Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

13 minut temu, 123she napisał(a):

Najgorsze chyba jest to, że ludzie generalnie bronią się przed traumą innych tłumacząc sobie, że to jest czyjaś wina, że kogoś spotkało coś złego - w ten sposób sami czują się bezpiecznie. 

Tak usłyszałam o sobie.

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja w pracy nie mówię o sobie. Nie mówię o swoich problemach. Nie ma tego. Wiem jak to działa i ludzie lubią udawać, że ci współczują po czym nagle jest mentalny wpierdol, że tak powiem 🥱🥲 i wszystko idzie dalej i dalej i dalej. A oni się świetnie bawią, wiesz. 

 

Nie mówię już nic nikomu. Nie ufam, bo tego mnie życie nauczyło. Jak chcę coś powiedzieć, to mówię, ale w zasadzie to po co nam mówić jak oni i tak tego nie zrozumieją, albo nawet cię nie wysłuchają

 Nawet przy zwykłym small talki oni cię nie słyszą, bo mają ważniejsze rzeczy do dodania i tak rozmowa polega na jakimś dziwnym wywalaniu słów a ja już potem się oddalam hehehe. No to hej.

Edytowane przez Niewkopomonowana

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 odwołane wyjazdy w ciągu 9dni, nie wiem co mam o tym myśleć, wolę leżeć flakiem niż wyjść, wsiąść do pociągu pomęczyć się w nim i potem zwiedzać, wydało mi się denne i niepotrzebne takie wybycie z domu, jeszcze by mi odbiło tam

   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

24 minuty temu, sailorka napisał(a):

Dzisiaj przeżyłam horror gotując. Miał być prosty przepis, a mąż ciągle dokładał nowe składniki i procedury. Jestem zmęczona, zestresowana, nie będę jeść, aż mi jest niedobrze ze stresu.

Rzuc w niego tym jedzeniem 😁😅

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strasznie mi jest ostatnio chujowo. Zmienili przepisy i nie mogę robić tego co robiłem. Następny pracodawcza zrobił wałek i jutro wygasa umowa o pracę, której mi nawet nie zlecił, jeszcze ich do ZUS i PIP zgłosiłem, powoli zaczynają się wypłacać. Odciąłem się od jedynej osoby, z którą miałem jakąś relację, bo nie chcę wiecznie być tylko kolegą. Próbuję wystartować w innej branży i wkurwia mnie wygląd procesów rekrutacyjnych. Nie mam z kim pogadać. Jak szukałem jakichś społeczności w internecie, żeby chociaż poudawać, to śmietniki takie wszędzie, że mi się odechciało. Coś niby dziś zrobiłem konstruktywnego, ale nawet tego nie dostrzegam bo się tak miotam dziś bez celu. Strasznie mi nie idzie nic. Mam śmietnik w głowie, nie umiem  na chwilę odpuścić. Dogania mnie myśl, że jakoś tak chciałbym żeby wszystko ustało, skończyło się. Jestem wyczerpany. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, sailorka napisał(a):

Mam ochotę wywalić to przez zamknięte okno. 

Ja nie potrafię z kimś gotować. No, to się nie uda. Wolę udawać, że coś pomagam, ale jak gotuję sama, to jest to po prostu lepsze i tyle. 

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, Wylogowany napisał(a):

Strasznie mi jest ostatnio chujowo. Zmienili przepisy i nie mogę robić tego co robiłem. Następny pracodawcza zrobił wałek i jutro wygasa umowa o pracę, której mi nawet nie zlecił, jeszcze ich do ZUS i PIP zgłosiłem, powoli zaczynają się wypłacać. Odciąłem się od jedynej osoby, z którą miałem jakąś relację, bo nie chcę wiecznie być tylko kolegą. Próbuję wystartować w innej branży i wkurwia mnie wygląd procesów rekrutacyjnych. Nie mam z kim pogadać. Jak szukałem jakichś społeczności w internecie, żeby chociaż poudawać, to śmietniki takie wszędzie, że mi się odechciało. Coś niby dziś zrobiłem konstruktywnego, ale nawet tego nie dostrzegam bo się tak miotam dziś bez celu. Strasznie mi nie idzie nic. Mam śmietnik w głowie, nie umiem  na chwilę odpuścić. Dogania mnie myśl, że jakoś tak chciałbym żeby wszystko ustało, skończyło się. Jestem wyczerpany. 

