Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
jakub358

"Jest pan zaburzony" po 5 latach terapii

Rekomendowane odpowiedzi

Takie słowa usłyszałem po ponad 5 latach terapii prywatnej 130zł/ tydzień. Na pytanie Co mogę zrobić żeby sobie pomóc? - usłyszałem: chodzić na terapię 🙂

Słyszałem już od paru miesięcy, że jestem zdrowy. Ale tydzień temu wyznałem, że zażywam narkotyki, dokładnie dysocjanty (np Akodin, te tabletki na kaszel). Ogień z dupy się otworzył i terapeutka pojechała po mnie jak po najgorszym. Usłyszałem, że grozi mi psychoza, że skoro biorę to jestem narkomanem i w takim razie jest to zgodne z organizacją osobowości na poziomie bordera. Dodam, że nigdy czegoś takiego nie słyszałem - zawsze było, że mam pewne tendencje neurotyczne. Oczywiście kiedyś miałem gorszy stan, ale z niego wyszedłem. 

Skutkiem powyższej terapii było, że dzień przed kolejną terapią w dniu wczorajszym, czułem się źle. Właśnie z powodu spodziewanego upierdalania mnie. Terapeutka jest jak twierdzi ,,z starszego pokolenia" - totalnie anty wszelkie substancje. No a w moim środowisku jest to normalne, że czasem coś się przyfasoli. Jakby naprawdę nic mi to nie robi. 

Wyznałem terapeutce, że źle się czułem ze sobą, skoro usłyszałem takie rzeczy. Spowodowało to dysonans poznawczy, bo jednak postrzegałem siebie już jako zdrowego. Dobrze się czuje, realizuje pasje, kończę w tym roku 5 rok studiów, mam szczęśliwy związek, mam pracę i pieniądze, osiągnięcia. Nie miałem żadnych pogorszeń nastroju itd. Na co terapeutka stwierdziła, że można się przebrać za zdrowego ale zaburzonym się zostaje. Że jest wiele lekarzy, pielęgniarek i psychologów zaburzonych. Stwierdziła, że ma mi obowiązek powiedzieć jako pacjentowi, że jednak osobowość na poziomie border i ślizgam się po organizacji neurotycznej, pod powierzchnią; że ona mnie tak właśnie widzi. Zacząłem z nią negocjować, że przecież mam dobre funkcjonowanie moralne, dobrą relacje z obiektem, dobre testowanie rzeczywistości... A ona, że z tym testowaniem rzeczywistości to niedługo może być nie wiadomo skoro ćpam. No nie podała mi żadnych argumentów potwierdzających swoją diagnozę, a stwierdziła tylko, że można poznać wiele teorii, zdobyć szeroką wiedzą ale to nie pomoże w zaburzeniach. No i właśnie w tym miejscu zapytałem, co mogę zrobić żeby sobie pomóc; w jaki sposób. A ona, że tylko chodzić na terapię i nic więcej. 

No i tak to wyglądało. Tragiczna sesja po której po prostu nie wiem jak się czuć. Bo jakby wszystko u mnie w życiu jest dobrze, czułem się dobrze. Już od kilku tygodni myślałem, żeby te terapię zakończyć bo zdziera ze mnie duże pieniądze. A tutaj takie coś. Oczywiście, że ona ma mój obraz jak najbardziej od strony problemów, bo ja jej nigdy nie opowiadam o sukcesach, czy dobrych rzeczach, sytuacjach - bo jestem zdania, że na terapię chodzi się aby pracować nad trudnościami, wadami, aby się szlifować.

No ale co to za terapia, która upierdala człowieka? Dodam, że w takim klimacie ta terapia jest od zawsze, że słyszę że każda osoba z mojego otoczenia jest zaburzona - ani jednej zdrowej. Jedyna zdrowa osoba to terapeutka sama w sobie...

Doradźcie coś mądrzy ludzie proszę. Czy zerwać przez SMSa? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dojechałem do max dawki 100 tabletek, czyli 1500mg dxm.

Od 4 lat wrzucałem tak raz na pół roku, potem raz na 3 miesiące.

