Skocz do zawartości
Nerwica.com

Mam już dość ciągłego kłamania na temat mojej sytuacji. Zaczynam przez to unikać ludzi


robertina

Rekomendowane odpowiedzi

Ja jako podsumowanie moich wywodów wcześniejszych mogę napisać jedno: Nie da się robić w kółko tego samego i oczekiwać innego rezultatu. Jeśli coś się powtarza i przynosi frustrację, rozczarowanie albo poczucie pustki – to znak, że trzeba zmienić choćby jeden element tej układanki. Nawet niewielka korekta – inny sposób rozmowy, inne miejsce, inna postawa wobec drugiego człowieka – może dać zupełnie inny efekt.

Czekanie, że „tym razem się uda”, mimo że robimy wszystko tak samo jak wcześniej, to często tylko pogłębianie bezradności. Zmiana jest trudna, ale bez niej trudno oczekiwać czegoś pozytywnego w swoim życiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 6.07.2025 o 17:59, robertina napisał(a):

co mi radzicie?

Probowalas terapi?

 

Mam nerwice natręct od 20 lat. Nigdy nie powiedziałam o tym żadnej randomowej osobie w moim życiu. Po co?

Sama niejednokrotnie rozmawiałam z ludźmi przez aplikacje do nauki języków i ani oni nie wiedzieli na co ja choruje ani ja na co oni. To chyba nie jest najbardziej naturalny temat rozmowy zwłaszcza wśród osob które nie są sobie bliskie. Może sama nakierunkowujesz rozmowę ten temat. Jeśli ktoś na moje pytanie "co słychać?", "co porabiasz?" odpowiedziałby "choruje" albo "mam nowotwór" to też miałabym poczucie, że ktoś chce nakierować rozmowę na ten temat i z życzliwości zapytałabym np. jak sobie radzi. Normalnie nie wypytuje ludzi o choroby, bo po co? 

Myślisz, że mogłabyś ludziom powiedzieć coś innego na swój temat pozatym, że chorujesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Mic43 rozumiem, że problematyzowanie wszystkiego może dawać satysfakcję intelektualną, ale to jeszcze nie znaczy, że prowadzi do jakiejkolwiek zmiany.

Twierdzisz, że mówienie o decyzjach to modne uproszczenie. Jednak ignorujesz fakt, że w realnej psychologii praktycznej właśnie uznanie swojej sprawczości jest często początkiem ruchu. To nie coachingowe hasełka, tylko podejścia terapeutyczne z twardym zapleczem: poznawczo-behawioralne czy ACT.

I jasne, można wszystko tłumaczyć systemem, kulturą, ewolucją, społeczną opresją i strukturami, które nas zniewalają. Tylko, że jeśli człowiek latami nie podejmuje żadnej próby zmiany, to nie potrzebuje kolejnej warstwy wyjaśnienia. Potrzebuje bodźca, który przypomni mu, że bez działania nic się nie zmieni.

Nie chodzi o to, by ignorować złożoność świata. Chodzi o to, by nie zgubić w niej człowieka, który utknął i któremu wcale nie pomaga, że rozkładamy wszystko na czynniki pierwsze, byle tylko nie powiedzieć mu wprost: to Ty musisz coś zrobić.

Możesz oczywiście dalej rozpisywać się o tym, że odpowiedzialność to opresja, a decyzja to mit. Ale w którymś momencie to już nie jest refleksja tylko intelektualna elegancja przykrywająca bezruch.

I nie, nie mam potrzeby przekonywać Cię na siłę. Jeśli każde wezwanie do ruchu traktujesz jako zamach na wolność, to po prostu mówimy różnymi językami.

Ja wybieram podejście, które pomaga ludziom ruszyć z miejsca. Ty możesz zostać przy dekonstrukcji wszystkiego. I na tym proponuję zakończyć – nie dlatego, że się boję dalszej dyskusji Tylko dlatego, że nie widzę sensu w kręceniu się w kółko tylko po to, żeby błyszczało bardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja choruję na nerwicę od 25 lat... nie zliczę ile razy próbowałam coś zmienić i zawsze kończyło się to tak samo - zaostrzeniem i, w najlepszym razie paroma miesiącami a w najgorszym latami w łóżku. Nie mam już siły robić rzeczy, które nie przynoszą skutku...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, robertina napisał(a):

Ja choruję na nerwicę od 25 lat... nie zliczę ile razy próbowałam coś zmienić i zawsze kończyło się to tak samo - zaostrzeniem i, w najlepszym razie paroma miesiącami a w najgorszym latami w łóżku. Nie mam już siły robić rzeczy, które nie przynoszą skutku...

