Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Na pierwsze słowa wstępu zaznaczę że w moim rozumowaniu (nie wiem czy dobrym) psychopata jest człowiekiem, który się z tym urodził, a socjopata, który zaburzenie nabył np. pod wpływem traumatycznych wydarzeń.

 

Wcześniej napisałam to wszystko do znajomej poznanej w internecie na gg. Miałam ochotę komuś o tym powiedzieć, a nie miałam komu :I Jednak znajoma ta jest idiotką, więc postanowiłam napisać tutaj.

 

 

 

Ogólnie wychowałam się bez ojca, który zostawił mnie i mamę, gdy miała 2 lata. Z mamą zamieszkałyśmy u mojej prababci. Mieszkałyśmy we trójkę + 'wymieniane' szczury (zdychały po tych 3 latach) i pod koniec kot. Od małego byłam bardzo wesołym, radosnym dzieckiem z wieczną głupawką. Mama do domu wracała późno, koło 19 więc w ciągu tygodnia mało spędzałyśmy ze sobą czasu. Dzięki temu bardzo się usamodzielniłam. Jednak często wychodziłyśmy gdzieś razem - do parku, na jakieś 'imprezy' etc. Mama była bardzo dobrą osobą. Nie biła mnie, jednak czasami bardzo się jej bałam. Bo mama nienawidziła oszustw, a wg gdy ja zbierałam same jedynki w szkole, nie mówiłam jej o tym, co mama odbierała to jako kłamstwo. I pamiętam jak wściekła do mnie szła, a ja próbowałam uciekać po mieszkaniu. (Tę jedna sytuację pamiętam, ale chyba były takie ze dwie, może trzy). Uderzyła mnie z liścia w twarz, po czym miałam klapsy. Normalka, ale jakoś strasznie się tego bałam.

Jak wspomniałam, bardzo źle uczyłam się w podstawówce przed jej śmiercią. Nie miałam chyba nigdy zagrożenia, jednak zawsze na świadectwie było parenaście jedynek. Ogólnie cały czas notorycznie kłamałam, kradłam z portfela mamy i z szafki, gdzie prababcia trzymała emeryturę, 100, czasem 200 zł. Pieniądze wydawałam hurtem na słodycze. Oprócz tego kradłam drobne produkty w sklepach (nie jak byłam sama, ale z mamą, a ona niczego nie zauważała) oraz biżuterię z H&M z jedną, zdemoralizowaną jak na reszte rówieśników, koleżanką.

Kłamałam od błahym rzeczy (jak inny cel, na który wydałam 5 zł na 'kanapkę') do symulowania przez dwa tygodnie bólu brzucha, co skończyło się jeżdżeniem mamy jak głupiej po szpitalach. Już chcieli mi wyrostek wycinać xD Pamiętam jak kombinowałam sobie co jest korzystniejsze: 'trud symulowania, czy szkoła'.

Co do seksualności (o której nie lubię mówić) już koło 12 lat zaczęłam się masturbować, interesowac seksem. Wtedy, a także teraz (4 lata później!) podnieca mnie BDSM. Lubię wyobrażać sobie scenki z gwałtem.

W podstawówce byłam chyba wyśmiewana. Miałam przyjaciółki... ba, trzymałam się chyba z najpopularniejszymi dziewczynami w klasie, jednak parę chłopców z klasy ze mnie się śmiali. Nie pamiętam tego dokładnie, więc raczej nie bolało mnie to bardzo. Może bolało mnie zycie w cieniu przyjaciółki?

Ach i już wtedy miałam zawyżone poczucie własnej wartości.

A i pamiętam, ze często lubiłam zabawy typu; krępowanie, przywiązywanie misia do krzesła, wieszanie misia jak na szubienicy...

I często miałam koszmary(!) jak dzieje się krzywda moim zwierzakom: raz był sen, w którym na framudze otwartych drzwi był sobie szczurek, a ja łapię za klamkę i z całej siły przyciskam tego szczurka, zamykając drzwi i zgniatając go tak, ze wylatuja mu wnętrzności. Drugim koszmarem był widok pół zjedzonego kota żałośnie miauczącego (brak oka, pół ciała, ucha etc).

Jak byłam mała mama puszczała mi bajki typu Ruchomy Zamek Hauru, Miasteczko Halloween (?), Gnijąca Panna Młoda + oglądałam i czytałam Naruto i Shaman King i jakieś głupie kreskówki w telewizji.

