Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Witajcie Ziemianie

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Cześć,

Założyłem tu konto jakiś czas temu, ale nigdy się nie przemogłem by szukać tu pomocy. Ostatnie wydarzenia w moim życiu skłoniły mnie do tego by się przełamać, otworzyć się -inaczej będę dalej sam.

Mam 30 lat, DDA, nerwica lękowa, agorafobia, fobia społeczna, alkoholizm. Nie umiem szukać pomocy, straciłem prawie wszystko, miłość, przyszłość, siebie. Nie mam już ani sił, ani gdzie uciekać. Próbowałem z tego wychodzić o własnych siłach ale kończyło się np alkoholizmem, więc jakbym nie unikał kontaktu z innymi to muszę go jakoś zacząć. Może tu znajdę jakiś punkt zaczepienia, jakieś życzliwe istoty. Bywałem nisko ale teraz to już nowy rekord. Coś na poziomie wokalu Mandaryny w Sopocie.

 Zostawiła mnie nawet jedyna osoba której przez 10 lat powiedziałem o sobie wszystko, była ze mną przez ciężkie chwile i myślałem że jakoś razem, że będę miał czas się podnieść. Lecz od dwóch lat to była iluzja, nie wiedziała jak mi powiedzieć że ma już dość. Nie dziwię się. Piszę drugi raz, w wordzie naplułem 4 strony i zaczynało się pisanie książki,  także hej wszystkim

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj na Forum. 

Dobrze, że napisałeś. Przynajmniej nie jesteś z tym sam, a to już coś. Jesteś w moim wieku. Myślałeś, żeby skorzystać z pomocy specjalisty? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Korzystałem, najpierw skierowanie do psychologa i błędna moim zdaniem diagnoza, że to z pewnością depresja a lęki tylko jej towarzyszą. Po próbach wyjaśnienia nadal to samo, to na bank depresja. Po latach bezskutecznej walki może teraz mam pewne jej objawy, nie wtedy. Psychiatra, po opowiedzeniu mi historii swojej rodziny i planach na weekend przepisał mi bisocard na serce i Asentrę 150mg, zapewniając że to łagodnie powinno mnie uspokoić i pomóc "zmienić perspektywę". Zmieniło. Po jakichś 6 dniach bez snu które wyglądały jak najgorszy możliwy "badtrip" odstawiłem ten "lek", dochodziłem do siebie jeszcze z dobre 2 miesiące, niestety wtedy okazało się że lęki nie dość, że nie ustąpiły to wracały coraz częściej, doszła do tego agorafobia. Jedyne co mi pomagało (tak wtedy myślałem) to alkohol który powodował ustępowanie wszystkich objawów. Na początku. Skończyło się na kilkuletnim zapijaniu kaca, bezskutecznym zwiększaniu dawek i prawie zapiciu się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Nightfly napisał:

Korzystałem, najpierw skierowanie do psychologa i błędna moim zdaniem diagnoza, że to z pewnością depresja a lęki tylko jej towarzyszą. Po próbach wyjaśnienia nadal to samo, to na bank depresja. Po latach bezskutecznej walki może teraz mam pewne jej objawy, nie wtedy.

Oprócz psychiatry, jak wyglądała ta bezskuteczna walka? Byłeś w psychoterapii? Terapii DDA?  Terapii AA? Terapii uzależnień? Jakieś konsultacje z psychoterapeutą on-line?

Skąd masz te wszystkie diagnozy?

Własnymi siłami się nie da. Tj. zawsze będą to twoje siły i twój umysł, ale samemu nie da się wyciągnąć za włosy z bagna, fizyka nie daje na Ziemi, tej Ziemi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Żebym na początku nie szukał sam to nigdy bym nie wiedział co mi jest. Dalej bym myślał że mam zawały i boję się bo umieram, a nie zwykły atak paniki czego kardiolog nie był w stanie stwierdzić. Badania płuc, bo duszności, też skwitowane "nie wiem, płuca zdrowe". Jako 17 latek wtedy nie wiedziałem co mi dolega i kierowałem się do tych i innych lekarzy "najbliżej objawów". Żaden nie był w stanie nawet nakierować. Niestety, sądzę że opieka medyczna w moim mieście czy to prywatnie czy na NFZ polega na odhaczeniu i skasowaniu klienta, nie pacjenta. Wiem może to złe podejście, są pewnie dobrzy lekarze gdzieś, młodzi z zapałem do pracy. Ja trafiałem w większości na ludzi typu "to panu nie dolega ale możemy umówić wizyty"...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Godzinę temu, doi napisał:

 

Skąd masz te wszystkie diagnozy?

