Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
agi114

syn z depresją

Rekomendowane odpowiedzi

Czy ktos może cos mi poradzić. Moj syn z depresja zaczął 3 klasę zawodówki. 2 wf-y w środę, reszta to praktyka. Na praktyce nie ma juz przynieś, wynieś, pozamiataj. Został przydzielony do grupy monterów i z nimi ma szlifować zawód. Syn ma fobie społeczną, nie jest już taka straszna jak przed terapią ale jest. Teraz boi się tej jednej codziennej grupy. Jest przydzielony do niej z dwoma kolegami z którymi się dogaduje. No ale to też problem bo oni na pewno zintegrują się z tą grupą a dla syna jest to jednoznaczne ze stratą kolegów. Bardzo mało zna tych ludzi z którymi ma pracować ale twierdzi że oni bedą z niego się nabijać bo już patrzą na niego jak na dziwoląga. To znaczy: rozmawiają, śmieją się, kłócą czyli prowadzą normalne życie zawodowo-koleżeńskie. Na mego syna wystarczy krzywo popatrzeć a on w głowie dorabia sobie filozofię: patrzy na mnie bo jestem nienormalny, dziwny i na pewno mnie wyśmieje. Uważa tak bo ma problem z rozmową jako taką, nie wie co mówić i jak bo jak już coś powie to jak go ocenią? Pamięta z przeszłości tylko to że mu dokuczali, wysmiewali itp. Pielęgnuje te wspomnienia. Nie pamięta fajnych, miłych wspomnień. Wsadził je gdzieś głęboko i nie mają prawa ujrzeć swiatła dziennego. Ma nawet taki pomysł żeby kupić sobie gaz pieprzowy i niech no który podskoczy. Tworzy sobie w głowie koszmarne rzeczy. Broni się przed sytacjami które być może w ogóle nie nastapią ale on wie że bronić się trzeba, na ewentualną agresię reagować agresją. A na niego wszyscy patrzą nawet agresywnie, chcą robić z niego pośmiewisko. Zawsze widzi tych złych, ba! wszyscy ludzie są źli, nie stara się nawet zauważać dobrych ludzi i pozytywnych sytuacji. Chodzi na terapię więc chce chyba zmian choć twierdzi że teraz będzie się "alienował". I chce tak żyć - "wyalienowany", najgorsze że od psychiatry chce zwolnienia z praktyk na cały rok co niestety będzie skutkowało nie skończeniem szkoły w terminie i bedzie musiał powtarzać rok. Ewentualnie chce zmienić szkołę ale na naszym terenie nie ma wyboru, po za tym zupełnie nowe otoczenie bedzie znowu potwornym stresem. OHP lub wieczorówka- ale tam są ludzie często z różnych patologii, często bardzo źli. Mam wrażenie że terapia stanęła w miejscu, jutro dzwonie do psychologa który syna prowadzi. Wiem że nic mi nie powie bo syn jest pełnoletni ale może ja uzyskam choć pomoc z zakresie działania i motywowania syna. O ile to w ogóle mozliwe. Co ja mam robić? Jak wpłynąć na to żeby chodził na praktyki i skończył szkołę? Może ktoś z Was ma podobny problem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Super mama z Ciebie, moją to niezbyt interesuje. 3 klasa prawie koniec już...może to taka ucieczka przed tym co czeka go w przyszłości po skończeniu szkoły, pewnie że szkoda tracić roku, z Twoją pomocą na pewno przebrnie dalej, a co do terapii to są i grupowe, i indywidualne, i aktywizujące i psychoanalityczne, musi być dobrana do potrzeb syna, może na grupowej udałoby mu się przełamać i otworzyć bardziej? Gadanie z psychologiem, to tylko gadanie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bym się zastanowił nad zmianą terapeuty. Myślę, że chłopak potrzebuje w szybkim czasie podbudować swoją samoocenę.

