Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Stracona100

Nie jest dobrze - straciłam potrzebę kontaktów z ludźmi

Rekomendowane odpowiedzi

Wiem, w depresji to normalne. Ale ja czuję, że to się pogłębia nawet wtedy, gdy czuję się stosunkowo nieźle (teraz na przykład). Inne objawy chwilowo łagodnieją, a ten się nasila. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, każdy temat mnie nudzi, a już najbardziej cudze problemy. Nie mam chęci umawiać się z przyjaciółmi a nawet gadać przez telefon. Jak ktoś mnie odwiedzi, albo kogoś spotkam przypadkowo, to czuję się dziwnie i chcę aby to się jak najprędzej skończyło. Prowadzenie konwersacji niezwykle mnie męczy, bo muszę się wysilać i udawać zainteresowanie tematem, czuję się tak, jakby ktoś na siłę wyciągał mnie z mojego małego świata. Wydawało mi się, że jak "wrócę" między ludzi, to mi to przejdzie, ale tak nie jest. Nie chce mi się już do niczego zmuszać i staje się kompletnym odludkiem. Najlepiej czuję się gdy jestem sama. Zaczynam się zastanawiać, do czego mnie to doprowadzi? Czy jak stracę wszystkich znajomych, to będzie mi żal? Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że nie, ale co będzie dalej? Czy już powinnam zbudować sobie pustelnię? :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam podobnie... samotnik wśród ludzi chodze na grupę dda ale więzi jakoś nie czuje bo ogólnie mój stan pustki nie pozwala mi na to , możliwe że rola maskotki się przyczynia do tego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja też chyba straciłam, już dawno właściwie, nie czuję już potrzeby kontaktu, nie szukam, się nie staram, czasami się zmuszam, zakładając maskę, odgrywając jakąś tam rolę, nawet te "role" już mało twórcze, bardziej wyuczone (jestem taka, jaką mnie ktoś tam od zawsze widział, taka jaką mnie widzieć chce [to nie kłamstwo - to gra, naturalna dla każdego człowieka właściwie, tyle, że mnie już nie cieszy, nie bawi, nie interesuje]). uciekam od ludzi, od kontaktów, relacji (jakichkolwiek - wszstkich), zawsze uciekałam, tyle że kiedyś marzyłam o tym, przed czym uciekałam, w tej chwili, od kilku lat już (prawie*) nie.

 

*a jednak prawie - ratuje mnie to "prawie" (chyba).

 

Zaczynam się zastanawiać, do czego mnie to doprowadzi?

do tego, w czym/gdzie (teraz) ja.

 

Czy jak stracę wszystkich znajomych, to będzie mi żal?

raczej tak. człowiek jest zwierzęciem stadnym, prędzej czy później, odezwie się potrzeba, nie zawsze to nawet uświadomione, nie zawsze słyszalne, ale zawsze destrukcyjne, jeśli niezaspokojone. poza tym im dłużej trwać będziesz w tym, co teraz - izolacji, odosobnieniu - tym bardziej się to (dla Ciebie) czymś naturalnym stanie. człowiek przyzwyczaja się do funkcjonowania w sposób określony, dość schematyczny (po pewnym czasie to już nie wybór a część Twojego ja).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mam podobnie... samotnik wśród ludzi chodze na grupę dda ale więzi jakoś nie czuje bo ogólnie mój stan pustki nie pozwala mi na to ,

Zdaje się, że moja pustka zamieniła się w coś w rodzaju znieczulicy :? A na żadną grupę nie byłabym w stanie chodzić. Prawie nie wychodzę z domu.

 

...możliwe że rola maskotki się przyczynia do tego...

Jesteś czyjąś maskotką? :shock:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...do tego, w czym/gdzie (teraz) ja.

Zdaje się, że już tam jestem.

"Zakładanie maski" męczy mnie strasznie i już nie widzę w tym żadnego sensu.

