Skocz do zawartości
Nerwica.com

skomplikowany problem mojej osobowosci :]


psyko911

Rekomendowane odpowiedzi

na poczatek caly ponizszy tekst, ale w wielkim skrocie, dla leniwych :]

 

nie widzę powodów do odczuwania negatywnych emocji, gdy w życiu jest tyle radości i zabawy - ale mimo to odczuwam negatywne emocje. zdaje sobie sprawe z bezsensownosci moich kompleksow i problemow, ale mimo to wciaz je odczuwam - glownym problemem jest wstyd, przed mozliwoscia bycia uznanym za malo intelgetnego lub nieciekawego.

 

nie ma dzialu do ktorego moj problem pasowal by w 100%, wiec wrzucilem go tutaj :]

 

 

Po 1 - nie licze na to, ze ktos rozwiaze moj problem :] mam jednak nadzieje, ze komus byc moze uda sie go zdiagnozowac, lub chociaz udzielic jakiejs rady, ktora pomogla by mi w przezwyciezeniu mojego problemu.

 

po 2 - nie jestem jakos szczegolnie uposledzony psychicznie - mam poprostu pewne problemy, ktore bardzo wyraznie dostrzegam i dosc otwarcie o nich mowie - co nie zmienia niestety faktu, ze problemy te przeszkadzaja mi czesto w normalnym funkcjonowaniu, i zalezy mi na ich pokonaniu.

 

Nie wiem od czego zaczac, wiec opis mojego problemu moze byc dosc chaotyczny - ale po przeczytaniu calosci powinien ulozyc w logiczna calosc :]

 

 

Kazdego tygodnia przechodze dosc podobny schemat - w zadnym dniu tygodnia nie udaje mi sie calkowicie osiagnac celu, ale przez 2 dni jestem dosc blisko (celem jest pozbycie sie problemow, ktore opisze nizej :]). wyglada to mniej wiecej tak - 2 dni dobrego humoru, nasteptnie 1 dzien zmeczenia i niecheci do ludzi, kolejny dzien mozna by nazwac dniem depresji, a nastepujacy po nim - dniem podepresyjnym. 2-ch kolejnych dni nie udalo mi sie jeszcze dokladnie okreslic, poniewaz powtarzalnosc tego cyklu odkrylem calkiem niedawno ;p moim glownym problemem jest odczuwanie ogromnego wstydu, przy niemal kazdej czynnosci jaka wykonuje - od zawiazania sznurowki, do odezwanie sie w miejscu

publicznym - nie koniecznie w strone tlumu, ale np. do znajomego :] zdaje sobie sprawe z istnienia otaczajacych mnie ludzi, i swiadomosc tego, ze moga oni pomyslec o mnie cos zlego, czasami krepuje mnie tak bardzo, ze najchetniej poprostu bym zniknal, oraz mocno obniza pewnosc siebie oraz poczucie wlasnej wartosci. najwiekszy lek odczuwam przed tym, ze ktos mogl by uznac mnie za malo inteligetnego, lub za osobe z niezbyt ciekawym zyciem (co akurat jest prawda). Nie znaczy to ze staram sie szpanowac inteligencja lub udawac, iz moje zycie jest niezwykle atrakcyjne - zdaje sobie sprawe z idiotycznosci moich lekow, ale zazwyczaj nie potrafie ich pokonac. najtrafniej opisuje mnie zdanie "nie widzę powodów do odczuwania negatywnych emocji, gdy w życiu jest tyle radości i zabawy - ale mimo to odczuwam negatywne emocje". Lek przed tym "co ludzie pomysla" jest chyba bardziej podswiadomy, poniewaz uwazam ze to, co mysla o mnie ludzie jest zupelnie bez znaczenia - dosc ciezko to opisac, ale pomimo tego ze wiem iz zdanie innych jest malo wazne, odczuwam przed tym lek - przypomina to nieco natrectwo (czy jakos tak :]) - kiedy osoba pomimo tego, ze zdaje sobie sprawe z bezsensownosci danej czynnosci, i tak odczuwa potrzebe jej wykonywania. Wstyd, w bardzo duzej mierze udaje mi sie pokonac przez ok. 2 dni w tygodniu - jestem wtedy smielszy i odwazniejszy niz wiekszosc otaczajacych mnie ludzi - to jednak za malo do normalnego funkcjonowania. w dzien "depresji" (chociaz slowo to niezbyt pasuje) - wstyd osiaga swe apogeum - nie potrafie nawet odpowiedziec na proste pytanie typu "co slychac". Oczywiscie w takie dni wciaz zyje normalnie - jade autobusem, chodze do szkoly, staram sie walczyc ze wstydem - ale walka ta zazwyczaj nie przynosi porzadanych efektow. Pozatym jestem chyba emocjonalnym wampirem (nie wiem czy to wlasciwe okreslenie) - obnizanie wartosci inny podnosi moje poczucie wartosci. Ostatnio doszedlem do przelomu w self-teraphy - doszedlem do tego, ze jeda droga do pokonania kompleksow prowadzi przez ich calkowita akceptacje - wiec postanowilem sie zaakceptowac moj wstyd, strach i tym podobne uczucia, poszukac ich korzeni, oraz wyobrazic sobie to co naprawde mysla o mnie osoby z otoczenia, kiedy cos mowie lub robie (a mysla dokladnie nic, lub cos zupelnie nie istotnego, i zawsze zdaje sobie z tego sprawe) - taki sposob myslenia (dokladna analiza) czesto pomaga :]

