Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

jakub358

Użytkownik
  • Zawartość

    218
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Tak, z tym koniec. Jednak im więcej o tym tak usłyszę jak od Ciebie, tym lepiej. Faktycznie trafiony cytat z filmu Wydaje się mi, że moja terapeutka to jednak jest ten typ, który mówi prawdę... Odważyła się na to. Miałem kryzys, ale już się wykaraskałem. Chyba też dlatego, że znalazłem mieszkanie i nie wyląduje na ulicy. Już załatwione, wpłaciłem kaucję. No powiem, że chce nad sobą [pracować. Szczerze mówiąc, tylko wy tutaj mówicie w taki sposób, że jednak warto by pójść na te terapie, chodzić dalej. Bo wszyscy najbliżsi mówią, że jestem zdrowy, żebym to chrzanił i nie chodził już. Więc dzięki wam za to. No na chwilę obecną czuję się stabilnie już. Widać terapia tak też działa - ma rozbić cię w drobny mak, żeby potem złożyć w całość na nowo... Ale cholernie trudne to jest.
  2. @neon aż przewalił się mi żołądek na Twoją wiadomość. Cholerna racja No ale komu nie zawaliłby się obraz na swój temat? Ja broniłem swojego obrazu, targowałem się; wymieniałem sfery gdzie jest dobrze. A ona dyskutowała i upierdzielała, to po kilkunastu minutach prania mózgu zmiękłem. Już pięć lat pracujemy; ziarno rzucone na matrycy terapii umie zrobić krzywdę. No projektuje na nią swoje uczucia i rzeczywiście jej słowa brzmią jak wyrok. Emocjonalnie poziom dziecka... no dobrze, ale jak to zmienić? Moja relacja z terapeutką jest dobra myślę. Ja po prostu uznałem, że ona się wypaliła, że trwa to za długo i zbyt zaczęła swoje emocje na mnie projektować, swój światopogląd. Co do mojego aktualnego stanu, to wyrzucają mnie z mieszkania i szukam czegoś intensywnie, ale wszystkie oferty powybierane jak dzwonię. To duży stres. Nie pomaga też to, że partner wyjeżdża za granicę zarobić za 2 tygodnie. Natychmiast go w tym poparłem, ale łatwe to też nie jest. No i mam powrót na studia od października na 5 rok stacjonarnie, a przyznam szczerze, że takie sytuacje klasowe też są dla mnie męczące. Nie lubię tego, mam awersje po trudnym dzieciństwie. To wszystko do kupy razem z terapią no mnie wybiło z rytmu. Objawy mam takie, że losowo mam przypływy płaczu w ciągu dnia. Mam wrażenie, że wsparcia nie mam jak uzyskać więcej niż to forum tutaj - no jakoś nie chce powiedzieć bliskim, że aż taki kryzys mam, robić z siebie niewydolnego. Bardzo chce być zdrowy, mieć niezachwiane dobre zdanie na swój temat i funkcjonować dobrze - spełniać wszystkie role. Jak odmienić ten swój los? 5 lat terapii, tyle pracy... ahhh Czy wy tutaj też tak dzielnie walczycie?
  3. Mi tak pasuje, bo chodzi o zasiłek. @neon żyje się mi dobrze. Terapeutce opowiadałem o moim przyszłym zawodzie. W tym kontekście, że nie łączą się mi dragi z wizerunkiem pracowniczym. Na co ona stwierdziła, że tego zawodu jeszcze nie mam (ostatni rok studiów) i że jestem zaburzony. Zacząłem się z nią targować, że w sumie ze wszystkich działek w moim życiu jestem zadowolony. Na terapie chodziłem tylko w celach samorozwojowych i już chciałem kończyć od kilku spotkań. Ale powiedziałem o dragach i stąd aktualna sytuacja. Od 5 lat sobie wrzucę czasem i nigdy nie było z tym problemu, a także raz po raz coś jej o tym przebąkiwałem. No i usłyszałem te wszystkie okropności na swój temat, więc nic dziwnego, że trudno mi sobie z tym poradzić. Mówię, myślałem o sobie jako o zdrowej osobie. A tutaj, że mogę się przebrać ale zaburzonym się zostaje. Kurczę, no proszę, nie dziwię się sobie że musiałem to odespać dzisiaj - przecież to kasuje nadzieję. Po 5 latach terapii... I rozwiązanie wg niej to chodzić na terapię. Tak @Croatia2021 terapeutka ściągnęła mnie w dół. Sytuacja jest bezpośrednio w nawiązaniu do narkotyków - terapeutka zareagowała emocjonalnie. Sama mówiła, ze czuje się jak matka ze mną czasem.