 

... im dłużej trwać będziesz w tym, co teraz - izolacji, odosobnieniu - tym bardziej się to (dla Ciebie) czymś naturalnym stanie. człowiek przyzwyczaja się do funkcjonowania w sposób określony, dość schematyczny (po pewnym czasie to już nie wybór a część Twojego ja).

Czyli jest nadzieja, że się przyzwyczaję. Czas budować pustelnię :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A czy musisz za wszelką cenę podtrzymywać kontakty z innymi, a co gorsza, wysłuchiwać ich zwierzeń? Intuicyjnie wydaje mi się to bardzo sztuczne.

Jak kochają, to się odezwą, nie bój żaby.

 

Potencjalnie takie problemy mogą również zniknąć. Być może jest to mechanizm obronny organizmu, który ulega rekonwalescencji.

Jeśli mam się opierać na swoim doświadczeniu, to nieraz miałem wzloty i upadki. Teraz mam ten tzw. ,,upadek" i dobrze się czuję, bo porządkuję swoje myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Reynevan no jasne, że nie muszę, ale nie wszyscy znają powód i mogą poczuć się urażeni. Zwłaszcza, że pamiętają mnie "inną".

Ale i ja myślę, że Ci co kochają, nie zapomną o mnie. Swoją drogą wcale nie jest pewne, że mnie zaboli, jeśli zapomną :mhm:

 

Inna sprawa, że takie odcięcie się od wszystkich uświadamia, jak bardzo niewiele nasze życie znaczy i wnosi do ogółu. Jak szybko odchodzi się w zapomnienie jeśli nie jest się fajnym, przydatnym, towarzyskim, rozrywkowym. Jaki sens znaleźć w takim samotnym bycie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jeśli zależy Ci na nich, to może powiedz im bez ogródek, że na razie potrzebujesz być sama? Twoja wola i myślę, że jeżeli są rozgarnięci (ci mniej często traktują asertywność jak atak, ale takimi chyba nie warto sobie głowy zawracać), to ją zaakceptują. :smile:

 

Inna sprawa, że takie odcięcie się od wszystkich uświadamia, jak bardzo niewiele nasze życie znaczy i wnosi do ogółu. Jak szybko odchodzi się w zapomnienie jeśli nie jest się fajnym, przydatnym, towarzyskim, rozrywkowym. Jaki sens znaleźć w takim samotnym bycie?

Na przykład ja mam inny punkt widzenia. Mnie odcięcie pomaga w zajęciu się wyłącznie swoimi sprawami i w poukładaniu myśli, czyli generalnie w samorozwoju. Nie jestem na tyle ambitną i ekstrawertyczną osobą, by myśleć, jak bardzo marnotrawię swój potencjał w kontaktach społecznych. :smile:

Kiedyś doszedłem do wniosku, że gdybym miał być sam, to tak czy inaczej ułożyłbym sobie życie, bo nie lubię uzależniać swojej samooceny od innych, a przy tym życie per se jest tak fascynujące, że odnalazłbym alternatywę samotnego siedzenia w domu. Musiałem wyjść poza schematyczne myślenie, które pokutuje w Polsce, jakoby człowiek jest stworzony do pewnych ról społecznych i powinien się sobą dzielić z innymi. Żyję przede wszystkim dla siebie, nie dla innych, i ewentualnie jestem w stanie kogoś innego obdarować swoimi ,,atrybutami".

Ale to tylko takie moje gadanie, nie chcę Cię faszyzować. :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zaczynam się zastanawiać, do czego mnie to doprowadzi? Czy jak stracę wszystkich znajomych, to będzie mi żal? Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że nie, ale co będzie dalej? Czy już powinnam zbudować sobie pustelnię? :bezradny:

 

Części z nas w dzieciństwie przekazano, ze nie wolno być egoistą i trzeba żyć z ludźmi w zgodzie. Przynajmniej tak mi mówiła moja zaburzona matka. Stąd gdy potrzebna jest mi energia tylko dla siebie to czuję się z tym dziwnie. Tak jakbym robiła fochy albo sceny. Choć wiem, że w tym momencie widzę siebie przez okulary mojej matki.