 

to tylko pewne aspekty mojego problemu, nie jestem w stanie opisac ich wszystkich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kazdy odczuwa negatywne emocje, tego sie nie da wyzbyc. To o czym piszesz troche mnie niepokoi, a najbardziej fragment o "wampirze emocjonalnym". Poczekajmy na wypowiedzi innych, bo nie chce tu tworzyc swoich "chorych" teorii ;) Ale bylabym za wizyta u psychologa, ot tak, chocby po to zeby sobie pogadac z nim o tym co tu opisales.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na podstawie tego tekstu, doświadczony psycholog mogłby wynsuć co najmniej dziesiątki hipotetycznych diagnoz.Ja sam miałbym kilka pomysłów(których nie stety diagnozami nazwać by nie można).Każdy kogo poprosisz o pomoc na tym forum ,oceni twoje problemy własną miarą(co jest zrozumiałe).Podejrzewam ,że pojawi sie wiele znacząco różniących sie od siebie "wizji",które mogą tylko namieszać ci w głowie.Chce cie tylko ostrzec,że wejście w takie sprawy może nie być najlepszym rozwiązaniem, możesz sie w nich poprostu zanurzyć na dośc długi czas.W momęcie jak zaczniesz zamieniać swoje oceny typu:"wielki wstyd"itd na kliniczne nazwy za którymi dla ciebie będą stały tylko suche informacje, może to być dla ciebie nie korzystne.Napisz najwięcej jak sie da, a najlepiej znajdz sobie kogoś kto sie na tym zna i mu opowiadaj o swoich problemach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wstyd jest tematem dla mnie bardzo znanym, wstyd towarzyszy mi praktycznie codziennie. Od dawna (ok. 5 lat) mam podobny problem. Ja za wszelką cenę starałem się "gonić" innych we wszystkim dosłownie. Cały czas musiałem sobie udowadniać ( i musze nadal), że nie pozostaje w tyle za innymi, ze nie jestem od nikogo mniej inteligentny czy błyskotliwy, zabawny. Mimo wszystkich tych "zabiegów" ciągle odczuwałem i odczuwam tzw. "niedosyt", czegoś mi ciągle brakuje, ciągle za czyms gonie. Ciągle obawiam się, że zostane takim jakimś "szaraczkiem pospolitym", że moje zycie bedzie nudne i nieciekawe w porównaniu do zycia innych ludzi. Na przykład ostatnio zauważyłem, że ze swoimi znajomymi spotykam się głównie po to żeby sobie udowodnić, że nadal jestem przez nich ceniony i szanowany za swój charakter czy też poczucie humoru, tym samym potrzeba kontaktu z nimi w celach typowo "towarzyskich" schodzi jakby na drugi plan. Smutne to ale niestety prawdziwe.

 

Apropos wstydu, ciągle mysle ze ktos sie na mnie gapi i mysli o mnie cos złego, ze jestem jakims głupkiem albo cos, przeszkadza mi to i boje sie tego mimo faktu, że przeważnie mam głęboko w powarzaniu co ta osoba o mnie mysli, a jednak - odczuwam lęk, czuje sie niepewnie. Niecały rok temu te lęki u mnie tak się nasiliły, że niestety nie obyło się bez psychiatry i leków uspokajających, fakt, że "JA" musze isc do psychiatry byl dla mnie jak kop poniżej pasa - odbiło sie to strasznie na moim ego.

 

Podobnie jak ty lubiłem "pastwić" się nad kolegami i koleżankami, ktorzy akurat nie nalezeli do mojej paczki, czy tez byli tzw. popychadłami w szkole ( każdy wie o co chodzi), lub po prostu sprawiało mi przyjemność ( i niekiedy dalej sprawia) poniżanie innych.

 

Wracając do wstydu, ja np. nie jeździłem w życiu pociągiem, bo wiem że mógłbym nie wytrzymać psychicznie, ( siedzenie w tym samym przedziale z obcymi ludzmi i wzajemne gapienie się na siebie), jak latam samolotem to zazwyczaj śpie albo udaje że śpie, bo mogłoby się okazać że siedze razem z ładną, pewną siebie i zrazem bardzo bystrą dziewczyną, która mogłaby mnie "przejrzeć" w 5 minut. Autobusów się nie boje, bo to zazwyczaj kilka minut jazdy, a to mogę jeszcze zdzierżyć.

 

Podsumowując, moja diagnoza jest taka:

 

Wszystkie te czynniki: wstyd, ciągłe dowartościowywanie się, poniżanie innych mają swoje źródło w bardzo niskiej samoocenie, kompleksach ( nawet podświadomych, o których nie wiesz). Wszystkie te problemy wzięły się prawdopodobnie jeszcze z dzieciństwa, w skutek jakichs przeżyć, o których teraz możesz nawet nie pamiętać, ale tkwią one w twojej podświadomości. Do tych przeżyć może się zaliczać jakieś krępujące, zawstydzające zdarzenie w szkole, lub poniżanie przez rodziców.

 

Ja z tym walcze już 5 lat, na wszystkie sposoby starałem się wykombinować, coś żeby w końcu żyć normalnie, nie przejmować się opinią innych, skupić się na pracy, wykształceniu itp. No ale niestety nie da się, a najgorsze jest to, że z wiekiem jest coraz gorzej. Nie wiem ile jeszcze dam rade tak pociągnąć, czasem chciałbym po prostu umrzeć i odetchnąć z ulgą.

 

Napisz jeszcze ile masz lat jak możesz.

 

Pozdrawiam.