Jakoś 2 miesiące temu kupiłem arylcykloheksamine, inny dysocjant, i zacząłem wrzucać częściej. Raz na tydzień ostatnio. Wychodziło wiele taniej i zdrowiej dla organizmu  - łatwiejszy metabolizm. 

Tydzień temu z tych powodów oddałem proszki partnerowi i potem opowiedziałem o wszystkim na terapii. Efekt jak powyżej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rzuć Acodin i inne proszki dające euforię. Kolega mojego syna zaczął  od destylowania Acodinu na czysty DMX, a skończył na cmentarzu . Studiował chemię, 2 razy po pół roku , omijał zajęcia ,bo wolał ćpać.Był zdolny, inteligentny, ale  pod koniec życia brał wszystko, co zmieniało mu stan świadomości. Powiesił się.  Brałeś rzadko, ale bardzo duże dawki. Nie warto, nie wiadomo jaki narząd kiedyś wysiądzie na zawsze.

 

Twoja terapeutka być może ma rację, ale skąd wymyśliła bordera i brak krytycznego myślenia, tworzenie własnej postaci na modelowy wzór. Nie wiem. Może powinieneś ciągnąć terapię? Nie wiem. Może wizyta u neurologa?

 

Może ktoś Ci coś lepszego doradzi. Terapeuta nie jest od głaskania, może celowo powiedziała Ci to, co ma boleć.?

 

Edytowane przez buraczek58

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No głównie idą nerki, ponieważ o-pce ma kryształki, które przechodzą przez kłębuszki nerkowe, niteczki, uszkadzając je. 

Przykra sprawa z tym chłopakiem...

Myślę, że faktycznie masz rację z celowym powiedzeniem tego, co ma boleć. Terapeutka uważa, że tylko zszokowanie i zaciekawienie mózgu może powodować rozwój. Stąd mam wstrząsową terapię. Jednak na chwilę obecną po prostu czuję się źle, tak mnie ubodła. No nie sądzę aby ktokolwiek poczuł się dobrze jak rujnuje się jego wizję o samym sobie, wpajając wizję zaburzonego i niedostosowanego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdyby Twoja wizja o samym sobie stała na silnych nogach, to psychiatra nie byłaby w stanie wpoić Ci wizji zaburzonego i niedostosowanego. Nóżki się pod Tobą zachwiały, skoro gorzej się czujesz. Być może powiedziała to, bo jest obyta , albo nie do końca obyta z narkotykami. Od razu walnęła z grubej rury. Z tym, ze to tak jest. Nałogowi narkomani próbują z tego wychodzić u psychiatry, ale słabo to wychodzi, droga jest długa i bolesna. I trzeba trafić na bardzo dobrego psychiatrę i terapeutę

 

Ja nienawidzę narkotyków, nie powiem dlaczego, nie, nie brałam.W  rodzine tego chłopaka, który się powiesił-każdy był zaburzony, wierz mi, ale to było widać. mieliśmy kontakt.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro źle czujesz się z tym to znaczy, że jednak jest problem. Jakby ktoś powiedział, że jestem słoniem, a nim nie jestem, to bym się tym nie przejął. Podobnie gdyby ktoś powiedział, że mam border, bo bordera na pewno nie mam. To samo z nazwaniem mnie ćpunem czy alkoholikiem. Też bym się nie przejął, bo nie jestem uzależniony od takich substancji.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No nie wiem,jak mnie w pracy pomówili że ćpam, to sie ostro wkurzyłem. Nie zawsze to gra jak mówisz. 

 

A jak ktos Cie nazwie pedofilem? To tez sie nie oburzysz?  Zreszta wszystko zalezy od kontekstu i sytuacji. Czasem bardziej trywialne rzeczy potrafią czlowiekiem bujnąć, zreszta my jestesmy przez nie zjadani.

 

Nie wiem na jakich zasadach dziala uzaleznienie od akodinu. Ja rzucilem papierosy ale nikotynistą jestem juz do deski. I czasem przy stresie potrafie zapalić.

 

Moze akodinem tez sobie probujesz przytlumić wiekszy stres, ucieczka od czegos, inna opcja moze byc uzytkowanie rekreacyjne

 

Moja rada to znalezienie sobie aktywnosci

Pasji,hobby, mozesz jakas szkole wieczorową robić, jest wiele mozliwosci

ktore jak juz dostatecznie właczysz w swoj repertuar moga Ci pomoc w kryzysie.