Konkretny z Ciebie gość, takich ludzi lubię 👍

Ja mam dziś też ciulowy dzień, niedawno powiedziałam do męża, że wszystkie lalusie,janusze i mamlasy nadają się tylko do odstrzału.

Znowu mi odwala 🤔

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Wylogowany napisał(a):

Strasznie mi jest ostatnio chujowo. Zmienili przepisy i nie mogę robić tego co robiłem. Następny pracodawcza zrobił wałek i jutro wygasa umowa o pracę, której mi nawet nie zlecił, jeszcze ich do ZUS i PIP zgłosiłem, powoli zaczynają się wypłacać. Odciąłem się od jedynej osoby, z którą miałem jakąś relację, bo nie chcę wiecznie być tylko kolegą. Próbuję wystartować w innej branży i wkurwia mnie wygląd procesów rekrutacyjnych. Nie mam z kim pogadać. Jak szukałem jakichś społeczności w internecie, żeby chociaż poudawać, to śmietniki takie wszędzie, że mi się odechciało. Coś niby dziś zrobiłem konstruktywnego, ale nawet tego nie dostrzegam bo się tak miotam dziś bez celu. Strasznie mi nie idzie nic. Mam śmietnik w głowie, nie umiem  na chwilę odpuścić. Dogania mnie myśl, że jakoś tak chciałbym żeby wszystko ustało, skończyło się. Jestem wyczerpany. 

Trudna sprawa. Widzisz, czytam to i to naprawdę ciężka sytuacja w jakiej teraz jesteś. Ja bym nie dała rady pracować i kogoś, chociaż rzadko próbowałam, ale jak próbowałam, to zawsze mnie zwalniali, ale to było za granicą. Nie wyobrażałam sobie iść na rozmowę kwalifikacyjną, bo nie mam prawie żadnego doświadczenia, nie mówiąc o studiach itd. dlatego i tak wysiłek, no bo musisz pewnie, jest spory. 

 

A w internecie nie ma specjalnie z kimś pogadać, zatem rozumiem co mówisz. Szukalam w wielu miejscach i byłam jedynie sfrustrowana tymi rozmowami i ludźmi, tematami. Ja zakończyłam znajomość z osobą, która mnie nie szanowała delikatnie mówiąc. Jednak było to uzależnienie które trwało wiele lat. Myślałam że mam to za sobą jednak nawet sporadyczny i jak się okazuje zbędny i szkodliwy kontakt smsowy zwalalmmnie z nogjj czułam że się rozpadam. Nie mam nikogo i boję się otwierać prywatnie, bo nawet w internecie ktoś uciekał nagle i cóż poddaje się nie wiedząc co mam o sobie inontum myśleć. Nie porównuje swojej sytuacji do Twojej, bo jednak te wszystkie sprawy z pracą i ludzi bywają ciężkie. Mogę powiedzieć, że poniekad to rozumiem, choć sama mam inaczej, bo jestem w firmie rodzinnej i tak... Choć czasem myślę o czymś innym to nie. Nie podołam temu by pracować z obcymi. Mnie to przeraża

Zawsze w pewien sposób doceniam ludzi, którzy mimo swoich problemów działają. Jednak jak się okazuje niesprawiedliwe traktowanie jest powszechne i cóż. Ciężkie czasy też nastały.

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja piję|czę na to, że moje życie jest takie nudne. Z mojej winy też na pewno. Spaliłam mosty, które musiałam. Nie poznałam nowych znajomych, bo to mnie przerasta, choć chcę w głębi duszy, ale mogę temu zaprzeczać. Znaczy to może tylko tyle,że chciałabym mieć z kim wyjść lub porozmawiać, ale mam wrażenie, że jak mnie ktoś poznaje to z jakiegoś powodu nie chce kontynuować znajomości.

