Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, 

Wiem, że ten temat często się tu przewijał, ale ostatnie odpowiedzi są z 2017 roku. 

Czy jest tu dalej ktoś z trądzikiem neuropatycznym i chciałby ze mną zawalczyć o wolność? Postanowiłam kilka dni temu (w dniu moich 26 urodzin, po kilku latach drapania i wyciskania twarzy, dekoltu i pleców), że w końcu dam sobie szansę w te wakacje na wyjście w bikini na plażę. Chcę móc ubrać się w bluzkę na ramiączkach, chcę uwolnić się od tego okropnego nawyku!

Każdy poniedziałek jest tym, w którym mówię sobie, że to ten dzień, w którym niczego nie wydrapię, rozdrapię lub wycisnę. Niestety, od razu po przebudzeniu dotykam ramion, pleców, twarzy i wszystko zaczyna się od nowa. Wczoraj też tak było, dziś również. Próbowałam nakładać bawełniane rękawiczki, niestety, wystarczy, że nie mam ich w zasięgu ręki i znów się drapię. 

Proszę, zawalczcie ze mną. Sama nie umiem ze sobą wygrać, chociaż bardzo w to wierzę. Wierzę, że dziś od 10:00 zmieniłam swoje życie i już sama siebie nie oszpecę. Wierzę, ale łatwiej mi będzie, jeśli ktoś stąd będzie mnie wspierać, bo mój chłopak nie rozumie tej przypadłości, nie wie, jaka to jest walka z samą sobą. 

Czekam na Was. Odezwijcie się i razem odliczajmy dni bez tej niby małej, ale jednak wielkiej autodestrukcji.

Patrycja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałem podobny problem z obgryzaniem paznokci. Było to bardzo silne uczucie,silna potrzeba.U mnie był to jeden z elementów nerwicy. Pozbyłem się tego antydepresantami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

Jeśli to Ci pomoże, możemy odliczać razem, borykam się z podobnym problemem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chciałabym leczyć tego antydepresantami, to dla mnie ostateczność.

Dziękuję Duża Mi, dzień się jeszcze nie skończył, ale chcę odliczyć go już jako pierwszy, zwycięski. Długo dziś byłam poza domem, to dlatego nie miałam czasu na drapanie. A jak było dziś u Ciebie? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

Drapię się na potęgę, za dużo stresu i frustracji. Od wczoraj natomiast jestem w miarę "czysta" jeśli chodzi o obgryzanie palców, tylko trochę podskubuję. Dni spędzane poza domem działają na korzyść, to prawda.

Swoją drogą, trądzik neuropatyczny to autentyczne rozpoznanie lekarskie? Nie wiedziałam, że istnieje taka jednostka chorobowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trądzik neuropatyczny w Polsce zaczął być traktowany poważnie w 2013 roku. Wcześniej nie miał swojej konkretnej nazwy.

Dziś będę cały dzień w domu, ale już mogę mówić o postępie, bo obudziłam się godzinę temu, a do tej pory niczego nie dotykałam. Będę się pilnować. Stwierdzam też, że pisanie tutaj jest dla mnie odprężające. Dobrze, że tu trafiłam. 

Duża Mi, życzę Ci dobrego dnia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

To może dlatego każdy dermatolog miał w nosie moje sugestie, że ten armageddon na twarzy ma ścisły związek z rozpoczęciem studiów i ze stresem... co nie zmienia faktu, że trochę mnie podleczyli, gdybym się nie drapała, miałabym cerę całkiem w porządku.

Ja się macam po twarzy non stop, ale jeszcze wytrzymuję.

Wiesz może, co u Ciebie mogło spowodować ten trądzik? 

Dziękuję, Tobie również ;) trzymaj się dzielnie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podejrzewam, co mogło mieć wpływ. Mam ojca alkoholika, który w momencie mojego dorastania robił w domu awantury. Nas, dzieci, nie bił, za to znęcał się  fizycznie i psychicznie nad naszą matką. Jestem najmłodsza z rodzeństwa i to ja jedyna nie bałam się przeciwstawiać ojcu, i stawać między nim a mamą. W szkole byłam wzorową uczennicą, nie dawałam po sobie poznać, że jestem z rodziny, w której jest taki problem. Uczyłam się bardzo dobrze, ale miałam niesamowite kompleksy w okresie dojrzewania. Mama ciągle była w pracy, bo musiała utrzymać nas, trójkę dzieci, a ojciec pił. Nie miałam zatem z kim porozmawiać o tym, co się ze mną dzieje. Na siostrę też niestety nie mogłam liczyć, ona wręcz sama mnie wyśmiewała nazywając mnie "płaszczyzną", ponieważ wtedy, kiedy powinny urosnąć mi piersi, niestety się nie pojawiły. Także tak sobie dorastałam, w szkole wzorowa przewodnicząca klasy, a w domu zupełny nikt. Nigdy nie byłam chwalona, doceniana. A gdy było rozdanie świadectw i listów gratulacyjnych dla rodziców, moich rodziców nie było.

