Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Zupapomidorowa

Objadam się.

Rekomendowane odpowiedzi

No dobra, chyba mam jednak problem z nadmiernym objadaniem się spowodowanym napięciem nerwowym. Wcześniej tak tego nie postrzegałam a jeśli nawet, to myślałam że jak pochodzę na terapię to ten problem zniknie. Za dużo o tym z moją terapeutką nie rozmawiałyśmy, kończyło się na moim marudzeniu, że gruba jestem, że za dużo jem, do tego hashimoto i niedoczynność tarczycy. Ona na to, że ciągle o tym mówię, nawet na grupie a według niej gruba nie jestem. Niestety ważę już 80 kg przy 172 to każdy głupi wie i widzi że mam nadwagę. Ostatnio mniej palę to i więcej żre. Zauważyłam, że głodna nie jestem a i tak wpycham w siebie smakołyki. Jeden problem samoczynne zniknął - objadałam się w nocy przy mocnym stresie. No i rok terapii minął a ja nadal gruba...

 

-- 25 cze 2014, 13:08 --

 

Kto się obżera i jak z tego wyjść?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A masz dobrze zbilansowaną dietę, jesz regularnie, zwracasz uwagę na indeks glikemiczny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam rozpisana dietęod dietetyka. ZZaczynałamja kilka razy ale na ddłuższąnmetę nie wytrzymywalam. Poza tym mam ostatnio nawrót depresji chyba. Jem i nie wstaje z łóżka. PPóźniej nie chce wychodzićdo ludzi bvo się wstydzę albo nie mam siły. Chodziłam tez na silownie. Zwykle wytrzymuje tydzieńdwa i karnet marnuje. Mam sslogany zapał. Nie wierzę że uda mi ssię schudnąć bo pierw trzymam rygor do czasu aż zobaczępizze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się obżeram jak za dużo czasu spędzę z matką. Akurat w moim przypadku to ona jest tym napięciem nerwowym, jak jestem u siebie to napięcie mam mniejsze i zaczyna być lepiej, w porywach nawet bardzo dobrze. Niestety napięcie nerwowe jakie wytwarza moja matka przechodzi też linią telefoniczną więc muszę uważać. Nie myślałam, że kiedyś to napiszę, ale zaczynam rozumieć wszystkie znane mi osoby, które całkowicie zerwały kontakt z domem. Teraz uważam, ze mają rację, bywa że innej drogi nie ma. Tylko u mnie jedzenie nigdy nie było czynnością normalną, zwykłą potrzebą, relacja żarcie- człowiek zawsze była zaburzona. A takie chore nawyki urabia się bardzo wcześnie więc trudniej je unormować niż rzucić palenie czy inny nałóg, który przecież przyszedł ze swoim wątpliwym ukojeniem później. Nie wiem jak z tego wyjść, ale ja już nie będę się starała pogodzić rzeczy które nie są do pogodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podejrzewam ze z tym żarcie to sąkompulsje. Tak odczuwam kiedy zre i rozpaczą z tego powodu jednocześnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luktar, A u ciebie długo to trwa? Tzn. od dawna masz takie napady?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak byłam w liceum jadłam w nocy. Nie wiem czy podpatrzyłam to u ojca (on praktycznie nie jada w dzień - tylko pety i kawa, mama podobnie. A w nocy wtranżala wszystko - kiełbase, kanapki, słodycze.) Jak byli młodzi byli bardzo szczupli. Mama teraz waży podobnie jak ja a ojciec ma wielki brzuch i miażdżycę. W liceum już w sumie miałam okresy depresyjne, jakieś myśli samobójcze z powodu tego co działo się w domu - przemoc, alkoholizm ojca. Nigdy też nie byłam szczupła, może jak byłam malutka. Zawsze byłam nieco krąglejsza.

