Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
DanielWtk

Mój problem z ludźmi

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie, mam 25 lat i za sobą 3 miesięczny pobyt na dziennym oddziale nerwicowym. Stwierdzono u mnie zaburzenia lękowe mieszane F41.3 i cechy nieprawidłowego rozwoju osobowości w kierunku zaburzeń osobowości mieszanych F61. Leczę się Parogenem 10mg i Lamotryginum 75mg na dobę. Ustąpiły wszelkie objawy somatyczne. Poprawiła się zdolność koncentracji, nie ma myśli samobójczych, lepiej śpię, nie mam koszmarów za to mam dużo niezwykłych snów, dobrze mi się wstaje i zasypia. Dostałem skierowanie na psychoterapię i decyduję się na indywidualną. Jestem typowym introwertykiem, człowiekiem cichym, spokojnym i niewiele wymagającym od życia, lubię samotność. Moim problemem jest to że nie dogaduję się z ludźmi, w pracy czy poza nią. Z tego powodu często zmieniam pracę, co chwilę łapiąc się czegoś innego, najlepiej takiego gdzie nie będę musiał mieć kontaktu z ludźmi. Po prostu nie potrafię współpracować. Mam już dosyć skakania z jednego miejsca na drugie, a zakończenie pracy zawsze wiąże się z jakimiś przykrymi i stresującymi sytuacjami. Np. świadomie lekceważę pracę, spóźniam się, wychodzę wcześniej, nie słucham przełożonych, węszę podstępy i obserwuje ludzi wokół siebie czy mi nie zagrażają. Nie potrafię być normalny, po prostu przyjść, pracować rozmawiać. Często mi się wydaje że zrobiłem źle mimo że było dobrze i na odwrót. Nie potrafię jasno oceniać sytuacji. Z tego też względu olałem wartościowych ludzi bo uważałem ich za zagrożenie dla siebie a tam gdzie jestem pokorny często trafiam na nieuczciwych wobec mnie ludzi. Wydaje mi się że to dlatego bo jako dziecko byłem odseparowany od ludzi tzn nie utrzymywałem z nimi kontaktu, nie grałem razem w piłkę, nie spotykałem się, mieszkałem na kolonii skąd wszędzie było daleko. Pozostawałem w rodzinie gdzie matka jest silna, agresywna i dominująca a ojciec uległy i bez własnego zdania. Do tego miałem silnie toksyczną starszą siostrę która była o mnie zazdrosna. Zaczęło się od domu gdzie wszyscy pracowali na moje poczucie własnej wartości, brakowało mi ojca, matka była krzycząca i bijąca a siostra perfidna. W szkole byłem wycofany i nieraz stałem się obiektem drwin. Nie mam swojego zdania, niewiele mnie interesuje, nie myślę o przyszłości, żyję dniem dzisiejszym a chciałbym znaleźć cel by mieć po co żyć, ale nie wiem jak to zrobić. Załapać się do byle jakiej pracy i siedzieć, nie myśleć do dalej. Czuję się wyobcowany, inny bo ludzie rozmawiają czy o marzeniach, realizują się, interesują się czymś, robią kursy, dążą do czegoś. A ja do niczego nie dąże. Egzystuję, nie żyję. Nie wiem co chcę i jak to zrobić. Po prostu nic nie wiem, nie orientuję się w niczym. Mam źle ukształtowaną osobowość, wobec tego nie potrafię rozmawiać z ludźmi, nie potrafię czegoś z nimi osiągać. Nie potrafię sam czegoś dla siebie osiągnąć, nie wiem co miałoby to być. W stosunku do pracowników jestem agresywny wtedy gdy wydaje mi się że jest dobrze a tak nie jest, nie mam rozeznania sytuacji, tak jak wcześniej napisałem nie potrafię obiektywnie jej ocenić. Mam swój punkt widzenia i własny świat dlatego