Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy to jeszcze nerwica, czy już powinnam iść do lekarza?


robertina

Rekomendowane odpowiedzi

2 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

Zrób sobie playlisty muzyki która lubisz. I gimnastykuj się codziennie. Potem zacznij np coś z bieganiem, pływanie, rowerem. Powodzenia 

 

Czy to muszą być zawsze rzeczy, których nie umiem? :( Żadnej z tych rzeczy zrobić nie dam rady, no może poza gimnastyką i bieganiem, choć teraz jestem tak słaba, że muszę odpoczywać w trakcie czesania czy mycia twarzy, bo dostaję zadyszki. Muzykę wyeliminowałam całkowicie zeszłej wiosny, bo mi powodowała natrętne myśli - mogą być zamiast niej audiobooki i słuchowiska? Wolę czytać książki papierowe, ale od biedy... pływać nie umiem i boję się wody, na rowerze nie umiem jeździć, bo od razu spadam... czym można te dwie rzeczy zastąpić? Chcę być aktywna tak, jak radzisz, ale tych rzeczy akurat nie zrobię, bo nie potrafię, co można zamiast nich?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

25 minut temu, robertina napisał(a):

 

Czy to muszą być zawsze rzeczy, których nie umiem? :( Żadnej z tych rzeczy zrobić nie dam rady, no może poza gimnastyką i bieganiem, choć teraz jestem tak słaba, że muszę odpoczywać w trakcie czesania czy mycia twarzy, bo dostaję zadyszki. Muzykę wyeliminowałam całkowicie zeszłej wiosny, bo mi powodowała natrętne myśli - mogą być zamiast niej audiobooki i słuchowiska? Wolę czytać książki papierowe, ale od biedy... pływać nie umiem i boję się wody, na rowerze nie umiem jeździć, bo od razu spadam... czym można te dwie rzeczy zastąpić? Chcę być aktywna tak, jak radzisz, ale tych rzeczy akurat nie zrobię, bo nie potrafię, co można zamiast nich?

Jasne że podcasty czy audiobooki mogą być. Jeszcze dopowiem, że też spacery, no i na dworze spędzać czas. Bo jak się dotleni to jest lepszy humor 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, Dryagan napisał(a):

@robertina napiszę szczerze, ale naprawdę nie przeciwko Tobie, tylko żeby Ci pomóc - pisałem to zresztą już wcześniej.

To, co odbierasz jako hejt, w wielu przypadkach nie jest nienawiścią, tylko próbą powiedzenia: „tak, jest Ci bardzo źle, ale bez Twojego udziału nic się nie zmieni”. Choroba potrafi przefiltrować każde słowo tak, żeby brzmiało jak atak. I rozumiem, że po tylu rozczarowaniach masz odruch: „wszyscy są przeciwko mnie”, bo Ci nie przytakują i nie jojczą nad Tobą. To jednak mechanizm, nie dowód, że jesteś nielubiana. Trzech lekarzy i ośmiu psychologów to naprawdę dużo jak na jedną osobę i to nie jest tak, że „nic nie robiłaś”. Ale żaden psychiatra ani psycholog (choćby ich było i stu) nie ma magicznej różdżki. Oni mogą proponować, prowadzić, wspierać, ale pracy wewnętrznej i drobnych kroków w realu nikt nie zrobi za Ciebie. To niestety oznacza, że tak – bez Twojego zaangażowania, choćby minimalnego, leczenie nie zadziała. I to nie jest oskarżenie, tylko opis mechanizmu. To Ty musisz chcieć, ale tak naprawdę. Tu nie ma magicznych leków, nie ma żadnego "czary mary bądź zdrowa". To ciągła praca nad sobą - i wiem co mówię, bo sam przez to przechodziłem - ciężka praca!!! 

Z rodzicami jest podobnie: chcą dobrze, więc Cię wyręczają. Problem w tym, że im więcej robią za Ciebie, tym bardziej Twoja głowa dostaje komunikat: „nie umiem, nie dam rady, jestem beznadziejna”. To nie jest pomoc, to utrwalanie Twojej bezradności. Zrób coś - nawet niedoskonale, ale kurna zrób.