 

Ten nowy napad głodu mam od około 2 miesięcy. Wróciłam do gotowania. Czasami mam tak, że ugotuję coś pysznego na obiad a już szukam ciekawych przepisów w necie z kolacjami. Miałam też okresy gdzie prawie nic nie jadłam - tak miałam zwykle jak poznawałam nowego chłopaka - emocje itp. To chyba zależy jakie relacje miałam z partnerami. Jak były to związki niejasne, nie wiedziałam na czym stoję to się odchudzałam, głodziłam, nie miałam apetytu. Teraz jestem w stabilnym związku, wiem na czym stoję więc zaczęłam nam dogadzać jedzeniem i wsuwać tyle co chłopak. Poza tym nie mam pracy, czuję się jak pasożyt. Nie mam stabilnej sytuacji życiowej i chyba tak zajadam lęk i frustrację z tym związane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Bardzo ciężko się z tego wychodzi, ale można. U mnie chyba zadziałał czas w głównej mierze, po kilku latach się samo zaczęło 'rozchodzić po kościach', ale chyba tylko dlatego, że przestałam stosować diety. Póki trwała huśtawka 'głodówka-odstępstwo od głodówki' kompulsywne obżeranie zawsze wracało, bo to ten mechanizm psychiczny, że człowiek nie może, to sobie potem chce za wszelką cenę odrobić. No ale pewnie wiesz, o czym mówię, to się nie będę rozwodzić. Więc lepiej włączyć tzw. zdrowe odżywianie i więcej ruchu, a w przypadku tego właśnie zaburzenia o jakim mowa całkowicie zrezygnować z urządzania sobie restrykcyjnych diet, bo nigdy się z tego kompulsywnego obżerania nie wyjdzie. A z takich metod przynoszących skutek, to jak pojawia się przemożna chęć załadowania czegoś do paszczy, najlepiej wyjść z domu na 15 minutowy szybki spacer bez portfela. Koniecznie bez portfela.

Teraz np. zjadłam dość duży posiłek ok 2 h temu, znam swoje możliwości i wiem, że w normalnych warunkach byłabym jeszcze syta dobre kolejne dwie godziny, ale że jest straszna nerwówka, to mnie korci znowu się najeść, pojawiło się znikąd uczucie 'głodu.' Więc siedzę i się łączę w bólu, high five.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jolantka, o to to! Dokładnie mnie rozumiesz. Też nie widzę sensu w restrykcyjnych dietach bo na bank u mnie efekt jojo by nastąpił. Ciągle próbuję wrócić do 5 zdrowych posiłków dziennie, nastawiam sobie na to przypominacz nawet. Ale po jakimś czasie wszystko wraca do starych nawyków. Szkoda bo wtedy się fajnie czuję. Nie wiem, mój organizm chyba lubi się źle czuć - przygnieciony, przemęczony żarciem. Wtedy skupiam myśli na problemie organizmu a nie rzeczywistości wokół która bywa jeszcze bardziej przygnębiająca. Co za dno, żal po prostu...

 

-- 25 cze 2014, 17:06 --

 

aha zawsze jak zaczynam zdrową dietę to czuję jakbym sobie coś odbierała co jest oczywiście popaprane bo tylko zyskuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też nie wierzę w diety, może są dobre dla osób które mają zdrowy stosunek do jedzenia, ale myślę, że ktoś kto ma zdrowy stosunek do jedzenia jest zwyczajnie szczupły :-) i diety nie potrzebuje.

 

A nie widzicie zależności - czuję się dobrze/ kocham/ jestem szczęśliwa itp.- nie myślę o jedzeniu? Ja widzę.

 

Ja dziś wracam do siebie więc jestem dobrej myśli. Może na wszelki wypadek napiszę sobie w domu na lodówce "jestem tylko lodówką, nie znajdziesz we mnie miłości twoich rodziców naiwna kochana idiotko, pamiętaj ser żółty jest tylko serem żółtym".

 

Albo nie wiem karteczki przypominajki z napisem "już jadłaś" ;-) "nie rób tego swoim udom", " przecież kochasz swój płaski brzuch";-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A jak terapeutka interpretuje to odciąganie uwagi od psychiki 'katowaniem' organizmu? Też tak?

