Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

Świat jest okrutnym miejscem. Będzie próbował Cię powalić na kolana a nawet łopatki. Jednak nie jest ważne ile razy "padniesz" ważne jest podnieść się, stawić czoła i dalej próbować żyć. I to jest prawdziwe zwycięstwo. 

Ktoś kto nie boi się prawdy nigdy nie będzie bał się rozmawiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krzyczeć, dajcie mi krzyczeć

Krzyk to przeżycie, to piękna rzecz.

Skrzydła, dajcie mi skrzydła

Ziemia mi zbrzydła, odlecę stąd.

Spokój, dajcie mi spokój

Chociaż raz w roku, tak bardzo chcę

Trumnę, dajcie mi trumnę

Może gdy umrę będzie mi lżej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

58 minut temu, Heledore napisał(a):

Krzyczeć, dajcie mi krzyczeć

Krzyk to przeżycie, to piękna rzecz.

Skrzydła, dajcie mi skrzydła

Ziemia mi zbrzydła, odlecę stąd.

Spokój, dajcie mi spokój

Chociaż raz w roku, tak bardzo chcę

Trumnę, dajcie mi trumnę

Może gdy umrę będzie mi lżej

Piękne. Sama to napisałaś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też ciężko u mnie, miałem kilku tygodniowe ciut lepsze okresy w drugiej połowie zeszłego roku gdzie mogłem pracować i jakoś tam funkcjonować. Teraz juz od ponad miesiąca ta porąbana niemoc, sen nieregenerujacy, jakby mózg nie funkcjonował i był przegrzany całkowicie. Jprdl 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej

Piszę, bo jak tego nie wyrzucę z siebie to mnie chyba rozsadzi od środka.

Dostałam wiadomość, która uruchomiła we mnie wszystko co złe. Wszystko czego człowiek nie chce czuć. I nie chodzi o zwykłe „ktoś był niemiły”... Nie... To ten rodzaj kontaktu, po którym masz wrażenie, że ktoś Ci wbił do głowy brudnymi butami, zostawił ślady i jeszcze miał czelność nasrać na środku.

Od kilku dni czuję się jakbym była w trybie przetrwania.

Niby żyję, niby robię normalne rzeczy, ale w środku jest ciągły alarm... Taki, który nie wyłącza się nawet wtedy, kiedy próbujesz się uspokoić i wyciszyć... napięcie w ciele, ścisk w żołądku, roztrzęsienie i potem nagle pustka. Nic... Jakby mój układ nerwowy raz wchodził w tryb ucieczki, a raz w zamrożenie.

I to jest chyba najbardziej wkurwiające: że człowiek wie, że jest w swoim domu, że ma bliskich obok, że jest bezpieczny… a ciało i tak reaguje tak jakby zagrożenie było tuż obok.

Jakby mój mózg krzyczał - to już minęło, a ciało mówiło -gówno prawda, jesteś w niebezpieczeństwie. 

Nie mam ochoty wdawać się w szczegóły, bo nie chcę się tłumaczyć, nie chcę analizować, nie chcę niczego udowadniać. Po prostu czuję się jak śmieć. Jak coś, co ktoś próbował sprowadzić do roli przedmiotu. I co najgorsze, takie wiadomości są napisane tak, że człowiek zaczyna w to wierzyć. I tak, pojawia się wstyd. Ogromny. Tylko nie dlatego, że ja coś zrobiłam. Tylko dlatego, że ktoś z zewnątrz potrafi wcisnąć w człowieka brudne słowa i zostawić go z tym samemu. Jakby to był mój problem, że ktoś jest chory i przemocowy. Jestem wściekła.... bezdrana. Bo ja nie mam już siły za każdym razem zbierać się z podłogi... Nie mam siły przechodzić przez ten sam schemat- szok, napięcie, obrzydzenie, próba uziemienia i dalej nic...

A potem jeszcze dochodzi myśl, że "przecież to tylko słowa", więc powinnam to zignorować. Tylko że to nie są "tylko słowa". To jest upokorzenie i odebrania człowiekowi poczucia bezpieczeństwa.

Najgorsze jest to, że takie rzeczy zostają w głowie jak pasożyt...

Siedzisz potem i niby masz normalny dzień, ale w środku czujesz się jakbyś była brudna, inna, niepasująca... Jakby coś było nie tak z Tobą... Jakby ktoś Cię dotknął, mimo że fizycznie nic się nie stało.

I nie umiesz tego po prostu „wyłączyć”, bo ciało pamięta.

I jeszcze jedna rzecz, która mnie doprowadza do szału:

to poczucie, że ta osoba istnieje gdzieś obok świata normalnych ludzi. Że może napisać coś obrzydliwego, odpalić w człowieku traumę i pójść dalej robić sobie herbatę. A ja zostaję z trzęsącymi się rękami i ściśniętym żołądkiem...

Więc piszę tutaj, bo potrzebuję to wyrzucić, bez obciążania nikogo. 

Nie po to, żeby ktoś mnie naprawiał.

Tylko po to, żeby nie siedzieć z tym sama, bo to jest taki stan, w którym człowiek ma wrażenie, że zaraz eksploduje albo zniknie.