[pisze to wszystko, gdyż może coś się przyda xD]

 

Gdy miałam 10 czy 11 lat umarła prababcia. Nie czułam żadnego smutku, niczego. Weszłam z koleżanką, gdzie babcia przed dwóch sekund umarła, popatrzyłam na nią i wyszłam z ta koleżanką znowu na dwór, po chwili się śmiejąc jak wcześniej.

W wieku 12 lat zginęła mama. Zmieniłam pod koniec 5 klasy podstawówkę i przeprowadziłam się do dziadków, gdzie również mieszka 2 wujków (jeden w moim wieku, drugi na studiach) i mieszkała ciocia (studia).Tuż po dowiedzeniu się płakałam (więc uczucia miałam raczej) i na pogrzebie miałam, jednak całą tą śmierć podobno dobrze przeżyłam. Babcia zdecydowała się aż wysłać mnie do psychoterapeuty, bo bała się że wszystko to duszę w środku. Na pogrzebie popłakałam się tak histerycznie, trochę jakby to nie był mój płacz.

Po śmierci myślałam: 'cóż, szkoda że mama nie żyje, ale za to będę miała jej komputer[laptopa]!' xD. Oprócz tego dostałam coś w formie ubezpieczenia. Mama wpłacała juz od jakiegoś czasu pieniądze w przypadku jej śmierci, dzięki czemu teraz zabezpieczona jestem 200 tysiącami złotych :3

 

Po tym wszystkim, gdy zaczełam chodzić do nowej szkoły (do której bardzo łątwo się zaklimatyzowałam) zrobiłam się bardzo grzeczna. Byłam miła, dobrze się uczyłam, nie kradłam (oprócz jednego czy dwóch przypadków), nie kłamałam... Nawet komunie przyjęłam xD A i wtedy miała okres strasznej złości. Potrafiłam wydrzeć się na całą ulicę, wrzeszczeć przekleństwa, rzucać przedmiotami... Ale to pewnie przez dorastanie, hormony etc. Cały czas jestem egoistycznym narcyzem.

Ogólnie juz od tamtego czasu zaczełam mieć coś w rodzaju zaburzen osobowości. Ciągle miałam fazy na różne pasje, zainteresowania na różne 'bycie'. Raz chciałam być super zła, raz super dobra, raz prawdorządna i odważna a raz słodką manipulantką. Do drugiej klasy gimnazjum się to ciągnęło.

[wiki: 'nieumiejętność odraczania satysfakcji (dążenie do natychmiastowego zaspokajania popędów i potrzeb)' co mam do dzisiaj]

 

Do 1 gimnazjum poszłam do szkoły prywatnej (stypendium), gdzie miałam w klasie 9 osób. Tam również byłam taka bardzo wesoła. A i ogólnie uważam się (inni też) za atrakcyjna i ładną, jednak, chociaż zawsze bardzo chciałam mieć chłopaka, nigdy nie mogłam go zdobyć. Nie potrafiłam i nie potrafię zrozumieć ludzi i ich intencji. Nie potrafię na siebie spojrzeć, ocenić siebie, mieć jakiś wgląd, co mnie strasznie denerwuje.

W drugiej klasie zaczęłam się interesować manipulacją. Od jakiegoś czasu podobały mi się złe postacie z którymi się utożsamiałam.

 

Pod koniec klasy drugiej wymyśliłam sobie, że zmienię szkołę. Mówiłam wszystkim, już sama nie pamiętam co, ale tak naprawde chodziło o własne ego. Chciałam być popularna i podziwiana, a w klasie z 4 dziewczynami (ze mną) nie wychodziło to, co chciałam. W czerwcu zaczełam sie jarać krwią i takimi rzeczami. Cieszyłam się, gdy co s mi się stało. W wakacje odkryłam forum PBF, od którego trochę się uzależniłam, przez co bardzo ograniczyłam kontakty ze światem zewnętrznym. Siedziałam tylko przy komputerze. Zrobiłam się aspołeczna.