 

P.S. - jeszcze taka moja rada, oparta na doświadczeniu - pisałaeś coś o analizie - broń boże nie analizuj niczego, swojego zachowania szczególnie, ja tak robiłem, na początku analizowałem siebie tylko czasami, potem coraz częściej, teraz przerodziło się to już w obsesję, na każdym kroku zastanawiam się czy moje zachowanie jest ogólnie przyjęta normą społeczną lub cos w tym stylu, czy nie wychodze czasem na głupka, czy takie zachowanie jest akceptowane czy nie jest. Jesli bedziesz poddawał analizie swoje zachowania, to z czasem zatracisz wszystkie swoje naturalne gesty czy odruchy ( np. siedzenie na krześle w jakiejś grupie osób - ja się łapie na tym, że przed zmianą pozycji zastanowie się przez chwilę czy będzie to pozycja w miare normalna). Ja wiem, że to może brzmieć śmiesznie i ironicznie, sam się z tego śmieje( czarny humor), ale niestety ciągła analiza doprowadziła mnie do takiego stanu.

Najlepiej wogóle nie myśleć o swoich zachowaniach, nie myśleć jak odbierają je inni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To co piszecie jest bardzo podobne do moich problemów, podobny emocjonalny" paraliż" jak w przypadku z krzesłem.Też irracjonalne lęki przed potencjalną oceną ze strony innych, niska samoocena itd, też poczucie winy w stosunku wcześniejszych rówieśników, moje pomysły i absolutna niemożnośc pogodzenia sie ze zmianą sytuacjo o 180 stopni doprowadziła mnie do absolutnie kosmicznych wniosków.Przed samoanalizą nie uciekniesz, chociaż to prawda że im mniej tym lepiej także, sam staraj sie to ograniczać niż napędzać.Ja mam postawioną wstępną diagnoze (2 psychologów,a w zasadzie 3).Moge sie nią z wami podzielić, ale ostrzegam może być zaskakująca i bolesna, przynajmiej tak było w moim przypadku.Mam dwa pytania

1Czy byliście kiedyś u psychologa?

2Czy moglibyście coś opisać o swoich rodzicach?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno tu mówić o jakiejś konkretnej diagnozie klinicznej. Jest to problem osobowościowy, na którym mogą sobie swobodnie rosnąć inne.

Jest to sprawa tak bolesna jak tylko może być, nie ma nic gorszego dla faceta. Pewnie już sie nie którzy domyślili ,że jest to "kastracja", "kastracja" mętalna i emocjonalna.Pisze w cudzysłowiu, bo jest to podświadomy długotrwały proces, w którym zazwyczaj bierze udział wiele osób,a nie czynność o której wszyscy myślą.Jest to zespól sztywnych(pewnie zwłaszcza podświadomych) relacji międzyludzkich zachodzących w rodzinie, relacji :matka/syn; matka/ojciec; ojciec/syn, może sie także trafić siostra/brat(wtedy zazwyczaj z siostrą też nie jest najlepiej).Kastracja może sie odbywać na wiele sposobów: jawnie i bardziej subtelnie.Moim skromnym zdaniem w naszym przypadku(jaśli w ogóle jest to taki przypadek), odbywa się ona w dużej części poprzez nie widzoczne na pierwszy rzut oka "zagrywki", a także jest ona poprostu pochodną ogólnej sytuacji wpływającej na nas. Ciekawe ,że ja też uważałem swoich rodziców za bardzo dobrych, ale trudno sobie wyobrazić inną sytuacje, bo nie dość że ich kochałem( i nadal kocham)to innych poprostu nie znałem.U mnie sytuacja wyglądała następująco.

Matka była osobą chwiejną emocjonalnie , nerwową i oschłą.Nie znosiła sprzeciwów, ale nie ze względu na silną osobowość , upartośc i dyscypline w domu, a raczej z lęku i pogardy dla mnie.Nigdy nie byłem lany tak sobie, zawsze "za coś". Jeśli nie było "za co" to sie wymyśliło.To jest sedno problemu, u mnie w domu nigdy nie było rzadnych ustalonych sztywnych zasad.Chociaż nie,była jedna, zawsze słuchaj mamy, a czas w którym nie musisz czegoś robić jest czasem oczekiwania.Oczywiście trzeba było odrabiać lekcje ,sprzątać w pokoju itd...ale wszystko to tylko jak mama wpadała w szał, poprostu trzeba było sie na kimś wyżyć i dostawałeś wperdol za to lub coś innego, co 50 razy wcześniej nie przeszkadzało, poprostu teraz zaczęło.W takim stanie, lepiej było nie chcieć czego kolwiek bo od razu było wiadomo że będzie wyskok:" nie możesz, odrabiaj lekcje" , a przedmiotów było troche więc zawsze coś sie znalazło, dla chcącego nic trudnego.Oczywiście odrabianie lekcji to tylko(jak wszystko inne, ale to jest sztandar)pretekst.Nawet jak przychodziłem z 5 ,sprawiała wrażenie jakby coś poszło nie tak po jej myśli, nie wpisałem sie w model.Bagatelizowała tą 5, mówiła że na pewno ściągałem, wszyscy dostali 5, albo mówiła że przedmiot nie jest ważny,"a co dostałeś z tego i tamtego wtedy i wtedy?" To co tu pisze to tylko warstwa wierzchnia, tak naprawde (zawsze to podskurnie czyłem), chodziło o mnie i moje cechy , o to jaki jestem.Np: jeśli przyszedłem za pużno do domu po szkole, od razu przejeb.Ale nie taki że lanie i kara.Przejeb na całej lini przez pare dni, nie wolno nic ,wszystko żle.Chodziło o to ,że nie posłuchałem( a więc jeszcze jabłuszko nie dojrzało, nie chce spaść) i trzeba mnie emocjonalnie złamać, nie chodziło i konkretną sytuacje, a raczej o to co mną kierowało do takiego zachowania.Po meczu reprezentacyjnym w piłke sugerowała,że słabo mi poszło i że niczego innego sie nie spodziewała.Ciekawe ,że mówiłem o tym ,na własny użytek nazywając to łamaniem charakteru i uważałem to za norme.Ponieważ byłem dzieckiem wręcz dzikim, ja nie byłem nadpobudliwy ja byłem tak dziki jak tylko może być chłopiec wychowujący sie w mieście:brudny chodzący w tych samych gaciach, z ogromną energią, chodzący do szkóły gdzie zasady tworzyły sie same poprzez tarcia.Nie musze dodawać ,że miałem mame kompletnie w dupie,nie tak że miałem jej coś do zarzucenia, to wszystko spływało po mnie jak po kaczce, nie była w stanie mnie dotknąc niczym.Ona poprostu walczyła u mnie z :pewnością siebie, brakiem strachu, przebojowością, arogancją, zarozumialstwem, butą, asertywnościa i wszystkimi innymi (i ich pochodnymi) cechami, "aktywności","nie biernymi".Oczywiście do czasu, kiedy zacząłem czuć strach i nie pokuj wychodząc z pokoju.I tak to sie odbyło, musiałem "przegrać", nie uważam sie za przegranego, ja sie poprostu schowałem przed nią.Nie tylko świadomie:już w podstawówce oznajmiłem jej że nie dowie sie niczego odemnie o ocenach i niczym innym. Ale także głęboko emocjonalnie:nie jestem w stanie nikogo do domu zaprosić, nie podziele sie żadnym życiowym planem.Nawet jak jakiś mam, widze ją i rezygnuje, wszystko musi być tajemicą. Lubi sie mnie zawstydzać i ze mnie szydzić.Nawet teraz ,jak woła mnie do pomocy przy zadaniu matamatycznym mojej siostry(szustoklasistki) ,z którym nie mogą sobie poradzić mam 2 opcje