Oto moje chore dążenie do perfekcji. Nigdy w domu nikt mnie nie zapewnił, że jestem wspaniała, mądra, wyjątkowa. Teraz nie wierzę mojemu chłopakowi, gdy mówi mi komplementy. Ciągle postrzegam siebie jako brzydszą, grubszą, gorszą. Kiedyś miałam przez to myśli samobójcze, teraz też od czasu do czasu przemknie mi to przez głowę, ale wiem, że chcę żyć. Pracuję nad sobą, nad swoim ciałem, nad umysłem i charakterem. Chcę być najlepszą wersją siebie, ciągle się porównuję. Teraz, w dobie Internetu i idealnych ludzi ze zdjęć, tym trudniej mi akceptować swój nieidealny wygląd, ale wiem, że za wszystkimi zdjęciami kryją się filtry. Na szczęście teraz też już wiem, że ważniejsze jest to, co się ma w głowie. Charakteru nikt nam nie odbierze.

A jak z tym u Ciebie? Czy rzeczywiście studia były dla Ciebie aż tak stresogenne? Jak teraz jesteś odbierana przez otoczenie? Jak się czujesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość myślący91

Ja tak samo mam, tyle że u mnie pryszcz pojawi się rzadko za to czerwony ślad po nim zostanie na lata, a żadne cuda co próbowałem mi na to nie pomagały ogólnie to też strasznie sucha skóra i taka jakby osłabiona przez nerwicę. Jak leki na mnie działały to ryjek i skóra jak laleczka 😂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie dzień drugi, nie drapałam i nie wyciskałam. Czytając posty innych grupowiczów uświadamiam sobie, że ja jeszcze nie jestem w najgorszej formie, że ludzie przeżywają gorsze koszmary i problemy... Mam nadzieję, że siła, która płynie z tego forum, pomoże mi wytrwać i wzmocni mnie na tyle, bym mogła pomagać innym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
11 godzin temu, Pattona napisał:

Oto moje chore dążenie do perfekcji. Nigdy w domu nikt mnie nie zapewnił, że jestem wspaniała, mądra, wyjątkowa. Teraz nie wierzę mojemu chłopakowi, gdy mówi mi komplementy. Ciągle postrzegam siebie jako brzydszą, grubszą, gorszą.

Trochę poczytałam o tym trądziku neuropatycznym i to faktycznie jest efekt tego, co właśnie opisałaś. Jesteś pod opieką psychologa/psychiatry?

11 godzin temu, Pattona napisał:

Pracuję nad sobą, nad swoim ciałem, nad umysłem i charakterem. Chcę być najlepszą wersją siebie, ciągle się porównuję.

Dobrze, że nad sobą pracujesz, bo to ważne, pamiętaj jednak, że nie da się być najlepszą wersją siebie. To bardzo krzywdzące hasło, rozpropagowane szeroko przez wszystkich pseudocoachów i innych mówców motywacyjnych. Jesteś po prostu sobą i próbuj siebie właśnie taką zaakceptować, bez zmieniania czegokolwiek na siłę.

11 godzin temu, Pattona napisał:

A jak z tym u Ciebie? Czy rzeczywiście studia były dla Ciebie aż tak stresogenne? Jak teraz jesteś odbierana przez otoczenie? Jak się czujesz?

Studia były stresogenne, cała otoczka wokół nich była stresogenna, życie osobiste było (i nadal jest) stresogenne... takie tam życie przeciętnego człowieka z nerwicą i innymi ciekawostkami ;) wydaje mi się, że otoczenie odbiera mnie pozytywnie, zresztą pomimo tego, że rodzina dołożyła swoje pięć groszy do mojego postrzegania siebie, nigdy nie miałam "klasycznych" kompleksów na punkcie swojego wyglądu. Za to od dziecka w taki czy inny sposób okaleczam się ze stresu. Choć o głowie dawno zapomniałam, palce mam nawet wygojone, ostatnio znalazłam swoje zdjęcia z początku studiów i myślę, że moja twarz obecnie to też niebo a ziemia w porównaniu z tym, co było te 3-4 lata temu...

