Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
kompp

Budzace sie "Ja"

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, może i mój ojciec nie zrujnował tak rodziny, jak to było w przypadku, pewnie wielu z was. Jednak chciałbym się podzielić swoją historią, i swoimi problemami teraz już dobre parę lat później. Chyba chodzi mi głównie o to, żeby komuś powiedzieć po prostu to wszystko. Bo jeszcze nikt nie zna całej mojej historii życia.

 

A więc tak obecnie mam 19 lat. Gdy się urodziłem, moja mama nie była jeszcze pełnoletnia, ojciec kilka lat starszy od niej. Wiem z historii, że kochali się nawzajem, pomimo znaczącego sprzeciwu ze strony rodziców mamy. Urodziłem się ja, mama opowiadała mi, że z początku tata, był bardzo dobry dla niej i opiekuńczy. Jednak później zaczął się problem, zaczął nadużywać alkoholu. Nie wiem ile lat miałem, jak zaczął naprawdę pić nałogowo, i bić moją mamę. Pamiętam tylko sceny jak w wieku 3, 4 czy 5 lat, musieliśmy uciekać przed nim, lub chować się gdzieś po szafach. Pamiętam również chyba tylko jedną scenę jak przy mnie pobił moją mamę, i pamiętam jak wyobrażałem sobie wtedy grę na skrzypach, żeby tylko nie myśleć o tym. Nie wiem, czemu w sumie o tym piszę, ale wydaje mi się, że to było dla mnie jakoś ważne, bo wtedy jakby coś we mnie pękło, nie mogłem tego znieść, tego co się dzieje. Chyba kojarzę kilkakrotnie, jak uderzył ją przy mnie. Nie wiem czy po prostu nie pamiętam innych sytuacji, czy jakoś to się ode mnie usunęło, bo z tego co wiem, bił on ją o wiele częściej. Pamiętam, też akcje kiedy byłem wysyłany, do taty, w celu uspokojenia go. Wtedy tata bardzo obrażał mamę, i mówił, że ona już mnie nie kocha. Mamę podczas gdy był pijany często wyzywał, że się "kurwi". Oraz jak przychodziłem do niego gdy był pijany mówił mi, że jak umrze, to żebym zaniósł kwiatka nad jego grób. Dodam, że tata nigdy mnie nie uderzył, nawet gdy był pijany. Zazwyczaj nawet nie darł się na mnie. Pamiętam raz tylko, kiedy to myślałem, że jest trzeźwy, i powiedziałem do niego, że szkoda, że nie pojechaliśmy do babci. Okazało się, że jest pijany i wydarł się na mnie, żebym sobie najlepiej taksówkę zamówił. Wtedy przez naprawdę spory czas ciągle coś mi mówił i krzyczał. Jednak oczywiście to, że nigdy mnie nie uderzył, nie znaczy, że nie bałem się jego. Gdy chowaliśmy się z mamą, również bardzo się bałem. Na drugi dzień po popijawie, chyba często przepraszał. Nie wiem czy zawsze, nie pamiętam tego do końca, ale tak kojarzę. Pamiętam, właśnie raz, gdy na drugi dzień był bardzo dobry dla mnie. Bawił się ze mną, słuchał mnie i tak dalej. Byłem wtedy nawet zły na mamę, że nie może mu od razu wybaczyć. Jednak oczywiście, to że przepraszał i obiecywał, że więcej nie będzie pił, nie znaczyło, że gdy przyszedł wieczór nie szedł z powrotem chlać i znowu wracał pijany do domu.

 

 

