Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak odpocząć od własnego życia?


Dryagan

Rekomendowane odpowiedzi

6 minut temu, Dryagan napisał(a):

Wiem. Tylko że „postawić siebie na pierwszym planie” brzmi dużo prościej, niż wygląda w praktyce. Ja od dawna działałem odwrotnie. Jak był problem, to się go załatwiało. Jak było za dużo, to się zaciskało zęby. Bez większego zastanawiania się, czy mam jeszcze z czego dawać.

Teraz nagle mam prosić o pomoc przy rzeczach, które jeszcze tydzień temu zrobiłbym bez zastanowienia. Mam siedzieć, kiedy ktoś inny nosi, załatwia, dzwoni, organizuje. I szczerze mówiąc, znoszę to fatalnie. Ta bezradność przy najprostszych czynnościach mnie wkurza. Czasem tak bardzo, że kończy się łzami, co doprowadza mnie do jeszcze większej furii. Bo głowa nadal działa na pełnych obrotach i mówi: „wstań, zrób, ogarnij”, a ciało stawia veto.

Więc tak, wiem, że muszę zmienić życie. Tylko na razie bardziej uczę się, że naprawdę nie mogę już żyć po staremu, niż umiem jeszcze żyć inaczej.

Rozumiem. Pomyśl o tym jak o zakładaniu maski w samolocie, może to pomoże. Dbanie o siebie i stawianie granic to też oznaka odpowiedzialności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Dryagan napisał(a):

Ta bezradność przy najprostszych czynnościach mnie wkurza. Czasem tak bardzo, że kończy się łzami, co doprowadza mnie do jeszcze większej furii. Bo głowa nadal działa na pełnych obrotach i mówi: „wstań, zrób, ogarnij”, a ciało stawia veto.

Może inna sytuacja ale znam to bardzo dobrze. Moja głowa zawsze mówi "dasz rade" i przede wszystkim "musisz dać radę". Od zawsze tak mam. Co prawda zawału nie miałam ale jebło mnie inaczej, że znalazłam się tutaj. Teraz widzę jak przez lata nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji. Zatrzymało mnie dopiero łóżko i lęki. Przez lata uczyłam się i uczę jak funkcjonować inaczej- bardziej rozważnie i w trosce o siebie. Nauczyłam się, że jak ja nie bedę zdrowa lub w ryzach to całe otoczenie na tym straci też.  Teraz coraz bardziej myślę i staram przewidywać konsekwencje bo naturalnie potrafię się zapędzić. Tak więc Mikołaj powoli musisz się przestawić na inny tryb. Nawet gdy już wrócisz do zdrowia to warto o tym nie zapominać bo to też bardzo naturalne. Bardzo łatwo wracamy do starych złych nawyków, które działają niekorzystnie bo to takie "nasze". To mechanizm, który ciężko się wyzbyć ale warto nad tym pracować.  Zdrówka ,dbaj o siebie ❤️

Jak pokonasz sam siebie to już nic nie stanie Ci na drodze...

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, shadow_no napisał(a):

@Dryagan a mówili Ci coś o witaminie D? I wiesz może jaki masz jej poziom?

 

Czytałem jakiś czas temu, że ludzie z dobrym poziomem wit D mają dużo większą przeżywalność zawałów 

O witaminie D akurat nic mi nie mówili. Jeśli ją oznaczali, to zginęła gdzieś wśród tych wszystkich wyników, których dostałem tyle, że na razie bardziej je posiadam, niż rozumiem.

Nie mam pojęcia, jaki mam poziom. Przy najbliższej kontroli mogę zapytać, bo teraz i tak wychodzi na to, że trzeba zrobić przegląd trochę dokładniejszy niż dotychczas. Kontrola za dwa tygodnie.

A z tą przeżywalnością nie wiem, nie czytałem. Na razie staram się nie googlować wszystkich rzeczy, które zwiększają albo zmniejszają szanse po zawale, bo podejrzewam, że psychicznie długo bym tego nie wytrzymał.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Dryagan napisał(a):

O witaminie D akurat nic mi nie mówili. Jeśli ją oznaczali, to zginęła gdzieś wśród tych wszystkich wyników, których dostałem tyle, że na razie bardziej je posiadam, niż rozumiem.

Nie mam pojęcia, jaki mam poziom. Przy najbliższej kontroli mogę zapytać, bo teraz i tak wychodzi na to, że trzeba zrobić przegląd trochę dokładniejszy niż dotychczas. Kontrola za dwa tygodnie.

