansa na stworzenie dobrego związku. Ja się cieszę, że trafiłem na odpowiednią kobietę - byłem kiedyś w innym związku, gdzie kiedy zachorowałem, ta dziewczyna potraktowała mnie jak g.wno, przez nią chciałem się zabić. No tak było, zdecydowanie pogorszyła wtedy mój stan zdrowia. Z nią nie stworzyłbym normalnego związku. Więc tak jak piszę - wszystko zależy z kim się jest. Oczywiście nie jesteśmy łatwymi partnerami, niestety. 

 No i jeszcze na marginesie - moja Żona jest starsza ode mnie, może na początku tej relacji trochę mi matkowała, ale teraz to się zmieniło - ale nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, po prostu - poza miłością, po prostu się lubimy, lubimy po prostu być ze sobą. To podstawa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

36 minut temu, Maat napisał(a):

A w moim pojęciu mąż to nie jest to samo,co przyjaciel/przyjaciółka.

[...]

Mówiliśmy sobie o sprawach,o których wstydzilibysmy się powiedzieć współmałżonkom.

Szanowaliśmy się, wiedzieliśmy, że nikt nikogo nie potępi, nie wyśmieje itp.

Naprawdę łatwiej Ci powiedzieć o intymnych sprawach koledze niż mężowi? No ja mam inne pojęcie małżeństwa - moja Żona jest moją Przyjaciółką, mówię jej o wszystkim, nie ma dla mnie rzeczy wstydliwych. Jestem pewny, że Ona mnie nie potępi, ani nie wyśmieje. Nie chciałbym być w związku, gdzie  druga strona niszczy zamiast wspierać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Dryagan napisał(a):

Naprawdę łatwiej Ci powiedzieć o intymnych sprawach koledze niż mężowi? No ja mam inne pojęcie małżeństwa - moja Żona jest moją Przyjaciółką, mówię jej o wszystkim, nie ma dla mnie rzeczy wstydliwych. Jestem pewny, że Ona mnie nie potępi, ani nie wyśmieje. Nie chciałbym być w związku, gdzie  druga strona niszczy zamiast wspierać. 

Dla mnie to też jest nie do przyjęcia.... 😳 Dla mnie podstawą związku jest przyjaźń tj. nie boję się partnerowi powiedzieć nawet tych najbardziej intymnych rzeczy. Jeśli jedna ze stron woli obcej osobie mówić o takich sprawach to chyba coś tam nie styka w tym związku. 🧐 No ale może ja się nie znam. Mnie może inaczej wychowywano. 🤷🏽‍♀️🤔

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, acherontia styx napisał(a):

A to już jest ocena czyjejś relacji na podstawie jednego zdania. A prawda jest taka, że tak na prawdę nic o niej nie wiesz, a wydajesz sądy. I tak na prawdę nic Ci do tego jakie relacje łączą inne osoby.

lol, ochłoń😃 nikogo nie osądzam tylko wyrażam swoje zdanie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie byłem w związku i prawdopodobnie nigdy nie będę. Kiedyś byłem zdesperowany, żeby kogokolwiek znaleźć, a i tak żadna chętna się nie znalazła. Z perspektywy czasu jak patrzę to może i dobrze, bo jak się trafi na nieodpowiednią osobę to można dużo gorzej skończyć niż w samotności. Jedyne jakieś bliższe znajomości to miałem przez internet i większość z nich samemu zakończyłem, bo po czasie ja chciałem czegoś więcej, a one nie i wykańczało mnie to psychicznie. Teraz już mi nie zależy, pogodziłem się z tym, że będę sam. Kiedyś myślałem, że jak będę z kimś w związku to będę szczęśliwy i moje problemy się skończą, ale zrozumiałem, że to błędne myślenie i najpierw należy się samemu ogarnąć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bardziej relacje w grupie terapeutycznej (byłam pół roku na oddziale dziennym) porównuje do relacji z terapeutą, zresztą terapeuci są cały czas obecni w trakcie sesji i dla mnie ta grupa to była po prostu terapia. Nie utrzymuje już kontaktu z nikim z grupy. W związku partner raczej nie powinien pełnić roli terapeuty, ale nie chciałabym być w związku który nie byłby opart na przyjaźni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 7.10.2024 o 00:54, bei napisał(a):

Co myślicie o związku dwóch osób z zaburzeniami psychicznymi?

Wg mnie to wszystko zależy jakie to są trudności psychiczne, czy ktoś coś z tym robi jak sobie ogólnie radzi. Mi się wczoraj wyświetlił filmik o parze autystycznej no i fajnie, widać, że są szczęśliwi. Ale czy ja bym chciała być z kimś kto jest mocno straumatyzowany to już nie wiem czy to aż taki dobry pomysł, z jednej strony fajnie, że ktoś by mnie zrozumiał ale na pewno byłoby ryzyko ciągnięcia się nawzajem w dół  i powiększania przekonania, że świat jest straszny skoro i mnie i ta druga osobę spotkało coś strasznego .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odkąd tylko pamiętam, miałem problemy z nawiązywaniem relacji. A uwodzenie zawsze kojarzyło mi się z czymś bardzo stresującym, niewdzięcznym i przyprawiającym o psychiczny dyskomfort. Odkąd pamiętam, źle mi z tym, że kobiety tak rzadko robią pierwszy krok w celu nawiązania relacji romantycznej, że tak rzadko aktywnie podrywają chłopaków/mężczyzn. Byłoby dużo łatwiej, gdyby to robiły - a nie tylko "dawały sygnały", które można łatwo przeoczyć lub które mogą nie wystarczyć do zniwelowania stresu u drugiej strony. Choć w głębi duszy jestem romantykiem, to mam bardzo niski poziom inteligencji emocjonalnej, więc tego romantyzmu zazwyczaj po mnie nie widać. Nieodporność na stres też mocno tu przeszkadza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Kiusiu napisał(a):

Odkąd tylko pamiętam, miałem problemy z nawiązywaniem relacji. A uwodzenie zawsze kojarzyło mi się z czymś bardzo stresującym, niewdzięcznym i przyprawiającym o psychiczny dyskomfort. 

Można spróbować bez uwodzenia. Relacja, która rozwinie się ze zwyklaj znajomości też może być spoko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 godzin temu, Duży7 napisał(a):

Jest tu taka jedna co wszystkie rozumy zjadła . Ma paskudna cechę pouczania innych oraz uzurpowanie sobie wyznaczania racji. Obrzydliwe. 

Ja nie miałem problemów z uwodzeniem . Po prostu nie urodziłem. Albo panna sama szła za mną albo jak nie to jej problem. Najgorsze co być może to bieganie za panną. Po prostu trzeba mieć wyebane na to czy chce czy nie . 

Co na to twoja żona bo temat rzucony w przestrzeń ni z gruszki, ni z pietruszki.  Też za tobą latała jak inne? A ty jak panna na wydaniu przebierałeś i dawałeś się poderwać? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×