Skocz do zawartości
Nerwica.com

Alkohol w domu


zpomorza

Rekomendowane odpowiedzi

Pochodzę z domu, w którym alkohol był i sprawiał problemy. Mówiąć wprost, ojciec chlał, jako dziecko widziałam różne sceny, awantury, spotkania jakichś koleżków, leżącego ojca w różnych miejscach. W tym wszystkim matka zgrywająca męczennice, tuszująca to wszystko przed pozostałą rodziną, babcia obwiniająca o wszystko mamę, broniąca swojego jedynego syna itp. Jakby tego było mało, to ojciec stracił sprawność fizyczną jak miałam 2 lata, więc poza samymi awanturami po alkoholu dochodziło też wieczne pilnowanie go czy nie zrobi sobie krzywdy. No ale nie do końca o tym chcę napisać. 

Otóż mam swoją rodzinę, męża i jest ogólnie w porządku. Ale on nie ma takich doświadczeń z domu, rozumie mnie, przynjamniej się stara, też był świadkiem niektórych scen. Ale jestem przez to wszystko spaczona. Bardzo denerwuje mnie, kiedy on pije alkohol. W mojej głowie pojawia się tylko jedna wizja: skończę jak moja matka, a moje dzieci jak ja. Mój mąż lubi alkohol, nie wiem czy bardziej niż powinien, pije na imprezach rodzinnych, w domu przy weekendzie jakiegoś drinka, w tygodniu piwo. Moim zdaniem to i tak jest za dużo, bo alkohol to syf, ale czasami się zastanawiam, czy nie przesadzam. Czy to nie jest rzeczywiście mój problem, który wyolbrzymiam za sprawą doświadczeń z dzieciństwa. Mój mąż nigdy nie robił awantur po alkoholu, nie jest agresywny itp. Wkurza mnie, że taka kultura picia z każdej okazji nadal ma się dobrze, przynajmniej w moim otoczeniu. A kiedy próbuję coś na ten temat mówić, to jest to zbijane argumentem, że przecież alkohol jest dla ludzi. Czy ja powinnam to sobie przepracować i dać mu spokój, czy jednak moja krucjata antylkoholowa ma jakiś sens?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do kwestii alkoholu mam bardzo osobisty stosunek, bo sam jestem alkoholikiem, który na szczęście żyje w trzeźwości już od wielu lat. Ale problem miałem z tym duży, więc mogę Ci powiedzieć jakie są moje obserwacje i jak widzę to co napisałaś.

 

13 minut temu, zpomorza napisał(a):

Czy ja powinnam to sobie przepracować i dać mu spokój, czy jednak moja krucjata antylkoholowa ma jakiś sens?

Jeśli regularność/ilość spożywanego przez niego alkoholu jest faktem, to nie jest problem u Ciebie, lecz u niego. To prawda, że alkohol jest dla ludzi natomiast "pić też trzeba umieć". I niestety wiele osób ma z tym problem. Jest wielu wysoko funkcjonujących alkoholików, którzy dobrze się maskują. A jednak bez alkoholu nie potrafią żyć.

Ale z perspektywy alkoholika lub osoby nadużywającej alkoholu - mało kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że ma z tym problem. Zawsze się pojawia argument "przecież ja nie muszę pić, mogę zrobić sobie przerwę". Ale z jakiegoś powodu do tej przerwy nigdy nie dochodzi, lub jest ona tylko chwilowa. 

 

Biorąc pod uwagę Twoją przeszłość i to, że wychowywałaś się patrząc na to wszystko, Twój próg wrażliwości jest nieco niższy i to podwójny problem w tym przypadku. Bo niestety w przypadku uzależnień, tylko osoba uzależniona może sobie pomóc jeśli będzie chciała. Twoje słowa mogą być istotne natomiast bez woli osoby uzależnionej nie zrobisz za niego nic

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@zpomorza u mnie w domu też był alkohol, od zawsze. Jednak to są wysoko funkcjonujący alkoholicy, czasem jakieś awnatury tylko z tego powodu. Sama za lat gówniarstwa i młodości piłam dużo. Natomiast stwierdziłam, że kac jest zbyt dużym kosztem i przestałam. Nie mówię, że do 0. Kilka razy w roku napije się piwa, głównie jak robi się ciepło. Czasami wychodząc na miasto drinka. Moja granicą jest picie przy dziecku- kompletnie tego nie toleruje, ani u męża, ani u dziadków. Jeśli ktoś chce się napić to dopiero jak młoda śpi, plus co najmniej jeden rodzic trzeźwy. 

