Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wylogowany

Użytkownik
  • Postów

    74
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Wylogowany

  1. Wylogowany

    OT

    Przyzwyczaiłem się bo mnie od kilkunastu lat tylko takie traktowanie spotyka. Mimo to, wkurza mnie to i rodzi się we mnie żądza zemsty. Co to jest ubok?
  2. Wylogowany

    OT

    Nie no, luz xD
  3. Wylogowany

    OT

    Nie no weź xD Ale szczerze, to wkurwia mnie to takie znikanie bez słowa w połowie zdania. Jak ktoś ma taki zwyczaj to 2 sumie po co ludziom dupę zawraca, Zawsze można powiedzieć, że się już nie ma czasu/ochoty, nara byczq, a nie takie ucieczki.
  4. Wylogowany

    OT

    Co, znowu mnie zghostowali
  5. Wylogowany

    OT

    popisałem z nią ze trzy dni i usunęła konto, chyba to wezmę do siebie
  6. Rozsypka Nowy wpis, nowy problem. Rozsypuję się emocjonalnie przy osobach, które okazują mi zainteresowanie czy życzliwość. W momencie jak powinienem się poczuć swobodnie i bezpiecznie w relacji, to nie dość że unikowy styl mi się odpala, to jeszcze zaczynam wywalać swoje różne żale i bóle. Pochłania mnie to i ta druga osoba albo jest tym przytłoczona, albo czyje że ja z kolei nie zwracam uwagi ja jej problemy czy punkt widzenia. W ten sposób odstraszam.
  7. Ja jestem w puncie drugim. niszczę zewnętrzny pancerz, który budowałem przez lata. Stary ja umiera w agonii i cierpieniu. I jeszcze wierzga, łapie ostatnie strzępy uchodzącego życia. Te że nowy się jeszcze nie narodził. Ciekawe co ze mną będzie, a tydzień, za rok...
  8. Pomyślałem, że będę tutaj spisywał moje przemyślenia i wnioski. Pierwotny problem W dzieciństwie podbiegłem do ojca, gdy wrócił z pracy. Zrobiłem coś typowo dziecięcego – nie do końca wiem, czy uwiesiłem się na nodze, czy chciałem, żeby wziął mnie na ręce. Coś w tym stylu. Spierdolił mnie z góry na dół, żebym nie zawracał mu głowy i że w ogóle to jest „babskie” i zachowuję się jak baba. Od tego momentu nie chciałem, żeby ktokolwiek mnie przytulał czy brał na ręce, bo to było „złe”. Płakałem, wyrywałem się, wszyscy się dziwili. Do dziś mam jakąś niezręczność związaną z okazywaniem bliskości – dziwnie się czuję, gdy ktoś mnie obejmie. Nie poradziłem sobie też z relacjami w dorosłym życiu. Także z innych względów – niskie poczucie własnej wartości. Byłem zostawiony sam sobie. Mówiono, że jestem grzeczny i potrafię sam sobą się zająć, jakby dziecka nie było. No bo w sumie dziecka nie było. W dodatku rodzice – zwłaszcza ojciec – mieli taki pomysł, żeby na rodzinnej posiadówce pośmiać się ze mnie, jak zrobiłem coś dziwnego. Tak coś palnąć, żeby minutę porechotać i pewnie odwrócić uwagę od własnego spierdolenia. To nie są ludzie, którym ufam. W przedszkolu czy tam zerówce (bo do maluchów mnie nie wysłali, aż dziwne) spotkałem się z odtrąceniem rówieśników. Wielokrotnie. Nie mam pojęcia czemu. Z jakiegoś powodu byłem łatwą ofiarą. W zasadzie 6 lat podstawówki to taka sinusoida, gdzie funkcjonowałem sobie na marginesie i nie chciałem do tej szkoły chodzić. Dziś mówi się o fobii szkolnej – wtedy miałem iść i koniec. Nawet jak miałem 37,5 stopnia, to dowiadywałem się, że stan podgorączkowy to jeszcze nie choroba (mama była pielęgniarką) i do szkoły. W gimnazjum było względnie dobrze, w średniej jakoś sobie radziłem. Jakichś ludzi wokół siebie miałem dopiero na studiach. W miejscach pracy te relacje też były „nie za bardzo”, a kobiety to już w ogóle kaplica. Ogólnie to całe życie czułem, że wszystkim zawadzam i nigdzie mnie nie chcą. Nie ma u mnie w ogóle dołu piramidy potrzeb – zbudowałem sam wierzchołek. Nigdy nie nauczyłem się szukać wartości w sobie. Chciałem ją czerpać z tych dziewczyn, które mnie interesowały. Nietrudno zgadnąć, jak na mnie wpływały ciągle powtarzające się odrzucenia. Dopiero ostatnio zacząłem coś z tym robić (rocznik 92). Wszystkich traktowałem zawsze jako potencjalne zagrożenie. Nie umiem przyjąć komplementu – jak ktoś jest dla