Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Barbecue

Dlaczego tak jest?

Rekomendowane odpowiedzi

Wybaczcie,  że trochę się rozpisałam,  ale od jakiegoś czasu dręczy mnie jeden temat. Banalny i nie napiszę nic odkrywczego, ale chyba muszę to z siebie wyrzucić. Uderza mnie czasem to jak bardzo niepodobne jest jedno życie do drugiego. Wydaje mi się,  że los pomaga i sprzyja tym,  którzy i tak mają dobrze. Chyba wszyscy na tym forum borykają się z problemami,  trudną przeszłością,  część nadal przeżywa piekło. I ciągła walka o siebie,  o kolejny dzień by jakoś przetrwać. Mam bliską koleżankę. Urodzona chyba pod szczęśliwą gwiazdą. Z normalnej,  dobrej rodziny. Wszystko jej się układało. Nigdy nie poczuła czym jest bezrobocie czy poważne problemy rodzinne.  Jeszcze nie skończyła studiów,  a już czekała na nią praca. Na studiach poznała chłopaka. Są bardzo dobrym i szczęśliwym małżeństwem. Jedno dziecko.  Po macierzyńskim wróciła do pracy,  a za chwilę zmieniła ją na jeszcze lepszą. Niedawno drugie dziecko. Szczęście aż ją rozpiera. Powiecie,  że zazdrość. To też. Ale bardziej jakiś żal. Porównując jej życie do mojego,  to właściwie nie ma żadnego porównania. Dlaczego jedni mogą brać życie garściami a inni muszą żyć w swoim piekiełku? Czemu innym wiecznie kłody pod nogi. Ze wszystkim trzeba się męczyć. O wszystko walczyć,  wyszarpać każdą rzecz. A nieraz ta walka i tak prowadzi do nikąd. Każdy ma start podobny. Urodził się na tym świecie. Rodziny sobie nie wybierał. Dlaczego aż taka niesprawiedliwość i nierówność... Czemu los sprzyja tylko niektórym? Czy trzeba sobie zasłużyć chociaż na odrobinę tego ludzkiego szczęścia? Czy to taka loteria,  komu się trafi to ma. Może za bardzo porównuję się do innych,  ale to wszystko samo się rzuca w oczy. Jak Wy to widzicie....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem w dużej mierze to loteria. Rodziny się nie wybiera, genów też nie, kraju, środowiska urodzenia i dorastania też nie. A to są ważne czynniki. Są też oczywiście rzeczy, na które mamy wpływ, ale na pewno nie startujemy wszyscy z tego samego pułapu. Musimy starać się jak najlepiej gospodarować tym, co mamy, ale nawet przy najlepszym gospodarowaniu jeśli ktoś ma przydzieloną "działkę z najgorszą glebą", to nawet przy największym wysiłku nie zbierze takich plonów, jak ktoś, komu trafiła się bardzo urodzajna "działka", w którą wkłada taki sam wysiłek, jak ta pierwsza osoba w swoją "działkę".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, wTymTygodniu napisał:

Moim zdaniem w dużej mierze to loteria. Rodziny się nie wybiera, genów też nie, kraju, środowiska urodzenia i dorastania też nie. A to są ważne czynniki. Są też oczywiście rzeczy, na które mamy wpływ, ale na pewno nie startujemy wszyscy z tego samego pułapu. Musimy starać się jak najlepiej gospodarować tym, co mamy, ale nawet przy najlepszym gospodarowaniu jeśli ktoś ma przydzieloną "działkę z najgorszą glebą", to nawet przy największym wysiłku nie zbierze takich plonów, jak ktoś, komu trafiła się bardzo urodzajna "działka", w którą wkłada taki sam wysiłek, jak ta pierwsza osoba w swoją "działkę".