 

Pozbierałem 😉 po pierwsze to raczej specjaliści w dziedzinie nie wykryli nic poza nerwicą i depresją, DDA jak sięgnę trochę do pamięci i przemyślę jakie rzeczy się działy w domu rodzinnym i jak to na mnie wpłynęło - tyle wystarczy w skrócie, fobię społeczną ciężko pomylić z nieśmiałością,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałam raczej na myśli pracę z psyche a nie rzeczy czysto medyczne. Bo na razie to mi wyglada tak, że naczytałeś się w necie i u różnych lekarzy różnych rzeczy o sobie, etykietek, a nie podjąłeś pracy nad sobą/ ze sobą, bo to takie przygodne diagnozy. Inaczej: diagnoza normalnie jest wstępem do dalszej pracy, u ciebie się na tym skończyło. Taki obraz mi się nasunął, może błędny, nie wiem.

Ale jeśli tak jest to jeszcze masz sporo opcji. Kardiolog czy źle dobrany lek nie rozwiązują sprawy, to tylko wstęp. Problem nie jest w somie a w psyche. Czyli tu trudno mówić o jakiejś walce kilkuletniej bo tej jeszcze nie podjąłeś.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
1 minutę temu, doi napisał:

Ja miałam raczej na myśli pracę z psyche a nie rzeczy czysto medyczne. Bo na razie to mi wyglada tak, że naczytałeś się w necie i u różnych lekarzy różnych rzeczy o sobie, etykietek, a nie podjąłeś pracy nad sobą/ ze sobą, bo to takie przygodne diagnozy. Inaczej: diagnoza normalnie jest wstępem do dalszej pracy, u ciebie się na tym skończyło. Taki obraz mi się nasunął, może błędny, nie wiem.

Ale jeśli tak jest to jeszcze masz sporo opcji. Kardiolog czy źle dobrany lek nie rozwiązują sprawy, to tylko wstęp. Problem nie jest w somie a w psyche. Czyli tu trudno mówić o jakiejś walce kilkuletniej bo tej jeszcze nie podjąłeś.

 

Wiem że wychodzę od razu na gbura i zarozumialca może to jeden z moich problemów, raczej nabyty z doświadczeniem:)

i tak, naczytałem się w necie, usiadłem i siedzę. 😆 Żarty na bok, w niektórych chwilach kiedy mam całkowite załamanie to zdarza mi się nic nie robić. Nie szukać rozwiązania. Po kardiologach chodziłem gdy nie wiedziałem co mi dolega, już tak nie jest. Alkohol piłem gdy nie doszedłem do tego że to nie jest zupełnie rozwiązanie a jeden z problemów. Rozróżniam objawy od przyczyn. Przyczyny niektórych objawów/schematów znam. Poznanie innych mechanizmów, zdaję sobie sprawę, nie będzie mi dane bez pomocy osób z zewnątrz. Bez AA wytrzymałem i wytrzymuję, bo wiem jak to działa u mnie. A jeśli sądzisz że nie podjąłem walki bo nie idę kolejny i kolejny raz do psychologa czy rozwiązuję problem alkoholu bez udziału w grupie modlitewnej/wsparcia to ok. Muszę się chyba napić bo widocznie jeszcze z tym nie podjąłem walki😆

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 8.11.2019 o 16:42, Nightfly napisał:

Poznanie innych mechanizmów, zdaję sobie sprawę, nie będzie mi dane bez pomocy osób z zewnątrz.

Nie chodzi o poznanie ale o przepracowanie. Tak, z innymi, na zewnątrz a nie topienie się w dalszych iluzjach.

A zarozumialstwo to forma lęku.

Ale skoro jest z tobą wszystko ok a tylko wszyscy inni się dookoła mylą, lekarze są głupi etc, etc, i tak pięknie w swoim mniemaniu walczysz nie robiąc nic, to ja niestety recepty innej niż powyżej napisałam - nie mam. Za głupia jestem do rozmowy z kimś takim mądrym. Miłego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich serdecznie, jestem nowa, podoba mi się Wasze forum. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj tez jestem nowy na forum tym bo przerobilem juz kilka w szukaniu odpowiedzi co mi jest jak zyc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
W dniu 12.11.2019 o 10:14, doi napisał:

Nie chodzi o poznanie ale o przepracowanie. Tak, z innymi, na zewnątrz a nie topienie się w dalszych iluzjach.