Lecz gdy miałem chyba 6 lat, mój tata poważnie zachorował, mógł nawet nie przeżyć. Wtedy lekarz powiedział, że musi koniecznie zaprzestać picia alkoholu, bo może nie przeżyć nawet roku. I od tamtego czasu tata rzucił picie kompletnie, jest naprawdę dobrym ojcem. I nie wiem czemu, ale teraz jak o tym pisałem, w niektórych momentach mam wrażenie, że postępuje nie w porządku wobec niego. Że przecież to już było, teraz jest inny i może powinienem odpuścić. Jednak potrzebuje w końcu się tym podzielić z kimkolwiek, moim życiem i moimi przeżyciami, bo tak naprawdę nikt o nich nie wie. A więc wracając, odkąd skończyłem 6 lat, tata stał się naprawdę bardzo dobrym ojcem, prawie nie krzyczy na mnie. Chociaż może to dlatego, że nie daję mu powodu. Nie wiem czemu, ale jakby podporządkowuję mu się, w wielu sprawach. Ogólnie nie rozmawiam z rodzicami na temat mojego życia, szkoły, odkąd pamiętam. Nigdy nie dzieliłem się z nimi swoimi przeżyciami. Teraz gdy o tym piszę przypomniała mi się sytuacja z zerówki, kiedy to ktoś mnie uderzył klockiem do zabawy. Pamiętam, że rodzice chyba się dowiedzieli o tym od kogoś, jednak ja nie chciałem powiedzieć im tego, i się rozpłakałem. Mama ma czasem, żal do mnie, że jej nic nie mówię, jednak nie wiem czemu, ale nie potrafię jej nic powiedzieć. Chyba to też wynika z głupiej sytuacji, która wynikneła, gdy byłem może czterolatkiem. Z tatą poszedłem, do sklepu. jednak ten po drodze wstąpił do baru, na kilka piw. Mama gdy wróciliśmy, zabrała mnie na stronę, i zapytała się czy tata poszedł na piwo, ja odpowiedziałem, że tak, ale to było nie przy tacie. Pamiętam, że przed tą sytuacją, mówiłem mamie wszystko, co tata robił, bo wiedziałem, że mama ma racje i tak dalej. Mama oczywiście powiedziała, że nie powie tacie, że go wydałem. Jednak po chyba niedługim czasie, już nie pamiętam, powiedziała mu, że ja jej powiedziałem. Tata zawołał mnie chyba z pokoju, i niby mówiąc to z uśmiechem, że czemu powiedziałem, to jednak poczułem się jakoś dziwnie, coś jakby oszukany. Pamiętam, że od tamtego czasu, zauważyłem, że jest także możliwość nic nie mówienia mamie, i tak też z tego co kojarzę kilka razy zrobiłem, w sprawie taty popijaw. Ogólnie z nikim nie dzielę się swoimi przeżyciami i sekretami. Wszystko co się dzieje złego w moim życiu ukrywam. Nikt nie zna moich problemów, oraz tych z którymi się wzmagałem.

 

 

Idąc dalej podstawówka i gimnazjum zleciały na pewno lepiej niż to co wspominam wcześniej.Były pierwsze popijawy w gimnazjum i tak dalej. Jednak bardzo często po popijawach miałem strasznego kaca moralnego. Czułem się po prostu kompletnie źle, nie wiedziałem co zrobić, czułem się paskudnie, jakbym zrujnował sobie resztę swojego życia przez właśnie tą popijawę. Tak samo było w szkole średniej, również podczas jakich imprez, często piłem bardzo dużo, upijałem się, a później strasznie ale to strasznie żałowałem, że nie sięgałem do alkoholu nawet przez pół roku.

 

 

Nie pamiętam kiedy nabawiłem się derealizacji, chyba była to gimnazjum/szkoła średnia. A może zawsze ją miałem, tylko po prostu myślałem, że to normalne. Nie wiem ale czasem, wydaje mi się, że całe dotychczasowe moje życie było snem, a ja teraz powoli, ale to powoli jakby się budzę. Ogólnie nie potrafiłem zapanować często nad swoim strachem, jakby lękiem. Na zewnątrz co prawda jestem normalną osobę, i wspaniale, daję po sobie ukryć, to że czasem jest mi strasznie ciężko. Ale jeszcze w drugiej klasie szkoły średniej pamiętam, jak na przykład powiedziałem coś głupiego, i w domu już wiedziałem, że będę tego tak strasznie żałował, że nie będę mógł przez to spać, aż będę się trząsł, z tego powodu, a w nocy przebudzał się z można powiedzieć tikiem nerwowym. Chociaż powtarzałem sobie, że to nic takiego przez resztę dnia, to i tak w nocy było tak jak mówię. Często po takiej nocy derealizacja osiągała już maksimum, nie wiedziałem, czy w ogóle jestem na tym świecie, robiłem wtedy test rzeczywistości, wstrzymując oddech pod wodą, żeby tylko sprawdzić czy żyję. Wiedziałem, że mogę wstrzymać oddech tak długo, aż się uduszę, jednak nie wiem co, ale coś mnie powstrzymywało. Nie zależało mi wtedy na życiu moich bliskich, nawet śmierć matki czy ojca, chyba nie wywołała by u mnie większych emocji. Czułem kompletną, ale to kompletną pustkę. Jednak były też dni w których czułem się trochę lepiej.