To, że teraz izolujesz się nie oznacza, że będzie tak przez cale życie. Te doświadczenia mogą sprawić, że się przepoczwarzysz w lepszą wersję siebie. Życie wewnętrzne wcale nie musi być uboższe niż to na zewnątrz. Gdy powrócisz już ze swojej wewnętrznej wędrówki może się okazać, ze będziesz miała coś ważnego do przekazania.

 

Reynevan no jasne, że nie muszę, ale nie wszyscy znają powód i mogą poczuć się urażeni. Zwłaszcza, że pamiętają mnie "inną".

Ale i ja myślę, że Ci co kochają, nie zapomną o mnie. Swoją drogą wcale nie jest pewne, że mnie zaboli, jeśli zapomną :mhm:

 

Inna sprawa, że takie odcięcie się od wszystkich uświadamia, jak bardzo niewiele nasze życie znaczy i wnosi do ogółu. Jak szybko odchodzi się w zapomnienie jeśli nie jest się fajnym, przydatnym, towarzyskim, rozrywkowym. Jaki sens znaleźć w takim samotnym bycie?

Niby jesteśmy w grupie, a tak naprawdę każdy jest sam. Dlatego pożyteczniej dla nas jest najpierw nauczyć się dobrze żyć samemu ze sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Części z nas w dzieciństwie przekazano, ze nie wolno być egoistą i trzeba żyć z ludźmi w zgodzie. Przynajmniej tak mi mówiła moja zaburzona matka. Stąd gdy potrzebna jest mi energia tylko dla siebie to czuję się z tym dziwnie. Tak jakbym robiła fochy albo sceny. Choć wiem, że w tym momencie widzę siebie przez okulary mojej matki.

Mnie na szczęście udało się z tego wyleczyć, a wszelkie upomnienia o dostosowaniu się do większości kwituję śmiechem. ;)

 

 

Niby jesteśmy w grupie, a tak naprawdę każdy jest sam. Dlatego pożyteczniej dla nas jest najpierw nauczyć się dobrze żyć samemu ze sobą.

A to - myślę - jest sednem mądrości i/lub refleksyjności. Odcięcie się od szumu pomaga wykształcić własny światopogląd, który jest szczególnie istotny, by funkcjonować w harmonii. Z reguły ludzie niechętni myśleniu próbują zagłuszyć swoje stany emocjonalne i umysłowe.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jeśli zależy Ci na nich, to może powiedz im bez ogródek, że na razie potrzebujesz być sama? Twoja wola i myślę, że jeżeli są rozgarnięci (ci mniej często traktują asertywność jak atak, ale takimi chyba nie warto sobie głowy zawracać), to ją zaakceptują. :smile:

Po części już to zrobiłam, ale mam wątpliwości, czy to dobre rozwiązanie. Okaże się za jakiś czas.

 

Na przykład ja mam inny punkt widzenia. Mnie odcięcie pomaga w zajęciu się wyłącznie swoimi sprawami i w poukładaniu myśli, czyli generalnie w samorozwoju. Nie jestem na tyle ambitną i ekstrawertyczną osobą, by myśleć, jak bardzo marnotrawię swój potencjał w kontaktach społecznych. :smile:

Kiedyś doszedłem do wniosku, że gdybym miał być sam, to tak czy inaczej ułożyłbym sobie życie, bo nie lubię uzależniać swojej samooceny od innych, a przy tym życie per se jest tak fascynujące, że odnalazłbym alternatywę samotnego siedzenia w domu. Musiałem wyjść poza schematyczne myślenie, które pokutuje w Polsce, jakoby człowiek jest stworzony do pewnych ról społecznych i powinien się sobą dzielić z innymi.