10 minut temu, Pattona napisał:

U mnie dzień drugi, nie drapałam i nie wyciskałam. Czytając posty innych grupowiczów uświadamiam sobie, że ja jeszcze nie jestem w najgorszej formie, że ludzie przeżywają gorsze koszmary i problemy... Mam nadzieję, że siła, która płynie z tego forum, pomoże mi wytrwać i wzmocni mnie na tyle, bym mogła pomagać innym.

Gratuluję, ja mam za sobą kolejny ciężki dzień, więc siedzę i coś tam delikatnie podskubuję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety, po przebudzeniu zdrapałam kilka strupków... Wiem, że nie powinnam być na siebie zła, ale czuję rozczarowanie, że naprawdę nad sobą nie panuję.

Nigdy nie byłam na terapii, pochodzę z małej miejscowości, więc dostęp do specjalistów był utrudniony. W tym roku już na pewno oddam się w ręce terapeuty, bo bycie DDA plus te drobne natręctw i częste wahania nastroju, naprawdę sprawiają, że czuję się gorsza i nieszczęśliwa. Czekam tylko na stabilizację w nowym miejscu i w nowej pracy. Nie chcę rozpoczynać wszystkiego w jednym czasie, bo wiem, że sobie nie poradzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś totalnie przegrałam. Przebudziłam się nad ranem i rozdrapałam wszystko, co zdążyło się już podgoić. Jestem krwawą miazgą. 

A obwiniam za to wczorajszą kłótnię z chłopakiem. Nie mogłam się dostatecznie wykrzyczeć, zatrzymałam to w sobie, a dziś takie są efekty. Co najgorsze, zakazał mi jego za to obwiniać, powiedział, że przecież JA SAMA SOBIE TO ROBIĘ. 

Racja, to są moje dłonie i moje paznokcie. Moje są też kolejne rany do wygojenia, na ciele i na duszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

To zazwyczaj jest jakiś bodziec, który wyzwoli drapanie. Kłótnia, stres... Dziś jest już lepiej?

Ja póki co też rozdrapałam co się dało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

@Pattona, jak Ci idzie? Bo mi w ogóle...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mi nie idzie. Ciągle mówię sobie, że jutro będzie lepiej, a nie jest. Mam dużo stresu i jeszcze go sobie sama dokładam. 

Postaram się jutro niczego nie ruszyć. Postaram się, bo znów nie zdążę do lata wygoić skóry, by wreszcie móc się cieszyć słońcem :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

Muszę zrobić zdjęcia do dyplomu, a wyglądam jak po ospie... dobrze, że jest obróbka zdjęć. Za dużo emocji, drapię i dłubie ile wlezie.

Tak wolno goi Ci się skóra, czy nie chcesz utrwalać blizn?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie, na szczęście możemy być piękne na zdjęciach 😕

Wolno się goi, bo ciągle coś rozdrapuję i wyciskam. Jestem teraz w fatalnym stanie. Jutro poniedziałek, kolejny, w którym zacznę walczyć (ile razy już siebie okłamałam, nie potrafię zliczyć).

Tobie i sobie życzę prawdziwej siły 💚

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pattona, jesteś tu jeszcze? Jak sobie radzisz? Mam ten sam problem i wpadłam na pomysł, że może uda nam się wspierać i wygrać z tym problemem. Dziś oczywiście kolejny poniedziałek od którego zaczynam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zagląda tu jeszcze jakaś morderczyni własnej twarzy? 😮 Ja swoją dziś doprowadziłam do stanu przypominającego poparzenie kwasem, coś pięknego... Jutro będę godzinę pewnie szpachlę nakładać, żeby móc wyjść z domu 😤

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mordowałam i morduję nadal, ale wyglądam przyzwoicie. Odkąd nie jem słodyczy, rany zaczęły się na mnie goić jak na przysłowiowym psie. Poza tym drapać do krwi wolę inne części ciała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A podpowiesz mi, co Cię wcześniej ratowało, zaraz po popełnionej masakrze, żeby zatrzeć ślady zbrodni? Nie mówię o korektorze i podkładzie, ale jakie kremy/maści/zasypki najszybciej pomagały w regeneracji? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
2 godziny temu, Alchemiczka napisał:

A podpowiesz mi, co Cię wcześniej ratowało, zaraz po popełnionej masakrze, żeby zatrzeć ślady zbrodni? Nie mówię o korektorze i podkładzie, ale jakie kremy/maści/zasypki najszybciej pomagały w regeneracji? 