1.Przeczytać ,powiedzieć " proste"(jestem studentem ekonimi)i prubować rozwiązać.Tak zrobiłem i zostałem wyśmiany przy lekceważących słowach zdziwienia i nie dowieżaniach "Co takiego?!haha no już to widze, patrzcie jaki mądry(ironia)" :lol: Normalnie rozbija mnie ta sytuacja jak ją opisuje(w rzeczywistości jest to troche bolesne), biorąc pod uwage że jestem od niej co najmiej troche bystrzejszy.

2. Przestraszony ,nie pewnie podejść, mocno sie pogłowić w końcu z niekłamaną szczerą radością pokazać ,że zrobione.A wtedy doczekam sie czegoś z uśmiechem na ustach w stylu, no prosze Michałek nie jest jednak taki głupiutki.Dodam ,że moje domowe ksywki to osioł i pasożyt.

 

Ojciec... tu jest sprawa dużo bardziej skomplikowana.To :D jest duuuży cwaniak, na prawde należy mu sie podziw.Mój ojciec ,co oczywiste boi sie mojej matki, sam jest już bardzo połamany a może był już bardzo dawno.Był dobrym ojcem do czasu jak zacząłem sie zmieniać w mężczyzne, nigdy mnie nie bił, zawsze bronił(mam na myśli w szczególności matke) ,nawet jak nie było trzeba.TO była jego strategia.Mój ojciec chciał mi zrekompensować ból i nie przystępność emocjonalną jakiej zaznałem ze strony matki!!! On sie wręcz "cieszył", patrzył na mnie przez grube okulary.Jedno oko było przysłonięte strachem przed koniecznością bycia mężczyzną i rąsnącym drugim który może go zdemaskować.Drugie, było chęcią bycia dobrym ojcem we własnych oczach.On mnie poprostu gruntownie upokorzył i wykożystał.Czuł do mnie litość i sądził że sie odwdzięcze tym samym.Chciał sie niejako ze mną sprzymieżyć, "ja nie wymagam od ciebie a ty odemnie, obydwaj (dla własnego dobra) zostańmy cipami a potem ukryjmy naszą wstydliwą tajemnice, nawet przed samym sobą"On nigdy nie był i nigdy nie chciał być wzorem męskości, on poprostu chciał być"dobry", :nic nie wymagać, spełnieć zachcianki(dziwne, ale ich nie było).Chciał to wszystko odbębnić i mieć już za sobą.Mój ojciec to poprostu strasznu tchórz.Sądzi że sytuacją optimum z jego strony powinno być rozpieszczanie, wyręczanie i wtedy może spokojnie wymagać od innych świętego spokoju.Mój ojciec widział we mnie to ,czego nie chciał widzieć u siebie.Moja matka nazywa czasem ojca panikażem, śmieszne jest to , że on nazywa panikażami wszystkich innych:piłkaży, żużlowców... psa itd. Ja zawsze żyłem z gruntownym przeświadczeniem ,że ojciec mnie nie cenił jako mężczyzne, uważał mnie za słabego itd...Dostając podczas gry kijem hokejowym w twarz ukrywałem to przez 2 dni. Jak sie wydało , mówie" dostałem podczas gry"w odpowiedzi "no nie wstydz sie, możesz powiedzieć prawde".Grając w kosza na podwórku, gdzie zawsze byłem najmłodszy i patrzyłem z podziwem na innych ojciec mnie wołał słodkim głosikiem "Michałek!!", oczywiście salwy śmiechu.Chciał poprostu rzeby Michałek poczuł cukierkową i bezkresną miłość tatusia, przy tych wszystkich nie dobrych chłopasach.Przez pryzmat tej ostatniej sytuacji można spojżeć na całokształt jego stosunku do mnie.Mój ojciec robił "dla mnie "wiele rzeczy, ale tylko te które mu odpowiadały , a nie te których potrzebowałem.W gruncie rzeczy robił je dla siebie.Jak mama prosiła o pomoc w "wychowaniu "mnie odpowiadał,że dziecko sie samo wychowa.Gardze nim !!!Gardze nim kiedy matka wysyła go do mnie, aby mnie zmusić do posprzątania pokoju bo ona nie ma na mnie wpływu, a on cicho i konspiracyjnie proponuje mi że pomoże przy sprzątaniu, albo posprząta za mnie.Poprostu chce mi sie płakać , ręce opadają.Jednocześnie, nie moge zapalić świeczek bo sie poparze.Nie moge wkręcić żarówki bo mnie prąd kopnie.Zdaża sie że prosi mnie rzebym mu powiedział co ma mi zrobić na śniadanie, oczywiście jedyne co mu moge odpowiedzieć to spier...(w lżejszej formie).Czuje jego ciągłą presje, robiąc sobie frytki on stoi za mną i zaczyna robić je ze mną, potem prosi rzebym pozwolił zrobić mu je za mie.Zamiast sie zajmować własnymi sprawami to ciągle prubuje mnie wyręczać z najmniejszych rzeczy.Jest tak jakby to on stawał sie mężczyzną dzięki mnie, a nie ja dzięki niemu.Czuje sie przy nim całkowicie upokorzony.Pilnuje rzebym sie tak ubrał przed wyjazdem do rodziny rzeby mamie sie podobało.Dno!!!Dno!!!Unikam go ile moge, z litości sie powstrzymuje , czasem troche z nim pogadam(w końcu jest dobrym człowiekiem).Jednocześnie często wprowadza mnie w stan skołowacenia , krzycząc karykaturalnie i rozpaczliwie"nie"przy moich najmniejszych działaniach.Robie sie zdezorientowany kiedy przy naciskaniu guzika od aparatu, ktoś krzyczy "nie" jakbym rozbrajał bombe i chciał przeciąć niebieski kabelek zamiast zielonego, potem "acha dobra, dobra". :lol::lol::lol: . Ja dostawałem od matki za mojego ojca, już czuje jego smród z gaci kiedy zostanie sam, jestem ciekaw jak to będzie wyglądało.