 

 

Teraz zacznę od tego jak zaczął się mój związek z pewną dziewczyną. Ogólnie rzecz biorąc, mam powodzenie u kobiet. Jestem dość przystojny, a mój znakomity kamuflaż przed problemami, i rzekoma pewność siebie działa na dziewczyny. Jednak nie wiem czemu często gustowałem, w trochę brzydszych. I zakochałem się kilka razy w gimnazjum, jednak nie byłem z żadną z nich nie dlatego, że nie mogłem, tylko dla tego że wstydziłem się tego co powiedzą koledzy, i moi rodzice. Ogólnie nie chce na przykład, by przychodzili do mnie znajomi, jak są rodzice bo jakby nie wiem, uważam, że źle ich ocenią i tak dalej. I właśnie przez to straciłem naprawdę szansę na udany związek. Gdy prawie byłem z moją piękną przyjaciółką to odpuściłem, przez to, że bałem się co powiedzą inni. To było tak głupie..

 

 

Ale teraz zbliżę się do tego gdzie jestem teraz. A więc ponad pół roku temu miałem studniówkę. Oczywiście musiałem znaleźć sobie partnerkę na ten dzień, co wbrew pozorom naprawdę nie było łatwe, i oczywiście tak się stresowałem, że depersonalizacja sięgała maksimum. Jednak ok udało się wybrałem się z koleżanką która obecnie ma 17 lat. I tak wyszło, że później również zaczęliśmy się spotykać. Wszystko może i było by ok, gdyby nie coś co mi strasznie przeszkadza. Otóż na początku powiedziała mi, że jest dziewicą, jednak później podczas rozmowy, gdy się zbliżyliśmy okazało się, że już uprawiała seks. Ja byłem prawiczkiem, i naprawdę bardzo mnie to bolało. Aż nie potrafiłem uprawiać z nią seksu, ani się zbliżyć. Oczywiście przez kilka miesięcy derealizacja level maximum. Niby to trochę przechodzi i tak dalej, ale trudno mi z tym żyć. Już uprawiałem z nią seks, ona chciała od razu, jednak ja musiałem wstrzymać to na kilka miesięcy, bo się blokowałem. Nie wiem co mam zrobić. Myślałem, już nawet ją zdradzić, żeby tylko w końcu się tego uczucia pozbyć. Potrafię już żyć z derealizacją, uprawiam jogę i dbam o siebie. Od kilku miesięcy nawet medytuję. Uważam, że jestem już innym człowiekiem, niż na przykład rok temu, bo o wiele łatwiej mi radzić z emocjami. Jednak jakby to była moja jedyna przeszkoda na drodze do szczęścia. Nie wiem co mam zrobić. Wiem, że jest mi ona oddana, jednak jak sobie pomyślę, że oddała się komuś innemu to jest mi bardzo źle. Zerwać z nią nie mogę, bo gdy próbowałem, powiedziała mi, że ona tego nie przeżyje. Boję się, że zrobi sobie coś. To takie dziwne jest to wszystko, czy uważacie, że jest ze mną coś nie tak? Czy to wynika z przeszłości? Jak widzicie nie poddaje się łatwo, wiem, że w życiu różnie bywa. Ale przez to czasem czuję się jeszcze gorzej, niż w przypadku, gdy nie czułem w ogóle świata zewnętrznego, ani swojego ciała.

 

 

Może przy nudziłem, na pewno wiele osób zmaga się z większymi problemami. Na pewno wiele osób z was patrzy na to jak na drobnostkę. Ale weźcie pod uwagę to, że ta drobnostka jest dla mnie całym życiem. Nikt nie wie o tym wszystkim o czym teraz napisałem. Piszę o tym, ponieważ jakby dorosłem do tego by mówić to co mnie dotyczy. Jeszcze dwa lata temu byłem, jak robot. Robiłem to co trzeba, nawet podczas spotkań z kolegami, jak piliśmy to piliśmy. Jak rodzice poprosili mnie o coś to od razu to robiłem, nie widziałem, żadnego sprzeciwu. Nie podejmowałem sam żadnych decyzji, zawsze pytałem kogoś, i prosiłem o podjęcie decyzji za mnie. Teraz pojawia się u mnie własne ja, i to ja chce w końcu zaistnieć. A więc dziele się tym wszystkim z wami. I jeśli możecie dajcie mi rady do problemu z jakim się teraz zmagam. Napisałem to w tym dziale, bo może to wszystko wynika z dzieciństwa. Dodam, że mój ojciec również wychował się w rodzinie gdzie jego ojciec nadużywał alkoholu. Z tym, że dziadek, nie przestał już pić. Z góry dzięki za samo przeczytanie tego tekstu i pozdrawiam.

