Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wylogowany

Użytkownik
  • Postów

    74
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Wylogowany

  1. Nie przepadałem za sportami zespołowymi, a na WF-ie były one wałkowane do znudzenia. Nigdy specjalnie mnie do nich nie ciągnęło. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi trening siłowy albo sporty walki. Na WF-ie pojawiały się też elementy gimnastyki, ale bez większego nacisku na budowanie fundamentalnej siły. Dla mnie takie zajęcia były po prostu nudne. Nie twierdzę, że byłem kiepski w sportach zespołowych. Wręcz przeciwnie, byłem dobrym bramkarzem w piłce nożnej, ręcznej czy hokeju. Zdarzyło mi się też wystartować w jakichś zawodach badmintona. Nie uważam również, że program WF-u powinien całkowicie rezygnować z gier zespołowych. Po prostu wolałbym, żeby uczniowie mieli możliwość wyboru: trenowania konkretnej dyscypliny sportowej albo rozwijania ogólnej sprawności fizycznej. Mam tu na myśli na przykład ćwiczenia z obciążeniem własnego ciała, rozciąganie, mobilizację, izometrię czy budowanie siły. Możliwości jest przecież sporo, a nie każdy musi odnajdywać się w grach zespołowych. No rozumiem, że szkoła nie dysponuje specjalistami, tylko wuefistami, często tylko po podyplomówce. Ale mówię co by mnie odpowiadało. Efekt wychowawczy wf-u jest taki, że dawni piłkarze z podstawówki mają dziś bebzony, wady postawy i po dwa nałogi, a ja od 20 lat regularnie trenuję. XD
  2. O, amatorka wielkich chłopów xD https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Cyganiewicz#/media/Plik:Stanisław_Cyganiewicz_(-1901)a.jpg
  3. No chyba jak gdzieś iść, żeby trafić na sensownych ludzi to tak. Tylko ja jestem niepoprawnym domatorem i... ja tak się nie chce wprost przyznawać, ale ja nie lubię ludzi, nie lubię przebywać wśród większej ilości ludzi, a najgorsze to współpraca. Jestem indywidualistą. Próbowałem takich miejsc, fajne są też kluby sportowe, tylko dla mnie to nie jest miejsce do poznawania ludzi, blokuję się na treningu. No i efekt był taki, że typ gabarytowo podobny do mnie, trenował i sparował ze mną przez ileś tam miesięcy (kilka razy na tydzień) i nie wiem nawet jak miał na imię xD Gromadka takich bardziej społecznych, którzy zagadywali ludzi uznali, że jestem Wojtek (a wcale nie jestem Wojtek) i już tak zostało. Nie prostowałem, wisiało mi to. Mnie brakuje bliskich relacji, nie jakichkolwiek.
  4. Obejrzałem sobie to, a ja mam straszny problem z samotnością i relacjami jakimikolwiek. Doszło już do tego, że w sumie każda rozmowa (taka prywatna) wywiera na mnie presję. Każdy jest przeze mnie traktowany jako ostatnia szansa, a każda cisza rodzi pytania czy coś zrobiłem nie tak. Na ten moment mam już bardzo nierówne szanse w kontaktach społecznych. Kalafiory wyczuły, że pewne rzeczy zabrnęły za daleko i próbują oswoić rzeczywistość, przystosować się. Czerpać przyjemność z samotności, albo i wykorzystywać ja do własnych celów. Mieć kontrolę. Jak się na to zapatrujecie? Chciałbym poznać wasze opinie, ale proszę o zaznaczenie mniej-więcej wieku i stanu cywilnego/rodzaju doświadczeń w relacjach (przyjaźnie długoterminowe, związki - czy występują, czy nie dotyczy) Informacyjnie: film trwa 34 minuty, ale jak ktoś zna te pojęcia(monkmode, art of being alone), to w sumie bez problemu się wypowie
  5. bo trochę też był to żart, bo ja mam niestety też takie poczucie humoru, ale nie wiem czy tu nie przyjdzie jakaś rodzina ofiary. Nigdy nie wiadomo zważywszy na charakter miejsca.
