Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
marvel007

Kilka problemów / Historia życia! <Polecam Każdemu>

Rekomendowane odpowiedzi

Witam :!::smile:

 

Chciałbym podzielić się z wami moją historią, poznać wasze opinie, skłonić do dyskusji, dlatego zachęcam do przeczytania jej w całości, bo napewno część z Was może mieć podobne problemy.

Ale zacznijmy od początku. Na komunię dostałem komputer. Już od dłuższego czasu czekałem na ten prezent, ponieważ wszyscy moi znajomi mieli pecety w domu. Od samego początku rodzice wyznaczyli mi limit grania. Wtedy nie wiedziałem, dlaczego to robią, jednak teraz wiem, że mnie zwyczajnie chronili... Później ograniczenie zostało ściągnięte - zaufali mi.

 

Obecnie mam 17 lat i moja historia dopiero tutaj się zaczyna, mianowicie jakieś 4 lata temu, kiedy to dostałem internet na gwiazdkę. Pojawiły się informacje ze świata, "naszaklasa" czy rozmowy na Gadu-Gadu, które z czasem zastępowały te realne - masa zajęć, które sprawdzane codziennie - stały się rutyną. Ale nie zważałem na to, byłem szczęśliwy, że w końcu miałem internet, bo większość kumpli z klasy miała go wcześniej, a nawet mój młodszy kuzyn, którego bardzo lubiłem. Kiedyś z kuzynem łączyły nas dobre stosunki, tzn. zwykle na wakacje i wolne on przyjeżdżał do mnie lub ja do niego - gadaliśmy, bawiliśmy się itd. Później kuzyn razem z kumplami odkrył tajemniczą grę. Była to darmowa gra MMORPG, niewymagająca uiszczania comiesięcznego abonamentu - Metin2. Wszyscy byliśmy fanami tej gry, więc całymi dniami tylko graliśmy i zdobywaliśmy coraz to większe doświadczenie z nią. Dzięki niej poznałem świetnych ludzi, bez których ta gra nie miałaby najmniejszego sensu. Ale spostrzegałem, że na PL jest strasznie nudno i trudno, poza tym kradzieże i inne tego typu sprawy - jednym słowem, to nie dla mnie - sobie pomyślałem. Dlatego odkryliśmy z kolegami prywatne serwery. To na nich nauczyłem się dobrze grać w metina, wszystkie "abs" czy bonusy - na początku czarna magia, a później dziecinnie proste czynności. Prywatne serwery to było coś - pierwszy skill G/P, ekwipunek +9 i tak dalej. Coś, co podniecało. W późniejszym czasie znalazłem grę, którą każdy bardzo dobrze zna - Counter Strike. Na początku żmudnie z "botami" się grało, ale po założeniu internetu śmiało grywałem przez sieć z kumplami z klasy. Grałem coraz częściej, aby polepszać swoje umiejętności. Tak właśnie wyglądały całe moje dni - grałem nawet do 12 godzin dziennie, wywołało to między innymi agresję, np. dawniej miałem słaby komputer i gdy coś mnie wkurzyło - po prostu przywaliłem w puszkę czy w monitor... Po jakimś czasie wymieniłem komputer na lepszy i lekko stłumiłem agresję, bo komputer chodził jak trzeba. Mimo wszystko przez długie siedzenie przed komputerem przestałem spotykać się z ludźmi, wychodzić na dwór, dbać o swój rozwój psychofizyczny. Do tego po długich czterech latach ciągłego siedzenia przed ekranem monitora zaczął mnie lekko boleć kark i plecy - mając zaledwie 17 lat! Wiadomo, każdy pomyśli, że lepsze to niż "chlanie wódy za rogiem". Ale to i tak dużo, w tym wieku powinienem być wysportowany, zbudowany. Przynajmniej ja tak myślę, chciałem podrywać dziewczyny, ale kontakt z nimi skończył się na gadce o szkole ze zwykłymi koleżankami z klasy. Myślę, że teraz mógłbym podrywać ładne dziewczyny, ale musiałbym podszkolić różne tematy rozmowy, mowę ciała i inne tematy, o których mowa na stronach o podrywie. Czasami wszedłem na czat i nawet ładnie mi szło podrywanie, ale pisanie przez sieć to nie to samo, co spotkanie w świecie rzeczywistym, a nie wirtualnym. Dlatego chciałbym mieć naturalność, pomysłowość i spontaniczność, cechy, które przyciągają kobiety i ogólnie mieć udane życie towarzyskie. Sporo czasu grałem w gry internetowe, byłem uzależniony (tak, wyobraźcie sobie, że zdawałem sobie z tego sprawę i próbowałem z tym skończyć), aż w końcu któregoś dnia - przełamałem się i po prostu usunąłem wszystkie gry internetowe. Przysłowiowe "nooby" i znudzenie to między innymi powód, dzięki któremu skończyłem z tym gównem i jestem z tego powodu szczęśliwy, że wyrwałem się i jestem wolny. Czy żałuję? Nie uważam tych lat raczej za stracony czas, bo to w końcu była przyjemność, alternatywa dla imprez, na które nigdy nie chodziłem czy zwykłego chodzenia tu i tam. Jednocześnie nauczyłem się sporo języka angielskiego na prywatnych serwerach oraz poznałem wspaniałych ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dzisiaj. Teraz na komputer wchodzę sporadycznie, to znaczy teraz na wakacje to i tak codziennie, ale nie od rana - jedynie pod wieczór a i tak siedzę do 1-3 w nocy, nie grając, ale czytając różne fora czy oglądając filmy...