 

 

 

Dodane:

 

Dodam, że często jej wypominam, to że uprawiała już seks z kimś innym, bo czasem nie potrafię inaczej. Mówiła mi kilka razy, że żałuje tego, ale naprawdę jest mi i tak ciężko...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Co Cię blokuje przed uprawianiem seksu z dziewczyną? To, że nie jest dziewicą jest jedynym powodem? Czy może kryje się za tym lęk przed bliskością?

 

Nie pamiętam kiedy nabawiłem się derealizacji, chyba była to gimnazjum/szkoła średnia. A może zawsze ją miałem, tylko po prostu myślałem, że to normalne. Nie wiem ale czasem, wydaje mi się, że całe dotychczasowe moje życie było snem, a ja teraz powoli, ale to powoli jakby się budzę.

Mam tak samo. Całe moje wcześniejsze życie to sen, a ja dopiero obudziłem się około 2 lata temu. Nie wiem czy to derealizacja ani nawet jak to nazwać, dla mnie to wyższy stopień świadomości.

 

Nie zależało mi wtedy na życiu moich bliskich, nawet śmierć matki czy ojca, chyba nie wywołała by u mnie większych emocji. Czułem kompletną, ale to kompletną pustkę. Jednak były też dni w których czułem się trochę lepiej.

Mi też zbytnio nie zależy. Jedyne faktyczne spoiwo nas łączące to finanse czyli ciągłe utrzymywanie mnie - dorosłego syna, granie przez nich ciągle roli dobrego rodzica aby nadać swemu bezcelowemu życiu sens. Z powodu swojej dupowatości i braku pracy jestem na nich na razie skazany.

 

Jeszcze dwa lata temu byłem, jak robot. Robiłem to co trzeba, nawet podczas spotkań z kolegami, jak piliśmy to piliśmy. Jak rodzice poprosili mnie o coś to od razu to robiłem, nie widziałem, żadnego sprzeciwu. Nie podejmowałem sam żadnych decyzji, zawsze pytałem kogoś, i prosiłem o podjęcie decyzji za mnie. Teraz pojawia się u mnie własne ja, i to ja chce w końcu zaistnieć.

Tu też się podpiszę. Wiąże się to bezpośrednio z pierwszym cytowanym fragmentem. Kiedyś to rzeczywiście byłem jak robot.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz nie jestem pewien czemu do końca się blokowałem. Strach przed bliskością też mógł być powodem, ale chyba nie aż takim, jak ten smutek, że nie będę dla niej tym jedynym, jak ona mogła by być dla mnie. Jednak może nie wyraziłem tego jasno, ale przełamałem się w tym przypadku. I jestem w stanie już się z nią kochać. Nie boję się jej bliskości. Jednak dalej jest mi źle z powodu o którym pisałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No ale czego oczekujesz? Jak sam piszesz, jest Ci źle z powodu tego, że nie jesteś pierwszym seksualnym partnerem swojej dziewczyny. Widzę tylko 3 opcje do wyboru, 1 - rozstanie, 2- akceptacja, 3 - nic nie robienie czyli dalsze zadręczanie się tym 'problemem'.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety mam nadzieje, że przy 3 nie zostanę... A jeszcze pytanie do Ciebie, czy jest coś co sprawiło szczególnie, że się wybudziłeś? I teraz czujesz życie, już tak kompletnie? W sensie, że jesteś w 100% pewny, że jest to rzeczywistość?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bardziej czuj co ty chcesz a nie licz na to ,ze ktos ci pwoie chdź tu i chodź tam, tylko sam sobie wszytko zorganizuj.robisz jak robot bo słuchasz inych ludzi i liczysz ,ze oni za Ciebie cos zrobia zorganizuja, dobrze ,za przestajesz liczyc na to ,że ktos ci zorganizuje zycie tyylko sam zaczynasz to robic, ludzie za pracownika kulturalno - oswiatowego tez nie cha dla nikogo robic ,ale chca przyjaźni i miłoscia nie organizowania komus zycia.Nie wolno soe poddawac woli innych ludzi to ty masz wiedziec czy chesz isc do teatru czy kina i na co0 i wypracowywac sobie kompromis a nie poddawac sie woli innych i gdzie cie kopna tam idziesz a ppóxniej sie dziwisz ,ze czujesz pustke, picie ojca chyba nie ma nic do tego by zawyrokowała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za te słowa co napisałaś, bo to naprawdę do mnie trafiło.