  4. Leki psychotropowe posiadam duże ilości na stanie, różne. Psychiatrę mam w Niemczech. Tylko aktualnie nie chcę brać SSRI, bo po takiej paroksetynie 5mg miałem dysfunkcje seksualne. Stąd przestałem brać z tydzień temu, bo jednak ta sfera w związku jest dla mnie ważna. A więc zostają mi tylko neuroleptyki albo bupropion. Benzo nie chcę z wiadomych przyczyn. Biorę nasennie 12,5 mg kwetiapiny. Bupropion już nie biorę bo szło w kierunku lękowym. Co do niskich dawek neuroleptyków (50mg amisulpirydu od lekarza albo 5mg aripiprazolu), to mam mieszane uczucia czy przypadkiem nie działają spadkowo na poziom dopaminy i stąd poddaje wątpliwości sens brania. Chociaż może ktoś posiada większą wiedzę w tym zakresie to chętnie zasięgnę rady. Lekarz niestety słabo zna angielski i stąd trudno mu cośkolwiek wytłumaczyć.
  5. Obraz siebie mam chwiejny tak jak piszesz Buraczek. O tym samym mówisz @move Przyznam, że nie miałem tak już od paru lat. Teraz to się stało pod wpływem terapii. Najgorsza jest myśl, że ona może mieć cholerną rację. @neon no ja to robiłem żeby się regulować, odciąć od jakiejś wewnętrznej pustki, nudy tego świata. Zająć czas, urozmaicić rzeczywistość. Natychmiastowa przyjemność. Natomiast trudno mi się podjąć czegokolwiek. No dzisiaj spałem 14h, dosypiając od 6 rano. Nie mam ochoty na nic. Jeszcze dobija mnie fakt, że do środy muszę się wyprowadzić bo gaśnie umowa a nie mam gdzie. Dosłownie nie mam gdzie i to mnie przerasta. Współczuje wstrętnej sytuacji w pracy. Spotkałeś się z złośliwością ludzi. Mam nadzieję, że udało się ci to jakoś wyjaśnić. Chociaż kwas zostaje, nie ważne czy racja była czy nie. Tak działają plotki. Jedyne co można, to wzmocnić wiarę w siebie i zweryfikować ludzi...
  6. No głównie idą nerki, ponieważ o-pce ma kryształki, które przechodzą przez kłębuszki nerkowe, niteczki, uszkadzając je. Przykra sprawa z tym chłopakiem... Myślę, że faktycznie masz rację z celowym powiedzeniem tego, co ma boleć. Terapeutka uważa, że tylko zszokowanie i zaciekawienie mózgu może powodować rozwój. Stąd mam wstrząsową terapię. Jednak na chwilę obecną po prostu czuję się źle, tak mnie ubodła. No nie sądzę aby ktokolwiek poczuł się dobrze jak rujnuje się jego wizję o samym sobie, wpajając wizję zaburzonego i niedostosowanego.
  7. Dojechałem do max dawki 100 tabletek, czyli 1500mg dxm. Od 4 lat wrzucałem tak raz na pół roku, potem raz na 3 miesiące. Jakoś 2 miesiące temu kupiłem arylcykloheksamine, inny dysocjant, i zacząłem wrzucać częściej. Raz na tydzień ostatnio. Wychodziło wiele taniej i zdrowiej dla organizmu - łatwiejszy metabolizm. Tydzień temu z tych powodów oddałem proszki partnerowi i potem opowiedziałem o wszystkim na terapii. Efekt jak powyżej...