Pytanie gdzie jest Twoja granica. Czy mąż ją szanuje? I pytanie- pije bo chce, czy musi. Czy jeśli być powiedziala stop, koniec z piciem to umiałby przerwać? Niestety w naszym kraju nadal wiele osób ma myślenie, że bez alkoholu na imprezie nie da sie bawić. Spotkanie ze znajomymi musi być zakrapiane. Na szczęście to się zmienia i co raz więcej ludzi odchodzi od alkoholu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, Illi napisał(a):

Moja granicą jest picie przy dziecku- kompletnie tego nie toleruje, ani u męża, ani u dziadków. Jeśli ktoś chce się napić to dopiero jak młoda śpi, plus co najmniej jeden rodzic trzeźwy. 

To jest bardzo odpowiedzialne, w zasadzie jedyne słuszne podejście – już pomijając, że jedyne zgodne z prawem (dziecko musi być pod opieką trzeźwego opiekuna).

 

7 minut temu, Illi napisał(a):

I pytanie- pije bo chce, czy musi.

On na pewno powie, że chce i lubi… Tak działa uzależnienie.

 

To jest tak, jakbyśmy mieli pokój i wsypywali do niego przez okno piasek, ziarenko po ziarenku. Czy jest jakieś jedno ziarenko, po którym możemy powiedzieć, że to już nie jest pokój, tylko piaskownica? Nie ma. To się dzieje stopniowo i niepostrzeżenie, tak samo jak stopniowo i niepostrzeżenie okazjonalne picie zmienia się w uzależnienie. Nie ma jednego momentu. Nikt przecież nie pije z myślą „chcę zostać alkoholikiem”, każdy pije z myślą „mam kontrolę, mogę przestać jeśli tylko zechcę”. Tylko że nie chcę.

 

Przy czym alkoholik nie musi być osobą, która rzyga w bramie i śpi na klatce. Nie musi to być ktoś, kto spadł na dno i stracił już wszystko. Są wysokofunkcjonujący alkoholicy, którzy dają radę funkcjonować rodzinnie i zawodowo przez lata i dekady – ale to nadal są alkoholicy.

 

7 minut temu, Illi napisał(a):

Niestety w naszym kraju nadal wiele osób ma myślenie, że bez alkoholu na imprezie nie da sie bawić. Spotkanie ze znajomymi musi być zakrapiane.

Tak, to jest ten problem. „Ze mną się nie napijesz?”.

 

Można się bawić bez alkoholu. Inna sprawa, że mnie bez alkoholu zakrapiane imprezy po prostu męczą – ale to nie oznacza, że na nich piję tylko oznacza, że na nie nie chodzę.

 

Jakby moja partnerka stwierdziła, że mogę mieć problem z alkoholem, to nie zbagatelizowałbym tego, tylko bym się nad tym zastanowił, bo jeśli ktoś tak mówi, to albo widzi coś, czego ja nie widzę, albo może nie widzi, ale mu to realnie przeszkadza – a to jest dobry przepis na oddalenie się od siebie i finalnie rozpad związku. Temat trzeba rozwiązać w jedną albo w drugą stronę, a nie bagatelizować i zbywać to, co mówi (a więc też czuje) najbliższa nam osoba. Bo wiecznie prosić nie będzie.

 

Moja mama mojego ojca też wiecznie nie prosiła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za Wasze odpowiedzi!

Tak, tak, to że on nie ma problemu żadnego i w każdej chwili może przestać już przerabialiśmy. On twierdzi dokładnie, że lubi dla relaksu wypić to piwo, odprężyć się po stresującym dniu itp. że to przecież normalne i wszyscy tak robią. I o zgrozo w naszym otoczeniu to jest rzeczywiście normalne. Kiedy odwiedzamy teściów czy jego siostrę, pytanie czy się czegoś napije pada zaraz po zdjęciu butów (i nie jest to pytanie o kawę czy herbatę). W takich sytuacjach czasami się zastanawiam, czy aby na pewno nie przesadzam. Każda impreza, nawet urodzinki dzieci kręcą się wokół alkoholu, każde spotkanie nawet takie spontaniczne bez okazji musi być okraszone alkoholem. 

