Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
niewiemzielonewiadro

Myśli samobójcze

Rekomendowane odpowiedzi

No hej. Dawid, 21 lat. Oklepany tytuł - nie miałem pomysłu.

 

No to zanim opowiem historię swojego życia, może powiem o co tak w ogóle chodzi (streszczenie).

Myślę o śmierci, całkiem sporo. Nie o tym, że mi smutno i chcę zrobić ludziom na złość. Zastanawiałem się nad sposobem odebrania sobie życia (i w zasadzie mam już jeden w razie jakby co), myślałem o tym ile będzie kosztować zorganizowanie pogrzebu, gdzie to zrobić (kto mnie znajdzie, jak szybko) i innych tego typu rzeczach. O ewentualnych reakcjach też oczywiście, ale chodzi o to, że w przeszłości zdawały mi się "doły", ale nigdy nie były "aż tak poważne/realne". To nie jest kwestia ostatniego tygodnia, czy miesiąca. Tzn. w przeciągu powiedzmy ostatnich 2 tygodni wszystko się trochę nasiliło, ale "nie widzę innego rozwiązania" od niecałego roku (mniej więcej). Nie stało się nic konkretnego (żaden wypadek, śmierć jakiegoś członka rodziny, choroba) - nic z tych rzeczy. W zasadzie mam poczucie, że po prostu odkładam to w czasie. Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłem? Dwa/trzy powody. Pierwszy to moja siostra, a drugi to moja mama (jest też tata, ale on raczej dałby sobie z tym radę). Po prostu nie chcę zrobić im przykrości, a mimo że zdaje sobie sprawę, że w dłuższej mierze beze mnie żyłoby im się łatwiej/przyjemniej, wiem że "pierwsza faza" byłaby dla nich bolesna. Wiem też że mają mnóstwo własnych problemów i nie chcę im dokładać zmartwień. To w zasadzie tyle. Niżej wypiszę szczegóły, mimo że sam wstęp był i tak szczegółowy.

 

No, ale dlaczego?

No tu powodów jest trochę więcej.

1) Praca/kariera/pieniążki

 

Zawaliłem sprawę kompletnie jeszcze w liceum. Poszedłem w biol/chem bo nie wiedziałem w ogóle, co chcę robić w przyszłości (zresztą ciągle nie wiem, ale teraz to już bez znaczenia). Nie celowałem nawet w medycynę, ale zabrakło mi 1 punktu, żeby dostać się na farmację (trudna i nudna, ale chociaż są po tym jakieś pieniądze). Jestem na Analityce Medycznej, uczymy się praktycznie tego samego, co farmacja z kilkoma wyjątkami. Studia przynajmniej dla mnie są dość trudne, w ogóle mnie nie interesują, ale najgorsze jest to, że po tych (5-letnich) studiach mam szansę znaleźć pracę za którą dostanę mniej, niż kolega, który dorabia sobie w McDonaldzie w trakcie studiów zaocznych. Jestem na 3 roku (tj. będę po wakacjach). Dlaczego nie zmieniłem kierunku? Mógłbym pójść na farmację (progi spadły niesamowicie - byłem 13pkt ponad progiem), ale zmarnowałem rok studiów i mnóstwo pieniędzy rodziców na mieszkanie/bilety/jedzenie i całą resztę. Farmacja też trwa 5 lat, więc miałbym poczucie, że marnuję czas. Ja rozumiem, że trzeba myśleć przyszłościowo i inne tego typu frazesy, ale zwyczajnie tego nie potrafię. No więc nawet nie mogę sobie założyć, że będę "żył dla przyjemności". Będę żył drżąc co miesiąc, żeby tylko mieć co jeść i jak zapłacić rachunki. Wypadałoby dodać, że nie pochodzę ze zbyt zamożnej rodziny. W zasadzie, to jest dość źle jeśli mogę tak powiedzieć, ale tak naprawdę nie wiem nawet na czym stoimy, bo zwyczajnie nikt nie chce mi o niczym powiedzieć. Ba, mam nawet pożyczkę na koncie, która poszła na spłacanie innych pożyczek, o których nawet nie wiedziałem (dużo by się rozdrabniać). Tak więc nic dobrego, a perspektywy jeszcze gorsze.

