Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Mezus

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Rekomendowane odpowiedzi

[...]- nie wiem, jakiego słowa użyć.

Z problemami?

Chory?

Z rozchwianymi emocjami?

Z- wstawcie sobie dowolne.

 

Tak się, przy okazji gorącego, sennego, niedzielnego popołudnia zastanawiam- czy każdy z nas dochodzi do ściany w związku/małżeństwie, za którą rozwiązanie jest tylko jedno?

Rozwiązanie, czyli po prostu ( łatwo napisać ) koniec, rozpad, zero.

 

Łapię się, że do takiej ściany dzielą mnie już tylko milimetry.

Nie tylko dlatego, że po -nastu latach małżeństwa powoli jest to rutyna, przyzwyczajenie, ale coraz częściej wychodzi zmęczenie. Czy to w codziennym pośpiechu, czy to przy zwykłych sprawach dnia codziennego, czy też, co najważniejsze, przy problemach nerwicowych.

Widzę, że gorzej znoszę ataki nerwicy, im podlej się czuję, tym więcej zła, złośliwości, przytyków, aluzji, a coraz mniej zrozumienia, pomocy, wyrozumiałości. I wtedy, tak naprawdę, zaczyna się efekt śnieżnej kuli- im bardziej mnie sponiewiera stres, im bardziej nad życiem tracę kontrolę, tym większa jest agresja i pretensje. A im większe pretensje i narzekania, tym szybciej człowieka zjadają nerwy... Taka kwadratura koła.

 

Ja mam "pecha", czy taki nasz standard?

 

A może po prostu zmęczenie "drugiej" połowy, która ma już dość stękania, wsłuchiwanie się w siebie, egoizmu?

Faktycznie- ile można patrzeć na powykręcaną w grymasie czy to bólu czy doła twarz "pierwszej" połowy? Ile razy można omijać i starać się zrozumieć, gdy człowiek dobity nerwami wali się na łóżko i ma wszystko w d.pie?

 

Muszę coś wymyślić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mezus, zrobcie sobie przerwe od siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Się, z kilku różnych powodów nie da...

Stąd i moje zastanawianie, czy jest to statystycznie istotny standard, czy faktycznie my rodzinnie mamy duży problem.

Niby niewiele to w całej sytuacji zmienia, ale takie tam gdybanie.

 

Coś się musi wydarzyć, choć dla mnie najlepszym wyjściem byłoby opanowanie "głowy" i co za tym idzie sensowne poustawianie relacji domowych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mezus, normalnie sie da, wychodzisz i zamykasz drzwi. Poza tym zona nie jest Twoim terapeuta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niekoniecznie...

Nie w pewnym wieku, aby udawać że coś się od nowa buduje...

Nie, zostawiając za zamkniętymi drzwiami dzieciaki, w wieku gdy oboje rodziców jest niezbędnych...

Nie, zostawiając dom, który będzie jeszcze bez mała 20 lat obciążony kredytem...

Nie, zostawiając żonę, która niekoniecznie przynosi do domu pensję...

Nie, zostawiając w tym miejscu wspomnienia ostatnich prawie 50 lat...

Nie, zostawiając tuż obok Rodziców, którzy coraz to większej pomocy i opieki potrzebują, nawet nie chcąc się do tego przyznać...

I trochę innych różnych powodów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mezus, no to ciagnij ten wozek. Poza tym mozna mieszkac w mieszkaniu, rodzice chyba nie tak zle skoro sami mieszkaja i daja rade, chyba obloznie lezacy nie sa, zonka niech idzie do pracy itd. Wszystko co piszesz to same wymowki. Mam taka znajoma, facet siedzi na tyłku a ta wiecznie go usprawiedliwia ze on pracowac nie moze. Moze, wszystko mozna jak sie chce. A dzieciom to lepiej zyc nawet w rozbitej ale spokojnej rodzinie, a nie w takiej gdzie ojciec i matka codziennie robia awantury. Poza tym odzpoczac od siebie nie swiadczy ze człowiek zaraz ma robic przewrot w swoim zyciu i sie rozwodzic tylko np. moze wyjechac na urlop, posiedziec zastanowic sie co poprawic, itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja mam "pecha", czy taki nasz standard?