  8. Takie słowa usłyszałem po ponad 5 latach terapii prywatnej 130zł/ tydzień. Na pytanie Co mogę zrobić żeby sobie pomóc? - usłyszałem: chodzić na terapię Słyszałem już od paru miesięcy, że jestem zdrowy. Ale tydzień temu wyznałem, że zażywam narkotyki, dokładnie dysocjanty (np Akodin, te tabletki na kaszel). Ogień z dupy się otworzył i terapeutka pojechała po mnie jak po najgorszym. Usłyszałem, że grozi mi psychoza, że skoro biorę to jestem narkomanem i w takim razie jest to zgodne z organizacją osobowości na poziomie bordera. Dodam, że nigdy czegoś takiego nie słyszałem - zawsze było, że mam pewne tendencje neurotyczne. Oczywiście kiedyś miałem gorszy stan, ale z niego wyszedłem. Skutkiem powyższej terapii było, że dzień przed kolejną terapią w dniu wczorajszym, czułem się źle. Właśnie z powodu spodziewanego upierdalania mnie. Terapeutka jest jak twierdzi ,,z starszego pokolenia" - totalnie anty wszelkie substancje. No a w moim środowisku jest to normalne, że czasem coś się przyfasoli. Jakby naprawdę nic mi to nie robi. Wyznałem terapeutce, że źle się czułem ze sobą, skoro usłyszałem takie rzeczy. Spowodowało to dysonans poznawczy, bo jednak postrzegałem siebie już jako zdrowego. Dobrze się czuje, realizuje pasje, kończę w tym roku 5 rok studiów, mam szczęśliwy związek, mam pracę i pieniądze, osiągnięcia. Nie miałem żadnych pogorszeń nastroju itd. Na co terapeutka stwierdziła, że można się przebrać za zdrowego ale zaburzonym się zostaje. Że jest wiele lekarzy, pielęgniarek i psychologów zaburzonych. Stwierdziła, że ma mi obowiązek powiedzieć jako pacjentowi, że jednak osobowość na poziomie border i ślizgam się po organizacji neurotycznej, pod powierzchnią; że ona mnie tak właśnie widzi. Zacząłem z nią negocjować, że przecież mam dobre funkcjonowanie moralne, dobrą relacje z obiektem, dobre testowanie rzeczywistości... A ona, że z tym testowaniem rzeczywistości to niedługo może być nie wiadomo skoro ćpam. No nie podała mi żadnych argumentów potwierdzających swoją diagnozę, a stwierdziła tylko, że można poznać wiele teorii, zdobyć szeroką wiedzą ale to nie pomoże w zaburzeniach. No i właśnie w tym miejscu zapytałem, co mogę zrobić żeby sobie pomóc; w jaki sposób. A ona, że tylko chodzić na terapię i nic więcej. No i tak to wyglądało. Tragiczna sesja po której po prostu nie wiem jak się czuć. Bo jakby wszystko u mnie w życiu jest dobrze, czułem się dobrze. Już od kilku tygodni myślałem, żeby te terapię zakończyć bo zdziera ze mnie duże pieniądze. A tutaj takie coś. Oczywiście, że ona ma mój obraz jak najbardziej od strony problemów, bo ja jej nigdy nie opowiadam o sukcesach, czy dobrych rzeczach, sytuacjach - bo jestem zdania, że na terapię chodzi się aby pracować nad trudnościami, wadami, aby się szlifować. No ale co to za terapia, która upierdala człowieka? Dodam, że w takim klimacie ta terapia jest od zawsze, że słyszę że każda osoba z mojego otoczenia jest zaburzona - ani jednej zdrowej. Jedyna zdrowa osoba to terapeutka sama w sobie... Doradźcie coś mądrzy ludzie proszę. Czy zerwać przez SMSa?