W sierpniu pojechałam na obóz. Zaczęłam też wteyd się samookaleczać. Tylko po to, by zoabczyć krew. Czułam się pewna siebie i bardzo starałam się taką grać, jednak koleżanki z tego obozu (nie złośliwie, lubiłysmy się) powiedziały, że mało się usmiecham, ze powinnam częściej i ze jestem trochę nieśmiała. (Prawdopodobnie to przyczyniło się do spowodowania załamania mojego, które potem nastąpiło i o którym zaraz powiem). Na tym obozie tez miałam pierwszy pomysł by zrobić komuś krzywdę. Była dyskoteka więc sobie już kombinowałam, ze idealna okazja bo tłum i nikt nie zobaczy. Chciałam rzucić kamieniem, whatever. Nic innego nie miałam. Już szukałam jakiegoś ostrego kamienia, ale w końcu odpuściłam sobie. Ach i na początku wakacji doszło wyczulenie na objawy niedoceniania. Każde najmniejsze coś, co człowiek normalny by olał, ja brałam do siebie.

 

I jeszcze od tamtej pory ukradłam jakąś dziadową opaskę i pierścionki, których ani razu nie założyłam :P

 

Tuż po obozie zaczeła się 3 klasa gimnazjum i nowa szkoła. Przez unikanie ludzi podczas wakacji stałam się trochę nieśmiała + nowa szkoła. Na początku dogadywałam się z klasa nawet nieźle. Ale nie potrafiłam się odblokować i mieć głupawki jak dawniej.

I wtedy zaczął się okres od października do lutego jakoś, którego tak się wstydzę... że byłam taka słaba.

Od klasy, prawdopodobnie swiadomie, sama się zaczełam oddalać, co spowodowało samotność.

Codziennie wtedy płakałam, myślałam że mam fobie społeczną i zaczęłam sobie wmawiac że mam schizofrenie. Już aż zaczełam 'mieć zwidy' i jakieś różne. Do tego stany lękowe.

Więc poszłam w październiku/listopadzie z babcią do psychologa (tego samego co wtedy!) i ona powiedziała że moge mieć padaczkę, bo 2 czy 3 osoby w rodzinie miały/mają.

Musiałam się przebadać, pojechałam więc do Szpitala Neuropsychiatryc​znego (tak, psychiatryk). W szpitalu było najszybciej po prostu (EEG, rezonans magnetyczny). Byłam tam 2,5 tygodnia do świąt.

Pod koniec pobytu w szpitalu dostałam straaasznej chęci mordu. Aż mnie takie dreszcze i motyle w brzuchu od ekscytacji przechodizły, gdy wyobrażałam sobie jak wbijam komuś nóż w skórę...

I wymyśliłam sobie że zabiję jakiegoś kota, bo z człowiekiem to za dużo roboty.

Policja szuka, rozprawy, wszystko bym musiała dokładnie ukryć, zaplanować itd.

 

Po świętach pojechałam z ciocią na narty. Byłam wręcz tam PEWNA że tuz po powrocie kogoś zabiję, bo za bardzo cieszyła mnie myśl o jakims związanym, wrzeszczącym, wyrywającym się i skomplącym ze strachu człowieku. Myślałam że dla tego nawet do więzienia moge pójść. Ale powstrzymywałam się jak tylko mogłam.

A w lutym znowu poszłam do psychiatryka, bo miałam mieć jeszcze Rezonans, którego poprzednio nie zdążyli mi zrobić. Oczywiście, nie miałam żadnej padaczki. Podczas drugiego pobytu tam to poczucie niedoceniania bardzo się zwiększyło. Śmiałam się z całą grupą, by po chwili mieć lekko depresyjny stan. Przez swoje ego (wg mnie) za mało na mnie zwracali uwagi, zaczęłam mieć poczucie że im przeszkadzam itd.

I wtedy myślałam sobie ze 'będę teraz zimna, nie przywiązywać się do ludzi, nie przejmować się nimi' itd bo myślałam że jestem za bardzo 'wrażliwa'. Po szpitalu babcia i psycholog załatwili mi nauczanie indywidualne (przychodze do szkoły, mam lekcje sam na sam z nauczycielem), co pozwoliło mi się pozbyć tej presji ze strony klasy i 'powracać do żywych.'

 

Od tamtej pory, do teraz (ze 3-4 miesiące) niedawno sobie zdałam sprawe że zaczynałam poglębiac w sobie typową psychopatię. Myślałam jeszcze od czasu do czasu o morderstwie, utożsamiałam się z takimi postaciami jak np. Lord Voldemort xD. Jeszcze bardziej rosło we mnie poczucie wyższości. Wiedziałam, ze jestem stworzona do czegoś wielkiego. A i przez ten okres załamania dużo malowałam. Jednego dnia nagle podarłam wszystkie swoje malunki. Było ich ze dwadzieścia. Nie wiem czemu to zrobiłam, lecz na szczęście nie żaluję. Kolejne się zgadza: 'autodestrukcyjny wzorzec życia (np. po okresie dobrego przystosowania niszczenie dotychczasowych osiągnięć z przyczyn niezrozumiałych dla otoczenia)'.