A zarozumialstwo to forma lęku.

Ale skoro jest z tobą wszystko ok a tylko wszyscy inni się dookoła mylą, lekarze są głupi etc, etc, i tak pięknie w swoim mniemaniu walczysz nie robiąc nic, to ja niestety recepty innej niż powyżej napisałam - nie mam. Za głupia jestem do rozmowy z kimś takim mądrym. Miłego.

To, że Tobie to pomogło, nie znaczy że mi kiedykolwiek pomagało. Nigdzie nie napisałem, że wszystko ze mną ok. Nigdzie nie napisałem, że wszyscy lekarze są głupi, napisałem jakie MNIE spotkało potraktowanie.Czy masz może wykształcenie medyczne/jakiekolwiek w tym kierunku, po 3 wypowiedziach sądzisz że "tak pięknie w swoim mniemaniu" ? Nie zarzucaj komuś bycia "mądrym", czasami gorszy jest brak empatii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@NightflyAcha, użalania się nad sobą ciąg dalszy? Czy w czasie gdy tu nie pisałeś do nieempatycznej doi zrobiłeś coś  żeby sobie, właśnie sobie, pomóc?

Mnie nie odpowiadaj, sobie odpowiedz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Oficjalnie pragnę przeprosić użytkowniczkę @doi  której to na forum mogłem swoją bezmyślnością i arogancją sprawić przykrość oraz zniesławić w sposób pasywno-agresywny. Swoje zachowanie mogę tłumaczyć jedynie niskim ilorazem inteligencji oraz nadęciem.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

@exodus! to raczej był taki żart dotyczący czegoś co wyjaśniliśmy sobie na priv.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Drogi pamiętniczku
Będzie ciężko. niech i tak będzie, łatwe już się skończyło dawno.
Jak już trochę emocje mi zeszły, dotarło do mnie że niektóre sprawy musiały się tak w życiu potoczyć i chyba muszę się z tym pogodzić. Nie każdy może zostać Pitagorasem. Dochodzę do wniosków dość niekomfortowych dla mnie. "Sam się z życia nader sprawnie obrobiłem".  Najlepsze że jakieś dwa czy trzy dni po tym jak się powymądrzałem o swojej abstynencji i nieomylności, zapierałem nogami i "ręcami" uwaga uwaga: zalałem pałę :brawo: Nie wiem co większe, kac wtedy czy wstyd teraz. Kaca już nie mam... niesmak pozostał:)

Popiszę tu sobie jeszcze trochę, nie wiem gdzie mam to pisać, nie chcę w innych wątkach robić bałaganu a muszę się wygadać, tylko nie mam komu bo się pozbyłem jedynych przyjaciół kiedy zrozumiałem, że przeginam z alkoholem. Zrywając kontakty żeby nie mieć okazji, unikając. Zresztą i tak powyjeżdżali z tej dziury, może to i dobrze, ktoś kto mówi "pij nie pierd*l" to gówniany przyjaciel.

Załamanie trochę schodzi, ochłonąłem na tyle żeby zacząć coś wbijać do cymbała na spokojnie, tylko jednego nie mogę zrozumieć: jeśli, cytując: "się zwyczajnie wypaliło", "to nie o twoje problemy chodzi, wiedziałam że byś sobie poradził", "od dwóch lat nic do ciebie nie czuję" to po co to kontynuowała "związek" nic nie czując. Przez dwa lata. J**ne dwa lata. Mydląc mi oczy i dając złudne nadzieje. Wiejąc chłodem na całe pomieszczenie, gasząc moją jakąkolwiek radość i docinając mi przy każdej możliwej okazji. Siadając na krześle zamiast obok mnie, tuląc. Jak do kolegi. Uciekając z moich ramion przy próbie głupiego przytulenia. Bez słowa o tym, że mnie już dawno nie kocha, ale okazując to, jak teraz zaczynam w porę zauważać. Myślałem że mam schizy, jakiś zespół Otella już sobie wymyśliłem, bo gryzło mnie wrażenie że się z kimś spotyka za moimi plecami, że to pewnie nerwica się pogłębiła (bo i od tego też pewnie się pogłębiała) i wymyślam że jestem odrzucony, jednak nie. Spotykała się. Ze mną na godzinę - dwie dziennie. Z innymi ludzmi i "kolegami" całe weekendy. Trwałoby to dłużej gdyby nie zaczęli wrzucać zdjęć z wypadów i "Einstein" nie połączył kropek.