Ale obecnie rozmawiamy o kłamaniu obcym ludziom na temat pracy i tego co robisz. 

Mówisz, że masz dość kłamania. Dajemy propozycje, żeby nie kłamać. Co powiedzieć, co napisać, jak postawić granie. Wg Ciebie to bez sensu, bo wtedy ludzie uciekają i nie masz znajomych.

Nie chcesz trwać w tym co teraz, ale nie chcesz nic zmieniać. 

Odpowiedz sobie sama, czego Ty byś chciała. Nie musisz tutaj pisać, po prostu na czym Tobie zależy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, Illi napisał(a):

Ale obecnie rozmawiamy o kłamaniu obcym ludziom na temat pracy i tego co robisz. 

Mówisz, że masz dość kłamania. Dajemy propozycje, żeby nie kłamać. Co powiedzieć, co napisać, jak postawić granie. Wg Ciebie to bez sensu, bo wtedy ludzie uciekają i nie masz znajomych.

Nie chcesz trwać w tym co teraz, ale nie chcesz nic zmieniać. 

Odpowiedz sobie sama, czego Ty byś chciała. Nie musisz tutaj pisać, po prostu na czym Tobie zależy. 

 

Chciałabym, żeby nie uciekali... po prostu rady, jakie mi tu dajecie już kilkakrotnie wcielałam w życie, bo wpadłam na nie sama. Żadna nie poskutkowała, jedyne, co uzyskałam, to zaprzestanie komunikacji. Opowiedziałam o swoich doświadczeniach a otrzymałam coś, co mi wygląda, jak hejt.

 

Wydaje mi się, że po prostu nie wierzycie w moje doświadczenia i dlatego uważacie, że mam złe intencje. A ja piszę szczerze, jak ludzie na tej apce rozmawiają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, acherontia styx napisał(a):

@robertina każdy z nas poznaje nowych ludzi, jedni częściej, inni rzadziej, również przez internet i na prawdę ciężko uwierzyć w to, że trafiasz na same osoby które jako jedno z pierwszych pytań zadają na co chorujesz. No chyba, że poruszasz się po forach dla osób chorych (ale wtedy sama pchasz się w takie środowisko, które może pytać), to wtedy jeszcze jest to zrozumiałe, ale obcy ludzie, których nie znamy mają tak na prawdę w dupie na co ktoś choruje i o tym nie myślą w ogóle. 
O pracę pytania już są częstsze, ale tu kłamanie jest Twoim wyborem. Nikt Cię do kłamstwa nie zmusza 🤷‍♀️

 

No dobrze - prawie każda rozmowa wygląda tak:

 

- Cześć nazywam się X 

- Hej a ja Y 

- Gdzie mieszkasz, co robisz zawodowo? 

- Nie pracuję, wiesz choruję.

- Tak? A na co? Powiedz mi o tym więcej. 

- Przepraszam, nie chcę o tym mówić.

- Ale przestań, możesz mi powiedzieć. 

- Naprawdę nie chcę o tym mówić. 

- No coś ty, możesz mi zaufać, nie odgradzaj się tak ode mnie. 

- Wybacz, ale nie jestem tu po to, żeby rozmawiać o chorobach. Opowiedz mi lepiej o swoim hobby. 

- Wiesz, lubię fotografię a ty pewnie nie masz czasu na hobby, skoro chorujesz. No dawaj, powiedz mi, co ci jest. 

- Acha, ty lubisz fotografię. A ja lubię książki, literaturę klastyczną. 

- Fajnie, ale dlaczego tak się ode mnie odgradzasz? 

- Po prostu mam dość cierpienia w życiu, tutaj chcę trochę odpocząć i być sobą. 

- Przepraszam, ale chyba nie nadajemy na tych samych falach. Dla mnie przyjaźń polega na szczerości a ty zbudowałaś mur wokół siebie i nie dajesz mi do siebie dotrzeć. Może lepiej dogadasz się z kimś innym.

