Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wylogowany

Nowy Użytkownik
  • Postów

    38
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Wylogowany

  1. Czytam to i... Powiedzcie, że komuś z was udało się z tego otrząsnąć, bo ja się tak czuję całe życie. Powiedzcie, że komuś się udało. Tłumiłem to całe lata, ale każde kolejne odrzucenie- rodzina, rówieśnicy, kobiety, środowisko w pracy- boli coraz bardziej, a ja się pozwalam tak traktować. Tym razem już somatyzacja nastąpiła, gorzej widzę, coś jak zapalenie zatok i zatyka mi uszy. Ciągle szukam potwierdzenia, że po coś jestem na zewnątrz, bo w sobie nie potrafię.
  2. Bierzesz nóż i patyk i... W sumie tyle, kombinuj, albo zobacz jak to robią inni w internecie. Jest taki stary rzeźbiarz i były nauczyciel, Paweł Dudziński. Ma kanał na YT i tam robi takie proste rzeczy czasem, łyżki, kuksy itp. No i mój dziadek robił mi zabawki jak byłem mały. Takie trochę niebezpieczne dla zdrowia i życia czasami xD ale piękne to było. A reszta jest już w tym patyku, tylko jakoś tak trzeba spojrzeć na niego oczami tej osoby, która masz ukryta gdzieś głęboko w sobie.
  3. Mamy ponad 400 km do siebie i spotkaliśmy się w połowie drogi. Tam niby nie było takiego samego zaangażowania, tylko uniki żeby czasem nie zrobili się powaznie. Ale wiem że taka osobowość, to stwierdziłem, że będę to starał się nieść. Że może.... A zresztą, kogo ja oszukuję.
  4. Co mnie wkurza... Ludzi, czy raczej humanoidy i ludzkich cechach dla zmylenia przeciwnika, którzy ghostują Cię po kilku miesiącach znajomości powinno się golić na łyso i barwić jej na ten oczojebny pomarańczowy żeby ich było widać z daleka.
  5. Nie uważam, że to jakaś sztuka, ale czasem ma dość wszystkiego, siedzę i strugam patyk. Zobacz mój patyk
  6. No raz w życiu ich o coś poprosiłem. Raz. Nie jestem nieśmiały chyba raczej. Ja się spotykam z odrzuceniem wiecznie. No i tez podświadomie wybieram osoby niedostępne emocjonalnie, albo unikowe. Ja się chcę zaangażować, walczę z moim głodem bliskości, temperuję go jak tylko mogę, ale w końcu i tak dla nich to jest za dużo i nie umieją mi dać tego czego ja potrzebuję. Odchodzą i nie mówią dlaczego. Miałem wiele takich sytuacji, że spotykałem się z takim entuzjazmem i zainteresowaniem. Mam flashbacki z herbatki z taką Agnieszką (napisałem to imię... bo tak miała na imię). Siedzieliśmy w jakiejś knajpie przy takim stoliczku dla dzieci małym dla beki. Złapała mnie tak za obie dłonie i mi szczebiotała jak to jestem je szczęściem i w sumie to na następny dzień już mnie widzieć nie chciała nawet. Schowała się za ścianą. Z tydzień później ją przypadkiem minąłem to mi rzuciła takim lodowatym "cześć" z taką miną jakby miała rzygnąć na mój widok. W sumie nie wiem po co akurat o tym piszę, chyba zmęczony jestem po trudach dnia i bredzę. Minęło kilka lat, a mnie to tak wkurwia, czasami potrafię się obudzić w środku nocy nie wiedzieć czemu z taka myślą. W ogóle przez większość życia czuje się jakbym wszystkim jakoś zawadzał. I źle mi samemu i czuję jakby mnie wszystko jakoś ominęło, jest jeszcze jakaś presja, że już późno dla mnie. Albo słyszę od kogoś, że to fajnie, że taka czysta karta, ale potem za jakiś czas mówią że to jakaś czerwona flaga (a ja nie nie jestem żadnym komunistą! :P), bo jak nikt mnie do tej pory nie chciał, to szkoda na mnie czasu. Odniosłem też wrażenie, że jak mówię komuś, że pracuję zdalnie i zaszyłem się w lesie, to spotykam się z jakąś nadinterpretacją. I tak, ja nie doceniam, ale Wy drogie Panie, trochę przeceniacie te moje zasoby xD
  7. Problem w tym, że nie mam żadnego pozytywnego dowodu już. Mam wrażenie, że nie znam innego życia niż to w wiecznym osamotnieniu. Przeżyłem tak 33 lata. Czasami myślę, że już mi się chce A to mnie niszczy. Ciągle próbuje zacząć życie od nowa. Wyprowadzka na studia, praca w tym zawodzie, rzucenie wszystkiego, zrobienie papierów c+e, praca za kółkiem, aż 2 końcu sam uciekłem od świata. Zaszyłem się na wiosce, pracuje zdalnie. To jest dla mnie jakoś kojące i potrafię się tym cieszyć nawet. Ale to poczucie osamotnienia zabiera smak życia. Brakuje kogoś komu bym mógł ufać, że przynajmniej jakiś czas zostanie. Nie potrafię znaleźć walidacji w sobie. Czasami myślę że sam siebie znienawidziłem i nawet nie wiem za co.
  8. Deprywacja emocjonalna i poczucie przezroczystości – jak odbić się od dna? Zniknąłem już gdzieś w dzieciństwie, na początku. Byłem nieobecny we własnym życiu. Byłem tym cichym dzieckiem, co to samo sobą się zajmie, nie trzeba się nim przejmować. Nigdzie nie pasowałem – ani w rodzinie, ani w grupach rówieśników, ani na imprezie na studiach, ani wśród współpracowników. Zero miejsca dla mnie. Zawsze byłem jakoś przezroczysty albo wręcz odpychany przez otoczenie. Do dziś nie bardzo się umiem odnaleźć. Ostatnio chciałem zacząć terapię, bo więcej tych problemów już mi się nawarstwiło. Samoocena to dno u mnie. Do tego stopnia, że wszelkie przejawy życzliwości traktuję jako nieszczere. Trudno mi uwierzyć, że ktoś mnie może lubi. Na pierwszej sesji to poruszyłem i w sumie ciepło się wyraziłem o znajomych z czasów studiów – raptem 3 osoby, z którymi jakiś tam kontakt się zachował. Wśród nich trochę lepiej funkcjonowałem, a to było w kontraście zupełnym do 10 lat prób znalezienia sobie kogoś. Umówiliśmy się na takie ćwiczenie, że rozpiszę sobie w tabelce, co ja myślę o sobie, a co myślą inni. Chodziło pewnie o to, żeby mi pokazać, że można dobrze o mnie myśleć. Ale że mnie jest trudno powiedzieć, co inni myślą o mnie, to doszliśmy do wniosku, żeby ich podpytać. Podpytałem. Tydzień temu. Olali mnie. Nie umiem zrobić tej tabelki. Dostałem jakiś feedback od rodziny, ale to są ludzie, którzy porzucili mnie w pierwszej kolejności. I jeszcze od jednej osoby, która mnie krótko zna. I w sumie w tej tabelce mam tylko, że mi przełożony powiedział, że jestem profesjonalny i sobie dobrze radzę itp. Tak sobie napisałem, bo nie wiem, co zrobić. Może ktoś z tym walczy z jakimiś sukcesami i coś powie ciekawego. Siedzę z tym sam i nie wiem co zrobić. Mam chore myśli
×