Skocz do zawartości
Nerwica.com

Samotność


ixi

Rekomendowane odpowiedzi

Lauro243, najważniejsze, że masz świadomość, że to jest nie tak. Samo to jest już jakimś krokiem. Wiem, że to łatwo się mówi, ale może psycholog mógłby pomóc?

Prawdziwy sukces osiągamy wtedy, gdy potrafimy przejść przez życie własną drogą i nie pozwolimy by szaleństwo świata uzurpowało sobie prawo do władzy nad naszym życiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Laura243, ja się zgadzam z kardamonem. Czemu nie spróbować zabiegów? Nie ma co się męczyć jeśli można inaczej, co nie? Tylko jeśli ten trądzik nie jest katastrofalny to ja bym przemyślała takie radykalne kroki jak Izotec czy inne terapie tabletkami. Bo one całkiem serio psują psychikę co najmniej na czas terapii.

 

Marynarze, ja też jestem samotna wyspa. Mieszkam sama, przeszło 300km od domu, na studiach mówię "cześć" i "pa" kilku dziewczynom, których nawet numerów telefonu nie posiadam, zerwałam wszystkie kontakty z innych źródeł (właśnie tak - naumyślnie, chociaż ktoś tam próbował i dzwonił, ja nie odbierałam :tel2: ). Coraz rzadziej odbieram nawet od mamy. Brak kontaktu z ludźmi się staje powoli frustracją jak głód czy brak snu - nie odczuwam już nawet innych wyższych potrzeb, bo ta mnie zjada. A powinnam! Bo nawet tych moich shitowych studiów nie skończę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Laura243,

wiesz że to może być błędne koło, jako że człowiek jest stworzeniem psychofizycznym i w sumie nie masz pewności co było pierwsze : problemy z cerą, które wg Ciebie spowodowały obnizenie funkcjonowania czy stresy etc , napięcia psychiczne które mogły sprzyjac problemom z cerą.

Ja rozumiem, że trwanie w takiej sytuacji może dosłownie wykańczać, ale pomyśl sobie że jeżeli jestes wstanie brodzić 2 lata w takim stanie, to równie dobrze możesz brodzic w nim 20. Czas sam nic nie zmieni.

Jasne że można Ci polecić psychologa - powinnaś przekonać się że być może nie panujesz nad wlasnymi myślami, które stwarzają Ci taki a nie inny obraz rzeczywistości, zastanowić się dlaczego ściągasz się tak w dol etc.

Każdy Ci powie że piekno to nieoczywiste pojęcie i nawet jesli nie jest się z kośćca idealnie wyciosanym przz matkę naturę, mozna wyglądac pięknie jeśli się odpowiednio o siebie zadba, tryska się pozytywną energia jest zdrowy i takie tam... Inni ludzie oceniają cały obraz jaki przed sobą widza a to co widzą to człowiek z całą swoją energią sposobem bycia etc, kontury twarzy sa drugorzędne ;) imo.

Moze byc tez tak, ze masz jakies ukryte dolegliwosci ktore sprawiają że jestes wlasnie slabsza, masz swiatlowstret przez co niczym domino lecą inne sprawy i ak skora i twoja samoocena ... np zespol wiotkosci stawow, hipermobilnosc, zespol Ehlersa - Danlosa... takie tam genetyczne uwarunkowania o ktorych przewaznie nikt nie wie a wplywaja na jakosc funkcjonowania.

 

To tyle ode mnie. Polecam dac sobie szanse. Chociazby z ciekawosci bo moze zycie nie jest takie h ujowe jak myslisz i mzoe warto sie przekonac. o.