 

A może po prostu zmęczenie "drugiej" połowy, która ma już dość stękania, wsłuchiwanie się w siebie, egoizmu?

Faktycznie- ile można patrzeć na powykręcaną w grymasie czy to bólu czy doła twarz "pierwszej" połowy? Ile razy można omijać i starać się zrozumieć, gdy człowiek dobity nerwami wali się na łóżko i ma wszystko w d.pie?

 

Muszę coś wymyślić...

Nie, nie masz pecha - w prawie każdym związku dochodzi się do "jakiejś ściany", tylko nam "normalnym inaczej" zdarza się to zapewne częściej i trudniej przez nią przejść.

 

Myślę, że wielką rolę odgrywa "druga połowa", która musi wykazać się siła i wyrozumiałością, a to bardzo trudne.

Ale bez tego się nie uda. "My" by iść dalej potrzebujemy wsparcia, a często otrzymujemy dodatkowe ciosy od bliskich. Jeśli chcecie coś ratować, to tylko RAZEM. Jeśli żona nie rozumie Twoich problemów lub po prostu ma tego dość, to trudno będzie uratować cokolwiek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...

Myślę, że wielką rolę odgrywa "druga połowa", która musi wykazać się siła i wyrozumiałością, a to bardzo trudne.

...

Nie ma żadnych "drugich połów", są partnerzy w relacji.

Niczym nie muszą się wykazywać. Mogą robić, co uważają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...

Myślę, że wielką rolę odgrywa "druga połowa", która musi wykazać się siła i wyrozumiałością, a to bardzo trudne.

...

Nie ma żadnych "drugich połów", są partnerzy w relacji.

Niczym nie muszą się wykazywać. Mogą robić, co uważają.

moze dla niektorych sa? Uszanuj zdanie innych, a nie w kazdym watku sie rzucasz i siejesz jad.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...

Myślę, że wielką rolę odgrywa "druga połowa", która musi wykazać się siła i wyrozumiałością, a to bardzo trudne.

...

Nie ma żadnych "drugich połów", są partnerzy w relacji.

Niczym nie muszą się wykazywać. Mogą robić, co uważają.

moze dla niektorych sa? Uszanuj zdanie innych, a nie w kazdym watku sie rzucasz i siejesz jad.

To Ty siejesz jad nie szanując mojego zdania.

Jadem jest wtrącenie "w każdym wątku", co jest oczywistym kłamstwem.

Dlaczego kłamiesz?

Bo nie szanujesz zdania "innych".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To Ty siejesz jad nie szanując mojego zdania. jadem jest wtrącenie "w każdym wątku", co jest oczywistym klamstwem.

Dlaczego kłamiesz?

Bo nie szanujesz zdania "innych".

obserwuje twoje poczynania i widze jak sie odnosisz do innych, stad tez moje wnioski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To Ty siejesz jad nie szanując mojego zdania. jadem jest wtrącenie "w każdym wątku", co jest oczywistym klamstwem.

Dlaczego kłamiesz?

Bo nie szanujesz zdania "innych".

obserwuje twoje poczynania i widze jak sie odnosisz do innych, stad tez moje wnioski

Dziękuje zz uwagę i poświęcenie cennego czasu.

W imię jakiej idei? Ratowania świata?

To budzi podziw...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To Ty siejesz jad nie szanując mojego zdania. jadem jest wtrącenie "w każdym wątku", co jest oczywistym klamstwem.

Dlaczego kłamiesz?

Bo nie szanujesz zdania "innych".

obserwuje twoje poczynania i widze jak sie odnosisz do innych, stad tez moje wnioski

Dziękuje zz uwagę i poświęcenie cennego czasu.