 

Czy on nie ma jakichś zainteresowań, którymi mógłby się dzielić z innymi? Alienacja, zamykanie się to najgorsze co może mu się przytrafić. Młodzi ludzie zwykle należą do subkultur, łączą się w grupy mające te same zainteresowania (np. muzyka, sport, fotografia itp.). W takich grupach uczmy się wzajemnych relacji, które przenosimy na świat zewnętrzny. Jeśli syn spędza życie pod kloszem to bardzo źle. Sam się w młodości opierałem rodzicom, nie chciałem by mnie zapisali do jakiegoś kółka zainteresowań czy wysyłali na kolonie. Potem tego żałowałem a nawet miałem do nich pretensje, że nie zmuszali mnie na siłę do socjalizacji. W zamkniętym kręgu - dom, szkoła, praktyki - nie ma życia, jest wegetacja i depresja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Sam się w młodości opierałem rodzicom, nie chciałem by mnie zapisali do jakiegoś kółka zainteresowań czy wysyłali na kolonie. Potem tego żałowałem a nawet miałem do nich pretensje, że nie zmuszali mnie na siłę do socjalizacji.

 

U mnie jak już do czegoś doszło to tylko z mojej inicjatywy, mam na myśli kolonie, wszelkie inne próby kończyły się słowami, a po co ci, nie idź nie jedź bo coś się stanie, i tak wegetuje do dnia dzisiejszego, też mam do nich pretensje o to, że nie zaszczepili we mnie pozytywnego podejścia do życia, tylko ciągle strach, wyzwiska i nie chce mi się żyć...

 

Zmina psychologa, terapia przede wszystkim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja na odwrót... jak byłem młody robiłem co chciałem, koledzy alkohol noce poza domem.... A teraz nie mogę się odnaleść :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A w jakim nurcie jest prowadzona ta terapia? Na fobię społeczną najlepszym chyba nurtem jest poznawczo-behawioralny. I takiego terapeuty radzę poszukać. Listę terapeutów znajdziesz tu:

http://www.pttpb.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=19&Itemid=38

 

Dodatkowo namów syna na regularne i częste uprawianie sportu. Jak się PORZĄDNIE zmęczy, lęk mu powinien obniżyć się. Ważną rzeczą jest, by syn nauczył się też i stosował jakąś metodę relaksacji. Ja polecam progresywną relaksację mięśniową wg Jacobsona. Po niej powinien się poczuć bardziej odprężony i spokojniejszy.

 

Jednak najważniejsze moim zdaniem jest to, by znalazł terapeutę w nurcie poznawczo-behawioralnym. Stańcie na głowie w tej sprawie. Chłopak jest jeszcze młody, całe życie przed nim i warto postarać się, bo ktoś kompetentnie pomógł mu pozbyć się tego balastu życiowego. Bo inaczej już na początku życia dorosłego będzie miał kłopoty, które będą skutkować na przyszłość. Takim kimś kompetentnym według mnie jest terapeuta w nurcie poznawczo-behawioralnym.

 

Na koniec - polecam książkę "Głębokie uzdrawianie uczuć" Alberta Ellisa. Warto, by syn sobie ją przeczytał i przemyślał.

 

Wszystkiego dobrego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
U mnie jak już do czegoś doszło to tylko z mojej inicjatywy, mam na myśli kolonie, wszelkie inne próby kończyły się słowami, a po co ci, nie idź nie jedź bo coś się stanie, i tak wegetuje do dnia dzisiejszego, też mam do nich pretensje o to, że nie zaszczepili we mnie pozytywnego podejścia do życia, tylko ciągle strach, wyzwiska i nie chce mi się żyć...

 

Oj tam, ale dziś możesz nadrobić zaległości :) Mnie próbowali pchać do przodu, ale robili to bez zastanowienia. Miałem wiele kompleksów, byłem nieśmiały, inny niż wszystkie dzieciaki, przez co było mi trudno się integrować. Rodzice kompletnie tego nie rozumieli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
U mnie jak już do czegoś doszło to tylko z mojej inicjatywy, mam na myśli kolonie, wszelkie inne próby kończyły się słowami, a po co ci, nie idź nie jedź bo coś się stanie, i tak wegetuje do dnia dzisiejszego, też mam do nich pretensje o to, że nie zaszczepili we mnie pozytywnego podejścia do życia, tylko ciągle strach, wyzwiska i nie chce mi się żyć...