  9. Najstraszniejsze myśli z wszystkich czarnych; pisane przeze mnie, w dniu tym. Treść skrajna, dla osób pełnoletnich, o mocnych nerwach. PROSZĘ NIE CZYTAĆ DALEJ, JEŚLI NIE SPEŁNIASZ POWYŻSZYCH WARUNKÓW Mam wielką nadzieję, że treść ta nie narusza regulaminu serwisu. Jeśli tak - proszę o natychmiastowe usunięcie tego wątku. Jest to ciemna część mojej psychiki, czyli najobrzydliwsze i najstraszniejsze obrazy jakie nazbierałem do tego punktu mojego życia. Pochodzą z własnych przeżyć, obserwacji świata, chatów społecznościowych, filmów, pornografii, zasłyszanych treści, czytanych książek, własnych lęków, grzechów w ujęciu katolicyzmu, wizji piekła w ujęciu katolicyzmu itd. Muszę dać temu upust. Przepraszam. Proszę o kontakt osobę która jest w stanie to udźwignąć i mogłaby ze mną porozmawiać. Obrzydlistwa tego świata. Upodlenia fizyczne i psychiczne. Zezwierzęcenie ludzi. Penis przygniatany glanem na ziemi. Deformacje ciała i barbarzyński seks. Wypadający odbyt do którego szczają moczem. Pobicie wśród wulgaryzmów. Metalowe przyrządy do tortur. Jedzenie z ziemi jak pies pulpy z kawałkami szkła, które ranią język i podniebienie do krwi. Przypalanie ogniem. Picie z kałuży na wysypisku śmieci pełnej wijących się larw - najpierw z rąk, a potem ssając prosto z powierzchni jak pies. Wymiociny. Karykaturalne ciała z obozów koncentrayjnych. Śmierć głodowa. Zaduszenie. Piach i muchy przyklejające się do otwartych ran na twarzy po kaźni. Plwociny i szyderstwa. Rzeźnik ludzi w ołowiowym płaszczu. Otwarte jajogłowie. Seks analny wśród gnijących ciał. Wyrywanie paznokci obcęgami. Lepiszcza parówczane i dyszla spustowa w ujęciu seksu homoseksualnego. Wstyd. Kłamstwa. Bezkresne cierpienie zatopione w oceanie krwi. Strach. Wyciąganie sznura z wnętrza gardła wśród odruchów wymiotnych. Wijące się larwy i stonogi. Jedzenie własnych odchodów. Utrata wzroku. Wydłubanie oczu. Zbeszczeszczenie ciała po śmierci. Profanacja. Krwawe ofiary. Gwałt. Zainfekowanie krwi śmiertelną chorobą. Znęcanie się psychiczne. Kazirodztwo. Orgia. Pedofilia. Uwięzienie na lata w pokoju. Samotność i rozpacz. Molestowanie seksualne. Wykluczenie i ostracyzm. Alkoholizm. Zabicie aborcyjne dziecka. Leki poronne. Ucięcie penisa. Tranwestytyzm, spedalenie. Wypicie żrącego środka, Cifu. Automasturbacja z połknięciem wytrysku. Potworna samotność. Utrata wzroku. Cięcie się, samookaleczanie. Guz rakowy i niepełnosprawność. Zeszmacenie. Prostytucja. Grzebanie w brudnej waginie. Resekcja kawałka odbytu z zakarzeniem, wycięcie. Pożółkły brud i fetor. Pasożyty w organizmie, tasiemiec i robaki: w uchu, w oku i na głowie. Plucie larwami z krwią. Schizofrenia i śmierć bliskich. Zapięcie w pasy w psychiatryku. Sikanie pod siebie i mocz na podłodze. Starość i robienie pod siebie. Czyszczenie ciała z odchodów. Wyrywanie ścięgien. Tortury. Rozciąganie, rozgniatanie i miażdżenie. Granie na instrumentach dętych odbytem. Utrata głosu. Spalenie na stosie. Mrok. Śmierć. Upodlenie. Zagłada. Wieczna rozpacz i potępienie.