Ciekawe porównanie do gleby. I trafne. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

@Barbecue czemu tak jest? Bo życie nie jest sprawiedliwe. W szkole i z mediów płynie przekaz, że "każdy musi nieść swój krzyż" i wielu ludzi w to wierzy.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 12.08.2022 o 15:34, Barbecue napisał:

Dlaczego jedni mogą brać życie garściami a inni muszą żyć w swoim piekiełku? Czemu innym wiecznie kłody pod nogi. Ze wszystkim trzeba się męczyć. O wszystko walczyć,  wyszarpać każdą rzecz. A nieraz ta walka i tak prowadzi do nikąd. Każdy ma start podobny. Urodził się na tym świecie. Rodziny sobie nie wybierał. Dlaczego aż taka niesprawiedliwość i nierówność... Czemu los sprzyja tylko niektórym? Czy trzeba sobie zasłużyć chociaż na odrobinę tego ludzkiego szczęścia? Czy to taka loteria,  komu się trafi to ma. Może za bardzo porównuję się do innych,  ale to wszystko samo się rzuca w oczy. Jak Wy to widzicie....

 

Psychologia mówi, że każdy ma jakieś ograniczenia, nikt nie jest ideałem, choćby nie wiem, na ile nam się to wydawało. Też tak naprawdę to, co czasem widzimy, to jest zaledwie wierzchołek góry lodowej. 

 

Ja miałem kiedyś bardzo podobnie jak Ty, zazdrościłem innym tego, że mają np. fajnych rodziców, że dużo podróżują, że mają bardzo dobre zawody, że mogą jeździć samochodem, że mają umiejętności sportowe.

 

Ale w pewnym momencie zrozumiałem, że grunt to akceptować samego siebie i cieszyć się z małych rzeczy. Bez tego ciężko będzie zajść dalej. Stało się to u mnie dzięki zdobyciu dobrej pracy, która mnie mocno podbudowała. Gdyby nie ta praca, to chyba dalej bym czekał bezczynnie na jakieś zbawienie, co jest totalnie bez sensu. Terapie nic mi nie dawały, akurat też wcześniej zanim zdobyłem tą pracę, to dobrano mi dobrze leki, które mnie podniosły z ciężkiej depresji, ale wiadomo że szczęścia samego w sobie mi nie przyniosły.

 

Na początku musiałem odzyskać siły (dzięki lekom), by zacząć na nowo robić pierwsze kroki po wydostaniu się z tego pogłębiającego się rowu gniewu i rozpaczy. Potem musiałem poszukać sobie odpowiedniej pracy, która by mi dała jakąś motywację i jakiś cel w życiu. I teraz dzięki tej pracy rozwijam się. Nawet pozbierałem się na tyle, by rozpocząć studia (mam 24 lata), uzgodniłem z tatą, że mogę studiować. Tylko jeszcze nie wiem jak z pracą w trakcie studiów, ale coś się wymyśli, wierzę w siebie, wierzę w zmiany na lepsze, wierzę w to, że jestem coś wart i to ja sam o tym wiem najlepiej, a nie jacyś pożal się Boże psychoterapeuci, których mi polecano jako remedium na wszystkie moje problemy.

 

Psychoterapia jest dla osób gotowych i chcących dalszych zmian, a nie będących u kresu sił i totalnie niewierzących w siebie. Bądźmy szczerzy! 

 

Wobec tego możesz się pokierować co nie co tą moją drogą, co ci napisałem. Choć wiem, że każdy będzie mógł czego innego potrzebować do wyzdrowienia. Przesyłam ci dużo zdrowia i siły w pokonaniu swoich demonów!!! Pozdrawiam 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, MarekWawka01 napisał:

 

Psychologia mówi, że każdy ma jakieś ograniczenia, nikt nie jest ideałem, choćby nie wiem, na ile nam się to wydawało. Też tak naprawdę to, co czasem widzimy, to jest zaledwie wierzchołek góry lodowej. 

 

Ja miałem kiedyś bardzo podobnie jak Ty, zazdrościłem innym tego, że mają np. fajnych rodziców, że dużo podróżują, że mają bardzo dobre zawody, że mogą jeździć samochodem, że mają umiejętności sportowe.

 

Ale w pewnym momencie zrozumiałem, że grunt to akceptować samego siebie i cieszyć się z małych rzeczy. Bez tego ciężko będzie zajść dalej. Stało się to u mnie dzięki zdobyciu dobrej pracy, która mnie mocno podbudowała. Gdyby nie ta praca, to chyba dalej bym czekał bezczynnie na jakieś zbawienie, co jest totalnie bez sensu. Terapie nic mi nie dawały, akurat też wcześniej zanim zdobyłem tą pracę, to dobrano mi dobrze leki, które mnie podniosły z ciężkiej depresji, ale wiadomo że szczęścia samego w sobie mi nie przyniosły.