 

2) rodzina/związki

 

To w zasadzie już mi nawet nie przeszkadza. Piszę o tym, bo słyszy się o ludziach, którzy "spełniają się albo w pracy, albo w miłości". Jestem gejem niestety i to już w zasadzie mnie usadza w tym temacie. Nie, nie wmawiam sobie, nie wymyślam. Nigdy nie podobała mi się żadna dziewczyna. No mniejsza. Jeśli ktoś jest choć trochę zaznajomiony z tematem, wie jak wygląda przyszła rodzina takiej osoby. A w zasadzie jej brak.

Jeśli chodzi o "szukanie partnera", wybór jest bardzo mały (wybór metody). Albo ma się niewiarygodne szczęście i pozna się kogoś osobiście, albo zostaje internet. Na internecie właśnie poznałem tego kolegę od McDonalda. Miałem kiedyś konto na pewnej stronie (f..., mniejsza z nią) i wówczas przekonałem się, jaki mam problem. W tym środowisku ma się wybór - albo zależy Ci tylko i wyłącznie na seksie z kim popadnie (bardzo popularna opcja), albo musisz być niewiarygodnie przystojny/zadbany/śliczny (nie dla mnie), albo niesamowicie wygadany/odważny (też nie dla mnie niestety). Może tego nie widać, ale ja jestem z tych nudnych milczków, którzy "boją się obcych ludzi". Niedawno ten sam kolega zachęcał mnie do innej, "zupełnie innej" strony (k..., znów, mniejsza z nazwą) ale to w zasadzie jedno i to samo, nawet kojarzyłem niektórych ludzi z f. Już w zasadzie pogodziłem się z tą myślą, ale kilka dni temu ten właśnie kolega zaczął mi wypisywać, że "obudzę się kiedy będzie za późno" i inne tego typu "motywujące gadki". Zupełnie jakbym odpuścił bez próbowania. Odpuściłem, bo nic to nie dawało. Warto jeszcze wspomnieć, że w tym "środowisku" związki zaczynają się dość wcześnie. Ten właśnie kolega jest w związku z chłopakiem od 3 lat. Ma 20 lat (jest o rok młodszy). Ja mam 21 lat i w życiu nawet z nikim nie trzymałem się za ręce (o związku nie wspominając). W "środowisku" to już jest klasyfikowane jako żałosne, z tego co zdążyłem zauważyć. Dlatego zwyczajnie chcę się z tym pogodzić.

Czy rodzina wie? Nie. Tzn. siostra chyba się domyśla, ale tak naprawdę, co to za różnica? Skoro i tak daję sobie spokój z "chłopakami", to po co im zawracać głowę czymś takim? Nie wiem, jak by zareagowali. Wydaje mi się, że raczej w porządku (tj. nie wyrzuciliby mnie z domu), ale po co sprawdzać? Już wolę, żeby myśleli, że mają syna "ofiarę losu", niż "ofiarę losu i jeszcze na dodatek geja".

Jak rodzina, to i dzieci. Dzieci z reguły raczej mnie lubią, z tego co zauważyłem. Ja też lubię się bawić/opiekować dziećmi, ale wszyscy w rodzinie myślą, że ich nie znoszę. Mówię to przy każdej okazji, bo wiem, że nigdy nie będę miał swojego i chyba sam siebie próbuję przekonać. Zresztą i tak czytając ten akapit jakiś procent z osób, które to czytają wziął mnie pewnie za jakiegoś pedofila (dla wielu osób w Polsce to jedno i to samo).

Co do tego "środowiska", jak chyba każdy kto dotarł do tego miejsca zauważył, nie jestem jego fanem. Nie chodzę w przyciasnych spodniach, różowych koszulkach z dekoltem i wkurzają mnie parady równości. Głównie dlatego, że przez to słucham później wszędzie, że "te pedały to nic by nie robiły tylko paradowały w skórach i z pawimi piórami w tyłku po ulicy". No nie dosłownie, ale wiecie o co chodzi. Gwarantuję wam, że gdybyście zobaczyli mnie i 4 innych chłopaków, nie zgadlibyście, który to ja tylko po tym opisie. Środowisko "oczekuje" ode mnie takiego zachowania, a społeczeństwo je potępia. I bądź tu człowieku mądry.

