Skocz do zawartości
Nerwica.com

schizo-obywatele.


one man show

Rekomendowane odpowiedzi

ludzie lubią historie o tym, jak ktoś walczy z chorobą - co można zaobserwować po profilach na facebooku - tylko tam mamy do czynienia z innym schorzeniem. wstyd przed określeniem i przyznaniem się do choroby to nic innego jak złe przedstawienie zagadnienia, problemu. choroba jak każda wiążę się z cierpieniem czy trudnościami. znam osobę (nie ja), która słyszy głosy i jest bardzo ksobna. czasami jej objawy mnie śmieszą np. raz wyrzuciła mięso przez okno, bo sąsiedzi jej dogadywali i zachęcali żeby to zrobiła. śmieszą mnie dlatego, bo to jest tragiczne. śmiech to bezradność. nikt nie powinien z tego powodu twierdzić, że go wyśmiewam. po prostu. zawsze się znajdą jednostki, które z tego powodu mogą chcieć nas upokorzyć, ale nie będzie to wynikiem naszej "niepełnosprawności" tylko złośliwości tych ludzi. więc?

 

wracając do tej osoby, ta osoba nie podda się leczeniu. nie zamkną jej tak jak mnie na 3 miesiące i nie powiedzą jej że jest we właściwym miejscu. i powiem wam, że to całkiem fajne, że pozwala się komuś żyć z szaleństwem. dlaczego mamy tak od razu wszystko, według jakiejś linijki zwyczajowej prostować. dlaczego boimy się ludzi, którzy są chorzy? doświadczam kontaktu z tą osobą i czerpie przyjemność ogromną, że nie skrzywdzono jej jak mnie rzekomo lecząc zamykając na 3 miesiące i faszerując zastrzykami.

kontrast w innym temacie, w którym pytałem czy jestem chory odpowiedzi innych były oczywiste i sugerujące, zapytał czy osoba z objawami jest chora i czy miałem objawy(co sugerowałby że jestem chory) nie wiem dlaczego wszystko mamy określać jednostką chorobową i wymyślać nowe schorzenia. ja dalej twierdzę, że wszystkie objawy chorobowe były spowodowane jakimiś trudnymi wydarzeniami, ale nie są okresowe. dziś jestem zdrowy, bo nie mam objawów, a to według kontrasta świadczy o tym czy jestem zdrowy.

Dlaczego skreślamy takich ludzi i nie dajemy im żyć z ich szaleństwem? Bo nie widzą siebie i tego co się z nimi dzieje? Oczywiście jest to cynizm społeczeństwa, bo nikt z nas nie rodzi się chory psychicznie. Dziś ludzie chcą uzdrowić chorych - pytanie czy oni tego chcą od ludzi przez których chorują?

 

czy w naszym społeczeństwie nie ma miejsca dla chorych? czy też uważacie, że ich miejscem są psychiatryki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2. choroba szokuje tylko na początku. a śmieszy jeszcze na wcześniejszym etapie początku. znam taką panią, która rozmawia ze sobą w sposób głośny idąc ulicą. zauważam, że już nikt się nie śmieje przechodząc obok niej. to jest faktyczny obraz tego, że choroba psychiczna wiążę się z cierpieniem, które ludzie rozumieją i co jest dowodem, że nie powinniśmy się tego wstydzić. wstyd jest jakimś wewnętrznym przekonaniem, że robimy coś niewłaściwego i śmiesznego. to tak jakby ludzie nie wiedzieli że wiąże się - powtórzę się - z cierpieniem. czego przykładem jest wspomniana osoba. nie każdy z nas ma odwagę żyć i nie przejmować się szaleństwem. myślicie że ta osoba nie myśli o sobie, że jest wariatką i że nigdy się z niej nie śmiał? myślicie że jest na wiecznej "bombie" i nie ma żadnego wglądu?

 

tacy ludzie pomimo cierpienia jakie spotkało ich są dla mnie wzorem i nauczyli mnie wiele, bo pozwolili zrozumieć, że z szaleństwem da się żyć. ich cierpienie nie było bezsensowne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3. u mnie objawy wystąpiły bardzo wcześnie bo w wieku 16 lat. ale to nie była żadna schizofrenia. były to jej zalążki. miałem nawet stany rozdwojenia jaźni. nie wstydzę się tego. mogę jeszcze napisać, że o 2 w nocy zacząłem krzyczeć na całe osiedle, że rodzicie chcą mnie zbić. nie wstydzę się, więc mogę o tym pisać. są miejsca w sieci gdzie pisałem, że byłem zamykany w pasy "magnetyczne" i wklejałem swoje wypisy ze szpitala. niby czego? ktoś może powiedzieć, że przegrałem i że jestem skreślony. nikt mi nie da poważnej, odpowiedzialnej pracy. żeby iść na studia wymagające zaświadczenia lekarskiego nie dostanę papierku od lekarza medycyny pracy. przez sąd jestem praktycznie uznany jako niezdolny do samodzielnej egzystencji.