A z tą przeżywalnością nie wiem, nie czytałem. Na razie staram się nie googlować wszystkich rzeczy, które zwiększają albo zmniejszają szanse po zawale, bo podejrzewam, że psychicznie długo bym tego nie wytrzymał.

Trochę mam fioła na punkcie Omegi oraz wit D I naczytałem się o tym dużo. Jeśli układasz sobie w glowie "listę pytań" do doktorka to sugerowalbym o witaminie D z nim też porozmawiać.

Minus jest taki że badanie tej witaminy jest nierefundowane i trzeba za nie zapłacić. Ale wiekszosc populacji w naszym obszarze geograficznym ma jej niedobór.

 

A istnieje korelacja między jej stężeniem a incydentami sercowymi więc na pewno nie zaszkodzi to przegadać

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, shadow_no napisał(a):

Trochę mam fioła na punkcie Omegi oraz wit D I naczytałem się o tym dużo. Jeśli układasz sobie w glowie "listę pytań" do doktorka to sugerowalbym o witaminie D z nim też porozmawiać.

Minus jest taki że badanie tej witaminy jest nierefundowane i trzeba za nie zapłacić. Ale wiekszosc populacji w naszym obszarze geograficznym ma jej niedobór.

 

A istnieje korelacja między jej stężeniem a incydentami sercowymi więc na pewno nie zaszkodzi to przegadać

To dopisuję do listy pytań do kardiologa. Skoro i tak będę robił badania kontrolne, to o witaminę D też zapytam. Tylko nadal zostawiam interpretowanie korelacji lekarzowi, bo ja na razie mam wystarczająco dużo własnych katastroficznych scenariuszy bez dokładania sobie nowych

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 godzin temu, Dryagan napisał(a):

Wiem, że piszesz to wszystko z dobrej intencji, ale u mnie to naprawdę nie jest tak czarno-biało. To, że jesteśmy rodziną i się kochamy, nie znaczy, że właśnie w tej rodzinie nie było rzeczy, które dokładały mi stresu. Choroba żony to jedno, ale były też jej decyzje i pomysły, które swoje zrobiły. Nie ma co teraz o tym mówić, bo nie chcę jej wpędzać w poczucie winy. Z ojcem podobnie. Przez długi czas nie chciał słyszeć o żadnej obcej osobie w domu, więc bardzo dużo spadało na mnie. Dopiero kiedy okazało się, że teraz to ja potrzebuję pomocy, nagle dało się tę opiekę zorganizować. I chyba pierwszy raz nie miał za wiele do powiedzenia, bo tym razem nawet nie ja to załatwiałem.

A z tym „następnym razem dzwoń od razu po karetkę” jest jeden problem. Jak zaczęło się naprawdę źle, to nie było czasu na rozsądne decyzje. Najpierw ból, potem duszność, pot, słabość, a potem mnie po prostu odcięło. Pamiętam, że stałem, potem już siedziałem na podłodze, a dalej mam dziurę. Podobno na chwilę straciłem przytomność.

Więc gdybym wtedy był sam, to całe „zadzwoń po karetkę” mogłoby się skończyć tym, że nie byłoby komu zadzwonić. I to jest chyba ta część, która siedzi mi teraz w głowie najmocniej. Nie sam ból. To, jak szybko człowiek może przestać mieć wpływ na cokolwiek. 

Dlatego bardzo bym chciał, żeby żadnego „następnego razu” już nie było.

Myślę, że to niezły pomysł. Lubię smak kawy

Oczywiście nie wtedy gdy sam masz zawał masz zadzwonić po karetkę i nie po to żeby Cię zabierali nieprzytomnego! Bo napisałeś że to osłabienie ileś dni wcześniej to chyba już było z tym związane. A że na karetkę można dzwonić w różnych przypadkach, nawet jak starsza osoba upadnie i nie może wstać to zadzwoni a oni jadą pomóc. Nie zawsze karetki jadą na sygnale, jeśli coś nie jest pilnego A np potrzebne jest osłuchanie, pomiar tętna, ciśnienia, kroplowki no różne rzeczy to oni przyjadą gdy karetka wolna zrobią takie badanie, i pojadą. Zawsze warto sprawdzić przecież, a nie każdy ma zdrowie i wgl możliwość spędzenia całego dnia na izbie co jest też wykanczajace ani nie dostanie się na cito do lekarza. 