 

Oj tam, ale dziś możesz nadrobić zaległości :)

Podpisuję się pod takim podejściem ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jednak brak wiary w siebie...a zmiana myślenia to dluga droga...domyślam się, że mam pokłady tylko niech ktoś wyciagnie rączkę. :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Sama sobie wyciągnij rączkę. :twisted:

 

Bo tak naprawdę, to chyba tylko Ty jesteś w stanie to zrobić.

 

Skopiowałem z innego miejsca w necie, ale może nikt się nie zorientuje. ;)

 

Możesz także bezpośrednio wyeliminować wiele poglądów, które dają początek złym myślom i negatywnym emocjom. Albert Ellis sporządził listę dziesięciu irracjonalnych myśli, które nas denerwują. Żadna z nich nie jest prawdą, ale większość z nas jest skłonna wierzyć chociaż w niektóre z nich. Możesz pozbyć się tych myśli zastanawiając się nad nimi tak długo, dopóki nie stwierdzisz, że są błędne.

 

Oto lista:

- Muszę być kochany i szanowany przez wszystkich, którzy są dla mnie ważni. Czasem nie da się uniknąć wrogów, niektórzy ludzie po prostu szukają konfliktów, gdzie tylko się da. Nie możesz skazywać się na wieczny smutek tylko dlatego, że nie jesteś w stanie ich zadowolić.

- Muszę perfekcyjnie spełniać wszystkie oczekiwania, żeby być coś wartym. Nikt nie jest dobry we wszystkim, co robi. Jeśli jednak uwierzysz, że musisz być perfekcjonistą pod każdym względem, przez całe życie będziesz niedowartościowany i nieszczęśliwy.

- Ludzie traktują mnie niesprawiedliwie, ponieważ są z natury źli. Większość ludzi, którzy źle cię potraktowali ma rodziny

, które ich kochają. Na charakter każdego człowieka składa się mieszanka dobrych i złych cech.

- Nie mogę się opanować, gdy jestem źle traktowany, odrzucony lub naprawdę sfrustrowany. Niektórzy ludzie są tak impulsywni, że ciągle tracą pracę i przyjaciół, ponieważ nie mogą znieść nawet najmniejszej frustracji.

- Cierpienie powodują zewnętrzne siły, którym ja nie mogę zapobiec. Ludzie, którzy są więźniami samych siebie, myślą o sobie jak o korku, który podskakuje na falach morza przypadku.

- Muszę się martwić z powodu wszystkiego, co jest niebezpieczne lub straszne. Wielu ludzi myśli, że ciągłe zamartwianie się pomoże im rozwiązać problemy. Jeśli jeden problem zniknie, wybierają następną pozycję z swojej listy zmartwień.

- Łatwiej uniknąć odpowiedzialności i przeszkód, niż stawić im czoła. Nawet najbardziej bolesne doświadczenie może stanowić doskonałą naukę życia i przyczynić się do naszego rozwoju.

- Mogę być tak szczęśliwy, jak to tylko możliwe, nie robiąc nic, ciesząc się sobą i biorąc życie takim jakie jest. Gdyby to była prawda, każdy bogaty człowiek nie robiłby w życiu prawie nic. Jednak żeby osiągnąć sukces i ciągle się rozwijać, niezbędne jest podejmowanie coraz to nowych wyzwań.

- Przeraża mnie, gdy sprawy nie toczą się tak, jak sobie to zaplanowałem. Czy jesteś w stanie przewidzieć jak potoczy się twoje życie? Raczej nie. Z tego samego powodu nie możesz wymagać, żeby coś działo się dokładnie tak, jak to sobie zaplanowałeś, nawet w krótkim przedziale czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

miki74, no daj rączkę. :twisted:

 