 

Pewnie mój obraz rodziców jest jednostronny i pewnie nie dokońca adekwatnie obarczający ich odpowiedzialnością za moje życie, ale cóż

 

Jeśli ojciec jest postacią społecznie akceptowaną i dobrze postrzeganą wtedy nie ma siły.Wtedy to syn"pożera" cały wstyd i gniew z ojcem związany.Piszecie ,że boicie sie być uznani za mało ciekawych, mało inteligentnych i jednocześnie zdajecie sobie sprawe ,żę to nie prawda.Wstydzicie sie nie ciekawego życia...Zastanówcie sie czy przypadkiem nie jest to coś ,co zauważyliście u kogoś innego, coś czego sie boicie i może nie świadomie sami do tego dążycie.Piszecie że boicie sie ,że jakaś fajna dziewczyna przejży was w 5 min.A co przejrzy? :lol: aż sie uśmiałem w tym momencie, wypisz wymaluj ja i mój lęk.

Dwóch Holenderskich psychologów opisało śmiechną historie.Często jeśli facet ma niską samoocene spostrzega własne ciało jako nie atrakcyjne(może być też nudna osobowość, brak inteligencji...).Mieli klienta który sie na to skarżył i za wzór podawał pewnego znajomego, tak sie zdażyło że po jakimś czasie pojawił sie ów drugi i za wzór podawał tego pierwszego.Ktoś zobrazował, życie chłopca tak: Na początku stoi na jednej stronie mostu tzrymając matke za ręke, rzeby módz przejśc na drugą potrzebuje wyciągniętej męskiej ręki, która go przeprowadzi(nie koniecznie ojcowskiej).

Wasz ból ,jest bólem egzystencjalnym.Boicie sie dorosłości i świata.Boicie sie powielić model który już znacie.Boicie sie kobiet, rzeby nie spotkało was to co ojca, boicie sie męskości bo nie chcecie rzeby spotkało was to co ojca.To jest moja opinia którą zbudowałem na bazie własnych życiowych doświadczeń, nie musi sie sprawdzać w waszym przypadku.Co pewnie was zdziwi skróciłem post do minimum.Na każde zdanie mógłbym dopisać kolejnych 5,wiele wątków pominąłem, także jeśli sie ktoś nie zgadza lub ma pytania czy wątpliwości niech pisze.

Troche tu więcej wyżucania żali niż wskazówek i opini, ale dyskusja nie jest skończona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wojtek - bardzo ciekawą rzecz opisałeś, sadze, że to zasługuje na jakis obszerniejszy artykuł...

Jednak jeśli chodzi o mnie to raczej rodzice nie byli odpowiedzialni za to jak sie teraz czuje, choć głowy nie dam, moge czegoś nie pamiętać, będe musiał się nad tym jeszcze zastanowić głębiej..

