Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem czy ktoś z was słyszał ale ja czytałem ostatnio o tym że tym którzy w dzieciństwie doskwierały objawy właśnie nerwicowe mają strasznie duży problem z wyleczeniem tego w dorosłym życiu. I czy ktoś z was doświadczał już jako dziecko tego całego gówna?

Ja np oprócz takiej ucieczki przed ludźmi w samotność, izolowanie się, jeszcze jak miałem ze dwanaście lat to miałem strach przed zasypianiem i czytałem komiksy nawet do trzeciej nad ranem bo nie mogłem zasnąć, a nawet gdy zasypiałem to budziły mnie bezdechy i drętwienie twarzy. Zabawne bo to mam i do teraz :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja do 22-go roku życia miałem kupę przyjaciół w całym mieście, jeździłem po osiedlach,wiodłem rockandrollowe życie, zero fobii społecznej (pozornie), grałem w zespołach,jeździłem w góry i za granicę (teraz mam silny lęk przed podróżami) i tak dalej,a potem klapa; pojawiły się lęki, silne objawy somatyczne (nadwrażliwe jelito) i cała gama przeróżnych jazd,szkoda gadać;

ale zawsze byłem nadwrażliwy, ucieczkowy, zamyślony wiecznie;

 

w dzieciństwie nerwica rzadko się ujawnia, myślę też,że nie jest to fatum z którym się rodzimy,nerwica to w ogóle nie jest fatum,nie widzę jej u siebie jako coś obcego,czego mam się za wszelką cenę pozbyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cos w tym jest, co prawda nerwicy w dzieciństwie nie mialam, ale jak tak sobie pomyslę, to nabyłam wówczas jakiegoś przewrazliwienia, ktore po latach i dodatkowych stresach nasiliło się... Dużo chyba zalezy od predyspozycji, od stosunku rodziców do dziecka, jak je wychowują...

Ja w dzieciństwie dużo chorowalam na wszelkiego typu infekcje, byłam zatem anemiczna, blada, wyglądałam jak zdechlaczek - taki chuderlak... rodzice w trosce o moje zdrowie, chuchali na mnie i dmuchali... nie pozwalali na wiele, podczas gdy moi rowieśnicy robili bez kontroli co chcieli.... moi rodzice są przewrażliwieni i pewnie to przewrażliwienie przelali na mnie... było: uważaj na to, uważaj na tamto... byc może zatem taką "delikatność emocji" wynioslam z dzieciństwa... w sumie do kiedy pamietam byłam lekko wylekniona...nazbierało sie nazbierało i w końcu kiedyś przerodziło w nerwice...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zawsze byłem jakiś taki "inny"

nieśmiały, małomówny, cichy, bałem sie patrzeć w oczy...

Może to przez rodziców i przez dom?

Darcie "ryja" na mnie za to że coś przeskrobałem....zwykłe wylanie herbaty i już hałas... teraz gdy mam 18 lat i patrze z "góry" na to wszystko dochodze do wniosku że żyłem przez tyle lat w rodzinie patologicznej...

tak to jest kiedy żyje się w biednej rodzinie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja natomiast uciekałam w sen, bo nie chciałam widzieć pijanego ojca.

Napady lęku dotyczące śmierci miałam wieczorami...wstawałam i biegłam do mamy mówiąc "mamo, ja umrę!"

Bałam się wszystkiego.

Nawet w niebo patrzeć.

Nerwice zasugerowała mi lekarka jak miałam chyba 14 lat...poszłam do lekarza bo oddychać nie mogłam i bicie serca nie pozwalało mi zasnąć.

Co zimę lęki powracają z coraz większą siłą.