Co do słabości fizycznej i bólu: to są realne objawy i powinnaś o nich mówić lekarzom, zbadać stawy, ciśnienie, krew. Ale jest też druga strona – im mniej się ruszasz, tym bardziej organizm się sypie i tym trudniej potem zrobić choć kilka kroków. To błędne koło. Twoje biologiczne ciało się zestarzało szybciej niż Twój faktyczny wiek, bo mu nic nie dajesz. Dlatego nikt rozsądny nie oczekuje od Ciebie maratonu, tylko najdrobniejszych możliwych ruchów: ćwiczenia w łóżku lub na krześle, proste zestawy dla seniorów (tak!), minuta czy dwie dziennie, potem trzy, potem dziesięć minut. W domu, w swoim tempie. To nadal jest „robienie czegoś”, a nie „zaczaruj się i przestań chorować”.

Nikt tu nie mówi: „sama się wylecz i nie jęcz”. Raczej: „Twoje życie nie poprawi się bez Twojego udziału, a my z zewnątrz możemy Cię co najwyżej lekko pchnąć w stronę kroków, które coś zmieniają”. I to, że ktoś Ci to pisze, naprawdę nie znaczy, że Cię nienawidzi. Może po prostu chce pomóc.

 

Bardzo dziękuję za wsparcie. To wiele znaczy. Przepraszam, po prostu poczułam się dotknięta. Nie wiem, chyba faktycznie jestem już nadmiernie wyczulona na przejawy nienawiści, bo za dużo jej w życiu doświadczyłam (czy to nie urojenia ksobne? Wariuję?). Te zestawy dla seniorów, to dobry pomysł, spróbuję, może jeszcze dzisiaj. Masz rację, że muszę coś zrobić, ale nawet psycholog moja (chyba pierwsza naprawdę kompetentna jaką miałam) mówiła, że pierwszy kro, który to wszystko ruszy będzie mi zrobić najtrudniej. Ja naprawdę mam w tej chwili odczucie, że ja nic nie mogę.

 

6 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Jasne że podcasty czy audiobooki mogą być. Jeszcze dopowiem, że też spacery, no i na dworze spędzać czas. Bo jak się dotleni to jest lepszy humor 

 

No wiem, ale przez to, że dwa lata prawie nie wychodzę mam zerową odporność, ostatnio latem po 10 minutowym spacerze miałam 39 stopni. A pójście do przychodni to dla mnie trauma i dlatego unikam spacerów.

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, robertina napisał(a):

 

Bardzo dziękuję za wsparcie. To wiele znaczy. Przepraszam, po prostu poczułam się dotknięta. Nie wiem, chyba faktycznie jestem już nadmiernie wyczulona na przejawy nienawiści, bo za dużo jej w życiu doświadczyłam (czy to nie urojenia ksobne? Wariuję?). Te zestawy dla seniorów, to dobry pomysł, spróbuję, może jeszcze dzisiaj. Masz rację, że muszę coś zrobić, ale nawet psycholog moja (chyba pierwsza naprawdę kompetentna jaką miałam) mówiła, że pierwszy kro, który to wszystko ruszy będzie mi zrobić najtrudniej. Ja naprawdę mam w tej chwili odczucie, że ja nic nie mogę.

 

 

No wiem, ale przez to, że dwa lata prawie nie wychodzę mam zerową odporność, ostatnio latem po 10 minutowym spacerze miałam 39 stopni. A pójście do przychodni to dla mnie trauma i dlatego unikam spacerów.

To bardzo źle że masz aż tak organizm nieprzezwyczajony. Ale znam osoby co wychodzą A i tak bardzo często chorują. są sposoby na odporność, picie tranu, czosnek, cytryna, witaminy czy inne takie rzeczy 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

15 minut temu, Mic43 napisał(a):

@Dryagan na jakiej podstawie twierdzisz, że @robertina nie chce zmiany? No sorry? Siedzisz w jej głowie? Jakieś badanie mózgu jej robiłeś? Myślisz, że człowiek ma w głowie jakąś cudowną substancję, której zadaniem jest podejmowanie decyzji i szeroko rozumiana 'wolność'? To jest jakieś centrum własnego 'ja'? Nie, niczego takiego nie odkryto i zapewne nigdy się nie odkryje. Jeśli nie masz ochoty razem z @Catrionasłuchać forumowiczki, bo wkurza i frustruje Cię własna bezradność, to po prostu to napisz. Trzeba wziąć tę trudną prawdę na klatę, ale oczywiście wygodniej jest przerzucić odpowiedzialność na słabszego. Może nie da się jej pomóc? Może ośrodek w mózgu odpowiedzialny za siłę do działania, motywację, już u niej nie istnieje? Skąd w Was ta pycha, że wiecie lepiej co siedzi w innych? 