uważają mnie za dziwaka a czasem za wariata. W każdej pracy tak było, nic nie mówić, robić po swojemu i olewać zadania. Często nie myślę co robię, jestem powolny, potrzebuję więcej czasu na zrobienie czegoś. Dlatego jestem takim odizolowanym odludkiem. Problem leży w bezmyślności. Nie umiem odczytywać intencji innych, jak ktoś do mnie mówi to rozumiem go nie w sposób racjonalny i obiektywny ale według mojego skrzywionego postrzegania. To jak pies który zaufał panu i został przez niego skrzywdzony, potem trafia do innego właściciela który go szanuje, ale ten pies już jest ostrożny i każdą próbę zbliżenia traktuje jako potencjalny atak bo nie wie czego się spodziewać. Nie rozumie miłości i staje się agresywny bo ktoś go kiedyś skrzywdził i nie ufa pomimo szczerej miłości. Potem pan go wyrzuca i ten pies tworzy sobie tylko wrogów i według tego myślenia postępuje. Cały czas czuje się zagrożony. Z mojego schematu który przygotował psychoterapeuta wynikają dwa główne założenia ktorymi się kieruję: że ludzie krzywdzą i że ludzie ignorują. Poddaje się innym, korzystam z nie dość dobrej relacji, osiągam coś dla kogoś by zyskać abrobatę. Przy tym wycofuję się, boję się bliskości. Kiedy coś idzie nie tak np w pracy to zastraszam osoby, jestem agresywny, wulgarny bo walczę o swoje, ale zamiast od początku normalnie funkcjonować to wszystko wychodzi na końcu i wtedy są pretensje, oskarżenia. Bo nie było komunikacji, bo się wycofywałem, chciałem tylko zrobić swoje i iść do domu. Gdy już zakończę współpracę to pojawiało się poczucie gorszości, a teraz że to ja jestem święty i wszyscy inni są najgorsi. Mówią że mam trudny charakter ale ja nie chce czuć się wykorzystywany. Niepokorny buntownik. W pracy jeśli były problemy to przeważnie z kobietami, nie potrafię z nimi współpracować. Może to dlatego że mam uraz do matki i siostry. Uznaję kobiety za zagrożenie. Podobnie jak samców alfa. Jestem taki że chciałbym mieć święty spokój i żeby nikt niczego ode mnie nie oczekiwał. Boję się dorosłego życia. Czuję się jakbym potrzebował socjalizacji, jakbym był przez lata zamknięty w jakimś pomieszczeniu i musiał uczyć się podstawowych relacji społecznych, co to jest zaufanie, co to miłość, przyjaźń. Jak odróżniać dobro od zła. Wykonałem ciężką pracę na oddziale ale problemy w relacjach z ludzmi mnie przytłaczają. Nie wiem czy to ma znaczenie ale moja osobowość to INFP. Czyli introwertyk artysta, mogę wykonywać pracę typu kierowca ciężarówki, stolarz, archiwista, tam gdzie będę przebywał sam. Nie wiem jaką drogę obrać w życiu. Czuję się jeszcze jak dziecko. Muszę moderować siebie samego wchodząc w dorosłość. Jestem zakłopotany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam bardzo podobnie z tym ze przytlacza mnie to bo przed nerwica bylam energiczna mila ambitna a teraz tkwię w miejscu i co chwile zaczynam wszystko od nowa meczy mnie to chciałabym stalosci stworzyć relacje które dają mi szczęście zrobić cos zeby wyjąć z punktu zero a to naprawde trudne nie wiem juz skąd czerpać sile zeby pchać to wszystko do przodu nie chce zyc z dnia na dzień wegetować ...chce być kimś wartościowym ważnym dla siebie i innych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc ,