 

U mnie zadziałała w jakimś stopniu bardzo niezdrowa zasada dwóch posiłków dziennie... Wiem, że powinno się jeść częściej, a mniej, żeby metabolizm lepiej śmigał i nie robiły się jakieś nie daj Boże wrzody, czy coś, ale 5 posiłków dziennie oznaczałoby myślenie o jedzeniu 5 razy dziennie, a wiadomo, że przy kompulsywnym żarciu chodzi o to, że niestety poświęca się jedzeniu uwagę NON STOP i nie przestaje się o nim myśleć, więc w ramach mechanizmu wyparcia kwestii skłoniłam się ku redukcji i czasu i jedzenia :D Ale nie wiem, czy polecać, bo na tym się pewnie nie schudnie, jako że ten 2 posiłek będący obiado-kolacją jest pjerdolny jak sam s..., bo człowiek pościł od śniadania. Ale jem go ok 18, więc się zdąży w sumie spalić plus minus

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Ja dziś wracam do siebie więc jestem dobrej myśli. Może na wszelki wypadek napiszę sobie w domu na lodówce "jestem tylko lodówką, nie znajdziesz we mnie miłości twoich rodziców naiwna kochana idiotko, pamiętaj ser żółty jest tylko serem żółtym" :great:

 

Kurcze najlepsze byłoby zacząć uprawiać jakiś sport regularnie ale przyznam szczerze że nie mam na to siły. Jakby organizm odmawiał mi posłuszeństwa. To pewnie przez te nawroty depresyjne. Mam 27 lat a czuję się już strasznie wypalona. Nie widzę sensu ale jeszcze jakaś część mnie chciałaby innego trybu życia. I mam czasami przebłyski. Wtedy chce mi się wstać z łóżka, zjeść zdrowe rzeczy w ciągu dnia a wieczorem nawet pobiegam. Ale to już coraz rzadziej niestety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, sport to na pewno rozsądny trop... Ja akurat długo nie byłam dobrą sportsmenką, jakoś tak w żadnej dyscyplinie nie mogłam się odnaleźć (łagodnie powiedziane). Lubię tylko taką formę ruchu która mnie bawi np. taniec. Pobiegać bym mogła, ale tylko jakby ktoś mnie gonił, albo ja kogoś :-) Tak biegać aby przebiec mnie jakoś nie rajcuje. Żeby robić coś regularnie muszę to naprawdę bardzo lubić i musi mnie to cieszyć. A co do wieku i wypalenia, to trzeba wierzyć że to przejściowe i jedno i drugie ;-) W sumie to i dieta i sport to dyscyplina, u mnie właśnie dyscyplina jest tym ciałem obcym, z którym mam problemy. I zawsze lepiej łapać się choćby małych przebłysków niż wpadać w doły :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja bym tu nie szukał przyczyn głębokich, lubicie się opychać bo sprawia wam to przyjemność, albo z tej przyjemności zrezygnujecie i schudniecie albo nie :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jetodik, sama nie wiem. Może to rzeczywiście miłość do słonego i tłustego. Teraz powinnam zjeść kolację. Jestem głodna. W domu są warzywa ale mój mózg już zaczyna szaleć jak myśli o żółtym serze który zakupiła rodzicielka. To jest jak uzależnienie normalnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
jetodik, sama nie wiem. Może to rzeczywiście miłość do słonego i tłustego. Teraz powinnam zjeść kolację. Jestem głodna. W domu są warzywa ale mój mózg już zaczyna szaleć jak myśli o żółtym serze który zakupiła rodzicielka. To jest jak uzależnienie normalnie...

 

Raz wciągałem tylko tłuste a ser musiał być roztopiony i tak codziennie tylko mi tycie nie grozi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobra, wybrałam pomidora. Trzeba w końcu włączyć myślenie przed sięgnięciem po żarło inaczej będzie płacz i zgrzytanie zębami. Nic się samo nie zrobi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luktar, Ale przecież taka miłość się z czegoś bierze? Przyznam że ja zupełnie inaczej spojrzałam na problem z jedzeniem jak miałam okazję poobserwować swoją małą siostrzenicę.

