Skocz do zawartości
Nerwica.com

Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii


Dryagan

Rekomendowane odpowiedzi

38 minut temu, shadow_no napisał(a):

A w "mojej nerwicy" takie pogodzenie się z tym, że pewnych rzeczy nie mogę robić, odbiłoby się bardzo negatywne na poczuciu własnej wartości.

I u mnie bardzo mocno się odbiło. Ale chyba mam to już za sobą. Teraz podchodzę do siebie bardziej z troską, niż z wymaganiami. Nie na zasadzie „zrób to i ani k…wa mruknij” tylko opieki nad tą częścią mnie, która wtedy cierpi.

 

39 minut temu, shadow_no napisał(a):

U mnie trigerrem jest po prostu... wyjście z bezpiecznego miejsca (dom, samochód, mieszkanie itp.). Więc duuuuuzo rzeczy, które są do załatwienia czy to towarzysko czy zawodowo powoduje nerwicową masakrę. Ale przestać próbować chociażby eksperymentować z lekami to byłoby jak wywieszenie białej flagi.

U mnie gamechangerem był bus. Dzięki temu moje bezpieczne miejsce jest zawsze ze mną. Choć bez wenli samo wyjście z domu było problemem, a pojechanie gdzieś dalej to już w ogóle. Jak odstawiłem wenlę to doszło do tego, że przed każdym wyjściem z domu musiałem łykać xanax (ale wtedy jeszcze nie miałem busa), więc stwierdziłem że to nie ma sensu – syf milion razy gorszy i prosta droga do uzależnienia. A teraz… po prostu funkcjonuję. Są sytuacje triggerujące, szczególnie czekanie na kogoś, spotkania z ludźmi, bycie zamkniętym (szczególnie jak nie mam czasu żeby panikować, bo np. jestem gdzieś umówiony albo jadę z kotem do weta – chcę minimalizować jego czas bycia w transporterze), ale jest ich o rzędy wielkości mniej, niż było, zanim dostosowałem pod swoje problemy życie. No więc rzeczy tylko do paczkomatu, jeśli już kurier to ma zostawiać rzeczy pod drzwiami, itd.

 

Zastanawiałem się, na przykład, czy nie zrobić sobie uprawnień gazowniczych, żeby samemu podbijać sobie przegląd gazowy. Bo czekanie na ziomka, który raz do roku przytknie urządzonko do zaworu i podbije przegląd (a to zawsze jest panika, poczucie ogromnego zagrożenia, choć racjonalnie wiem, że absolutnie nie ma do tego powodu – coś się przestawia w pustym indyczym łbie i tyle), versus zapłacenie paru stów i zrobienie uprawnień online… No kusi. Elektryczne zdałbym z palcem w dupie, tylko musiałbym sobie normy przypomnieć, ale ich nie potrzebuję, bo przeglądy są co 5 lat, a ja nie pracuję w zawodzie. Żeby te uprawnienia były bezterminowe to bym zrobił, ale tak to trzeba odnawiać co parę lat, z tego co wiem jest co parę lat egzamin (co zawsze w jakiś sposób stresuje), itd. Inna sprawa, że taki detektor gazów swoje kosztuje, nie wiem czy nie trzeba go co jakiś czas kalibrować, więc dla jednego dnia w roku to by się mogło zupełnie nie opłacić.

 

Mam książki do gazownictwa, czekają na przeczytanie. Może przeczytam i wtedy zdecyduję. Byłby jeden stresor w roku mniej.

 

No i kiedyś jeszcze wiązałem spore nadzieje z terapią. Bardzo długo się męczyłem, czekając na jakieś rezultaty. A rezultatów nie ma, nie było i nie będzie. Chyba po prostu łatwiej jest doić klienta z kasy niż uczciwie powiedzieć mu wprost: moim zdaniem pana przypadek jest beznadziejny i nieuleczalny, nie widzę możliwości poprawy.

 

Bo taka jest prawda. Nie wszystko da się zmienić. Pewne rzeczy są w nas zapisane na zawsze i będą już do śmierci, i możemy albo z nimi walczyć (i przegrać), albo próbować się do nich dostosować i żyć pomimo nich. Smutne? Owszem. Sprawiedliwe? Ani trochę. Prawdziwe? Niestety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Doktor Indor jeśli stresuje Cię wizyta gościa z gazowni do tego stopnia, że wolisz samemu zrobić uprawnienia, by nie musiał przychodzić, to wg mnie leki, które bierzesz nie działają tak jak powinny.