Yhhh, jakbym nie potrafiła w te wszystkie społeczne niuanse. Rozmawiać dluzej podtrzymywać. Nie wiem. Coś tu nie gra.moze się boję i.. nie wiem. Zwyczajnie nie wiem 

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

29 minut temu, Niewkopomonowana napisał(a):

Ja nie potrafię z kimś gotować. No, to się nie uda. Wolę udawać, że coś pomagam, ale jak gotuję sama, to jest to po prostu lepsze i tyle. 

Wyszło obrzydliwe, ale i tak zjadł i powiedział, że mu smakowało. Ja chyba będę płakać cały wieczór.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, Niewkopomonowana napisał(a):

Ja piję|czę na to, że moje życie jest takie nudne. Z mojej winy też na pewno. Spaliłam mosty, które musiałam. Nie poznałam nowych znajomych, bo to mnie przerasta, choć chcę w głębi duszy, ale mogę temu zaprzeczać. Znaczy to może tylko tyle,że chciałabym mieć z kim wyjść lub porozmawiać, ale mam wrażenie, że jak mnie ktoś poznaje to z jakiegoś powodu nie chce kontynuować znajomości.

Yhhh, jakbym nie potrafiła w te wszystkie społeczne niuanse. Rozmawiać dluzej podtrzymywać. Nie wiem. Coś tu nie gra.moze się boję i.. nie wiem. Zwyczajnie nie wiem 


To trochę tak jakbyśmy wszyscy mieli te same klocki, tylko mnie jedne elementy układa się łatwiej, inne Tobie, temu co to teraz czyta jeszcze inne.
Ja też społecznie nie potrafię. Jak to jest oficjalny kontakt, procedura, ramy - jestem bardzo elokwentny, sympatyczny, nawet profesjonalny. Prywatnie nie umiem. Nienawidzę zaczynać znajomości. Jak już kogoś znam i jest przyzwyczajony, że od czasu do czasu z dziką satysfakcją zrobię coś totalnie nie na miejscu, to jeszcze jakoś. Ale takie kontakty dawno się pourywały. Przy nowych osobach jestem ostrożny, tracę siebie jakoś. Z czasem zatarły mi się poglądy, przekonania, postawy. Żyję osobno.
Relacje też są jakieś jałowe. Ogólnie jako nie mogłem się nigdy do nikogo zbliżyć. Takim kolegą tak pod ręką i dla hecy to łatwo się stać, ale nic więcej mi nikt nie zaoferował. Zawsze ten zimny dystans. I za każdym razem wszystkie poprzednie odtrącenia. Na mnie kontakt z drugim człowiekiem działa przeważnie jak potencjalne zagrożenie i raczej nic fajnego. Po prostu nie miałem się gdzie tego nauczyć na początku i już z tym zostałem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

44 minuty temu, Wylogowany napisał(a):


To trochę tak jakbyśmy wszyscy mieli te same klocki, tylko mnie jedne elementy układa się łatwiej, inne Tobie, temu co to teraz czyta jeszcze inne.
Ja też społecznie nie potrafię. Jak to jest oficjalny kontakt, procedura, ramy - jestem bardzo elokwentny, sympatyczny, nawet profesjonalny. Prywatnie nie umiem. Nienawidzę zaczynać znajomości. Jak już kogoś znam i jest przyzwyczajony, że od czasu do czasu z dziką satysfakcją zrobię coś totalnie nie na miejscu, to jeszcze jakoś. Ale takie kontakty dawno się pourywały. Przy nowych osobach jestem ostrożny, tracę siebie jakoś. Z czasem zatarły mi się poglądy, przekonania, postawy. Żyję osobno.
Relacje też są jakieś jałowe. Ogólnie jako nie mogłem się nigdy do nikogo zbliżyć. Takim kolegą tak pod ręką i dla hecy to łatwo się stać, ale nic więcej mi nikt nie zaoferował. Zawsze ten zimny dystans. I za każdym razem wszystkie poprzednie odtrącenia. Na mnie kontakt z drugim człowiekiem działa przeważnie jak potencjalne zagrożenie i raczej nic fajnego. Po prostu nie miałem się gdzie tego nauczyć na początku i już z tym zostałem. 

