Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Pod Trzeźwym Aniołem

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Ja myślę, że alkoholizm zaczyna się wtedy, gdy człowiek zaczyna bać się dnia bez drinka. A trwa już na dobre kiedy musi dopić do końca rozpoczętą butelkę. To mi przychodzi na myśl kiedy przypomnę sobie alkoholików z mojej rodziny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
A trwa już na dobre kiedy musi dopić do końca rozpoczętą butelkę.

Ja, gdy kupuje wino, to piję od początku do końca... dlatego nie kupuje.

 

Alkohol jest do bani, daje tylko chwilową ulgę, jako środek znieczulający jest bezużyteczny, bo z czasem tylko szkodzi, już wolę być masochistą i znosić wszystko na trzeźwo, a nie pić i mieć chwile przerwy, a potem zjazd. Najwyżej browar raz na jakiś czas.

Nie szukajcie pociechy w alkoholu, bo to droga donikąd. Alkohol jest dla zdrowych, nie ma żadnych właściwości terapeutycznych, a tymczasowa ulga nie jest niczym dobrym, bo człowiek chce coraz częściej do tego wracać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie, alkohol powinno się pić tylko okazyjnie lub dla rozluźnienia wieczorem np. jedno piwko. Tu już nawet nie chodzi o samo uzależnienie, bo niektórzy nigdy się nie uzależnią, ale choćby o samopoczucie- po porzadnym upiciu się następnego dnia człowiek czuję się kiepsko(fizycznie i psychicznie), przynajmniej ja tak mam. Dodatkowo należy pić jak się jest w dobrym humorze, bo nie od dziś wiadomo, że alkohol potęguje uczucia. Jeśli mamy dobry humor, to po alkoholu będziemy mieli jeszcze lepszy a gdy mamy doła, to ten dół będzie się powiększać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodatkowo należy pić jak się jest w dobrym humorze, bo nie od dziś wiadomo, że alkohol potęguje uczucia. Jeśli mamy dobry humor, to po alkoholu będziemy mieli jeszcze lepszy a gdy mamy doła, to ten dół będzie się powiększać.

U mnie od jakiegoś czasu jest na odwrót, bo gdy mam dobry humor i se piwko wypiję to mi się nastrój pogarsza, a jak mam zły humor to piwko mi go polepsza :roll:

Z wiekiem mi się pozmieniało, kiedyś bez względu na nastrój zawsze miałam dobry humor po alko, a teraz to jest z tym bardzo różnie, dlatego też teraz rzadko piję.

No... nie tylko dlatego... :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

jak się ma piasek czy kamienie na nerach to też powinno się łykać browara :roll:

 

od tygodnia nie piję :roll: jesu jak mi się chce napić:!::!::!::(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
jak się ma piasek czy kamienie na nerach to też powinno się łykać browara :roll:

:(

 

Ja miałam dwa czy trzy (nie pamiętam) kamienie o średnicach 4mm w lewej nerce i lekarka powiedziała żebym nie piła browarów bo wtedy szybciej mi one zejdą i szpital gotowy, a jak zmienię dietę to może zdążą się rozpuścić. I tak się stało :smile:

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
jak się ma piasek czy kamienie na nerach to też powinno się łykać browara :roll:

:(

 

Ja miałam dwa czy trzy (nie pamiętam) kamienie o średnicach 4mm w lewej nerce i lekarka powiedziała żebym nie piła browarów bo wtedy szybciej mi one zejdą i szpital gotowy, a jak zmienię dietę to może zdążą się rozpuścić. I tak się stało :smile:

Pozdrawiam.

 

:shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock:

gratuluje lekarza, a to, że Ci się rozpuściły, to chyba czysty przypadek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
jak się ma piasek czy kamienie na nerach to też powinno się łykać browara :roll:

:(

 

Ja miałam dwa czy trzy (nie pamiętam) kamienie o średnicach 4mm w lewej nerce i lekarka powiedziała żebym nie piła browarów bo wtedy szybciej mi one zejdą i szpital gotowy, a jak zmienię dietę to może zdążą się rozpuścić. I tak się stało :smile:

Pozdrawiam.

 

:shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock::shock:

gratuluje lekarza, a to, że Ci się rozpuściły, to chyba czysty przypadek.