jesli moge Ci cos doradzic , to : najpierw popracuj nad samoakceptacja. To bardzo pomaga ! Badz dla siebie lagodny !

( wybacz za brak polskich znakow, pisze z komorki a ostatnio cos mi szwankuje )

Kiedy powiesz sobie :" jestem tutaj gdzie jestem , czuje sie zagubiony , nie chce pracowac z ludzmi, nie potrafie obiektywnie oceniac sytuacji...etc - I DOBRZE. NIECH TAK BEDZIE. TEN CZAS JEST MI POTRZEBNY.

To jeden ze stopni ze schodow na ktore postanowilem sie wspinac. Teraz stoje na jednym , i bede stal tyle ile potrzebuje. Kiedy bede gotow , pojde na przod. Stoje tutaj, i nie cofam sie w tyl - to moj sukces ! "

 

Jesli sobie to powiesz , to bedzie troche lepiej , uczucie skolowania i zagubienia troche zmaleje. Bo i frustracja oslabnie. Ciezko jest funkcjonowac kiedy , czlowiek krytykuje kazdy swoj krok.

 

Na wszystko przyjdzie odpowiedni czas. Nie boj sie , skoro dales sobie rade na oddziale to i teraz dasz . Tylko praca bedzie mozolniejsza i ciezsza , a efekty chyba ciezej zauwazalne. Ale beda.

Duzym sukcesem bedzie ta samoakceptacja. Nie wymagaj od siebie Bog wie czego . Nie mysl ze musisz byc taki jak inni .

 

Pokusze sie nawet , moze zbyt smialo , napisac zebys , poczekal z ocenami samego siebie , bo chyba nie znasz siebie i swojego potencjalu w 100 % .

A jak juz siegniesz po te 100% swojej tozsamosci, dobrze jej sie przyjrzysz , spojrzysz jej gleboko w oczy.... to moze sie jeszcze okazac , ze bedziesz bardzo zadowolony ! ^^

Glowa do gory.

We wlasnym tempie , do przodu !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim postępowaniu brakuje planowania i przewidywania jakie będą skutki moich zachowań. Nie mam pomysłu jak ruszyć z miejsca. Przepracowałem przeszłość. Jestem z tego zadowolony i twierdzę że to mój pierwszy życiowy sukces. Na prawdę uznaję to za wielkie osiągnięcie. Pozostały u mnie myśli i zachowania, które wpływają na moje samopoczucie np:

- siedzę sam w mieszkaniu gdy wszyscy o tej porze pracują i gdy wracają czuję wstyd bo nie powinienem marnotrawić czasu bo to może się im nie spodobać mimo że to moja decyzja że nie poszedłem do pracy,

- w pracy pytam dużo jak coś należy wykonać bo nie wiem, dla kogoś staje się to irytujące bo zabieram komuś czas a ja po prostu chcę być bardziej komunikatywny i pracuję w ten sposób nad sobą, jestem wtedy zdezorientowany i unikam kontaktu aż pojawiają się błędy i wówczas są problemy, nie wiem czy to że za mało sam myślę i zawracam głowę? Nie mam rozeznania sytuacji, nie wiem o co chodzi i gdzie jest problem, może ktoś mnie nie lubi a może z nikim innym nie było takich problemów i dlatego jestem irytujący? Czuję się wtedy głupszy mimo że ja się staram żeby było dobrze i wtedy myślę że w pamięci tych osób zaznaczam się negatywnie,

- nie wiem w jakim kierunku się starać - tzn. do czego jestem zdolny a do czego nie, kolega został tym i tym a nigdy tego nie planował, po prostu dawał sobie radę na jednym stanowisku to dali mu coś ambitniejszego i się kręci, a ja rozwodzę się i myślę, tędy a może tędy a czas płynie, nie mam informacji żeby wiedzieć gdzie iść a gdzie nie

- jestem na spotkaniu towarzyskim, nie mogę doczekać się gdy się skończy i zawsze pytam dziewczynę kto tam będzie żeby wiedzieć czego się spodziewać a uwagę koncentruję na niej, nie mogę dopuścić do siebie innych myśli, chcę tylko jak najszybciej znaleźć się w domu,

- jestem na przystanku i mam rozładowany telefon, chcę zapytać o godzinę stojącego na przystanku, wstrzymuję się, może zaraz autobus przyjedzie tylko aby nie pytać, w końcu przełamuję się i wybieram sobie osobę która może mi odpowiedzieć, np starszą kobietę, kogoś kto nie może mi zagrozić,

- ktoś wchodzi ze mną w rozmowę, np. w kolejce do lekarza, np że się opóźnia kolejka itd, ja mówię "no tak" i pochylam głowę, tak jakbym nie wiedział co odpowiedzieć, a jak mówię coś innego to staram się cicho żeby nikt nie usłyszał żeby ktoś nie wziął mnie za głupiego gdybym się pomylił,

