Co się ze mną dzieje :( ?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Co się ze mną dzieje :( ?

Avatar użytkownika
przez Chris87 24 maja 2010, 20:51
Witam ! Na forum jestem nowy, rejestrację rozważałem od jakiegoś tygodnia i w końcu doszedłem do wniosku, że jest to miejsce, w którym mogę znaleźć pomoc. Nazywam się Krzysiek, mam 23 lata. Studiuję informatykę (mało ruchu), pracuję też jakoś niespecjalnie aktywnie.

Proszę o wybaczenie mi, ale ta historia może być lekko przydługawa, chcę właściwie przedstawić obraz całej sytuacji.

Nigdy nie miałem problemów z nerwicą, owszem, żyję szybko, ostatnio faktycznie w olbrzymim stresie (którego prawdopodobnie sam jestem powodem), ale zawsze twierdziłem, że jestem silny psychicznie i nie myślałem o podobnych sprawach.

Wszystko zaczęło się w styczniu - złapałem zapalenie gardła, poszedłem do lekarza, szybciutko jeden, drugi, trzeci antybiotyk i tak jesteśmy już w okolicy kwietnia, przez cały ten okres skrupulatnie chowałem wszystkie zwolnienia L4 do półki by nie ujrzały światła dziennego, więc też kuracja się rozciągła w czasie. Końcem kwietnia nadal poprawy nie było, a dodatkowo zacząłem czuć w przełyku (na wysokości "jabłka Adama") jakby mi coś tam "zalegało" albo "narosło" i z czasem zacząłem się bać, że może zatkać mi światło przełyku uniemożliwiając oddychanie - postanowiłem więc iść prywatnie do laryngologa, żeby zrobił mi jakieś bardziej konkretne badanie i powiedział co się ze mną dzieje. Ów lekarz sprawdził kamerą prześwit mojego gardła, po czym stwierdził, że jest on bardzo dobry, mam jedynie początki zmian refluksowych (od kwasu żołądkowego), ale choroba ta podobno zaczyna mieć miano choroby cywilizacyjnej więc się tym nie przejąłem. Co więcej laryngolog stwierdził, że uczucie "zatykania" przełyku, to jakiś objaw lękowy i przepisał mi leki na refluks (Panzol) + lek psychotropowy Asentra 100mg (do chwili obecnej o tym drugim dużo przeczytałem na Forum nerwica.com i już wiem, że następnym razem zanim wezmę coś do ust, sprawdzę opinię o leku w internecie). We wtorek 11.05 zaaplikowałem sobie rano jedną tabletkę Panzolu ok. 10.00, potem ok. 13.00 bez skrępowania wziąłem jedną tabletkę Asentry 100mg, a piekło zaczęło się, gdy po 19.00 wieczorem wziąłem drugą tabletkę Panzolu. Dosłownie po 10-15 minutach dostałem szału, serce wkręciło się z nominalnych 70 uderzeń na 120, ciśnienie rzędu 160/100, 170/110, po całym ciele ogromne dreszcze, uderzenia zimna, zaraz potem gorąca, takie "przypływy" do głowy, jakby od karku po potylicę ktoś wbijał mi tysiące igieł, brak panowania nad mięśniami, trzepała mi się żuchwa, mamie, która mnie wtedy pilnowała powiedziałem, żeby odeszła, bo czuję że zaraz mną zacznie rzucać, a nie umiem nad tym zapanować, bo czułem jak tracę kontrolę nad własnym ciałem, zaraz dostałem krople nasercowe, rodzice myśleli, że po nich wszystko się uspokoi, ale nic z tego - o 23.00 11 maja wylądowałem w szpitalu, zmierzyli mi ciśnienie - 160/100, cały czas serce biło jak oszalałe i ani nie zwracając uwagę na to, że mówiłem o lekach, które wziąłem coś we mnie wbili, dali tabletkę, kazali czekać 30 minut, więc czekałem. Jakież było ich zdziwienie, kiedy po powrocie na salę szpitalną po zmierzeniu ciśnienie miałem 170/110 - znowu tabletka, znowu 30 minut, powrót i znowu to samo 160/100. Zrobili mi EKG, wyszło dobre, wysłuchali mnie jeżeli chodzi o leki, które wziąłem, lekarz po przeczytaniu ulotki od Asentry stwierdził, że tym się tak załatwiłem i wysłali mnie do domu, rano kazali iść do lekarza pierwszego kontaktu. Noc była koszmarem - omamy, zwidy, mamrotanie, zero snu - to jest nie do opisania co się ze mną działo, kiedy zamykałem oczy widziałem straszne rzeczy, kiedy wyszedłem do kuchnie na podłodze widziałem pająki, byłem przerażony, ale wyczekałem w tym stanie do rana, ok. 6.00 rano 12.05 wstałem z łóżka, zebrałem się do lekarza, zmierzono mi ciśnienie - 145/90, czyli już w zasadzie wracające do normy. Przez kolejne dni (aż do dzisiaj) nie brałem już żadnych tabletek, ale chyba aż do 18.05 maja wieczorami ok. godziny 19.00 wieczorem zaczynały mi się "loty" - znowu po zamknięciu oczu widziałem straszne rzeczy, ale lęk ten był już bardziej do opanowania. Nie miałem natomiast żadnych innych problemów związanych z psychiką - dolega mi troszkę nerwica natręctw, ale po tych wydarzeniach zniknęła, dopiero ostatnio wszystko wraca do normy, ale nie leczę się na nią, bo nie doskwiera mi aż tak bardzo. Zapomniałem dodać, że lekarz pierwszego kontaktu stwierdził, że to była jakaś reakcja alergiczna na Asentrę, co więcej, później w ulotce wyczytałem, że zaczynać się powinno od dawki 25mg, ja natomiast wziąłem 100mg.