  10. jakub358

    Problem Gniewu

    Dzisiaj był mój ostatni dzień w pracy. Jestem wzruszony z zadowolenia. Skończyłem tą okropną pracę, która tak długo ograbiała mnie z tego, co najcenniejszą walutą - ograbiała mnie z czasu. Była to długa podróż, która wiele mnie kosztowała, a wracam z niej z łupem w postaci pieniędzy na życie. Jest mi tak przykro, że przez ten okres nie miałem dla siebie czasu; że ignorowałem swoje potrzeby, skupiając całą swoją wolę na pracy. Tak dużo w nią wkładałem, tak bardzo się poświęciłem, a otrzymałem za to ochłap w postaci najniższej krajowej. Jeśli moje życie ma wyglądać w taki sposób, że w dni robocze oddaje się pracy i wedle pracy jest podyktowany cały mój czas, a potem nastają dwa dni wolnego, które nie dają wytchnienia, a służą tylko jako krótki odpoczynek, abym mógł zebrać siły na kolejne pięć dni pracy - jeśli tak ma wyglądać moja przyszłość, to jestem przerażony. Nie chcę takiej przyszłości, nie chcę, nie chcę! Mam urazę, że w taki sposób mnie traktowano - dojono ze mnie jak z mlecznej krowy, a dawano możliwie jak najmniej, nie otrzymałem nic godziwego w zamian, poza pieniędzmi które starczą tylko na przeżycie, tylko aby przetrwać. Drżę ze szczęścia, że nastał koniec i przyszło pożegnanie; oraz z goryczy, która krąży jeszcze w moim ciele jak trucizna. Gorzki był to kielich, a najgorsze w nim odmęty zaległy na dnie, które poruszyłem wraz z wypowiedzeniem rezygnacji z pracy. To już koniec, to już koniec i wreszcie mogę odpocząć, tak bardzo pragnąłem odpocznienia - spokoju, który koi mnie brzmieniem łagodnego szeptu, jak odgłos szemrzących grzmotów w oddali, gdy jest się w ciepłym domu. A potem przyjdzie deszcz! Ha ha ha haaa! Co za radość! I wyruszę raz jeszcze, aby spotkać piękne niebo jak czoło ukochanej osoby z gwiazdą; i spotkam tych ludzi, którzy skrzą się miłością w myślach moich. Tak, zaczekajcie na mnie, spotkamy się blisko! Wrócam do domu i będę z wami, obiecuję, obiecuję.
  11. jakub358

    Problem Gniewu

    Mój stan wynika z silnego stresu jaki przeżywam. Tak bardzo potrzebuję spokoju, tak bardzo pragnę odpoczynku i wytchnienia. Jestem zmęczony, tak bardzo zmęczony, śmiertelnie zmęczony. Chciałbym jedynie odpocząć. Tak bardzo chciałbym odpocząć. Pracuję do późna i późno chodzę spać. Nie robię dla siebie praktycznie nic i jestem bardzo niezadowolony z własnego ciała. Czuję się taki brzydki. Moje ciało wydaje mi się tak obłe, tak niekształtne gdy patrzę na siebie nago w lustrze, którego tafla odbija ten mój marny obraz siebie. Nie wiem, jak powinienem się zachowywać, nie wiem jak chodzić. Aby ukryć prawdziwego siebie, za którego tak bardzo mi wstyd, staram się coś grać i sprawiać wrażenie. Za wszelką cenę staram się ukryć swoją nędzę, ze strachu aby chociaż ta nędza nie została odrzucona; aby chociaż te marne resztki i szczątki które mam, a które zalegają w mętach dna sarkofagu mego ciała, nie zostały zmiażdżone. Z nienawiści do mnie ludzie byliby w stanie połamać moje kości. A ja tak bardzo się staram być łagodnym i wspaniałomyślnym. Zanoszę na swoich nogach, moje zmęczone ciało codziennie do pracy i pracuję wytrwale moimi biednymi, spracowanymi rękami; pociętymi od ostrych i ciężkich rzeczy w pracy. Spotykam się tam z taką niewdzięcznością i z trudem walczę o każdy oddech. Wiele mnie to kosztuje i z tego względu jutro składam wypowiedzenie z pracy. Dzisiaj poinformowałem o tym jedną z podrzędnych menedżerek