 

Na początku musiałem odzyskać siły (dzięki lekom), by zacząć na nowo robić pierwsze kroki po wydostaniu się z tego pogłębiającego się rowu gniewu i rozpaczy. Potem musiałem poszukać sobie odpowiedniej pracy, która by mi dała jakąś motywację i jakiś cel w życiu. I teraz dzięki tej pracy rozwijam się. Nawet pozbierałem się na tyle, by rozpocząć studia (mam 24 lata), uzgodniłem z tatą, że mogę studiować. Tylko jeszcze nie wiem jak z pracą w trakcie studiów, ale coś się wymyśli, wierzę w siebie, wierzę w zmiany na lepsze, wierzę w to, że jestem coś wart i to ja sam o tym wiem najlepiej, a nie jacyś pożal się Boże psychoterapeuci, których mi polecano jako remedium na wszystkie moje problemy.

 

Psychoterapia jest dla osób gotowych i chcących dalszych zmian, a nie będących u kresu sił i totalnie niewierzących w siebie. Bądźmy szczerzy! 

 

Wobec tego możesz się pokierować co nie co tą moją drogą, co ci napisałem. Choć wiem, że każdy będzie mógł czego innego potrzebować do wyzdrowienia. Przesyłam ci dużo zdrowia i siły w pokonaniu swoich demonów!!! Pozdrawiam 🙂

Dzięki za odp. Z tą akceptacją siebie to na pewno prawda,  ale często o to najtrudniej. Pozdrawiam 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
39 minut temu, Barbecue napisał:

Dzięki za odp. Z tą akceptacją siebie to na pewno prawda,  ale często o to najtrudniej. Pozdrawiam 

 

No to jest ta podstawa podstaw wg mnie. Bez tego to tylko będziemy siebie i czasem nawet innych niszczyć. 

 

Ja już ten krok mam za sobą, teraz pracuję nad kontaktami z ludźmi, bo czuję, że bez nich nie dam rady ze swoimi myślami samobójczymi. Poczucie osamotnienia też jest bardzo niszczące. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ze kazdy ma podobny start, z tym to sie nie zgodze. Wystarczy, ze, urodzi sie ktos w patologicznej rodzinie do tego le,kliwa osobowosc tak jak ja i wtedy mamy gotowa meczarnie na zycie. Niektorzy potrafia z tego wyjsc, inni nie daja rady.

Kiedys ktos napisal, ze aby byc w zyciu szczesliwym wystarczy miec wspanialych rodzicow. Moim zdaniem od malenkosci ksztaltuje sie przyszlosc czlowieka.

Tez nad tym ubolewam, ale nie pozostaje nic innego jak to przyjac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, ala1983 napisał:

Ze kazdy ma podobny start, z tym to sie nie zgodze. Wystarczy, ze, urodzi sie ktos w patologicznej rodzinie do tego le,kliwa osobowosc tak jak ja i wtedy mamy gotowa meczarnie na zycie. Niektorzy potrafia z tego wyjsc, inni nie daja rady.

Kiedys ktos napisal, ze aby byc w zyciu szczesliwym wystarczy miec wspanialych rodzicow. Moim zdaniem od malenkosci ksztaltuje sie przyszlosc czlowieka.

Tez nad tym ubolewam, ale nie pozostaje nic innego jak to przyjac.

Dlatego nie rozumiem niektórych poglądów,  często w psychoterapii,  że dzieciństwo jakie było to było,  ale za dorosłość każdy jest sam odpowiedzialny,  a dzieciństwo nie determinuje przyszłości. I to od nas samych zależy jak będzie wyglądać dorosłość. Nie jest to prawda. Wiadomo pracować nad sobą trzeba, terapie itd. Ale nie wszystko da się naprostowac. Potrzebny jest ten fundament,  jak napisałaś od maleńkości. Ktoś z silniejszą psychiką też lepiej sobie poradzi od słabszych jednostek. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
2 godziny temu, Barbecue napisał:

za dorosłość każdy jest sam odpowiedzialny,  a dzieciństwo nie determinuje przyszłości.