Ostro, dam Ci ostrzegawczy plaskacz :D :D Domyślam się że dlatego że od kilkunastu lat na forum siedzą, a Ty nie byłeś aktywny 🤔 no ale fakt, nie można powiedzieć że nie chce zmiany. Co najwyżej ze istnieje takie podejrzenie, i jest słuszne bo to i tamto

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

29 minut temu, Mic43 napisał(a):

@Dryagan na jakiej podstawie twierdzisz, że @robertina nie chce zmiany? No sorry? Siedzisz w jej głowie? Jakieś badanie mózgu jej robiłeś? Myślisz, że człowiek ma w głowie jakąś cudowną substancję, której zadaniem jest podejmowanie decyzji i szeroko rozumiana 'wolność'? To jest jakieś centrum własnego 'ja'? Nie, niczego takiego nie odkryto i zapewne nigdy się nie odkryje. Jeśli nie masz ochoty razem z @Catrionasłuchać forumowiczki, bo wkurza i frustruje Cię własna bezradność, to po prostu to napisz. Trzeba wziąć tę trudną prawdę na klatę, ale oczywiście wygodniej jest przerzucić odpowiedzialność na słabszego. Może nie da się jej pomóc? Może ośrodek w mózgu odpowiedzialny za siłę do działania, motywację, już u niej nie istnieje? Skąd w Was ta pycha, że wiecie lepiej co siedzi w innych? 

Twierdzę bo mam do tego prawo. Skoro ktoś pisze na forum PUBLICZNYM to musi się liczyć również z tym, ze nie wszyscy będą go głaskać po główce i się litować. Nie chce czytać tego co dla niej niewygodne, to musi pisać z głaskającymi ją po główce na priv.
Nie ja w każdym temacie szukam wymówek na każdą propozycję jaka padła, żeby sobie pomóc.

Edytowane przez Catriona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Mic43 napisał(a):

Żebym Ci nie oddał :d :d ja nie jestem typem księcia 😛

Nie wiem dla mnie staż na forum nie ma specjalnego znaczenia. Dla mnie autorytetem jest logika, a zaraz potem nauka. 

 

A proszę bardzo dostałam już. No dobra ale oni z nią dyskutują przez dobre kilka lat jak nie więcej. Myślę że jakbyś wszystko przeczytał to na część pytań sam odpowiesz sobie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Mic43 napisał(a):

No to nie głaszcz i się nie lituj, zawsze możesz w ogóle nic nie pisać też 🙂 

Swoje zdanie można też wyrazić w taki sposób, by nie wmawiać komuś jakiejś intencji - bo to jest pasywna agresja. 

 

 

Na Twoje nieszczęście nie masz żadnego wpływu na to co piszę i do kogo piszę na forum🙃 
także dalej się oburzaj, a ja nadal będę twierdzić, że autorka tematu czeka aż ktoś ją wyleczy bez jej najmniejszego udziału.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Dalila_ napisał(a):

A proszę bardzo dostałam już. No dobra ale oni z nią dyskutują przez dobre kilka lat jak nie więcej. Myślę że jakbyś wszystko przeczytał to na część pytań sam odpowiesz sobie

Cześć pytań. Ja nie wiem, więc nie hejtuje Cię robertina jak cos

3 minuty temu, Mic43 napisał(a):

No to nie głaszcz i się nie lituj, zawsze możesz w ogóle nic nie pisać też 🙂 

Swoje zdanie można też wyrazić w taki sposób, by nie wmawiać komuś jakiejś intencji - bo to jest pasywna agresja. 

 

 

Niezależnie od wszystkiego wmawianie komuś intencji, samo w ogóle używanie słowa 'chcieć', za którym stoi się jedna z największych tajemnic ludzkiej egzystencji, jest nadużyciem. Takie moje zdanie. 