Na ten moment czuję się jak ktoś, kto próbuje oddychać pod wodą.

I tak, jestem wkurwiona.

I tak, jest mi niedobrze.

I tak, czuję się psychicznie pobita.

I mam dość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, StaticLine napisał(a):

Hej

Piszę, bo jak tego nie wyrzucę z siebie to mnie chyba rozsadzi od środka.

Dostałam wiadomość, która uruchomiła we mnie wszystko co złe. Wszystko czego człowiek nie chce czuć. I nie chodzi o zwykłe „ktoś był niemiły”... Nie... To ten rodzaj kontaktu, po którym masz wrażenie, że ktoś Ci wbił do głowy brudnymi butami, zostawił ślady i jeszcze miał czelność nasrać na środku.

Od kilku dni czuję się jakbym była w trybie przetrwania.

Niby żyję, niby robię normalne rzeczy, ale w środku jest ciągły alarm... Taki, który nie wyłącza się nawet wtedy, kiedy próbujesz się uspokoić i wyciszyć... napięcie w ciele, ścisk w żołądku, roztrzęsienie i potem nagle pustka. Nic... Jakby mój układ nerwowy raz wchodził w tryb ucieczki, a raz w zamrożenie.

I to jest chyba najbardziej wkurwiające: że człowiek wie, że jest w swoim domu, że ma bliskich obok, że jest bezpieczny… a ciało i tak reaguje tak jakby zagrożenie było tuż obok.

Jakby mój mózg krzyczał - to już minęło, a ciało mówiło -gówno prawda, jesteś w niebezpieczeństwie. 

Nie mam ochoty wdawać się w szczegóły, bo nie chcę się tłumaczyć, nie chcę analizować, nie chcę niczego udowadniać. Po prostu czuję się jak śmieć. Jak coś, co ktoś próbował sprowadzić do roli przedmiotu. I co najgorsze, takie wiadomości są napisane tak, że człowiek zaczyna w to wierzyć. I tak, pojawia się wstyd. Ogromny. Tylko nie dlatego, że ja coś zrobiłam. Tylko dlatego, że ktoś z zewnątrz potrafi wcisnąć w człowieka brudne słowa i zostawić go z tym samemu. Jakby to był mój problem, że ktoś jest chory i przemocowy. Jestem wściekła.... bezdrana. Bo ja nie mam już siły za każdym razem zbierać się z podłogi... Nie mam siły przechodzić przez ten sam schemat- szok, napięcie, obrzydzenie, próba uziemienia i dalej nic...

A potem jeszcze dochodzi myśl, że "przecież to tylko słowa", więc powinnam to zignorować. Tylko że to nie są "tylko słowa". To jest upokorzenie i odebrania człowiekowi poczucia bezpieczeństwa.

Najgorsze jest to, że takie rzeczy zostają w głowie jak pasożyt...

Siedzisz potem i niby masz normalny dzień, ale w środku czujesz się jakbyś była brudna, inna, niepasująca... Jakby coś było nie tak z Tobą... Jakby ktoś Cię dotknął, mimo że fizycznie nic się nie stało.

I nie umiesz tego po prostu „wyłączyć”, bo ciało pamięta.

I jeszcze jedna rzecz, która mnie doprowadza do szału:

to poczucie, że ta osoba istnieje gdzieś obok świata normalnych ludzi. Że może napisać coś obrzydliwego, odpalić w człowieku traumę i pójść dalej robić sobie herbatę. A ja zostaję z trzęsącymi się rękami i ściśniętym żołądkiem...

Więc piszę tutaj, bo potrzebuję to wyrzucić, bez obciążania nikogo. 

Nie po to, żeby ktoś mnie naprawiał.

Tylko po to, żeby nie siedzieć z tym sama, bo to jest taki stan, w którym człowiek ma wrażenie, że zaraz eksploduje albo zniknie.

Na ten moment czuję się jak ktoś, kto próbuje oddychać pod wodą.

I tak, jestem wkurwiona.

I tak, jest mi niedobrze.

I tak, czuję się psychicznie pobita.

I mam dość.

Czytam, co piszesz. Nie jesteś sama z tym, kimkolwiek jesteś. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@StaticLine Pamiętaj, że ta wiadomość, którą otrzymałaś, wcale nie mówi prawdy o Tobie. Ona mówi prawdę o kimś, kto ją napisał – o jego brudzie, potrzebie kontroli i upokorzenia. Wstyd, który czujesz, też jest „pożyczony” od sprawcy. To on powinien go nieść, nie Ty. Jeśli możesz, zrób teraz jedną rzecz dla siebie: odetnij dopływ tego syfu. Zablokuj, usuń, nie wracaj do treści, nie przewijaj tego w głowie „żeby zrozumieć”. To nie jest materiał do analizy, tylko rana do opatrzenia. A opatrunek na teraz to ciepło i uziemienie: coś do picia, prysznic, koc, muzyka, spacer po domu, kontakt z kimś bliskim – cokolwiek, co powie ciału „jesteś bezpieczna, nic ci nie grozi”.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×