Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
stracony

leczenie - czy matka powinna wiedzieć ?

Rekomendowane odpowiedzi

Mam dylemat, czy powiedzieć matce, że leczę się psychiatrycznie i zażywam leki czy też zachować to dla siebie. Dla matki jestem czystym przykładem nieroba, któremu się nie chce palcem przełożyć a jak już to po nieraz ciężkich bojach. Chyba nie podejrzewa, lub nie dopuszcza do siebie myśli że coś ze mną nie jest tak. Potrafi marudzić o najdrobniejszą sprawę, zamęczać mnie swoim zdaniem i chociaż już powinna wiedzieć, że tym nie odniesie skutku to i tak to robi. Jako,że jest już wiekowa nie jest w stanie się zmienić, chyba że na gorsze bo to zawsze jestem sobie w stanie wyobrazić. Może zresztą jak się dowie to przestanie mi docinać w prawie każdym aspekcie życia. Boję się jednak nadopiekuńczości, już i tak mam np. problemy z głupim jedzeniem bo tylko jedzenie tak jak ona jest właściwe, a że do szczupłych nie należę i często stosuję różne diety to możecie się domyśleć jak jest. Do mojego siedzenia przed kompem też się potrafi dowalić a nie mam 10,20 czy nawet 30 lat tylko znacznie więcej.

Nasze życie wygląda w ten sposób, że wzajemnie się wykańczamy bo na wtrącanie się matki potrafię często się dość ostro odgryźć.

Może przeczekać jeszcze parę miesięcy, aż lekarstwo mam nadzieję zacznie działać i wtedy będę mógł sam z siebie, bez walk wykonywać rzeczy które do mnie jak najbardziej należą.

Tak, wiem co poradzicie, mogłem się wyprowadzić już parę lat temu, wtedy jak miałem jeszcze rodzinę ale nie miałem wtedy wystarczająco dużo sił by tak zrobić, ba - nawet jakoś nie dopuszczałem do siebie takiej myśli. Wyprowadzać się gdzieś, urządzać na nowo, zmieniać otoczenie, to było dla mnie nie do przejścia jak nawet mały remont w moim domu był dla mnie gehenną. No i nie chodziło tu o rozstanie z moją matkę, bo z nią niestety nie łączyło mnie od kiedy pamiętam jakieś większe uczucie, za duże piekiełko przeszedłem w dzieciństwie w rozpadającej się rodzinie a, że w końcu zafundowałem dokładnie to samo mojemu dziecku to jakaś tragedia.

Teraz gdybym miał taką możliwość to chętnie bym się wyprowadził, ale do tego muszę być zdrowy by żyć samodzielnie bo zwykłe prozaiczne sprawy jak pranie, gotowanie, prasowanie są dla mnie koszmarem. Zresztą dom jest częściowo mój a dodatkowo płacąc alimenty jestem zarżnięty finansowo. No i zostawiać w domu samotną staruszkę?

Jak ktoś śledził moją pisaninę na tym forum może teraz zrozumie dlaczego bałem się zacząć zażywania leków, bo śmierć przy tym wszystkim wydaje mi się najprostszym rozwiązaniem. Jeżeli się wyleczę i stanę pod murem ( np stracę pracę) będę w sytuacji absolutnie bez wyjścia. No ale zobaczę, teraz chcę żyć głównie dla dziecka ale póki co kontakt z nim z powodu separacji jest coraz płytszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za porady ;) . Powiedziałem matce prawie o wszystkim, bez szczegółów ale powiedziałem. Nie wiem jak będzie dalej ale mam wrażenie, że trochę odpuściła a i ja staram się coś produktywnego robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

zatracony, od dawna chorujesz?wiesz dlaczego zachorowales?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem jak długo choruję, u mnie nie była to nagła zmiana. Pierwszy wyraźny znak miałem 16 lat temu, wizyta u psychiatry, potem parę razy psycholog i odpuściłem bez leczenia a objawy same się zmniejszyły lub się do nich przyzwyczaiłem.

Powodów może być mnóstwo, dzieciństwo w skonfliktowanej rodzinie, upokarzania z powodu inności w szkole średniej, brak śmiałości do dziewczyn potem paromiesięczny brak pracy, koszmarna próba studiowania ( tu już chyba skutki depresji). Potem małżeństwo z "rozsądku", konflikty żony z moją matką, żony ze mną, moje z matką, w końcu separacje, powroty, odejścia, granie dzieckiem a w przyszłości rozwód. Na szczęście dobra praca ale od lat na niepewnym gruncie z momentami dużej niepewności ( nie zależne odemnie) z której utrzymuję siebie oraz mieszkające osobno u teściowej żonę z dzieckiem. Prawie ex schorowana od zawsze, bez własnych dochodów i z całkowitą niezdolnością do pracy za to z ogromnym ego i poczuciem własnej wartości oraz od lat całkowitym brakiem szacunku do mnie. :time: Cyba cud, że jeszcze żyję :uklon:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×