 

Akodin, zaryzykuje i powiem ze jesli co jakis czas i z głową, nie budzi wyrzutow i nie jest formą ucieczki to strzel sobie. Ale napewno otwierasz sobie furtke na siegniecie dna, jak przyjfdzie jakis głebszy kryzys i tragedie życiowe

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@neon po prostu podjąłbym działania mające na celu to, żeby taka osoba wycofała się z takich pomówień i jednocześnie przeprosiła. Inne środki bym podejmował, gdyby ktoś mnie pomówił lub znieważył w cztery oczy, a inne gdyby rozpowiadał je innym osobom. Terapeutę obowiązuje tajemnica zawodowa, więc jego ewentualne pomówienie nie wychodzi poza gabinet, a może być też traktowane jako informacja zwrotna. Ale faktycznie przyznaję, że większość ludzi zareaguje oburzeniem na pomówienie, czasami nawet nieadekwatnym do sytuacji - np. uderzenie kogoś czy właśnie ciągłe rozpamiętywanie. Dopiero jak ma się tzw. silną psychikę, czyli też wysokie poczucie własnej wartości i asertywność, czyli zdolność do natychmiastowej obrony własnych granic, to człowieka nie ruszają pomówienia, o ile nie są np. publiczne.  

Edytowane przez move

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obraz siebie mam chwiejny tak jak piszesz Buraczek. O tym samym mówisz @move Przyznam, że nie miałem tak już od paru lat. Teraz to się stało pod wpływem terapii.

Najgorsza jest myśl, że ona może mieć cholerną rację. 

@neon no ja to robiłem żeby się regulować, odciąć od jakiejś wewnętrznej pustki, nudy tego świata. Zająć czas, urozmaicić rzeczywistość. Natychmiastowa przyjemność. Natomiast trudno mi się podjąć czegokolwiek. No dzisiaj spałem 14h, dosypiając od 6 rano. Nie mam ochoty na nic. Jeszcze dobija mnie fakt, że do środy muszę się wyprowadzić bo gaśnie umowa a nie mam gdzie. Dosłownie nie mam gdzie i to mnie przerasta. 

Współczuje wstrętnej sytuacji w pracy. Spotkałeś się z złośliwością ludzi. Mam nadzieję, że udało się ci to jakoś wyjaśnić. Chociaż kwas zostaje, nie ważne czy racja była czy nie. Tak działają plotki. Jedyne co można, to wzmocnić wiarę w siebie i zweryfikować ludzi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Leki psychotropowe posiadam duże ilości na stanie, różne. Psychiatrę mam w Niemczech.

Tylko aktualnie nie chcę brać SSRI, bo po takiej paroksetynie 5mg miałem dysfunkcje seksualne. Stąd przestałem brać z tydzień temu, bo jednak ta sfera w związku jest dla mnie ważna.

 

A więc zostają mi tylko neuroleptyki albo bupropion. Benzo nie chcę z wiadomych przyczyn.

Biorę nasennie 12,5 mg kwetiapiny.

Bupropion już nie biorę bo szło w kierunku lękowym.

Co do niskich dawek neuroleptyków (50mg amisulpirydu od lekarza albo 5mg aripiprazolu), to mam mieszane uczucia czy przypadkiem nie działają spadkowo na poziom dopaminy i stąd poddaje wątpliwości sens brania. Chociaż może ktoś posiada większą wiedzę w tym zakresie to chętnie zasięgnę rady. Lekarz niestety słabo zna angielski i stąd trudno mu cośkolwiek wytłumaczyć. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, jakub358 napisał:

Chociaż może ktoś posiada większą wiedzę w tym zakresie to chętnie zasięgnę rady. Lekarz niestety słabo zna angielski i stąd trudno mu cośkolwiek wytłumaczyć. 

A nie prościej umówić się z polskim lekarzem na wizytę online i wystawi Ci e-receptę transgraniczną, którą możesz zrealizować w każdym kraju UE pod warunkiem, że dana substancja jest dopuszczona do obrotu w danym kraju?