 

Rodzice po jakichś 2 latach mojego ciągłego grania (czyli mając około 15 lat) nakłonili mnie, żebym się gdzieś ruszył, wsiadł na rower albo spotkał z kimś. Ale ja się buntowałem, myślałem, że życie wirtualne mi wystarcza - myliłem się i w końcu się przełamałem - wsiadłem na rower i pojechałem. Na początku bardzo mnie wszystko bolało, no ale dziwicie się? Przecież od kilku dobrych lat nie miałem w ogóle ruchu! Później jednak rower mi się spodobał i starałem się jeździć przy każdej wolnej okazji. Bardzo dobrze - przez 4 lata wychodziłem na rower i teraz wiem, że chcę na nim jeździć i bardzo mi odpowiada przejażdżka, tym bardziej, że to jest zdrowe, rzeźbi mięśnie i poprawia ogólne samopoczucie. Jednym słowem, zbawienie dla zdrowia! Rower zawsze przypominał mi ścigacza, który chciałem mieć. Mam nadzieję, że spełni się jedno z moich marzeń i kiedyś zasiądę za sterami prawdziwego ścigacza, mianowicie Hondy CBR 600rr. Nawet teraz bardzo się wczuwam jakbym na nim jeździł, trenuję świadomy "countersteering" i "bodysteering" oraz inne rzeczy, potrzebne kiedyś na motor (jeśli miałbym go mieć).

 