mnie miły, to robię się podejrzliwy. Z drugiej strony czuję taki brak bliskości i akceptacji, że parę razy szukałem już jakiegoś pomysłu bardziej cywilizowanego niż sznur. Nie wolno się cieszyć Mój stary w ogóle ma swoje niezaopiekowane problemy. Nie wolno było nam się cieszyć czy głośno okazywać radości. To zawsze wiązało się z jakąś złośliwością – narzucał jakąś chorą sankcję za radość. „Co się tak cieszysz?” „Śmiejesz się jak głupi do sera” itp. Skutek, jaki zauważyłem dziś: trudno mi coś robić dla siebie. Kryję się przed otoczeniem z małymi przyjemnościami. Nie kupowałem sobie fajnych rzeczy, tylko raczej te praktyczne. Jeździłem rdzewiejącymi, białymi kompaktami – wyglądałem jak dostawca pizzy. Całe studia oglądałem zegarek w witrynie mijanego w drodze do Tesco sklepu. Jako dorosły, jak chciałem sobie coś kupić, to płacąc za to, czułem się, jakbym bał się zapytać rodziców, czy mogę, xD. Parentyfikacja Przez większość życia miałem wiele momentów, w których tymi ludźmi w ten czy inny sposób się opiekowałem. Bywało, że wchodziłem w ich role tam, gdzie ich nie było. Dziś są emerytami. Gdy mama była chora (nowotwór), jeździłem z nią po lekarzach, pilnowałem diety itp. Ojca kiedyś, po jakichś tam jego dziwacznych akcjach, posadziłem na stołku i tłumaczyłem mu, że coś w życiu zrobił, że nie jest bezwartościowy – ogarniałem go emocjonalnie. Szkoda, że siebie nie umiem. To są rzeczy, z których zdałem sobie sprawę do tej pory. Trochę liczę, że ktoś się czymś podzieli, a trochę robię sobie notatkę przed kolejną sesją. PS. Dziś zamówiłem ten zegarek. Głupie, a cieszy. A potem jeździłem bez celu autem – takim nowym, niebieskim. Czuję się z tym, jakbym coś nabroił, xD. A piszę to w dobrym humorze. Dwa poprzednie dni przeleżałem w łóżku, jak tylko nie miałem zawodowo nic do roboty – była rozpacz i poczucie osamotnienia.
  9. No, dość mocno bywałem wykluczany z grup rówieśniczych, ale za to w dorosłym życiu krzywdzę sam siebie xD Wszędzie ta samoobsługa teraz
  10. Czytam to i... Powiedzcie, że komuś z was udało się z tego otrząsnąć, bo ja się tak czuję całe życie. Powiedzcie, że komuś się udało. Tłumiłem to całe lata, ale każde kolejne odrzucenie- rodzina, rówieśnicy, kobiety, środowisko w pracy- boli coraz bardziej, a ja się pozwalam tak traktować. Tym razem już somatyzacja nastąpiła, gorzej widzę, coś jak zapalenie zatok i zatyka mi uszy. Ciągle szukam potwierdzenia, że po coś jestem na zewnątrz, bo w sobie nie potrafię.
  11. Bierzesz nóż i patyk i... W sumie tyle, kombinuj, albo zobacz jak to robią inni w internecie. Jest taki stary rzeźbiarz i były nauczyciel, Paweł Dudziński. Ma kanał na YT i tam robi takie proste rzeczy czasem, łyżki, kuksy itp. No i mój dziadek robił mi zabawki jak byłem mały. Takie trochę niebezpieczne dla zdrowia i życia czasami xD ale piękne to było. A reszta jest już w tym patyku, tylko jakoś tak trzeba spojrzeć na niego oczami tej osoby, która masz ukryta gdzieś głęboko w sobie.
  12. Mamy ponad 400 km do siebie i spotkaliśmy się w połowie drogi. Tam niby nie było takiego samego zaangażowania, tylko uniki żeby czasem nie zrobili się powaznie. Ale wiem że taka osobowość, to stwierdziłem, że będę to starał się nieść. Że może.... A zresztą, kogo ja oszukuję.
  13. Co mnie wkurza... Ludzi, czy raczej humanoidy i ludzkich cechach dla zmylenia przeciwnika, którzy ghostują Cię po kilku miesiącach znajomości powinno się golić na łyso i barwić jej na ten oczojebny pomarańczowy żeby ich było widać z daleka.
  14. Nie uważam, że to jakaś sztuka, ale czasem ma dość wszystkiego, siedzę i strugam patyk. Zobacz mój patyk
