Skocz do zawartości
Nerwica.com

Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii


Dryagan

Rekomendowane odpowiedzi

@MicMic tylko wiesz, że wkurwianie się do tego stopnia na coś na co nie masz absolutnie najmniejszego wpływu (jak np. pogoda czy spóźniający się autobus) drenuje tylko Ciebie z energii? Nie da się kontrolować wszystkiego. Im szybciej przepracujesz na terapii to, że nie wszystko będzie zawsze szło tak jak Ty chcesz, tym lepiej będzie Ci się żyło.
Ja mam teraz w pracy idealną sytuację do nauki tego, że nawet jeśli ja zrobię wszystko jak należy to niestety efekt czasami i tak będzie inny od oczekiwanego. Ba, wręcz ostatnie 1,5 tyg. totalnie zdezorganizowało mi pracę - wystarczyło małe dziecko z cukrzycą typu 1, które samo o siebie nie zadba, bo nie mogę wymagać od 7-latka żeby potrafił sobie sam obliczyć dawkę insuliny na posiłek, bo owszem rodzice mogą mu wrzucić karteczkę z rozpisaną ilością węglowodanów do śniadaniówki i dopisaną dawką insuliny do tego posiłku, ale to nadal nie będzie oznaczało, że rzeczywiście tyle dostanie jak przyjdzie pora jedzenia, zbyt dużo zmiennych, których tak małe dziecko nie weźmie pod uwagę a rodzice nie są w stanie ich przewidzieć. Od nastolatków wymagam pełnej samoobsługi w tym zakresie, ja wkraczam dopiero jak sami nie mogą sobie poradzić, bo dzieje się coś nietypowego. Pierwsze dwa dni po powrocie młodego do szkoły ja nie mogłam zrobić praktycznie nic innego, tylko 80% czasu siedziałam w pobliżu bo dziecko mi skakało z hiperglikemii którą bardziej można "olać" jeśli nie trwa długo, do hipoglikemii której olać nie mogę nigdy i w żadnym przypadku. Czy moja pozostała robota leżała bezczynnie w tym czasie? Tak. Czy siedziałam z młodym na lekcji bo mimo nafaszerowania go 20g węglowodanów łatwo przyswajalnych nadal cukier spadał, mimo, że powinien się podnieść? Tak. Owszem, w końcu się podniósł, ale dopiero po zadziałaniu czymś co jest wbrew zaleceniom wszystkich diabetologów, pediatrycznych towarzystw diabetologicznych i wszystkich świętych. Za to dwa dni później wpakowałam w niego jednorazowo 2x tyle insuliny co normalnie dostaje podczas pobytu w szkole a cukier z 350 spadał mi co najwyżej do 320 i znowu odbijał w górę, gdzie idealnie powinien się utrzymywać pomiędzy 80 a 180max, ale niestety, w pewnym momencie musiałam powiedzieć stop i nie dokładać mu więcej insuliny, tylko pozwolić mu pozostać z wysokim cukrem, bo pewnych rzeczy jak stres u dziecka czy rozwijająca się infekcja, która jeszcze nie daje objawów nie przeskoczę żadną ilością insuliny - cukry będą wyższe i tyle. Moje dobre chęci i inne obowiązki nie obchodzą trzustki dziecka. Czy byłam wkurzona, że jedno małe dziecko powoduje, że nic innego nie mogę zrobić? Tak. Z tym, że to nie jest wina dziecka. I nie mam prawa odreagowywać w żaden sposób na dziecku. 
Ostatnie dni już były spokojniejsze i pozwoliły mi zrobić inne rzeczy, bo nauczyłam się reakcji organizmu młodego i już wiem kiedy reagować, a kiedy wystarczy poczekać zajmując się czymś innym, ale za tydzień zacznie mi się cyrk od nowa przez kilka dni, bo dziecko dostanie pompę i nie przewidzę reakcji bo zmieni się sposób dawkowania insuliny. I nie, w tym przypadku zostawienie przez rodziców dziecka w domu przez kilka dni, absolutnie nic by nie zmieniło, bo nawet poziom aktywności dziecka w domu vs. w szkole zmienia zasady tej "gry". Mogę się wściekać, że jest jak jest ale złoszczenie się na takie rzeczy odbije się tylko na mnie🤷‍♀️

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@MicMic lubisz filozofować, a zapoznawałes się ze stoicyzmem? Marek Aureliusz, Seneka itd.? Praktykowanie stoicyzmu bardzo by Ci się przydało tak myślę. Rzeczy na które nie masz wpływu po prostu trzeba jak najszybciej zaakceptować a skupiać się tylko na tym nad czym masz kontrolę

 

16 minut temu, Catriona napisał(a):

Nie da się kontrolować wszystkiego. Im szybciej przepracujesz na terapii to, że nie wszystko będzie zawsze szło tak jak Ty chcesz, tym lepiej będzie Ci się żyło.