 

Mówię serio, tak na tej apce jest cały czas. Co robię źle w takich rozmowach?

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, acherontia styx napisał(a):

No przepraszam, ale SAMA w drugiej wiadomości informujesz że chorujesz i dziwisz się że ktoś o to pyta?

 

A jak mam inaczej wyjaśnić, że nie pracuję w moim wieku? Serio nie jestem już młoda i normalnie ludzie w moim wieku mają już rodziny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, eleniq napisał(a):

@Dryagan Jesteś filozofem albo teologiem z wykształcenia? 🙂

Nie 🙂 

Godzinę temu, robertina napisał(a):

 

A jak mam inaczej wyjaśnić, że nie pracuję w moim wieku? Serio nie jestem już młoda i normalnie ludzie w moim wieku mają już rodziny.

Rozumiem, że czujesz się w potrzasku i że Twoja sytuacja naprawdę Cię przytłacza. Ale pamiętaj, że nie jesteś nikomu winna szczegółowych wyjaśnień na temat swojego życia – nawet jeśli jesteś w wieku, w którym „normalnie” ludzie pracują czy mają rodziny. Każdy ma swoją drogę, a życie nie zawsze układa się według schematów.

Zamiast mówić od razu o chorobie, możesz po prostu napisać: „Nie pracuję w tej chwili, to dla mnie trudny temat – może kiedyś opowiem więcej, jeśli się lepiej poznamy”. Taka odpowiedź nie jest kłamstwem, ale też nie zaprasza do wścibskich pytań. A jeśli ktoś mimo to naciska – może to po prostu nie jest właściwa osoba do rozmowy.

I wbrew pozorom – jesteś daleka od bycia wyjątkiem. Wiele osób nie pracuje, nie ma rodziny, zmaga się z różnymi kryzysami – tylko nie każdy o tym mówi. To, że ktoś milczy albo udaje, że wszystko u niego w porządku, nie znaczy, że tak jest naprawdę. Masz prawo stawiać granice i mówić tyle, ile chcesz – bez tłumaczenia się, bez usprawiedliwiania.

A jeśli chodzi o rozmowy – wymyślanie swojego życia nie tylko nie pomaga, ale często wręcz szkodzi. Trudno wtedy budować jakąkolwiek relację, bo cały czas trzeba pamiętać, co się wcześniej powiedziało i czego nie wolno pomylić. To nie służy ani Tobie, ani drugiej stronie.

Ja bym jeszcze postawił inne pytanie – o czym chcesz rozmawiać z poznaną nowo osobą? No bo o czymś trzeba… A jeśli jedynym tematem staje się Twoja sytuacja życiowa, z którą sama nie czujesz się dobrze, to trudno, żeby z tego wyniknęła dobra rozmowa.

Zainteresowania, nawet drobne, to nie tylko temat do pogadania – to sposób na to, żeby jakoś się ze sobą połączyć, znaleźć wspólny punkt. Jeśli ich nie ma, jeśli wszystko odrzucasz albo szybko porzucasz – to robi się pusto. I wtedy nie bardzo wiadomo, co mówić, jak się pokazać, kim być w tej rozmowie. A przecież znajomość to nie tylko opowiadanie o sobie – to też słuchanie drugiego człowieka, zaciekawienie jego światem.

Może więc zamiast skupiać się na tym, czego nie da się powiedzieć – warto pomyśleć, co chciałabyś powiedzieć. Co Cię ciekawi? Co chcesz odkrywać? Bez tego każda rozmowa będzie wracać w to samo miejsce – a przecież chodzi o to, żeby iść choć trochę iść do przodu

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 7.07.2025 o 23:53, Dalja napisał(a):

Moje imię znaczy prawda, jakieś korelacje hm xd

Ja Cię rozumiem jakie to irytujące dlatego m in szukanie związku na aplikacjach totalnie nie ma sensu dla osób bezrobotnych😂😂😂

Ale związek to nie przyjaźń, ludzie przyjaźnią się bo lubia z kimś spędzać czas, kogo obchodzi gdzie pracujesz, tym bardziej jeśli te znajomości nigdy nie mają przejść w real

Ale jeśli to dla ciebie za dużo to masz prawo się tak czuc

Ej ale żeby ktoś nie wziął na poważnie tego żartu. Ma sens, bo można nadrobić czymś innym