Edytowane przez acherontia styx

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, move napisał:

@neon po prostu podjąłbym działania mające na celu to, żeby taka osoba wycofała się z takich pomówień i jednocześnie przeprosiła. Inne środki bym podejmował, gdyby ktoś mnie pomówił lub znieważył w cztery oczy, a inne gdyby rozpowiadał je innym osobom. .  

 

Wszystko zależy od środowiska w ktorym sie znajdujemy, ja wybrałam konfrontacje od asertywnej postawy, choć jestem pewien ze ta druga jest zdrowsza.

 

4 godziny temu, jakub358 napisał:

Obraz siebie mam chwiejny tak jak piszesz Buraczek. O tym samym mówisz @move Przyznam, że nie miałem tak już od paru lat. Teraz to się stało pod wpływem terapii.

Najgorsza jest myśl, że ona może mieć cholerną rację. 

@neon no ja to robiłem żeby się regulować, odciąć od jakiejś wewnętrznej pustki, nudy tego świata. Zająć czas, urozmaicić rzeczywistość. Natychmiastowa przyjemność. Natomiast trudno mi się podjąć czegokolwiek. No dzisiaj spałem 14h, dosypiając od 6 rano. Nie mam ochoty na nic. Jeszcze dobija mnie fakt, że do środy muszę się wyprowadzić bo gaśnie umowa a nie mam gdzie. Dosłownie nie mam gdzie i to mnie przerasta. 

Współczuje wstrętnej sytuacji w pracy. Spotkałeś się z złośliwością ludzi. Mam nadzieję, że udało się ci to jakoś wyjaśnić. Chociaż kwas zostaje, nie ważne czy racja była czy nie. Tak działają plotki. Jedyne co można, to wzmocnić wiarę w siebie i zweryfikować ludzi...

 

To ja nie wiem, czy ja zle czytam czy co, bo chyba pisales ze masz kase, partnera, prace i luz bluse a tu nagle ze spisz 14h

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 godziny temu, buraczek58 napisał:

Gdyby Twoja wizja o samym sobie stała na silnych nogach, to psychiatra nie byłaby w stanie wpoić Ci wizji zaburzonego i niedostosowanego. Nóżki się pod Tobą zachwiały, skoro gorzej się czujesz. Być może powiedziała to, bo jest obyta , albo nie do końca obyta z narkotykami. Od razu walnęła z grubej rury. Z tym, ze to tak jest. Nałogowi narkomani próbują z tego wychodzić u psychiatry, ale słabo to wychodzi, droga jest długa i bolesna. I trzeba trafić na bardzo dobrego psychiatrę i terapeutę

 

Ja nienawidzę narkotyków, nie powiem dlaczego, nie, nie brałam.W  rodzine tego chłopaka, który się powiesił-każdy był zaburzony, wierz mi, ale to było widać. mieliśmy kontakt.

 

 

 Też jestem przeciwko narkotykom , obojętne w jakiej formie . Pani terapeutka postąpiła tak , jak każdy terapeuta  powinien postąpić .Ściągnęła Cię , Jakubie na sam dół . Z borderem też  nie wciskała kitu , bowiem sam Sobie robisz krzywdę (!)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, acherontia styx napisał:

A nie prościej umówić się z polskim lekarzem na wizytę online i wystawi Ci e-receptę transgraniczną, którą możesz zrealizować w każdym kraju UE pod warunkiem, że dana substancja jest dopuszczona do obrotu w danym kraju?

Mi tak pasuje, bo chodzi o zasiłek. 

 

@neon żyje się mi dobrze. Terapeutce opowiadałem o moim przyszłym zawodzie. W tym kontekście, że nie łączą się mi dragi z wizerunkiem pracowniczym. Na co ona stwierdziła, że tego zawodu jeszcze nie mam (ostatni rok studiów) i że jestem zaburzony. Zacząłem się z nią targować, że w sumie ze wszystkich działek w moim życiu jestem zadowolony. Na terapie chodziłem tylko w celach samorozwojowych i już chciałem kończyć od kilku spotkań. Ale powiedziałem o dragach i stąd aktualna sytuacja. Od 5 lat sobie wrzucę czasem i nigdy nie było z tym problemu, a także raz po raz coś jej o tym przebąkiwałem. 