 

Chciałabym iść spać i obudzić się wiosną...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od dziecka byłam znerwicowana, bałam się ciemności, że coś się stanie moim rodzicom i bratu, jak nie było ich długo lub się spóźniali to bałam się że coś się stało, gapiłam się nie raz godzinami przez okno:/ bałam się być sama w domu i też miałam strach przed spaniem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy mialam 6 lat pojawil sie u mnie lek, ze nagle moje serce przestanie pracowac. Nie mam pojecia skad to sie wzielo. Wydawalo mi sie, ze serce przestaje mi bic, nie moglam zlapac oddechu, balam sie, ze sie udusze. Moja Mama byla bardzo zmartwiona, zrobila mi wszytskie badania, bylo ok. Pamietam jak mialam 6 lat pojawil sie u mnie przymus liczenia, ze musialam policzyc 10tkami do stu, zeby moja Mama nie umarla. Nie mialam pojecia co to jest wtedy..... potem ok 12-14 roku zycia pojawily sie natrectwa- wtedy nie wiedzialam, ze to natrectwa- musialam cos zrobic czy spytac o cos wstydliwego, bo inaczej bylam pewna , ze ktos z mojej rodziny umrze... jak pomysle,jak sie wtedy czulam, jak potwornie, to mi az slabo. I wiecie co bylo najgorsze? Nie bylo internetu, nie mowilo sie o tych chorobach, nie mialam pojecia co mi jest, dlaczego tak sie czuje. Bylam pewna, ze jedyna na swiecie mam taki problem. Dzis czuje sie szczesliwa, gdyz wiem, co mi jest, wiem, ze to natrectwa..dalej przychodza mi mysli o chorobach, ale wiem, ze nie tylko mnie... tak sie ciesze, ze jestem dorosla :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałem dziwny lęk ze przestanę oddychać, że się uduszę i to było jeszcze w podstawówce, szczególnie ze jakaś znajoma cioci miała dziecko i ono umarło w nocy bo dostała jakiegoś zawału płuc czy coś, pamiętam jak dziś kiedy ja to usłyszałem i póxniej wiele lat mnie to męczyło, co prawda nie non stopa bo wiadomo dziecko ma swój świat, rówieśników, grałem w piłe i to zycie mnie wciągało ale jednak takie historie były. Często też miałem właśnie różne natręctwa, wtedy to nawet nie wiedziłem co to jest ale liczyłem bardzo dużo każdy wyraz jkai przeczytałem to liczyłem ile ma liter, do tej pory tak mam, sumowałem tablice rejestracyjne samochodów, czy też często musiałem zmawiać pacież bo myślałem ze jak tego nie zrobię to moja mama umrze, i wiele innyc. Ech jak czytam to to aż mi nerwa to szarpie jak cholernie ta przypadłość jest w nas zakorzeniona, coś w tym jest szczególnie że siostra ma ZOK a matka półżycia przeleżała w łóżku bo nie mogła wyjść śmieci wyrzucić z powodu lęku że zemdleje. no nic pozdrawiam was nerwicowe ludki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja moj pierwszy epizod nerwicy teraz sobie skojarzylam mialam w wieku szkoly podstawowej (pierwszy ktory pamietam). byly robione szczepionki i moja mama mi wczesniej nagadala ze jakbym sie zle czula po tej szczepionce to mam od razu do niej dzwonic bo moge sie zle czuc. i rzeczywiscie sie zaczelam zle czuc. bylo mi slabo, zrobilam sie cala biala, wszyscy mi to mowili, ukucnmelam bo mialam wrazenie ze sama zemdleje. przyjechala moja mama i pamietam jak sie wkurzylam jak pielegniarka powiedziala ze to jest nerwowe bo to jest zwykla szczepionka i nic mi na pewno nie jest. z drugiej strony to sorry, moglam byc uczulona na ta szczepionke wiec znowu ta pielegniarka tez sobie troche olala. no ale teraz z perspektywy czasu wydaje mi sie ze to byl moj pierwszy atak paniki. nastepny byl juz na studiach. nie wiem czy u was tez tak bylo ale ja mam mame panikare, zawsze sie bala ze cos mi bedzie, wymyslala niestworzone historie co mi sie moze stac jak pojde tam czy tam, moze to mialo wplyw na mnie. mowia tez niektorzy ze ma wplyw to jak sie dziecko rodzilo. ja sie rodzilam baaaaaaaardzo ciezko. potem bylam w zamartwicy, w inkubatorze i mialam mnostwo problemow juz po urodzeniu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak mamuśka moja zawsze była straszną panikarą ale że sama miała lęki o siebie najbardziej to nie żyłem że tak powiem pod jakimś specjalnym kloszem wręcz przeciwnie zawsze musiałem sam martwić się o różne rzeczy i moje małe problemy, a co do rodzenia to urodziłem się łatwo tyle ze też leżałem w inkubatorze i cienko było ze mną

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zakładając, że teoria o wysoko reaktywnym typie układu nerwowego jest prawdziwa http://www.forum.nerwica.com/wysokoreaktywny-typ-uk-adu-nerwowego-t14083.html - wtedy taki ktoś ma nerwicę od dziecka, w szczególności fobię społeczną, osobowość unikającą itp.