- brakuje mi postawy dorosłej osoby, osiągnięcia innych jakoś nie robią na mnie wrażenia, ktoś to zrobił a ktoś tamto, a ja chcę tylko mieć święty spokój i bez żadnych nerwów i wyzwań przeżyć życie,

- zajmuję się na codzień pierdołami które mają wypełnić mi życie bo nie chcę myśleć o przyszłości, np. siedzę godzinami na allegro i kujpuję ciuchy czy oglądam horrory (chyba już wszystkie widziałem), na okrągło piję herbatę albo gotuję, a jutro cóż... jutro będzie nowy dzień

- odnośnie pracy: może mógłbym być tym albo tamtym gdybym zrobił to czy tamto, gdybym zachowywał się w określony sposób, żeby było chociaż jakieś intensywne zainteresowanie,

- najlepiej czuję się sam, nie mógłbym po pracy chodzić gdzieś, spotykać się, rozmawiać, chciałbym ten czas mieć wyłącznie dla siebie

 

Chciałbym wiedzieć co jest stanem wyjścia z nerwicy, jak to jest bez niej, wtedy wiedziałbym jak do dojść do tego stanu, co mam robić żeby tak było, żebym był zadowolony i mógł sobie powiedzieć "jest okej" i nie mam jakiegoś niespodziewanego nadmiaru czegoś co może się pojawić czyli myśli, a to może się zepsuć a to może się nie udać itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ad 1.

Jeśli potrzebujesz siedzieć w domu , to potrzebujesz. Nawet jeśli kilometr od Twojego domu ochotnicy z osiedla pomagają w budowie obwodnicy . Jeśli Ty tego potrzebujesz, to postaraj się nie przejmować innymi.

 

Ad 2.

A Czy ktoś w pracy powiedział " Jesteś irytujący kiedy tak o wszystko pytasz " ? Bo wiesz często , wiele sobie dopowiadamy , albo coś siedzi tylko w naszej głowie. Jeśli się uczysz tej komunikatywności , a sam czujesz się wtedy irytujący , to postaraj sobie przetłumaczyć że dopiero się uczysz, i nie podskoczysz od razu do nie wiadomo jakiego poziomu. Daj sobie czas

 

Ad 3.

Może dlatego że za dużo myślisz ? Nie da się też doić na raz 4 krów. Nie patrz znów na kolege, Ty jesteś Ty , kolega to kolega. Najpierw uczysz się komunikatywności , postaraj się iść małymi kroczkami. Kiedy już osiągniesz jeden poziom , dopiero później na następny.

Kiedy będziesz już sam z siebie zadowolony , z własnego funkcjonowania , oraz będziesz przekonany o własnej wartości, i o zadowalającą pracę powalczysz.

 

Ad.4.

Czy to może być potrzeba kontroli ? Chcesz mieć pod kontrolą sytuacje , by nie wydarzyło się coś nieprzewidywalnego , co mogłoby Cię wprawić w zakłopotanie, a to zaś z kolei w frustrację która w oczach innych odsłoniłaby Cię i przyniosła Ci wstyd ?

 

Ad 5. `

podobna sytuacja do tej z pkt 4, czym Ci może ktoś inny zagrozić ? Tym że powie " spadaj idioto , kup sobie zegarek " ? A Ty nie wiedziałbyś jak się zachować ? Bałbyś się ośmieszenia i myśli którymi byś się dobijał " widzisz idioto , a było staruszke zapytać " ?

Przecież , Ty jak normalny człowiek zapytałeś która godzina, by wiedzieć ile mniej więcej będziesz czekał i czy ewentualnie nie czekasz na autobus czy pociąg który przyjedzie dopiero rano . Jeśli człowiek Cie zignoruje albo wyśmieje, to on będzie kretynem, to on powinien się wstydzić , ale za pewne nie zrozumie tego , bo jeśli jest kretynem , to nie będzie w stanie ogarnąć tego umysłem. Trochę wracamy do poczucia własnej wartości. To jest siła. Jeśli będziesz pewien siebie i tego jak się zachowujesz- nie będziesz czuł takiego zagrożenia ze strony innych osób.