Dlaczego na terapii? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, shadow_no napisał(a):

Dlaczego na terapii? 

No bierze udział w jakiejś grupowej z tego co pisał to ma okazje🤷‍♀️ dwa, że skoro wygląda to tak jak opisuje to to już jest na tyle nasilone że wkurza się i psuje mu dzień np. pogoda to raczej nie będzie w stanie sam odpuścić, bez dojścia do przyczyn czemu tak przesadnie reaguje na bzdury tak na prawdę i rzeczy które totalnie nie ma wpływu jak pogoda.
Każdemu czasem idzie wszystko nie tak i wszystko pod górkę, tylko tracenie energii na takie rzeczy i psucie sobie nastroju do końca dnia przez dosłownie bzdury nie jest prawidłową reakcją 🤷‍♀️ 

Edytowane przez Catriona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19 minut temu, Catriona napisał(a):

Każdemu czasem idzie wszystko nie tak i wszystko pod górkę, tylko tracenie energii na takie rzeczy i psucie sobie nastroju do końca dnia przez dosłownie bzdury nie jest prawidłową reakcją 🤷‍♀️ 

Prawo Myrphy'ego niestety.

Serie złych zdarzeń ma każdy i też wychodzę z założenia, że szkoda czasu na denerwowanie się tym i wkurzanie. Lepiej przejść od razu do fazy akceptacji i po prostu robić z tym to, co możemy zrobić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 minut temu, shadow_no napisał(a):

Prawo Myrphy'ego niestety.

Serie złych zdarzeń ma każdy i też wychodzę z założenia, że szkoda czasu na denerwowanie się tym i wkurzanie. Lepiej przejść od razu do fazy akceptacji i po prostu robić z tym to, co możemy zrobić

Dlatego ja jestem fanką Scarlet O'Hary z Przeminęło z wiatrem i jej powiedzenia "Pomyślę o tym jutro". Jeśli dana rzecz nie jest na już, a mam na nią wpływ, to pozwalam sobie nabrać dystansu i w danym momencie odłożyć problem na później, zamiast tracić czas i energię na wkurzanie się, które nic nie zmieni, a które mogę przekierować na inne rzeczy.

Edytowane przez Catriona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@MicMicjjakby ktoś przy mnie tak na przystanku gadał ponyslalabym że jest albo uposledzony/odklejony albo patusem. A Ty nie jesteś to straszne że takie masz reakcje. 

Zdecydowanie powinieneś iść na szkolenia jak radzić sobie ze złością. Ale ja myślę że powinieneś uprawiać jakiś sport, a wgl najlepszy to byłby boks, albo nawet noga. Zmęczenie fizyczne daje duży relaks i to by mogło ci pomóc wyżyć się i może z czasem to napięcie i reakcję by się zmniejszyly

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 minut temu, Dalila_ napisał(a):

@MicMicjjakby ktoś przy mnie tak na przystanku gadał ponyslalabym że jest albo uposledzony/odklejony albo patusem. A Ty nie jesteś to straszne że takie masz reakcje. 

Zdecydowanie powinieneś iść na szkolenia jak radzić sobie ze złością. Ale ja myślę że powinieneś uprawiać jakiś sport, a wgl najlepszy to byłby boks, albo nawet noga. Zmęczenie fizyczne daje duży relaks i to by mogło ci pomóc wyżyć się i może z czasem to napięcie i reakcję by się zmniejszyly

Boks, bo mniej jest okazji do gadania. W nogę to koledzy by go wyrzucili z drużyny jakby im co chwile zjebki robił, że źle podają xdd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, MicMic napisał(a):

Ciężko by było skończyć filozofię i nie znać stoicyzmu ;) No, jak widać z pewnych powodów nie chcę/nie jestem w stanie pewnych rzeczy zaakceptować. 

