Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
MarzyMiSięNormalność

Dziwne odczucie w głowie, wahania nastroju i cała reszta :)

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie,

 

piszę tu dlatego, że szukam chyba jakiegoś pocieszenia, słów otuchy, w stylu: "Spokojnie, to "tylko" nerwica", ale też i dlatego, że potrzebuję się wygadać i to bardzo, a raczej wypisać :)

 

Postaram się tak skrótowo przedstawić moją sytuację, bo mam skłonności do bardzo długich i szczegółowych wywodów ;)

 

Już jakieś 4 miesiące męczy mnie cos, co sama sobie zdiagnozowałam jako nerwicę. Nie byłam u żadnego lekarza do tej pory, nie robiłam żadnych badań. Dlaczego? Bo choć z jednej strony chciałabym wiedzieć, że wszystko ze mną ok, jestem zdrowa, a to wszystko dzieje się w mojej głowie, to jednak paraliżuje mnie obawa, że faktycznie jest mi coś poważnego i wiedza o tym zabiła by mnie już w przedbiegach :) hehe, czy ktoś rozumie ten bezsens?

 

Oczywiście standardowe objawy jak tu opisujecie, czyli ataki paniki, pędzące serce, poty, kłopoty ze snem, ogólne roztrzęsienie, natrętne na maxa myśli i ciągły strach albo że zemdleję albo że zwariuję albo że zejdę na zawał i wlaśnie go mam. Po niedługim czasie dołączyło coś na kształt deralizacji, uczucie snu na jawie, sama sobie byłam obca momentami i parę jeszcze innych odczuć, no i takie coś, dziwne uczucie na głowie, ja to nazywam czapą. Jest to jakby uczucie ciężkie głowy, coś jakby "udawane" zawroty głowy, bo mnie de facto świat przed oczami nie wiruje i nie mam kłopotów z równowagą, to jest raczej coś bardziej, jak bym była wiecznie wstawiona, nietrzeźwa, cholera, nie wiem jak to opisać i to jest najgorsze w nerwicy, bo gdybym wam powiedziała, że boli mnie żołądek, to każdy by od razu wiedział, o co chodzi... no ale może macie mimo wszystko podobne odczucia na głowie...

 

ZAczęłam jakieś poszukiwania na własną rękę, oczywiście nagle zaczęło do moich objawów pasować wszystko (tzn. nie szukałam w jakiś poważnych chorobach, zeby się nie schizować jeszcze bardziej i nie wkręcać sobie), że to braki różnych rzecz w organizmie na przykład, no więc zaczęłam uzupełniać a to magnez, a to witaminy, a to kwas foliowy i tak dalej, zaczęłam baczniej zwracać uwagę na to, co jem i tak dalej. No i nie wiem, czy to faktycznie ta suplementacja, czy po prostu autosugestia, ale ogromna ilość objawów po prostu mi przeszła. Znikły natrętne myśli, ataki paniki stopniowo zaczęły się zmniejszać, aż w końcu znikły, skończyły się problemy ze snem i całą masa innych rzeczy. Została tylko ta wyżej opisana "czapa". Oczywiście wertowałam internet i pocieszałam sie myślą, że to na 100% nerwica, czy DD, a to akurat może szybko minąć, jeśli nie będę się na tym skupiać. No i faktycznie bywały momenty, że jakby tego odczucia nie miałam i czułam się całkiem dobrze. Łapały mnie od czasu do czasu jakieś lekkie ataczki paniki, ale do opanowania w chwilę. Zaczęłam sama wychodzić z domu, bo wcześniej się bałam okropnie. Generalnie odczuwałam z każdym dniem poprawę w jakimś stopniu. Ale jednak niestety to uczucie na głowie nie chciało mi zejść, więc od nowa zaczęło się poszukiwanie, co mi może być, bo przecież czemu tak długo mi to nie schodzi, skoro tak się staram odwracać uwagę i tak dalej, a mimo wszystko wciąż się budzę i wciąż to mam.

 

Jednak od pewnego czasu budziłam się z przeświadczeniem, że jescze trochę się pomęczę i w końcu całkowicie dojdę do siebie.

Niestety do tej pory, dzień w dzień towarzyszy mi to głupie odczucie na głowie. No i oczywiście zamiast się uspokajać, że to nerwica (bo przewertowałam tematy nerwicowe w necie i objawy są przeróżne, także i moje by się znalazły) to ja się boję, że to początki jakiejś choroby psychicznej, guz mózgu albo inna ciężka choroba i że juz raczej jestem na schyłku swojego żywota... I tak się nakręcam sama, wpadam w to błędne koło przez co ciągle w tym tkwię, zamiast jakoś iść do przodu z wiarą, że jak samo to gówno przyszło, to może i samo odejdzie, tzn. nie samo, bo to ja je muszę zwalczyć w swojej głowie, wiecie o co chodzi.

