Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
luciana

Jak to rozumieć?

Rekomendowane odpowiedzi

"Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia, trudne dzieciństwo zobowiązuje" znalazłam to zdanie w mądrej książce.

Jak to rozumiecie? Co to dla was znaczy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja interpretacja - trudne doswiadczenia (przemoc, alkohol, inne) powinny szczegolnie motywowac do bycia lepszym czlowiekiem. Chodzi o mechanizm DD -> zamiana poczucia winy, na poczucie krzywdy. Ofiary latwo zamieniaja sie w katow. Przyklad - DDA staje sie alkoholikiem (pije bo mial ciezko za dzieciaka) i robi swojej rodzinie to samo pieklo co jego starzy. Wie dobrze, ze to jest zle i mimowolnie brnie w to zlo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przyklad - DDA staje sie alkoholikiem (pije bo mial ciezko za dzieciaka) i robi swojej rodzinie to samo pieklo co jego starzy. Wie dobrze, ze to jest zle i mimowolnie brnie w to zlo.

 

Dokładnie, a jak się jest DDA to stanie się alkoholikiem jest bardzo bardzo proste....bo już wiesz jak to jest, masz utrwalone nawyki...... :roll: i tak jak piszesz, trudnym dzieciństwem nie można wszystkiego usprawiedliwić, bo jak widać na wielu przykładach, ludzie o dzieciństwie jak z najgorszego horroru potrafią być dobrymi ludźmi.......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Również macie obawy, że możecie popełnić błędy swoich rodziców?

Ja jestem wręcz przerażona, że mogłabym pójść w ślady taty a tego nie chcę, nie chcę być złą osobą. Przez to mam poczucie winy prawie z każdego powodu, jeśli tylko mam wrażenie, że kogoś krzywdzę. Tak bardzo chcę być dobrym człowiekiem, że chyba zbyt przerysowuje swoje zachowanie... nawet najbliższa mi koleżanka nie potrafiła nigdy rozgryźć jakim cudem mogę być taka dobra (jej słowa), co się za tym kryję - gdy opowiedziałam jej o syndromie DDA zrozumiała.

 

Ale przez tą całą sytuację, by nie powielać schematu złego domu, nie potrafię ukazywać złości - dopiero się tego uczę a i tak mi nie wychodzi, a do tej pory wszytko kumulowałam w sobie - rezultat? Depresja :roll:

 

A co do tego cytaty to się z nim zgadzam i staram się być jak najlepszym człowiekiem - a czy mi wychodzi? Nie mi oceniać, ale oby :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prusak, Jestem DDA i cały czas w głowie kołacze mi się, że będę taka sama.......już mi się zdarzało za dużo i za często pic...i gdy psychiatra mi to "wypominała" miałam obraz siebie powtarzającej błędy dzięki którym teraz się leczę...... :roll: , mam z tego powodu gamofobię, paniczny lęk przed małżeństwem....jestem przekonana że powielę to co wyniosłam z domu....i boję się i nie chcę. No i tego, ze życie tak naprawdę zależy ode mnie dopiero się uczę na terapii....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Gamofobia..nie mialam pojecia,że tak to sie nazywa...Cóż,też to mam.Nie wiedzialam,że to może byc z powodu DDA..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Shadowmere, u mnie jest na 100% bo ja wiem i czuję dlaczego tak jest.....prędzej bym się na dziecko zdecydowała niż na ślub :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prusak,

 

Szczerze, autentycznie boje sie o to :/ Nie chce byc taki jak moj ojciec, a jednak jestem impulsywny, nerwowy, dre sie na ludzi etc. Sprawe komplikuje u mnie to, ze ojciec laczyl sprzeczne cechy - alkoholik - czlowiek bardzo zaradny zyciowo. Chcialbym i nie chcialbym byc taki jak on. Nie wiem czego jest wiecej. Sam sie w tym gubie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie, dziś moja mama lekko ulżyła moim obawom.

Zachorowała a ja się nią opiekują i powiedziała mojemu tacie coś dla mnie bardzo ważnego, mianowicie, że jestem jak ona (... a nie zupełnie jestem :roll: ), a charakter po tacie odziedziczył mój brat (to prawda, bo są bardzo podobni :( ) Czyli to jednak prawda, że mozna popełniać błędy rodziców.

Moja mama dała mi nadzieję, że jednak nie mam zadatków na bycie klonem mojego taty, ale mimo wszystko to nadal w człowieku tkwi... nie dająca spokoju obawa, bo co by było gdybym za kilka lat się zmieniła, nie wiem czy mogłabym ze sobą wytrzymać jako z osobą, której bym szczerze nienawidziła :-|

Najgorsze jest to, że boję się (tak, boję) ludzi, którzy piją alkohol. Mam coś w sobie zakodowanego, że alkohol=zło, a przecież to, że ktoś wypił 2 piwa nie znaczy, że będzie się zachowywał jak mój tata. Mam nadzieję, że mi to w końcu minie do końca, bo teraz i tak jest lepiej niż kiedyś, gdzie przechodziły mnie dreszcze na dźwięk otwieranego piwa.