Nie miałam na celu Cię zdenerwowac raczej tylko pocieszyć, napisać że co by nie było to dacie sobie radę wszyscy. Nie wiem jaka masz rodzinę ani nową ani starą domową, mogła przecież być i okropna i faktycznie to by zle zabrzmialo i też tylko komuś dorzuciło smutku. Nie zastanawiam się zbyt nad tym co pisze ale teraz starałam się zastanowić żeby już nie wyszło zle

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Dalila_ napisał(a):

Swoją drogą zamartwianie się że w czarnej godzinie ktoś będzie sam i umrze jest mimo wszystko bezsensu, bo każdego z nas może trafić szlag z miliona przyczyn, i to otoczony ludzmi

Zgadzam się w stu procentach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

32 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

[...] nawet jak starsza osoba upadnie i nie może wstać to zadzwoni a oni jadą pomóc [...]

Dziękuję, właśnie poczułem się jak „starsza osoba, która upadła i nie może wstać”🙂🙂🙂 W zasadzie przy moim obecnym poziomie sprawności powinienem chyba co drugi dzień dzwonić po karetkę, tak kontrolnie. Dzisiaj znowu poległem na tych nieszczęsnych schodach, więc kryteria częściowo spełnione. Ale spokojnie, nie zdenerwowałaś mnie. Wiem, że chciałaś dobrze i pocieszyć, tylko ja teraz mam trochę skrzywiony odbiór wszystkiego przez własny strach i bezradność. Więc czasem odpowiadam bardziej gorzko, niż zamierzałem.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 1.10.2026 o 07:03, Dryagan napisał(a):

Nie sam ból. To, jak szybko człowiek może przestać mieć wpływ na cokolwiek. 

Dokładnie. 

 

Ja mam w głowie taką sytuację. Trochę związana z tematem, trochę nie.

Pewien mężczyzna, już po 50tce, może po 60tce nie wiem. Dostał chyba wylewu i teraz nie może mówić ani chodzić. Jest w szpitalu. Ludzie, którzy go znali jak go zobaczyli i rozpoznali w szpitalu tak go zjechali: To Ty! Ty taki i owaki. 

 

No gość nie był aniołkiem. Dziwi mnie tylko, a w sumie nie dziwi, jak ludzie sa... Powiedz mu to, gdy jest w stanie Ci odpowiedzieć, a nie gdy jest warzywem. 

 

Był energiczną osobą. Był dla mnie miły. Okay. Wielu go nie lubili. Może mieli powody. Mniejsza. Leżącego się nie kopie i tyle. Miej odwagę powiedzieć co myślisz, gdy tamta osoba jest w stanie się bronić. Tak samo, gdy ktoś umrze, a ty wtedy dopiero zaczynasz o tej osobie mówić źle. Oczywiście są wyjątki, ale dla mnie to słabe i wtedy poczułam się źle, że tak potraktowano go, choć reszta ludzi wiesz... Jeszcze jakiś oszust, nasz klient. A potem szybko do spowiedzi i masz schody do nieba. Starzy ludzie, a tacy glupi zawistni. Do mnie jakąś starą suka, że nie szanuję mamy, bo powiedziałam.o mamie "ona". Jakim prawem masz czelność osądzać mnie, kiedy nie znasz mojej relacji z mamą. Często tacy glośni są tak pewnie siebie, a tacy glupi i małostkowi. Następnym razem chyba jej powiem, że jest plotkarą i niech się zajmie sobą. Wtedy po prostu powiedziałam jej, że jestem miła i niemiła, czego nie zrozumiała. Well. Nie będę się tłumaczyć. Tak samo gość nazwal mnie tego dnia skąpą, bo nie opuściłam 2 zł. Powiedziałam spokojnie, żeby poszedł do centrum, bo tam na pewno opuszczą z ceny i jest tam bardzo tanio i fajnie. Nie potrzebuję Pana piniendzy. Jest mi to obojętne. I tak kupił, ale się chociaż zamknął. Też Stary dziad..kiedyś jakiś też dziadziuś mowil że jestem "niedobra" xD powiedziałam: Nie przychodź mi tu więcej! 