 

Od kilku dni w ogóle też mam jakąś "nową fazę" w tej mojej nerwicy, bo zauważyłam u siebie straszne wahania nastroju. Budzę się codziennie z dołem, potem albo przez kilka godzin jestem rozdrażniona na maxa albo wpadam w jakąś depresję, gdzie ogarnia mnie taki smutek i beznadzieja, że myślę, ze to już koniec, nie dam rady dłużej. Mam ochotę płakać i wyć do księżyca. A potem nagle jakaś poprawa od pewnej godziny dnia i w zasadzie do wieczora już jakoś do wytrzymania. I oczywiście przez większość dnia mam tą "nietrzeźwą czapę" na głowie. No i dodam, że odkąd mi się te "depresyjne" odczucia pojawiły to się boję, ze będę mieć depresję. Ehh... sama to napędzam? Bo jakiś czas temu bałam się, ze będę mieć atak wyrostka i co wtedy się wydarzyło? Bolało mnie tam, gdzie boli wyrostek :D ale o dziwo przetłumaczyłam sobie szybko, że to nerwica podchwyciła mój lęk i dlatego tam odczułam ból. No i oczywiście nic się nie stało, ból zniknął szybciej, niż się pojawił. Wiele rzeczy, ogrom po prostu sobie wmamiam.

 

Miałam się nie rozpisywać... nie wyszło, wybaczcie.

Słowem podsumowania mam do was kilka pytań:

1) Czy ktoś też z was ma lub miał takie uczucie na głowie jak opisałam?

2) Czy to możliwe, że ja sama sobie to uczucie w jakiś sposób wmawiam? W sensie może nie tyle wmawiam, co po prostu z przyzwyczjenia się już go co rano spodziewam, więc ono jest? A gdybym tak potrafiła jakoś o nim nie myśleć, to by znikło? :)

3) Błagam, pocieszcie mnie, że to nie żadna choroba psychiczna, bo tego się boję :D

4) A te wahania nastroju? Może to tylko faza i minie, bo już miałam różne fazy nerwicowe i mijały, typu coś na zasadzie neurastenii, całe dnie odczuwałam mega zmęczenie, czułam się ciągle jak bym była chora. No i to jakby minęło, ale u mnie jest tak, że jedna faza mija na rzecz drugiej. Czyli zapominam o czymś, co mnie męczyło wczoraj, ale dziś już męczy mnie coś innego.

 

Aha, dodam jeszcze być może istotną rzecz. Kiedy na przykład skupiam się na czymś, typu sprzątanie, chociaż nie, mam lepszy przykład - kiedy np. rozmawiam z kimś, obcuję z kimś, czyli skupiam swoją uwagę na czymś innym, to nie mam żadnych nerwicowych dolegliwości, włącznie z tym, że nie mam tej cholernej czapy, czuję się wtedy normalnie, potrafię się śmiać, żartować.

No ale potem wracam do swoich zajęć, które mniej lub bardziej odciągają moją uwagę i nie umiem tak na 100% nie myśleć o dolegliwościach.

 

Dobra, koniec, chyba napisałam wszystko co chciałam.

Dzięki za przeczytanie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MarzyMiSięNormalność,

Jeżeli objawy ustępują,gdy przestajesz koncentrować się na sobie,tzn,że przyczyna tkwi

raczej tylko w twojej głowie i ma charakter nerwicowy.Nie bój się nie jesteś chora psychicznie,

jesteś normalna :D

Szukaj jak najwięcej zajęcia,odwracaj uwagę od siebie,dotleniaj mózg,dużo spaceruj na świeżym

powietrzu,dbaj o siebie a będzie dobrze;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poczytaj moje posty ;) Z głową walczę od września, moje objawy:

 

- wrażenie obręczy, kasku na głowie przez 4 mce non stop

- uciski w głowie, głowa jak w imadle

- zawroty głowy non stop

- widzenie jakby przez mózg, nie przez oczy

- odrealnienie, wszystko widziane jak we śnie- jak mnie łapało, musiałam uciekać do samochodu gdzie to ustępowało

- ciągnięcie, przesuwanie w głowie

- nagłe impulsy, prądy, kopnięcia w głowie

- ciągły lęk i natrętne myśli o głowie

- szumy uszne

 

Jestem w trakcie psychoterapii, obręcz z glowy zniknęła mi po 4 mcach.

Nadal zdarza się ucisk na nos i czoło.

 

Ćwiczenie na kask na głowie:

 

- połoz się na podłodze, podłóz pod szyję jaśka, ręce, nogi wzdłuż tułowia i leż tak nieruchomo 10 minut. Zobaczysz, że czapa z głowy zacznie schodzić- to ścisnięte miesnie i czaszka z nerwicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wam bardzo za odpowiedzi. Odwracanie uwagi faktycznie pomaga, ale jak pewnie dobrze wiecie, nie jest to proste :)

Niestety negatywne myśli łatwiej sobie włożyć do głowy, niż te pozytywne.

Alexandra, dzięki za poradę. Na pewno poczytam Twoje posty, jak znajdę czas. Dzięki również za to ćwiczenie, chętnie wypróbuję!

 

Pozdrawiam Was.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

znormalniejesz TYLKO wtedy kiedy społeczeństwo się zmieni.nie w zakładzie psychiatrycznym choćby tam cie szprycowali mieszaniną nitrującą.a społeczeństwo nie chce sie zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×