Mimo wszystko, rowerem jeździłem praktycznie zawsze sam, czasami wstępując do kogoś w odwiedziny albo spotykając kogoś na drodze. Zwykle sam jeździłem i niby mi to wystarczyło, ale teraz czuję, że mało kto chce się ze mną spotykać. Niewiele jest takich osób, które gdzieś mnie zapraszają. Będąc w gimnazjum, miałem naprawdę fajną klasę. Zawsze się dogadaliśmy, śmialiśmy się - jednym słowem było bardzo miło. Miałem sporo kumpli i koleżanek. Nikt się nie wyzywał, a jeśli tak - to tylko na żarty z nutką uśmiechu. W gimnazjum moja klasa praktycznie nie paliła papierosów, tylko kilka osób, więc mi to nie przeszkadzało. Czasami umawiali się na imprezy, żeby wypić trochę alkoholu, ale też nie zwracałem specjalnie uwagi, zawsze mnie zapraszali, a jeśli nie przyszedłem to nie byli źli i nie zadawali zbędnych pytań. Nikt praktycznie nie brał narkotyków, ogólnie świetni kumple, z którymi można było normalnie pogadać. A teraz praktycznie nawet kontakty z gimnazjum się urwały i piszę może czasami z dwiema/trzema osobami. Ludzie, co ja mam zrobić? Całe wakacje przesiedziałem w domu (oprócz małych wyjazdów, czy wyjazdu w góry/nad morze). Czytałem sobie czasami na internecie różne porady, jak pozyskać znajomych czy coś, ale no wiecie jaka teraz jest młodzież, każdy dziwnie zaraz patrzy bo nieznajomy, jakieś małe śmiechy wśród nieznanych dziewcząt jak je widzę - nie wiem czy im się podobam, czy tylko tak po prostu się śmieją. Dbam o higienę i jestem dość wysoki, ani gruby, ani chudy - zawsze ładny zapach. A co ładniej wygląda, okulary czy soczewki? Co lepsze(pytanie osobne)? A skoro teraz nie mam już znajomych zbyt wielu to co to będzie na 18-stkę, studniówkę czy wycieczki szkolne z liceum (z klasą której nie cierpię)? Myślałem nad 18-stką i wywnioskowałem, że jak dla mnie nie ma sensu robić wielkiej imprezy tylko zaprosić kilku dobrych kumpli, żeby się napić piwa. No a jak ktoś będzie mnie zapraszał, z osobą towarzyszącą do tego? Przecież z kumplem nie pójdę tylko trzeba jakąś dziewczynę zaprosić. Ja jestem niby odważny, sporo gadam do tych, co znam, a jak poznaję nowe osoby to jest już ciężej - wcale nie twierdzę, że jakoś gorąco mi się robi czy się bardzo denerwuję, bo fobii społecznej nie mam, jedynie pojawia się chęć wypadnięcia przed nowymi osobami jak najlepiej. Jak trzeba to bezproblemowo potrafię porozmawiać z kimś, pod warunkiem, że jest jakiś temat narzucony - bo jeśli nie ma to raczej trudno, niezręczna cisza i tym podobne, a jeśli mam rozmawiać przykładowo z dziewczyną, która przyszła z koleżanką/-ami, to raczej się denerwuję, bo nie wiem co powiedzieć. Sam tematu nie narzucam raczej no i wiedzą jak to jest ci, którzy mają podobnie jak ja. A gdy chcę zagadać do dziewczyny, to sobie myślę zwykle: "a co ja powiem? A jak skończą się tematy rozmowy?" itp. Dlatego można powiedzieć, że jak powiem coś nie tak, nawet w towarzystwie znajomych z klasy liceum, to od razu lekko jestem czerwony i wiecie jak to jest. Teraz nawet znajomi z gimnazjum się zmienili, niektórzy w ogóle nie spotykają się, a niektórzy spotykają się non stop. Czasami chciałem wyciągnąć kogoś na jakieś bieganie, piłkę czy cokolwiek, ale każdy siedzi w domu przed komputerem czy telewizorem. Jedynie czasami jeżdżę na jakiś meczyk z kumplami dawnymi, ale to raz na jakiś czas. Wycieczki szkolne to już w ogóle z nową klasą będzie porażka, a tym bardziej na kilka dni. A studniówka? Osoba towarzysząca raczej wskazana a to już przecież za 2 lata. Czytałem wiele artykułów dotyczących podrywania dziewcząt, ale na czytaniu zaprzestałem działalności w tym kierunku i nic poza tym. W sumie nie miałem nigdy dziewczyny a na mieście chodzi ich całe mnóstwo. Czasami myślałem, żeby wyprowadzić się do innego miasta ale to niemożliwe, zmiana szkoły niby wchodzi w grę, ale tutaj mam dobrych nauczycieli a klasę beznadziejną, a w nowej szkole może być dobra klasa a nauczyciele kładą lachę na naukę i gówno ich to obchodzi. Więc nie wiem jak to będzie, bo zależy mi na maturze, ale na kontaktach międzyludzkich również. Nikt mnie nie bije (z resztą obroniłbym się chyba), ale albo są obrazy, albo po prostu ze mną nikt nie gada. A z nimi trudno znaleźć wspólny język, wspólne zainteresowania bo oni jedynie palą papierosy i inne świństwa. Czy nie ma już normalnej młodzieży w tych czasach?

 

Oby na studiach mi się poszczęściło, nowe miasto, nowi znajomi i w ogóle nowe otoczenie, trzeba od razu się z ludźmi spotykać na imprezach czy coś, niekoniecznie z alkoholem, ale spotykać. Bo teraz to już nie mam raczej ochoty na znajomości z taką klasą. Każdy ma swoje marzenia, ja mam swoje i chcę, aby się spełniły, ale nie chcę do nich dążyć non stop samemu. Pamiętam, że kiedyś zawsze bardzo lubiłem muzykę i lubię ją do teraz. A ogólnie co ja mogę powiedzieć o hobby? Na pewno jak każdy uprawiałem sport, szczególnie piłkę nożną, pływanie, siatkówkę. W sumie na rowerze jeżdżę cały czas, pływam wtedy, gdy jestem nad morzem, jeziorem lub na basenie. Lubię się uczyć języków obcych, angielski umiem bardzo dobrze, niemieckiego się uczyłem ale mi się nie podoba i wraz z końcem liceum zakończę jego nauczanie. Chciałbym natomiast nauczyć się języka hiszpańskiego, podoba mi się i myślę, że jeśli dostanę się na studia to będzie nauka angielski&hiszpański. Czasami miałem takie "przebłyskowe marzenia", takie chwilowe, na przykład samoloty odrzutowe (typu F-16, Mig 29, concorde) - żeby latać nimi, nawet popatrzcie - tatuaż chciałem sobie zrobić, niekoniecznie prawdziwy a np. z henny czy taki kilkuletni. Chciałem chodzić na sztuki walki, na akrobatykę, czy trenować le'parkour. Nawet miałem zamiar chodzić na siłownię, żeby nad morzem czy na basenie jakoś wyglądać, ale raczej z tego jak narazie nic nie wyszło. Owszem zdjęcia "przed&po" są motywujące, ale czas, jaki trzeba na to poświęcić (trenowanie na czysto bez steryd itp.) zwala z nóg. Taniec również był jednym z przebłysków marzeń, ale kto wie - może zapiszę się do jakiegoś klubu sztuk walki czy tańca - tam na pewno miałbym sporo znajomych, ale zobaczymy jak to będzie, bo takie coś kosztuje. Chciałbym mieć także psa, jakiegoś rasy amstaff, owczarek niemiecki, pitbull, czy jakiegoś labradora lub innego. Wtedy bym wychodził z nim na spacery, poznałbym może interesującą osobę, wiem że jest to obowiązek mieć psa, ale myślę, że kiedyś sobię kupię pupila. A teraz takie poważniejsze no to chciałem mieć ścigacza i nadal go chcę (nie jako zapaleniec jakiś, który się rozbije, bo starałbym się jeździć z głową), chcę pracować w policji, później kryminalnej a potem antyterrorystycznej, ale to ogromna odpowiedzialność . Z resztą nie jest tak łatwo się tam dostać: zdać trudne testy psychologiczne, mieć dobre wyniki w nauce, a co najważniejsze – zdać test sprawnościowy, a trudno będzie, jeśli non stop będę siedzieć przy komputerze. Ogólnie prawo czy języki to coś, co mogłoby mi się przypaść do gustu w życiu w przyszłości, ale policja to nie jest 100%, język owszem, ale jaki ja zawód będę uprawiał to jeszcze nie wiem. Oby przyjemny i dobrze płatny, bo co mogę wybrać po liceum ogólnokształcącym z językiem rozszerzonym?