Ojciec - człowiek raczej prosty, typowa głowa rodziny, twardy charakter, nie lubił okazywać uczuć, nigdy nie słyszałem żeby kogoś przepraszał, nigdy też nie słyszałem, że powiedział do mamy "kocham cię" czy coś w tym stylu. Kiedyś jak dość często pił to na drugi dzień zamiast powiedzieć proste "przepraszam" to wolił mamie coś kupić i dać. Ojciec nie jest zły, po prostu czesto lubił sobie wypić z kumplami. Natomiast potem problem alkoholu praktycznie poszedł w zapomnienie, pił tylko od czasu do czasu. Połowę swojego życia spędził za granicą pracując na rodzinę czyli na nas, teraz też od 3 lat siedzi w Irlandii i ciągle utrzymuje rodzine. Ojciec nigdy mnie nie uderzył.

Mama - pogodna kobieta, bardzo oddana swoim dzieciom, zrobiłaby dla nich wszystko, kocha ojca i nas. Rodzice zawsze się ze soba dogadywali.

Tyle o rodzicach.

Natomiast - ja mam charakter tez podobny do ojca, tzn. nie cierpie okazywac uczuć ( w zasadzie nigdy nie okazuje uczuć), ja też w życiu nie powiedziałem że kogoś kocham, w życiu, nawet jeden raz, albo jeśli zwracam się do np. młodszego brata żeby przyniósł mi cos z drugiego pokoju, to on odpowiada "popros", no to ja wole juz sam isc i nie prosić. To chyba tyle co mam na razie do napisania.

 

Wojtek - ja bym chciał żebys jeszcze się z nami podzielił swoimi spostrzeżeniami, sa bardzo ciekawe.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam problemy z osobowością, mam problemy z sobą.Boje sie emocji, nie panuje nad nimi i nie umiem ich wyrażać. Jestem chronicznie zbuntowany, do tego stopnia ,że sam sobie "strzelam samobuje".Wybierając liceum nie poszedłem na wybrany przezemnie profil, mama zmieniła mi w ostatniej chwili na inny, musze przyznać, że przy moim cichym przyzwoleniu.Oddałem to prawie bez walki dla świętego spokoju, poprostu wiedziałem że gdybym postąpił inaczej miałbym 4 lata przesrane.Ostatnio dowiedziałem sie ,że sam podświadomie (podobno)sabotowałem i nadal sabotuje swoje wyniki w nauce, tak rzeby były jak najgorsze(zupełne minimum).Podświadomie zrobiłem to czego sie obawiała moja mama, że zrobie idąc na pierwotnie wybrany profil, że poprostu zminimalizuje swoje"szanse".Obecnie objawia sie to w nie zwykły sposub, mam najniższą średnią na wydziale, chociaż egzaminy wydają mi sie proste.Wszystko zdaje w absolutnie ostatnich podejściach, jęsli będą 2 to zdaje za drugim razem, jeśli jest możliwość wzięcia warunku to go biore w ogóle sie nie ucząc na wcześniejsze terminy.I najlepsze jest to, że nie mam innej możliwości.Nie moge sie uczyć inaczej, zdażyło sie raz że przeleżałem z notatkami 5 godzin do drugiej w nocy.Nie byłem zmęczony, nie robiłem nic innego, poprostu byłem psychicznie nie zdolny do jakiejkolwiek formy nauki , tak jakbym chciał gdzieś iść a przdemną była niewidzialna ściana.Mógłbym milion razy przeczytać ten sam fragment i nic bym nie zapamientał Były we mnie 2 zcierające sie siły, nie poszedłem spać wcześniej bo chciałem sie uczyć i jednocześnie nie uczyłem sie bo....byłem w niezwykłym napięciu, taki emocjonalny klincz.Oczywiście to są słowa psychologa, dla mnie to troche nie pojęte, ale coś w tym jest, raz zdałem w 3 tyg 7 egzaminów i trzy zaliczenia i dodam że był to dla mnie okres zupełnie bezstresowy, byłem spokojny o wynik.I to jest moj sposub na walke, nie moge sie zcierać otwarcie więc zszedłem do podziemia i uskuteczniem taką partyzantke, nie robie nic bo wszystko co mam zrobić zapominam, nie mówiąc o takich sprawach jak to że wole usiąść na murku niż ławce ciągle rozwiązane sznurowadła.Wyjeżdzając czasem samochodem czuje sie jakbym jechał po raz pierwszy, nie ma dla mnie żadnych przepisów, liczy sie skuteczność, światła ulice jednokierunkowe to nie są dla mnie stałe rególy...ciężko to wyjaśnić.DO tego problemy z podejmowaniem decyzji, nie depresja ,poprostu bierność. .Wszystkie moje inicjatywy są wyśmiewane, więc jestem człowiekiem bez inicjatywy, wole ich nie miec.Do tego dochodzi ogromna nieufność, jestem strasznie zamknięty w sobie, pół roku chodze do baby i ciągle nie jestem w stanie z nią rozmawiać.Mam też małe natręctwo związane z chęcią kontrolowania uczuć, w sytuacjach stresowych niemalże nieświadomie i odruchowo zaczynaj wynajdować symetryczne kształty lub trujki.Nie akceptuje jakiejś częsci mnie samego i zwiąnanych z nią uczuć.Nie dość ,że nie akceptuje to przez wiele lat nawet nie chciałem dopuścić takiej ewentualności,że ona może istnieć, mówiłem psychologom że mam jakieś pojedyńcze reakcje i jak one znikną to wszystko będzie w zupełnym pożadku, miałem okres paru miesiecy przesypiania większości dnia.Żyje we własnej głowie, żyje pare dni ,pare godzin temu.Jeśli "wymkne" sie z jakiejś sytuacji społ. która może mi sprawić trudność, w której obawiam sie że ktoś może zobaczyć moje zakłopotanie(kiedyś nazywane reakcjami, które są jakąś naleciałością którą trzeba usunąć)i wtedy zobaczy ,że jestem słaby, cienki itd...itp...to po jakimś czasie jak jestem sam(choć nie koniecznie)przeżywam ją w głowie, gdzie zachowuje sie idealnie.Wymagam od siebie wiecznego robienia na ludziach wrażenia, nie moge być poprostu sobą, ja żeby zostać zaakceptowany musze być kimś dużo lepszym , musze być kimś dużo niezwyklejszym itd...Pierwszy post pisał ktoś kto odkrył "cykliczność dni".Ta cyklicznośc to nie jest jakaś sztywna regóła, poprostu tracisz energie.W żadnym z tych dni nie jesteś sobą, prubujesz ukrywać i trzymać w zamknięciu jakieś nie akceptowane emocje i postawy.Prubujesz jakby przysłonić czarną płachtą część samego siebie, wtedy pojawia sie introspekcja(pilnowanie siebie rzeby tą część ukryć), wtedy pojawia sie sztywnośc emocjonalna.Pewnie też czujesz dużą motywacje do jak to ująłeś, self-therapy, to jest nie stety brzytwa w ręku małpy.Nie zdając sobie z tego sprawy tylko pogłebisz swoję kontrole, uzbroisz sie w walce z własnymi demonami.Twój rozum to nie jest coś nad czym panujesz siłą woli.Twój rozum ma sortować, systematyzować i uprzedzać przykre sytuacje ,zagrożenia, pozytywne sytuacje...(to w największym skrócie), ma także potwierdzać i czynić świat coraz stabilniejszym, przejrzystym, rzebyś mógł sie w nim swobodnie poruszać.Twój rozum to tylko szeregowy za którego inni podejmują decyzje(co do subiektywnej oceny szerokopojętych faktów), to taki koleś który ma posprzątać na biurku i powielić jakiś model działania razy x, on nie ma żadnej inicjatywy. Jesteś podatny na potwierdzające opinie na temat słuszności twoich lęków, jeśli przeżyłeś w sytuacji x przykrość, lęk to z chęcią przyswoisz opinie ten lęk potwierdzający nawet jeśli 100 osub będzi mówiło coś innego, ty bierzesz ten jeden i zastanawiasz sie dla czego nie te sto.Poprostu tak jest, tak ma być,częśc ciebie wykonała bezbłednie swoje zadanie(potwierdziła wcześniejsze przeżycie). Można z tym wszystkim walczyć, ale podstawą jest chęć, motywacja(nie brak lęku), a nie informacja z drugiej ręki, że to kożystniejsze.Nosisz maske, a raczej starasz sie ją nosić, jest to trudne i męczące tym bardziej że nosisz ją także przed samym sobą, dlatego pojawia sie irracjonalny podskurny wstyd i lęk że jeśli ktoś by was lepiej poznał to od razu by was przejżał, w domyśle żle ocenił(to tylko wasz osąd).Gwarantuje wam , że ludzie oceniają ten wasz wstyd dużo łagodniej i mają dużo mniej wobec niego krytycyzmu niż wy.

