Skocz do zawartości
Nerwica.com

"Stokrotka" - opowiadanie


Gość Expresia

Rekomendowane odpowiedzi

„Stokrotka”

 

Epilog

 

 

O śnieżno-białych płatkach i słonecznie-żółtym środku. Zawsze wdzięczna oraz radosna, a ponadto nigdy samotna pośród innych kwiatów. W rzeczywistości odbiegała od swojego „roślinnego pierwowzoru”. Najwyraźniej takie już było prawo natury. Obrywała właśnie płatki jednej z nich, zastanawiając się, czy to autoagresja, czy może sadyzm.

 

- Być. Nie być. Być. Nie być… - szeptała, kontynuując rozpoczęte „dzieło”. – Być.

 

Skoro los zadecydował, czy miała prawo się przeciwstawiać? Być może miał coś w zanadrzu i tylko czekał, by wyciągnąć asa z rękawa. Prawdopodobnie była antyfanatyczką – gorąco w to nie wierzyła. Pozbierała oberwane płatki i schowała je do kieszeni. A przynajmniej miała nadzieję, że to zrobiła, lecz nie była pewna, jej dłonie były zbyt wychłodzone, by odczuwać dotyk. Wczesna wiosna oznaczała, że wszystko ponownie budzi się do życia. Była ciekawa, czy zwierzęta odczuwają strach przez powrotem do dawnego stylu funkcjonowania, czy te cykle ich nie nużą. Ona co roku stawała się w tym okresie kłębkiem nerwów. Pierwsze promienie słońca raziły ją w oczy, a wyższe temperatury sprawiały, że się pociła. Brała pod uwagę to, że to może być również skutek przeżywanego napięcia. Jedyne, co dawało jej radość to obserwowanie, jak kiełkują młode rośliny. Kochała każdy najmniejszy pączek, głaskała listki i gładziła rękami ziemię, gdzie rosły. Często z nimi rozmawiała, uważając, że to najzupełniej normalne zachowanie. Nie uważała się za ekscentryczkę, po prostu natura nie oceniała, akceptowała ją już taką, jaka była.

 

 

 

 

Rozdział I

 

Co dzień budziła się o świcie. Nastawiała wodę na herbatę – tuż po przebudzeniu. Był to jej poranny rytuał. Herbata biała, liściasta, z suszonymi płatkami róży, była jej ulubioną. Następnie podczas parzenia, podchodziła do ogromnego, starego lustra w kącie pokoju i patrzyła, całą swoją uwagę skupiając na oczach. Sama do końca nie wiedziała, co takiego próbowała w nich dostrzec. Może to właśnie był powód, dla którego jeszcze jej się nie udało tego odnaleźć. Obcy ludzie na ulicy zatrzymywali się, spoglądając na nią z mieszaniną konsternacji i zafascynowania. Jej długie, jasne jak len włosy sięgały pasa, były proste i gładkie. Nos mały, spiczasty, usta brzoskwiniowe, pełne i oczy… duże, chabrowe, o wiecznie nostalgicznym wyrazie – wszystko to nadawało jej nieco tajemniczy wygląd. Od czasu do czasu porównywano ją nawet do elfa. Była drobna, jakby krucha, lecz posiadała kobiece krągłości. Wiedziała, że zwraca uwagę mężczyzn, ich postawy i spojrzenia mówiły, że ochronią ją przed całym złem tego świata. Mimo tego, była niesamowicie zdystansowana, wręcz można by rzec – chłodna. Jej twarz nie miała żadnego wyrazu. Nigdy nie okazywała pogardy, ani też zainteresowania. Nie miała przyjaciół, gdyż podczas ciemnych dni, tygodni, a nawet miesięcy, izolowała się tak bardzo, że nikt, ani nic nie miało do niej dostępu.

