Z borderline do nerwicy i depresji na przemian

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Z borderline do nerwicy i depresji na przemian

przez Gorzata 25 wrz 2016, 15:28
Moja historia jest niepojęcie pogmatwana. Można by napisać o niej film bo czasami aż trudno we wszystko uwierzyć.
Nie chcę rozmawiać o dzieciństwie i to jest też dobre pytanie dlaczego nie? Bo od niej uciekam albo chce zapomnieć - tego też nie wiem.
Łatwo nie było, chociaż nie pochodzę z domu alkoholików, czy bardzo biednego. Niestety nie byłam szanowana przez ojca, mama cały czas w podróży, w sumie wychowałam się sama. W wieku kilku lat 5-6 zaczęłam wszystko rozpaczliwie analizować, stresowałam się tym, że pada deszcz i może mój tato "umrze" bo jest na zewnątrz, płakałam bo mama nie wracała po zebraniu do domu, wychodziłam jej szukać etc. Do tego masturbacja samej siebie w wieku 6 lat, analiza sąsiadów, poszukiwania kto co i jak dlaczego, brak dzieciństwa, zabawa w dorosłość w szkole podstawowej. Ojciec obdarowywał mnie skrajnymi uczuciami, od czułości gdy byłam chora i wielkich łez, że dziecko gorączkuje , do porządnego lania bo potłukłam kryształ albo byłam za głośno. W szkole też nie było lekko, ciągle ktoś się mnie czepiał, wyzywał albo chciał bić. Ale zawsze dobrze się uczyłam i byłam ponad przeciętnie mądra. Sama odrabiałam lekcje, sama nauczyłam się czytać ... i zawsze na czerwony pasek. Wiek nastoletni - pierwsza miłość z którą byłam ponad 7 lat. I tu zaczęłam się jazda. Nie mam pojęcia jak ten człowiek ze mną wytrzymał, ale na pewno wiem, że miałam Borderline - i to najwspanialsze co mogę powiedzieć głośno MIAŁAM. Niestety ten związek był jak to z takim osobnikiem - patologiczny. Strach przed porzuceniem, w ciągu tych lat zrywałam z nim ponad milion razy, wyzywałam niemiłosiernie, czasem szarpałam oczywiście dlatego, że nie ten kolor bluzki, nie tak ułożone włosy, raz zdarzyło mi się go uderzyć bo nie powiedział mi, że jestem rozmazana a przecież byliśmy w restauracji! . Niepojęta złość bo nie zrobił tego co chciałam, ryczenie po nocach, wyzwiska, a po 5 minutach błagania i przeprosiny i tak 7 lat. Najgorsze to, że wpędzałam go w poczuci winy, mogłabym zabić człowieka na jego oczach, ale moje zdolności przekonywania spowodowałyby, że uwierzyłby, że sam to zrobił. I tak było, nie ważne co się działo, zawsze była to jego wina, i co najgorsze po kilku latach on w to uwierzył. I czuł się nikim. Mimo to wielka miłość, za którą dałabym się pokroić, piękna i znienawidzona zarazem. Takie to trudne. Pamięć moja jest także zagadką. W jeden wieczór potrafię nauczyć się 50 stron na pamięć i napisać rano egzamin na 6, ale nie pamiętam co robiłam 3 dni temu. A zdolności do kłamstwa oraz wyolbrzymiania level hard. A że byłam z człowiekiem uczonym, w na prawdę ciężkich chwilach udało mi się nie raz usłyszeć, że mam osobowość narcystyczną oraz borderline - martwiłam się tym jakąś godzinę, po czym stwierdzałam, że jedyną chorą osobą w tym związku może by tylko on, no i wszystko zresztą to jego wina. Teraz mogę otwarcie powiedzieć, że tak jak on mnie kochał chyba nikt mnie nie pokocha, bo kto by to wytrzymał? Nikt o zdrowych zmysłach. Ostatni rok naszego bycia, ostygł- bez awantur, bez wielkich akcji, było spokojnie oprócz tego, że wykorzystałam to iż jestem na prawdę piękna kobietą i zaczęłam się umawiać na randki,wabić facetów, nie wiem jak to robiłam bo nie otrzymywali ode mnie seksu, a robili dla mnie nieomal wszystko. Oczywiście w kontekście on zasługuje na kogoś lepszego. Skończyło się na zdradzie, potem na kolejnej. A człowiek mi bliski popadł w depresję, aż w końcu nie wytrzymał i powiedział stop.
Tu nastąpił przełom, mimo błagań i obiecanek, że już moje nigdy od dziś jest prawdziwe - opuściliśmy nasze mieszkanie i każdy poszedł w swoją stronę. Sprowadziło mnie to na ziemię, mój partner bardzo szybko odnalazł pocieszenie (z która jest do dziś i ma dziecko), cała ta samotność tak mnie przygniotła iż otrzeźwiałam. Ból przeogromny, strach i przebudzenie. Codziennie chodziłam do lasu gdzie spędzałam samotnie po 6-7 godzin. Zaczęłam czytać książki o osobowości narcystycznej oraz borderline, a strasznie się potłukłam o ziemię. Strata kogoś kto był dla mnie wszystkim, kogo nie potrafiłam uszanować, tak mi otworzyła oczy, że po 3 miesiącach medytacji w