Chodziło mi tylko że dobijalo mi pisanie o swoim życiu które jest jakie jest więc był out. Ale za jakiś czas i tak każdy tam wraca 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

W dniu 8.07.2025 o 21:40, Dryagan napisał(a):

Nie 🙂 

Rozumiem, że czujesz się w potrzasku i że Twoja sytuacja naprawdę Cię przytłacza. Ale pamiętaj, że nie jesteś nikomu winna szczegółowych wyjaśnień na temat swojego życia – nawet jeśli jesteś w wieku, w którym „normalnie” ludzie pracują czy mają rodziny. Każdy ma swoją drogę, a życie nie zawsze układa się według schematów.

Zamiast mówić od razu o chorobie, możesz po prostu napisać: „Nie pracuję w tej chwili, to dla mnie trudny temat – może kiedyś opowiem więcej, jeśli się lepiej poznamy”. Taka odpowiedź nie jest kłamstwem, ale też nie zaprasza do wścibskich pytań. A jeśli ktoś mimo to naciska – może to po prostu nie jest właściwa osoba do rozmowy.

I wbrew pozorom – jesteś daleka od bycia wyjątkiem. Wiele osób nie pracuje, nie ma rodziny, zmaga się z różnymi kryzysami – tylko nie każdy o tym mówi. To, że ktoś milczy albo udaje, że wszystko u niego w porządku, nie znaczy, że tak jest naprawdę. Masz prawo stawiać granice i mówić tyle, ile chcesz – bez tłumaczenia się, bez usprawiedliwiania.

A jeśli chodzi o rozmowy – wymyślanie swojego życia nie tylko nie pomaga, ale często wręcz szkodzi. Trudno wtedy budować jakąkolwiek relację, bo cały czas trzeba pamiętać, co się wcześniej powiedziało i czego nie wolno pomylić. To nie służy ani Tobie, ani drugiej stronie.

Ja bym jeszcze postawił inne pytanie – o czym chcesz rozmawiać z poznaną nowo osobą? No bo o czymś trzeba… A jeśli jedynym tematem staje się Twoja sytuacja życiowa, z którą sama nie czujesz się dobrze, to trudno, żeby z tego wyniknęła dobra rozmowa.

Zainteresowania, nawet drobne, to nie tylko temat do pogadania – to sposób na to, żeby jakoś się ze sobą połączyć, znaleźć wspólny punkt. Jeśli ich nie ma, jeśli wszystko odrzucasz albo szybko porzucasz – to robi się pusto. I wtedy nie bardzo wiadomo, co mówić, jak się pokazać, kim być w tej rozmowie. A przecież znajomość to nie tylko opowiadanie o sobie – to też słuchanie drugiego człowieka, zaciekawienie jego światem.

Może więc zamiast skupiać się na tym, czego nie da się powiedzieć – warto pomyśleć, co chciałabyś powiedzieć. Co Cię ciekawi? Co chcesz odkrywać? Bez tego każda rozmowa będzie wracać w to samo miejsce – a przecież chodzi o to, żeby iść choć trochę iść do przodu

 

 

Wiesz - w sumie to może i prawda, że nie bardzo mam o czym rozmawiać. Kiedyś (w sensie, że jeszcze kilka miesięcy temu) interesowała mnie historia i kultury niektórych krajów, ale przez sytuację na świecie byłam zmuszona odciąć się od tych zainteresowań a innych nie mam. Kiedy czytam o historii widzę w niej od razu paralele ze współczesnymi wydarzeniami albo zaczynam dostrzegać jakiś złożony ciąg przyczynowo skutkowy, który do nich doprowadził, osadzony jeszcze w średniowieczu... a po kilku miesiącach w wiadomościach, eksperci mówią dokładnie to samo, co zauważyłam. Co do kultury... no sorry, bez nawiązań do współczesności artykuły o pewnych kulturach w ogóle nie są pisane. A ja mam już dość. No a poza tym, nawet kiedyś o historii to może kilka osób chciało rozmawiać, z 5 na 20...

 

W dniu 8.07.2025 o 23:06, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

Brzmi groźnie, ale to nie jest nic trwałego. Tak samo, jak rozregulowałaś sobie układ nagrody, możesz go uspokoić.

