Żyję w niebycie. Pomóżcie, proszę...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Żyję w niebycie. Pomóżcie, proszę...

przez Amelia92 22 lis 2010, 18:35
Witam wszystkich bardzo serdecznie. Z góry przepraszam za tak długi tekst, ale proszę o przeczytanie i pomoc...

Od jakiś dwóch lat borykam się z pewnym problemem, jednakże przez ostatni rok zaczął się pogłębiać. Najgorszy okres nastąpił miesiąc temu. Z początku było tak, że rozpoczęłam naukę w zawodówce, co w mojej rodzinie i środowisku wywołało dziwne spojrzenia innych osób. Wydaje mi się, że wiele z nich zaczęło mnie postrzegać jako nieuka niegodnego uwagi i przez to zaczęłam izolować się od większości ludzi. Wstydziłam się tego, że nie chodzę do liceum tak, jak moje koleżanki czy kuzynki.
Z biegiem czasu ludzie zaczęli robić się dla mnie strasznie obcy. Bo po co z nimi rozmawiać, skoro nie mamy wspólnych tematów, a koleżanki z zawodówki kombinują tylko, jak by tu się wymknąć na papierosa? Zaczęłam całe dnie spędzać przed komputerem, czytając jakieś bezsensowne plotki o 'gwiazdach' czy oglądając zdjęcia najpiękniejszych aktorek świata. To pewnie przez to, że chciałam być taka, jak one, by nadrobić swoje braki wyglądem. Najgorsze jest to, że nie mogę, bo nie jestem jakąś wielką miss. Wtedy nie pasowałam ani do moich koleżanek z liceum, ani do tych z zawodówki. Dla tych pierwszych byłam za głupia, a dla tych drugich przemądrzała.
Całe dwa lata spędziłam w szkole, na praktykach i przed komputerem. Mój każdy dzień wyglądał tak samo. W tym czasie zachorowałam też na tiki, które coraz bardziej się pogłębiają.
Teraz uczę się w zaocznym liceum i zostało mi jeszcze 1,5 roku do matury. Obecnie nie pracuję, bo pracy nie ma i nadal siedzę cały czas w domu przed komputerem. Nie mam pieniędzy na to, by o siebie zadbać, by kupić sobie coś fajnego do ubrania lub gdzieś wyjechać. Myślałam nad tym, żeby może całkowicie poświęcić się nauce i maturę zdać na tyle dobrze, by dostać się na wymarzone studia. Wtedy nie miałabym już problemu statusu społecznego. Jednak to aż 1,5 roku. Wydaje mi się, że jeśli postawiłabym wszystko na jedną kartę i jeśli to by się nie udało, załamałabym się całkowicie.
Najgorszy z tego wszystkiego jest ten niebyt, ta utrata siebie. Stałam się bardzo nadwrażliwa w prawdziwym tego słowa znaczeniu, nie mam już ochoty na rozmowy z kimkolwiek. Katorgą czasami są dla mnie rozmowy z siostrą, gdy ta po pracy wraca do domu. Mam znajomych ale jest coś takiego, że po prostu nie chcę z nimi rozmawiać, chociażby mnie do tego zmuszano, nie czuję między nami żadnej więzi, czy jakichkolwiek wspólnych tematów. Czasami, by odskoczyć od tej rutyny wychodzę z domu, ale wtedy muszę zmuszać się do uśmiechu i patrzę tylko na zegarek, by jak najszybciej wrócić.
Ze wszystkim jestem strasznie samotna. Czuję się brzydka, głupia i bez jakichkolwiek nadziei na przyszłość. Ostatnio spodobał mi się pewien chłopak, chociaż wiem, że nie mam u niego szans. Jest na I roku studiów, ma wiele pieniędzy i gdzie tu miejsce dla mnie? Zauważyłam, że się za mną ogląda, tak jak niejeden. Jednak wiem, że przestaliby z momentem poznania... Nawet moja mama powiedziała dzisiaj, że taki byłby dla mnie za 'ą ę', bo jest uczony, bogaty itp... I co zrobić, kiedy sądzi tak nawet własna matka? Uwierzyć... Zawsze starałam się wywrzeć wrażenie na rodzicach i innych osobach, ale jestem na to za głupia, za słaba, z niczym mi nie idzie... Mądrzejsza jest moja siostra.
Przez to wszystko jestem strasznie znerwicowana. Kiedyś tiki były bardzo rzadkie i małe, a teraz powoli zaczynają mi przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu. Przy każdym kontakcie z drugim człowiekiem się stresuję i wtedy one się nasilają. A to przecież widać...

Może ktoś z Was też tak miał, albo wie jak mi pomóc... Bardzo proszę o pomoc, bo NAPRAWDĘ jest coraz gorzej. Włosy wypadają mi garściami, ręce się trzęsą, dzisiaj 10min płakałam. A to wszystko dlatego, że nie wiem, co mam robić... Kontakty z ludźmi są dla mnie najważniejsze, ale jak się nie załamać, skoro do kogoś mówię, a ten ktoś mnie w ogóle nie słyszy?
Przeczekać1,5 roku i zacząć normalnie żyć jak każda normalna nastolatka-studentka? Jeśli nie, to co mam zrobić teraz, kiedy jestem tak znerwicowana, zniechęcona i przygnębiona? Czy jest szansa samodzielnego pozbycia się tików?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
22 lis 2010, 17:57

Re: Żyję w niebycie. Pomóżcie, proszę...

przez emicórcia 22 lis 2010, 23:00
Bardzo podoba mi się napisane przez ciebie zdanie "najgorszy z tego wszystkiego jest ten niebyt, ta utrata siebie." Jest to bardzo głębokie. Naprawdę ludzie wrażliwi jak ja i ty mnóstwo myślą, jest to i dar i przekleństwo. Fobia społeczna którą nabawiłyśmy się poprzez zbyt powierzchowne kontakty z ludźmi, brak akceptacji w środowisku, sprawia, że czujemy samotność w tłumie. Nie bierz jednak wszystkich do jednego worka. Mnie udaje sie na swej drodze życiowej spotykać osoby, w których towarzystwie czuję się świetnie. Wspaniale nam się dyskutuje, uważam wtedy że czas z nimi spędzony nie jest czasem straconym. Są to osoby niebanalne. Jednak ubolewam, że tak rzadko mogę z kimś być naprawdę. Osoby wrażliwe są też bardzo podatne na zranienie, krytykę i odrzucenie. Wpływ na nas największy mają nasi najbliżsi. Brakuje nam uznania w ich oczach dla włanej osoby, sugerujemy się ich podpowiedziami. Myślę aby się z tego wyzwolić i być naprawdę sobą. Polubić siebie za styl życia, poglądy, wybory. Wybaczyć sobie, że może nie jest się atrakcyjną i marzyć o miłości z kimś z kim można przegadać całą noc.Szukać przyjaźni pomimo wszystko może za pośrednictwem swoich talentów, internetu. Przede wszystkim być nadal sobą ze swoimi marzeniami i pragnieniami. Jesteś mądra, masz potencjał.I niech nikt nie czuje się lepszy od ciebie. Dobrego życia.
emicórcia
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do