 

Np. sytuacja gdy matka zapycha jej buzię żarciem krzycząc, "już jedz bylebyś tylko mordy nie darła" wcale nie dlatego że jest głodna, tylko dlatego że mamusię boli głowa. Patrzyłam jak mała rozpaczliwie opycha cię ciastkami tylko po to żeby matka okazała jej odrobinę uczucia. Wiele sytuacji mechanizm prosty, będę jadła to mama będzie szczęśliwa.

 

Albo inne "niejadki", które tylko jak nie jadły to rodzice okazywali im troskę i czułość. Kurcze jest full takich sytuacji wystarczy oczy otworzyć.

 

A potem się narzeka, że dzieci są otyłe, że to że pstro. Że otyli, że chorzy, że jedzą bo lubią. Najłatwiej zatkać dziecku usta jedzeniem. Mam takiego sąsiada, który kurcze w wieku 10 lat musi 3 przystanki zrobić żeby wejść na swoje piętro. To okropne.

 

Luktar, będzie dobrze ja w ciebie wierzę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lenka30, coś w tym jest. Mi matka i ojciec nie okazywali miłości. Przynajmniej ja tego nie odczuwałam. Moje emocje i uczucia nie były ważne a zamiast zrozumienia i czasu dostawałam kasę którą wydawałam na czipsy bo matka zapracowana nie często siedziała w kuchni. Chyba odnajdywałam te przebłyski miłości w tym kiedy robiła nam posiłki.

 

Lenka30, Twoja siostrzenica ma okropną matkę. Szkoda mi tego dziecka. Starasz się rozmawiać z jej matką o tym że źle robi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luktar, Dla mnie to czarne na białym widać, może dlatego że to sytuacja z mojej rodziny. U mnie w domu też miłości nie było, za to słodycze zawsze. Nie było czegoś takiego jak wspólne posiłki, chyba że w niedziele obiad. Jakieś stałe pory jedzenia? Nigdy. Moja matka nie gotowała. A ojca nie było.

 

Mi też szkoda małej, ale nic nie mogę zrobić, bo jej mama, podobnie jak reszta rodziny mnie nienawidzą i wszystko co nie powiem to jest dla nich chore. Patrzą przez pryzmat swojej nienawiści, zazdrości, zawiści, urazów. Każda rodzina ma swoją czarną owcę w mojej to ewidentnie ja. Ile ja wychowałam dzieci, żeby się wtrącać? Heh?;-) To rodzina w której kobiety wszystko wiedzą, a ja jestem z niej tak jakby wykluczona:-) Tylko z osobami spoza rodziny mogę rozmawiać o dzieciach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie tez nienajlepiej. Mam 83kg :oops: udał mi się zrzucić 1,5 mało ale zawsze coś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lenka30, też jesteś czarną owcą - piąteczka.

Fajnie, że udało Ci się ujarzmić problemy z wagą. Ja nigdy nie byłam taka ciężka jak w tej chwili. Właśnie wróciłam ze spotkania z kumplem. nie chciałam na nie pójść bo się siebie teraz bardzo wstydzę. Ale powiedziałam sobie, że nie mogę się sama tak zadręczać i spotkanie było bardzo udane. Kumpel pewnie pomyślał, że nie wyglądam tak dobrze jak kiedyś, mimo to spotkanie było udane. Rany, jak od jutra nie zacznę się ruszać, ćwiczyć, cokolwiek to się zamęczę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luktar, Moją wagę ujarzmia od lat bulimia czy kiedyś może bardziej anoreksja bulimiczna więc tu nic fajnego nie ma. Jest objadanie jest problem, taki sam dla wszystkich. Akurat ja wracam do tego jak tylko mam kontakt z domem, jak sobie przeanalizowałam swoje życie to tak mi wychodzi. W moim wypadku waga nie jest żadnym wyznacznikiem zdrowia. Cieszę się, że miałaś udane spotkanie:-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
u mnie tez nienajlepiej. Mam 83kg :oops: udał mi się zrzucić 1,5 mało ale zawsze coś.

 

nie jest tak źle, ja to ponad 90 ważę :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×