Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wegetacja... Co mi jest i co to zmieni?


Sic!

Rekomendowane odpowiedzi

Dzień dobry!

 

Mam 19 lat, mieszkam na wsi, na Podhalu w dodatku. Od roku nie wychodzę nigdzie z domu. Czasem zdarzy mi się na jakiś spacer, ale bardzo rzadko, pod osłoną nocy wyjść z koleżanką. Nie wiem co mam napisać... Jestem bardzo leniwy albo (łudząc się bardziej, bo z założenia łatwiej by było gdyby ta druga opcja była prawdziwa) jest to objaw czegoś, skutek wypadkowej, a nie prawdziwa natura. Generalnie mogę opisać swój rok w jednym dniu: wstaję ok. 15, jem, załatwiam potrzeby fizjologiczne, jedyne co mi sprawia jakąś, może nie tyle frajdę, co ulgę to siedzenie na komputerze, telewizji i palenie oczywiście. Nie mam już żadnych znajomych. Miałem miesiąc temu próbę samobójczą, taką lekką, bo nie mam odwagi na prawdziwą śmierć, o której marzę od wielu lat.

 

Generalnie może nie opiszę tutaj całego życia, a zadam jedno konkretne pytanie: czy mogą być to zaburzenia osobowości? Podczas ostatniej hospitalizacji takie mi stwierdzono, jednak warunki i personel tam zastały pozostawia wielkie wątpliwości. Po właściwie jednej rozmowie i teściku oraz 10-dniowym pobycie postawiono mi taką diagnozę. Leczyłem się od 16 roku na depresję chyba i fobię społeczną, znaczy dostawałem leki działające przeciw nim. Bardzo boję się ludzi, mam mega niską samoocenę, kompletny brak wiary w siebie, brak żadnych możliwości, ale najgorszym elementem układanki, który wstrzymuje ruszenie w jakąkolwiek stronę jest to lenistwo, nie chce mi się nawet myśleć, że muszę pisać, nie chce mi się myśleć co mi jest, bo i tak to nie ma sensu, bo w zaciszu domowym mogę sobie przypisywać jakąkolwiek chorobę czy zaburzenie. Postawione pytanie ma taki sens, że mam się zgłosić na oddział zaburzeń osobowości, do którego dość ciężko się dostać. Jedyna życiowa aspiracja to nadal śmierć. Nie skończyłem liceum, bo nie byłem w stanie wytrzymać z ludźmi. Nigdy- jak się okazało- nie miałem prawdziwych znajomych. O przyjaźni nawet nie mam mowy. Całe życie samotny, odizolowany. Rodzina nie była dostosowana do moich potrzeb, brak rozmów, w ogóle takie wiejskie podejście- uchować jak jakieś zwierzę. Nie mogę narzekać na aspekty materialne, bo mam co jeść, zawsze miałem czysto itd. ale to jest jedyna rzecz jaką rodzina mi dała. Boję się o moje rodzeństwo, bo ich też wychowuje właściwie tylko komputer i telewizja. Zawsze byłem wyizolowany, zwłaszcza w swoim homoseksualiźmie, właściwie we wszystkim. Byłem wyzywany w podstawówce od pedałów i bab, potem w gimnazjum od satanistów, ale to już nie byłem wyzywany ja, a tylko moja poza. Jest tutaj bardzo ciężko i być może dla niektórych surrealistycznie. Wiem, że muszę się stąd wyrwać żeby ruszyć z miejsca, ale kiedy ja nie chcę i nie potrafię wyjść z domu to jest to raczej dość nierealne. Mam takie wrażenie, że mam 12 lat albo nawet i mniej, czuję się bezbronny, nie umiem się komuś postawić, nie umiem cieszyć się z czegokolwiek, wszystko to gorycz i żal. Z pewnych rzeczy zdałem sobie sprawę, sam do tego doszedłem, bo sam musiałem się wychowywać. Od rodziców słyszałem tylko, że jestem gorszy od innych, byłem bity, poniżany. To jest tak dziwne, ta moja rodzina, swoją drogą dość obciążona psychicznie, że trudno aż uwierzyć. Nie mają żadnych pasji, dom, prace domowe, kościoł, sprawunki. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was może się to wydać dziecinne i infantylne, gdyż w istocie pewnie jest.

 

Ciężko mi nawet coś określać, bo jestem rozchwiany, a jednocześnie strasznie ambiwalentny i nie wiem jaka jest prawda. W każdym razie absolutnie nic nie zrobiłem w życiu i nie robię (co nie jest użalaniem tylko faktem). Kwestia tego, że tak to było całe życie i że po x latach muszę się z tym skonfrontować i zebrać żniwa z wychowania (lub jego brak), z braku jakichkolwiek napędów życiowych (brak pasji, brak aktywności fizycznej, intelektualnej i społecznej).