 

Lekarz najwidoczniej wiedziała co mówi, po trzech miesiącach nie było po kamieniach śladu, a były naprawdę spore na pierwszym USG. Wystarczyło, że zmieniłam dietę. Przypadkowo to się mogą rozpuścić jakieś małe kamyczki, a nie 4-5mm i to kilka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

oftop :evil:

 

chyba będę musiała pójść na jakąś terapię :cry: odczuwam brak alko - kto wie, czy dlatego spać nie mogę. Nagle przestałam pić - ciągnie jak cholera :cry: Żona pilnuje ale przecież nie może 24h na dobę - w każdej chwili mogę coś łyknąć, co za problem kupić i gdzieś za rogiem wypić... Mam mocne argumenty aby nie pić - ale one zaczynają słabnąć na sile :cry: co jeszcze można zrobić :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Pstryk, od dawna masz taki problem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Bliskie spotkania z butelką - od jakichś 8miesięcy. Zaczęło się niewinnie od polewania przez mojego ex (on sam nie pije) dla odstresowania (mam stresującą pracę). Problem dostrzegłam dopiero w styczniu br. Ale nie potrafiłam od razu ostawić, bo się zbyt wiele działo złego akurat - zatem, brnęłam w to coraz głębiej. O tygodnia nie piłam bo dostałam leki (po załamaniu nerwowym), które alko wykluczają - wczoraj nie wytrzymałam napięcia wewnętrznego i kupiłam pół litra. Od paru dni się z tym nosiłam. Wypiłam całą sama w godzinę i poczułam ulgę :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

To jak to jest Pstryk, jesteś kobietą i masz żonę? ;)

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Zaczęło się niewinnie od polewania przez mojego ex (on sam nie pije) dla odstresowania

Boze...skąd ja to znam. Mi też tak polewali-przypadkowi faceci :oops: - dla odstresowania tak? Raczej dla zaciągnięcia do łóżka(czy w moim przypadku na tylne siedzenie wozu) w celu wypatroszenia.

Najgorsze, ze Ty tak na bogato- nie piwko, nie winko- tylko z grubej rury i w samotności. Jestem ostatnia osobą, która powinna mówić komuś jak ma żyć, ale uważaj zwłaszcza biorąc leki. Jeśli pijesz w samotności to kto w razie czego zareaguje?

Ja po ostatnim razie dostałam taka nauczkę(nie chcę pisać w jaką sytuację się wpakowałam :oops::evil: ), że od grudnia jestem grzeczna i spokojna. A że nałóg jakiś mieć muszę to palę papierochy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Natascha, masz przykre doświadczenia... :( ja po alko myślę trzeźwiej niż bezXD więc do takich sytuacji nie dopuściłam nigdy. Ex miał inny interes niż łóżko - zatrzymanie mnie przy sobie... tak mniemam przynajmniej bo koniec przyszedł gwałtownie, z dnia na dzień. A ja zawsze byłam podatna na alko, bo jedynie po nim miałam odwagę być sobą, a nie taką, jak ktoś sobie tego życzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Pstryk, ale czy to nie jest tak, że Ci się tylko wydaje, że po alko trzeźwo myslisz? Przecież kiedy człowiek jest pijany to traci realny osąd sytuacji, wszelkie zahamowania przestają istnieć i dopiero kiedy wytrzeźwieje zdaje sobie sprawę co nawywijał.

 

[Dodane po edycji:]

 

Natascha, masz przykre doświadczenia... :(

 

Ale w sama jestem sobie winna- liczyłam, że jak się z kims przespię parę razy(oczywiście musiałam się napić dla znieczulenia) to pokonam traumę i znowu będę taka jak przed tymi przykrymi wydarzeniami- gdzie ja miałam rozum!?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Pstryk, ale czy to nie jest tak, że Ci się tylko wydaje, że po alko trzeźwo myslisz?

 

Ja rozumiem Pstryka bo jak miałam derealizację to też tylko na alkoholu czułam się 'normalnie i trzeżwo'.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ex miał inny interes niż łóżko - zatrzymanie mnie przy sobie...

 

Wiesz co, dobrze, że on jest juz dla Ciebie exem. Co to za facet, który nie umie sprawić by jego kobieta poczuła się przy nim lepiej(wcale nie mam na myśli seksu tylko rozmowę, wsparcie) i wlewa w nia alkohol.