To nie jest też tak, że ja całe życie byłam abstynentką. Jak "uciekłam" po maturze do innego miasta odczułam, że w końcu ten problem z domu mam już za sobą, też poszalałam trochę, popróbowałam życia jak inni. Ale trochę dorosłam, pojawiły się dzieci, zmieniły się priorytety, potrafię się bawić i relaksować bez tego. A mój mąż nie chce/nie potrafi sobie tego odmówić. Na pytanie "ze mną się nie napijesz?" to już w ogóle nie potrafi odmówić. 

Myślę, że czeka mnie kolejna już rozmowa z nim z postawieniem sytuacji jasno. Do tej pory nie stawiałam, żadnych warunków, ale może taki silny bodziec będzie w stanie go otrzeźwić w myśleniu. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, zpomorza napisał(a):

On twierdzi dokładnie, że lubi dla relaksu wypić to piwo, odprężyć się po stresującym dniu itp. że to przecież normalne i wszyscy tak robią. I

No właśnie w tym problem, że nie wszyscy. Jedynie wszyscy w jego otoczeniu. I on tego nie widzi albo nie chce zobaczyć. Z moich znajomych mało kto pije, są ludzie którzy nie piją w ogóle (bo nie lubią, albo np. są trzeźwymi alkoholikami) i nikt nie ma z tym problemu.

 

4 minuty temu, zpomorza napisał(a):

Kiedy odwiedzamy teściów czy jego siostrę, pytanie czy się czegoś napije pada zaraz po zdjęciu butów (i nie jest to pytanie o kawę czy herbatę).

A on prowadzi? Czy jedziecie autobusem albo to ty prowadzisz?

 

5 minut temu, zpomorza napisał(a):

Każda impreza, nawet urodzinki dzieci kręcą się wokół alkoholu, każde spotkanie nawet takie spontaniczne bez okazji musi być okraszone alkoholem. 

Urodziny dzieci to już wg mnie zdecydowanie przekroczenie tej granicy. W ogóle picie, jak dziecko widzi rodzica pijącego lub pijanego (lub nawet lekko nietrzeźwego). Tzn. też zależy od wieku tego dziecka, co innego jak to jest 20-latek a co innego jak 10-latek, zakładam ten drugi scenariusz czyli dziecko małe, zależne od rodzica.

 

Najważniejsze jest tutaj to, że tobie to przeszkadza, a on ma to gdzieś – nawet się nie zastanowi nad tym, co mówisz, tylko ucina temat, odbija piłeczkę i dla niego temat jest załatwiony. Czyli alkohol jest ważniejszy od relacji z własną żoną. I to jest wg mnie już duży problem.

 

7 minut temu, zpomorza napisał(a):

Ale trochę dorosłam, pojawiły się dzieci, zmieniły się priorytety, potrafię się bawić i relaksować bez tego.

Ze mną jest tak samo – nie mam dzieci, ale miałem epizod alkoholowy na studiach. Piłem w sumie codziennie, a raz w tygodniu do odciny. Chyba po prostu młodość ma swoje prawa 🙂 Pozmieniało się, dorosłem, w pracy też już nie wypada brać „kacowego” tak jak to było te 20 lat temu, to i alkohol poszedł gdzieś w tło, zrobiłem prawko, zacząłem jeździć na imprezy samochodem, więc nie piłem w ogóle, a odkąd jestem na diecie nie piję już w ogóle nawet w domu, bo piwa nie mogę, a mocniejszych alkoholi nie lubię. I dlatego myślę, że choć kiedyś dużo piłem, to nigdy nie miałem tak naprawdę problemu z alkoholem (zwyczajnie student spuszczony z łańcucha musiał się wyszaleć, wyszalał się, i mu przeszło). A są ludzie, którzy piją mało, ale ten problem mają.