 

Czuję się bezradny, bezwolny. :( Chciałbym iść na jakąś psychoterapię, ale nie mam tutaj specjalistów pod ręką, więc jedyną rozsądną alternatywą byłby ten szpital, który właśnie takową oferuje. Zdałem sobie sprawę właśnie, że nic nie przeżyłem, a jedynie obserwowałem i tworzyłem miraże, że tylko się bałem, ale nikt nie chciał tego lęku widzieć, że nikt by mi nie pomógł. Zdaję sobie sprawę, że jedyne co mam to 19 lat, czyli stosunkowo młody wiek i mógłbym pogodzić się z tym, że nie mam dobrych wspomnień z wcześniejszych lat, że całe życie przewegetowałem, ale gdzieś głęboko w środku, podskórnie jest we mnie ukryta nadzieja i chęć. Kochani forumowicze, co tu robić żeby nie przegrać życia i się nie zabić?

 

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę przede wszystkim spokoju. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Svafa, ja tylko chciałem się Was zapytać, Waszej opinii posłuchać, bo może ktoś z Was lub ze znanych Wam ludzi był w podobnej, nie mówię, że takiej samej sytuacji. Byłbym bardzo wdzięczny za jakieś uwagi.

 

tahela, byłem się już zapisywać, ale tracę motywację, nie wiem... Muszę jechać po papierki, do byłej szkoły, która niezbyt pożądane budzi emocje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja myslę ze mozesz miec zaburzenia osobowosci albo cos innego... nie chcę diagnzoy wystawiac, ale to mi się kojarzy z osobowoscią schizoidaną lub schizotypową. Jesli masz na mysli Szpital Babisnkiego to moze warto sprobowac - nie wiem. O jakikolwiek oddział chodzi to powiedz im SZCZERZE o wszystkich swoich opbjawach, wypisz je sobie, bo jesli to Babisnkiego to oni zwracają dużą uwagę podobno czy to nei moze byc schizofrenia. Aczkowliek nie piszesz o zadnych objawach wytwórczych, wiec nie sądzę. Musisz poszukac dobrego oddziału. Jesli stwierdzą chorobę psychiczną - schizofrenię/ depresję/ chorobe afektywną dwubiegunową/ zaburzenia schizoafektywne - to podstawą leczenia będą leki, ale wydaje mi się, ze w Twoim przypadku jakas terapia chocby poznawczo - behawioralna i wspierająca byłaby konieczna. Jesli stwierdzą zaburzenia osbosowosci to leczniem będzie kilkuletnia psychoterapia, mozesz tez skorzystac z Babisnkiego lub Komorowa choć opinie są rózne.

W związu z tym ze tak słabo funkcjonujesz nie wiem czy nie warto byłoby skontaktować się z Oddziałem F10 Instytutu Psychitarii i

Neurolgii w Warszawie, to jest taki oddział gdzie przeprowadzą raczej dość dobrą doagnozę, moze spróbują ustawic jakies leki, poza tym tam jest cały propgram psychoterapii takiej - rzekłabym wstępnej w Twoim przypadku i program aktywizacji i psychoeukacji, ale głownie pod kątem psychoz ta psychoedukacja, więc mnie np nie doptyczyła, tyle tylko ze dowiedziałam się czegoś ciekawego.

Jeszcze chcę Ci tylko rzetelie napisac ze leki pomagają, ale tez mogą strasznie szkodzić. Mi podano tam lek, który zaburzył mi układ pozapiramidowy i skutki ego są opłakane. Ale tak niestety jest z lekami psychotropowymi -są bardzo niedoskonale.

o mi przycodzo do głowy mozesz tez cierpiec na dystymię poza zaburzeniami osobowosci. Mozliwosci jest mnostwo. W kazdym razie COS Ci jest i raczej samo Ci nie przejdzie.

 

-- 31 sie 2012, 08:51 --

 

po antydepresanty i do szkoły, chesz tylko z gimnazjum na karku skończyć idź do wieczorowego liceum a później studium czasem trzeba cos porobic jednak nie ma wyboru choćby sie czołgająć

 