  6. No dyć Johaśka, godom Ci, nie wszystko do się zaszpachlować. Miałem taki epizod, że latałem na kurierce. Jedna babeczka na początku rejonu zawsze blikiem płaciła i mi się żaliła, że za wcześnie u niej jestem zawsze i się nigdy nie zdąży pomalować porządnie, a inaczej telefonu nie może odblokować. I myślałem, że to żart, aż w końcu serio stało się to przy mnie i na moich oczach xD. Z niczym nie należy przesadzać.
  7. 33 jeszcze porzez chwilę Szukam przede wszystkim zdalnej, bo lepiej sobie radzę jak się okazało. Nie mieszkam w mieście.
  8. W sumie to wydaje mi się, że kobiece piękno jest zdolne przejść próbę... no może nie ognia, ale wody. Tak to trochę brutalne, ale jeśli po potraktowaniu myjką ciśnieniową nie nastąpiła drastyczna zmiana, to znaczy, że jest dobrze xDDD Prędzej czy później ktoś się oburzy, ale pytacie o subiektywną opinię misiaczki
  9. Z miasta to ja uciekłem kilka lat temu, ok.10 lat w Krakowie, ale nie lubię w nocy słuchać jak sąsiad wyżej jedzie dupą po wannie. Nigdy nie wysyłałem setek, tylko robiłem błąd że szedłem w pierwsze miejsce. Teraz też nie wysyłam setek, tylko bazuję na tym co umiem i szukam odpowiedniej oferty. Ludzie walą CV z generatora jedno i to samo na setki ofert i są zdziwieni że nikt się nie odzywa. Ja jestem selektywny.
  10. Nawysyłałem tego CV, gdzie mi pasowało mniej lub bardziej. Albo trwa zbieranie zgłoszeń, albo się skończyło w zeszłym tygodniu. Teraz się zacznie czekanie. Dziś się kończy umowa z tymi oszustami i szubrawcami, nie popuszczę. NIENAWIDZĘ siedzenia i czekania na czyjeś działanie. 14 aplikacji na pracuj.pl, kilka bezpośrednio na stronach pracodawcy, kilka w wewnętrznych rekrutacjach w agencjach HR, jakieś rocketjobs, jooble, inne portale. Mam zaproszenie do jakiegoś projekciku ai data anotation, ale nie wiem czy coś z tego wgl wyjdzie. Raz odzew był, ale nie leżała mi robota, a dostałem kilka zadań próbnych, ja to byłem w stanie zrobić, ale jakbym miał się zmuszać co dnia, to bym to rzucił za pół roku. Trzymajcie kciuki.
  11. A ja myślę, że „normik” to kolejna łatka do niczego nam tu niepotrzebna w różnych naszych sytuacjach zdrowotnych i życiowych. Tak jakby ludzie zdrowi i poukładani nie mieli swoich dziwactw. Bardziej sensowne jest przyjrzenie się socjologicznemu pojęciu norm i ich klasyfikacji. Potem zastanowienie się, ile spełniamy ot tak, do ilu staramy się dorosnąć, ile nas jakoś ogranicza. Na koniec, czy z tych, których nie spełniamy, wynika jakiś problem lub krzywda dla nas albo innych. Z tego można jakieś sensowne wnioski wyciągnąć przynajmniej. Internet wpakował nam do języka masę pojęć, które nie bardzo coś konkretnego znaczą, i próba dopasowywania się do jakiegoś w sumie subiektywnego wyobrażenia o tym, jacy ludzie są lub być powinni, może przysporzyć nam kolejnego „problemu ze sobą”. ERGO: łamiąc trochę normę społeczną, ale nieco już mniej sankcjami społecznymi objętą, powiem, że chuja wbijam w słowo „normik”, bo to tyle samo znaczy co "67". lvl 33 wyższe wykształcenie uległy
  12. Mam przymusowy reset kolejny raz i zaczynam wszystko od nowa. Jakoś nic kompletnie nie mam na stałe. W niczym i w nikim oparcia tak naprawdę. Chciałbym ustabilizować sobie życie zawodowe, poznać kogoś, zadbać o siebie bardziej, zabezpieczyć sobie przyszłość, ale wszystko jest jakieś takie trudne. I w dodatku nie bardzo czuję, że mam teraz coś do zaoferowania.