 

definicja człowieka, który przegrał życie - czy to moja wina? czy głodujące dziecko w afryce powinno czuć wstydu, że umrze?

 

taki absurd tłumaczący dlaczego nie zamierzam kryć się z tym co przeżyłem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie musi nawet zagrażać, wystarczy że zachowuje się dziwnie - to może powodować strach. Osobiście byłem pogrążony w szaleństwie, a w momencie

gdy zagrażałem sam sobie, najbliżsi podjęli słuszne kroki i umieścili mnie w szpitalu. Gdyby tego nie zrobili, umarłbym na jakimś górskim zadupiu :pirate:

W szpitalu dzięki lekom naprostowano moje pokrzywione myślenie, które w tym momencie nie specjalnie odbiega od ogólnie przyjętych norm.

Niestety plakietka z napisem "zjeb" pozostała, oprócz tego trzeba zmagać się z objawami negatywnymi, apatią, problemami ze spaniem,

poczuciem wstydu (pisałeś o tym w innym temacie), staram się o tym jak najmniej myśleć, bo jakbym miał sie tym wszystkim przejmować, to już dawno temu strzeliłbym samobója. Jak to mawiają, tak się powoli żyje na tej wsi..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam plakietke wariatki...byl czas, ze wszyscy mowili do mnie masz urojenia a ja patrzylam na nich jak na wariatow i podejrzewalam kazdego o wszystko. Przezylam wysmiewanie, olewanie, przestali mnie nawet poznawac i odpowiadac na czesc. Nagle dzieci przestaly przychodzic do mojego syna, nie byl zapraszany na urodziny. Rodzina sie odsunela nawet. Wszystko stracilo sens, czekalam tylko na rozwod i to ze maz odbierze mi dziecko. Minelo troche czasu zanim sie ogarnelam. Teraz jest inaczej...udowodnilam sobie i innym, ze mozna ze mna zyc i nie bac sie. Wyjasnilam pewne rzeczy..opowiedzialam... pokazalam, ze pewne rzeczy mam za soba. Nie wstydze sie juz o tym mowic ale nie rozmawiam z wszystkimi. Nie wstydze sie wychodzic do sklepu..nie boje sie ich spojrzen, nie szukam potwierdzenia, ze jestem w ich mniemamu wariatka.W jakims sensie mam to za soba ale nie do konca bo pamiec zostala i pewnych rzeczy ktore we mnie zaszly nie da sie zmienic i odbudowac pewnych relacji. Czasami sobie mysle jednak, ze wolalabym sobie zyc w nieswiadomosci i pelnym szalenstwie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wstydze sie juz o tym mowic ale nie rozmawiam z wszystkimi.
ja nawet nie próbuje rozmawiać ze wszystkimi. jeżeli mówię o tym to tylko po to, żeby pokazać, że się tym zupełnie nie przejmuje. napisałem to raz i już nie zamierzam do tego wracać.

 

Pozwalają mi się męczyć i niszczyć sobie życie.Jestem im bardzo wdzięczny bo inaczej nie był bym 6x w psychiatryku jak do tej pory, tylko z 16.
trochę to rozumiem. moja rodzina zamykała mnie w przeciągu ostatnich 2 lat 5 x w psychiatryku. tylko te pobyty nic nie dawały. poza może jednym na klinice w Krakowie, ale wtedy byłem w dosyć kiepskim stanie. wizyty w szpitalu tylko pogłębiały chorobę, a duże dawki leków powodowały gorsze samopoczucie.moja rodzina już mnie skreśliła. nikt ze mną nie rozmawiał. tylko dzwonili po karetkę. groziło mi umieszczenie w zolu - gdybym nagle nie "ozdrowiał" dalej błąkał bym się po ośrodkach pobytu długoterminowego.

 

dlatego nie uważam, że w moim przypadku pobyty w szpitalu były dobrym rozwiązaniem pomimo złego stanu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×