Jednak dopisze coś do tego, czemu tak się waham, po pierwsze dziewczyna ta, naprawdę wygląda na wymarzoną partnerkę w przyszłości, uważam, że nigdy w przyszłości by mnie nie zdradziła, i widać, że raczej jest za mną. Jednak po prostu coś jest we mnie, przez co bardzo ciężko jest mi znieść jej przeszłość. Ogólnie to może być też dlatego, że wychowałem się, i w sumie dalej mieszkam z rodzicami którzy są bardzo zazdrośni o siebie, ale jest to aż chora zazdrość. I dlatego tak myślę, że nie chciałbym, żeby przez to, że w mojej głowie zrobiło się coś takiego mam z nią zerwać. Jednak w sumie, był moment w którym, już podjąłem taką decyzję. Ponieważ poznałem kogoś innego przez przypadek, która mogła by być tą naprawdę idealną. I wtedy trochę zacząłem się zastanawiać, że przecież na pewno jest wiele innych kobiet. Jednak kiedy już prawie podjąłem decyzję o zerwaniu, i podczas rozmowy, prawie to zrobiłem, ona zareagowała tak, że przestraszyłem się czy nie popełni samobójstwa. Dlatego też to odłożyłem, i teraz gryzę się z własnymi myślami. Bo już sam nie wiem czy powinienem to zrobić. Jednak dzięki za przypomnienie, chodź to może się wydawać dziwne, ale często zapominamy o tym, żeby kierować się własnymi uczuciami. Tak też będę chciał zrobić. Chociaż obecnie mam mętlik w głowie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mówiąc o uczuciach miałam bardziej na mysli,ze ty sam masz kierować własnym zyciem czytajac to co piszesz mi sie wydaje, ze łatwo ulegasz wpływom innych i to sie tyczy nie tylko zwiazków, ale kazdego aspektu, nie licz na to ,ze ktos ci powie zróbmy to bo wtedy nie bedzie fajnie, to ty masz powiedzic zróbmy to czasem trzeba sobie wypracowac kompromis ostatnio bylismy tu i tu ty chciałes ,azale teraz ja che isc , pojechać tutaj i ktos tez musi ci ustapic, ale ty musisz wiedziec gdzie chesz isc, wiedziec jaki film w danym momencie chesz zobaczyc i to ty musisz to wiedziec bo jak zawsze liczysz tylko na kogos to mozesz w zyciu ogladac filmy, które cie srednio pasjonuja albo wcale i mozesz jeździc tylko w miejsca w które wcale nie masz ochoty w danym momencie pojechac.Najlepiej sie dogadywac raz ty cos planujesz innym razem ktos inny , ja bym sie czuła poszkodwan gdybym robiła tylko to co ktos chce ,ale z drugiej strony czuła bym sie wykorzystywana mentalnie i emocjonalnie gdyby ktos liczył tylko na to ze ja zawsze wszystko zorganizuje bo pracownikiem - kulturalno oswiatowym to mozna byc na wczasach jak ci za to płaca a nie dla chlopaka czy przyjaciela bo to inne układy, szczególnie nie dla chlopaka.Facet ma byc partnerem a nie kims kto liczy na to ze mu sie zorganizuje,zycie to kompromis,ale taki sprytny by nie czuc sie wykorzystywanym i jednoczesnie usatysfakcjonowanym ,że robie to co che a nie to co tylko chcą inni, bo wtedy nie ma szczescia i jest pustka, nie czujesz zadowolenia, bo