 

I już nie przychodzi kilka lat 😂 ludzie to kurfy. Ci starzy też. Nie obchodzi mnie, że mają swoje lata. Jak już mnie obrażasz, to już nie masz wstępu. Idź cwaniakowac gdzieś indziej i plotkować o wszystkich. Możesz o mnie mówić..mam to gdzieś. Jestem miła dla normalnych ludzi. Rozumiesz.

 

Sorry, że tutaj to piszę. Jakoś popłynęłam, bo ludzie serio są tak zjebani, że już nawet nie ma czego od nich oczekiwać. Tak zawsze było i będzie. 

 

A życie jest kruche. Nie wiesz, kiedy cię coś sieknie. Niestety kazdy umrze. Boję się śmierci, nie jestem z tym pogodzona. Boję się tego, co przyniesie przyszłość, bo lata lecą, choć nie chcą, a zdrowie też nie najlepsze. 

Edytowane przez Niewkopomonowana

I can read your mind better than you.

I don't run from my demons. I learn their names.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przykład z upadkiem starszej osoby przyszedł mi na myśl bo babcie tak kiedyś podnosili albo ciotke? Znowu gafa Dryagan to już lepiej nic nie pisze xd nnapiszętak żeby inni wiedzieli bo to ciekawe - również można w takich wypadkach dzwonić do straży miejskiej. Ja o tym nie wiedziałam 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 30.09.2026 o 22:14, Dryagan napisał(a):

„od dziś się nie stresuję”

Jak to mówią: jeśli coś kosztuje Cię spokój, to oznacza że jest zbyt drogie.
I jasne, wielu rzeczy czy sytuacji nie jesteśmy w stanie uniknąć i czy chcemy czy nie jakoś na nie reagujemy. 
I tu raczej trzeba samemu ze sobą przepracować jedną rzecz: jeśli jakiś obszar wymaga większej uwagi i zaangażowania, to w innych niekoniecznie trzeba równocześnie dawać z siebie też 100%.
Jak mamy chorego domownika, który wymaga opieki to niekoniecznie równocześnie w domu musi być ciągle wysprzątane na błysk, w pracy musimy być pracownikiem miesiąca ze 100% frekwencją itd. Prawie ZAWSZE część zadań idzie oddelegować, lub odłożyć na później lub po prostu olać i świat się przez to nie zawali.
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

38 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Przykład z upadkiem starszej osoby przyszedł mi na myśl bo babcie tak kiedyś podnosili albo ciotke? Znowu gafa Dryagan to już lepiej nic nie pisze xd nnapiszętak żeby inni wiedzieli bo to ciekawe - również można w takich wypadkach dzwonić do straży miejskiej. Ja o tym nie wiedziałam 

Twoje gafy są słodkie... Przecież żartuję sobie, w sumie w mojej sytuacji - jak się uśmiechnę to dobrze. Więc pisz dalej 

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, Dryagan napisał(a):

Twoje gafy są słodkie... Przecież żartuję sobie, w sumie w mojej sytuacji - jak się uśmiechnę to dobrze. Więc pisz dalej 

O matko ale ja się już boję pisać 🤣 to co teraz, brakuje jakiegoś suchara tematycznego tylko. Może ktoś ma to się podzieli:d

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, Niewkopomonowana napisał(a):

Dokładnie. 

 

Ja mam w głowie taką sytuację. Trochę związana z tematem, trochę nie.

Pewien mężczyzna, już po 50tce, może po 60tce nie wiem. Dostał chyba wylewu i teraz nie może mówić ani chodzić. Jest w szpitalu. Ludzie, którzy go znali jak go zobaczyli i rozpoznali w szpitalu tak go zjechali: To Ty! Ty taki i owaki. 

 

No gość nie był aniołkiem. Dziwi mnie tylko, a w sumie nie dziwi, jak ludzie sa... Powiedz mu to, gdy jest w stanie Ci odpowiedzieć, a nie gdy jest warzywem. 

 

Wow niezła sytuacja... Nie przejmuj się, też mówię tak i to w obecności rodzica do drugiego rodzica xd babka starsza to wychowana pewnie tak że kiedyś zwracano uwagę na takie drobiazgowe zachowania

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Dalila_ napisał(a):

O matko ale ja się już boję pisać 🤣 to co teraz, brakuje jakiegoś suchara tematycznego tylko. Może ktoś ma to się podzieli:d

Nie bój się, ranny smok Cię nie pożre 🙂 teraz księżniczko możesz wszystko, tylko nie dobijaj.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×