Bardzo podoba mi się takie podejście do sprawy i żałuję, że kiedyś nie potrafiłam sobie tego uzmysłowić i wprowadzić w czyn. Teraz zbieram tego konsekwencje.

Nie wiem ile masz lat, ale mam wrażenie, że takie myślenie sprzyja ludziom młodym. Nie boisz się, że z wiekiem zmienisz zdanie i poczujesz się samotny?

 

Żyję przede wszystkim dla siebie, nie dla innych, i ewentualnie jestem w stanie kogoś innego obdarować swoimi ,,atrybutami".

A to podoba mi się najbardziej :brawo::great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem ile masz lat, ale mam wrażenie, że takie myślenie sprzyja ludziom młodym. Nie boisz się, że z wiekiem zmienisz zdanie i poczujesz się samotny?

Odpowiem ze swojej perspektywy. Myślę, że jeśli ktoś pozostawi swoją głowę otwartą na nowe doświadczenia, to wiek nie będzie stanowił ograniczeń, żeby wprowadzić zmiany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Nie wiem ile masz lat, ale mam wrażenie, że takie myślenie sprzyja ludziom młodym. Nie boisz się, że z wiekiem zmienisz zdanie i poczujesz się samotny?

Szczerze powiedziawszy nie wiem. Podobno osobowość człowieka przez całe życie ulega zmianie. Przypuszczam, że dopóki nie będę się nudzić we własnym towarzystwie i czasami pozwolę dopuszczać do siebie ludzi z zewnątrz (zwłaszcza mych dwu bliskich przyjaciół), to raczej rzecz nie ulegnie zmianie. Mam przy tym nadzieję, że kiedyś założę własną rodzinę. ;)

Abstrahując, co jakiś czas przeprowadzam analizę sympatii do samego siebie i muszę przyznać, że nawet siebie lubię, mimo że czasami myślę bądź gadam głupoty. Wiem, że nie jestem nieomylny, a w wielu kwestiach wręcz dyletancki, niemniej jednak nie przeszkadza mi to przeć do przodu i cieszyć się sobą. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...Części z nas w dzieciństwie przekazano, ze nie wolno być egoistą i trzeba żyć z ludźmi w zgodzie. ....

"W zgodzie" można interpretować rozmaicie.

Przede wszystkim dobrze jest żyć w zgodzie ze sobą. Nie zatracać własnej osobowości i pragnień dla konformistycznej poprawności społecznej.

A ludzi własnym działaniem bez istotnej potrzeby nie krzywdzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...Części z nas w dzieciństwie przekazano, ze nie wolno być egoistą i trzeba żyć z ludźmi w zgodzie. ....

"W zgodzie" można interpretować rozmaicie.

Przede wszystkim dobrze jest żyć w zgodzie ze sobą. Nie zatracać własnej osobowości i pragnień dla konformistycznej poprawności społecznej.

A ludzi własnym działaniem bez istotnej potrzeby nie krzywdzić.

file.jpg

Gibe this man a cookie and wódka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przede wszystkim dobrze jest żyć w zgodzie ze sobą. Nie zatracać własnej osobowości i pragnień dla konformistycznej poprawności społecznej.

A ludzi własnym działaniem bez istotnej potrzeby nie krzywdzić.

Zgadzam się w całej rozciągłości :brawo: Z tym, że drugie zdanie czasem trudno jest zrealizować :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
... gdy potrzebna jest mi energia tylko dla siebie to czuję się z tym dziwnie. Tak jakbym robiła fochy albo sceny...

No właśnie, też tak miałam, niestety.

 

To, że teraz izolujesz się nie oznacza, że będzie tak przez cale życie. Te doświadczenia mogą sprawić, że się przepoczwarzysz w lepszą wersję siebie. Życie wewnętrzne wcale nie musi być uboższe niż to na zewnątrz. Gdy powrócisz już ze swojej wewnętrznej wędrówki może się okazać, ze będziesz miała coś ważnego do przekazania.