jak mozesz czuc zadowolenie z czegos na co ie miałes do końca ochoty. Powiedzmy lubisz Szopena , ale ktos wyciaga cie na mozarta idziesz na tego Mozarta i nie jestes za bardzo zadowolony ,ale poszedłes bo ktos powiedziął chodź, natepnym razem ty powiedz chodz i juz bedziesz bardziej czuł ten koncert bo to ty chciałes a nie ktos inny to chciał, inymrazem ty ustepujesz, ale jak ciagle tylko sie poddajesz i czekasz az ktos ci cos zorganizuje to przyjemnosc prawie żadna.Pozatym u mezczyzn lubi sie bardziej jak sa pewni siebie i wiedza ze maja konkretnie na cos ochotę, to ta tzw. meska decyzja anie ze załatw mi to zorganizuj.Mnie frustruja faceci, którzy licża na to ,ze ja im zycie zapełnie towarzyskie, jak sie jest partnerami to sie dogaduje i razem układa i planuje raz moje , raz twoje na wierzchu, dogadać sie trzeba bo kłocic sie o pierdoły bez sensu, ale facet tez musi wiedziec co che i na swoim postawic a nie tylko płakac zeby jemu zorganizowac bo to taka dupa troche a nie facet wtedy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Akurat miło, że się tak rozpisałaś, ale nie do końca trafiłaś. Ogólnie bardzo się różnie jako osoba w domu, a jako osoba z znajomymi. W domu dotychczas się poddawałem kompletnie, chociaż teraz zaczynam mówić swoje zdanie. Co do znajomych, to jednak uważam, że chodź nawet czasem nie chce to ja mam większy wpływ na nich. Nie raz zdarzało się tak, że gdy w grupie zastanawiali się co wybrać, ja powiedziałem tylko, że idziemy tam wszyscy się godzili od razu. Nie mam też problemu z mówieniem tego, czego chce w grupie znajomych, oraz tego co mi się podoba i tak dalej. Oczywiście nie każę im robić tego co ja chce, czasem robię to co inni wolą, bo jednak na tym polega przyjaźń poniekąd, no ale na pewno nie przystosowuje się kompletnie. W moim związku, jest podobnie. Mówię na zewnątrz, wśród przyjaciół bardzo różnię się od osoby, jaką jestem gdy zostaje sam na sam, z swoimi myślami. Uważam, że gdyby powiedziano, któremukolwiek mojemu znajomemu, o tym, że mam jakieś problemy, nie uwierzyli by. Jestem znany jako szczęśliwy, z beztroskim życiem, któremu wszystko wychodzi. Jednak niestety, wcześniej przybijała mnie derealizacja, każdy kto przez to przechodził, wie jak bardzo może to wykończyć człowieka, teraz gdy już dałem radę się z tym pogodzić, pojawił się kolejny problem który również jest dla mnie ciężki do "rozwiązania".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kompp, Jezeli jestes zbyt poddany w domu to trafiłąm , sytuacje opisałam trafnie tylko rozciagnełam ja na wieksza grupe osób i jednak problem ,masz bo udajesz przed znajomymi, nie znaja ciebie prawdziwego.wi8adomo nie wszystko pokazuje sie na zewnątrz z róznych powodów, w sumie znam kogos kto jest do Ciebie bardzo podobny, ale o tym chyba za bardzo pisac publicznie nie chce, bo to prywatna bardziej sprawa.