 

Nie znoszę mieć takich rozterek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
"Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia, trudne dzieciństwo zobowiązuje"

Bardzo ladne zdanie i w pelni sie z nim zgadzam. A chodzi po prostu o to, zeby byc lepszym czlowiekiem, a nie takim ktory ciagle sie zaslania tym, ze mial trudne dziecinstwo (nawet jesli to prawda) i przede wszystkim nie powielac tych samych bledow ktore popelniali nasi rodzice, bo zakladam ze trudne dziecinstwo zwykle z tym sie wiaze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to zdanie rozumiem w ten sposób, że jeżeli czegoś nie potrafię, nie umiem to muszę się sama tego nauczyć już z perspektywy osoby dorosłej. Jak Np: okazywania miłych uczuć i czułości czy samodzielności w podejmowaniu decyzji. Nie mogę się zasłaniać tym, że mój ojciec pił,a matka była histeryczką i dlatego nie będę się zmieniać. Wręcz przeciwnie, wnoszenie zmian w moim życiu kosztują mnie dużo więcej wysiłku niż osoby, które wywodzą się z rodzin gdzie było dużo witaminy "M". Musze się z tymi wszystkimi trudnościami mierzyć sama bo nikt już nie przyjdzie i nie chwyci za rękę i nie nauczy.( i ztąd moja nerwica) Rozumiem to też tak, że mam obowiązek wobec samej siebie chronić własną godność, bo nikt za mnie tego nie zrobi. I to jest to "zobowiązanie ". Zobowiązanie wobec wyłącznie siebie, i to siebie powinnam stawiać na pierwszym miejscu, a nie jak było do tej pory. Bo jak ja zrobię coś dla siebie to i pozostałe osoby będą mieć z tego korzyść.

 

Ps. podoba mi się to co napisałam, widzę że psychoterapia robi swoje :):):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

luciana mi również bardzo się podoba co napisałaś. A teraz trzeba zrobić wszystko by wcielić te słowa w życie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
prędzej bym się na dziecko zdecydowała niż na ślub :smile:

 

 

ja rownież-bez dwoch zdań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

linka, a Ty nie jestes zareczona?

 

Ja mam jakos posrane w mozgu. Chcialabym zostac alkoholikiem. Widzac alkoholika zazdroszcze mu tej beztroski, tego ze kazdy sie przejmuje oprocz niego, ze mu wszytsko wisi kolo pisi. Moze lezec obsrany i obszczany na srodku chodnika, ale on jest po prostu szczesliwy bo sie napił. Tez bym chciala sie tak ustawic. Albo przynajmniej sie zachlac i nie myslec o niczym ważnym. Jednak nie trawie alkoholu, nie podoba mi sie jego smak, zapach, jest mi po nim bardzo, bardzo niedobrze. Probowalam sie kiedys do niego przyzyczaic, ale nie wyszlo. Obecnie nie pije w ogole, nawet piwa (tak mi to nie smakuje i mnie po nim mdli). Wiem, ze mam chore myslenie, ale po czesci zazdroszcze alkoholikom.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Beztroski?

Mam inne doświadczenia z alkoholikami-są tak glęboko nieszczesliwi,w takim bólu i beznadziei..że wybierają tak niewdzieczny znieczulacz...

Nie ma czego zazdroscic..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
luciana mi również bardzo się podoba co napisałaś. A teraz trzeba zrobić wszystko by wcielić te słowa w życie :)

Ja już bardzo dużo z tego wprowadziłam w swoje życie i jestem z siebie dumna. Pierwszą osobą, która to najwcześniej odczuła był mój chłopak, później mama i znajomi, którzy zaczeli w moim życiu pełnić rolę drugorzędową tzn: przestałam od nich uzależniać swoją samoocenę opinie na swój temat. Dużo bardziej polegam na sobie na swoich własnym przekonaniu o sobie, które w ostatnim czasie też się polepszyło. Autoagresja dobrze dawała o sobie znać teraz nic z niej nie zostało, wybaczam sobie bez problemów. Jestem pewna, że będę niedługo jedną z tych co uwolnili się od nerwicy i będę mogła się pochwalić swoim sukcesem.Wam też tego życzę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia, trudne dzieciństwo zobowiązuje

No... To mi przychodzi na mysl takie humanistyczne rozumienie...