 

Jeszcze znowu to przywołam: 'nieumiejętność odraczania satysfakcji (dążenie do natychmiastowego zaspokajania popędów i potrzeb)'. Gdy mam ochotę na konkretne słodycze to musze je mieć NATYCHMIAST. Gdy mam ochotę iść na spacer, to wychodze w środku nocy, o godzinie drugiej czy trzeciej. Często mam ochotę znowu oglądać jakiś film, serial który jednak po chwili porzucam.

Nienawidzę, gdy ktoś jakoś mnie ogranicza, narzuca mi swoje zdanie. Jestem typem samotnika, lubię chodzić samotnie, nie potrzebuję towarzystwa innych osób. Lubię był niezależna. Jednocześnie jednak pragnę utrzymywać z nimi kontakty. Właśnie choćby dla samej zabawy. Ostatnio zaczełam odnawiać stare kontakty ze znajomymi.

Zauważyłam że potrafię byc czarująca, potrafię wzbudzać zaufanie i sprawiam wrażenie osoby szczerej, chociaż co chwila kłamię. Ludzie na początku mnie lubią, jednak jeszcze przez to że nie pozbyłam sie całkowicie tego bloku, nie potrafię beztrosko z nimi rozmawiać i nadal trochę się spinam, przez co nie utrzymuję ich zainteresowania na mojej osobie. Manipuluję jak umiem, jednak, co jest ciekawsze, cały czas się uczę na bieżąco. Rozmawiam z kimś i wypróbowuję co działa, a co nie.

Ostatnio też (dwie godziny temu miałam taką super potrzebę), włączyła mi się potrzeba wyżycia się, skrzywdzenia kogoś. Zrobienia czegoś wychodząc za granice moralności. Obserwowania skrzywdzonego. Nawet poprzez kłamanie - patrzenie na słabość i naiwność, mając jednocześnie to wspaniałe poczucie że się wie więcej, ze się panuje.

Ostatnio oglądałam płaczącego wujka (w moim wieku) gdy kot nam zdechł, jednak to nie to samo, bo to nie ja zabiłam tego kota, więc nie było tej satysfakcji. Miałam wcześniej ochotę, ale z czysto wygodnych względów, gdyż za dużo wg mnie zamieszania wokół niego było.

 

 

 

Akurat jestem w takim wieku - 16 lat, że albo to ze mnie 'wyszło' (socjopatia) albo powróciło to z dzieciństwa (psychopatia). Tylko że mam wrażenie że rozumiem emocje i ze je doświadczałam (doświadczam?). Teraz nie mam w ogóle czegoś takiego jak empatia, troska o drugiego człowieka czy wyrzuty sumienia. Jesli kiedys miałam, to nie pamiętam.

 

Wybaczcie za rozpisanie, ciekawa jestem czy ktoś dotrwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dotrwał.

Moim zdaniem ani psychopatia ani socjopatia (tak ogólnie to się nazywa osobowość dyssocjalna, ale to już wiesz, prawda?), raczej coś dokładnie przeciwnego. Wydaje mi się, że masz w sobie wiele bólu, którego nie umiesz z siebie wyrzucić, wiele gniewu, żalu, a jednocześnie duży głód uczuć i na dokładkę boisz się kolejnych strat lub/i odrzucenia. Wszystko razem objawia się właśnie tak. Ja miałam swego czasu bardzo podobnie i też podejrzewałam u siebie psychopatię. Też miałam zachowania autoagresywne (chociaż akurat się nie cięłam, no ale robiłam inne kolorowe rzeczy), nauczyłam się być świetną manipulantką, czułam stałą potrzebę robienia krzywdy, a jednocześnie szukałam guza, do tej pory zresztą muszę swoją agresję trzymać na bardzo krótkiej smyczy, mimo paru lat terapii. Nawet obrazy też niszczyłam, zresztą razem z całą pracownią. ;-) Ja śniłam powtarzający się koszmar o swoim psie obdartym ze skóry, ale często też śniłam, że na mnie coś się rzuca i muszę z tym walczyć - wilki, lew, który magicznym sposobem znalazł się w moim pokoju etc. Też miałam średnie dzieciństwo. :)

 

Ogólnie jeśli możesz, bo babcia jest otwartą osobą na takie tematy, to wal do psychologa i mu to opowiedz, ogólnie im wcześniej się z tym uporasz tym lepiej dla Ciebie. Jak nie da rady albo w ogóle chcesz pogadać, to się odezwij (gg 44143967).