 

Co jakiś czas żartuje sobie z tej wenli. Ale Ty nie widzisz, że coś z jej skutecznością w Twoim przypadku jest nie tak jak powinno? Tak się przyzwyczaiłeś, że działa chociaż trochę, że nie dostrzegasz, że są pigułki, które robią cyk i gościa z gazowni powitasz chlebem i solą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

33 minuty temu, shadow_no napisał(a):

Ale Ty nie widzisz, że coś z jej skutecznością w Twoim przypadku jest nie tak jak powinno?

Nie, nie widzę, bo wiem jak było bez, i wiem jak było na innych lekach, w tym na przeklętej paroksetynie.

 

Nie ma magicznej pigułki. Wenla ze wszystkich niemagicznych pigułek działa w moim przypadku możliwie najlepiej i ma najmniej efektów ubocznych.

 

Są rzeczy, które działają lepiej. Xanax wzięty poprzedniego dnia daje mi rano taki łagodny, odcięty nastrój, co pomaga. Porządne napierdolenie się wódką też w pewnym momencie sprawia, że panika ustępuje, tak jakby ta lękowa część poszła spać. Żadna z tych rzeczy nie jest tą, którą chciałbym na dłuższą metę stosować.

 

Ty widzisz panikę, bo przyjdzie gość z przeglądem. Ja widzę sukces, bo paniki nie ma w milionach innych przypadków, w których kiedyś by była. Ja widzę sukces, bo mimo tej paniki jestem mimo wszystko w stanie na tego gościa zaczekać.

 

To, co ty i inni widzicie we mnie, to jest wierzchołek góry lodowej. To, co prezentuję światu i samemu sobie, to jest wierzchołek góry lodowej. Tam pod spodem jest taki skurwysyński syf, do którego nawet ja nie mam dostępu, ale wiem, że tam jest i wpływa na mnie. Wiem i czuję, że nie mogę mieć do niego dostępu, bo bym go nie udźwignął. Może „jeszcze” nie mogę, może nie będę mógł nigdy.

 

Nie wiem, co dokładnie działo się w moim dzieciństwie, bo mam jedną wielką białą plamę, gdy próbuję sobie cokolwiek przypomnieć (pamiętam tylko fragmenty), a nikt mi nic nie powie, ale wiem, że było koszmarem. Awantury, przemoc, bicie w zasadzie od urodzenia, włączając w to ciskanie mną o ścianę przez kochanego tatusia, gdy byłem noworodkiem i nie chciałem przestać płakać (to wiem od matki), albo (to wiem od siostry matki) celowe zadawanie bólu przez matkę, żeby wymusić na mnie konkretne zachowania przeciwko ojcu. Nie wiem czy jeszcze seksualnie czegoś nie było, bo choć nic takiego nie pamiętam, to w zasadzie jak sobie przypomnę siebie z wieku 8-9 lat to wszystkie objawy pasują do molestowanego dziecka.

 

To, że ja tak dobrze funkcjonuję POMIMO tego, że panikuję TYLKO w tych konkretnych przypadkach, że jestem w stanie pracować, utrzymać siebie i rodzinę (bez małżeństwa i dzieci to też jest rodzina), to że psychika mi się jeszcze nie rozsypała na amen, to jest tak naprawdę ogromny pozytywny skutek wenli i moich mechanizmów wypierania, które ta wenla wspiera.

 

To dlatego jestem zwykle odcięty od emocji i bezuczuciowy. Gdybym pozwolił sobie na odczuwanie, mógłbym stracić kontrolę. Panika jest niestety ceną, jaką za to płacę. Ceną akceptowalną, biorąc pod uwagę alternatywę.

 

Ludzie z takimi przejściami jak ja w dorosłości popadają w alkoholizm, narkotyki, lądują na ulicy albo gorzej, Tomek.

 

Ty chcesz, żebym ja eksperymentował. Wydaje ci się, że wiesz lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre, a – przepraszam, że to powiem – no cóż… nie wiesz. Możesz mieć jedynie odniesienie do siebie i swoich doświadczeń.

 

Całe życie ktoś twierdzi, że wie lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre. Że moja percepcja mojej własnej rzeczywistości jest błędna. A prawda jest taka, że kiedy mówię, że nie mam przestrzeni na eksperymenty, to znaczy, że jej nie mam. To nie jest zaproszenie do dyskusji, do podważania mojej oceny swojego stanu psychicznego. To jest stwierdzenie faktu.