Teraz napisałeś już dużo ładniej i mniej agresywnie książę xd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

59 minut temu, Mic43 napisał(a):

@Dryagan na jakiej podstawie twierdzisz, że @robertina nie chce zmiany? No sorry? Siedzisz w jej głowie? Jakieś badanie mózgu jej robiłeś? Myślisz, że człowiek ma w głowie jakąś cudowną substancję, której zadaniem jest podejmowanie decyzji i szeroko rozumiana 'wolność'? To jest jakieś centrum własnego 'ja'? Nie, niczego takiego nie odkryto i zapewne nigdy się nie odkryje. Jeśli nie masz ochoty razem z @Catrionasłuchać forumowiczki, bo wkurza i frustruje Cię własna bezradność, to po prostu to napisz. Trzeba wziąć tę trudną prawdę na klatę, ale oczywiście wygodniej jest przerzucić odpowiedzialność na słabszego. Może nie da się jej pomóc? Może ośrodek w mózgu odpowiedzialny za siłę do działania, motywację, już u niej nie istnieje? Skąd w Was ta pycha, że wiecie lepiej co siedzi w innych? 

@Mic43nie mam problemu z tym, że mnie krytykujesz. Ale nie chodzi tu ani o „siedzenie w czyjejś głowie”, ani o pychę. Na forum nie mamy dostępu do rezonansu, do neurobiologii, tylko do treści i schematów, które ktoś powtarza miesiącami czy latami. I są pewne dość dobrze opisane mechanizmy: unikanie, wyuczona bezradność, zawężanie pola działania do zera, odrzucanie każdej propozycji jako „niemożliwej”. To nie jest moralny zarzut typu „nie chcesz, bo jesteś leniwa czy zła”, tylko nazwanie sposobu funkcjonowania, który realnie blokuje jakąkolwiek pomoc. Jasne, że choroba potrafi tak przycisnąć, że „chcieć” i „móc” rozjeżdża się totalnie. Ale praktyka leczenia (i psychiatryczna, i psychologiczna) opiera się jednak na jednym: bez minimalnego udziału pacjenta – choćby zgody na wizytę, na badania, na mikrokrok – nic nie zadziała. Nikt nie jest w stanie wyleczyć kogoś w 100% z zewnątrz.

Pisząc do Robertiny, nie przerzucam odpowiedzialności na „słabszego”, tylko rysuję granicę: forum, rodzice, znajomi mogą wspierać, motywować, zachęcać, ale jeśli przez długi czas wszystko kończy się na „nie da się, nie pójdę, nie zrobię, nie ma sensu”, to stoimy w miejscu. A utwierdzanie kogoś wyłącznie w tym, że jest bezradny i nic od niego nie zależy, też bywa okrutne – bo zabiera nawet tę resztkę wpływu, którą jeszcze ma.

To nie jest o tym, że „wiem lepiej, co siedzi w środku”. To jest o tym, że widzę, co robi (albo czego konsekwentnie nie robi) i jakie to ma skutki. I tak, uważam, że uczciwe jest powiedzieć: potrzebujesz lekarza, badań, ruchu w swoim zasięgu; nikt tu nie ma supermocy, żeby zrobić to za ciebie. Empatia nie wyklucza mówienia o odpowiedzialności za te najmniejsze dostępne kroki. To jest próba realnej pomocy, a nie atak czy hejt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No jak ktoś chce się czepiać słówek to może się czepiać, ale żadne leczenie bez chęci i współpracy pacjenta, w ŻADNYM przypadku nie pójdzie, nie ważne o jakiej chorobie mówimy, jakiej natury, czy stricte somatycznej (np. niewydolność serca - nie stosując reżimu płynowego szybko się pożegnamy z tym światem a żaden lekarz nie będzie stał nad takim pacjentem i pilnował czy wypija mniej niż 1,5l płynu na dobę) czy psychicznej. 
Można chcieć i nie być na pewnym etapie w stanie, ale u autorki trwa to co najmniej 2 lata i ma coraz to nowe wymówki na coraz to nowe czynności (wystarczy przeanalizować jej wpisy od początku bytności na forum), nikt jej tu nie sugerował, że ma nagle zacząć ogarniać dziesięć rzeczy równocześnie, ale jeśli ktoś odmawia minimum z minimum, to cóż, jego decyzja. 
Niestety, ale jeśli pacjent nie chce współpracować i nie ma woli wzięcia odpowiedzialności za swój stan - współczesna medycyna jest bezradna, żaden specjalista niczego za pacjenta nie zrobi, nie machnie też magiczną różdżką.