No i usłyszałem te wszystkie okropności na swój temat, więc nic dziwnego, że trudno mi sobie z tym poradzić. Mówię, myślałem o sobie jako o zdrowej osobie. A tutaj, że mogę się przebrać ale zaburzonym się zostaje. 

Kurczę, no proszę, nie dziwię się sobie że musiałem to odespać dzisiaj - przecież to kasuje nadzieję. Po 5 latach terapii... I rozwiązanie wg niej to chodzić na terapię. Tak @Croatia2021 terapeutka ściągnęła mnie w dół. Sytuacja jest bezpośrednio w nawiązaniu do narkotyków - terapeutka zareagowała emocjonalnie. Sama mówiła, ze czuje się jak matka ze mną czasem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@jakub358 rozumiem, ale gdybys był naprawde zdrowy, słowa terapeuty mogłby  by Cie urazić, ale nie spodowalyby załamania sie całego twojego obrazu. 

 

Moge sie tu pokusić o ocene ze przenosisz na terapeute jakies uczucia zwiazane z matką, a jej krytyke jako odrzucenie i zagrożenie Twojego istnienia, co Cie tak rozbija. Oznacza to ze nadal jestes emocjonalnie na poziomie dziecka i wszelka krytyka matki/teraputki to prawie jak wyrok smierci.

 

I jakbys miał dobra relacje z obiektem, to nie powinno byc tak, ze pomimo krytki probowalbys ta relacje jakos naprawic?

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@neon aż przewalił się mi żołądek na Twoją wiadomość. Cholerna racja

No ale komu nie zawaliłby się obraz na swój temat? Ja broniłem swojego obrazu, targowałem się; wymieniałem sfery gdzie jest dobrze. A ona dyskutowała i upierdzielała, to po kilkunastu minutach prania mózgu zmiękłem. Już pięć lat pracujemy; ziarno rzucone na matrycy terapii umie zrobić krzywdę.

No projektuje na nią swoje uczucia i rzeczywiście jej słowa brzmią jak wyrok. Emocjonalnie poziom dziecka... no dobrze, ale jak to zmienić? 

Moja relacja z terapeutką jest dobra myślę. Ja po prostu uznałem, że ona się wypaliła, że trwa to za długo i zbyt zaczęła swoje emocje na mnie projektować, swój światopogląd. 

 

Co do mojego aktualnego stanu, to wyrzucają mnie z mieszkania i szukam czegoś intensywnie, ale wszystkie oferty powybierane jak dzwonię. To duży stres. Nie pomaga też to, że partner wyjeżdża za granicę zarobić za 2 tygodnie. Natychmiast go w tym poparłem, ale łatwe to też nie jest. No i mam powrót na studia od października na 5 rok stacjonarnie, a przyznam szczerze, że takie sytuacje klasowe też są dla mnie męczące. Nie lubię tego, mam awersje po trudnym dzieciństwie. To wszystko do kupy razem z terapią no mnie wybiło z rytmu. 

Objawy mam takie, że losowo mam przypływy płaczu w ciągu dnia. Mam wrażenie, że wsparcia nie mam jak uzyskać więcej niż to forum tutaj - no jakoś nie chce powiedzieć bliskim, że aż taki kryzys mam, robić z siebie niewydolnego. 

Bardzo chce być zdrowy, mieć niezachwiane dobre zdanie na swój temat i funkcjonować dobrze - spełniać wszystkie role. Jak odmienić ten swój los? 5 lat terapii, tyle pracy... ahhh Czy wy tutaj też tak dzielnie walczycie? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, jakub358 napisał:

5 lat terapii, tyle pracy... ahhh Czy wy tutaj też tak dzielnie walczycie? 

 

Posłużę się cytatem z filmu: "You can do a hundred things right, but it takes only one mistake to destroy everything".  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 11.09.2021 o 16:20, jakub358 napisał:

Dojechałem do max dawki 100 tabletek, czyli 1500mg dxm.

 

W dniu 12.09.2021 o 12:04, jakub358 napisał:

no ja to robiłem żeby się regulować, odciąć od jakiejś wewnętrznej pustki, nudy tego świata. Zająć czas, urozmaicić rzeczywistość. Natychmiastowa przyjemność.