Również zakładając, że pewności siebie nabieramy w 1-2 roku życia, to jak ktoś nie nabierze, to też nerwicę na tle niskiego poczucia wartości może mieć od dziecka.

Pamiętam że miałem różne, silne i całkowiecie irracjonalne lęki już w przedszkolu, które jest jednym z najbardziej znienawidzonych przeze mnie doświadczeń w moim życiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kurcze, hmm, ja też od dziecka byłam bardzo strachliwa, oczywiscie bałąm sie ciemności, jak już było ciemno w pokoju, to w każdym zwykłym rpzedmiocie ja widziałam jakieś potwory :P teraz mi sie z tego śmiać chce, ale przedtem naprawde sie tego bałam... a poza tym, chociaż nie jestem hipohondryczką, ale od wieku mniej więcej 6 lat bałąm sie strasznie zę dostane raka ;> tylko mnie coś zabolało, zakłuło, ja już sie potwornie bałam, i w takim strachu żyłąm baaardzo długo ;> nie wiem jaki to moze mieć związek z teraźniejszym stanem ale charakterek mam do bani :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja natomiast uciekałam w sen, bo nie chciałam widzieć pijanego ojca.

Napady lęku dotyczące śmierci miałam wieczorami...wstawałam i biegłam do mamy mówiąc "mamo, ja umrę!"

Bałam się wszystkiego.

Nawet w niebo patrzeć.

Nerwice zasugerowała mi lekarka jak miałam chyba 14 lat...poszłam do lekarza bo oddychać nie mogłam i bicie serca nie pozwalało mi zasnąć.

Co zimę lęki powracają z coraz większą siłą.

 

Chciałabym iść spać i obudzić się wiosną...

 

 

Mi w wieku 18 lat ciężko się oddycha tylko czasami... ale to naprawde ciężko...

Bicie serca... czasami mam tak mocne że cały się trzęse i widze jak ciało tańczy w rytm bicia serca...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja do przedszkola to jak pamiętam to za skarby świata nie chciałem chodzić, jakoś nie mogłem znaleźć sobie miejsca i bywałem tam co jakiś czas bo ryczałem że nie chcę :) to może się teraz wydawać śmiesznę ale wtedy to był dla mnie okropny cios ale i tak mama mnie w końcu wypisała Ja właśnie najbardziej problemy to miałem z oddychaniem, cały czas miałem wrażenie że się duszę jeszcze jako młody dzieciak i problem z połykaniem obiadów często mi się odzywał. A jak np wyglądały wasze rodziny, mówię tu o rodzicach, bo moi np. po rozwodzie, ojciec alkocholik i wieczne awantury