 

@Mic43 jakbym miała tak skakać i głaskać wszystkich to dzisiaj byłabym już pewnie po pogrzebie dziewczyny, którą w marcu wysłałam wbrew jej woli do szpitala, bo wszystkim naokoło opowiadała ile to nie zjada, a jakoś BMI 10 w wieku 18 lat tego nie pokazywało, jedyne co pokazywało to to, że kłamie. Czy mnie za to nienawidzi? Nie wiem, nie pytałam, ale przynajmniej żyje i funkcjonuje normalnie, z tym, że ważąc 18kg więcej niż ważyła w marcu. Chcesz sobie głaskać czyjąś chorobę to głaskaj, ja nie będę przytakiwać czyimś chorobowym przekonaniom, bo jedyne do czego to prowadzi, to do pogłębiania choroby.
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

54 minuty temu, Verinia napisał(a):

Jezeli ktos do mnie w trakcie depresji użyje sformułowania - Zacznij coś robić, małymi krokami. Będzie Ci lepiej po spacerze. Umów się na randkę. Wyjdź z domu. 

 

To ja odpowiadam

 

- nie wiesz jak jest w mojej głowie, nie wiesz jak depresja odbiera wszystkie siły fizyczne i psychiczne. Jest to nieustanny ból. Mogę się śmiać i rozmawiać, ale wiedz, że cierpię. Uciekam od ludzi. Jestem sama w pokoju. Ściągam maskę radosnej osoby i trwam. Sama ze swoimi demonami. Choroba mnie niszczy. Nie będzie normalnie. 

A jednak są osoby, ktore wychodzą z depresji, nawet cięzkiej, to jak to wytłumaczysz? Wiesz, kiedy to sie dzieje? Kiedy człowiek weźmie odpowiedzialność, (albo chociaz sprubuje wziąć) za swoj stan, swoje zycie, takze za swoją chorobę. I nie mowię, ze to sie zadzieje, ot tak, w jeden dzien czy po jednej sesji na terapii. Ale da się. I to jest owo światelko w tunelu i nadzieja na zmianę.  Ale wybor nalezy do danej osoby, czy chce sie z choroba mierzyc czy jej sie poddac. 

I, naprawde, wiem o czym piszę, epizody depresyjne to część mojego zycia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, Verinia napisał(a):

Bolą ją stawy.... możliwe, że z braku ruchu. ale dla mnie jedyną radą jest KOBIETO IDŹ DO LEKARZA. Może on Ci uświadomi, co powinnaś zrobić. Bo my tu gadu gadu, a nic widocznie z tego nie wynika.

Tylko że każdy normalny człowiek pójdzie do lekarza jak coś go boli. Autorka nie, bo nie wychodzi z domu. A za miesiąc założy kolejny temat co to jej nie dolega i co ma zrobić. Po co to pisanie skoro nie wyjdzie z domu do lekarza nie mówiąc o wyjściu na badania? Żeby zdiagnozować stawy wymaga to co najmniej wyjścia na badania laboratoryjne. Możecie sobie pisać i 30x a autorka i tak tego nie zrobi.
 

 

9 minut temu, którędy_do_lasu napisał(a):

Kiedy człowiek weźmie odpowiedzialność, (albo chociaz sprubuje wziąć) za swoj stan, swoje zycie, takze za swoją chorobę. I nie mowię, ze to sie zadzieje, ot tak, w jeden dzien czy po jednej sesji na terapii.

Dokładnie. Zrozumienie, że za swój stan odpowiadam tylko i wyłącznie ja, nie okoliczności zewnętrzne, nie inni ludzie, specjaliści, jest pierwszym krokiem to zmiany swojego stanu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Mic43 napisał(a):

@Catriona @którędy_do_lasu piszcie sobie co tam chcecie, mam, wrażenie jakbyście w ogóle nie rozumieli o co chodzi w temacie, jakbyście przemykali po powierzchni, nie chcieli się jakoś intelektualnie wysilić, a jedynie powtarzać utarte banały. 

Wiem, że choćbym udowodnił moją rację z matematyczną precyzją, to i tak nie będzie to miało znaczenia. To mega frustrujące (ale znane mi z życia w realu - po prostu większość ludzi nie myśli kategoriami nauk ścisłych), dlatego ja już kończę wymianę zdań w tym wątku, zanim się całkiem odpalę i to na darmo. 

Bo błędnie zakładasz że istnieje jakaś racja w przypadku rzeczy subiektywnych. Dlatego nie da się udowodnić jej. Ile ludzi tyle opinii, poglądów. Czy nie tak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

A wiecie co, możliwe że uleczyć może czas. Ja depresję jak zlicze miałam 5 lat przeszlo, dopiero pod koniec tego czasu odpuszczala. Ale to była moja depresja więc nie wyglądała tak jak u niej. Ile to trwa autorko ?