No ja już zapomniałam choć mówiłeś o tym z 3 razy o radach. To masz poklepanie po plecach 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

33 minuty temu, Catriona napisał(a):

Zależy od kontraktu. Przeważnie musi być jakaś przerwa (rok? dwa?), żeby móc ponownie wrócić na terapie w to samo miejsce.

No to kurczę trochę słabo a w inne miejsce żeby iść? To pewnie też w kolejce się czeka?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, 123she napisał(a):

No to kurczę trochę słabo a w inne miejsce żeby iść? To pewnie też w kolejce się czeka?

Normalnie tak jak w innych. Dlatego ja akurat z terapii na NFZ już od lat nie korzystałam. Płacę, ale mam tę dowolność, że jak coś się działo co wymagało zwiększenia częstotliwości sesji, to po prostu zwiększałyśmy nawet do 3x w tygodniu i tyle. Po czym normalnie wracałyśmy normalnie do wcześniejszej częstotliwości po np. miesiącu czy dwóch jak kryzys minął. Zresztą nadal mimo, że nie jestem już w takiej stricte psychoterapii bo widuję się z terapeutką w totalnie randomowych odstępach czasu (czasem co 2 tyg., czasem 1x w miesiącu) to mam tę możliwość że zawsze mogę wrócić do normalnej terapii jakbym potrzebowała i mam większą dowolność terminu i godziny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, Catriona napisał(a):

Normalnie tak jak w innych. Dlatego ja akurat z terapii na NFZ już od lat nie korzystałam. Płacę, ale mam tę dowolność, że jak coś się działo co wymagało zwiększenia częstotliwości sesji, to po prostu zwiększałyśmy nawet do 3x w tygodniu i tyle. Po czym normalnie wracałyśmy normalnie do wcześniejszej częstotliwości po np. miesiącu czy dwóch jak kryzys minął. Zresztą nadal mimo, że nie jestem już w takiej stricte psychoterapii bo widuję się z terapeutką w totalnie randomowych odstępach czasu (czasem co 2 tyg., czasem 1x w miesiącu) to mam tę możliwość że zawsze mogę wrócić do normalnej terapii jakbym potrzebowała i mam większą dowolność terminu i godziny.

Ja mam podobnie. 

Chodzę do terapeutki od 2011r.

Chodzę 1x miesiąc ale jakbym potrzebowała częściej to problemu nie ma.

 

Edytowane przez Lusesita Dolores

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, 123she napisał(a):

I co wtedy jest opcja jeszcze przedłużyć czy jeszcze raz trzeba czekać w kolejce? 

Ja w sumie nie pytałam jak jest tam gdzie chodzę. Szczerze to trochę się nawet wstydzę zapytać ale może kolejnym razem zapytam w recepcji i jeszcze potem terapeuty. W sumie to nie wiem za bardzo co robić po skończeniu terapi. Nie jestem nigdzie zapisana w kolejkę. Jeśli chodzi o terapie prywatną to już nie raz próbowałam,  ale nie czuje się na niej dobrze. Mam problem żeby stawiać się w niekomfortowej sytuacji i za to płacić, za bardzo skupiam się wtedy na pieniądzach. Kiedyś płaciłam też za terapie pieniędzmi ktore dostalam. Moglam je wydać na co chciałam, ale wtedy nie czułam tego przytłoczenie jak wtedy gdy płacę zrobionymi przez siebie pieniędzmi. Myślę ze to ma jakieś podłoże psychiczne, może to fakt ze u mnie w domu nie było za bardzo kasy na leczenie, wiec korzystałam głównie z nfz i teraz trudno mi to przeskoczyć. Jeśli chodzi o to czy sobie poradze bez terapi to myślę, że tak,mam jeszcze psychiatrę i leki jakby co.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 22.01.2026 o 17:37, bei napisał(a):