  15. No raz w życiu ich o coś poprosiłem. Raz. Nie jestem nieśmiały chyba raczej. Ja się spotykam z odrzuceniem wiecznie. No i tez podświadomie wybieram osoby niedostępne emocjonalnie, albo unikowe. Ja się chcę zaangażować, walczę z moim głodem bliskości, temperuję go jak tylko mogę, ale w końcu i tak dla nich to jest za dużo i nie umieją mi dać tego czego ja potrzebuję. Odchodzą i nie mówią dlaczego. Miałem wiele takich sytuacji, że spotykałem się z takim entuzjazmem i zainteresowaniem. Mam flashbacki z herbatki z taką Agnieszką (napisałem to imię... bo tak miała na imię). Siedzieliśmy w jakiejś knajpie przy takim stoliczku dla dzieci małym dla beki. Złapała mnie tak za obie dłonie i mi szczebiotała jak to jestem je szczęściem i w sumie to na następny dzień już mnie widzieć nie chciała nawet. Schowała się za ścianą. Z tydzień później ją przypadkiem minąłem to mi rzuciła takim lodowatym "cześć" z taką miną jakby miała rzygnąć na mój widok. W sumie nie wiem po co akurat o tym piszę, chyba zmęczony jestem po trudach dnia i bredzę. Minęło kilka lat, a mnie to tak wkurwia, czasami potrafię się obudzić w środku nocy nie wiedzieć czemu z taka myślą. W ogóle przez większość życia czuje się jakbym wszystkim jakoś zawadzał. I źle mi samemu i czuję jakby mnie wszystko jakoś ominęło, jest jeszcze jakaś presja, że już późno dla mnie. Albo słyszę od kogoś, że to fajnie, że taka czysta karta, ale potem za jakiś czas mówią że to jakaś czerwona flaga (a ja nie nie jestem żadnym komunistą! :P), bo jak nikt mnie do tej pory nie chciał, to szkoda na mnie czasu. Odniosłem też wrażenie, że jak mówię komuś, że pracuję zdalnie i zaszyłem się w lesie, to spotykam się z jakąś nadinterpretacją. I tak, ja nie doceniam, ale Wy drogie Panie, trochę przeceniacie te moje zasoby xD
  16. Problem w tym, że nie mam żadnego pozytywnego dowodu już. Mam wrażenie, że nie znam innego życia niż to w wiecznym osamotnieniu. Przeżyłem tak 33 lata. Czasami myślę, że już mi się chce A to mnie niszczy. Ciągle próbuje zacząć życie od nowa. Wyprowadzka na studia, praca w tym zawodzie, rzucenie wszystkiego, zrobienie papierów c+e, praca za kółkiem, aż 2 końcu sam uciekłem od świata. Zaszyłem się na wiosce, pracuje zdalnie. To jest dla mnie jakoś kojące i potrafię się tym cieszyć nawet. Ale to poczucie osamotnienia zabiera smak życia. Brakuje kogoś komu bym mógł ufać, że przynajmniej jakiś czas zostanie. Nie potrafię znaleźć walidacji w sobie. Czasami myślę że sam siebie znienawidziłem i nawet nie wiem za co.
  17. Deprywacja emocjonalna i poczucie przezroczystości – jak odbić się od dna? Zniknąłem już gdzieś w dzieciństwie, na początku. Byłem nieobecny we własnym życiu. Byłem tym cichym dzieckiem, co to samo sobą się zajmie, nie trzeba się nim przejmować. Nigdzie nie pasowałem – ani w rodzinie, ani w grupach rówieśników, ani na imprezie na studiach, ani wśród współpracowników. Zero miejsca dla mnie. Zawsze byłem jakoś przezroczysty albo wręcz odpychany przez otoczenie. Do dziś nie bardzo się umiem odnaleźć. Ostatnio chciałem zacząć terapię, bo więcej tych problemów już mi się nawarstwiło. Samoocena to dno u mnie. Do tego stopnia, że wszelkie przejawy życzliwości traktuję jako nieszczere. Trudno mi uwierzyć, że ktoś mnie może lubi. Na pierwszej sesji to poruszyłem i w sumie ciepło się wyraziłem o znajomych z czasów studiów – raptem 3 osoby, z którymi jakiś tam kontakt się zachował. Wśród nich trochę lepiej funkcjonowałem, a to było w kontraście zupełnym do 10 lat prób znalezienia sobie kogoś. Umówiliśmy się na takie ćwiczenie, że rozpiszę sobie w tabelce, co ja myślę o sobie, a co myślą inni. Chodziło pewnie o to, żeby mi pokazać, że można dobrze o mnie myśleć. Ale że mnie jest trudno powiedzieć, co inni myślą o mnie, to doszliśmy do wniosku, żeby ich podpytać. Podpytałem. Tydzień temu. Olali mnie. Nie umiem zrobić tej tabelki. Dostałem jakiś feedback od rodziny, ale to są ludzie, którzy porzucili mnie w pierwszej kolejności. I jeszcze od jednej osoby, która mnie krótko zna. I w sumie w tej tabelce mam tylko, że mi przełożony powiedział, że jestem profesjonalny i sobie dobrze radzę itp. Tak sobie napisałem, bo nie wiem, co zrobić. Może ktoś z tym walczy z jakimiś sukcesami i coś powie ciekawego. Siedzę z tym sam i nie wiem co zrobić. Mam chore myśli
×