 

Zgadzam się. Załóżmy, że ktoś pochodzi z patologicznej rodziny i nie chce powielać schematów i ostatecznie mu się to udaje. Już ten sam fakt determinuje przyszłość, czyli że taka osoba podejmuje działania, żeby nie być jak rodzice. Odpowiedzialność za przyszłość jest zatem ograniczona na starcie. Ktoś, kto ma dobre wzorce rodzinne, w zasadzie nie ma takiego dylematu, bo po prostu czerpie z wartości rodzinnych, które są wartością dodaną do jego rozwoju. Często okazuje się, że lepiej dalej powielać patologiczne schematy, niż pracować nad sobą. Bo państwo wspiera zasiłkami takie osoby, a nie te, które chcą się wyrwać z patologii.   

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@moveprzekrecasz. Ale !

Takie przypadki moga Sie zdarzyc, ze człowiek sobie radzi ale jest zaburzony, to taki zaburzony z silniejsza osobowoscia. Tak bym to nazwala.

@Barbecuedokladnie nie ma fundamentu=domek z kart, nie ma na czym budowac. Jesli uda sie cos powoli budowac to i tak padnie. Niewlasciwe przezyte dziecinstwo to jak zabranie potrzebnych cech do przetrwania w swiecie lub chociaz radzenia sobie w nim w miare bez udreczania sie duszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
25 minut temu, ala1983 napisał:

przekrecasz. Ale !

Takie przypadki moga Sie zdarzyc, ze człowiek sobie radzi ale jest zaburzony, to taki zaburzony z silniejsza osobowoscia. Tak bym to nazwala.

 

Ale co konkretnie przekręcam? Przyłączyłem się do stanowiska Barbecue, z którym i Ty się zgadzasz, podając przykład, że jeśli ktoś pochodzi patologicznej (może lepszym określeniem byłoby dysfunkcyjnej) rodziny, to nie może być w pełni kowalem swojego losu, bo albo powieli ten dysfunkcyjny schemat, albo będzie musiał budować swój system wartości w pozycji do tego rodzinnego. W obu przypadkach wpłynie to na jego dalsze życie. 

 

Jeśli ktoś będzie wychowywał się w prawidłowo funkcjonującej rodzinie, to będzie mógł być kowalem swojego losu. Albo dalej będzie wyznawał te wartości, które pozwolą mu na szczęśliwe życie; albo je odrzuci i się stoczy na dno.

 

Ponadto zwróciłem uwagę, że często lepiej dalej powielać patologiczne schematy, niż pracować nad sobą. Bo państwo wspiera zasiłkami takie osoby, a nie te, które chcą się wyrwać z patologii. Przykład? Samotna matka, której partner jest w więzieniu będzie mogła liczyć na zasiłki, darmowe porady prawne, pomoc materialną z różnych fundacji itd. Natomiast para, która będzie odkładać plany związane z posiadaniem dziecka do czasu aż nie uzyska finansowej stabilności, nie może liczyć na żadną pomoc. Wręcz przeciwnie, będą płacili większe podatki, jeśli będą oboje pracować za mniej niż minimalna. Będą utrzymywać system bankowy, jeśli zdecydują się na kredyt na mieszkanie, zamiast mieszkać w mieszkaniach socjalnych. Będą płacili za pomoc prawną, bo "będą za bogaci" na tę darmową i tak dalej, i tak dalej. 

 

Skutki są takie, że państwo wręcz promuje dysfunkcyjne rodziny. To z kolei powoduje, że ci, którzy się chcą z tego wyrwać, mają jeszcze trudniej, bo nie dość, że rodzina będzie naciskać na powielanie schematów, to jeszcze państwo.     

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale w tej dyskusji nie chodzi o to kto jest kowalem swojego losu tylko dlaczego świat jest tak niesprawiedliwy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

@ala1983 przecież wyżej napisałem, że moim zdaniem dlatego, że życie nie jest sprawiedliwe. W szkole i z mediów płynie przekaz, że "każdy musi nieść swój krzyż" i wielu ludzi w to wierzy. Potem rozwinął się wątek bycia kowalem swojego losu i ogólnie wpływu rodziny na dorosłe życie.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×