 

Ad 6

A czy człowiek , taki normalny , dwunożny , chodzący do lekarza, nie może się pomylić ? Nie może powiedzieć czegoś głupiego ?

Zresztą , osoby z poczekalni lekarskiej i ich opinia mają dla Ciebie znaczenie ? Przecież Świat nie stanie gdy się komuś nie wpasujesz w obecny humor, oczekiwania i gust , zwłaszcza jeśli odpowiedzi powinny odnosić się do tematu typu " lekarz dostał rozwolenienia dziś nie przyjmuje " .

 

Ad7.

Jeśli brakuje Ci postawy dorosłej , to najpierw musisz przepracować postawę dziecka. Chyba coś tam trzeba zamknąć . Bez tego ciężko będzie iść na przód.

W życiu zawsze są jakieś górki i wyzwania, tylko trzeba do nich trochę potrenować , by wspinanie się nie owocowało zadyszką czy zawałem.

 

Ad8.

To że żyjesz dniem który trwa pasuje do obrazka który opisałeś . A czemu akurat oglądasz horrory ? Co u Ciebie one zaspokajają ?

 

Ad.9

Tak jak już napisałam, najpierw musisz owocnie zainteresować się sobą , dopiero później poszczególnymi szczeblami.

 

Ad 10

Czas wyłącznie dla Siebie.... hmmmm a co to w Twoim przekonaniu " czas dla Siebie " ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ad 3.

 

Już spotkałem się z określeniem że za dużo myślę. Co to oznacza? Właśnie jest u mnie tak że chciałbym ciągnąć kilka srok za ogon zamiast skupić się na jednej bo kilka może mi się wyślizgnąć. Tak postępuję w przypadku pracy. Ja nie mogę iść w jednym kierunku tylko rozkrokiem jestem na kilku drogach i w rezultacie stoję w miejscu bo nie mogę wykonać kroku niezdycydowująć się na jedną opcję. Słysząć opowieści innych o pracy jestem zdezorientowany bo nie wiem, chciałbym wiedzieć jak powinienem się zachowywać, jaką postawę przyjąć żeby móc skierować się w określobym kierunku, tzn jaką pracę wybrać dla siebie. Do tej pory robię tak że skaczę z jednego miejsca na drugie i próbując nowych rzeczy, jak do tej pory pracowałem przy wprowadzaniu danych, w obsłudze klienta i jako magazynier. Kontakt z człowiekiem to nie dla mnie więc w obsłudze szybko byłem wyczerpany i zrezygnowany, magazynier to bardzo ciężka praca i mało płatna choć jest jej bez liku. To co się dla mnie liczy to brak stresu i pośpiechu a wtedy mogę skupić się na dokładnym wykonywaniu obowiązków. Mam ukończoną logistykę. A zawsze chciałem pracować jako dziennikarz. Za mało myślę, za dużo robię. To jest mój największy problem. W stosunku do pracy powiedziano mi na oddziale: problem polega na tym że jest konflikt między moją odpowiedzialnością a chęcią spełniania marzeń. I bardzo ważne "trudniej jest kontrolować efekty działań które mają następować w przyszłości niż wybory których dokonuję teraz". Np dobra, niech będę spedytorem, zapewnię kiedyś dobrobyt sobie i rodzinie, problem w tym że ja nie chcę nim być a wolałbym np pracować w mediach ale nie będę już miał takiego statusu materialnego, praktyczne kontra to co mnie pociąga. I stoję w rozkroku. A czas leci.

 

Ad.4.

Mam potrzebę kontroli, to wyszło podczas psychoterapii na oddziale. Nie lubię niejasnych sytuacji i wolę iść przetartymi szlakami. Nie jestem przygotowany na niespodziewane sytuacje i nie lubię niespodzianek. Chcę wiedzieć czego się mogę spodziewać. Rollercoaster emocjonalny i gdy dzieje się za dużo to nie dla mnie bo jestem wtedy zdezorientowany. Nienawidzę zmian.

 

Ad.7.