i doradziła mi ona, abym napisał wszystko na piśmie i jutro zaniósł to szefowej. A więc to stanie się jutro, a okres wypowiedzenia wynosi tydzień. Przez ten tydzień, ona będzie chciała mnie wykorzystać w swoim gniewie ile można. Będę miał jej ciągłą kontrolę, pospieszanie i sprzątanie wszystkich miejsc jakie się da - rynienek kanalizacyjnych, sufitów, pokojów magazynowych, pieców i wszystkich najobrzydliwszych miejsc, otłuszczonych i pełnych śmierdzącego szlamu. A to wszystko w jej nieustannej kontroli, wskazywaniu palcem, sprawdzeniu czy nie został chociażby pyłek brudu i pospieszania; pracy na kolanach, rozciągniętym i w innych dziwnych pozycjach, w pocie i brudzie, i pośpiechu. Bardzo boję się tego okresu wypowiedzenia i boję się odchodzić. Wiem, że nie będą chcieli wypłacić mi wszystkich pieniędzy - że będą umniejszali moją ilość przepracowanych godzin, że wytkną wszystkie moje niedoskonałości w pracy, że będzie potwornie niemiło; z pytaniami dlaczego, z jakich powodów, na które gdy odpowiem, to wszystko zostanie obrócone przeciwko mnie, że wszystko to wynika z mojej winy. Największa jeszcze walka będzie o moje dni urlopowe na które zapracowałem, a których nigdy nie wykorzystałem - jest ich dużo i to bardzo dużo pieniędzy; nie obejdzie się bez powoływania na prawo, przedstawiania petycji i grożenia sądem. Na samą myśl skręca mi się żołądek. Jakby tego było mało, moja ciocia u której mieszkam z bratem, dokonała aborcji i obciążyła mnie tą informacją. W mieszkaniu walają się tabletki poronne obok rutinoscorbinu. Na początku w ogóle nie dopuściłem do siebie tej informacji, wyparłem ją. Potem przyszła groza. Lecz najgorsze jest jej nieustanne kontrolowanie, kiedy wychodzę z domu, kiedy wracam, ile pracuję, co się ze mną dzieje, kiedy chodzę spać. Musi wszystko widzieć i wszystko słyszeć, wszystko wiedzieć. Musi spać z otwartymi drzwiami i absolutnie nie może mieć zatyczek w uszach, bo mówi, że gdy zamknie drzwi, lub gdy włoży zatyczki do uszu - to wpada w panikę. Panika, nie wie co się dzieje, traci kontrolę. Wszystko trzeba robić na palcach, jak najciszej i jak najtajniej, ponieważ od najmniejszego hałasu budzi się, wierci na łóżku i już nie może zasnąć więcej. Mieszkam u tej cioci z bratem, z którym dzisiaj się pokłóciłem i to zapewne był ostateczny cios, który wtłoczył mnie w stan obecny. Chciałem zagrać pierwszy raz w życiu na konsoli, żeby się odciąć myślami. Niezbyt sobie radziłem z guzikami i mechaniką, i przyszedł wtedy brat. Zaczął mówić, że jestem idiotą skoro nie potrafię tego ogarnąć. Powiedziałem mu, że dopiero zaczynam. On na to, że on też zaczynał i szybko się nauczył. Odparłem mu, żeby się zamknął i dał mi spokój. On natomiast odrzekł, że nie wie o co mi chodzi, on tylko stwierdza fakty i że muszę być debilem żeby tak wolno się uczyć. W trakcie wypowiadania tego ostatniego, powtarzałem mu ,,zamknij się” i ,,wynocha”; lecz on się delektował w głosie. Puściły mi nerwy i odepchnąłem mu lekko głowę z gniewem. Brat krzyknął na to, że co ja robię, dlaczego go biję, jakim prawem go dotykam i że może on mnie zaraz uderzy. I uderzył mnie. Potem dalej mówił coś obraźliwego, aż w końcu wyszedł wreszcie z pokoju. Powtarzałem mu w krzyku, żeby się stąd wynosił. Wyniósł się dopiero po chwili, bo chciał przez to pokazać, że on jest silnym samcem alfa i nikogo nie słucha, i że robi to co chce; że napewno nie ma takiej możliwości, aby ktoś mu w jakiś sposób