 

Jak można to zrobić? Ja już się tak nudzę, że nawet komputer rzadko włączam, bo nie mam czego w nim szukać. Co najwyżej przewijam w nim youtube. Masz jakieś rady, jak go wyregulować?

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

45 minut temu, robertina napisał(a):

Jak można to zrobić? Ja już się tak nudzę, że nawet komputer rzadko włączam, bo nie mam czego w nim szukać. Co najwyżej przewijam w nim youtube. Masz jakieś rady, jak go wyregulować?

Wlaśnie tak, jak robisz to teraz. Staraj się scrolowac jak najrzadziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, lorana napisał(a):

Wlaśnie tak, jak robisz to teraz. Staraj się scrolowac jak najrzadziej.

 

Ale ja właśnie o tym mówię - nie włączam komputera tylko siedzę z telefonem i scrolluję. Ja nie wychodzę i jestem tak słaba fizycznie, że w sumie głównie leżę - w komputerze mam wszystko - książki, filmy, artykuły naukowe, jest to jedyna opcja komunikacji ze znajomymi, bo przez słaby wzrok z telefonu nie odpiszę. Ale "wolę" leżeć i scrollować a jak już włączę ten komputer z zamiarem zrobienia czegoś produktywnego, to z kolei na nim przewijam youtube.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

Co by się stało jakbyś wyrzuciła aplikacje, które pożerają ci najwięcej czasu, z telefonu, i używała ich jedynie na komputerze?

 

To samo niestety... Bo z jednej strony ja tak scrolluję ten instagram, ale z drugiej, moje najbliższe przyjaciółki nie mają konta w innych serwisach i tylko tam mogę z nimi pisać. Usunięcie tej aplikacji = zakończenie kontaktu z jedynymi osobami, z jakimi kiedykolwiek miałam jakąś więź. Poza tym, na komputerze też można scrollować, tylko mniej wygodnie. Youtube scrolluję tylko na komputerze, bo na telefonie nie widzę napisów, bo są za małe.

 

No a, jeżeli bym nie scrollowała, to jedynym zajęciem, jakie by mi pozostało byłoby chyba siedzieć i wizualizować cały dzień. Do zainteresowań nie wrócę, bo nie mam ochoty spędzać godzin na czytaniu wiadomości po jednym artykule. Nie wiem już sama, nie chcę, żeby to ciągle brzmiało, że torpeduję próby pomocy, ale chyba już mam początki depresji przez tę nudę i czuję, że sytuacja jest beznadziejna.

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, robertina napisał(a):

 

Nie mam siły nic robić a poza tym, nic nie umiem, no i wszystko mi leci z rąk, tylko bym pomarnowała. 

Okej, powiem dosadnie  – bo naprawdę trudno Cię czytać bez rosnącego zdumienia. Nie da się pojąć, jak można godzinami „scrollować, bo nie ma się siły na nic innego”, jednocześnie odrzucając absolutnie każdą propozycję, jak wyjść z tej pustki. Mówisz, że nuda Cię zabija – ale nie robisz nic, żeby to zmienić. Scrollujesz, bo „tak wygodnie”, nie wrócisz do zainteresowań, bo „nie masz ochoty”, nie podejmiesz żadnego wysiłku, bo „i tak się nie uda”, a potem piszesz, że zaczyna się depresja. Serio? Depresja się nie zaczyna, kiedy nic nie robisz, depresja jest właśnie tym nicnierobieniem, tą rezygnacją, tym bezruchem. Narzekasz na problemy z nawiązaniem znajomości przez Internet – ale ponownie zapytam, o czym chcesz rozmawiać, skoro nic cię nie interesuje?

Tego wszystkiego naprawdę nie sposób zrozumieć – jak można mieć świadomość, że się powoli stacza, i jednocześnie z uporem bronić każdego elementu, który do tego staczania prowadzi. Nie chcesz scrollować? To przestań. Nie masz siły? To spróbuj zrobić coś małego mimo tego. Bo jeśli naprawdę nie da się nic – ani przeczytać strony, ani wyjść na chwilę na balkon, ani obejrzeć wartościowego filmu – to znaczy, że jesteś w stanie, który wymaga natychmiastowej pomocy lekarskiej, nie rozmów na forum. Ale jeśli możesz pisać takie długie posty i tak szczegółowo uzasadniać, dlaczego nic nie zadziała – to znaczy, że możesz też ten wysiłek przekierować na coś, co choć trochę ruszy Cię z miejsca. Bo nie ma gorszej pułapki niż własna głowa, która przekonuje, że już nic się nie da – a Ty jej we wszystkim przytakujesz. Naprawdę Dziewczyno – rusz się!!! Zrób coś z sensem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