 

Acha, to, że się zaczęłaś masturbować jako 12-latka to akurat całkiem normalne jest. BDSM też może być całkiem normalne, u mnie np. jest (potwierdzone przez seksuologa), taka moja natura po prostu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też dotrwałam i nie uważam żebyś była psychopatką. prędzej jakieś zaburzenie osobowości, ale ani ty ani nikt tutaj tego nie określi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wydaje mi się, że masz w sobie wiele bólu, którego nie umiesz z siebie wyrzucić, wiele gniewu, żalu, a jednocześnie duży głód uczuć i na dokładkę boisz się kolejnych strat lub/i odrzucenia.

 

Nie potrafię tego u siebie stwierdzić, ale możesz mieć rację, co do tego bólu. Co do głodu uczuć, też nie mam zdania... Ale to chyba nie tak, że ja jakby pragnę większej ich ilości. Na co dzień z rodziną jestem bardziej zdystansowana, nie lubię się przytulać i nic do nich nie czuję. Wszystko udaję. Przez chwilę chciałam nawet żeby wszyscy zginęli, tylko że wtedy nie będę miała gdzie mieszkać, więc poczekam z życzeniem im śmierci aż skończę liceum.

Pragnę tylko nowych wrażeń.

Strat, jeśli chodzi o śmierć, się nie boję. Odrzucenia?... też raczej nie. Może za bardzo staram się dopasować do opisu na wiki, ale to jest bardziej ten lęk przed kompromitacją, co wcześniej nachodziło na te rzekomą 'fobię społeczną'. Ale nawet wtedy, gdy myślałam że ją mam, wiedziałam że jest w niej coś dziwnego. Jak czytałam posty ludzi z tą fobią, chcieli oni tych relacji, ale się ich bali. Ja miałam odwrotnie - w tamtym okresie się nie bałam: ja nie chciałam tych relacji i celowo ich unikałam.

Dodatkowo przez swoją dumę wolę być sama, bez żadnych koleżanek, nic mieć takie, przy których bym się wstydziła. Nawet teraz w szkole często to ja odrzucam beznadziejnych wg mnie ludzi. A przyjaciół potrzebowałabym właśnie tylko po to, by się nie nudzić. Chociaż nie czuję potrzeby przyjaźni w nowej szkole, będę chciała ich mieć. A jeszcze w wakacje wyjeżdżam na 3 obozy <3 Ja lubię właśnie poznawać nowych ludzi, do których nie będę musiała mieć żadnych zobowiązań, którzy mnie nie znają i których potem nie spotkam. Już jako dziecko lubiłam.

 

Powiedziałaś, że szukasz guza i ja w pewnym sensie też. Ale ja szukam bardziej wrażeń, gdyż strasznie się nudzę, szczególnie ostatnio :/ A agresywna raczej nie jestem. Ale w sumie jak się zdenerwuję jestem zdolna do wszystkiego. Nawet jesli nie robię wielkich szkód, to mam uczucie, że jestem zdolna do wszystkiego.

 

Babci raczej nie chcę nic mówić, a z psychologiem już tak było (chodziłam do niego w końcu). Też tak było, że nie powiedziałam nic babci. Babcia w końcu się dowiedziała, ale wtedy wyszło to samo. Myślę że wolałabym pójść sama, za własne pieniądze, by dziadkowie nie wiedzieli.

Bo ich również oszukuję i nie chcę by przestali mi ufać. Specjalnie wszystko starannie zacieram. Gdybym się komuś przyznała do kłamstw byłoby fajnie, tylko na razie nie mam kogoś, z kim nie miałabym potem do czynienia. Może na tych obozach.

 

Rodzina w sumie wie, że nie lubię czułości, lubię być sama... Babcia pare razy sama mnie obwiniała 'to ty chyba w ogóle nie masz sumienia!' A i babcia wie, że w dzieciństwie kłamałam i kradłam, gdy powiedziałam jej w tym okresie dobroci mojej. Mówiłam też że żałuję, ale nie pamiętam czy to była prawda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Typowe dziecko chorej popkultury.