  13. Nie do końca wiem, co masz na myśli z tym zamykaniem. A też nie chcę się jakoś dopytywać na siłę. W każdym razie szkoda, że tak płacimy za cudze błędy. To jest niesprawiedliwe i trudno z tym sobie radzić. Jakoś powoli tracę nadzieję na różne rzeczy i nie chcę się z tym godzić. Na razie próbuję. Dałem sobie jeszcze jedną szansę i bardzo chciałbym, żeby tym razem coś się w końcu zmieniło.
  14. A z domu nie wyniosłaś? Bo u mnie rodzice są całe życie w jakimś chorym dystansie. Tam była jakaś historia, że mama miała straszne parcie na to, żeby wyrwać się z domu. Ojciec wcale nie chciał się wiązać i żenić, miał jakieś swoje problemy. Mówił, że się nie nadaje. Jakaś dziwna transakcja. Ja całe życie nie widziałem, żeby byli jakoś sobie bliscy. Nie patrzą na siebie, nie przytulają się. Nigdy tego nie było. Mnie też tak posadzili z klockami pod stołem i musiałem się sobą zająć sam. Dobrze, że dziadka miałem i zostawiali mnie z nim, jak szli do pracy, bo on mi czas poświęcał i jakoś sprawiał, że życie mogło być choć trochę kolorowe. Nie mam bliskich relacji. Nie mam chyba takiego doświadczenia w życiu. Jakoś zawsze sam sobie ze wszystkim radzę, nie proszę o pomoc, bo nie umiem. To ogólnie jakoś jest widoczne nawet dla obcych ludzi, gdzieś to moje trzymanie się na uboczu i tę "osobność" widać. Pracowałem kiedyś z młodzieżą, raz mnie te brokuły podsumowały tak, że niby jestem „sigma”. A tam naprawdę w środku ruina i patologiczne osamotnienie.
  15. To trochę tak jakbyśmy wszyscy mieli te same klocki, tylko mnie jedne elementy układa się łatwiej, inne Tobie, temu co to teraz czyta jeszcze inne. Ja też społecznie nie potrafię. Jak to jest oficjalny kontakt, procedura, ramy - jestem bardzo elokwentny, sympatyczny, nawet profesjonalny. Prywatnie nie umiem. Nienawidzę zaczynać znajomości. Jak już kogoś znam i jest przyzwyczajony, że od czasu do czasu z dziką satysfakcją zrobię coś totalnie nie na miejscu, to jeszcze jakoś. Ale takie kontakty dawno się pourywały. Przy nowych osobach jestem ostrożny, tracę siebie jakoś. Z czasem zatarły mi się poglądy, przekonania, postawy. Żyję osobno. Relacje też są jakieś jałowe. Ogólnie jako nie mogłem się nigdy do nikogo zbliżyć. Takim kolegą tak pod ręką i dla hecy to łatwo się stać, ale nic więcej mi nikt nie zaoferował. Zawsze ten zimny dystans. I za każdym razem wszystkie poprzednie odtrącenia. Na mnie kontakt z drugim człowiekiem działa przeważnie jak potencjalne zagrożenie i raczej nic fajnego. Po prostu nie miałem się gdzie tego nauczyć na początku i już z tym zostałem.
  16. Strasznie mi jest ostatnio chujowo. Zmienili przepisy i nie mogę robić tego co robiłem. Następny pracodawcza zrobił wałek i jutro wygasa umowa o pracę, której mi nawet nie zlecił, jeszcze ich do ZUS i PIP zgłosiłem, powoli zaczynają się wypłacać. Odciąłem się od jedynej osoby, z którą miałem jakąś relację, bo nie chcę wiecznie być tylko kolegą. Próbuję wystartować w innej branży i wkurwia mnie wygląd procesów rekrutacyjnych. Nie mam z kim pogadać. Jak szukałem jakichś społeczności w internecie, żeby chociaż poudawać, to śmietniki takie wszędzie, że mi się odechciało. Coś niby dziś zrobiłem konstruktywnego, ale nawet tego nie dostrzegam bo się tak miotam dziś bez celu. Strasznie mi nie idzie nic. Mam śmietnik w głowie, nie umiem na chwilę odpuścić. Dogania mnie myśl, że jakoś tak chciałbym żeby wszystko ustało, skończyło się. Jestem wyczerpany.
