Skocz do zawartości
Nerwica.com

nie mam już siły


egrzel

Rekomendowane odpowiedzi

Ale jemu tego nie mówię, że jest porypany. Próbuję jej pomóc, bo może się nieźle wkopać w tą relację.

Szaraczku, sama już nie wiem... mi się wydaje, że nie zawsze piszę miłe rzeczy, ale zawsze uważam, żeby komuś nie przywalać ad personam. Ale dziś to już nic nie wiem.

Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko! (...) Nakłońcie swojego ucha i pójdźcie do mnie, słuchajcie, a ożyje wasza dusza, bo ja chcę zawrzeć z wami wieczne przymierze, z niezłomnymi dowodami łaski okazanej niegdyś Dawidowi! Jak jego ustanowiłem świadkiem dla narodów, księciem i rozkazodawcą ludów, Tak ty wezwiesz naród, którego nie znasz, a narody, które nie znały ciebie, będą śpiesznie podążać do ciebie przez wzgląd na Pana, twojego Boga, i przez wzgląd na Świętego Izraelskiego, gdyż cię wsławił. Szukajcie Pana, dopóki można Go znaleźć, wzywajcie go, dopóki jest blisko! (...) Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje - mówi PanLecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze.

Księga Izajasza 55, 1-9

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Kleopatra napisał:

Ale jemu tego nie mówię, że jest porypany. Próbuję jej pomóc, bo może się nieźle wkopać w tą relację.

Szaraczku, sama już nie wiem... mi się wydaje, że nie zawsze piszę miłe rzeczy, ale zawsze uważam, żeby komuś nie przywalać ad personam. Ale dziś to już nic nie wiem.

No to pomagaj. Ale bez wyzwisk, które podobno tak bardzo Cię rażą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najfajniej jakby takie osoby jak Egrzel miały wsparcie w rodzinie, mężu, przyjaciołach, chociaż żeby miała jedną osobę z którą mogłaby szukać rozwiązania, a nawet iść i spróbować czy odpowiadają jej spotkania psychoterapeutyczne. Jak fajnie by było gdyby ktoś za mną czekał pod drzwiami te pierwsze razy, jak fajnie gdybym mogła powiedzieć o swoich wątpliwościach i dostać wsparcie, że być może za bardzo stresuję się relacją terapeutyczną. Ile bym dała, aby ta relacja nigdy nie stała się całym moim życiem. Starzy znajomi nie tolerowali, nowi znajomi uważali, że to wszystko jest do rozwiązania w psychoterapii.Ile ja bym dała, żeby móc o tym z kimś rozmawiać szczerze, na dłużej się zastanowić, móc z kimś chociaż odrobinę dzielić swój proces, móc jeszcze z choć jedną osobą szukać, na początku to było potrzebne, bo potem to straciło sens, psychoterapia mnie ubezwłasnowolniła, być może osoba towarzysząca mi wtedy w jakiś sposób uchroniłaby mnie przed tym. To bardzo ważne, aby w życiu mieć jeszcze kogoś oprócz psychoterapeuty. Gdy nie ma tego kogoś na początku potem może być już za późno, potem jest się pogrążonym i oddanym psychoterapii i nikt nie ma do tego wstępu, najważniejszy jest psychoterapeuta. Oczywiście nie każdy tak ma, ale wiele osób, których historię przeczytałam jednak wspomina o tym, szczególnie tych, które były bardzo chore w momencie pójścia na psychoterapię.

Na początku chodziłam w nocy pod gabinet i tam płakałam, wiele razy płakałam, czekałam nie wiem za czym, nie rozumiałam co się dzieje, czemu mnie tak to wciąga, czyżbym znalazła swojego wybawiciela? Nie, jednocześnie przecież wiedziałam, że nie. Psychoterapia z racji swoich ograniczeń nie pozwoliła mi tego sobie uświadomić, wyartykułować. Z kimś naprawdę bliskim, przyjacielem czy mężem chcącym mi pomagać mogłabym przecież rozmawiać godzinami. Innym razem to może jakiś jego problem rozwałkowalibyśmy godzinami i byłaby wzajemność. W psychoterapii niby tej wzajemności nie ma, ale nie da się wielu rzeczy poruszyć, rozwiązać. Można zrozumieć jakieś mechanizmy, czegoś się nauczyć, na coś się ukierunkować, ale pewne rzeczy pozostają nierozwiązywalne. Przygotowujesz się, bardzo chcesz porozmawiać o tym jak ci z czymś ciężko, masz to już przygotowane, wyrecytowane, zapisane, ale jak przyjdzie ta godzina i tak nie umiesz tego złożyć i przekazać tak jakbyś chciała, tak jak to powinno być, próbujesz kolejnym razem i kolejnym, ale znowu przepada i to może tak trwać, trwać, a nawet kiedy już dojdziesz do momentu żeby o tym wspomnieć terapeuta to ignoruje, nie odczytuje tego jako coś ważnego, jest już w innym momencie. Terapeuta też bierze w tym udział i czasem być może ma wrażenie, że to już nie ten etap, że jesteście dalej, albo po prostu nie zwraca na to uwagi,  a ty nie masz siły upierać się, że to ważne, więc coś przepada. Chciałabym wtedy spotkać siebie, naprawdę, spotkać siebie taką jaką jestem teraz i sobie pomóc, mieć w sobie przyjaciela.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×