 

Dlatego przepraszam, że to powiem, bo wiem, że to wynika z dobrego serca i szczerych intencji, ale bardzo cię proszę, żebyś skończył już temat mojej farmakoterapii, nawet w żartach, OK?

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, MicMic napisał(a):

Jakby mieli jaja to by oddali hajs za całość. Tak jak idziesz do mechanika, jak nie potrafi poprawić, to dostaje tylko jakiś procent hajsu 

Ale jest wiele usług za które nie oddają hajsu jak nie spełnia usługi. Są nawet te gdzie nie oddają jak spierdolą usługę np fryzjer. On to by musiał jeszcze ci nadpłatę dac xDD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Doktor Indor jasna sprawa 🫡

 

Jedynie pozwolę sobie komentarz do tego:

Godzinę temu, Doktor Indor napisał(a):

Ty chcesz, żebym ja eksperymentował. Wydaje ci się, że wiesz lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre, a – przepraszam, że to powiem – no cóż… nie wiesz. Możesz mieć jedynie odniesienie do siebie i swoich doświadczeń.

Nie pisałem tego na podstawie tylko moich doświadczeń, bo jak wiemy mamy trochę inne problemy z którymi walczymy. Więc tu nie ma przełożenia moje osobiste doświadczenie.

Chodziło mi o to, że przez te wszystkie lata poznałem setki ludzi o baaardzo zróżnicowanych problemach. I tu na forum i na żywo/ I stąd te moje śmiałe tezy, że leki potrafią być bardzo skuteczne, gdy są dobrze dobrane. Byłem świadkiem bardzo wielu przemian gdzie z tragedii był powrót prawie normalnego życia. A na tyle na ile się znamy moja opinia j/w. 

Z wenli będę zawsze żartował i ją hejtował (to już z mojego własnego doświadczenia). Ale postaram się nie w Twoim kierunku 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

30 minut temu, shadow_no napisał(a):

Byłem świadkiem bardzo wielu przemian gdzie z tragedii był powrót prawie normalnego życia.

I u mnie mniej więcej taka właśnie przemiana nastąpiła dzięki wenli (i dostosowaniu sobie życia pod tak naprawdę niepełnosprawność, jaką jest zniszczona psychika).

 

30 minut temu, shadow_no napisał(a):

Ale postaram się nie w Twoim kierunku 

Dzięki.

 

Ja śmiało mogę powiedzieć, że ten lek uratował mi życie.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19 godzin temu, MicMic napisał(a):

Ja ostatnio wracałem tramwajem z moją terapeutą od grupowej, całkiem spoko się gadało. Trochę dziwnie byko, ale w sumie całkiem zgrabna kobieta xd 

No i jakiś dialog był, coś dopytywała itp. Może czuła się w obowiązku, nie wiem. 

No albo się zakochała, jak wszystkie, co zrobić. 

Jaki nurt? Pierwsze słyszę żeby prowadzić prywatne rozmowy z terapeutą poza terapią? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Dalila_ napisał(a):

Są nawet te gdzie nie oddają jak spierdolą usługę np fryzjer. On to by musiał jeszcze ci nadpłatę dac xDD

No ale chociaż idziesz z opierdolem i każesz popraawic. No i strzyżenie to koszt 50 pln, a terapia tyluletnia to monstrualne pieniądze. Znacie inne takie usługi, tak drogie, z zerową odpowiedzialnością usługodawcy? Bo ja nie. Co więcej, mogą ci nie tyle nie pomoc, co zaszkodzić. I chuja im dowiedziesz. 

3 minuty temu, bei napisał(a):

Jaki nurt? Pierwsze słyszę żeby prowadzić prywatne rozmowy z terapeutą poza terapią? 

Grupowa, nie wiem jaki nurt. Psychodynamiczna pewnie. No jak jechaliśmy jednym tramwajem, to mieliśmy udawać, że się nie znamy, hmm? 

Edytowane przez MicMic

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

Gdybym nie czuł „vibe'u” z terapeutą, to terapia nie miałaby sensu. Nie otworzyłbym się. Nawet bym nie chciał.