W imię jakiej idei? Ratowania świata?

To budzi podziw...

obserwacji glupoty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[...]- nie wiem, jakiego słowa użyć.

Z problemami?

Chory?

Z rozchwianymi emocjami?

Z- wstawcie sobie dowolne.

 

Tak się, przy okazji gorącego, sennego, niedzielnego popołudnia zastanawiam- czy każdy z nas dochodzi do ściany w związku/małżeństwie, za którą rozwiązanie jest tylko jedno?

Rozwiązanie, czyli po prostu ( łatwo napisać ) koniec, rozpad, zero.

 

Łapię się, że do takiej ściany dzielą mnie już tylko milimetry.

Nie tylko dlatego, że po -nastu latach małżeństwa powoli jest to rutyna, przyzwyczajenie, ale coraz częściej wychodzi zmęczenie. Czy to w codziennym pośpiechu, czy to przy zwykłych sprawach dnia codziennego, czy też, co najważniejsze, przy problemach nerwicowych.

Widzę, że gorzej znoszę ataki nerwicy, im podlej się czuję, tym więcej zła, złośliwości, przytyków, aluzji, a coraz mniej zrozumienia, pomocy, wyrozumiałości. I wtedy, tak naprawdę, zaczyna się efekt śnieżnej kuli- im bardziej mnie sponiewiera stres, im bardziej nad życiem tracę kontrolę, tym większa jest agresja i pretensje. A im większe pretensje i narzekania, tym szybciej człowieka zjadają nerwy... Taka kwadratura koła.

 

Ja mam "pecha", czy taki nasz standard?

 

A może po prostu zmęczenie "drugiej" połowy, która ma już dość stękania, wsłuchiwanie się w siebie, egoizmu?

Faktycznie- ile można patrzeć na powykręcaną w grymasie czy to bólu czy doła twarz "pierwszej" połowy? Ile razy można omijać i starać się zrozumieć, gdy człowiek dobity nerwami wali się na łóżko i ma wszystko w d.pie?

 

Muszę coś wymyślić...

 

a co mysli o waszym zwiazku twoja zona? Jakie ona ma odczucia? Rozmawiales z nia o tym? Moze ma podobnie? Warto by to przedyskutowac i zastanowic sie nad jakims rozwiazaniem. Ciezko zyc tak obok siebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marti27

 

"a co mysli o waszym zwiazku twoja zona? Jakie ona ma odczucia? Rozmawiales z nia o tym? Moze ma podobnie? Warto by to przedyskutowac i zastanowic sie nad jakims rozwiazaniem. Ciezko zyc tak obok siebie"

 

I tak, i nie- dużo wie, czy miała możliwość zaobserwowania, ale zapewne są rzeczy, o których nie wie.

Część mojego wpisu, to są z Niej cytaty, co dowodzi, że robi się gorąco i coś trzeba zmienić, nad czymś popracować.

 

I mój wątek, wbrew pozorom, mam mi w tym pomóc- jestem/byłem ciekaw, jak to się "statystycznie" rozkłada i w ilu związkach dochodzi sie do takiej "ściany".

A ciekawość powodowała jedna rzecz- szukanie informacji, czy problem jest osobniczy, wynikający ze mnie czy uniwersalny i dotyczy wielu (?) związków, gdzie jedna osoba ma narąbane w głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mezus, zaraz narabane, a pokaz mi jakies małzenstwo gdzie wszystko jest ok, ludzie zawsze maja jakies problemy, np. na tym forum niby maja kase, wyksztalcenie a babka pisze ze masz ja rzadko seksuje...i wez tu dogodz kazdemu. :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aga

 

"ludzie zawsze maja jakies problemy"

 

Owszem...

Tyle, że Użytkownikom Forum dochodzą jeszcze inne, które dla zdrowych są i obce, i niezrozumiałe.