 

-- 24 lis 2014, 10:23 --

 

a z pryszczami zeczywiscie tak jest ze jak przychodzi co do czego to na nie nie patrzą :shock::oops: ja bylam w szoku :D:<img src=:'>

 

-- 24 lis 2014, 10:25 --

 

troche sie rozpisalam a w sumie chodzi o krostki tylko. ale nie! nie tylko..

jak to jest?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje wszystkim za odpowiedzi;) Być może faktycznie powinnam się zebrac i poprosis o jakas pomoc psychologa ,ale to jest takie trudne ... Dzisiaj np świeci slonce za oknem a to mnie juz tak dobija , poprostu paralizuje dlatego mam pozatykane rolety w oknach .Jeszcze do tego wypatrzylam sobie cos czerwonego na nodze i już chodze przez to podminowana bojąc się ,ze mi to zostanie .Przestalam się nawet bawic z kotami w domu bo boje się ze mnie podrapią i zostanie mi blizna .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a mnie niby chce a potem ja mysle ze nie chce wiec sama nie chce wiec potem ktos tez nie chce a przynajmniej ja tak mysle, wtedy troszke już chcę ale z reguły już wtedy nikogo obok nie ma. jakbym miała wyimaginowanych przyjaciół to oni właśnie najbardziej by mnie nie chcieli

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Laura243, myślę, że to dobry pomysł. A im szybciej się do tego pomysłu przekonasz, tym lepiej. Wiesz co? Chyba rzeczywiście tak jest, że najbardziej uwagę na krostki zwraca ich właściciel. Otoczeniu z reguły jest wszystko jedno. Także głowa do góry :)

 

Taak, to załóżmy klub i zachciejmy się razem ;)

 

autodestrukcja2, no powiem Ci, że można dostać niezłego kręćka, heh...

Prawdziwy sukces osiągamy wtedy, gdy potrafimy przejść przez życie własną drogą i nie pozwolimy by szaleństwo świata uzurpowało sobie prawo do władzy nad naszym życiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

po dniu totalnej załamki przyszedł wieczór i jakoś zaczęło mi sie w glowie rozjaśniać.Być może faktycznie ludzie nie zwracaja uwagi na moją cerę? A być może faktycznie to dyzforfofobia i wtedy bedę walczyła z lękami całe życie ?ehhhno nic .. tak na marginesie mnie tez nikt nie chce ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Laura243, ciało to tylko ciało. Nie mamy w 100% wpływu na to, jak wyglądamy...

Są na świecie takie głąby, dla których wygląd, to najważniejsze na świecie i jak im się człowiek nie spodoba, to go będą go wyzywać na ulicy od pasztetów świń i kto wie co jeszcze, ale to przeważnie jakieś gimbazjalne prostactwo :/

Dla ludzi na ciut wyższym poziomie niż wyżej wymieniona społeczna patologia, wygląd na szczeście jest po prostu cechą dodatkową, bardziej liczy się to, co kto ma w głowie, kim jest :)

A dla ukochanej osoby, to nawet nie wiem jak by się wyglądało, i tak jest się najpiękniejszą osobą na świecie i to jest świetne. Warto upatrywać jej w przyszłości, niejako... sycić się tą pewnością, że ta osoba przyjdzie. Bo przyjdzie. W swoim czasie. Najczęściej gdy się na to otworzymy, gdy uporamy się ze swoimi wewnętrznymi problemami - tak,to trudna droga, ale przecież możliwa, inaczej gatunek homo sapiens wyginąłby lata temu ;)

Samotność to nie stan. To cecha...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nazwano mnie depresją dwubiegunową. Miałam czasy, w których byłam totalnie sama, kiedy byłam w depresji... Powiem Wam, że z perspektywy czasu - doceniam samotność wtedy, mimo że może to wydawać się na pierwszy rzut oka niedorzeczne - uwierzcie, że samotność jest nam w życiu bardzo potrzebna. Obejętnie z jakiego powodu i jakiego ta samotność jest rodzaju. Człowiek samotny może się wreszcie nad sobą zastanowić... W moim przypadku po okresie głębokiej depresji (czułam się jakbym była w piekle czy też więzieniu) i uwierzcie, byłam bliska zabicia się. Miałam już dokładne pomysły co i jak, ale pomyślałam o bliskiej rodzinie i bliskim mi kolegom czy przyjaciołom byłym (nawet tym którzy mnie zostawili). Proszę wszystkich tu obecnych o danie sobie czasu... Ten czas jest bardzo potrzebny wbrew pozorom - czas na przemyślenie siebie i innych. To nie jest samotność - to droga w dobrym kierunku! W kierunku odnalezienia siebie. Kiedy jesteśmy z innymi powiedzcie sami - Co tak naprawdę Wiemy o sobie nawzajem? Opinia innych ludzi jest ważna, ale tak naprawdę to my jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Leczcie się kochani. Mi się udało. Zaczęłam się leczyć i chodzić na terapię. Nawet jeżeli Was nie stać - zawsze jest NFZ. Nie poddawajcie się i uwierzcie - samotność jest o wiele lepsza, niż życie pośród ludzi, którzy bardzo często Was po prostu nie rozumieją i wyciągają złe wnioski na Wasz temat (przez co są nieszczerzy). Właściwi ludzie do Was przyjdą. Musicie po prostu otworzyć się i mieć na uwadze, że wielu ludzi niewartych jest Waszej pięknej wrażliwości.