Łatwiej miałbym w życiu jakbym był kuta*em który się bawi uczuciami i zdradza.
Mimo wszystko rozumiem ją trochę, wiem że życie z nerwicowcem to niekoniecznie dobra zabawa, można mieć dość.

Nawet się momentami już cieszę z tego rozstania. Czułem się jak gówno. Niekochany, niedotykalny klocek. Przez to też wszystko traciło sens. Bo po co się starać jak Twoje starania dla kogoś są nieistotne zupełnie. Przez 2 lata nie było nawet czegoś prowadzącego do "wiadomo czego". Wytrzymałem. Pragnąłem tylko miłości i nadal tego najbardziej potrzebuję. Wszystko inne w życiu to ch*j, serio. Gorzej, że trzeba sobie radzić czasami i bez miłości. Tego nie umiem i nie chcę się nauczyć, bo po co w takim razie? Pieniądze też ch*j. Uciekając od prawdziwego rozwiązania problemów nauczyłem się zarobić będąc fobikiem nie wychodzącym z domu. Mając dwie sprawne ręce i okruchy rozumu zawsze jest jakiś sposób. Nie jestem osobą niepełnosprawną, to cenny dar od losu, którego często nie doceniam.

Wszystko, tylko nie patrz na słonia.

Już nawet zacząłem jak idiota myśleć że może to mój wygląd, że jestem odrzucający. Kur*a, nie jestem. Nikt nie jest, to kwestia KTO na Ciebie patrzy. Mocne 5/10. Parafrazując jednego śmieszka: zęby - może i krzywe ale mam większość, 5. Włosy - mam, 5. Twarz - nocami nikt nie uciekał, 5. Siusiak 5. nie że centymetrów, chociaż też niewiele więcej, około 5:D. Sama też nie jest jakąś boginią (nie o to chodzi w miłości zresztą), choć teraz po złości muszę przyznać że waży co najmniej jak dwie.

Potrzebny byłem do końca remontu jej mieszkania. Wtedy sama przynosiła mi alkohol żebym nie miał lęków. Jak skończyłem remont i nie umiałem przestać pić wtedy zauważyła problem. Jak chciałem zadbać o swoje sprawy odmawiając kilku przysług niedoszłej teściowej usłyszałem "już nie wiem co wymyślać". Powiedz prawdę. Nie kłam że mi coś wypadło bo nie wyzdrowieję w ciągu tygodnia. Powiedz, że jestem chory, mam swoje problemy i mogą być poważniejsze, niż pomysł Twojej matki żeby pociągnąć jej prąd na lewo z piwnicy, coby podczas remontu jej "apartamentu" na licznikach nie nabiło za dużo. Matce powiedziała że nie jesteśmy ze sobą, żeby mieć spokój. Czy "Grażyna" dała radę podpiąć się do instalacji i ukraść prądu za 50zł nie wiem:)

Ludzie często do mnie z czymś przychodzili, nie powiem, lubię pomagać, jeśli potrafię, a umiem dużo jak na takiego kulfona. Chwalić też się lubię, jak np. z alkoholem jakieś dwa posty temu:D  Grono osób zainteresowanych pomocą nagle zmalało jak to ja potrzebowałem czegoś. No i dobra, będę liczył sam na siebie, dobrze wiedzieć komu następnym razem za pomoc też policzyć. Kto był.

I tak sobie myślę że chyba czas oswajać się z samotnością. Jak ja mam kiedyś założyć rodzinę jeśli sam jestem niedojrzały? Ludzie w moim wieku mają stałe prace, kredyty, żony, komplet talerzy i kołdry z "prezentacji" za 5 tysięcy, a ja dziurę mam w swych najnowszych spodniach. Skazać kogoś na bycie z uzależnionym i ryzykować czyimś szczęściem? Związać się z kimś kto będzie miał marzenia, których mogę nie spełnić? Czy pogodzić się z tym że nikt mnie nigdy nie powinien pokochać, nieważne jak bardzo bym tego pragnął?