Ja przed swoim terapeuta otwierałam sie z czasem. Co wiecej, pomimo tego, że to moja druga terapia z nim, 10 lat po poprzedniej, to na nowo potrzebowałam czasu żeby się otworzyć. Tak naprawdę nie wiem czy to by się udało gdyby terapia nie była na NFZ  a tak to stwierdziłam, że skoro już na niego padło to spróbuję. Tym razem też wywieram na sobie mniejszą presje. Za pierwszym razem narzuciłam sobie bardzo duże tempo, na zasadzie, że musze o czymś powiedzieć, nie ważne czy czułam że chce, czy byłam gotowa itd.,  teraz raczej tak nie robię.

7 minut temu, MicMic napisał(a):

Grupowa, nie wiem jaki nurt. Psychodynamiczna pewnie. No jak jechaliśmy jednym tramwajem, to mieliśmy udawać, że się nie znamy, hmm? 

No raczej... . Ja bym tak zrobiła, tym bardziej że z innymi osobami z grupy może takiej rozmowy nie prowadziła. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

37 minut temu, MicMic napisał(a):

No ale chociaż idziesz z opierdolem i każesz popraawic. No i strzyżenie to koszt 50 pln, a terapia tyluletnia to monstrualne pieniądze. Znacie inne takie usługi, tak drogie, z zerową odpowiedzialnością usługodawcy? Bo ja nie. Co więcej, mogą ci nie tyle nie pomoc, co zaszkodzić. I chuja im dowiedziesz. 

Grupowa, nie wiem jaki nurt. Psychodynamiczna pewnie. No jak jechaliśmy jednym tramwajem, to mieliśmy udawać, że się nie znamy, hmm? 

Masz rację

 

@Doktor Indorjak to mylna diagnoza... przecież nerwica to nie powinna być diagnoza bo to objaw, sam mówiłeś. Ty i @shadow_nomacie podobny problem i to dlaczego ma nie być fobia społeczną? Przecież to nie jest lęk bez przyczyny.

 

Skąd pomysł na PTSD, przez przemoc? Natomiast jak matka biła by zmanipulować ojca no to usłyszałes tylkl od niej że byłeś rzucany o ścianę. Jak rzucisz noworodkiem o ścianę to bez szpitala by się nie obyło bez konsekwencji.... A w późniejszym wieku jak Cię bili trzymali Cię pod kluczem że nikt nie widział ran, dalsza rodzina, przedszkole, szkoła? 

 

Aha ja myślę że nie ma leku na zawsze, prędzej czy później przestanie dzialac, jak ktoś 20 lat na jednym leku to prędzej uzyskał wyciszenie objawów i nie wróciły czy się nie nasilily, niż to zasługa tej jednej substancji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, bei napisał(a):

No raczej... . Ja bym tak zrobiła, tym bardziej że z innymi osobami z grupy może takiej rozmowy nie prowadziła. 

No ale to była rozmowa o pierdołach, nie ploteczki o innych. Typu kto gdzie mieszka itp. Co w tym złego w sumie? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, MicMic napisał(a):

No ale to była rozmowa o pierdołach, nie ploteczki o innych. Typu kto gdzie mieszka itp. Co w tym złego w sumie? 

Hihi no widocznie jej też się chciało z mic gadać, skoro gadała, inaczej by się uśmiechnęła czy dzień dobry i odwróciła wzrok

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

@shadow_nomacie podobny problem i to dlaczego ma nie być fobia społeczną? Przecież to nie jest lęk bez przyczyny

Ja nie mam fobii społecznej. Mi inni ludzie w niczym nie przeszkadzają jeśli chodzi o to czy czuje się dobrze czy źle. Mogę dostać depersonalizacji zarówno na meczu czy w gęstym tłumie puszczającym fajerwerki jak i idąc na spacer solo czy jadąc pustym pociągiem. Bardziej chodzi o to że częściej źle się czuje "z dala od swojej strefy szybkiej ewakuacji".

 

Dzisiaj byłem na spotkaniu w restauracji gdzie było z 50 osób. Na początku były jakieś przemowy podczas których raz mnie uderzyło lekkie odrealnienie ale pozniej jadłem, tańczyłem, gadałem, wychodziłem na fajkę, poznałem nowe osoby itd. itp. było git. I mogłem to robić z dwóch powodów: samochód na parkingu + paroksetyna w synapsach. Gdybym pojechał tam komunikacja miejska i miał świadomość że podczas ataku będę długo wracał do mieszkania to atak byłby dłuższy i możliwe że nie do opanowania.