Co podwójnie obciąża- nasze, to czy inne problemy, to nie jest złamana noga, gdzie gips każdy widzi i dla każdego jest oczywiste i naturalne, że boli, przeszkadza, itp.

 

Stąd jestem ciekaw, w ilu i kiedy tak obciążonych związkach pojawiają się już nie rysy a pęknięcia.

 

Choć ja, po -nastu przegadanych w ciągu kilku dni godzinach, przerycia życia niemal do poczęcia, kilka rzeczy w małżeństwie poukładałem.

Choć oczywiście i sporo rzeczy jeszcze do przegadania i sporo zmian w życiu przed nami.

Zmian, które mają poustawiać na nogach to, co m.in. "dzięki" zrytej głowie, w przeciągu ostatnich kilku lat postawiłem na głowie.

Czy się uda? Tfu tfu- powinno, jeszcze do sufitu nie doszliśmy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mezus, niby tak ale ja nie podchodze w ten sposob ze mamy gorzej bo przynajmniej nie narzekasz ze rzadko seksujesz ;) Ludzie z nerwica/depresja naprawde maja o wiele wieksze problemy niz orgazm w x w tygodniu, nie skupiamy sie na bzdurach. Natomiast ogolnie ludzie chodza sfrustrowani i wsciekli, zestresowani wiec nie wydaje mi sie ze nerwica/depresja jest taka wyjatkowa. Tyle, ze jedni sie lecza a inni nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmian, które mają poustawiać na nogach to, co m.in. "dzięki" zrytej głowie, w przeciągu ostatnich kilku lat postawiłem na głowie.

Czy się uda? Tfu tfu- powinno, jeszcze do sufitu nie doszliśmy.

Uda sie - trzymam kciuki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agusiaww

 

"przynajmniej nie narzekasz ze rzadko seksujesz"

 

I tak, i nie...

Bo przerabialiśmy moment, gdy moje libido osiągnęło dno i metr mułu. Parę rzeczy się na to złożyło- również farmaceutyki, jak się w pewnym momencie dowiedziałem.

I były o tym dyskusję w domu- z jednej strony zrozumienie, z drugiej rozczarowanie i złość, bo z potrzebami poniekąd biologicznymi nie wygrasz. Na szczęście- było, minęło (?).

 

Co więcej, choć ten wątek tego akurat nie dotyczy...

Tak, jak w sumie nie mamy świadomości, jak potężnej grupy osób dotyczy alkoholizm, gdzie rodzinnie udaje się, że problemu nie ma ( znam domy, o których nikt by nawet nie pomyślał, że któreś z rodziców ma taki problem ), tak nie zdajemy sobie sprawy, w ilu domach/związkach/rodzinach problem niedomagań seksualnych istnieje. I to w obie strony- nadaktywności i braku takowego. Choć to bardziej statystyka i doświadczenie życiowe mi podpowiada.

Ale mam, niestety, szansę się nie mylić- jakiś czas temu rozwiedli się, przez seks, moi znajomi. Spora firma, duży dom, dwójka dzieci. Przez przypadek, kobieta nakryła męża, gdy z kolegą uprawiał seks- wcześniej myślała, że jest wstydliwy, że przeszkadza mu estetycznie widok nagiej żony, że zawsze jak spod igły, bo ma taki koncept na siebie... A tu zonk, po -nastu latach małżeństwa. I chyba bardziej właśnie o taką tajemnicę i brak szczerości poszło, niż o sam seks.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...

I mój wątek, wbrew pozorom, mam mi w tym pomóc- jestem/byłem ciekaw, jak to się "statystycznie" rozkłada i w ilu związkach dochodzi sie do takiej "ściany".

A ciekawość powodowała jedna rzecz- szukanie informacji, czy problem jest osobniczy, wynikający ze mnie czy uniwersalny i dotyczy wielu (?) związków, gdzie jedna osoba ma narąbane w głowie.