Nie zgodze się z tym. Najpierw trzeba by miec pewnosc, ze to depresyjne. A poza tym mi takie podejscie zaszkopdzilo. Tez bralam antydepresanty i czołogałam się, żeby podołac, a wszsystko skonczylo sie tragicznie. Wątpię, żeby On w takim stanie z takim ubytkiem woli (który nazywa lenistwem, ale mam wątpliwosci czy to tylko lenistwo) dał radę skonczyc jakąś szkołe TERAZ. Wg mnie Sic potrzebuje zeby się trochę nim zająć... ale moze się mylę...moze lepiej się nie rozczulac tylkoisc do tej szkoły...nie wiem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sic! Rozpocznij leczenie! Jeśli jest to jakaś choroba, zaburzenie to samo nie minie. Ja mam zdiagnozowaną depresję, dystymię i os. schizoidalną i bez leków nie funkcjonuję tylko wegetuję, bez leków nie poradziłabym sobie ze studiami, z życiem. Postaraj się robić cokolwiek, jakkolwiek. Nieważne czy będą to statki z gazety czy pisanie opowiadania o żółwiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dlaczego boicie sie schizofrenii? choroba to choroba. zyjesz z nia i tyle. najgorsza wg mnie jest depresja endogenna gdzie czlowiek lezy w lozku, ma dola, mysli samobojcze, lęki i czarno widzi przyszlosc. depresja endogenna to jest najgorsza choroba, a nie schizofrenia gdzie mozesz normalnie funkcjonowac. bzdur zescie sie nasluchali na temat schizofrenii i tyle. bo nie wierze zescie czytali bezposrednio od schizofrenikow jakie objawy maja schizofrenicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dlaczego boicie sie schizofrenii? choroba to choroba. zyjesz z nia i tyle. najgorsza wg mnie jest depresja endogenna gdzie czlowiek lezy w lozku, ma dola, mysli samobojcze, lęki i czarno widzi przyszlosc. depresja endogenna to jest najgorsza choroba, a nie schizofrenia gdzie mozesz normalnie funkcjonowac. bzdur zescie sie nasluchali na temat schizofrenii i tyle. bo nie wierze zescie czytali bezposrednio od schizofrenikow jakie objawy maja schizofrenicy.

 

Kto tu pisze o schizofrenii? Sic! nie ma objawów które mogłyby wskazywać na schizofrenię. Przynajmniej z jego postu tego nie widać. Pomijam oczywiście schizofrenię prostą która wg mnie nie powinna się tak nazywać.

Na pierwszy rzut oka wygląda to na os. schizotypową.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja chcę iść na terapię, jednak do Krakowa mam 2 godziny. W obecnej sytuacji wyizolowania i wyobcowania nie ma takiej możliwości. Jedynie co to oddział. Miałem zawsze tendencje do autodestrukcji- ograniczanie jedzenia, samookaleczanie, nadmierne picie, zabawy z używkami i w dobie braku dostępu fantazjowanie o np. heroinie. Obecnie od 6 dni nic nie jem, ostatni posiłek, który byl ogromny i który zjadłem kompulsywnie zwymiotowałem. Czuję ulgę powiem, gdyż głód zakrywa ciągły niepokój, brak perspektyw i cholerne zagubienie. Zawsze z jedzeniem byłem na bakier, ale nigdy nie mogłem zrealizować fantazji o ograniczeniach i restrykcjach ze względu na matkę, która ma obsesję na punkcie żywienia, i która wychowała mnie tylko jedzeniem. Chciałbym zobaczyć w lustrze wreszcie kościstego człowieka, pewnego siebie, poza tym zawsze miałem skłonności do tego żeby wyglądać dziwnie (jednak ze względu braku odwagi, pieprzonego tchórzostwa i ciągłego lęku) nie zawsze je realizowałem. Nawet wyglądając dziwnie czy inaczej nigdy nie chciałem na siebie zwracać uwagi, bo nie umiem konfrontować się z ludźmi.

 

Dziękuję za wszelkie opinię i proszę o kolejne.

Pozdrawiam Was serdecznie. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak jak poprzednicy.

Leczenie. Warto przejechać się nawet 2 godziny na terapię niż tkwić w takim niebycie. Czas masz.

Rozpoznanie jak rozpoznanie. Osoby z tendencjami samobójczymi są zaliczane do osób z zaburzeniami osobowości.

Psychoterapia pomaga. Wyciąga z domu, przywraca do społeczeństwa.

Podlecz się a potem szkoła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

choroba to choroba. zyjesz z nia i tyle. najgorsza wg mnie jest depresja endogenna gdzie czlowiek lezy w lozku, ma dola, mysli samobojcze, lęki i czarno widzi przyszlosc. depresja endogenna to jest najgorsza choroba, a nie schizofrenia gdzie mozesz normalnie funkcjonowac.

 

bzdura. Nie zabieraj głosu w tematach, o których nie masz zielonego pojęcia.

 

Sic!, dobrze, że chcesz zapisać się na psychoterapię. Jeśli ma Ci pomóc, to warto jechać na nią nawet do Gdańska ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×