 

No jak myślicie, co mam zrobić? Co zmienić? Bardzo Was proszę o porady, weźcie sobie do serca to, co tutaj napisałem. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem i myślę, że po "wczuciu się" w moją sytuację szczerze poradzicie mi co można zrobić, żeby osiągnąć sukces, jeśli chodzi o właśnie szkołę, zawód(tu mniej, bo to się okaże, a w miarę dobrze się uczę) czy kontakty międzyludzkie (czy towarzyskie, jak kto woli), jak być duszą towarzystwa? Może po prostu mam niską samoocenę czy co? I co zrobić, żeby uwolnić się na stałe od komputera i zacząć żyć na nowo z kumplami, spotykając się i rozmawiając na różne tematy z nimi oraz z dziewczynami. OD gier internetowych się już uwolniłem, po prostu nie chce mi się w nie grać - uważam, że to już nie dla mnie. Wcześniej pisałem powody, dla których skończyłem grę. Ale po prostu jak sobie pomyślę o mojej klasie w nowej szkole jeszcze przez 2 lata, to mi się już słabo robi. A przecież nie chcę się zapisać na sztuki walki, aby powybijać znajomych z klasy, tylko tak dla sportu i rekreacji, dla znajomości itd, a przy okazji do samoobrony w razie potrzeby. Chcę mieć jakiegoś przyjaciela, kumpli, z którymi będę mógł się codziennie spotykać - ale bez fałszywych (wiadomo jak teraz młodzież patrzy...). Myślę, że zrozumieliście dokładnie o co mi chodzi i pomożecie. A przy okazji skoro skończyłem grać w "uzależnienia", tylko mam problem w kontaktach międzyludzkich (jestem odważny i wygadany ale chcę pozyskać znajomych), to nie polecajcie raczej psychologa, bo nie wiem, czy on tutaj coś pomoże. Ale wysłucham wszystkich porad i Waszych historii z kobietami/grami bardzo chętnie. Dlatego jak pisałem na początku - zapraszam do gorącej dyskusji na temat tego postu!

 

Z poważaniem ;)

 

PS DZIĘKUJĘ TYM, KTÓRZY PRZECZYTALI POST W CAŁOŚCI. Przepraszam za wszelkie błędy w pisowni czy wulgarne słowa, jeśli coś znaleźliście. Nie wiem czy dobry dział wybrałem, ale fobia społeczna to raczej nie jest, jakaś fobia szkolna może, nie wiem gdzie mój post można umieścić, bo jest kilka problemów, a to dziewczyny, kontakty międzyludzkie, uzależnienie od gier(którego już w sumie nie mam). Dlatego umieściłem tutaj. Przepraszam, że jest to napisane dość chaotycznie, w niektórych miejscach bez ładu i składu (chociaż i tak w miarę ładnie - tylko po prostu niektóre informacje mogą się powtarzać), ale pisałem wszystko co do głowy przyszło, a i tak praktycznie próbowałem ładnie to jakoś poskładać i robić przerwy między tekstem i wyszła z tego całkiem nienaganna historia. W sumie i tak jestem z siebie bardzo dumny, bo jak na 17 lat - wcale nie jestem głupim chłopakiem i mimo iż nie czytam książek (lektury bardzo rzadko ciągnąłem do końca) - to dość ładnie sie rozpisuję i piszę dość jasno, każdy mnie rozumie i wie o co chodzi. Myślę, że też macie takie wrażenie. Gdybyście czegoś nie wiedzieli, mieli jakieś pytania, to proszę pytać śmiało!