Wątek ma dać Ci wiedzę o rozkładzie statystycznym? Fajne urojenia.

Tak - to problem uniwersalny. Wszyscy mają narąbane we łbach. Ten winny w relacji, kto ma narąbane więcej. To wiadomo bez zakładania wątków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mezus, do sciany kazdy dochodzi, tyle ze dla jednego sciana jest brak seksu/nadmiar seksu, dla innego objawy chorobowe itd. ile ludzi tyle sytuacji. Jakby było idealnie to nudno ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
[...]- nie wiem, jakiego słowa użyć.

Z problemami?

Chory?

Z rozchwianymi emocjami?

Z- wstawcie sobie dowolne.

 

Tak się, przy okazji gorącego, sennego, niedzielnego popołudnia zastanawiam- czy każdy z nas dochodzi do ściany w związku/małżeństwie, za którą rozwiązanie jest tylko jedno?

Rozwiązanie, czyli po prostu ( łatwo napisać ) koniec, rozpad, zero.

 

Łapię się, że do takiej ściany dzielą mnie już tylko milimetry.

Nie tylko dlatego, że po -nastu latach małżeństwa powoli jest to rutyna, przyzwyczajenie, ale coraz częściej wychodzi zmęczenie. Czy to w codziennym pośpiechu, czy to przy zwykłych sprawach dnia codziennego, czy też, co najważniejsze, przy problemach nerwicowych.

Widzę, że gorzej znoszę ataki nerwicy, im podlej się czuję, tym więcej zła, złośliwości, przytyków, aluzji, a coraz mniej zrozumienia, pomocy, wyrozumiałości. I wtedy, tak naprawdę, zaczyna się efekt śnieżnej kuli- im bardziej mnie sponiewiera stres, im bardziej nad życiem tracę kontrolę, tym większa jest agresja i pretensje. A im większe pretensje i narzekania, tym szybciej człowieka zjadają nerwy... Taka kwadratura koła.

 

Ja mam "pecha", czy taki nasz standard?

 

A może po prostu zmęczenie "drugiej" połowy, która ma już dość stękania, wsłuchiwanie się w siebie, egoizmu?

Faktycznie- ile można patrzeć na powykręcaną w grymasie czy to bólu czy doła twarz "pierwszej" połowy? Ile razy można omijać i starać się zrozumieć, gdy człowiek dobity nerwami wali się na łóżko i ma wszystko w d.pie?

 

Muszę coś wymyślić...

 

Mhm, czy dobrze zrozumiałam, że cierpisz na nerwicę?

Rozumiem, że to choroba, ale zrozum też to, że - podejrzewam - Twojej drugiej połówce może być ciężej z Tobą, niż jej z nią.

Moja matka miała nerwicę. Miała napady złości. Jedno słowo wystarczyło, a zaczynała się niemiłosiernie drzeć. Rozbity należ, już przekleństwa. I nie wyobrażam sobie życia z mężem, który cierpi na taką chorobę. Uciekłabym od razu.

Nie, nie każdy dochodzi do ściany. Mam męża od 20 lat, nie doszliśmy do czegoś takiego nigdy. Czasem była jakaś kłótnia, ale nikt nie miał ataków agresji, nikt nie walił się na łóżko i nie miał wszystkiego ciągle gdzieś, nikt nie tracił kontroli nad swoimi nerwami w taki sposób, że ranił brutalnie i świadomie drugą osobę.

Ale z pewnością byśmy do czegoś takiego doszli, gdyby druga osoba miała wszystko gdzieś, krzyczała, miała ataki złości, nie miała ciągle na nic ochoty, nie potrafiła normalnie rozmawiać.

Nie dziw się, że ma pretensje - zapewne chciałabym mieć męża, który nie wykazuje objawów agresji i nie traci nad sobą kontroli.

Tak się nie da żyć. I jest to ciężkie dla tej osoby, która nie ma nerwicy. To ta osoba jest cholernie poszkodowana.