Jak przepracować postawę dziecka? Jak opuścić tą mentalność? Pora żebym wydoroślał, podczas liceum nie miałem czasu na życie, ciągła nauka i stres, wtedy zaczęła się rozwijać nerwica. Och jaki byłem wtedy dorosły, poważne plany itp. Potem na studiach poczułem luz po tych trzech latach mordęgi i zacząłem łowić ryby, jeździć na rowerze, kupować mnóstwo ciuchów, chodzić po galeriach, do kin teatrów, jeździć po kraju, a praca zeszła na drugi plan, często mnie w niej nie było bo coś tam. Nie miała już takiego znaczenia dla mnie. A wiem że już muszę znaleźć jedno stabilne miejsce gdzie będę czuł się dobrze i wtedy będę miał środki na życie i jakiś rozwój duchowy, mam dużo marzeń. Celem mojego życia jest podróżowanie. Więc chcę zrozumieć że życie to nie tylko natychmiastowe przyjemności ale też zapewnienie sobie stabilności a wówczas i na przyjemności przyjdzie czas.

 

A.d 8

Horrory wzbudzają moją ciekawość. Nie lubię za to thrillerów, komedii, w ogóle o jakichś morderstwach itp. Lubię też dramaty historyczne i filmy przygodowe. To co jest ciekawe. Coś o czym nie wiedziałem. Oglądanie daje mi oderwanie, zapomnienie o świecie w którym musiałbym podejmować wyzwania.

 

A.d. 10

Czas dla siebie tzn brak rozmów z kimkolwiek i uczucie że nic się nie może wydarzyć, jestem w swoim pokoju gdzie wszysko zależy ode mnie i ja wszystko kontroluję. Mogę robić co chcę i nie ogranicza mnie czyjaś obecność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ad3.

Ale skoro masz tą świadomość że chcesz ciągnąć kilka Srok za ogon, to mniej więcej wiesz gdzie ukierunkować swoją pracę . Czy chodzisz na terapię ? Może tam warto byłoby się na tym skupić ... ?

Dalej też jesteś uświadomiony . Wiesz że praca dziennikarza jest tym co chciałbyś robić w życiu , i wiesz też co jest dobrze płatne i praktyczne. Teraz musisz sobie odpowiedzieć , co jest dla Ciebie ważniejsze, korzyści z jednego czy z drugiego wyboru i wybrać . Bo jednak w takim zawieszeniu szybko idzie się wypalić .

( a tak dygresyjnie, to czy dziennikarz nie ma kontaktu z ludźmi ? )

 

Ad 4 .

Problem ze zmianami nie jest na tyle poważny co temat kontroli. Tyle że wydaje mi się że trzeba to przepracować z kimś kto ma o tym pojęcie. Bo samemu będziesz miał spore trudności .

 

Ad 7

 

Najpierw postaraj się wypracować stabilność u samego siebie. To w Twoim otoczeniu powinno też być mniej chwiejnie.

Nie wiem jakie są najnowsze i najtrafniejsze metody wychodzenia z postawy dziecka. Może akceptacja ? Może pogodzenie się z samym sobą ?

Może przepracowanie tego co tam ropieje i się sączy , odkażenie i opatrzenie ? Może trzeba coś komuś lub sobie wybaczyć ?

Są zapewne książki o takiej tematyce, które na kilka pytań mogą odpowiedzieć i udzielić przydatnych wskazówke. Jednak , sądzę że lepszy byłby jakiś psychoterapeuta z powołania.

Bardzo dobrze że masz nadal wiele marzeń, to jedna z możliwych studni , z których można czerpać motywację .

 

Ad 8 . To jakiego rodzaju horrory oglądasz ? ( domyślam się że wzbudzają Twoją ciekawość , ale bardziej chodzi mi o to czym ją wabią akurat takie filmy )

Wyzwania kojarzą Ci się ze zmianą ( czyt. brakiem kontroli ? ) czy raczej z widmem ewentualnej porażki ?

 

Ad. 10

I kiedy spędzisz tak ten czas, który masz dla siebie, czy czujesz się wypoczęty ? Czy przynosi pozytywy ten czas ? Czy raczej czujesz się tak samo przed jak i po ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ad3.