coś rozkazał lub próbował zranić bez odpowiedzi. Nie byłem w stanie dalej grać, więc również opuściłem ten pokój i zszedłem na dół i przez godzinę rysowałem szlaczki na kartce. Brat natomiast zachowywał się jakby nic się nie stało i śmiał się i żartował razem z ciocią. Byłem kompletnie zignorowany. Nie byłem w stanie tego znieść i wyszedłem na długi spacer, a wróciłem nocą, gdy już spali. Myślałem o sobie, że jestem takim zwierzęciem, że nawet nie potrafię zapanować nad sobą, że uciekam się do fizyczności; że tak wolno się uczę i mam upośledzenie umysłowe, o czym nieraz też dowiadywałem się w pracy. Czułem się tak podle i żałośnie; agresywny i zaburzony, przewrażliwiony. W pracy menadźerka nieraz mi powtarzała, że biorę wszystko za bardzo do siebie, żebym zrezygnował ze swoich studiów bo sobie na nich nie poradzę, bo ich nie udźwignę; żebym nabrał dystansu i spróbował oddzielić pracę i nie brać rzeczy personalnie, że to mój problem. Nie wiem jaki już mam być, lecz niezmiennie ludzie powtarzają mi, że to są moje problemy - że ja mam problem ze sobą, bo jestem przewrażliwiony i nie mam dystansu i biorę za bardzo do siebie i że wymyślam i że lepiej abym wrócił do antydepresnatów i żebym się od nich odczepił. To ze mną jest problem. Niestety jestem już wypaczony na wskroś i nie potrafię nawet tego zmienić i nie wiem jaki mam być, jaki powinienem być i jaki nawet chciałbym być, żeby wreszcie przestać być tak obrażanym, tak zgniatanym i tak miażdżonym.
  12. Mam psychicznie dość. Nawet nie chce mi się tego pisać. Najchętniej usnąłbym zamieniając się w kamień. W głaz. Jak przyjemnie trwać w głuchej ciszy; nie czuć nic, nie słyszeć, nie widzieć, tego całego zła, po prostu utonąć w bezdennej pustce. Rozpuścić się jak kropla atramentu w czystym kubku z wodą. Upaść. Pierdolnąć. Spaść jak meteoryt na ziemie - dopiero wtedy wieśniacy odkryją, że coś spadało z nieba. Dopiero jak jebnie z grzmotem i przeryje niewzruszoną ziemię ich obojętności.
  13. Podły, wg słownika - popełniający czyny haniebne, zasługujący na potępienie i pogardę.
  14. Niewspółmiernie wzrósł mój poziom gniewu. Kontroluję go, na zasadzie nie okazywania na zewnątrz w jawny sposób; lub nawet naginania siebie, żeby być sympatycznym dla drugiej osoby. Pytam mojej menadżerki w pracy, jak tam się spało? Czy 8 godzinek? Czy zjadłaś coś smacznego? O, nie zjadłaś, a to na diecie jesteś? Ah tak, tak, rozumiem, nie miałaś czasu. I zwykle zdąży powiedzieć coś, co mnie strasznie zdenerwuje. Prawie zawsze. W stylu: ,,a podłogę już wytarłeś od oleju? Dzisiaj spóźniłeś się do pracy Jakub, 10 minut... Ja tak ciężko pracuje, haruje jak wół że nie miałam nawet czasu zjeść dobrze". I w tym momencie ja dostaje skurczu całego ciała, grzecznie przeczekuje i mam ochotę pierdolnąć w cokolwiek i kląć pod nosem. To dlatego, że jedyną osobą która pracuje najciężej, jestem ja - chodzi po prostu o to, że robię wszystkie najbrudniejsze rzeczy i nie mam przerw w pracy, a wykonuje ją zawsze bardzo starannie i efektywnie. Ona natomiast często się leni. Czuję się wykorzystywany. Zupełnie nie mówi mi o tym, co zrobiłem dobrze - z całego ogromu mojej każdodniowej pracy wyławia tylko rzeczy, które może skontrolować, dopytać, albo, aż ją dreszczyk przechodzi, o coś wreszcie się przyssać do pana idealnego. Mam dość lekceważenia, jednak chciałbym dalej być w tej pracy; a niestety po próbach konstruktywnych rozmów i wyjaśniania problemów, nic