 

9 minut temu, zpomorza napisał(a):

Myślę, że czeka mnie kolejna już rozmowa z nim z postawieniem sytuacji jasno. Do tej pory nie stawiałam, żadnych warunków, ale może taki silny bodziec będzie w stanie go otrzeźwić w myśleniu. 

Trzymam kciuki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też jestem z domu z Alko i wg mnie np tyle co pije mąż siostry to podobnie co twój i to też dużo za dużo ale ja jestem nieobiektywna. Jej to nie przeszkadza ale ona to już dawno odleciała do lepszej części społeczeństwa 

Ja też jestem z domu z Alko i wg mnie np tyle co pije mąż siostry to podobnie co twój i to też dużo za dużo ale ja jestem nieobiektywna. Jej to nie przeszkadza ale ona to już dawno odleciała do lepszej części społeczeństwa 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 godzin temu, zpomorza napisał(a):

Bardzo denerwuje mnie, kiedy on pije alkohol. W mojej głowie pojawia się tylko jedna wizja: skończę jak moja matka, a moje dzieci jak ja. Mój mąż lubi alkohol, nie wiem czy bardziej niż powinien, pije na imprezach rodzinnych, w domu przy weekendzie jakiegoś drinka, w tygodniu piwo. Moim zdaniem to i tak jest za dużo, bo alkohol to syf, ale czasami się zastanawiam, czy nie przesadzam. Czy to nie jest rzeczywiście mój problem, który wyolbrzymiam za sprawą doświadczeń z dzieciństwa. Mój mąż nigdy nie robił awantur po alkoholu, nie jest agresywny itp.

Rozumiem Cię - to, co robi Twój mąż, przypomina Ci i kojarzy Ci się z tym, co działo się w Twoim rodzinnym domu, zwłaszcza z ojcem, a było tam powiązane z poważnymi problemami, które odbiły Ci się na psychice. Nie ma nic dziwnego ani zaskakującego w takim podejściu do tego problemu.

Dobrze, że zauważasz problem. Są różne stadia alkoholizmu. Twój mąż po prostu nie ma jeszcze najwyższego stadium związanego z występowaniem ciągów. Po prostu nadużywa alkoholu, czy też pije problematycznie, jak to się określa. Ogólnie, warto pamiętać, że nie istnieje bezpieczna dawka etanolu, bo każda jest toksyczna.

Nie uważam, żebyś przesadzała. Dobrze, że jesteś czujna.

5 godzin temu, zpomorza napisał(a):

A kiedy próbuję coś na ten temat mówić, to jest to zbijane argumentem, że przecież alkohol jest dla ludzi.

Uzależnieni zawsze znajdą wytłumaczenie i wymówkę - np. właśnie takim stwierdzeniem, że wszystko jest dla ludzi itp.

Twój mąż ewidentnie nie dba o zdrowie, ani fizyczne, ani psychiczne. A jego podejście do tematu świadczy o problemie. Skoro picie etanolu jest dla niego ważniejsze niż dobra, głęboka relacja, więź z Tobą, to świadczy o tym, że jest uzależniony, na pewno w jakimś stopniu, od etanolu.

Etanol działa toksycznie i niszcząco na wątrobę, żołądek, serce, mózg, układ odpornościowy, gospodarkę hormonalną, skórę - ogólnie, na cały organizm. Poza tym przyśpiesza starzenie się i sprawia, że ludzie wyglądają starzej. Ludzie niestroniący od używek szybciej mają zmarszczki i ogólnie wyglądają jak stare pokraki "zmęczone życiem".

 

Przykre, że masz takiego męża, a nie kogoś niepijącego, kto uważa etanol za syf.

5 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

Jeśli ty się czujesz źle z tym, że on pije, a dla niego alkohol jest ważniejszy od tego, żebyś ty się czuła dobrze, to moim zdaniem ta granica już została przekroczona.

Całkowita racja.

4 godziny temu, Illi napisał(a):

u mnie w domu też był alkohol, od zawsze. Jednak to są wysoko funkcjonujący alkoholicy, czasem jakieś awnatury tylko z tego powodu.