Szczerze, to nawej boję się tego czytać, jutro rano będę w lepszej formie. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziekuję za podpowiedzi. Wczoraj kupiłam 2 ksiązki Ellisa. Jedną dałam synowi drugą sama zaczęłam czytać. Troszkę ciężko chyba bedzie przez nią przebrnąć bo wydaje mi się że niektóre zdania to masło maślane. No ale chyba słuzy to myśleniu i zastanawianiu się. Póki co czytam. Co do terapii grupowej to jest problem, poszukałam podzwoniłam i być może pewna pani psycholog założy taką grupę bo kilkoro młodych ludzi też kiedyś było zainetresowanych. Po moim telefonie z pytaniem czy takowa u niej jest zaczęła sama dzwonić i zbierać byłych i obecnych pacjentów więc może się coś uda. W przyszłym tygodniu syn idzie do niej na rozeznanie. Mieszkam w małym mieście więc nie ma tak że podzwonie i coś znajde wcześniej czy póżniej. Rozmawiałm dziś z pedagogiem szkolnym. Trzeba przyznać że kobieta dała mi kopa w tyłek. Powiedziała co mam robić. Iść na praktykę, wyjaśnić sytuacje, żeby nie było tak że za chwilę rozwiąża z synem umowę bo "bumeluje" bo nic nie wiedzą o depresji i ciężko to będzie to odkręcić. W piatek ide to psychiatry syna. Nie chciałam tam iść bo przecież syn dorosły. Ale teraz widze że pedagog ma rację, to ja płacę za leki i mam prawo mieć wpływ na leczenie, choćby takie że opisze zachowania syna. Ja jestem laikiem, nie przyszło mi do głowy że być może należy zmienić również leki. Może nie będzie się tak koszmarnie bał. Padne trupem a wyrwe syna z tej jego "alienacji". Trudne jest zrozumienie depresyjnego zachowania, to jest czasem totalna destrukcja. Dużo pracy mnie czeka i nauki o tej paskudzie - depresji ale dam radę! Czego i Wam zyczę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Miło przeczytać, że jest w Tobie tyle optymizmu i determinacji. Życzę synowi powodzenia.

 

Synowi polecam książkę Ellisa "Głębokie uzdrawianie uczuć..." . Wiesz, trochę w tych książkach jest masła maślanego. Ale to prawdopodobnie dlatego, by daną myśl utrwalić. Trochę jak powtarzanie wierszyka, by go nauczyć się na pamięć. Najważniejsza jest zasada USA ;) , czyli BEZWARUNKOWA samoakceptacja. Jest ona podstawą, na której można budować wyłażenie z różnego rodzaju lęków.

 

Zwróć też uwagę na to, że być może depresja nie jest podstawowym problemem syna. Być może jest ona wtórnym problemem, rezultatem właśnie trudności w relacjach z ludźmi, na przykład na praktykach. Czyli może podstawowym problemem jest fobia społeczna i nią należałoby się głównie zająć.

 

Proponuję też, by lekko, bez wywierania presji, zachęcać syna do aktywnego życia. By nie unikał obowiązków (sprzątanie w domu, załatwianie własnych spraw w urzędach, NAUKA, dobre maniery, dbanie o schludny wygląd). Bo być może jest tak, że z lenistwa, czy też innych powodów, stał się on trochę taki bezwolny, takie "ciepłe kluski", roślinką oglądającą godzinami telewizję bądź siedzącą przed komputerem. Jeśli tak jest, to warto, by z tym powalczył. Wypełnianie różnorakich obowiązków jest moim zdaniem świetnym sposobem na utrzymanie się na powierzchni życia, czyli unikanie wpadnięcia w depresję, lęki itp. Człowiek aktywny, czynny ma, oprócz zwiększonej odporności psychicznej, również więcej do zaoferowania innym! A to wzbudza najczęściej szacunek i sympatię otoczenia, na czym tak zależy synowi. Zatem proponuję, by, bez wywierania presji (!), zachęcać syna, by we własnym interesie - poczucia się lepiej i pewniej - wypełniał swoje obowiązki i prowadził aktywne życie.

 

Pozdrawiam.

 

P.S. Mam nadzieję, że nie jesteś nadopiekuńczą mamusią, która chucha i dmucha na synusia. ;) Czyli bez zgody i aprobaty syna nie będziesz mu łazić do jego psychiatry. Bo i tak psychiatra prawdopodobnie nie zgodzi się z Tobą rozmawiać bez takiej aprobaty, o ile w ogóle się zgodzi.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agi114,

 

A czy syn bierze jakies leki i czy leczy sie u psychiatry ? (nie przeczytalem wszystkiego, wiec moglem pominac)

 

Jezeli to jest to absolutnie podstawowy punkt. Byla/jest terapia, ale nie ma wystarczajacej poprawy, wiec po co sie ma meczyc ? Na tego typu zaburzenia lekarstwa dzialaja bardzo dobrze.