a tak apropo naszej rozmowy to dzieki n ;) iej przypomniało mnie sie ,ze musze sprawdzic pociagi na piątek, bo gdzies jade i ze pewnie kolega by to zrobił ,ale wole sama dla pewnosci

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kompp, Taka zazdrość o przeszłość wynika z braku poczucia własnej wartości. Na zdradzie takiego poczucia nie zbudujesz, na urodzie/ podobaniu się też nie. Jak sam zauważyłeś podoba Ci się wiele dziewczyn i wystarczyło że zobaczyłeś jakąś "idealną" to już chciałeś się rozstać z obecną. Najbardziej zazdrosne są osoby, które nie mają za grosz wiary w siebie, poczucia własnej siły. Z drugiej strony taki szantaż emocjonalny jaki uprawia twoja obecna dziewczyna świadczy dokładnie o tym samym - tj. kompletnym braku poczucia własnej wartości, słabości i bezradności. Z mojego punktu widzenia to łączą was podobne lęki, słabości i kompleksy i sex. Na tym etapie to każda decyzja, którą podejmiesz sam będzie właściwa :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jakim cudem radziłeś sobie sam ze swoimi problemami i nie mówiłeś o nich nikomu, jeśli prosiłeś innych o podjęcie za Ciebie decyzji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo od pewnego czasu zacząłem się budzić. Kiedy byłem w stanie nazwać swoją chorobę, to że zachowywałem się kompletnie jak robot, wtedy małymi krokami wychodziłem z tego. Dawniej byłem jakby pionkiem. Jednak często nie było to w stylu: Masz zrobić to, i tyle. Mało razy w życiu miałem tak bezpośrednie polecenie. Jednak każda moja decyzja, wcześniej jaką podejmowałem, brałem pod wgląd tylko zdanie innych nie swoje. Na zasadzie "Co pomyślą inni". Jednak gdy, moje odrealnienie sięgało tego stopnia, że robiłem sobie testy rzeczywistości, wtedy coś się odzywało we mnie, że to nie jest tak jak powinno być. To nie jest w porządku. Wtedy zacząłem szukać pomocy w internecie. Czytałem artykuły i tak dalej. Wiem, że nie powinno się tego teoretycznie robić, ale ja musiałem najpierw poznać to wszystko. Zacząłem zauważać skąd się to wzięło, czyli po prostu dlatego, że bardzo się stresowałem nawet prostymi sytuacjami. Zacząłem czytać artykuły, o życiu i o wszystkim co nas otacza, które opisywały to w inny sposób. To dało mi do zrozumienia, że nie powinienem patrzeć tylko na innych jak to robiłem wcześniej. Ale spojrzeć w swoje uczucia. To było bardzo trudne, bo jak wie każda osoba która ma derealizacje, to ciężko powiedzieć, że ma się jakieś uczucia. I w zasadzie nastaje pytanie: kierować się czym? Jednak pamiętam jeden przypadek dzięki któremu, przez pewien czas dostałem naprawdę zastrzyk motywacji. Podczas gdy czytałem to wszystko, na temat uczuć i tym podobne, wracając do rutyny, nagle dostałem wielkiej ochoty aby zjeść coś słodkiego. Wiem, że to dość dziwne, ale wtedy zrozumiałem, że to Ja mam ochotę na to. I to tak po prostu miałem ochotę coś zjeść dobrego. Wcześniej z tego co pamiętam w ogóle mi się to nie zdarzało, żeby mieć na coś ochotę, tylko po prostu robiłem wszystko bo robiłem. Teraz jestem na pewno dużo dalej od miejsca gdzie byłem wcześniej. Wiem, że idę dobrym torem. Coraz łatwiej mówić mi o tym, że mam uczucia.

 

Co do odpowiedzi lenka30, to bardzo dziękuje za nią, bo rzeczywiście czytając to, mam wrażenie, że naprawdę dotyczy to mnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kompp, to chocby jakby z tym batonikiem mysle ,ze nad tymi uczuciami mozn apopracowac troche

,zeby chciec bardziej wszstkiego i czuc bo poddawac sie temu nie jest dobrze i dobrze ,ze sie przebudzasz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
A jeszcze pytanie do Ciebie, czy jest coś co sprawiło szczególnie, że się wybudziłeś? I teraz czujesz życie, już tak kompletnie? W sensie, że jesteś w 100% pewny, że jest to rzeczywistość?

Nie pamiętam dokładnie kiedy się 'wybudziłem', bardzo ciężko mi powiedzieć. Mogę to podzielić na 2 etapy. Pierwszy etap dotyczył ogólnie uświadomienia sobie swojego dziwnego położenia, odstającego od ogółu sposobu życia i tego w jaki automatyczny sposób reagują ludzie. Drugi etap otworzył mi oczy na piękno świata i nic nie robienia obok którego wcześniej przechodziłem obojętnie, po prostu nie istniało dla mnie, nudziło mnie. Oba etapy zaszły po substancjach psychoaktywnych chociaż nie przeceniałbym ich (szczególnie jeżeli chodzi o 1 etap). WIELKI wpływ miała również czytana przeze mnie literatura. Powiem w ten sposób, po psychodelikach nigdy nie wróciłem do stanu poprzedniego ponieważ otworzyły mi się oczy na piękno świata, nie da się już ich zamknąć, jest troszkę inaczej niż kiedyś ale jest LEPIEJ. Uczucie takiego porządnego odklejenia od świata miałem przez parę tygodni (może nawet miesięcy) po ostatnim użyciu substancji, wtedy faktycznie czułem się trochę jak we śnie, osoby wydawały się jak z komiksu itd. ale teraz jest spoko. Nie jak tak jak kiedyś ale jest bardzo dobrze. Jestem pewien, że to jest rzeczywistość, czasami nachodzą mnie irracjonalne myśli, które olewam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patrz jak dziwne jest to, że kiedy również zrozumiałem, to że jestem inny, pomyślałem, że mogą mi pomóc substancje psychoaktywne. Jednak zawszę się ich obawiałem i nie wiem, czy się na nie zdecyduje, po prostu boję się, że mogę zjebać sobie głowę, już na tyle mocno, że moja psychika zawsze będzie skrzywiona. Jednak co do tej literatury, to dobry pomysł, sięgnę po jakąś książkę, uznaną za dobrą, i przeczytam ;) Ogólnie dodam, że jest mi trochę lepiej, ostatnio podczas lekkiej medytacji, byłem w stanie, gdzie moje myśli, ucichły. To było bardzo przyjemne uczucie, gdy nie widziało się problemów żadnych. Co do tych środków psychoaktywnych, to mówię, muszę się bardzo poważnie zastanowić, bo to nie może być jak dla mnie pochopna decyzja.