 

No, jeśli chodzi o sytuacje formalne lub szybkie, ogólne - to nie odczuwam problemu. Zachowuję dystans, ale jestem serdeczna. Natomiast relacje "głębsze" są dla mnie problemem. Kiedyś łatwo się otwierałam, ale to przez internet. teraz nawet w internecie powiedzmy na priv... czuję się zablokowana. Czuję już wtedy, że osoba po durgiej osobie "ocenia". No tak, ocenia, to na pewno. I wtedy czuję już sztywność. Moje odpowiedzi mogą być lakoniczne, bez życia. To może wyglądać z drugiej strony, że jestem chłodna i niezainteresowana, ale u mnie jest to bardziej, że nie wiem co odpowiedzieć, pojawia się ogormna pustka i trudność z odpowiedzią. A w realu to jest podobnie. MOgę z kimś zagadać chwilę. Zaznaczam - chwilę. Gdy rozmowa "żąda" kontynuacji, to ja nie. NIe potrafię. Już nie wiem, czy to chodzi od chęci, czy mojej rezerwy, lęku. 

No ale miałam ogromną fobię społeczną. Teraz bardziej jest widoczny lęk przy zacieśnianiu, poznzwaniu kogoś bliżej. Tutaj już czuję się oceniana. A gdy rozmawiam w pracy, to czuję pewność i wiem co robić. Gubię się w bliżym poznawaniu i faktem jest, że dużo osób się odsuwa.

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Niewkopomonowana napisał(a):

w czym tkwi problem?

A z domu nie wyniosłaś? Bo u mnie rodzice są całe życie w jakimś chorym dystansie. Tam była jakaś historia, że mama miała straszne parcie na to, żeby wyrwać się z domu. Ojciec wcale nie chciał się wiązać i żenić, miał jakieś swoje problemy. Mówił, że się nie nadaje. Jakaś dziwna transakcja.

Ja całe życie nie widziałem, żeby byli jakoś sobie bliscy. Nie patrzą na siebie, nie przytulają się. Nigdy tego nie było. Mnie też tak posadzili z klockami pod stołem i musiałem się sobą zająć sam. Dobrze, że dziadka miałem i zostawiali mnie z nim, jak szli do pracy, bo on mi czas poświęcał i jakoś sprawiał, że życie mogło być choć trochę kolorowe.

Nie mam bliskich relacji. Nie mam chyba takiego doświadczenia w życiu. Jakoś zawsze sam sobie ze wszystkim radzę, nie proszę o pomoc, bo nie umiem.

To ogólnie jakoś jest widoczne nawet dla obcych ludzi, gdzieś to moje trzymanie się na uboczu i tę "osobność" widać. Pracowałem kiedyś z młodzieżą, raz mnie te brokuły podsumowały tak, że niby jestem „sigma”. A tam naprawdę w środku ruina i patologiczne osamotnienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, Wylogowany napisał(a):

A z domu nie wyniosłaś? Bo u mnie rodzice są całe życie w jakimś chorym dystansie. Tam była jakaś historia, że mama miała straszne parcie na to, żeby wyrwać się z domu. Ojciec wcale nie chciał się wiązać i żenić, miał jakieś swoje problemy. Mówił, że się nie nadaje. Jakaś dziwna transakcja.

Ja całe życie nie widziałem, żeby byli jakoś sobie bliscy. Nie patrzą na siebie, nie przytulają się. Nigdy tego nie było. Mnie też tak posadzili z klockami pod stołem i musiałem się sobą zająć sam. Dobrze, że dziadka miałem i zostawiali mnie z nim, jak szli do pracy, bo on mi czas poświęcał i jakoś sprawiał, że życie mogło być choć trochę kolorowe.

Nie mam bliskich relacji. Nie mam chyba takiego doświadczenia w życiu. Jakoś zawsze sam sobie ze wszystkim radzę, nie proszę o pomoc, bo nie umiem.

To ogólnie jakoś jest widoczne nawet dla obcych ludzi, gdzieś to moje trzymanie się na uboczu i tę "osobność" widać. Pracowałem kiedyś z młodzieżą, raz mnie te brokuły podsumowały tak, że niby jestem „sigma”. A tam naprawdę w środku ruina i patologiczne osamotnienie.

Och, tak. Mnie idę kuzynostwo nazywa sigmą. Potrafię rozśmieszyc ludzi być przebojowa jak to ludzie mówią, ale... Wracam do pokoju i tutaj przychodzi mrok. To tak w skrócie.