To bardzo cenne stwierdzenie że skoro mam kilka srok to muszę którąś w końcu wybrać bo trzymam je tylko za ogony. Mam je i muszę się zdecydować na którąś z nich. Dziękuję za dobrą myśl. Według mnie jest tak że wyboru łatwiej dokonać gdy wie się czego się nie chce, wtedy z węższego zbioru możliwości wybiera się jakąś określoną. Wiem że nie będe górnikiem czy murarzem więc na szczęscie mam to z głowy. Wiem czego nie chcę. Problem teraz polega na tym co wybrać z tego co mogę chcieć i żeby to był najlepszy wybór, żeby zrobić rachunek zysków i strat, dlaczego nie dziennikarzem a dlaczego tak i tak samo odnośnie innych zawodów. Muszę zrobić sobie jakiś zbiór zawodów i to świadomie posegregować. W teście na predyspozycje wychodzi za każdym razem podobnie, archiwista, księgowy, doradca podatkowy, redaktor medialny, przetwórca warzyw i owoców, infobroker itp. Wszystkie wykonuje się w większej części indywidualnie. Przetwórcą nie będe bo to wymaga dużego nakładu pracy, maszyn itp więc wiem co odpada. Spróbuję też wyszukać jakieś nowe sroki które ewentualnie mogą dawać złote jaja. I co najważniejsze, chciałbym już pozbyć się tego myślenia którą drogą iść a którą nie bo to faktycznie wyczerpuje. Poczuć że już nie muszę się zastanawiać, że wiem już na pewno gdzie mam iść i tym samym usunąć to wyczerpujące napięcie. I zająć się tym, i żyć spokojnie. I jeszcze, a gdybym był bardziej pewny siebie to może same pojawiły by nowe lepsze sroki?

 

Ad 4.

Muszę mieć kontrolę. Dla mnie to same zalety. Wiem co będzie się działo jutro, chcę żeby to zależało ode mnie, nie wszystko od nas zależy ale rzecz w tym że to co stara się wydostać poza moje ramy kontroli ja staram się je z powrotem sprowadzić do parteru. Nic co mnie dotyczy, czy w pracy czy w życiu prywatnym nie może ujść mojej uwadze i ja muszę mieć na to wpływ. Pomyślałem że to bierze się stąd że wyrobiłem sobie przekonanie że ludzie są nieprzewidywalni, na psychoterapii dużo było o tym jak nie wiedziałem w jakim humorze matka przyjdzie z pracy i cały czas byłem w napięciu i nie mogłem być spokojny. Cały czas była awantura i złość naprzemian z dziwnym spokojem. Nigdy nie mogłem przewidzieć co się stanie w domu. Stąd ta potrzeba trzymania ręki na pulsie. Inaczej jestem zdezorientowany.

 

Ad 8

 

Horrory faktycznie oprócz ciekawości wzbudzają mój strach. Nie sci fi ani o jakiś potworach lecz o nawiedzonych miejscach np najlepszy jaki widziałem to kobieta w czerni. Nieprzewidziane sytuacje, ciągłe napięcie. Może to też jakas wzmianka do mojej przeszłości, odnośnie tego napięcia z matką. Na psychoterapii poruszyłem wątek że każda rozmowa telefoniczna z matką musiała być awanturą byle o co, ciągle się klocilismy, i ja czułem potrzebę kłótni, poważnie, nawzajem się nakręcalismy. Niszczące przywiązanie.

Wyzwania to po części strach przed porażką i utrata kontroli również. Strach przed tym że nie będę wierzył w siebie i nie podołam, że mnie to wyczerpie, lepiej na chwilę obecną byłoby pozostać w miejscu które znam i które mnie niczym nie zaskoczy.

 

ad. 10

Gdy mam czas dla siebie to czuję się ok, organizuję sobie go, np pracuję nad sobą, mam spokój w odróżnieniu od domu rodzinnego. Nikt nade mną nie stoi, nie rozlicza z tego co zrobiłem czy nie. Panem jestem własnego czasu. Czuję wolność. Jestem wypoczęty. I wszędzie chcę czuć się tak jak czuję się teraz w swoim pokoju.

 

Na psychoterapię indywidualną umawiam się w Wawie i czekam na najszybszy termin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×