Może to brutalne, ale taka jest prawda. Pomyśl o tym i nie obwiniaj drugiej połówki za swoją chorobę i za to, że chce czasem mieć NORMALNY związek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ja mam "pecha", czy taki nasz standard?

 

A może po prostu zmęczenie "drugiej" połowy, która ma już dość stękania, wsłuchiwanie się w siebie, egoizmu?

Faktycznie- ile można patrzeć na powykręcaną w grymasie czy to bólu czy doła twarz "pierwszej" połowy? Ile razy można omijać i starać się zrozumieć, gdy człowiek dobity nerwami wali się na łóżko i ma wszystko w d.pie?

 

Muszę coś wymyślić...

Nie, nie masz pecha - w prawie każdym związku dochodzi się do "jakiejś ściany", tylko nam "normalnym inaczej" zdarza się to zapewne częściej i trudniej przez nią przejść.

 

Myślę, że wielką rolę odgrywa "druga połowa", która musi wykazać się siła i wyrozumiałością, a to bardzo trudne.

Ale bez tego się nie uda. "My" by iść dalej potrzebujemy wsparcia, a często otrzymujemy dodatkowe ciosy od bliskich. Jeśli chcecie coś ratować, to tylko RAZEM. Jeśli żona nie rozumie Twoich problemów lub po prostu ma tego dość, to trudno będzie uratować cokolwiek.

 

Stracona - dochodzi do ściany, ALE nie takiej.

Różnie można rozumieć tę ścianę. I podczas gdy dla mnie czy koleżanki ścianą będzie sprzeczka o zupełną pierdołę czy o pracę, o tyle dla związków w pewnym sensie patologicznych, to już będzie zdrada czy alkoholizm - i o ile to pierwsze jest normalne dla wszystkich, o tyle to drugie nie jest normalne.

Tak samo jak darcie się na siebie dzień w dzień, postawa "mam cię gdzieś", leżę w łóżku cały tydzień, nie będę z tobą rozmiawiał przez tydzień, ciągle jestem wściekły i wystarczy jedno słowo żeby wywołać wybuch to nie jest sytuacja, w której osoba nieposiadająca nerwicy czuje się komfortowo i w której jest w stanie normalnie funkcjonować. I nie widzę powodu usprawiedliwiania tego, bo ktoś ma nerwicę. Bo najzwyczajniej w świecie ta osoba może mieć dość - ciągłych wrzasków, ciągle skwaszonej twarzy.

Moja mama miała nerwicę - gdyby mój mąż zachowywał się tak, jak ona, to najzwyczajniej w świecie bym nie wytrzymała i odeszła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Mezus, zaraz narabane, a pokaz mi jakies małzenstwo gdzie wszystko jest ok, ludzie zawsze maja jakies problemy, np. na tym forum niby maja kase, wyksztalcenie a babka pisze ze masz ja rzadko seksuje...i wez tu dogodz kazdemu. :bezradny:

 

Przeczytałam przez przypadek...

Nie pisałam nic o pieniądzach - to raz. Sama wyciągnęłaś taki wniosek. Ja w ogóle o tym nie wspomniałam... Poza tym, pieniądze to chyba nie wszystko. Owszem, jak ktoś ma problemy finansowe, to wydaje mu się, że pieniądze są najważniejsze, ale nie, nie są, są daleko na liście najważniejszych rzeczy w życiu. Bardzo daleko.

Nie narzekam na częstotliwość zbliżeń ;) Zupełnie nie zrozumiałaś mojego wątku albo celowo przeinaczyłaś moje słowa. Chyba że chodzisz wściekła i specjalnie szukasz czegoś, do czego można się przyczepić ;) A ponoć nie masz kijka - ja już wolę kijek niż "wściek". Spokój to bardzo fajne uczucie. Taki typowy spokój, równowaga, może jakieś zmartwienia, ale nie wybuch emocji przy pierwszym lepszym powodzie. Polecam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×