 

-- 27 sie 2011, 01:23 --

 

PS 2 Sorry, wszedłem gdzieś na forum i wyczytałem informację podobną do tej, którą miałem tutaj umieścić gdzieś w środku, ale zapomniałem, więc odpowiadając, uwzględnijcie wszystko a nie tylko to. Zatem:

Wiem, że teraz znajomi, czy to z klasy, czy z osiedla - nie zapraszają mnie na imprezy, ale to dlatego, że zawsze stroniłem od ludzi, którzy non stop żłopią ten alkohol. Rozumiem, umówić się na piwo i pogadać, ale nie wyobrażam sobie wypić całej butelki wódki, no ludzie! Czy każda impreza musi zawierać w planie ten "jakże ważny element", jakim jest alkohol? Jestem abstynetem, nie totalnym, ale ogólnie odrzuca mnie od alkoholu, dlatego też w 1 LO nie byłem zapraszany na imprezy i pewnie już nie będę. Z resztą nawet nie chcę widzieć tych twarzy, każdy tylko pluje na ulicę, rozmawia tylko i wyłącznie o tym, kiedy znowu się "nawalą jak świnie"... Po prostu porażka. Wiem, nikt nie jest idealny, mnie też zdarzyło się "splunąć" na ulicę, ale to dawno będąc dzieckiem. Teraz tego nie robię i wcale nie myślcie, że jestem jakimś idealnie grzecznym 17-latkiem. Często przeklinam, dlatego nic nie mam do ludzi, którzy również to robią. Nie mam stalowych nerwów, ale o byle co się nie denerwuję. Oczywiście jak się wpienię, no to z reguły staram się być jakoś miłym, ale nie zawsze to wychodzi i czasami mam ochotę komuś wp***... (np. pisałem gdzieś, że na ten komputer tak się kiedyś wydzierałem jak nie działał - eh przeszłość...). Może ludzie z liceum tak mnie postrzegają, jako grzecznego chłopczyka, bo po prostu jak oni gadają, to ja tylko stoję/siedzę z nimi i słucham. Czasami się pośmieję, ale nie odzywam się po prostu. Gadam z nimi, żeby choć trochę poszukać zajęcia na te przerwy - nie szukam akceptacji, chcę być sobą. Widzicie przecież, jak się próbuję zmienić - gry komputerowe rzuciłem, nie palę, nie piję, jestem wysoki, jak trzeba to wygadany, w miarę wysportowany, szczupły, okulary noszę, ale mogę zmienić na soczewki. No czego chcieć więcej? Stronię od beznadziejnego towarzystwa, spróbuję niedługo zagadać do dziewcząt na ulicy... No ludzie, albo ja nie umiem szukać zwykłych ludzi podobnych do mnie (niepijących, niepalących, itp.), albo już takich nie ma. Ja nie wiem, a może ktoś z Was szuka kogoś takiego jak ja. Myślicie, że bezproblemowo mógłbym znaleźć sobie dziewczynę i znajomych?

 

A przy okazji już nie wiem nawet co z tych rzeczy jest najlepsze:

1. Nie chodzić w ogóle na imprezy i mieć święty spokój, ale za to nie mieć wtedy znajomych (wiadome, pijesz to masz znajomych, a jak nie no to już jest problem...) i skończyć porządnie szkołę (nie wiem czy jako "prymus/kujon", bo czasami tak na mnie mówią mimo że ja wcale tak dobrze się nie uczę, po prostu jak ja się uczę, to prawie wszyscy prawie na imprezie. Potem się dziwią, że mają słabe oceny.)

2. Iść na te imprezy, nawalić się alkoholem i mieć pełno znajomych, a potem mieć problemy z tym trunkiem.

 

No mnie osobiście wydaje się, że lepsza jest 1 możliwość. Co mi po takich znajomych? W szkole to wyzywają i dokuczają, jeśli z nimi nie pijesz, a jak kończy się szkoła to nawet nie napiszą, żeby pogadać czy połazić gdzieś.

Aaa, no i oczywiście z nimi nie da się wypić jednego piwa, bo jak już piją - to na całego (czyt. do nieprzytomności). Później się zdziwią, jak pogotowie przyjedzie, bo serce nie wytrzyma.

 

Ok, to był mój PS 2. Rozpisałem się normalnie jak na kolejny akapit, no ale alkohol wymaga w sumie osobnego tematu, ale ja nie jestem uzależniony, wręcz stronię - dlatego tylko wspomniałem.

 

-- 30 sie 2011, 16:32 --

 

Czy ktoś raczy mi pomóc?? :?