Pisałem o kastracji, zdradzie ojcowskiej(to nie moje określenia).Może sie to wszystko odbyć na wiele sposobów(nadopiekuńczość, alkoholizm itd...), może sie też nie odbyć.Możesz poprostu sie czegoś nie nauczyć, może cie ominąć coś co innych(w różnym stopniu) nie ominęło.Piszesz, że ojciec pół życia był za granicą, ja nie mam zamiaru nikomu na siłe czegoś wciskać.Jeśli uważasz, że to w pożo i ten czas który spędzaliście był efektywny na tyle że tej nie obecności nie odczuwałeś to super.Ludzie wychowują sie w różnych sytuacjach i środowiskach i mogą róznie sobie poradzić i różne nauki wyciągnąć.Z największych syfów czasem wyrastają ludzie szlachetni.Czasem ci którzy mieli idealne wzorce nie chcą poprostu iść tą drogą.W twoim przypadku to nie musi być agresywne łamanie, może poprostu nikt ci nie pokazał jak radzić sobie z pewnymi uczuciami, a może pokazał żeby je wyżucić, nie wiem.Ten wstyd jest jaknajbardziej na miejscu, ale jest to tylko warstwa wieżchnia, coś co musi być. Jeśli podstawisz krzesło pod ściane i zaczniesz napierać , krzesło sie złamie.Bez sensu jest mieć pretense do krzesła i powielać zachowanie.Tak poprostu musi być, ono musi sie złamać.Tak samo ze wstydem, on poprostu musi być tu gdzie jest, problemem by było gdyby go nie było. Jeśłi masz takie jakie masz podejście do części siebie, to nie miej pretensji do tej częsci że sie czuje żle, skoro ją tak traktujesz, poprostu przestań ją tak traktować.Ty chcesz nadal traktować ją żle, a jednocesnie chcesz rzeby ona nie czuła sie żle traktowana.

Ktoś napisał, że istnieją 3 rodzaje rozpaczy jako fazy następujące po sobie

1 Rozpacz, że nie jest sie tym kim sie chce być

2 Rozpacz że chce sie być sobą

3 Rozpacz że jest sie już sobą

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:47 pm ]

Widze, że nie bardzo sie kwapicie ze swoimi wypowiedziami, wiec dodam jeszcze swoje trzy grosze.

Powszechny w spychologi jest podział typów osobowości na ekstrawertyka i introwertyka.Carl Gustaw Jung uważał, że każdy z tych typów ma swoje "typowe" reakcje obronne ego.