lesie zrozumiałam z czym się borykam.Nie było łatwo, nienawidziłam siebie, i nie mogłam uwierzyć, że tak bardzo raniłam człowieka, który robił dla mnie wszystko. Wróciłam na studia, znalazłam przyjaciół z którymi zamieszkałam i stałam się normalna. Było to jedyny rok, kiedy byłam normalna. W miarę, zero głupich myśli, studia, praca imprezy ze znajomymi, czysta głowa, przyjaźnie i moje poświęcenie. Niestety po całym tym uciesznym roku dopadła mnie lawina nieszczęść. Moja mama dostała udaru, po udarze została oszukana i podpisała obcym ludziom kredyt na ponad 1000tysięcy, a przy całym tym natłoku zakochałam się, chyba tylko po to by to JAKOŚ przezwyciężyć. Tym razem obiecałam szanować partnera i być dla niego oparciem. I tak było w ciągu tego krótkiego związku wykazałam sie przeogromnym szacunkiem, niestety facet poleciał na mój wygląd, miał kasę, mieszkanie, samochód i wszystko - mimo to ja pokochałam go za to kim jest, niestety mimo jego wiary że się zmienił dla mnie i chce stworzyć ze mną coś pewnego po roku zaczął wątpić, nie wytrzymałam tego i zakończyłam te relacjð mimo, że byłam zakochana. Wiadomo są inne ładniejsze, po co mieć jedną. Rozstanie, brak pracy, chora mama i wyłudzony kredyt spowodował ,że popadłam w depresje. Bezsenność, zimne poty, no i pojawiła się myśl samobójcza. Nigdy tego nie spróbowałam, ale moim założeniem było, że jeśli nie znajdę pracy i problemy nie znikną, to się zabiję bo w sumie i tak nikogo nie obchodzę - ostatnie stwierdzenie niestety było prawdą. Mimo to życie mnie zaskoczyło, praca szybko się znalazła stałam sie pania bizneswoman, nowi ludzi, prawnik uratował nas z opresji za grube pieniądze i uspokoiłam się. Mimo to mój były partner nie dawał mi spokoju przez pół roku, niestety byłam za mądra by wrócić do niego i uwierzyć, że sie pomylił. I jak to w życiu bywa przez przypadek zakochałam się w obcokrajowcu, z którym jestem do dziś. Miłość mojego życia dla której wyprowadziłam się z kraju. Najpiękniejszy związek, szacunek miłośc, namiętność, wsparcie - marzenie, i myślę, że to co my mamy ma niewielu, dziękuje za to co mnie spotkało z całego serca. Niestety od kiedy przeprowadziłam się zagranicę i nie potrafię normlanie żyć. Na początku miałam depresje, nie mogłam wtać z łóżka, dół, beznadziejność, a wieczorami korba i głupawka. Po miesiącu minęło. Niestety teraz mam nerwicę, nie śpię po nocach, kiedy tylko kładę się spać wszystko co najgorsze w mojej głowie. Mam wyrzuty sumienia, że układam sobie życie. Że moja mam z ojcem siedzą sami, że mama jest chora, że jej życie jest tak beznadziejne, a ona się cieszy ... nie mogę tego zaakaceptować. Tak bardzo boli mnie to, że moja mama po udarze zmieniłam się w 90letnią babcię myląca fakty i oglądająca całe dnie bezmyślnie telewizor, że czuje się temu winna iż nie jestem z nią. Ale gdy jestem i tak nic się nie zmienia. A ona nie jest w stanie być wdzięczna, że się o nią martwie co mnie jeszcze bardziej dobija.Ojciec też nie jest wdzięczny, że im coś kupię, posprzątam cokolwiek... nie dzwonią do mnie, kiedy ja zadzwonię słyszę tylko po co wyjechałaś? Kiedy przyjedziesz? Zero wsparcia, ciągła krytyka
Do tego brak pracy. Mogę na razie nie pracować. Uczę się języka i szukam pracy w zawodzie, ale niestety Polki tutaj sprzątają, nieliczni sie wybili, a ja nie chcę tego robić. I spirala myśli, nie będę mieć pieniędzy, nie chcę by partner mnie utrzymywał, chce i nie chce wrócić z nim do Polski. Wszystko to prowadzi do tego, że jestem chora i nie mogę spać. Bez przerwy macham w nocy nogami i martwię się wszystkim. Mam nerwicę, a moje rodzeństwo ze swoją rodziną ma wszystko w nosie i dzwoni do mnie jacy oni są szczęśliwi. Dlaczego ja nie mogę mieć wszystkiego w nosie tylko przeżywać wszystko ze zdwojoną siłą? Byle głupota doprowadza do bólu serca *fizycznego i zlęknięcia.
Boje się, że depresja po nerwicy wróci wtedy już nie wiem co robić
NIgdy sie nie leczyłam farmakologicznie i nie chcę

Nie sypiam po nocach


Dzięki jesli ktoś przeczyta
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 wrz 2016, 14:28

Z borderline do nerwicy i depresji na przemian

przez B-2 22 lis 2016, 20:07
Proszę bardzo.
Pierw taniec, następnie myśl. Taki jest naturalny porządek.
B-2
Offline
Posty
152
Dołączył(a)
22 lis 2016, 17:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do