 

Ale... Gdybym pojechał zamiast tam, do pustego baru w którym byłbym sam jeden to sytuacja z mojego punktu widzenia nie różniłaby się od tamtej. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, shadow_no napisał(a):

Ja nie mam fobii społecznej. Mi inni ludzie w niczym nie przeszkadzają jeśli chodzi o to czy czuje się dobrze czy źle. Mogę dostać depersonalizacji zarówno na meczu czy w gęstym tłumie puszczającym fajerwerki jak i idąc na spacer solo czy jadąc pustym pociągiem. Bardziej chodzi o to że częściej źle się czuje "z dala od swojej strefy szybkiej ewakuacji".

 

Dzisiaj byłem na spotkaniu w restauracji gdzie było z 50 osób. Na początku były jakieś przemowy podczas których raz mnie uderzyło lekkie odrealnienie ale pozniej jadłem, tańczyłem, gadałem, wychodziłem na fajkę, poznałem nowe osoby itd. itp. było git. I mogłem to robić z dwóch powodów: samochód na parkingu + paroksetyna w synapsach. Gdybym pojechał tam komunikacja miejska i miał świadomość że podczas ataku będę długo wracał do mieszkania to atak byłby dłuższy i możliwe że nie do opanowania.

 

Ale... Gdybym pojechał zamiast tam, do pustego baru w którym byłbym sam jeden to sytuacja z mojego punktu widzenia nie różniłaby się od tamtej. 

Aha no to może chodzi o "wstyd" jakby żeby nie dostać ataku w tłumie. No to nie masz. Ciekawi mnie indyk, może ma urojenia ksobne nawet 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, shadow_no napisał(a):

Gdybym pojechał tam komunikacja miejska i miał świadomość że podczas ataku będę długo wracał do mieszkania to atak byłby dłuższy i możliwe że nie do opanowania.

Ja mam trochę coś takiego. Ale u mnie to raczej przejaw ogólnej potrzeby kontroli wszystkiego i nieumiejętności radzenia sobie z niepewnością. 

Jak np jadę w korku, w szczególności komunikacją i samochodem, bo motocyklem mogę ominąć zazwyczaj. W każdym razie czuję narastające napięcie, które stopniowo przeradza się w ataki złości. Drę japę w samochodzie do granic możliwości. 

To samo jak mam gdzieś jechać komunikacją, a autobus się spóźnia. Stopniowo zwiększa mi się napięcie aż już nie jestem w stanie wytrzymać i drę mordę na przystanku. Może nie tak na cały głos, ale jednak, ludzie koło mnie słyszą. Albo jak autobus jest zapchany ludzmi, to stojąc przy drzwiach drę japę, że 'co do chuja to ma być' albo 'kiełbase rzucili, ze tyle kurestwa przyszło? '. Średnio nad tym panuje w skrajnych sytuacjach. 

Nawet na pogodę czasem drę mordę, na, wiatr jak wieje za mocno, albo pada. Jak mnie zaskakuje pogoda, nie byłem na coś przygotowany. Literalnie idę ulicą i wyzywam wiatr, grożę mu itp. 

Jak się wkręcę w jakąś robotę, przy komputerze czy samochodzie i coś mi się nie udaje, to zamiast jak normalny człowiek zrobić przerwę, uspokoić się itp., nie mogę przestać. I znowu to samo dre mordę, ostatnio wyzywam mocno AI jak coś mocno zjebie. 

Odcina mi mózg i i tak chuja wiem, że zrobię, bo na takim wkurwię nie da się nic zrobić. Czasem doprowadza mnie to do rozpaczy i dooiero wtedy jestem w stanie przerwać, bo jestem tak wyczerpany. 

Ale ja to mam chyba z tego, że nie akceptuję błędów i pomyłek. Tak zostałem wychowany, że jak ktoś popełnia błąd albo coś się mu nie udaje, to nie dość że musi ponieść konsekwencje samego błędu, to dodatkowo dostaje psychiczny opierdol, że jest bezwartościowym śmieciem i gównem. 