Teraz do rzeczy - z czym do Was przychodzę.

Od tamtych wydarzeń minęły już dwa tygodnie, przez kilka dni było nawet naprawdę wspaniale, ale wkrótce znowu zaczęły się dziać ze mną dziwne rzeczy. Otóż czuję napięcie nerwowe w żuchwie, przez większość dnia (prócz poranków) mam zatkane uszy (tak jakby zatykało je od zmian ciśnienia np. jadąc w samochodzie, ale ten stan potrafi się utrzymywać), towarzyszy mi również lekko podwyższone ciśnienie, a rano i często wieczorami miewam przeraźliwe lęki, że umrę, zwłaszcza rano jestem strasznie płaczliwy (wiem, że może wydawać się to śmieszne, ale cóż - to prawda), chce pisać moim bliskim coś w rodzaju testamentu. Przeszukuje internet w poszukiwaniu podobnych do moich objawów, wertowałem już nadciśnienie tętnicze, stan przedzawałowy, bo objawy tych schorzeń przypominają to co dotyka mnie, czasami wydaje mi się, że mam uczucie gorąca w klatce piersiowej, cały czas nasłuchuję pracy serca i do głowy dobijają mi się pytania "czy człowiek wie, kiedy serce się zatrzymuje ?", "Czy ono pracuje ?". Chce iść prywatnie do kardiologa, żeby zrobił mi kompleksowe badania, ale rodzice mówią, żeby poczekać, bo ten stan może po prostu odejść. Dodam również, że sam nie wyczuwam przez dzień, podczas pracy jakiejś niewydolności organizmu, jestem jedynie bardzo nerwowy (dość agresywnie jeżdżę samochodem, łatwo wybucham), a wieczorem po powrocie do domu czuję ogromne zmęczenie, jestem po prostu wyczerpany, mógłbym spać bez przerwy.

Jeżeli dobrnąłeś ze mną aż tutaj i chcesz mi pomóc to dziękuję Ci. Nie wiem czym są moje objawy, wiem jedynie, że znacznie utrudniają mi funkcjonowanie i że potrzebuję pomocy.

Pozdrawiam,
Krzysiek.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
24 maja 2010, 19:58
Lokalizacja
Radziechowy k. Żywca

Re: Co się ze mną dzieje :( ?

przez miki74 24 maja 2010, 21:06
Witaj na forum ;)

Moim zdaniem masz jakieś zaburzenia lękowe. Miałeś już je przed wizytą u laryngologa no i przedawkowanie Asentry jeszcze je pogłębiło. Ja bym Ci zalecił po prostu wizytę u psychiatry i już.

Doraźnie może by Ci pomogła relaksacja mięśniowa Jacobsona, regularny sport, zmniejszenie tempa życia (!), znalezienie czasu na relaks, odprężenie, itp.

Najprościej jednak udać się do psychiatry i to prywatnie. Jak wybulisz ciężką forsę za wizytę, to bardziej się przejmiesz jego zaleceniami i szybciej wyjdziesz z kłopotów. ;) Powodzenia.
miki74
Offline

Re: Co się ze mną dzieje :( ?

Avatar użytkownika
przez Chris87 25 maja 2010, 16:47
miki74 dziękuję za dobre słowa. Wiele mi to daje. Na razie nie pokuszę się o wizytę u psychiatry, spróbuję dać sobie radę za pomocą Twoich zaleceń, a jeżeli to nie pomoże poszukam profesjonalnej pomocy. Jeszcze raz dziękuję z odpowiedź i za przeczytanie mojego "poematu".

Pozdrawiam !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
24 maja 2010, 19:58
Lokalizacja
Radziechowy k. Żywca

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do