Jestesmy odpowiedzialni za to czy wypuszczamy w swiat zlo. A z takim natłokiem złych emocji i zalu... nosimy to zło, dajemy mu żyć i wypuszczamy innym wyładowując je... zamiast stępic w zarodku :P

 

W ogóle to straszne, że większośc ludzi chce koniecznie się usprawiedliwiać... dziecinstwem, depresją etc - to ogranicza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Też strasznie się bałem, że będe taki jak ojciec i pewnym momencie zacząłem naprawdę wierzyć, że nie uda mi się tego uniknąć, ale naprawdę bardzo się starałem i nadal staram, wiem, że nie jestem taki, jak on, ale wiele lat tłumiłem wszystkie swoje negatywne emocje, gniew, nienawiść, agresję i bardzo przez to chorowałem (nadal choruję).

Małżeństwa bałem się kiedyś, dziś już nie, ale wątpię, że znajdę dziewczynę, która mnie zrozumie i zaakceptuje, choć chciałbym, ale raczej nie teraz, może za kilka lat, jeśli doczekam.

 

"Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia, trudne dzieciństwo zobowiązuje"
Nie zgodzę się z wami i z tym cytatem, przynajmniej nie w pełni, bo trudne dzieciństwo w pewnym stopniu usprawiedliwa to, że człowiek nie radzi sobie tak dobrze z życiem, jak ci, którzy pochodzą z dobrych rodzin, że jest mu zwyczajnie ciężej, ale do bycia złym człowiekiem nie usprawiedliwia nic. Ja całe życie naprawdę starałem się być idealny pod każdym względem, w myśl drugiej części tego zdania, próbowałem, ale się nie udało na kilku polach, właśnie przez to, że miałem dosyć trudne dzieciństwo. Szkoda, że czasu nie można wrócić, że każdy ma tylko jedną szansę, a nie każdy ma dobre warunki na starcie i przez to mu ciężko i pod górkę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Hm... To może:

 

Trudne dzieciństwo nie tylko usprawiedliwia ale przede wszystkim też zobowiązuje. ;)

 

Oczywiście, że przeszłość tłumaczy. Ale to trochę tak jakby nie wiem... zarazić się chorobą ale nie przez własną nieostrożność ale przez kogoś... Jest usprawiedliwienie dla naszego stanu, ale z pewnego pkt widzenia nic nie wnosi. Tylko stwarza ryzyko poddania się, buntu. Myślę, że wtedy do nas należy walka z tą chorobą. Bo nie powinna ona istniec a poniewaz to w nas siedzi my mamy możliwość wyrzucenia jej, n ikt inny. Tak jakby światu zagrażała plaga ale tylko co któraś osoba miała z nią bezpośredni kontakt i mogła z nią walczyć.

Kurcze, to jednak rzeczywiście brzmi zbyt humanistycznie :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dobrze brzmi :great::P Wychodzi na to, że też jestem humanistą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawsze uwazalem, ze najwiekszy obciach bylby jakbym tez zostal alkoholikiem. No bo zylem z kims takim i wiem czym to pachnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dla mnie też alkocholizm to obciach, stąd moje tendencje do wiecznego kontrolowania siebie, dziś nawet jeśli dużo wypiję to jestem trzeźwy, bałem się zawsze, że będę się zachowywał tak, jak ojciec kiedy wypiję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dla mnie też alkocholizm to obciach, stąd moje tendencje do wiecznego kontrolowania siebie, dziś nawet jeśli dużo wypiję to jestem trzeźwy, bałem się zawsze, że będę się zachowywał tak, jak ojciec kiedy wypiję.

 

czyli jednak nawet dziecinstwo nie usprawiedliwia alkoholizmu : D o. odpowiedzialnosc :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie usprawiedliwia krzywdzenia innych, ja bym sobie alkoholizmu nie wybaczył, ale rozumiem, że niektórzy mieli gorzej ode mnie w dzieciństwie, lub/i są słabsi i wpadli w alkohol próbując stłumić swoje problemy. Ciężkie dzieciństwo usprawiedliwia co innego, problem emocjonalne, depresje, nerwice i inne zaburzenia tego typu, nie usprawiedliwia powielania błędów rodziców, które doprowadziły do tego stanu, o : D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ok trudne dzieciństwo jest wyjaśnieniem dla naszej nerwicy, ale co dalej? robienie z siebie "ofiary losu" nie sprawi, że wyleczymy się z nerwicy czy depresji. To właśnie podejmowanie małych kroczków doprowadzi nas do obrócenia złości czy agresji w poczucie krzywdy. Ja myślę że wszyscy na tym forum jesteście mega wrażliwymi ludźmi na czyjąś krzywdę i napewno nikomu jej nie wyrządzicie :!: jestem tego pewna. :!:

Ale ważne co możemy dla siebie zrobić? dum.. dum...? :roll:

Obcy ludzie powinni mieć bardzo mały wpływ na nasze życie, a wy ciągle się przejmujecie innymi, że ich skrzywdzicie- masakra.

Ja mogę skrzywdzić tylko siebie jak się szybko z tego gówna nie otrząsnę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×