W moim rodzinnym domu wprawdzie nie było awantur wszczynanych w związku z niczyim pijaństwem, jednak jak spojrzę wstecz, to jak sięgam pamięcią, mój ojciec pił dużo i często. Obecnie też pije alkohol średnio z pięć razy w tygodniu, zwykle po cztery szklanki piwa albo po cztery kieliszki czegoś w rodzaju musującego wina, albo łączy jedno z drugim, przeważnie w okolicach obiadu. Chyba zawsze było u niego tak, że więcej było u niego dni z piciem niż bez. Jak rodzice zapraszali do siebie różnych gości, to też na każdej imprezie obowiązkowo było zarówno wino, jak i wódka/koniak, zwykle również piwo. Poza tym jest nałogowym palaczem, wprawdzie miał ileś lat bez palenia, ale później wrócił do nałogu. Do tego jest spasionym grubasem lubiącym wcinać wieprzowinę i kiełbasę. Ogólnie, traktuje swoje ciało jak śmietnik. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle dostał zawału/wylewu i zszedł z tego świata.

1 godzinę temu, zpomorza napisał(a):

On twierdzi dokładnie, że lubi dla relaksu wypić to piwo, odprężyć się po stresującym dniu itp. że to przecież normalne i wszyscy tak robią.

Mój ojciec też zawsze twierdził, że pije dla relaksu.

1 godzinę temu, Doktor Indor napisał(a):

No właśnie w tym problem, że nie wszyscy. Jedynie wszyscy w jego otoczeniu. I on tego nie widzi albo nie chce zobaczyć. Z moich znajomych mało kto pije, są ludzie którzy nie piją w ogóle (bo nie lubią, albo np. są trzeźwymi alkoholikami) i nikt nie ma z tym problemu.

Mój ojciec praktycznie od początku dorosłego życia obracał się w towarzystwie ludzi pijących dużo i często. Widać: z kim przestajesz, takim się stajesz.

 

Mnie praktycznie zawsze brzydziło pijaństwo. I uważam etanol za syf.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Doktor Indor napisał(a):

No właśnie w tym problem, że nie wszyscy. Jedynie wszyscy w jego otoczeniu. I on tego nie widzi albo nie chce zobaczyć. Z moich znajomych mało kto pije, są ludzie którzy nie piją w ogóle (bo nie lubią, albo np. są trzeźwymi alkoholikami) i nikt nie ma z tym problemu.

No właśnie, każdy żyje w jakiejś bańce, w tej to akurat ja jestem świrem, bo mam z tym problem. 

2 godziny temu, Doktor Indor napisał(a):

A on prowadzi? Czy jedziecie autobusem albo to ty prowadzisz?

Jeździmy autem, on prowadzi w jedną stronę, a z powrotem to zazwyczaj ja, bo on już nie może. Niezręcznie (delikatnie mówiąc) robi się, kiedy nasz syn mówi, że tata nie kieruje, bo pił alkohol. 

 

41 minut temu, Kiusiu napisał(a):

Przykre, że masz takiego męża, a nie kogoś niepijącego, kto uważa etanol za syf.

Przykre jest, że nie widzi tego, co ja widzę. Nie jest głupim facetem, myślę, że ma jakieś refleksje, ale boi się przyznać, że rzeczywiście może mieć jakiś problem. Jakby bał się, że wypowiedzenie tego na głos zaszufladkuje go i wtedy już spełnią się te wszystkie moje wizje, że skończy pod sklepem itp. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

25 minut temu, zpomorza napisał(a):

Jeździmy autem, on prowadzi w jedną stronę, a z powrotem to zazwyczaj ja, bo on już nie może. Niezręcznie (delikatnie mówiąc) robi się, kiedy nasz syn mówi, że tata nie kieruje, bo pił alkohol. 

W mojej rodzinie pare tygodni temu była sytacja, gdzie na drugi dzień na kacu była kontrola drogowa. I wyszło co nie co.

Ale akurat tu przyniosło to jakiś impuls bo od tamtej pory podobno jest 0 picia. Może czasem takie coś jest konieczne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, zpomorza napisał(a):

Pochodzę z domu, w którym alkohol był i sprawiał problemy. Mówiąć wprost, ojciec chlał, jako dziecko widziałam różne sceny, awantury, spotkania jakichś koleżków, leżącego ojca w różnych miejscach. W tym wszystkim matka zgrywająca męczennice, tuszująca to wszystko przed pozostałą rodziną, babcia obwiniająca o wszystko mamę, broniąca swojego jedynego syna itp. Jakby tego było mało, to ojciec stracił sprawność fizyczną jak miałam 2 lata, więc poza samymi awanturami po alkoholu dochodziło też wieczne pilnowanie go czy nie zrobi sobie krzywdy. No ale nie do końca o tym chcę napisać. 