 

-- 25 lis 2014, 03:01 --

 

Pozostańcie sobą! Stawiajcie na szczerość. Bądźcie w porządku w stosunku do samych siebie. Bardzo Was o to proszę. Polska to chory kraj, w którym z braku środków utrzymania i ciągłego stresu, ciężko się odnaleźć w chorobie... Jest nas wiele... Jesteście nieszczęśliwi z jakiegoś powodu. Proszę, leczcie się - idźcie na terapię. Wiem, że to Polska. Ale! - nawet warto na to NFZ poczekać - na wizytę z psychiatrą czy też innym terapeutą (psychologiem) bądź zwykłym internistą (w celu, który musicie sobie obrać - jakoś nazwać po swojemu co czujecie, czego potrzebujecie i co Wam się wydaje, że dzieje się z Wami - byle Wam pomogli). Czasem lekarzom nie można odpuścić - kiedy nawet trzeba, nie bójcie się powiedzieć im, że wydaje się Wam, że wcale Wam nie chcą pomóc - obrali taką drogę a nie inną - dali im tytuł lekarza (a nikt nie jest nieomylny) więc niech Wam pomogą na Boga! Życzę powodzenia wszytskim zagubionym i jakby co, przyjmuję wiadomości na priva. Piszcie, dawajcie - postaram się w miarę możliwości odpisać wszystkim, którzy napiszą dzisiaj/jutro/na dniach, ale na pewno spodziewajcie się mojej odpowiadzi. Uwierzcie - jestem osobą po przejściach różnych smutnych i samotnych, a jednak widzę w tym wszystkim nadzieję, którą każdy wcześniej czy później widzi... (tak mi radziły różne osoby). Nie poddawajcie się!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzeba o siebie walczyć Kamaja. Czy próbowałaś powiedzieć im, że to na Ciebie nie działa? i że Ci nie pomaga?

Nie mogę tak powiedzieć, bo dzięki terapii i leczeniu udało mi się uporać z zaburzeniami odżywiania (jeśli w tym przypadku można tak powiedzieć). Przy okazji wyszły problemy z osobowością, a z tym to już idzie jak wspomniałam, "jak krew z nosa". I teraz są dwie opcje: albo to trwa, albo nie ten rodzaj psychoterapii dla mnie.

Pie.dole nie biore...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nazwano mnie depresją dwubiegunową. Miałam czasy, w których byłam totalnie sama, kiedy byłam w depresji... Powiem Wam, że z perspektywy czasu - doceniam samotność wtedy, mimo że może to wydawać się na pierwszy rzut oka niedorzeczne - uwierzcie, że samotność jest nam w życiu bardzo potrzebna. Obejętnie z jakiego powodu i jakiego ta samotność jest rodzaju. Człowiek samotny może się wreszcie nad sobą zastanowić... W moim przypadku po okresie głębokiej depresji (czułam się jakbym była w piekle czy też więzieniu) i uwierzcie, byłam bliska zabicia się. Miałam już dokładne pomysły co i jak, ale pomyślałam o bliskiej rodzinie i bliskim mi kolegom czy przyjaciołom byłym (nawet tym którzy mnie zostawili). Proszę wszystkich tu obecnych o danie sobie czasu... Ten czas jest bardzo potrzebny wbrew pozorom - czas na przemyślenie siebie i innych. To nie jest samotność - to droga w dobrym kierunku! W kierunku odnalezienia siebie. Kiedy jesteśmy z innymi powiedzcie sami - Co tak naprawdę Wiemy o sobie nawzajem? Opinia innych ludzi jest ważna, ale tak naprawdę to my jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Leczcie się kochani. Mi się udało. Zaczęłam się leczyć i chodzić na terapię. Nawet jeżeli Was nie stać - zawsze jest NFZ. Nie poddawajcie się i uwierzcie - samotność jest o wiele lepsza, niż życie pośród ludzi, którzy bardzo często Was po prostu nie rozumieją i wyciągają złe wnioski na Wasz temat (przez co są nieszczerzy). Właściwi ludzie do Was przyjdą. Musicie po prostu otworzyć się i mieć na uwadze, że wielu ludzi niewartych jest Waszej pięknej wrażliwości.