Ja w sumie nie pytałam jak jest tam gdzie chodzę. Szczerze to trochę się nawet wstydzę zapytać ale może kolejnym razem zapytam w recepcji i jeszcze potem terapeuty. W sumie to nie wiem za bardzo co robić po skończeniu terapi. Nie jestem nigdzie zapisana w kolejkę. Jeśli chodzi o terapie prywatną to już nie raz próbowałam,  ale nie czuje się na niej dobrze. Mam problem żeby stawiać się w niekomfortowej sytuacji i za to płacić, za bardzo skupiam się wtedy na pieniądzach. Kiedyś płaciłam też za terapie pieniędzmi ktore dostalam. Moglam je wydać na co chciałam, ale wtedy nie czułam tego przytłoczenie jak wtedy gdy płacę zrobionymi przez siebie pieniędzmi. Myślę ze to ma jakieś podłoże psychiczne, może to fakt ze u mnie w domu nie było za bardzo kasy na leczenie, wiec korzystałam głównie z nfz i teraz trudno mi to przeskoczyć. Jeśli chodzi o to czy sobie poradze bez terapi to myślę, że tak,mam jeszcze psychiatrę i leki jakby co.

No jasne zapytaj co Ci szkodzi:) Ja bym pewnie też zapytała o jakieś rekomendacje czy jeszcze terapia jest mi potrzebna. A Ty jak sama oceniasz? Widzisz jakąś różnice?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 22.01.2026 o 10:35, Catriona napisał(a):

Normalnie tak jak w innych. Dlatego ja akurat z terapii na NFZ już od lat nie korzystałam. Płacę, ale mam tę dowolność, że jak coś się działo co wymagało zwiększenia częstotliwości sesji, to po prostu zwiększałyśmy nawet do 3x w tygodniu i tyle. Po czym normalnie wracałyśmy normalnie do wcześniejszej częstotliwości po np. miesiącu czy dwóch jak kryzys minął. Zresztą nadal mimo, że nie jestem już w takiej stricte psychoterapii bo widuję się z terapeutką w totalnie randomowych odstępach czasu (czasem co 2 tyg., czasem 1x w miesiącu) to mam tę możliwość że zawsze mogę wrócić do normalnej terapii jakbym potrzebowała i mam większą dowolność terminu i godziny.

Zastanawiałam się czy jak np ktoś ma wskazania do kontynuacji terapii czy jakoś nie działa taka opcja, że się wtedy przedłuża. To Ty fajnie masz z tą terapeutką, że Ci zwiększała tą częstotliwość wizyt no i takie powolne kończenie terapii to chyba bardzo komfortowa opcja:) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

31 minut temu, 123she napisał(a):

To Ty fajnie masz z tą terapeutką, że Ci zwiększała tą częstotliwość wizyt no i takie powolne kończenie terapii to chyba bardzo komfortowa opcja:)

To zwiększanie częstotliwości  to też nie było jakieś częste. Po chyba roku terapii zwiększyłyśmy do 2x w tygodniu, później był krótki czas (chyba miesiąc), że rzeczywiście widywałyśmy się 3x w tygodniu, ale to wynikało z rzeczywistej potrzeby tak częstych spotkań. A od kilku lat już miałam 1x w tyg., jakieś sporadyczne sytuacje bywały, że się widziałyśmy 2x w jednym tygodniu.
A co do kończenia powolnego, to tak, ona daje taką furtkę, że najpierw częstotliwość spotkań spada stopniowo, aż w końcu się żegna z pacjentem, ale zawsze powtarza, że w razie czego można się do niej odzywać, chociażby w celu jednego spotkania tylko, nie od razu powrotu do regularnej terapii, to zawsze znajdzie czas dla byłego pacjenta. Zakończyć od razu też można, tu już wola pacjenta.
No ale nie bez powodu do mojej t. się czeka na terapię kilka miesięcy, mimo, że prywatnie tylko przyjmuje, bo sama czekałam ponad pół roku zanim się do niej dostałam, mimo, że się "znałyśmy" z kliniki.

Edytowane przez Catriona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałam terapię raz w tygodniu przez pół roku (wtedy jak byłam na 18a w Gnieźnie) i po pewnym czasie zauważyłam, że... nie wiem o czym rozmawiać z terapeutką. Po prostu tematy się skończyły i wszystko się powtarzało. Nie miałam o czym z nią rozmawiać. I jak wyszłam już, mając do niej kontakt po prostu zignorowałam to i przestalam uczęszczać.

Mieliście coś podobnego? Po pół roku się wypaliłam i stanęłam w miejscu bo nie wiedziałam, co miałabym jeszcze przerobić. Zastanawiam się o czym ludzie rozmawiają z terapeutami, która ciągnie się latami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×