 

25 lat, od 4 roku życia. Nic się przez ten czas nie zmieniło, czasem są lepsze okresy, czasem gorsze, ale mniej-więcej jest tak samo. Zaczęło się od traumy, ale fobia, która jest bazą tej nerwicy, była obecna już wcześniej, w zasadzie od zawsze. Ale, bez nerwicy jakoś ją ogarniałam, teraz nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

44 minuty temu, Mic43 napisał(a):

Tylko, że nie wszystko jest subiektywne. Najbardziej skrajnie, prawdy matematyczne nie są subiektywne. Logika klasyczna nie jest subiektywna. Tak samo jest z metytoryczną dyskusją i argumentacją, która musi spełniać pewne obiektywne rygory. 

Jeśli ktoś twierdzi, że inna osoba czegoś "nie chce", to ciężar dowodu takiego faktu leży po jego stronie. Jeśli ktoś twierdzi, przykładowo, że wszystkie kaczki są zielone, to on musi podać dowód tego faktu - a jeśli ja twierdzę, że nie ma takiej pewności, to nie muszę tego udowadniać, jest to zdanie obiektywnie prawdziwe, do momentu, gdy druga strona nie potwierdzi swojego twierdzenia. To nie jest jakiś mój wymysł -  https://pl.wikipedia.org/wiki/Popperyzm. To jest niesamowite, że uczą w szkołach totalnego, nieprzydatnego gówna (jak budowa kutasa słonia, czy tego gdzie się wydobywa w Polsce jakieś gówno), a nie tego, jak działa nowoczesna nauka. 

Obiektywna prawda często jest g. warta. Bo zawsze będą osoby które mają inne myślenie i uważają za prawdę, jak antyszczepionkowcy, plaskoziemcy. Właściwie chodziło mi o 2 rzeczy. To czy chce czy nie chce nie może być roztrzygniete bez udziału robertina. A pojęcie 'racji' musiałoby być czymś uniwersalnym żeby to udowadniac🤔 w sensie nie jest to do zrobienia, bo taki dowod musiałby być uznany przez wszystkich? A to nie nastąpilo jak dotąd. Nie wiem co to filozofia ale lubię się zastanawiac. Nawet ciężko mi sobie wyobrazić że istnieje narzędzie do rozsądzania. Bo weźmy na to że ja stwierdza sobie że wszystko jest iluzją i nie istnieje. I co? 

2 minuty temu, robertina napisał(a):

 

25 lat, od 4 roku życia. Nic się przez ten czas nie zmieniło, czasem są lepsze okresy, czasem gorsze, ale mniej-więcej jest tak samo. Zaczęło się od traumy, ale fobia, która jest bazą tej nerwicy, była obecna już wcześniej, w zasadzie od zawsze. Ale, bez nerwicy jakoś ją ogarniałam, teraz nie.

I naprawdę nie poznałaś osoby która Cię wesprze w zmianie :C straszne, przykro mi, faktycznie wyjście z takiego stanu musi być bardzo trudne samemu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Dalila_ napisał(a):

 

I naprawdę nie poznałaś osoby która Cię wesprze w zmianie :C straszne, przykro mi, faktycznie wyjście z takiego stanu musi być bardzo trudne samemu

 