  17. Samoocena to taka dziwna nazwa. Czasami przecież to, jak siebie oceniamy, niekoniecznie jest tym, co faktycznie wiemy o sobie, tylko tym, co myślimy, że inni o nas mogą myśleć. Czasami sami sobie coś wmawiamy. Trochę się utożsamiam. Choć u mnie to dużo prostsze. Byłem ciekawym świata dzieckiem. Interesowało mnie mnóstwo rzeczy. Jakoś nie miał mnie kto wesprzeć w dzieciństwie i start ze starciem z rówieśnikami w zerówce, szkole i dalej pozbawił mnie tego. Nie wiem, co się stało. Jakoś nie pasowałem, dużo chorowałem. Grupy rówieśnicze mnie odtrącały, a w rodzinie nie miałem zrozumienia i przez większość czasu zastanawiałem się, co jest ze mną nie tak. Mam lęk przed ludźmi. Zawsze miałem, ale dopiero po dłuższej izolacji uświadomiłem sobie, jak bardzo to niszczy i jak bardzo mogę być niewydolny społecznie przy odrobinie dyskomfortu. W końcu mocno wycofałem się w samotność. W zasadzie nie wychodzę z domu, staram się robić wszystko, żeby pracować zdalnie. Odciąłem się od ostatnich znajomych, bo poszli w życiu gdzieś indziej i już ja nie dotrzymałem tempa. Zupełnie jakbym odmawiał sobie prawa do swojej drogi. Właściwie nigdy nie stworzyłem jakiejś sensownej relacji, bo nawet kiedy nadaję z kimś na tych samych falach, czuć ode mnie to, że sobie nie ufam, nie lubię siebie i nie uważam się za wystarczającego. Z drugiej strony mam też świadomość wszystkiego, co zrobiłem sam, bez niczyjej pomocy, bo ze wszystkim zmagałem się zawsze sam. Zdaję sobie sprawę z moich zalet, zdolności i umiejętności. Tego, że tu i tam umiem wnieść wartość. Ja to wszystko wiem, ale zawsze czuję się jakoś gorszy i obcy wszędzie. Tu też. To też tak jest, że jak całe życie nie ma Ci kto powiedzieć czegoś dobrego, nie ma kto docenić, to potem jak ktoś Ci mimochodem rzuci słowem uznania, to w to nie wierzysz, myślisz, że to ironia itp. Nie wiem, czy Ci to cokolwiek da. Zmieniliśmy ze sobą może ze trzy zdania, ale sprawiasz wrażenie dobrej osoby. Pracujesz, chyba nawet ciężko, ja nie lubię tak wcześnie wstawać i już samo to jest wyzwaniem. Widać u Ciebie troskę o ludzi i rodzinę. Zmagasz się z tym wszystkim i próbujesz to ogarnąć, rozwikłać. No, robisz co możesz. To wymaga dużo siły i na przykład ja to szanuję. Zauważyłem coś pisząc to. Kiedy wypowiadam się o relacjach, emocjach itp. To używam prostszego języka. Niemal infantylnego. Może tam utknąłem z tą sferą życia, nie rozwinąłem się tak, jak w innych obszarach.
  18. trzeba mu dać czas, kanał był rok nieaktywny i zmieniałem nazwę, algorytmy przemielą i może się pojawi
  19. A miałem ostatnio trochę gorszy czas. Tak ze 30 lat xD
  20. dzięki za organizowanie fanklubu Widzisz, a ja w siebie nie wierzę ostatnio. No dobra, to powiem tak: udostępniłem trochę moich staroci, możliwe, że skołuję coś nowego. A na razie na kanale znajdziecie krótkie ciekawostki w shortach i tam kilka dłuższych rzeczy, mam tego jeszcze więcej, ale to już musicie mnie ośmielić, zrobić z 5 wyświetleń na krzyż, napisać jakieś zdanie w komentarzu. Pochwalić, ubliżyć, jak kto lubi. Dlaczego w Europie pija się kawę? - kliknij, to się dowiesz
  21. Kiedyś mi się zachciało prowadzić kanał o tematyce historycznej. Potem to schowałem jako prywatne. Poprzeglądałem to i zrobiłem harmonogram. Moje stare shorty będą się ukazywały co 2 dni. Zobaczymy czy licznik coś wykręci. Mam też dłuższe materiały, ale na razie link do kanału. Takie postaci różne czasem szemrane, czasem godne zapamiętania, ale nie zawsze z przebadaną historią: www.youtube.com/@EchKiedysToBylo
×