 

3. znajomości/życie codzienne

 

Nie znoszę mieć wolnego czasu. Kiedy muszę coś robić, nie mam czasu na myślenie i jest trochę lepiej. Problemy zaczynają się w weekendy, a piekło zaczyna się w wakacje. Nie robię nic poza siedzeniem i użalaniem się nad sobą. Nie mam żadnych przyjaciół. Nie mam nawet kolegów (poza tym jednym, wspomnianym). Nie wychodzę z domu (z pokoju). Zwyczajnie nie mam siły/ochoty, żeby się ruszyć. Zdarza się, że przez cały dzień nie wypowiadam ani jednego słowa. Nie mam z kim gdzieś wyjść, ani do kogo zadzwonić. SMSy dostaję tylko od operatora, dzwoni do mnie tylko mama, a na fb rozmawiam tylko z siostrą i tym kolegą, który raczej ma mnie już dość swoją drogą (raz-dwa na tydzień wyśle jakiś link, napisze 2-3 rzeczy i znika; kiedy ja do niego piszę - znika; pojawia się tylko kiedy ma jakiś problem albo chce się czymś pochwalić tak naprawdę, ale nie mogę wydziwiać). Nie umiem utrzymywać znajomości. Nie mam kontaktu z nikim z podstawówki/gimnazjum/liceum. Nie utrzymuję kontaktu z nikim ze studiów (poza sprawami związanymi ze studiami). Nie chcę nikomu zawracać głowy/marnować czasu, więc zwyczajnie boję się/nie chcę pisać, jeśli nie muszę, a oni nie mają powodu, żeby to zrobić. Tu w zasadzie nie ma czego opowiadać (w poprzednim punkcie rozpisałem się trochę, bo temat był nieco bardziej "egzotyczny").

 

Po przeczytaniu tego widzę, że w ogóle nie obrazuje tego, jak się czuję. To wygląda bardziej, jakby mała dziewczynka siedziała w koncie i narzekała na wszystko co ją otacza (nie zachowuję się tak normalnie, jeśli ktoś odniósł takie wrażenie, to przepraszam). No, ale gdzie ta śmierć i inne takie? Nie chodzi o to, że chcę się zabić, a o to, że nie chcę żyć, a zabicie się to raczej jedyna znana metoda, żeby to osiągnąć.

 

Nie mam żadnych szans na założenie jakiejkolwiek rodziny, perspektywy pod kontem finansowym są żadne, nie mam żadnych marzeń, już praktycznie nic nie sprawia mi przyjemności, wszystko mnie męczy. No więc po co? Zwyczajnie nie chcę zrobić przykrości tym dwóm osobom. Inaczej już dawno byłoby po sprawie. Iść do psychologa/psychiatry? No ok, ale co rozmowa mi da? Da mi pracę? Zmieni mi orientację? Możemy sobie pogadać, jasne, ale zmiana tego jest zwyczajnie poza moim i jej/jego zasięgiem. No i nie mam pracy - nie stać mnie na to, a rodziców nie chcę naciągać na coś takiego. Nauczyć się z tym żyć? No przecież żyję, ale po co się ciągle męczyć?

Nie zrozumcie mnie źle, jeśli ktoś ma jakąś odpowiedź, to z chęcią ją usłyszę. Po to właściwie założyłem ten temat. Może jest coś, czego nie widzę. Myślałem o tym już naprawdę długo i nic nie wymyśliłem. Ma ktoś jakiś pomysł?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tu nie chodzi o pomysł. Problemem nie jest Twoja orientacja. Po liceum nie poszłam od razu na studia. Również jestem po biol-medzie i dostałam się kiedyś na medycynę, jednak musiałam zrezygnować. Później poszłam na inne studia i po roku je zmieniłam. Przez pewien czas studiowałam też 3 kierunki na raz stacjonarnie. Obecnie studiuję i pracuję.

 

Nie wiem, z jakiego jesteś miasta, jednak będąc w liceum i nie wiedząc, co chce się robić, to ogromny problem wśród młodzieży, dlatego na studiach okazuje się, że ludzie są niezadowoleni ze swojego wyboru i albo zmieniają uczelnię/wydział/kierunek, albo rezygnują z edukacji całkowicie na rzecz gównianej pracy. Są też tacy, którym się poszczęściło i po znajomości znaleźli coś ciekawego i dochodowego, ale ich tutaj pomijamy.

 

Rozumiem, że jesteś na utrzymaniu rodziców - masz takie prawo do określonego wieku i nikt Ci go nie zabierze. Przede wszystkim za bardzo skupiasz się na rodzinie i na ich opinii, to Cię wyniszcza psychicznie i będzie to robić dalej, jeśli nie przestaniesz. Maturę możesz poprawiać, jeśli wyniki były za słabe na dany kierunek, a studia powinieneś zmienić już dawno, maksymalnie po pierwszym roku, żeby nie tracić czasu. Ty jednak wolałeś go spędzać na użalaniu się nad sobą.