 

W dniu 11.09.2021 o 14:45, jakub358 napisał:

bo jednak postrzegałem siebie już jako zdrowego.

 

5 lat terapii, 4 lata z acodinkiem. Słabo to się kalkuluje, zaburza wyniki pracy w czasie terapii. Polecam rozstanie z aco i żmudną naukę zapychania dziury dobrymi rzeczami. Koniec końców, dobrze, że się przyznałeś. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 13.09.2021 o 13:20, jakub358 napisał:

@neon aż przewalił się mi żołądek na Twoją wiadomość. Cholerna racja

No ale komu nie zawaliłby się obraz na swój temat? Ja broniłem swojego obrazu, targowałem się; wymieniałem sfery gdzie jest dobrze. A ona dyskutowała i upierdzielała, to po kilkunastu minutach prania mózgu zmiękłem. Już pięć lat pracujemy; ziarno rzucone na matrycy terapii umie zrobić krzywdę.

No projektuje na nią swoje uczucia i rzeczywiście jej słowa brzmią jak wyrok. Emocjonalnie poziom dziecka... no dobrze, ale jak to zmienić? 

Moja relacja z terapeutką jest dobra myślę. Ja po prostu uznałem, że ona się wypaliła, że trwa to za długo i zbyt zaczęła swoje emocje na mnie projektować, swój światopogląd. 

 

Co do mojego aktualnego stanu, to wyrzucają mnie z mieszkania i szukam czegoś intensywnie, ale wszystkie oferty powybierane jak dzwonię. To duży stres. Nie pomaga też to, że partner wyjeżdża za granicę zarobić za 2 tygodnie. Natychmiast go w tym poparłem, ale łatwe to też nie jest. No i mam powrót na studia od października na 5 rok stacjonarnie, a przyznam szczerze, że takie sytuacje klasowe też są dla mnie męczące. Nie lubię tego, mam awersje po trudnym dzieciństwie. To wszystko do kupy razem z terapią no mnie wybiło z rytmu. 

Objawy mam takie, że losowo mam przypływy płaczu w ciągu dnia. Mam wrażenie, że wsparcia nie mam jak uzyskać więcej niż to forum tutaj - no jakoś nie chce powiedzieć bliskim, że aż taki kryzys mam, robić z siebie niewydolnego. 

Bardzo chce być zdrowy, mieć niezachwiane dobre zdanie na swój temat i funkcjonować dobrze - spełniać wszystkie role. Jak odmienić ten swój los? 5 lat terapii, tyle pracy... ahhh Czy wy tutaj też tak dzielnie walczycie? 

 

Moze i sie wypaliła,wystrzelała, kto to wie. I czy aie przyzna do tego, to tez pewnie roznie. Niektorzy terapuci bede sie trzymac wizerunku osoby nieomylnej, a Ci co mają malo klientow moga Cie trzymać dla siana. No i sa trzeci ala Mataka Teresa oni Ci powiedza prawde.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 godzin temu, ehempatia napisał:

5 lat terapii, 4 lata z acodinkiem. Słabo to się kalkuluje, zaburza wyniki pracy w czasie terapii. Polecam rozstanie z aco i żmudną naukę zapychania dziury dobrymi rzeczami. Koniec końców, dobrze, że się przyznałeś. 

 

Tak, z tym koniec. Jednak im więcej o tym tak usłyszę jak od Ciebie, tym lepiej.

Faktycznie trafiony cytat z filmu

Wydaje się mi, że moja terapeutka to jednak jest ten typ, który mówi prawdę... Odważyła się na to.

Miałem kryzys, ale już się wykaraskałem. Chyba też dlatego, że znalazłem mieszkanie i nie wyląduje na ulicy. Już załatwione, wpłaciłem kaucję.

No powiem, że chce nad sobą [pracować. Szczerze mówiąc, tylko wy tutaj mówicie w taki sposób, że jednak warto by pójść na te terapie, chodzić dalej. Bo wszyscy najbliżsi mówią, że jestem zdrowy, żebym to chrzanił i nie chodził już. Więc dzięki wam za to. 

No na chwilę obecną czuję się stabilnie już. Widać terapia tak też działa - ma rozbić cię w drobny mak, żeby potem złożyć w całość na nowo... Ale cholernie trudne to jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×