Pewnie tak jest, tylko trochę mało czasu mi już zostało :?

 

Niby jesteśmy w grupie, a tak naprawdę każdy jest sam. Dlatego pożyteczniej dla nas jest najpierw nauczyć się dobrze żyć samemu ze sobą.

Problem jest jak kolejność jest odwrotna :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Części z nas w dzieciństwie przekazano, ze nie wolno być egoistą i trzeba żyć z ludźmi w zgodzie. Przynajmniej tak mi mówiła moja zaburzona matka. Stąd gdy potrzebna jest mi energia tylko dla siebie to czuję się z tym dziwnie. Tak jakbym robiła fochy albo sceny. Choć wiem, że w tym momencie widzę siebie przez okulary mojej matki.

Mnie na szczęście udało się z tego wyleczyć, a wszelkie upomnienia o dostosowaniu się do większości kwituję śmiechem. ;)

Zazdroszczę. Bardzo.

 

 

Niby jesteśmy w grupie, a tak naprawdę każdy jest sam. Dlatego pożyteczniej dla nas jest najpierw nauczyć się dobrze żyć samemu ze sobą.

A to - myślę - jest sednem mądrości i/lub refleksyjności. Odcięcie się od szumu pomaga wykształcić własny światopogląd, który jest szczególnie istotny, by funkcjonować w harmonii. Z reguły ludzie niechętni myśleniu próbują zagłuszyć swoje stany emocjonalne i umysłowe.

Złota myśl :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem ile masz lat, ale mam wrażenie, że takie myślenie sprzyja ludziom młodym. Nie boisz się, że z wiekiem zmienisz zdanie i poczujesz się samotny?

Odpowiem ze swojej perspektywy. Myślę, że jeśli ktoś pozostawi swoją głowę otwartą na nowe doświadczenia, to wiek nie będzie stanowił ograniczeń, żeby wprowadzić zmiany.

"Pozostawić głowę otwartą" chyba nie jest łatwo w pewnym (starszym) wieku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
... Mam przy tym nadzieję, że kiedyś założę własną rodzinę. ;)...

Czyli solo, ale jednak tylko przez jakiś czas :smile: To najlepsze (i nieco zbyt idealne) rozwiązanie :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem ile masz lat, ale mam wrażenie, że takie myślenie sprzyja ludziom młodym. Nie boisz się, że z wiekiem zmienisz zdanie i poczujesz się samotny?

Odpowiem ze swojej perspektywy. Myślę, że jeśli ktoś pozostawi swoją głowę otwartą na nowe doświadczenia, to wiek nie będzie stanowił ograniczeń, żeby wprowadzić zmiany.

"Pozostawić głowę otwartą" chyba nie jest łatwo w pewnym (starszym) wieku.

można myśleć, że człowiek uczy się tylko do 18 r.ż. albo że człowiek uczy się przez całe życie.

znana mi starszyzna też mówi mi, że na starość trudno się zmienić i nic w tym kierunku nie robi, ale w głębi serducha cierpi i głośno oznajmia to cierpienie światu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...znana mi starszyzna też mówi mi, że na starość trudno się zmienić i nic w tym kierunku nie robi, ale w głębi serducha cierpi i głośno oznajmia to cierpienie światu.

Nic nie robi, bo kto w dzisiejszych czasach zwraca uwagę na potrzeby starych? Nikt. I nie ma się co dziwić. Starość nie jest cool i nie ma w tym nic dziwnego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...znana mi starszyzna też mówi mi, że na starość trudno się zmienić i nic w tym kierunku nie robi, ale w głębi serducha cierpi i głośno oznajmia to cierpienie światu.

Nic nie robi, bo kto w dzisiejszych czasach zwraca uwagę na potrzeby starych? Nikt. I nie ma się co dziwić. Starość nie jest cool i nie ma w tym nic dziwnego.

Stary już raczej sam wie czego potrzebuje i może kombinować jak to osiągnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×