Otóż mam swoją rodzinę, męża i jest ogólnie w porządku. Ale on nie ma takich doświadczeń z domu, rozumie mnie, przynjamniej się stara, też był świadkiem niektórych scen. Ale jestem przez to wszystko spaczona. Bardzo denerwuje mnie, kiedy on pije alkohol. W mojej głowie pojawia się tylko jedna wizja: skończę jak moja matka, a moje dzieci jak ja. Mój mąż lubi alkohol, nie wiem czy bardziej niż powinien, pije na imprezach rodzinnych, w domu przy weekendzie jakiegoś drinka, w tygodniu piwo. Moim zdaniem to i tak jest za dużo, bo alkohol to syf, ale czasami się zastanawiam, czy nie przesadzam. Czy to nie jest rzeczywiście mój problem, który wyolbrzymiam za sprawą doświadczeń z dzieciństwa. Mój mąż nigdy nie robił awantur po alkoholu, nie jest agresywny itp. Wkurza mnie, że taka kultura picia z każdej okazji nadal ma się dobrze, przynajmniej w moim otoczeniu. A kiedy próbuję coś na ten temat mówić, to jest to zbijane argumentem, że przecież alkohol jest dla ludzi. Czy ja powinnam to sobie przepracować i dać mu spokój, czy jednak moja krucjata antylkoholowa ma jakiś sens?

DDA. Wszystko co opisujesz. To zupełnie „normalne” u nas dorosłych dzieci z domów alkoholowych 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, zpomorza napisał(a):

No właśnie, każdy żyje w jakiejś bańce, w tej to akurat ja jestem świrem, bo mam z tym problem. 

Wiesz, prawda jest taka, że tak naprawdę nie musisz się na nic godzić. Tylko ma to swoje koszty, w tym przypadku w postaci rozpadu związku. Pytanie, czy jesteś gotowa odejść od faceta, jeśli okaże się, że alkohol jest dla niego ważniejszy niż związek, i czy ogólnie wyjdzie to tobie i dzieciom na dobre. Ale to nie są łatwe decyzje.

 

Problem polega na tym, że nie wykonasz za kogoś jego pracy. Możesz wykonać tylko swoją część.

 

2 godziny temu, zpomorza napisał(a):

Jeździmy autem, on prowadzi w jedną stronę, a z powrotem to zazwyczaj ja, bo on już nie może. Niezręcznie (delikatnie mówiąc) robi się, kiedy nasz syn mówi, że tata nie kieruje, bo pił alkohol. 

Ja bym się chyba pod ziemię zapadł ze wstydu. A jego to bawi? Jak on na to reaguje?

 

2 godziny temu, zpomorza napisał(a):

Przykre jest, że nie widzi tego, co ja widzę. Nie jest głupim facetem, myślę, że ma jakieś refleksje, ale boi się przyznać, że rzeczywiście może mieć jakiś problem. Jakby bał się, że wypowiedzenie tego na głos zaszufladkuje go i wtedy już spełnią się te wszystkie moje wizje, że skończy pod sklepem itp. 

Alkoholizm to jest choroba zaprzeczeń. Gdy alkoholik wychodzi z nałogu, to musi odkłamać całe swoje życie. Nie jest to łatwe, ale wielu się udało. Tylko trzeba widzieć problem i chcieć uzdrowić swoje życie, a on nawet problemu nie widzi, więc co dopiero mówić o jakichś zmianach. Może nie zobaczy problemu, dopóki ty będziesz prowadziła po spotkaniach – tak jest mu wygodniej, bo nie odczuwa żadnych konsekwencji picia oprócz tego, że się oddalacie (ale nie wydaje mu się to na tyle przeszkadzać, albo po prostu nie wierzy, że jesteś w stanie odejść).