51 minut temu, Dryagan napisał(a):

Okej, powiem dosadnie  – bo naprawdę trudno Cię czytać bez rosnącego zdumienia. Nie da się pojąć, jak można godzinami „scrollować, bo nie ma się siły na nic innego”, jednocześnie odrzucając absolutnie każdą propozycję, jak wyjść z tej pustki. Mówisz, że nuda Cię zabija – ale nie robisz nic, żeby to zmienić. Scrollujesz, bo „tak wygodnie”, nie wrócisz do zainteresowań, bo „nie masz ochoty”, nie podejmiesz żadnego wysiłku, bo „i tak się nie uda”, a potem piszesz, że zaczyna się depresja. Serio? Depresja się nie zaczyna, kiedy nic nie robisz, depresja jest właśnie tym nicnierobieniem, tą rezygnacją, tym bezruchem. Narzekasz na problemy z nawiązaniem znajomości przez Internet – ale ponownie zapytam, o czym chcesz rozmawiać, skoro nic cię nie interesuje?

Tego wszystkiego naprawdę nie sposób zrozumieć – jak można mieć świadomość, że się powoli stacza, i jednocześnie z uporem bronić każdego elementu, który do tego staczania prowadzi. Nie chcesz scrollować? To przestań. Nie masz siły? To spróbuj zrobić coś małego mimo tego. Bo jeśli naprawdę nie da się nic – ani przeczytać strony, ani wyjść na chwilę na balkon, ani obejrzeć wartościowego filmu – to znaczy, że jesteś w stanie, który wymaga natychmiastowej pomocy lekarskiej, nie rozmów na forum. Ale jeśli możesz pisać takie długie posty i tak szczegółowo uzasadniać, dlaczego nic nie zadziała – to znaczy, że możesz też ten wysiłek przekierować na coś, co choć trochę ruszy Cię z miejsca. Bo nie ma gorszej pułapki niż własna głowa, która przekonuje, że już nic się nie da – a Ty jej we wszystkim przytakujesz. Naprawdę Dziewczyno – rusz się!!! Zrób coś z sensem.

 

Dziękuję za tę motywację. Ale ja serio już się tak zapętliłam, że nie wiem, jak z tego wyjść i organizm reaguje lękiem na zmiany, bo w tej bezczynności czuje się bezpiecznie. No i, ja serio nie mam za bardzo pola do manewru. Rzeczywiście, samo powiedzenie "rusz się" niewiele daje, bo to tak, jakby powiedzieć człowiekowi na wózku "weź się rehabilituj", nie mówiąc mu, jakie ma robić ćwiczenia. Ja wariuję z tej bezczynności i w sumie się już poddałam, ale nie mam zielonego pojęcia, jakie kroki mogłyby sprawić, że to się zmieni, bo czuję, że tych możliwości obecnie nie posiadam. Do zainteresowań BOJĘ SIĘ wrócić, choć bardzo bym chciała, bo jak czytam o historii, to myślę o współczesnych wydarzeniach i *buch* deep dive na ile nam obecnie grozi wojna, ale nie tak prosto, tylko frazami typu "Polska nie ma szans w wojnie z r.", "ile Polska się utrzyma bez pomocy NATO", "jak długo może potrwać okupacja Polski przez r. w tym i w tym roku", itd. Kiedy zaś wybiorę inne moje zainteresowanie tj. kulturę ukraińską, o której czytam od 2017 roku, żeby jakikolwiek artykuł wyszukać o tradycjach tego kraju, muszę przekopać się przez TONĘ artykułów z najświeższymi wiadomościami. To serio nie prowokuje do zdrowienia... a nie mam pomysłu na nowe hobby - próbowałam zainteresować się historią życia na Ziemi, ale nie wychodzi. Czy mogłabym prosić o jakieś konkretne rady, bo to wasze "rusz się", brzmi jak flagowe "weź się w garść" powiedziane do osoby z depresją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, acherontia styx napisał(a):

Wystarczy zacząć od najprostszych rzeczy: posprzątaj w pokoju, poukładaj rzeczy w szafie, cokolwiek byle się ruszyć i nie patrzeć bez sensu w telefon.

