Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
michalm

Czy mój przypadek to początki depresji?

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć wszystkim!

 

 

 

 

mam na imię Michał, mam 23 lata. Pisząc posta na tym forum chciałbym poznać Waszą opinię nt. mojej kondycji psychicznej.

 

Od wielu lat mam jedną, konkretną pasję i konsekwentnie staram się w niej realizować. Ukończyłem (noo, powiedzmy - został mi ok. miesiąc :roll: ) studia związane bezpośrednio z moją pracą, i nawet ją dostałem - co roku taki jeden pracodawca robi nabór wewnętrzny spośród studentów i daje pracę tym, którzy uczą się i radzą sobie najlepiej. Można powiedzieć, że w życiu zawodowym wiedzie mi się bardzo dobrze.

 

Inaczej jest w życiu prywatnym - z tym jest dosyć słabo, o ile kiedyś byłem człowiekiem bardzo otwartym, pewnym siebie to zmieniło się to w gimnazjum - byłem celem lokalnego "bossa" szkolnej bandy, także po 2 latach (bo później "boss" został usunięty) zamknąłem się w sobie, po dziś dzień ciężko mi nawiązać nowe relacje z ludźmi (a głównie z dziewczynami), gdyż za każdym razem gdy coś mówię to jestem przeświadczony że to będzie słabe, że zostanę wyśmiany.

 

No ale zostawmy gimnazjum. Poszedłem do liceum, poznałem fantastycznych ludzi. Co prawda przez moje studia (które są daleko od mojego miejsca zamieszkania i znajomych) już praktycznie nie mam z nimi kontaktu ale przyznać trzeba - co było to było, a było fajnie. Jednak w liceum wydarzyło się coś więcej. W 1 klasie moją rodzinę i mnie dotknęła wielka tragedia. Przez 5 lat żyłem w ciągłym, chronicznym stresie razem z moją rodziną. Nie wytrzymała tego moja mama - dostała udaru. Na szczęście zareagowaliśmy dosyć szybko, więc skutki udaru nie są aż tak poważne, jak w innych przypadkach. Obecnie rodzinny problem został połowicznie rozwiązany, niemniej jednak ostatnie 5 lat życia było pasmem stresu, płaczu i obawy o swoje zdrowie i życie. Przez 5 lat żyłem w towarzystwie płaczących rodziców w smutku i rozpaczy.

 

To tak tytułem wprowadzenia. Kiedyś coś tam pisywałem, więc mam nadzieję że czyta się w miarę lekko i nie jest to dla was mowa-trawa :blabla: . Także przejdźmy bardziej do sedna. Przez te dwie sytuacje które opisałem wyżej poczułem że dzieje się ze mną coś, co nie powinno się dziać. Zauważyłem że moje zachowanie, a raczej moje myśli w dosyć istotnym stopniu odbiegają od myśli moich znajomych i przyjaciół.

 

Myślę negatywnie. Bardzo. Sprawa, która dotknęła mnie w liceum była nieszczęśliwym splotem wypadków, które przeobraziły się w tragedię. Pech, który zdarza się w 1 na 1000 przypadkach. Takie było prawdopodobieństwo tego zdarzenia. Przez to w moim mózgu ukształtował się pewien schemat myślowy, który zawsze kończy się negatywnie - cokolwiek nie robię to wydaje mi się, że wyjdzie źle.

 

Dam wam taki przykład. Ostatnio dostaliśmy informację od w/w pracodawcy, że dostaliśmy robotę. I mega, bomba, poszedłem z przyjacielem z którym przygotowywałem się miesiącami do tej rekrutacji trochę się wyluzować. Wypiliśmy trochę za dużo alkoholu, no i tutaj się zaczyna. Ogólnie nie zrobiliśmy nic głupiego, po prostu się napruliśmy i tyle. No i podbiliśmy do dziewczyn nad jeziorem, co więcej to ja to zainicjowałem - jakbym nie był sobą, no ale nieważne. Konsekwencją zbyt dużej ilości alkoholu są dziury w pamięci. Jak wróciłem do domu ok. 12 w nocy, to już o 7 nad ranem musiałem zadzwonić do przyjaciela i zapytać czy nie zrobiliśmy czegoś głupiego bo myśli nie dawały mi spać. Zaznaczam, że nie jestem osobą agresywną czy lubiącą ryzykować po alkoholu - mam raczej opinię osoby opanowanej i rozsądnej, jak na imprezach były jakieś niepoważne akcje to raczej starałem się stłumić je w zarodku żeby do niczego nierozsądnego nie doszło.