Wiem czemu mój związek się rozpadł. Bo jestem słabym, leniwym, myślącym po fakcie, próżniakiem z wybujałym ego. Nikt nie będzie wiecznie czekał aż się ogarnę, gdy naokoło są już ogarnięci. Nie powinno się też okazywać słabości, to najbardziej ludzi odrzuca, jak leżysz i skomlesz to już nigdy nie będziesz obiektem pozytywnych uczuć. Z litości się nie kocha. I nie liczyć na pomoc tej drugiej osoby, chociaż myślałem inaczej, bo kiedyś ja byłem tym cierpliwym. Od nikogo nie można wymagać by pomagał jak to drugie spada w dół, życie to nie piosenki happysadu.
Może i czasami trzeba spaść na dno. Spadłem, rozbiłem sobie głupi ryj, ale żyję, oddycham, chcę. Będzie ciężko znowu zaczynać, tym razem chyba trzeba "na serio". Niewiele jest do stracenia.

 Aha i do mojej byłej, mimo że tego nie zobaczysz: Źyczę Ci kredytu we frankach, jak będziecie kiedyś budować z lubym dom. Jak coś nie pasuje to się mówi wprost, nie kręci na boku sprawdzając inne opcje.

Kim jestem? Jestem zwycięzcą.
 Dobra kończę te chlipu-chlip, musiałem się poużalać do kogoś, to mi najlepiej wychodzi, po prostu musiałem to gdzieś z siebie wyrzucić, pewnie niedługo znów będę miał jakieś załamanie i znowu popłaczę i tak tego w tym momencie nikt nie czyta, a jak czyta to stawiam pół... batona. Piona. A może zostanę raperem? Meh

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak sobie to czytam i myślę, że całkowicie wisisz na innych. Inni sterują ci humorem, inni są winni, inni są tłem do porównań. Po co?

A co ty zrobiłeś w międzyczasie sam dla siebie- niezależnie od postępowania innych?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiesz, to było pisane też trochę humorystycznie, może wiele przejaskrawione. Choć masz dużo racji. Raczej jestem obciążeniem. Za bardzo się przejmuje tym co powiedzą inni. Po prostu miło by było mieć kogoś na kim można polegać, pewnie to zgubne.  Przez porównania do tego co inni mają w życiu a czego nie bardziej zdaję sobie sprawę że zaczynam od zera, mam czystą kartę, niż zazdroszczę. Mógłbym mieć gorzej, długi, osoby zależne ode mnie, ale nie mam. Mam jeszcze szansę poukładać co chcę jak chcę. Może mam teraz najlepszy czas żeby się nauczyć samodzielności. Nie wiem, mam mętlik w głowie. Coś, gdzieś, się rysuje jakiś cel. Na razie się uspokajam po najgorszym i próbuję trochę pośmiać z tego z czego już chyba się nie da więcej wypłakiwać. A co zrobiłem dla siebie? dzisiaj grałem na gitarze bo mi skurcze przeszły wreszcie ale raczej nie o to chodziło w pytaniu.;p Wcześniej jak sprawy się tak nie skomplikowały jeszcze nie mogłem znaleźć pracy to otworzyłem działalność bez niczyjej pomocy. Nikt mi nie dał niczego na start i sam "własną pracą" to zaczynałem, to na przykład sam dla siebie zrobiłem, tyle że padło z przyczyn już bardziej prozaicznych, zbyt wiele takich samych usług w okolicy, zbyt małe możliwości finansowe by przetrwać. To nie padło ani przez nerwicę, ani przez nałogi. Jeśli to nie to, to doprecyzuj.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje pytanie dotyczyło nie spraw materialnych ani gitary, choć to akurat fajne, ale psyche. Co zrobiłeś w międzyczasie żeby znaleźć pomoc dla siebie w tym względzie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ze sprawami materialnymi to bardziej chodzi o to żeby samemu sobie zapewnić byt, jest to też i psychiczny komfort. A resztę dusiłem w sobie i maskowałem czy to przez alkohol, czy kilka prób i słomiany zapał. Jak się poprawiało na tyle by funkcjonować to "nie było problemu" "zapomnę o tym"

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jak coś nie przyniosło skutku od razu to porzucałem kolejne próby, zawsze się było można napić przecież, przechodziło pozornie

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Tak to dzisiaj widzę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×