 

Robiłam to wiele razy i nic to nie zmieniło - za dwa dni był znowu bałagan a ja po 10 minutach (mały mam pokój) wracałam do scrollowania. Teraz staram się utrzymywać w miarę porządek i nie tonąć w bałaganie. Ale, problem jest taki, że mój pokój jest przygotowany do remontu i jakichś szczególnych manipulacji też tam nie mogę zrobić. Ja raczej potrzebowałabym rady jak się zająć czymś w trybie dalekosiężnym a nie na parę minut.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@robertina może od poczatku: leczysz sie, przyjmujesz leki, chodzisz na terapie, jaką masz diagnozę? 

Gotujesz, robisz pranie, wynosisz smieci?

Czasami robimy różne rzeczy chociaż nie jest nam z tym super przyjemnie. Ja ostatnio na wizycie powiedzialam psychiatrze że opowiadam na terapi o tym jak swiat mnie przeraża, ale pomimo tego funkcjonuje w nim. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 minut temu, bei napisał(a):

@robertina może od poczatku: leczysz sie, przyjmujesz leki, chodzisz na terapie, jaką masz diagnozę? 

Gotujesz, robisz pranie, wynosisz smieci?

Czasami robimy różne rzeczy chociaż nie jest nam z tym super przyjemnie. Ja ostatnio na wizycie powiedzialam psychiatrze że opowiadam na terapi o tym jak swiat mnie przeraża, ale pomimo tego funkcjonuje w nim. 

 

Przyjmuję leki, ale nie do końca skuteczne, ale lekarz odmawia próbowania nowych, na terapię chodzę, mam bardzo kompetentną terapeutę, ale terapia trwa za krótko na efekty, jeszcze nie ma roku. Diagnozę miałam emetofobii i nerwicy, ale terapeuta podejrzewa teraz, że jest coś jeszcze - coś natury neurologicznej, jeśli dobrze zrozumiałam i to jest wrodzone. 

Nie gotuję, bo głównym i prawie jedynym objawem mojej nerwicy są bardzo silne nudności, które sprawiają, że i jem okresami bardzo mało. W tych najgorszych potrafiłam trzy dni jechać na jednej kromce chleba. Pranie czasem robię, bo piorę swoją bieliznę, ale jestem alergikiem i mam silne uczulenie na wszystkie detergenty (poza płynem do naczyń) i po każdym praniu mam bardzo bolesne swędzące krostki na rękach i pęka mi skóra, więc zwykle wrzucam swoje rzeczy do pralki z rzeczami rodziców po prostu. Śmieci nigdy bym nie wyniosła, chyba, że w rękawiczkach, bo w zsypie są bakterie, które mogą wywołać problemy żołądkowe. 

 

12 minut temu, acherontia styx napisał(a):

No i kolejna wymówka 🤷‍♀️ 

 

to poćwicz jogę, ugotuj sobie coś dobrego, poczytaj jakąś książkę, porozwiązuj krzyżówki - jest masa rzeczy które można robić w domu.
 

Kolejne wymówki za 3...2..1...

 

Nie wiem, czy masz takie intencje, ale czuję się atakowana. Proszę formułuj inaczej swoje myśli albo odpuść ten temat, bo jedyne co uzyskałaś to pogorszenie mojego samopoczucia. Siedzę teraz i wyrzucam sobie, że jestem do niczego, bo inni twierdzą, że mogę a ja nie mam siły. A takie uczucia przeczą temu, nad czym ostatnio pracowałam na terapii. Krótko mówiąc - nie mobilizujesz mnie a sprawiasz, że zaczynam nienawidzić siebie.

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, robertina napisał(a):

 

Przyjmuję leki, ale nie do końca skuteczne, ale lekarz odmawia próbowania nowych,

Dlaczego?

7 minut temu, robertina napisał(a):

na terapię chodzę, mam bardzo kompetentną terapeutę, ale terapia trwa za krótko na efekty, jeszcze nie ma roku.

No a jak na twoje problemy reaguje terapeutka. Przez te kilka miesięcy cos ustaliłyscie?