Modelową reakcją dla introwertyka jest poczucie winy, a dla ekstrawertyka poczucie WSTYDU(o którym tyle w tym wątku).Jednak psychologia to nie nauka ścisła i tak:

"W procesie rozwoju osobowości, wraz ze zmianą postawy psychicznej, następuje zmiana preferencji w używaniu mechanizmów obronnych.Jeśli ekstrawertyk wypracuje cechy charakterystyczna dla introwertyka, w sytuacji napięcia lub konfliktu pojawia sie u niego tendencja do zewnętrznej izolacji i przeżywania poczucie winy(reakcja sumienia) i cechy depresji(samokrytyka)mogą sygnalizować przemiany pozytywne w sensie introwertyzacji libido.Kontrola zewn pod postacią reagowania wstydem ulega zmianie na kontrolę wewnętrzną w formie negatywnej oceny siebie."

Piszecie o swoim wstydzie, ale także o pewnym poczuciu winy wobec wcześniejszych grup rówieśniczych, więc jeśli dobrze rozumuje to co przeżywacie można w jakimś sensie uznać za rozwój i nie wszystko z tym związane jest takie złe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wojtek - może i masz rację, ale to tylko sucha analiza, która jednak nie pomaga. Trzeba zrobić coś żeby było inaczej, tylko co ?

Ja już jestem na taki etapie życia, że wszystkie te zaburzenia skutecznie uniemozliwiaja normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Jestem świetnym pracownikiem, szybko się uczę i zdobywam nowe umiejętności, żadne wyzwanie nie stanowiłoby dla mnie problemu, żebym tylko umiał normalnie reagować na ludzi, umieć się z nimi porozumieć, zachowywać się po prostu normalnie, tak jak każdy zdrowy człowiek. Ale nie mogę... jestem po prostu aspołeczny. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam, chciałbym wreszcie poczuc ulgę, i czuję, że niedługo wyjście będzie tylko jedno. Nie użalam się nad sobą, tylko po prostu już dłużej tak nie mogę.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobra, zaczne od napisania, że można sie tego pozbyć i mi sie to "udało", co prawda tylko na 10 dni :D .Pod koniec pierwszej klasy liceum był organizowany obóz koszykarski. Trener chciał rzebym pojechał, ja oczywiście doświadzczony całym rokiem moich "przygód"nie chciałem, spodziewając sie kompletnej tragedi.Wyszło ,że jednak pojechałem.W autobusie norma, czyli chęc schowania twarzy sie za firanką, zupełny stres i spięcie.Po wyjściu z autobusu(nie dokładnie bo nie pamiętam) wszystko to co mi towarzyszyło przez ostatni rok zniknęło.Nie było tak że zauważałem swoją zmiane, że wcześniej każde pojedyńcze słowo wypowiadane pod moim adresem mnie "niszczyło" ,a teraz jest inaczej i ja sie z tego ciesze.Poprostu wszystko sie zmieniło i funkcjonowałem zupełnie normalnie i nawet o tym nie myślałem, poprostu było normalnie.Tą zmiane uświadomiłem sobie dopiero jak z powrotem zqacząłem odczuwać swój wstyd, pojedyńcza kilku sekundowa reakcja sprawiła że wszystko wróciło, stres ,chęć ucieczki od sytuacji społecznych itd.Oczywiście nie mam pojęcia co sie stało, ale nigdy sie coś podobnego nie powtórzyło.

Sucha analiza , o której piszesz to moja alternatywa życia, daje mi ona jakąś wymierną korzyść emocjonalną, mimo to sprubuje jeszcze raz. Człowiek uzależnia sie od różnych rzeczy gdy nie może sobie poradzić z własnymi emocjami. Ja nie moge sobie poradzić ze wstydem, który występuje u mnie w różnych nawet najprostszych sytuacjach społecznych.Byłem w liceum, a teraz studiuje, dużo sie imprezuje i spotyka sie ludzi.Żeby funkcjonować w miare normalnie trzeba sie nawalić, to oczywiste. Jeszcze przed wyjściem gdzie kolwiek trzeba sobie wypić.Jest dużo okazji, jest darmowe piwo itd.. naprawde dużo zdaża mi sie wypić. Tak sobie myśle , że jeśli przez wiele lat alkoholem zagłuszam to czego sie boje najbardziej to powinienem być już alkoholikiem z paroletnim stażem, tak jednak nie jest. Ja nie moge sie obyć bez innych rzeczy.Ciągle czytam książki które mnie nawet nie interesują, gram kilka godzin dziennie w szachy przez net i inne bezsensowne rzeczy.One coś mi dają, tak jak grzebanie w psychice, to mnie jakoś otępia i wycisza.Do czego zmierzam, moim kłopotem nie jest to co na pierwszym planie (wstyd), jest nim coś innego, jakieś moje co dzienne emocje , sam tego nie rozumiem i sie gubie.

Puenta, nie jesteś w stanie sam sobie poradzić i sie tego pozbyć, masz na to 0 % szans.Możesz liczyć na szcęście. że coś sie w twoim życiu wydaży i....ale to mogą być tylko rzyczenia.Ja chodząc do psychologa mówiłem tylko o wstydzie," zlikwiduj to człowieku i wszystko będzie grać", a człowiek do mnie że musze sobie znależc męski wzór, że musze sie z kimś skonfrontować, że musze sie nauczyć wyrażać agresje ,że przegrałem walke z matką itd.. o wstydzie nie chciał gadać i nie chciał sie nim zajmować, sugerował że nie lubie siebie a ja mu na to że wręcz przeciwnie, on o osobowości i takich tam ja o nerwicy.Ide potem do drugiego i to samo. Musisz szukać pomocy PSYCHOLOGICZNEJ, dobry psycholog troche szczęscia pare lat i może sie uda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×