 

Pani syn powinien isc do dobrego psychiatry.

 

I niech dobrze doszlifuje dany FACH.

 

W dzisiejszych czasach dobry fachowiec w jakiejs dziedzinie moze zarabiac znacznie wiecej niz ludzie po studiach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miki 74: byłam nadopiekuńczą mamusią i to był jeden z podstawowych błędów. Maja dzidzia była malutka, trzeba było ją chronić, zagłaskać na smierć bo rozpadła się rodzina, reagowałam natychmiast w chwili jak widziałam że konsewencją jego działania mogła być porażka, nie dawałam mu się przewrócić!Moje dziecko zamknęło się przede mną na długie lata a ja juz tylko potem wrzeszczałam, krzyczałam, karałam, nic nie dawało efektu. Dobrze że stało się tak ze syn zgłosił mi ten problem sam. Wtedy zaczęłam pracować również nad sobą. Paradoksalnie teraz mam dużo lepszy kontakt z synem. Daje mu wolną rekę w decyzjach, nie chodzę z nim już sklepu po ciuchy (albo pójdziesz ze mną i ja sprawdzę co wybrałeś albo nie kupimy w ogóle). Teraz staram się tylko pokazać może lepszą drogę, dac kilka opcji do wyboru ale on ma sam wybrać albo sam sobie wymyslić jak coś chce zrobić a ja mam zaakceptować i już. Moge ewentualnie stwierdzić że ja zrobiłabym to inaczej. Wiem że muszę mu pozwolić się "przewracać" i to jest bardzo trudne ale staram się, Sam syn widzi moją zmianę i to że się staram i wiem że to docenia. Zdarza mi się jeszcze że gadam gadam i gadam bo on nie reaguje, nie mówi mi: tam mamo zrobie to tak jak mówisz bo to jest dobre dla mnie. A ja właśnie chce to usłyszeć! Glupie, nie? On mówi" skończ! nie moge już cie słuchać! I on ma rację, sama nie chciałabym takiej upierdliwej papli słuchać. Oczywiście to jest duże streszczenie takich lub podobnych sytuacji ale sens jakiś przekazałam. Nie będe wtryniać się mu w leczenie. Chce mieć tylko mozliwość reakcji jeżeli bedę widziała że dzieje się duzo gorzej przez dłuższy czas. Tak jak teraz. Były efekty leczenia ale niestety od dwóch miesięcy jest zastój i cofanie się i gadanie o "alienacji' , I widzę ze syn potrzebuje pomocy, chce jej ale tak jakby bał się ją wziąć. Wygląda to taK: chce skończyć szkołę ale nie bede do niej chodził bo boję się. Boję się również że z jego agresji do ludzi może wyjść nieszczęście więc wybacz ale uważam że w tej sytuacji powinnam reagować. Nie chce pytać lekarza o nic bo i tak mi nie powie i będzie miał rację. Chce mu opowiedzieć o moich dwumiesiecznych obserawcjach i zapytać ewentualnie czy są inne leki które moge bardziej pomóc. Zeby pomóc muszę wiedzieć! No i nie dziwie się synowi! Gaduła ze mnie okropna! Pisze i pisze....Pozdrawiam wszystkich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie znam tej sytuacji, więc może masz rację, że sytuacja jest podbramkowa i musisz Ty zareagować.

 

Pamiętaj jednak, że interweniując w ważnych dla niego sprawach, tak trochę ubezwłasnowalniasz go psychicznie. Sprawiasz, że czuje się pod opieką i kontrolą "potężnej kwoki", która zawsze go przyjmie pod skrzydła i ochroni. W ten sposób hodujesz pisklaka, niedojrzałego, lękliwego, bezbronnego. Nie ma ten pisklak możliwości dorośnięcia, bo ciągle czuje na sobie cień potężnej kwoki, która wszystko kontroluje i podejmuje za niego JEGO decyzje. I nie wie on, co to życie, bo nie dostał od niego cięgów, co tylko zwiększa jego nieumiejętność poruszania się w nim. A ona z kolei naraża go na bolesne zderzenia z realiami życia, co tylko nakręca lęk i poczucie, że "ja się nie nadaję", "życie mnie przerasta i przytłacza".