 

-- 04 wrz 2011, 16:43 --

 

No ludzie 69 wyświetleń i nikt nawet ręki nie wyciągnie żeby pomóc. Proszę mi pomóc do jasnej cholery!! :zonk:

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marvel007, nikt nie odpowie ci na pytanie, co masz robić w życiu, jak postępować, skoro ty sam nie masz takiej orientacji. Ty sam musisz ustalić, co dla ciebie jest ważne, czego chcesz, a czego nie. Chyba za dużo rozmyślasz... Masz mnóstwo pomysłów. Może warto by było jeden zrealizować? Co do stosowania specjalnych strategii uwiedzenia, podrywania czy nawiązywania kontaktów społecznych byłabym ostrożna. Czasem najlepiej pójść na żywioł i postawić na spontaniczność, a nie desperacko szukać znajomych. Nie dziw się, że jest ci teraz trochę trudniej - raz przesiedziane lata przed komputerem, które trochę mogły ci "zakrzywić" sposób patrzenia na świat, a dwa - zmiany związane z dojrzewaniem, ze zmianą środowiska rówieśniczego, zmianą szkoły. O społecznych, moralnych, psychologicznych i fizjologicznych skutkach uzależnienia od komputera możesz przeczytać pod poniższym linkiem:

 

http://portal.abczdrowie.pl/skutki-uzaleznienia-od-komputera

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedź, chociaż jedna osoba pomogła... W sumie nie pomogła, ale jednak zawsze coś.

Niedługo zacznę chodzić na siłownię, może sztuki walki. Z komputerem uzależnienia już nie mam, aczkolwiek lubię pograć.

A co do spontaniczności - może masz rację, aby nie szukać znajomych na siłę tylko sami przyjdą. Może to coś da, pożyjemy zobaczymy :)

Thanks,

Best Regards

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marvel007, Odstraszasz długością swojej wypowiedzi od czytania,. jakbyś spróbował się troszkę streścić i ewentualnie potem dopisywać byłoby prościej, my jesteśmy chorzy i ciężko nam takie wypracowanie strawić za jednym razem :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Czy ktoś raczy mi pomóc?? :?

Nawet nie "raczę" przeczytać :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

próbowałm too przeczytac ale pobiłeś rekord zawsze tak było ze wiekszosc piło i palilo i robiło głupoty w liceum a póxniej mija ,kazdy wiek ma swoje prawa a wiek nastoletni jest wiekiem głupoty i tyle , jesteś rozgarniety to dobrze , moze unikniesz klopotów, napisz krócej bo wszystkiego nikt nie da rady pobiłeś chyba rekord chłopaku ;););) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Podjąłem się tego wysiłku i przeczytałem prawie wszystko. Z mojej perspektywy ty nie masz żadnych problemów, tylko wyzwania. Tak to potraktuj. Gdybym mógł to zamieniłbym się chętnie z tobą na miejsca, jeszcze bym ci dopłacił. Wtedy ty już byś się nigdy nie nudził, a ja miałbym nareszcie święty spokój :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dzięki za odpowiedź, chociaż jedna osoba pomogła... W sumie nie pomogła, ale jednak zawsze coś.

Niedługo zacznę chodzić na siłownię, może sztuki walki. Z komputerem uzależnienia już nie mam, aczkolwiek lubię pograć.

A co do spontaniczności - może masz rację, aby nie szukać znajomych na siłę tylko sami przyjdą. Może to coś da, pożyjemy zobaczymy :)