Durnych filmow o wampirach, mordercach i psychopatach. Nasza cywilizacja zmierza prostą drogą do zagłady.

Jak to super jest być złym. Załosne.

Wiesz co, dziewczynko, chętnie bym Cię adoptowała, serio fajnie byśmy się zabawiły. Poprawka, to ja bym się dobrze bawiła. Ty, raczej nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lucy1979 jesteś hipokrytką, której na celu widocznie jest wyśmianie jak największej ilości ludzi. Nie chcę mi się nawet komentować reszty Twojego posta.

Nie chcę się kłócić, bo na forach jest to bezsensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Powiedziałaś, że szukasz guza i ja w pewnym sensie też.

Napisałam, że SZUKAŁAM, gdybym szukała nadal, to już zapewne bym nie żyła. :)

 

A jakbyś znalazła ekstra koleżankę, której byś się nie musiała wstydzić i fajnie byłoby z nia przebywać, tylko po jakimś czasie ona Ci mówi "Wiesz, ty jakaś popier*olona jesteś, nie chcę z tobą gadać". Nie wywarłoby żadnego wrażenia?

 

PS.

Swoją drogą nei wiedziałam, że bez zgody prawnych opiekunów osoba nieletnia może chodzić do psychologa... Coś się ostatnio zmieniło? No chyba, że to szkolny pedagog był? Ale mnie raczej chodziło o takiego normalnego, w ośrodku pomocy psychologicznej ew przy szpitalu. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
lucy1979 jesteś hipokrytką, której na celu widocznie jest wyśmianie jak największej ilości ludzi. Nie chcę mi się nawet komentować reszty Twojego posta.

Nie chcę się kłócić, bo na forach jest to bezsensu.

 

 

Po prostu wzbudzasz antypatię tym co tu napisałaś, jaką ja jestem hipokrytką? Boli Cie po prostu moja szczerość.

Myślałaś, że wszyscy będą Cię po główce tu głaskać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Vian, myślę, że nie.

 

Poczekałabym pewnie w takim razie dwa lata. Chodziłam wtedy do psychoterapeutki, do której chodziłam tuż po śmierci mamy.

Ale mnie raczej chodziło o takiego normalnego, w ośrodku pomocy psychologicznej ew przy szpitalu. :)

Jest coś takiego? Ja chodziłam do jakiejś prywatnej chyba w takim razie. Ile kosztuje taki psycholog? Jako że widzę, że jesteś z Warszawy, masz może polecić jakiś ośrodek? :)

 

 

lucy1979, piszesz, że 'chcenie bycia złym' jest żałosne, a swoją następną wypowiedzią podkreślasz jaka to jesteś zła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psycholog prywatny to koszt ok 100-150zł/wizyta w Warszawie. Nic nie polecę, bo mojej od kilku lat nie ma w Polsce. Na forum masz dział z opiniami o psychologach i ośrodkach. Możesz też iść za darmo, z ubezpieczenia, tyle, że dość długo się czeka.

 

I nie żebym się czepiała, ale bardzo dziwnie piszesz o tym terapeucie. :)

 

Babcia zdecydowała się aż wysłać mnie do psychoterapeuty, bo bała się że wszystko to duszę w środku.

 

Babci raczej nie chcę nic mówić, a z psychologiem już tak było (chodziłam do niego w końcu). Też tak było, że nie powiedziałam nic babci. Babcia w końcu się dowiedziała, ale wtedy wyszło to samo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy cytat jest o chodzeniu do psychologa tuż po śmierci mamy, czyli jak miałam 12 lat, a drugi cytat o chodzeniu pół roku temu, gdy miałam 15 lat xD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem i zła i dobra jednocześnie, nie wymagam od Ciebie, że to zrozumiesz.

Pamiętam, że mając 15, 16 lat bylam bardzo podobna do Ciebie. Pomijając to, że nie lubie i nie umiem kłamać i nigdy tego nie robiłam. Są oczywiście wyjątkowe sytuacje, kiedy nie da rady inaczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślicie, że warto wybrać się do psychiatry, by opowiedzieć mu to wszystko?

 

I co miałabym wtedy powiedzieć babci? 'Podejrzewam u siebie coś i chcę o tym porozmawiać' ? Nie chcę żeby brała mnie za jakąś nienormalną, szczególnie po tym całym zamieszaniu na jesieni.