 

-- 20 gru 2014, 23:11 --

 

Cześć wam ponownie! Jest już kilka miesięcy po tym jak pisałem do was, jednak te kilka miesięcy temu nie zdawałem sobie sprawy, z tego, że wszystko się ułoży ; ). Chce się teraz podzielić tym jak skończył się jeden wątek w moim życiu i zaczął się drugi znacznie szczęśliwszy.

A więc jak pisałem, miałem cholerny problem z akceptacją tego, że moja dziewczyna nie była dziewicą, a ja byłem prawiczkiem i tak dalej. Teraz mimo że to tylko rok później, widzę, że to nie chodziło o to. Problemem było to że nie chciałem z nią być. Jak pisałem wcześniej, byłem uzależniony myślowo od rodziców, nie mogłem przy nich wypaść źle itp. I to oni nakręcili ten związek. Zaraz po imprezie kiedy to wiedzieli że z nią poszedłem, dopytywali się o nią i pytali czemu do niej nie jadę. I dlatego do niej jeździłem tylko z ich powodu. Nie dlatego że sam czułem ochotę spotkać się z nią. I tak doszukiwałem się u niej braków i błędów. Bo po prostu nie chciałem z nią być. Przez to dostałem silniejszą derealizację, i ogólnie depresję. Byłem strasznie podłamany jak wrak człowieka. Pewnie dużo osób mnie rozumie jak to pisze, bo sami wiecie jak to człowiek wszystko wyolbrzymia, jak jest w depresji. Ja czułem się jakby nie było dla mnie ratunku w ogóle, bo jednak tak jakbym musiał z nią być, i będę z nią i nie ma szans aby cofnąć czas przecież, i zawsze będzie ten inny i tak dalej. Nakręcałem sam siebie. Jednak przez ten okres czasu około roku, bardzo ale to bardzo dużo czytałem, artykułów, książek psychologicznych, pocieszających itp. Pewnego dnia gdy tak się złożyło że trafiłem do empiku wziąłem książkę "sekret", i zacząłem ją czytać, tylko kawałek, ale nie wczułem się w nią wtedy za bardzo, jednak przeczytałem w niej że istnieje także jej ekranizacja. Gdy wróciłem do domu wpisałem to na yt i wyskoczyło. Dodam, że cały czas byłem podłamany przez 9 miesięcy, byłem cały czas spięty, i nawet przez moment nie widziałem jakiejkolwiek szansy na to, że może być dobrze. I po tym filmie nagle coś we mnie puściło. Poczułem wręcz jakby skóra na mojej głowie, nagle się poluźniła, zobaczyłem że jest szansa na szczęście. Mówiono w tym filmie, że trzeba sobie wyobrażać, to co się chce, a to do nas przyjdzie. Więc kładąc się spać wyobraziłem sobie, że jestem szczęśliwy, i wyobraziłem sobie, że jestem w takim idealnym związku. Zgadnijcie co się stało na drugi dzień? Zadzwoniła do mnie dziewczyna z kłótnią, pojechałem do niej, bo wtedy jeszcze byłem dość słaby psychicznie, i chciałem wszystko wyjaśnić itp. Bo bałem się reakcji rodziców na rozstanie. Jednak dwa dni później już nie było praktycznie odwrotu i zerwaliśmy ze sobą. Poczułem tak piękną ulgę, jeszcze lepszą niż po tym filmie, jakbym znowu miał po co żyć, jakbym mógł dalej żyć swoim życiem.

 

To było już 3 miesiące temu, a do dziś to wszystko do mnie dochodzi w pozytywnym znaczeniu. Chodzę na imprezy, randkuję, podejmuje własne decyzję, ale co najważniejsze jestem szczęśliwy. A kiedy jestem chociaż przez chwile smutny, to wiem, że to można zmienić, co samo w sobie mnie pociesza. Po prostu wiem, że wszystko się ułoży! Co prawda dolega mi jakaś nadmierna senność ostatnio, ale w sumie przez długi czas żyłem w stresie i może to przez to i, teraz mnie to "puszcza". Powiem jedno, wszystko będzie dobrze!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×