 

Jeśli chodzi o dzieciństwo to cóż... Przemoc. Przemoc fizyczną i psychiczną od dziecka. W gimnazjum zaczęłam się stawiać. Potem relacje rodzinne się zkiejaly, ale nadal byłam pod kontrolą pomimo tego, że byłam walcząca i zmieniało się to w jakimś stopniu. Trudno to opisać na szybko. To co było najwczesniej, gdy miałam 5 lat, wiesz... To było trudne..bardzo się bałam i cierpiałam okropnie. Zamykano mnie w pokoju na całe dnie. Wielu rzeczy nie pamiętam, wiele pamiętam. Tutaj jest wiele sytuacji,.gdzie nauczyłam się walczyć o przetrwanie i walka o akceptacje.

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 minut temu, Niewkopomonowana napisał(a):

Zamykano mnie w pokoju na całe dnie.

Nie do końca wiem, co masz na myśli z tym zamykaniem. A też nie chcę się jakoś dopytywać na siłę.

W każdym razie szkoda, że tak płacimy za cudze błędy. To jest niesprawiedliwe i trudno z tym sobie radzić. Jakoś powoli tracę nadzieję na różne rzeczy i nie chcę się z tym godzić. Na razie próbuję. Dałem sobie jeszcze jedną szansę i bardzo chciałbym, żeby tym razem coś się w końcu zmieniło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, Wylogowany napisał(a):

Nie do końca wiem, co masz na myśli z tym zamykaniem. A też nie chcę się jakoś dopytywać na siłę.

W każdym razie szkoda, że tak płacimy za cudze błędy. To jest niesprawiedliwe i trudno z tym sobie radzić. Jakoś powoli tracę nadzieję na różne rzeczy i nie chcę się z tym godzić. Na razie próbuję. Dałem sobie jeszcze jedną szansę i bardzo chciałbym, żeby tym razem coś się w końcu zmieniło.

Zamykano, bo dostawałam jakiś szlaban z błahych powodów.

Na co sobie dokładnie dajesz szansę?

 

Jeśli chodzi o poczucie wyobcowania, to jest to coś, co w jakimś stopniu akceptuję, co nie oznacza, że nie czuję potrzeby zmiany, ale czy jest to możliwe, to nie inna rzecz. 

 

W tym momencie płynę z życiem i godzę się na to, co mam, bo to czego się najbardziej w tym momencie obawiam  i tak ogólnie przez ostatnie lata, to zamykanie w szpitalu oraz lęk przed utratą kontroli, ale tutaj to już kwestia mojej choroby.

 

Duża możliwość jest taka, że aspekty choroby, a także przeszłość dawna i niedawna wpływają na to jak dzialam teraz. To się zmienia. Więc moim zdaniem mogę zasugerować, że zmiana w aspektach naszego życia może nadejsc. A czy to nastąpi i w jaki sposób może to nastąpić pozostaje niewiadomą dla mnie odnośnie Ciebie i/lub nie a także innych. 

Edytowane przez Niewkopomonowana

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chociaż w sumie myślę sobie teraz, że dużo rzeczy z nami zostaje do końca. Możemybzmienix pracę, możemy nawet z kims się związać na lata. Możemy osiągnąć jakieś nasze marzenia, powiedzmy. To co w nas, tonconnas uksztaltowalo, wg mnie - jest w nas. Co nie znaczy, że się nie zmieniamy. Jednak powiedzmy nasz "cień" lub można nazwać to "demony" kroczą przy nas. Ale tutaj to takie luźne rozważanie nie jakiś pewnik, który mam.

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, Niewkopomonowana napisał(a):

Na co sobie dokładnie dajesz szansę?

Mam przymusowy reset kolejny raz i zaczynam wszystko od nowa. Jakoś nic kompletnie nie mam na stałe. W niczym i w nikim oparcia tak naprawdę.

Chciałbym ustabilizować sobie życie zawodowe, poznać kogoś, zadbać o siebie bardziej, zabezpieczyć sobie przyszłość, ale wszystko jest jakieś takie trudne. I w dodatku nie bardzo czuję, że mam teraz coś do zaoferowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×