marvel007, nikt nie pomoże ci na tym forum - możemy jedynie obdarzyć komentarzem twoje wypowiedzi i zasugerować pewne rozwiązania. Ty zrobisz z tym, co zechcesz. Zmęczonyyy ma rację - twoje problemy wydają się błahostką w porównaniu z problemami innych forumowiczów, borykających się z alkoholizmem, nerwicą czy schizofrenią. Jesteś silną osobowością - tak mi się wydaje, przynajmniej na bazie faktu, że potrafiłeś samodzielnie zerwać z nałogiem komputerowym. Twoje "problemy" mają trochę charakter egzystencjalny - mogą wynikać z okresu dorastania, burzy hormonów, kryzysu tożsamości, stąd np. tyle planów na przyszłość i niezdecydowanie, co wybrać, w którym kierunku podążyć. Z czasem zobaczysz, że kierunek myślenia i plany na przyszłość same powoli zaczną się krystalizować... Życzę powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pozwolę sobie na jedną uwagę jeśli mogę... byłabym ostrożna z tekstem, że czyjeś problemy wydają się być błahostką w porównaniu do problemów innych forumowiczów, gdyż dana osoba może odczytać to jako umniejszanie jej problemów i ignorowanie ich, może czuć się odtrącona. tak naprawdę nasze własne problemy są dla nas i tak zawsze największe, jakie by one nie były, a poza tym nie znamy Marvela, nie wiemy jak w realnej rzeczywistości sobie radził i ile go to kosztowało, być może potrzebuje pomocy czy rady bardziej niż nam się to może wydawać. :roll: Czasem z pozoru silna osobowość potrzebuje pomocy bardziej niż ta słabsza - piszę to, bo sama jestem tego dobrym przykładem. Co nie zmienia faktu, że jego posty są bardzo długie i przez to trudne do przebrnięcia, zniechęcające do czytania, przyznaję, że ja do końca też nie przeczytałam. :oops: Przez słowo "raczy" przypuszczam, że pewnie się zirytował i rozczarował z powodu braku odzewu, bo skoro tyle się napisał to liczył, że otrzyma chociaż jakąś odpowiedź, a tymczasem jego posty zostały zignorowane... Marvel, na przyszłość tak jak Wiola napisała - pisz krótsze posty, wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że ktoś Ci odpisze, poradzi. Na tym forum jest dużo osób, a każda z tych osób potrzebuje uwagi, zainteresowania... To normalne w tej sytuacji, że niektóre wpisy giną w "tłumie"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@wiola173 Dobra, zatem następnym razem postaram się streścić jak najbardziej będę mógł swoje wypowiedzi, ale żywię nadzieję, że następnego razu nie będzie i że problemów czy wyzwań będzie wiele mniej :DDzięki za radę, przyda się.

 

@tahela No fakt, rekord pewnie przejdzie do "Księgi Rekordów Guinessa", ale musiałem przecież coś napisać, żeby nie było prosto z mostu i nie wiadomo o co chodzi, tylko normalna historia. A napisałem ciągiem, bo mimo że oddzielałem tekst, to wszystko jakoś zapisało się łącznie i taki zlepiony odstrasza... :P No ale nic, dzięki za komplement xD

 

@ekspert_abcZdrowie Wiesz, plany bardziej już ukształtowałem, że tak powiem. Najbardziej kręci mnie angielski, po czym można wybrać się na filologię angielską, a potem zawód - tłumacz czy nauczyciel. Różne są, trzeba popatrzeć i poczytać, ale na to jest jeszcze czas. Dzięki ;)

 

@_asia_ Fakt, zirytowałem się troszeczkę, no bo postaw się w mojej sytuacji - piszesz coś przez 1h+ i wstawiasz na forum, a potem czekaj z miesiąc na odpowiedzi i nikt "nie raczy" odpowiedzieć :P Ale teraz jestem zadowolony, że już rozwinął się temat, mam nadzieję, że jeszcze sobie pogadamy, wyjaśnimy wszystko z ludźmi tutaj (bo naprawdę ogarnięci są :>) i będzie dobrze. ALE! Co do tego nazwania moich problemów błahostkami, to mam nadzieję, że ekspert ma rację i oby tak było, że moje problemy to tylko błahostki. Lepiej takie coś wiedzieć, niż wyolbrzymiać swoje sprawy :P

 

@Zmęczonyyy Ciebie zostawiłem na koniec, bo Ty najlepszy :D Chętnie zamieniłbym się, gdybyś chciał (nawet dopłata z Twojej strony, wow! :D). Wolałbym mieć trochę bardziej barwne życie towarzyskie, ale nie zaniedbując przy tym nauki. A jak jest u Ciebie z życiem towarzyskim i nauką łącznie? :) A co do silnej osobowości, faktycznie próbowałem zerwać z nałogiem komputerowym i już mniej o wiele gram. Jednak łatwo się denerwuję i to jest moja wada :P

 

@DO WSZYSTKICH Rozpisałem się sporo, wiem że mnie nie znacie, ale naprawdę zawsze jak coś trudnego, jakiś problem - to prosto z mostu na maxa się rozpisuję starając się ułożyc jak najbardziej poprawne zdania. :D Nawet to zdanie przed sekundą czytane już jest przykładem :P Dlatego nie lubię streszczać, a wolę wszystko opowiedzieć, ale kolejnym razem spróbuję streszczenie dać (ewentualnie streszczenie szczegółowe jak w lekturach :D). Tak więc dobrze, że nie robię błędów ortograficznych i merytorycznie jest napisane przyzwoicie, wtedy tylko trzeba się namęczyć, żeby to przeczytać jako całość :P

 

PS Kto nie doczytał do końca - dawać adresy, ja się z Wami rozprawię! xD

 

-- 02 lis 2011, 18:35 --

 

PS 2 do Zmęczonyyy Jak wcześniej wspomniałem możesz opisać swoje barwne życie towarzyskie w skrócie i naukę :P oraz ile masz lat, jakbyś mógł :) Dobrze, że podjąłeś się wysiłku przeczytania mojego postu, warto było czy nie, jak sądzisz? :P