 

-- 22 maja 2014, 02:26 --

 

Przypomniało mi się jeszcze, że jak byłam mała dręczyłam swojego kota. Najpierw go rozwścieczałam, po czym jedną ręką łapałam go za łapki, żeby nie mógł się wyrwać (gdy leżał na plecach), a druga trzymałam mu pyszczek żeby mnie nie ugryzł i tak trzymałam przez dłuższą chwile. Wkładałam też mu szelki (coś takiego jak smycz dla psów) i chodziłam z nim tak po domu, chociaż baaardzo tego nie lubił. Jeszcze wkładałam go np. do transportera... ech, nie pamiętam...

Teraz wyleciało wszystko mi z głowy, ale pamiętam że dość często miałam takie mysli/uczucia jak nikogo nie było w domu, że mogę z nim (i ze szczurkami) robić co chcę. Pewnie dlatego nie pamiętam co dokładnie robiłam, bo albo kończyło się na myśleniu, albo robiłam rzeczy drobne, jak dźganie palcem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak byś była starsza to został bym twoim kolegą bo chyba też się trochę gubiłaś i szarpałaś w życiu.

Trochę się tutaj opisałem

bij-i-gro-e-nie-mam-wyrzutow-t50317.html

 

Wspieram cie duchowo i liczę że w końcu zdecydujesz się czy chcesz "zabijać" i męczyć czy nie.

 

Jak nie byłaś to CI może psycholog pomoże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak nie byłaś to CI może psycholog pomoże.

 

Piszesz, że mi pomoże jeśli się nie 'zdecydowałam', tak? Ja ogólnie nie chcę by mi psycholog przeprowadzał jakieś terapie, czy próbował mnie zmienić; chcę tylko komuś o tym powiedzieć i jakoś to nazwać.

 

Wspieram cie duchowo i liczę że w końcu zdecydujesz się czy chcesz "zabijać" i męczyć czy nie.

 

Nie wiem co tu decydować. Zabijanie dałeś w cudzysłów, bo wątpisz czy naprawdę bym to zrobiła?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Myślicie, że warto wybrać się do psychiatry, by opowiedzieć mu to wszystko?

Psychiatry? A jakiego leku oczekujesz, na co? Nie jesteś ani psychopatką ani socjopatką-masz 16 lat, twoja osobowość jeszcze się kształtuje. Ja teraz (19 letnia) a ja 16 letnia to dwie całkiem inne osoby a to tylko 3 lata różnicy. Możesz odwiedzić jakiegoś psychologa albo zapisać się na terapie, to pewnie pomoże obrać lepszą drogę rozwoju osobowości. Ale żeby psychiatrę? Nie ma takiej potrzeby. I przestań oglądać tyle telewizji to pewnie przestaniesz myśleć o zabijaniu i innych pierdołach. Za to wzięłabym się na twoim miejscu za naukę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pisząc psychiatra miałam na mysli psychologa czy psychoterapeutę, tylko nie chciałam znowu używać tych słów. Co to za różnica?

 

Telewizji w ogóle nie oglądam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nathallie, jaka różnica? Psychiatra to LEKARZ. A lekarze LECZĄ, więc przepisują LEKI. Dlatego na pewno nie jesteś tak poważnym przypadkiem żeby zawracać takiemu głowę. Psycholog i psychoterapeuta to coś innego, i to do nich bym się kierowała na twoim miejscu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyobraź sobie, że wiem czym jest psychiatra. Naprawdę nie masz się czego czepiać, że wchodzisz na jedno słowo napisane prawie tydzień temu?

'na pewno nie jesteś tak poważnym przypadkiem' A co to, królowie są, ze trzeba na audiencje czekać? Jak byłam w szpitalu mi też przypisali psychiatre, chociaż go nie potrzebowałam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wyobraź sobie, że wiem czym jest psychiatra.

Wątpię skoro potraktowałaś wyrazy "psycholog" i "psychiatra" jako jedno i to samo :bezradny:

 

-- 27 maja 2014, 23:33 --

 

Ale chyba faktycznie się czepiam, ostatnio często mi się to zdarza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli 'psychologa' i 'psychoterapeuty' nie traktuję tak samo, mniejsze jest prawdopodobieństwo, że potraktuję 'psychologa'i i 'psychiatrę' jako jedno i to samo.