 

No i po ostatnim wypadzie w mojej głowie narodziło się kilkanaście scenariuszy typu:

a) wracaliśmy pijani tramwajem --> musiałem się wywracać (co nie jest prawdą, ale może jednak?) --> ludzie mogli to filmować --> mój pracodawca może to zobaczyć --> stracę pracę

b) podbijaliśmy do dziewczyn --> parę razy mówiliśmy o naszej pracy (nie ze względu na kasę, po prostu ten zawód postrzegany jest za seksowny :D) --> byliśmy pijani --> nagrywały to --> mogą wysłać do naszego pracodawcy --> stracimy pracę

c) inni ludzie mogli słyszeć jak rozmawiamy pijani o naszej pracy --> mogli to nagrywać / tam mógł być ktoś z firmy --> stracę pracę

d) załatwiałem się pod drzewkiem --> ktoś mógł zrobić zdjęcie --> ktoś to opublikuje --> zostanę wyśmiany

 

No i zadzwoniłem do tego kolegi zapytać się co o tym sądzi. Był bardzo zdziwiony, gdyż dla niego takie scenariusze są po prostu kuriozalne. Co więcej, jak redagowałem ten tekst i przeczytałem mój tok myślowy to też wydaje się on kuriozalny. No ale myśli tego typu ciągle kotłują się w mojej głowie i nie pozwalają myśleć rozsądnie. Przez tego typu myślenie ulatuje ze mnie cała radość a zostają tylko rozterki, stres i niepewność. Ciągle tylko myślenie typu "a co, jeżeli zrobiłem to i to...", "a jak zrobiłem coś głupiego?" itd. Jak napisałem wyżej, należę raczej do rozsądnych osób.

 

Zacząłem się interesować jak inni ludzie postrzegaliby nasz wypad. Zapytałem parę zaufanych osób jak oni poczuli by się w mojej sytuacji - wszyscy zgodnie stwierdzili, że taki łańcuch wydarzeń jest praktycznie nierealny - jak 1 na 1000. Pytali czemu ludzie mieliby cię nagrywać, czemu mieli by to wysyłać, skąd wiedzieliby o moim pracodawcy - odpowiedzi na te pytania momentalnie spotykały się z negatywnymi myślami w mojej głowie, np. "skąd wiedzieliby o moim pracodawcy" --> bo mogliśmy głośno rozmawiać o tym w tramwaju. Co więcej dla mnie ich argumenty są jak najbardziej logiczne, jednak w podświadomości mam zupełnie inny, negatywny scenariusz.

 

I z takim myśleniem mam problem. Cały czas w głowie pojawiają się nowe scenariusze, jak mogło być, co się mogło wydarzyć, co się wydarzyło. Cały czas się tym zadręczam chociaż z pozoru sprawa jest prosta... Wszyscy mi się dziwią czemu tak się katuję myślami.

 

Jeszcze jedno, celowo piszę to na końcu. Przeczytałem ten tekst żeby upewnić się że jest to w miarę ładnie i składnie napisane. Zwróćcie uwagę na to, że przez cały okres czasu starałem się być w miarę szczegółowy - jednak nigdzie nie napisałem czego dotyczyła sprawa rodzinnej tragedii ani jaką pracę dostałem. To nie był mój świadomy zamysł, ukrywając te informacje działałem podświadomie bo boję się, że jak podałbym zbyt dużo informacji to można było by mnie zidentyfikować, mógłbym zostać wyśmiany ale co gorsza np. stracić pracę.

 

Dzięki, że chciało się Wam doczytać końca tych wypocin. Jeszcze większe dzięki, jak wypowiecie się na mój temat - w sumie to ostatnia sytuacja sprowokowała mnie do pomyślenia, że jednak coś jest ze mną nie tak. Więc zapraszam do dyskusji i pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mogę już edytować postu, więc dorzucę jeszcze jeden krótki post -

 

Inna sytuacja, dużo bardziej banalna. Ktoś do mnie pisze na fejsie, ktoś do mnie dzwoni - jak tylko słyszę dźwięk dzwonka/wiadomości to się stresuję "bo ktoś może chcieć przekazać jakąś negatywną informację?" Ostatnio do mnie dzwonił ten przyjaciel z którym świętowałem zapytać o jakąś błahostkę - ale jak tylko zobaczyłem jego imię na wyświetlaczu to pomyślałem sobie "o nie, pewnie dzwoni powiedzieć że ktoś nas wrzucił na YouTube".