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak czytam Wasze posty,to jakbym widziała siebie.Ja jestem też z patologicznej rodziny.Ojciec alkoholik,matka zawsze nas(mam siostrę bliźniaczkę),bardzo źle traktowała,nie karmiła,nie dbała,nie mogłyśmy nawet się wykąpać,bo marnujemy wodę,jakieś okropne jazdy o byle co.Robiła z nas wiatrak kiedy miała zły humor.Jako dziecko pamiętam,że miałam ataki paniki,np,jak szłam ulicą i wiatr wiał mi prosto w twarz to nie mogłam oddechu złapać,ale nie tak jak przy hiperwentylacji,tylko tak naprawdę.Pamiętam też to,że jak leżałam już w łóżku,i nie mogłam zasnąć,bo nie mogłam oddychać(hiperwentylacja),jak spanikowana leciałam do pokoju matki to tylko mnie tłukła i taki był skutek.Jeszcze była derealizacja,taka chwilowa,jak np.byliśmy u mojej ukochanej rodziny daaaleko,to byłam taka szczęśliwa,było tam tak normalnie,i miałam wtedy właśnie derealizację:(.W tamtym czasie w szkole nikt nie zauważył,że się dzieje coś złego.A chodziłyśmy głodne i posiniaczone.Na dodatek miałam kłopoty,że nie ćwiczę na wfie,a nie ćwiczyłam,bo wstydziłam się przebrać,taka byłam posiniaczona.Mam wielki żal do "dorosłych"nauczycieli,którzy nic nie zrobili,żeby mi pomóc.Kiedy miałyśmy 14 lat to wyprowadziłyśmy się od matki,do mojej kochanej babuni.Któregoś dnia jak wróciłyśmy ze szkoły to w pośpiechu spakowałyśmy wszyskie książki,i poprostu uciekłyśmy.Były wielkie awantury matka na ulicy nas dorwała i mordę darła.Ale babunia nas nie oddała.Wszystkie objawy mi przeszły,aż do momentu kiedy ojciec zaczął hlać na umór.On mieszkał wtedy piętro niżej babuni,a potem całkiem się przeniósł na górę,żeby nam do reszty życie marnować.Babcia chorowała na serce,i nie dawała rady poskramiać ojca.Było strasznie, awantury,szarpanie za włosy,tylko strach.Babunia próbowała nas bronić ale on był silniejszy :(.Jak miałam 17 lat to wyniosłam się do małego pokoiku na strychu w tej samej kamienicy,mieszkałam tam sama,i nikomu nie dłam klucza,ojciec dobijał się do drzwi,podpalał je,ale ja się nie dałam,byłam tam bezpieczna.Znowu wszystkie objawy ustały.Teraz jestem już dorosła.Od 7 lat mieszkam z najukochańszym mężczyzną na świecie.Jest 11 lat starszy ode mnie,i potrafi o nas zadbać.Wynieśliśmy się daleko,mieszkamy teraz na wsi.4 lata temu dostałam nerwicy i agorafobii,wszystko wróciło o wiele silniejsze,ale staram się normalnie żyć,i nadroabiam starcone dzieciństwo :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie Grzybowa, co prawda nie miałem tego typu historii bo przynajmniej mam matkę na którą po prostu liczyć mogę tyle że ona sama z sobą nie daje sobie rady (cierpi na silną nerwicę) a mówię dokładnie bowiem to co napisałaś na końcu postu jest że tak powiem inspirujące, że mimo iż cierpimy z powodu tego co mamy teraz, co zresztą zostało zafundowane nam przez życie od małego dzieciaka, to musimy sobie jeżeli teraz mamy możliwość (tak jak ty np. wspaniałego mężczyznę) odbić te wszystkie kłótnie, ten strach, dziecinny lęk, przerażenie i płacz bezsilności...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Grzybowa, aż strach czytać to co napisałaś, musisz byś strasznie silna skoro to wszystko przetrwałaś... dobrze że chociaż teraz ci się ułożyło i jesteś w miare szczęśliwa :) no ale niestety dzieciństwa sie nie zapomina...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest tylko kropla w morzu,moja przyjaciólka mówi,że jakbym napisała książkę,to by się nie sprzedała,bo nikt by mi nie uwierzył,że można tyle przeżyć :D Byłam silna do czasu.Teraz jestem w szczęśliwym związku,ale męczę się z nerwicą i agorafobią.Mam nadzieję,że się z tym też uporam.Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma co, dzieciństwo i to, co się z nami wtedy działo, ma znaczący wpływ na nasze dzisiejsze życie... i na nerwicę... jak tak cofnę się do przeszłości, to widzę wiele momentów, kiedy nerwica powoli wkradała się do mojego życia... pamiętam, ile nerwów i stresów kosztowały mnie lekcje polskiego... ile się nacierpiałam w domu, gdy ojciec znęcał się nad nami psychicznie... pamiętam, jak byłam zawsze zamknięta w sobie, kochałam samotność, ale z drugiej strony nienawidziłam siebie za swoją nieśmiałość... a potem, na studiach, zaczęła się nerwica, a nienawiść nadal pozostała... pamiętam, jak na psychoterapii wygrzebywałam demony z przeszłości i to pozwoliło mi inaczej spojrzeć na te, które dzisiaj mnie nękają, jednak nadal mam problem z sytuacją w domu, i nadal nie potrafię zaakceptować siebie... przede mną długa droga, ale mam nadzieję, że kiedyś poukładam to sobie :) Teraz tak bardzo brakuje mi kontaktu z ludźmi, a fobia społeczna nie daje mi szansy nadrobienia braków z dzieciństwa... nienawiść do ojca i samej siebie też nie jest dobrym doradcą przy nerwicy... ma ktoś sposób, pomysł na to, by pogodzić się z demonami przeszłości??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeannette niestety ja nie mam pomysłu na to jak pokonać te demony, a przynajmniej nie mam takiego, jakiego by już niejedno z nas wymyśliło.