A co do problemów jako wyzwania to spróbuję tak najczęściej je postrzegać, thanks! :D

 

Dziękuję, że postrzegacie mnie jako człowieka rozgarniętego (mimo 17 roku życia nie piję, nie palę, nie ćpam. Jak wypić to trochę piwa czy wina, szampana ale nie do nieprzytomności. Pozdrawiam abstynentów! :))

Więc widzicie, teraz trochę mnie znacie, ale jest kolejne, małe wyzwanie, małe ale liczę, że skoro się poznaliśmy, pomożecie :P

 

Otóż, mówiąć w skrócie :D, mam już 17 lat i rozkapryszonym dzieciakiem (czyt. gimnazjalistą) już dawno nie jestem. Okres dojrzewania trwa, ale już jakby mniej buntowania itd. Ale mam problem z rodziną. Nie jest to coś typu alkohol ale trochę mnie to już wyprowadza z równowagi i za każdym razem mam chęć... WRrrr! :D

 

Zatem do rzeczy, chodzę do 2 klasy liceum ogólnokształcącego, nauki jest sporo ale nauczyciele mnie lubią, przynajmniej większość. Jednak nauki sobie nie pomniejszę, bo maturę zdać trzeba. Rodzice mnie denerwują tym, że prawie za każdym razem widząc mnie na komputerze jak gram czy czytam coś, po prostu pada tekst: "O! A ty to się nie uczysz" Umiesz wszystko? Poucz się jeszcze, a nie głupotami się zajmujesz!". Mam fajnych rodziców, ale są naprawdę denerwujący jeśli chodzi o kwestię nauki w szkole. U najtrudniejszych nauczycieli w szkole miałem 4-ki, średnia na koniec 1 LO wynosiła prawie 4,0 ! Przy czym średnia klasowa to była niespełna 2,4 chyba...

 

To jest śmiech, dobrze się uczę, ale mimo wszystko naganiają mnie wciąż do nauki. Boli ich ciągle, że oglądam "jakieś" W-11, Barwy Szczęścia czy gdy gram. Przecież po to są te wszystkie rzeczy, żeby człowiek miał co robić, bo przy książkach to bym zdziczał cały czas siedząc przy nich. Większość to zaraz odpowiadam z wrogą miną, no bo co mam zrobić? Jak powiem im, że ja się uczę z przedmiotów ważniejszych i potrzebnych na maturę, oraz tych które mnie interesują (tj angielski-interesuje mnie, polski-również, matematyka-niezbyt, ale jest na maturze). Chemia czy fizyka lub większość innych to mnie nie interesuje i mam je gdzieś. Byle na 3 chociaż. Czasami mam z nich 1 i 2 ale masakra no, ile można siedzieć?!?!

 

Przecież to jest mi wgl do życia niepotrzebne, taka chemia czy coś(mówi się że niewiadomo co w życiu będzie potrzebne, ale ja w to nie wierzę!).

 

Nie wiem, pogadać z nimi czy jak? Jak im zwrócę uwagę, że ja już się nauczyłem i wszystko mam zrobione, to i tak stękają, że mogę więcej się uczyć i w ogóle... Poradźcie mi coś co do tego, a kolejna rzecz już mniejsza:

 

Co chwila mnie proszą o to, żebym odkurzył mieszkanie, zrobił kawę, ogólnie pomagał - wiem, że trzeba pomagać, ale mam brata młodszego, który nie robi nic, a dostaje więcej niż ja! (tzn. nie że zaraz wielka zazdrość ale denerwuje już mnie...).

Dostał laptop, zabawki kiedyś cały czas dostawał i wszystko, telefony komórkowe zawsze beznadziejne, ale drogie (a jak, babcia przecież wygląd woli niż funkcje :P).

No wszystko, nigdy nie chodził do sklepu ani nie zmywał naczyń, nie odkurzał - dopiero ostatnio zwróciłem uwagę, to coś zaczął robić, ale to jest i tak nic, bo o co nie poproszą rodzice, to zawsze ja, bo jest argument: "on jest jeszcze mały, ty robisz lepsze kawy itd." Kur! No jakie lepsze? On zrobi takie same, trochę wprawy i będzie umiał, to już gimnazjalista przecież do cholery. Ile można pomagać, gdy tamten też coś może zrobić? Mam nadzieję, że to się zmieni. Oby, bo mnie szlag tam trafi! :)

 

Pozdrawiam wszystkich i skłaniam do dyskusji na poprzednie tematy, moje wypowiedzi czy ostatni mój mały problem, thanks :)

 

-- 14 lis 2011, 14:43 --

 

No i jak, odpowie ktoś czy znowu tydzień czekania? ...

 

-- 28 lis 2011, 17:13 --

 

Halo, jest tam kto? :>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×