nie udało się wskórać i było gorzej. Mówienie o swoich emocjach też nie pomogło. Drażni mnie kontrola. Niestety jestem zmuszony mieszkać z moją ciotką przez pewien okres czasu, która potwornie mnie kontroluje. Robi mi pranie, czego nie chce - grzebie w moich rzeczach i szuka. Węszy. Jak znajdzie jakąś tabletkę (rutinoscorbin czy jakąś na gardło), od razu pyta bardzo szybkim głosem ,,co to jest?". Chce zawsze wiedzieć, o której zaczynam pracę, o której kończę, o której wrócę do domu i o której wracam rzeczywiście. Na którą masz do pracy? Musi skontrolować, o której już nie będzie mnie w domu i czy na pewno wyjdę tak, żeby się nie spóźnić. W nocy ma zawsze otwarte drzwi, a jak wracam późno to wstaje ,,na siku" i sprawdza w jakim jestem stanie - nie ma w tym żadnej troski, ona chce tylko informacji. Nie wiem po co jej to. Nie interesuje ją to, jak się czuję, co przeżywam, czy co powiedział lekarz na wizycie, albo jak radzę sobie z chorobą, czy jak atmosfera w pracy, lub jak moje relacje z bratem. Nie - to jej niepotrzebne. Ją interesuje, czy przypadkiem nie wydaje pieniędzy ,,z puszki" na alkohol; a jak przyniosę alkohol, to skąd go mam, za ile kupiłem. Interesuje ją moja dokładna rozpiska godzin pracy, oraz to co robię, kiedy nie pracuje, a nie ma mnie w domu? Bo jak nie jest się w domu, ani nie jest się pracy, a jeszcze do tego wraca się ,,późno w nocy" - to na pewno uprawiam seks! Gdzieżby inaczej? Ostatnio czułem się, jakbym musiał przełykać wielką gulę ohydnego czegoś, co musiałem połknąć i byłem do tego zmuszony, bo na noc wpadłem na imprezę do znajomych po pracy. Nie wysłałem jej SMS'a że nie wrócę - no bo niby czemu miałbym wysyłać, dla mnie to normalne, że wrócę o której chcę i zatroszczę się o siebie. Gorzko pożałowałem, gdy rano zobaczyłem kilkanaście nieodebranych połączeń, a gdy oddzwoniłem to usłyszałem: ,,gdzie jesteś? co robiłeś? nie interesuje mnie z kim sypiasz, z kim seks uprawiasz, ale powiedz że nie wracasz na noc, bo chce wiedzieć co się z Tobą dzieje; już na policję chciałam dzwonić". A ja się wstydziłem za nią, jak można być takim odpychającym. Niestety jestem zmuszony do tej relacji i próbuję sobie radzić jak mogę, lecz wygląda to tak, że to o czym teraz piszę, to cena jaką płacę za to, że ona mi kiedyś pomogła. W taki sposób jestem od niej zależny i niestety jeszcze to potrwa z dobry miesiąc. Do tego dokłada się mój obraz siebie. Jestem czasami niezadowolony sobą - nie podoba mi się to, że mam w sobie tyle gniewu, gdzie przecież zwykle emanowałem miłością. Teraz mam złość. Zbyt dużo jej się nazbierało. Z tych ludzi, którzy przekraczają moje granice - przelewa się ten gniew też na innych ludzi, którzy nie mają z tym nic wspólnego. Obrywa się im, lecz najbardziej to obrywa się mi. Skoro jest tego gniewu tak dużo, to gdzieś trzeba go władować - więc katuje siebie. Jestem niezadowolony z swojego wyglądu fizycznego, że jestem zbyt szczupły; zmyślam sobie różne choroby, że jestem jakoś chory, że mam raka nosogardła, że może mam HIV, że jestem niedożywiony, że może mam pasożyty itd. Przestałem się sobie podobać, też psychicznie - że stałem się zbyt szorstki, że wulgarny, że zbyt rozjuszony; mam mniej cierpliwości do ludzi i zdarza mi się, że mówię do ludzi rzeczy, na które nie są oni gotowi i to ich rani. Zbyt bezpośredni i jak podróżny który rozbił się na egzotycznej wyspie i stara się sobie radzić jak może w tych dzikich warunkach.
×