 

Tzn. to też jest kwestia uzgodnień – jeśli tak byście ustalili, ty byś się na to zgodziła, no to OK, nie ma w tym nic złego. Ale to brzmi tak, jakbyś była stawiana przed faktem dokonanym. A co gdybyś ty też się napiła? Albo po prostu czułabyś się źle i nie mogłabyś prowadzić? Powrót taksówką albo autobusami, a następnego dnia taksówką albo autobusem po samochód?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Ja bym się chyba pod ziemię zapadł ze wstydu. A jego to bawi? Jak on na to reaguje?

Nie bawi, to jest naturalne, że skoro on wypił w towarzystwie, to ja muszę prowadzić. On wie, że ja i tak nie lubie pić, więc raczej nie zastanawia się nad tym, co jeśli ja też bym chciała. Tylko, że właśnie to nie są nasze ustalenia, nigdy nie zgodziłam się być wiecznym kierowcą z jakichś spotkań, ale co mam zrobić. To nie jest też tak, że za każdym razem muszę go siłą prowadzić do auta, bo nie jest w stanie sam. Chodzi o to, że wypił=nie jedzie. 

 

11 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Wiesz, prawda jest taka, że tak naprawdę nie musisz się na nic godzić. Tylko ma to swoje koszty, w tym przypadku w postaci rozpadu związku. Pytanie, czy jesteś gotowa odejść od faceta, jeśli okaże się, że alkohol jest dla niego ważniejszy niż związek, i czy ogólnie wyjdzie to tobie i dzieciom na dobre. Ale to nie są łatwe decyzje.

To prawda, nie są to łatwe decyzje. Nie rozpatruję tej sytuacji w kategorii odejść czy zostać. Wiem, że jest w stanie zatrzymać się i zawrócić z tej drogi, jeśli będzie chciał. Problemem jest to, że w środowisku w którym się obracamy, nikt nie widzi problemu, wręcz na każdym kroku utwierdzany jest, że jest wszystko w porządku. Zdecydowana większość męskich członków naszej rodziny ma taki sam albo większy problem i nikt nie mówi o tym głośno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

59 minut temu, zpomorza napisał(a):

Nie bawi, to jest naturalne, że skoro on wypił w towarzystwie, to ja muszę prowadzić. On wie, że ja i tak nie lubie pić, więc raczej nie zastanawia się nad tym, co jeśli ja też bym chciała. Tylko, że właśnie to nie są nasze ustalenia, nigdy nie zgodziłam się być wiecznym kierowcą z jakichś spotkań, ale co mam zrobić.

Powiedz mu to może przed kolejnym spotkaniem – że masz dosyć jego ciągłego picia i tym razem nie prowadzisz. Choć prawdę mówiąc ja bym na twoim miejscu w ogóle przestał chodzić na takie spotkania.

 

To oczywiście nie spaja związku ale to, co on robi, też nie, a tak to przynajmniej zadbasz o siebie, jeśli on o ciebie nie potrafi zadbać.

 

Godzinę temu, zpomorza napisał(a):

To nie jest też tak, że za każdym razem muszę go siłą prowadzić do auta, bo nie jest w stanie sam. Chodzi o to, że wypił=nie jedzie.

No tyle dobrze, a nie „oj nie wypiłem dużo, dam radę” (narazić siebie i swoich najbliższych).

 

Godzinę temu, zpomorza napisał(a):

Wiem, że jest w stanie zatrzymać się i zawrócić z tej drogi, jeśli będzie chciał.

A ma do tego motywację?

 

Godzinę temu, zpomorza napisał(a):

Problemem jest to, że w środowisku w którym się obracamy, nikt nie widzi problemu, wręcz na każdym kroku utwierdzany jest, że jest wszystko w porządku. Zdecydowana większość męskich członków naszej rodziny ma taki sam albo większy problem i nikt nie mówi o tym głośno.

Rozumiem :( Ale nie daj sobie wmówić, że to jest normalne. Nie jest.

 

48 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Ha akurat to że baba prowadzi jest normą, inaczej facet jest/byłby uznany za pantoflarza

To jest dla mnie taka abstrakcja, że nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jakim tokiem myślowym trzeba iść, żeby dojść do takiego wniosku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×