 

Retinoidy do stosowania miejscowego przepisywane przez dermatologa. Czasem też maść cynkowa na pojedyncze zmiany, przez pewien czas dobrze działał też Skinoren. Obowiązkowo unikanie słońca i krem z filtrem 50, żeby nie pogłębiać przebarwień. Na retinoidy trzeba jednak bardzo uważać właśnie ze względu na ekspozycję na słońce i solidne przesuszenie skóry - do dziś mimo nawilżania regularnie schodzi mi płatami skóra z nosa. Polecam też dermokosmetyki do cery trądzikowej, już do codziennej pielęgnacji i odstawienie albo chociaż ograniczenie cukru w diecie - zdecydowanie poprawia cerę i ogranicza pojawianie się nowych zmian, które można masakrować. Czasem gdy nie mogę czegoś wygoić, nacieram sobie przez kilka dni twarz antybiotykami iniekcyjnymi dla zwierząt - działa, ale nie polecam takiej samowolki nawet przy dostępie do leków.

Edytowane przez karanfil

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiele razy się zapuszczałam, aby prosić o receptę na retinoidy, jednak w moim przypadku chęciom z czynami nie po drodze  🤣

Ale może to i dobrze, bo właśnie zupełnie na przekór temu co należy, mnie jest cholernie nie po drodze z filtrami ;/ Wiem, doskonale wiem, że to skrajna nieodpowiedzialność, ale te białe tłuściochy doprowadzają mnie do szewskiej pasji!!! Raz jeden tylko, dawno temu, zaszalałam kupując ten od vichy i on jako jedyny nie robił mi efektu gęby posmarowanej smalcem , ale dziad drogi ;/ Wszelkie inne filtry nakładane pod podkład toczą z nim na mojej twarzy zaciekłą walkę😫

Zatem retinoidy bez filtra na moim pobojowisku twarzowym to byłby gwóźdź do trumny 🙄

Przyzwyczaiłam się zatem do unikania słońca, przez cały sezon letni straszę sinokoperkową bladością, co poradzić...

Udało mi się jednak zerwać z drogeryjnymi fluidami i zastąpić je podkładem mineralnym.

Mega ulga, po ataku wyciskactwa zdecydowanie lepiej i szybciej się wszystko goi pod nim

niż jak smarowałam to grubą warstwą zapychającej tapety.

W tragicznej sytuacji zaś będąc natrafiłam na cudo z apteki mianowicie krem ajurwedyjski Kailas (mam nadzieję, że 

nie spamuję używając konkretnej nazwy?), który robi dobrze na dosłownie wszystko.

Co mi jednak po tym wszystkim, jak po względnym zagojeniu, paluchy znów świerzbią i powtórka z rozrywki po raz setny, 

dzień świstaka rzec by wręcz😕

Kurde, parę rzeczy w życiu pokonałam, a tego dziadostwa nie potrafię się pozbyć za nic;/ Nawet lustra nie potrzebuję by się skrzywdzić, wystarczy, że pod palcem poczuję mikro wzgórek;/

Masakra to jest - człowiek całe życie zakompleksiony, nieśmiały, niepewny swojej wartości, nieatrakcyjny, zatem dbający by temu wyglądowi jak najbardziej pomóc - makijażem, dietą, strojem - obecnie sam siebie oszpeca. Paranoja, której nie mogę zrozumieć, nie ogarnia tego mój móżdzek ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Alchemiczka napisał:

Wiem, doskonale wiem, że to skrajna nieodpowiedzialność, ale te białe tłuściochy doprowadzają mnie do szewskiej pasji!!!

 

Nie wszystkie filtry są tłuste, zwłaszcza te do twarzy. Widocznie dobierałaś złe kosmetyki. Na priv mogę Ci polecić te, których sama używam - chociaż fakt, do tanich nie należą, ale są dość wydajne, myślę że warto się szarpnąć raz na jakiś czas. Nie mam po nich

pół kilo smalcu na twarzy ;) co więcej, byłam w stanie nakładać na nie podkład i efekt był ok.

 

11 godzin temu, Alchemiczka napisał:

Zatem retinoidy bez filtra na moim pobojowisku twarzowym to byłby gwóźdź do trumny

 

Retinoidów używa się tylko na noc, filtra używasz w dzień.

 

11 godzin temu, Alchemiczka napisał:

Co mi jednak po tym wszystkim, jak po względnym zagojeniu, paluchy znów świerzbią i powtórka z rozrywki po raz setny, 

dzień świstaka rzec by wręcz😕

 

Rozmawiałaś o tym z psychiatrą/psychologiem? To temat zdecydowanie do przepracowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×