 

Psychiatra i terapeuta to dobre rozwiązanie, jeśli na odpowiedniego specjalistę się trafi. Ja czekałam na terapię 2 lata (po Państwowemu), w międzyczasie chodziłam prywatnie. Masz jednak tę przewagę, że w przeciwieństwie do mnie, masz bardzo dużą szansę na wyzdrowienie i pozbycie się myśli samobójczych na dobre. Masz bardzo niskie poczucie własnej wartości, to w tych czasach niemalże plaga ze względu na silne oddziaływanie mediów i nie tylko. Twój pogląd na rzeczywistość jest ukierunkowany na dostrzeganie wad w swojej osobowości, stąd bierze się Twoje ciągłe napominanie (choćby odbiorców Twojego wpisu) na Twój sposób bycia i pisania. Twoja przypadłość jest typowa, banalna i powszechna. Czujesz obojętność, nie zależy Ci, poza rodziną nic nie trzyma Cię przy życiu, nie podoba Ci się Twoja przeszłość, widzisz, że dokonałeś złych wyborów, więc uważasz, że w przyszłości nie dokonasz lepszych. Prosty mechanizm.

 

Nie napiszę Ci, czy masz się zabić czy nie, ale uważam, że Twój problem nie jest zbyt poważny z racji tego, że większości rzeczy jesteś w pełni świadomy, a to duży plus w trakcie przyszłej terapii czy już na wizycie u psychiatry. Można powiedzieć, że jesteśmy w podobnym wieku, tyle że ja do psychiatry poszłam (a raczej zostałam zaprowadzona), gdy miałam 5 lat i do tej pory trwa moje "leczenie". Nie pomogło, ponieważ mój problem jest organiczny, wrodzony i nie da się go usunąć, jednak Twój da się, najszybciej farmakologicznie. Około miesiąc brania leków i zaczniesz czuć ogromną różnicę w postrzeganiu siebie i otoczenia. Jeśli zostanie dobrany odpowiedni lek (czasem trzeba wypróbować kilka), to w połączeniu z psychoterapią Twój poziom neuroprzekaźników takich jak serotonina wzrośnie i nie będziesz nawet w stanie przeczytać postu, który tu napisałeś, bo nie poznasz tamtego człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jaki nick...polecam nad tym deliberować w kasku z radiem, na trajce PPGG'najlepiej w spirali lub wingoverze gdzie śmierć jest na wyciągnięcie małego palca w dwojaki sposób.jak jesteś akrofobem możesz umrzeć nic nie robiąc sobie.Mam wrażenie, że to najbardziej obciachowy i kiczowaty temat Internetu. Czytając posty związane z samobójstwem na różnych forach, normalnie umierać się odechciewa. Gadanie (postowanie) o śmierci to jakiś rodzaj masturbacji nastolatków i małoletnich mentalnie. Często z podtekstem "będzie wam smutno, jak umrę... hehe".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No powiem szczerze, że czegoś takiego się nie spodziewałem na forum o nazwie "nerwica" w sekcji "depresja", serio.

 

Przepraszam jeśli ktoś zmarnował czas na czytanie w takim razie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc :)

Znajdz sobie moje pierwsze 2 tematy, zobaczysz, ze bylem kiedys w podobnym miejscu, tez planowalem swoj pogrzeb :)

 

Nigdy nie wiadomo, co bedzie za miesiac dwa, nie moeiac juz za kilka lat. Na pewno studia nie sa strata czasu. To jak pokierujesz swoim zyciem dalej, zalezy tylko od Ciebie, nikt nie zmusi Cie, zebys pracowal w jakiejs konkretnej specjalizacji, a i na II stopniu mozrsz zawsze troche zmienic kierunek efukacji.

 

Ale tak na prawde wazne jest to co teraz napisze:

Czy lubisz sam siebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Proponuję wizytę u psychoterapeuty. Napisałeś że to jest poza Twoim i terapeuty zasięgiem. Nieprawda . Tu nie chodzi o pogadanie ale o pracę z podświadomością i programami które zostały zapisane w Twoim umyśle. To wszystko sprowadza się do Twojego funkcjonowania i tego w jaki sposób spostrzegasz świat i siebie samego. Największy dostęp do tego masz Ty sam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×