9 minut temu, robertina napisał(a):

Diagnozę miałam emetofobii i nerwicy, ale terapeuta podejrzewa teraz, że jest coś jeszcze - coś natury neurologicznej, jeśli dobrze zrozumiałam i to jest wrodzone. 

Mi się wydaje że takie podejrzenia raczej uzgadnia się z lekarzem, rozmawiałaś z nim o tym?

 

11 minut temu, robertina napisał(a):

Pranie czasem robię, bo piorę swoją bieliznę, ale jestem alergikiem i mam silne uczulenie na wszystkie detergenty (poza płynem do naczyń) i po każdym praniu mam bardzo bolesne swędzące krostki na rękach i pęka mi skóra, więc zwykle wrzucam swoje rzeczy do pralki z rzeczami rodziców po prostu.

Dlaczego nie robisz tego w rękawiczkach. 

11 minut temu, robertina napisał(a):

Śmieci nigdy bym nie wyniosła, chyba, że w rękawiczkach, bo w zsypie są bakterie, które mogą wywołać problemy żołądkowe. 

Ja mam silną bakteriofobie. Śmieci zawsze wynoszę przez coś, też brzydzi mnie dotknięcie worka itd. Różnica jest taka, że za mnie nikt tego nie zrobi, jak ich nie wyniasę to w mieszkaniu zaczyna śmierdzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

20 minut temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

Czy jesteś dla tych osób na tyle ważna, żeby dla ciebie przeniosły waszą znajomość w inne miejsce?

 

Jeśli tak, to nie ma problemu. Jeśli nie, to czy nie uważasz, że jest to poświęcenie, które jest warte swojej ceny?

 

Przechodziłem to i z insta i z FB. Patrząc wstecz – absolutnie nie żałuję, nawet jeśli niektórych (pseudo-)znajomości mi szkoda.

 

Czytasz książki? Lub są jakieś, które chciałabyś przeczytać?

 

Czytam książki, ale ciężko mi się na nich skupić i dłużej, jak godzinę dziennie i to nie codziennie nie mam siły. Mam jeszcze bardzo silną nerwicę jelit - praktycznie codziennie spędzam min. godzinę do nawet trzech-czterech w toalecie i w tych dniach, kiedy to jest powyżej 1.5 h, nie mam siły na nic, bo mnie wszystko boli. Próbowaliśmy pracować nad tym na terapii, ale traumatyczne wydarzenie, które to wywołało powoduje takie emocje, że się natychmiast zamykam. No i to i tak byłyby powieści historyczne, czyli znowu paralele, bo współczesnych nie lubię.

 

A, co do znajomych - gdybym nie miała telefonu, nie scrollowałabym instarama. Jeszcze niedawno go nie miałam i nie był tego problemu. Poza tym, uważam za jakieś takie nie teges dyktowanie komuś na jakich stronach ma być zapisany, poza tym, instagram ma najbardziej komfortowy design do komunikacji z komputera dla osoby o słabym wzroku a facebook to jest z tym jakiś koszmar, ledwie trafiam w to okienko i w sumie to go używam tylko do grup. Problemem nie jest sama strona (facebook jest 100x razy gorszy, bo narzuca artykuły z wiadomościami i byłoby jeszcze gorzej, bo na szczęście instagram tego nie robi), tylko to, że nie mam nic innego do roboty. Czyli, zwyczajnie, odebranie możliwości scrollowania = konieczność spędzani dni na patrzeniu w ścianę i rozmyślaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, robertina napisał(a):

 

 Problemem nie jest sama strona (facebook jest 100x razy gorszy, bo narzuca artykuły z wiadomościami i byłoby jeszcze gorzej, bo na szczęście instagram tego nie robi), tylko to, że nie mam nic innego do roboty. Czyli, zwyczajnie, odebranie możliwości scrollowania = konieczność spędzani dni na patrzeniu w ścianę i rozmyślaniu.

Ale czy chcesz mieć coś innego do roboty? Nie wiem np. pomóc w obowiązkach domowych, brać udział w jakiś kursach online, pracować zdalnie, napisać książkę? Z resztą rozumiem, że wychodzisz z domu, bo jakoś docierasz na terapie, prawda?

 

I zastanawiam się co terapeutka i psychiatra na to że masz już dość wymyślania innego życia i przedstawiania go w Internecie?

 

 

Edytowane przez bei

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×