Dlatego nie mogę przestać próbować, mimo napięcia, bo jak przerwę, to czuję się w środku przegrany. Że to już koniec. Jest już tylko pustka i beznadzieja. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@MicMic tylko wiesz, że wkurwianie się do tego stopnia na coś na co nie masz absolutnie najmniejszego wpływu (jak np. pogoda czy spóźniający się autobus) drenuje tylko Ciebie z energii? Nie da się kontrolować wszystkiego. Im szybciej przepracujesz na terapii to, że nie wszystko będzie zawsze szło tak jak Ty chcesz, tym lepiej będzie Ci się żyło.
Ja mam teraz w pracy idealną sytuację do nauki tego, że nawet jeśli ja zrobię wszystko jak należy to niestety efekt czasami i tak będzie inny od oczekiwanego. Ba, wręcz ostatnie 1,5 tyg. totalnie zdezorganizowało mi pracę - wystarczyło małe dziecko z cukrzycą typu 1, które samo o siebie nie zadba, bo nie mogę wymagać od 7-latka żeby potrafił sobie sam obliczyć dawkę insuliny na posiłek, bo owszem rodzice mogą mu wrzucić karteczkę z rozpisaną ilością węglowodanów do śniadaniówki i dopisaną dawką insuliny do tego posiłku, ale to nadal nie będzie oznaczało, że rzeczywiście tyle dostanie jak przyjdzie pora jedzenia, zbyt dużo zmiennych, których tak małe dziecko nie weźmie pod uwagę a rodzice nie są w stanie ich przewidzieć. Od nastolatków wymagam pełnej samoobsługi w tym zakresie, ja wkraczam dopiero jak sami nie mogą sobie poradzić, bo dzieje się coś nietypowego. Pierwsze dwa dni po powrocie młodego do szkoły ja nie mogłam zrobić praktycznie nic innego, tylko 80% czasu siedziałam w pobliżu bo dziecko mi skakało z hiperglikemii którą bardziej można "olać" jeśli nie trwa długo, do hipoglikemii której olać nie mogę nigdy i w żadnym przypadku. Czy moja pozostała robota leżała bezczynnie w tym czasie? Tak. Czy siedziałam z młodym na lekcji bo mimo nafaszerowania go 20g węglowodanów łatwo przyswajalnych nadal cukier spadał, mimo, że powinien się podnieść? Tak. Owszem, w końcu się podniósł, ale dopiero po zadziałaniu czymś co jest wbrew zaleceniom wszystkich diabetologów, pediatrycznych towarzystw diabetologicznych i wszystkich świętych. Za to dwa dni później wpakowałam w niego jednorazowo 2x tyle insuliny co normalnie dostaje podczas pobytu w szkole a cukier z 350 spadał mi co najwyżej do 320 i znowu odbijał w górę, gdzie idealnie powinien się utrzymywać pomiędzy 80 a 180max, ale niestety, w pewnym momencie musiałam powiedzieć stop i nie dokładać mu więcej insuliny, tylko pozwolić mu pozostać z wysokim cukrem, bo pewnych rzeczy jak stres u dziecka czy rozwijająca się infekcja, która jeszcze nie daje objawów nie przeskoczę żadną ilością insuliny - cukry będą wyższe i tyle. Moje dobre chęci i inne obowiązki nie obchodzą trzustki dziecka. Czy byłam wkurzona, że jedno małe dziecko powoduje, że nic innego nie mogę zrobić? Tak. Z tym, że to nie jest wina dziecka. I nie mam prawa odreagowywać w żaden sposób na dziecku. 
Ostatnie dni już były spokojniejsze i pozwoliły mi zrobić inne rzeczy, bo nauczyłam się reakcji organizmu młodego i już wiem kiedy reagować, a kiedy wystarczy poczekać zajmując się czymś innym, ale za tydzień zacznie mi się cyrk od nowa przez kilka dni, bo dziecko dostanie pompę i nie przewidzę reakcji bo zmieni się sposób dawkowania insuliny. I nie, w tym przypadku zostawienie przez rodziców dziecka w domu przez kilka dni, absolutnie nic by nie zmieniło, bo nawet poziom aktywności dziecka w domu vs. w szkole zmienia zasady tej "gry". Mogę się wściekać, że jest jak jest ale złoszczenie się na takie rzeczy odbije się tylko na mnie🤷‍♀️

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@MicMic lubisz filozofować, a zapoznawałes się ze stoicyzmem? Marek Aureliusz, Seneka itd.? Praktykowanie stoicyzmu bardzo by Ci się przydało tak myślę. Rzeczy na które nie masz wpływu po prostu trzeba jak najszybciej zaakceptować a skupiać się tylko na tym nad czym masz kontrolę

 

16 minut temu, Catriona napisał(a):

Nie da się kontrolować wszystkiego. Im szybciej przepracujesz na terapii to, że nie wszystko będzie zawsze szło tak jak Ty chcesz, tym lepiej będzie Ci się żyło.

Dlaczego na terapii? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×