 

Ech, spoko, wszyscy i tak tu na mnie naskakują. Pewnie przez to, że pierwszy raz w życiu napisałam całkowitą prawdę od początku do końca, czego nie napisałam/nie powiedziałam nikomu, która ukazuje wszystkie moje cechy uznawane powszechnie za złe typu próżność czy dwulicowość. Już nie piszę o myślach sadystycznych, bo znowu mnie zjadą za niedojrzałość i wychowanie przez pop kulturę.

 

-- 28 maja 2014, 02:49 --

 

Typowe dziecko chorej popkultury.

Durnych filmow o wampirach, mordercach i psychopatach. Nasza cywilizacja zmierza prostą drogą do zagłady.

Jak to super jest być złym. Załosne.

Wiesz co, dziewczynko, chętnie bym Cię adoptowała, serio fajnie byśmy się zabawiły. Poprawka, to ja bym się dobrze bawiła. Ty, raczej nie.

 

rnt44r.jpg

 

Nie wiem czy to żart z Twojej strony, ale jeśli nie - jesteś hipokrytką.

 

-- 28 maja 2014, 02:54 --

 

Ale teraz zawsze możesz powiedzieć, że to żart i do tego wywrócić to wszystko tak, że wyjdę na idiotke.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No jak widzę niektóre wypowiedzi to aż mi słabo. Miałam czegoś takiego nie komentować, bo z tego co widze na tym forum, to zazwyczaj i tak strata słów, no ale... Laska się rozpisuje, wychowywała się bez ojca, matkę straciła bardzo wcześnie - no naprawde, najlepiej jej napisać, żeby się zajęła nauką i nie oglądała tv. Super. Po samym stylu wypowiedzi można zauważyć, że nie jest to żaden gimnazjalny popis.

 

Generalnie to myśle, że jak najbardziej powinnaś opowiedzieć o tym psychiatrze, psychologowi czy komuś profesjonalnemu. Może niektóre rzeczy z tego co piszesz (jak np. to, że czasem łatwo sie denerwujesz, bardzo chcesz być doceniana itd.) są wynikiem młodego wieku i burzy hormonów, ale tych sadystycznych fantazji nie ignorowałabym. I dobrze by było, żeby nie tylko to "nazwać" ale żebyś podjęła jakąś terapie, bo nie wiadomo co z tego może wyniknąć. Wiele przyszłych wydarzeń życiowych może Cie jeszcze zmienić, załamać i gdy wszystko się na siebie nałoży możesz bardzo cierpieć. W leki troche słabo byłoby się na starcie pakować, no ale zależy co Ci powiedzą. Jak będziesz po wizycie to jak chcesz daj znać co Ci powiedzieli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nathallie,

 

bardzo długa refleksja i teraz pytanie na które odpowiesz sobie sama w myślach :) Czy jednostka psycho/socjopatyczna była by skłonna do niej ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nathallie,

 

bardzo długa refleksja i teraz pytanie na które odpowiesz sobie sama w myślach :) Czy jednostka psycho/socjopatyczna była by skłonna do niej ?

 

Mogę odpowiedzieć tutaj. Nie próbuję teraz jakoś bronić 'swojej' dyssocjacji, bo mi wszystko jedno jak to się nazywa, i tak nikomu nie będę się niczym, co tutaj napisałam, chwalić, ale czemu osoba dyssocjalna nie byłaby skłonna do takiej 'refleksji' jak to nazwałaś? Każdy oprócz największego debila byłby do tego skłonny, bez przesady, to nie jest żadna refleksja.

 

I dobrze by było, żeby nie tylko to "nazwać" ale żebyś podjęła jakąś terapie, bo nie wiadomo co z tego może wyniknąć. Wiele przyszłych wydarzeń życiowych może Cie jeszcze zmienić, załamać i gdy wszystko się na siebie nałoży możesz bardzo cierpieć.[...] Jak będziesz po wizycie to jak chcesz daj znać co Ci powiedzieli.

 

Raczej każdego człowieka to dotyczy, prawda? A w moim przypadku w jaki sposób i czemu nie podjęcie terapii może mi jakoś zaszkodzić? Nie wykpiewam (?) Twoich słów, tylko pytam z ciekawości.

 

Powiedziałam już babci, że chcę iść, ale jeszcze się nie umówiłam... Dam znać.

 

Ogólnie dziękuję za miłe i normalne słowa (:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×