 

Nad filiżanką parującego napoju rozmyślała o swoim dotychczasowym egzystowaniu, ponieważ nie można było nazwać tego życiem. Jej przeszłość była jedną, wielką niewiadomą. Babcia, z którą mieszkała odkąd pamięta, powiedziała jej kiedyś, że pewnego dnia jej rodzice wyszli z domu i nigdy już nie wrócili. Słuch po nich zaginął. Ona, jako ich jedyne dziecko, powinna zachować resztki dawnych wspomnień, tak się jednak nie stało. Dziadek odszedł kilka lat temu, a one jako dwie samotne kobiety radziły sobie stosunkowo dobrze – miały z czego płacić rachunki oraz miały co jeść. Łączyła je wyjątkowa więź wspólnych doświadczeń, były towarzyszkami niedoli. Stokrotka kochała swą babcię Lilianę nad życie. Była dla niej uosobieniem wszelkich cnót i przede wszystkich jedynym oparciem. Miała długie, siwe włosy ze srebrnymi pasemkami oraz jasne oczy. Była malutka i niezwykle krucha. Łamała sobie kość średnio raz na pół roku… Jej pasją było pielęgnowanie ogródka za domem. Rzeczywiście był on wyjątkowo piękny i zadbany. Babcia najbardziej spośród wszystkich kwiatów kochała czarne róże. Była to niezwykle rzadka odmiana, lecz jakimś cudem Lilianie udawało się zdobyć co roku kilka nasion. Stokrotka lubiła przesiadywać w babcinym ogrodzie – to był jej azyl, schronienie, namiastka raju. Przeważnie bujała się na podniszczonej na skutek upływu lat, drewnianej huśtawce zawieszonej na drzewie. Zawsze w ręku miała zeszyt lub szkicownik. Sztuka była jej ucieczką. Najczęściej starała się uchwycić ulotność chwili, przemijanie – impresjonizm najpełniej pozwalał jej wyrazić swoje odczucia. W ich domu panowała wszechobecna cisza. Babcia na skutek nowotworu straciła głos.

Od tamtej pory Stokrotka przestała rozmawiać z innymi ludźmi, pozwalała sobie na szept jedynie w obecności roślin. Dni upływały jej spokojnie, znała już siebie, była świadoma swej wrażliwości, dlatego też kryzysy omijały ją szerokim łukiem. To było tak, jakby zatrzymywała strzały skierowane prosto w jej serce – w locie. Doświadczenie nauczyło ją przyjmować ciosy z obojętnością. Mimo tego, głęboko w środku czaił się ogromny lęk przed zranieniem. Często stąpała po ziemi bardzo ostrożnie, jak gdyby chodziła po tafli cienkiego lodu pokrywającej jezioro. Próbowała nawet nauczyć się jasnowidzenia, jednakże nic z tego nie wyszło. Cierpienia spadały na człowieka niespodziewanie, a ona zbyt dobrze wiedziała, że każda próba kontrolowania ich zakończy się fiaskiem.

 

Kwiecień… Stokrotka uważała, że jest to niezwykle trafiona, ale i piękna nazwa dla miesiąca. To wtedy przyszła na świat, tyle wiedziała. O świcie postanowiła narysować, jak słońce wschodzi nad pobliskim jeziorem. Wzięła ze sobą ołówek, kartkę i ciepły sweter, i udała się w wybrane i dobrze jej znane miejsce. Gdy brnęła przez gęste zarośla, poranna rosa sprawiała, że na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Ptaki właśnie rozpoczynały ich poranną pogawędkę, wyśpiewując swój radosny trel. Niebo powoli się rozjaśniało, przybierając kolor waty cukrowej zmieszanej z błękitem i lawendą. Stopniowo słońce wynurzało się z nad horyzontu, sprawiając, że świat wydawał się być bardziej przyjazny, realistyczny. Nagle Stokrotka usłyszała kroki. W ułamkach sekund poczuła oddech za plecami, a jej oczy zostały zakryte przez czyjeś duże, ciepłe dłonie.

 

- Niespodzianka… - wyszeptał jej do ucha tajemniczy głos zza pleców. Dziewczyna odwróciła się sparaliżowana. Nie potrafiła wydać z siebie dźwięku. Jej oczy powoli przybierały stalowy odcień, a usta zacisnęły się w cienką kreskę. Wypuściła wreszcie powietrze z ust i spojrzała. Przed nią stał młody człowiek, mężczyzna, o wyjątkowo niesfornych, falowanych, kasztanowych włosach i intensywnie się jej przypatrywał. Milczała. On również. Sekundy mijały. W końcu odchrząknęła i odezwała się gniewnie:

 

- Koniec przedstawienia. Pomyłka. – odpowiedziała jej cisza. – Przepraszam, przestraszyłeś mnie, nie chciałam być opryskliwa. Kim Ty w ogóle jesteś? – zapytała cicho, z przestrachem.

 

- Nazywam się Adam. – odpowiedział. Teraz to on wydawał się być zagubiony. Przyglądał się jej z lękiem w oczach. – Jestem Twoim… bratem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×