Kiedy byłam dzieckiem i mama szukała dla mnie pomocy, powiedziano jej, że wyrosnę z nerwicy a potem, że to ADHD a nie nerwica. Oczywiście, leczenie na ADHD nic nie dało, tylko dołożyło mi gorszej traumy (choć rozumiem, dlaczego dano mi taką diagnozę, bo rzeczywiście ciężko mi się ogarnąć tyle, że u mnie to wynika z lęku, który specjaliści konsekwentnie ignorowali), dopiero, kiedy w wieku 10 lat przestałam wychodzić z domu i prawie zawaliłam szkołę, trafiliśmy na psychologa, który wykluczył ADHD (znalezienie go zajęło nam dwa lata), ale wydaje mi się, że nie umiał mi pomóc. Od tamtej pory zmieniałam psychologów kilka razy, ale odnoszę wrażenie, że skupiali się na skutkach a nie przyczynach. Bardziej ich interesowało gadanie ze mną o tym, że mnie dzieci w szkole nie lubiły, zamiast zrozumieć, że nie lubiły mnie przez ataki lęku, jakie miałam na ich oczach. Dopiero chyba moja obecna terapeutka jest kompetentna, ale mamy do przepracowania 10 razy więcej, niż kiedyś, plus dodatkową, silną traumę, jaką przeżyłam 7 lat temu a przed którą uciekłam w silne psychogenne objawy jelitowe podobne do IBD (dosłownie lekarze mnie na nie leczyli, zanim wyszło, że to wynik traumy). I mamy dwie traumy do pracy i jeszcze lata schematów do obalenia. To podobno zajmie wiele czasu... ale niestety go nie mam. Już niedługo będę za stara na założenie rodziny, na edukację już jestem za stara i pewnie skończę gdzieś w magazynie z maturą na 95%. Więc, trudna to jest sprawa i jak mi mówią, że mam się ruszyć... ja nie mam siły a zmuszanie się to kolejny stres. I potem ta czynność, do której się zmuszałam jest już dla mnie traumatyczna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam czy macie też problemy przed wyjściem do pracy , na rozmowe kwalifikacyjną lub w dalsze podróże autem gdzie np może nie być wc ? Takie załatwianie się na zapas ? Wszyscy lekarze nalegają na psychoterapię , ale ja byłem już na wielu i nawet znając techniki relaksacyjne i inne metody przeciwlękowe i tak mnie to dopada . Leki niby do końca nie wyłączą tych myśli , niby znowu mam iść na psychoterapie a na psychoterapi doszliśmy do momentu , że padło stwierdzenie trzeba leki. Co robić ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie, @robertinammożesz być przypadkiem że leki są konieczne by wyciszyć lęki żebys mogła normalnie funkcjonować, typu wyjść z mieszkania. Ale to lekarz ci da dobre leki. Dobrze że chodzisz do psychologów. Ale terapię pomagają jednym, a drugim nie. No ale jeśli masz traumy to na pewno dobrze przepracować je. Leków mimo że jest ogrom substancji, są osoby które próbują ich wszystkich i nadal twierdzą ze nic nie działa. Magazyn to wcale nie jest hańba, żadna praca nie hańbi. Dużo lepiej wykonywać pracę i próbować szukać innej, niż nie próbować ani tego ani tego. Tak sądzę. Ale wiem że to śliski temat 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

43 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

Dokładnie, @robertinammożesz być przypadkiem że leki są konieczne by wyciszyć lęki żebys mogła normalnie funkcjonować, typu wyjść z mieszkania. Ale to lekarz ci da dobre leki. Dobrze że chodzisz do psychologów. Ale terapię pomagają jednym, a drugim nie. No ale jeśli masz traumy to na pewno dobrze przepracować je. Leków mimo że jest ogrom substancji, są osoby które próbują ich wszystkich i nadal twierdzą ze nic nie działa. Magazyn to wcale nie jest hańba, żadna praca nie hańbi. Dużo lepiej wykonywać pracę i próbować szukać innej, niż nie próbować ani tego ani tego. Tak sądzę. Ale wiem że to śliski temat 

 

Ja wypróbowałam już chyba z 50 różnych leków i żadne nie działają. W końcu przeszłam z przeciwlękowych na coraz cięższe psychotropy, ale nic to nie dało, poza tym, że śpię kilkanaście godzin na dobę, nie miesiączkuję nawet na hormonach, mam mgłę mózgową w takim natężeniu, że nie pamiętam, co robiłam tego samego dnia rano, trądzik polekowy, kołatania serca i wiele innych objawów. I one, że tak powiem jeszcze bardziej utrudniają mi proces zdrowienia. Niestety, od ostatniego leku uzależniłam się fizycznie a objawy odstawienne powodują u mnie problemy żołądkowe, co przy mojej fobii sprawia, że biorę go ponad dwa lata mimo, że lekarz kazał mi go odstawić. Więc, z lekami doświadczenia mam złe.

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

16 minut temu, mrNobody07 napisał(a):

O cholera, to bardzo dużo tych zmian leków wciągu kilku miesięcy. Oby tym razem był strzał w dziesiątkę 🎯

 

Nie jesteś czasem zbyt „ostra” dla siebie?

To chyba jakaś pomyłka, bo musiała byś być np. psychopatką albo narcyzem XD 

Albo moim szwagrem 🤣

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×