Na pewno jeżeli cierpisz na fobię społeczną to masz rację długa droga przed nami, mówię nami bo i mnie ta fobia nękała odkąd tylko pamiętam, tak jak mówiłaś kochałem swoją samotność ale z drugiej strony miałem żal do siebie że taki jestem że w sumie nie umiem pokazać się innym taki jak naprawdę jestem, że nie jestem odludkiem, dziwakiem ale umiem żartować, wydurniać się i zyć pełnią życia, też nie umiałem i zresztą do tej pory nie umiem zaakceptować siebie. Wiem tylko że teraz odkąd mam inne sprawy nerwicowe ataki itd. to przestało mnie kompletnie interesować zdanie innych, mam je po prostu w dupie! całkowicie! i staram się to teraz wykorzystywać, tzn. uczę się np odmawiać, odzywać kiedy coś mi się nie podoba i to do obcych, kiedyś było to nie do pomyślenia, wsiadać do tramwaju bez strachu i jak na razie idzie mi to nieźle, choć zastanawiam się czy nie jest to spowodowane nie tym że się przełamałem ale tym iż dotkneło mnie coś gorszego, to że strasznie źle się czuje i mam obojętność przez to na wszystko. Ale przynajmniej są jakieś plusy :)

Najgorsze jest że to się ciągnie za nami odkąd tylko zaczeliśmy rozumieć pewne rzeczy, odkąd poczuliśmy pierwsze lęki jako dzieci, i w sumie to nie wiadomo jak to powstrzymać, to jest jakby korozja zżerała naszą czache przez te różne przeżycia i w końcu trach!

Ale i tak są ludzie którzy przeżyli niejedno piekło i nie porobiły im się takie rzeczy, więc to jest chyba jakaś predyspozycja do tych wszystkich nerwic. Chciałbym tak upaść, wstać otrzepać się i iść dalej, a ja upadnę wstanę ale niemogę iść dalej, bo dobija mnie ten shit NERWICA

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem tylko że teraz odkąd mam inne sprawy nerwicowe ataki itd. to przestało mnie kompletnie interesować zdanie innych, mam je po prostu w dupie! całkowicie!

 

też tak miałam przez pewien okres czasu, ale nerwica dała mi spokój na chwile i z powrotem zmieniłam się w tą gorszą stronę, znowu odzywa sie niskie poczucie wartości, problemy na uczelni gdzie są inni ludzie.. ale ten czas kiedy dostałam takiego kopa że nic mnie nie obchodziło uważam za najlepszy mój czas w życiu, wtedy byłam po prostu sobą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale i tak są ludzie którzy przeżyli niejedno piekło i nie porobiły im się takie rzeczy

Wycztałam gdzieś kiedyś,że nerwica dopada tylko ludzi wrażliwych o artystycznych duszach.Nie wiem jak wam,ale mi to schlebia :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak ten okres kiedy naprawdę mogłem być sobą, kiedy czerpałem z życia to co najlepsze też uważam za swój najlepszy czas :) Ale żeby nie wiem co mam to zamiar powtarzać przez kolejne lata :) Optymista nie? ;)

Tak schlebia mi to bo może faktycznie mam artystyczną duszę :) a w sumie to nie może ale na pewno! i wy też!

Dlaczego wróbelku nie chcesz się do tego przyznać?hm?, ja tam przyznaje że jestem wrażliwy, ale nie płaczliwy :) prosze! nie mylić! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie wiem, jakoś tak od dzieciństwa jestem zablokowana jeśli chodzi o uczucia, zawsze sie boje że ktoś to skomentuje... wiem że to dziwne, i nie wiem co z tym zrobić, bo tak naprawde to jestem bardzo wrażliwa, ale z zewnątrz sprawiam wrażenie osoby, której wszystko jedno co i jak..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×