Spoooro prawdy w tych słowach.

 

Osobiście mi się wydaje że im bardziej jesteśmy z samotnością oswojeni...tym lepiej,bo jest to coś,do czego zawsze można wrócić,co "jest",nie jest to tak niestabilne jak relacje z ludźmi,jeśli dobrze czujemy się w takowej "przestrzeni",to tym lepiej dla człowieka.

Niestety,całkowicie się w tym pozostać nie da,natura ludzka nie pozwala...zaś relacje to ryzyko,bez ryzyka jednak byłoby to nudne...nie wiadomo,co silniejsze? strach przed odrzuceniem i zranieniem,czy "pustka"?

Loteria,relacje to strasznie posrana loteria :<

"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko też zalezy od tego jaką masz osobowość

Jak najbardziej,jeden potrzebuje innych,drugi na tyle,ile musi,jedno jest niezmienne (nie licząc oczywiście tych,którzy mają całkowicie zwichrowane mózgi,emocje czy parają się po prostu z niektórymi,ciężkimi zaburzeniami) - Wszyscy potrzebujemy/poszukujemy,nawet podświadomie czy nam się podoba,czy nie - akceptacji wśród innych,w jakiejś tam części,każdy jest zależny od innych.

Oczywiście mniejszej lub większej,własny dystans też się liczy.

samotność to pustka, ale odrzucenie prowadzi do depresji.

Otóż to,osobiście często już wolałem pustkę,jak ten ból odrzucenia.

Niestety całkowicie nie da się udać w "pustkę" (No,pewnie można,znieczulając się wszelakimi substancjami) i dostać pjerdolca w izolatce całkowicie,2 sprawa,bardziej przyziemna - trzeba mieć dość $ by pozwolić sobie na "luksusowego/znośnego" p*erdolca.

Osobiście o ile przyjaźni,szczerej,czy głębokiej się aż tak nie boje/nie mam aż takich problemów by nawiązać,to czegoś więcej, z moim chaosem,niezdecydowaniem we łbie czy ogólnie burdelem - nie wyobrażam sobie tworzyć,czy raczej owej granicy przekraczać,rozsądek wręcz w razie czego "drze się w niebogłosy" by nie iść dalej,coby nie zdezelować kogoś niewinnego i siebie ( a może głównie siebie,to taki debilny rodzaj strachu/empatii by nie rozyebać kogoś i siebie,a może głównie siebie,egoizmu we mnie sporo)

Ale to już raczej moje problemy i niepotrzebnie tu zawracam tym dupę.

 

Sama potrzeba kontaktu z innymi nie jest zła,gorzej jednak z tym,na kogo trafimy na loterii i jak ktoś nas potraktuje,jacy my będziemy...i miljord innych czynników,posrana sprawa tak czy siak :mrgreen:

"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Osobiście o ile przyjaźni,szczerej,czy głębokiej się aż tak nie boje/nie mam aż takich problemów by nawiązać

Ja raczej wchodzę w płytkie relacje właśnie. Bo nie są tak groźne dla mnie. Głębsze są ciężkie, nie umiem w nich egzystować, dużo wymagam, często za dużo (wydaje mi się, że im nie zależy) i ludzie nie wytrzymują (odrzucenie). Dlatego mam wielu znajomych a niewielu przyjaciół, a związki to już kompletna klapa.

Pie.dole nie biore...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A to fakt,ten typ jest najbezpieczniejszy,choć proporcjonalnie do tych wyższego lvla,jest więcej zabawy... no cóż,jak zwykle,no risk no fun =D...

"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×