 

W całej tej sytuacji pomaga mi wygadanie się komuś - poznanie rozsądnej opinii innych osób. Świadomość, że inna osoba myśli inaczej, bardziej realistycznie daje mi większy komfort psychiczny. Bardzo pomagają mi rozmowy z moją siostrą - jest ode mnie wiele lat starsza, ma już własny dom i rodzinkę. Ale co najważniejsze, jest po prostu obiektywna - nie stara się wybielić czy usprawiedliwiać moich poczynań tylko mówi to co myśli. Ostatnio mi powiedziała że takie właśnie myślenie prowadzi do depresji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ogólnie takie zadręczanie sie po alko jest chyba normalne, nie wiem, tez często tak reaguje, zwłaszcza jak cos umknie mi z pamięci. Fakt, jest to męczące, ale po jakimś tygodniu przechodzi. W twoim przypadku rzeczywiście bardzo mało prawdopodobne wydają sie te scenariusze, zwłaszcza, ze kolega zapewnia Cię, ze to sie nie mogło wydarzyć. Chyba trochę za bardzo stresujesz sie ta pracą i to sprawia, że już zaczynasz wymyślać :P

Co do przeszłości, może warto o tym pogadać z kimś bezstronnym? Udać sie do specjalisty, może zaleci Ci terapie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej! Dzięki za odpowiedź. Tak tytułem sprostowania, wyżej przytoczona sytuacja jest tylko przykładem - bardzo dobrym zresztą, gdyż idealnie obrazuje to co właśnie chciałem Wam napisać.

 

Sytuacje jak ta powyżej nie dzieją się tylko po alkoholu tylko w wielu sferach mojego życia. Jak dzwonie do kogoś to z góry zakładam że nie załatwię takiej a nie innej sprawy itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja ostatnio dostałem taką notkę w której ktoś napisał: lęk utożsamiany z zagrożeniem płynącym z otoczenia. Jak zrozumiesz mniej więcej to stwierdzenie (ja myślę po swojemu) to może wyjdzie Ci gimnazjum. I spalona psychika w tamtym okresie która jednak pozostawiła małe zgliszcza. Dalej. Ksobne nastawienia. Też polecam przewertować internet bo każdy może to zinterpretować inaczej, po swojemu. Ale tutaj raczej jest jasne. Nie piszę tutaj o dużym zaburzeniu ksobnym. Ale podobnym do mojego. Odnoszącego jednak. Może bardziej bym podpowiedział Ci, że masz "nastawienie odnoszące". To bardziej tutaj pasuje, niż "nastawienie ksobne". Wątpię, że to początek depresji. Trwa to już dłuższy czas, ale nie jest ciągłe. Są momenty "olśnień", zdobywasz pracę, uczysz się, w niektórych aspektach życia radzisz sobie z dobrym skutkiem. W niektórych przejawiasz lęki. Tak lęki. To samo z telefonem który dzwoni. Albo domofon, najgorszy. Ja zawsze mam skok ciśnienia i stres jak słyszę domofon. Bo jak nie wiem (nikogo się nie spodziewam) to może być "śmierć". Takie mam urojenie/lęk. Wszystko co najgorsze. Uogólniam tu do słowa "śmierć". A ten sygnał (domofon, telefon) działa na mnie jak paralizator. Dostaję lęku. Niekoniecznie napad. Ale jednak. Przechodzi jak się sytuacja wyjaśni. Dlatego mam wyciszony domofon. Włączam wtedy kiedy wiem, że ma zadzwonić. Z telefonem się to aż tak nie objawia. Bo zazwyczaj wiadomo kto dzwoni. Chyba że nieznany numer. Wtedy też jest podobnie. Daje komuś do odebrania żeby obadał sytuację. A ja już będę wiedział co dalej począć, czy to ktoś kogo znam.

Masz wiele mechanizmów obronnych w swojej psychice. Racjonalizujesz. To chyba najbardziej trafne określenie. Zobacz co to mechanizmy obronne.

P.S Jednak mogą to być lęki na podłoży depresji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miej wyjebane,

u mnie to zadzialalo.

 

Co Cie interesuje, jak wygladasz w oczach obcych ludzi?

Mam wrazenie ze starasz sie zyc bardziej dla innych, niz dla siebie.

Nie starasz sie najpierw uszczesliwic wszystkich na sile, a na koncu siebie?

Jaki wplyw na Twoje zycie ma to, ze dobrze wypadniesz w oczach jakiegos randoma?

 

Odpusc sobie,

perfekcjonizm nie zawsze jest dobry.

 

Miej wyjebane na wiecej rzeczy,

serio to pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×