Chyba rzeczywiście masz pecha do toksycznych związków i przyciągania niewłaściwych ludzi do siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Na szczęście nie wierzę w pecha :roll: i tak jak pisze madzia, takie a nie inne działanie alko na mój organizm spowodowane jest DD. Jestem jak rzeka, choroba jest tamą a alko czasem wywali w niej dziurę :roll: to, co się ze mną dzieje znam na wylot i nie jest mi straszne. Rzecz w tym, że duszę się w tej stojącej, mętnej wodzie. Brak powietrza i perspektyw. Alko to jedyna rzecz, która jak do tej pory pomaga dać upust napięciu wewnętrznemu. Kiedyś były to narkotyki ale po nie już nigdy nie sięgnę (wiem wiem nigdy nie móf nigdyXD). Alko to mniejsze zło. Rozpoczęłam terapię i leczenie lekami, ponieważ mam świadomość, że to jak rozbieranie tamy - cegiełka po cegiełce. Ale jesu zanim ją całą do dna rozłożę chyba będę już starą babuszka :lol: heh lepiej późno niż wcale nie pocieszaXD

 

Natascha, jak mniemam cierpisz z powodu PTSD. Klasyczne zachowanie osoby z tym problemem (przepraszam za stereotypowe słowo - z DD ciężko o wyszukane słownictwoXD). Mam nadzieję, że już dostrzegłaś, iż nie chodzeniem do łóżka na siłę droga. Alko nie miał Cię wyluzować a pomóc nie pamiętać. Jak to teraz jest z Tobą i alko :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie mam i nigdy nie miałam problemu alkoholowego, jako takiego. Dla mnie alkohol był środkiem do celu.

Po próbie gwałtu nie mogłam znieść jak ktoś mnie dotykał a nawet stał zbyt blisko mnie. PTSD doprowadziło mnie miedzy innymi do anoreksji, z której szczęśliwie udało mi się wyjść bez specjalnego uszczerbku na zdrowiu, czy wyglądzie. Po rocznym leczeniu wróciłam do życia, które składało się z samych obowiazków, żadnych rozrywek.

Któregoś dnia zdałam sobie sprawę, że funkcjonuję jak robot albo staruszka. Pomyślałam- jakiś czas temu zmuszałam się do jedzenia żeby wyzdrowieć i wyzdrowiałam, może jeśli zmuszę się do seksu to przełamię lęk i będę jak kiedyś.

Wyszłam na impreze i oczywiście byłam strasznie spięta. Od tego się zaczęło: pierwszy kieliszek- czuję się lepiej, drugi- napięcie opada i robię się rozmowna, trzeci- mogę tańczyć. następne on we mnie wlewał. On! Facet, z którym straciłam dziewictwo znajac go tylko z imienia :oops: I jak się okazało weszło mi tow krew. Tak aż do ostatniego razu, który był dla mnie nauczką i jak na razie skutecznie zniechęcił mnie do dalszych tego typu działań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Natascha, niesamowite, ale mój przebieg PTSD był bardzo zbieżny do Twojego - aż nie do wiary :o różnica jest taka, że ja odczuwałam przeciwnie wszelkiego rodzaju kontakty fizyczne - bardzo ich pragnęłam. No i uzależniłam się od alko, ponieważ jedyni wówczas nie matkuję innym - a w końcu sobie... Dzisiaj jestem z siebie dumna - założyłam limit drinków i go dotrzymałam. Może zbyt gwałtownie odstawiłam... sama nie wiem co o tym myśleć - spróbuję w ten sposób, zmniejszając ilość drinków najpierw, a z czasem częstotliwość ich picia... Powiedz mi Słońce, czy leczysz się kierunkowo pod kątem PTSD :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie, póki co nie chodzę na żadną terapię. Przymierzałam sie ale zawsze znajdę jakiś wykręt, skóra mi cierpnie na myśl o rozdrapywaniu starych ran.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Natascha, a kiedykolwiek się tym ranami zajmowałaś wcześniej :?: Może najwyższy czas :roll: bom im dłużej się zwleka, tym trudniej je 'zagoić". To działa na odwrót niż z ranami fizycznymi ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Pewnie masz rację, ale zycie ostatnio tak mnie dojeżdża. Gdzie nie spojrzę tam problemy. Jestem wypompowana. Nie wiem w co ręce włożyć...tyle tego.

No ale powoli zaczyna wychodzić z tego offtop ;) . To temat o problemach z alko nie PTSD ;) . Więc powiedz mi kochana jak tam z tym u Ciebie. Udaje Ci się trzymać alko w ryzach?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

num offtop jak nic :lol: chodź do subforum ptsd ;)

 

Alko hmmm od paru dni wyznaczam sobie limity i udaje mi się je dotrzymywać. Wczoraj w ogóle nie piłam. Dziś mam ochotę ale na szczęście do wieczora jeszcze trochę i mam nadzieję, że mi przejdzie ochota... :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie wiem czy mam problem z alko, napewno wiem, że nie umiem powiedzieć nie, mimo świadomości, że biorę leki. A po alkoholu wkręcają mi się głupie myśli, problemy mnie pogrążają i się okaleczam wtedy, albo zachowuję tak, że potem mi wstyd za siebie ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×