 

Proponuję zastanowić się nad tym, że jesteś tylko doradcą w jego życiu. Absolutnie nie właścicielem jego życia, nie władcą jego życia i nie dowódcą. Tylko i wyłącznie doradcą, którego w dodatku rola doradcza będzie się zmniejszać z roku na rok. I to jest normalne i tak powinno być. Nie zapewnisz mu bezbolesnego i bezpiecznego życia (Ellis się kłania ;) ) Musi i dostanie swoją porcję razów. Więc przestań się tak bardzo starać, bo nie tylko nie osiągniesz tego absurdalnego celu, ale i przeszkodzisz mu w osiągnięciu celu, który jest realny i który może osiągnąć - uodpornienia się i zahartowania życiowego.

 

A konkretnie, to proponuję się bardziej przymknąć :mrgreen: . To znaczy rzadziej mu doradzać i zrzędzić ;) , a swoje stanowisko czy opinie, jeśli już złamiesz się i nie wytrzymasz, przedstawiać krótko, lakonicznie, bez rozwodzenia się i długotrwałego zawracania mu głowy.

 

Proponuję też zasugerować synowi, by się dostał w jakieś lepsze towarzystwo. Nie wiem, harcerstwo, klub sportowy, oaza, jeśli jest wierzący, itp. itd. Tam ludzie powinni być bardziej wyrozumiali dla jego nieśmiałości.

 

Ostatnia rzecz, nie mogę się powstrzymać, by o niej nie napisać. Może by syn zastanowił się jednak nad maturą i dalszą nauką? Czemu tylko zawodówka? Jest młody, życie przed nim, czemu ma takie niskie oczekiwania od niego i chce wystartować z tak niskiego pułapu?

 

Pozdrawiam i życzę synowi powodzenia.

 

P.S. Tak, to jest głupie i szkodliwe, że chcesz usłyszeć "tak mamo, zrobię tak jak mówisz, bo to jest dla mnie dobre". Zrób synowi przysługę i i przestań się tak starać o niego. Zajmij się swoim życiem a nie jego. I nie gniewaj się na mnie za te surowe słowa. ;) Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gniewać sie nie mam zamiaru bo i za co. Mądre rzeczy piszesz. Dać dziecku, nawet pelnoletniemu, wolna wolę, zycie, odpowiedzialność za własne działanie powoduje że poczucie bepieczeństwa o to dziecko strasznie się zmiejsza tzn, ja czuje się bezpiecznie jak wiem że on jest bezpieczny. Wiem że tak nie mozna bo bedzie tak jak piszesz, bo w ten sposób całe życie będę się bać i zatruwać jego życie. To nie ja mam się czuć dobrze "jego kosztem". Doskonale to wiem! I taki własnie wypowiedzi powodują że pracuje nad sobą jeszcze bardziej. A w tej chwili sytuacja wydaje mi się faktycznie podbramkowa bo niestety usłyszałam niedawno pytanie: i po co ja żyje? leki które bierze powodują mysli samobójcze. A żeby myslał o maturze powinien skończyć ten ostatni rok. A żeby skończyć musi chodzić na praktyki a dziś niestety znowu się tak bał że podpisał listę obecności i wrócił do domu. Nie mógł się przemóc aby pójśc pracować z przydzieloną grupą. To może tak wygląda że jeszcze zatruwam mu życie bo nie sposób w kilku zdaniach opisać całej historii ale wierz mi, staram się mówić mniej, radzić krócej i nie na siłę i wychodzi mi to częściej niż nie wychodzi. Staram się czekać aż sam przyjdzie i bedzie chciał rozmawiać bo to chyba działa najbardziej. Tez wolę słuchać porad jak sama o nie pytam a nie jak mi ktos na siłę wkłada je do głowy. A co do książki tak mnie wciągnęła że juz nie zauważam masła maślanego. Wiem że przeczytam ją jeszcze raz i jeszcze raz bo z tą filozofią uzdrowię samą siebie, zdrowsza ja to zdrowsze moje otoczenie. Wielki Dzięki! Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×