Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

jakub358

Użytkownik
  • Zawartość

    231
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Dzisiaj jest w miarę. Jakubie z przyszłości, mam nadzieję że bardziej kochasz siebie niż ja dziś. Grunt to doceniać zwykłe rzeczy
  2. Dzisiaj jest całkiem w porządku mimo tego, że spałem do godziny 15, mam coraz mniej pieniędzy i operacja plastyczna nosa średnio się udała (dalej pyra tylko już prosta). Chciałbym faktycznie zająć się życiem, wypełnić obowiązki, robić hobby... a nie że gitary nie ruszałem od 2 lat
  3. To ja mam dopiero lvl 26 w życiu. I bardzo dziękuję za wpis autora wątku i wpisy kolejnych osób, dużo mi to dało do zastanowienia się. Mam wrażenie, że każdy z was dysponuje dość sporą wiedzą o życiu. Wiem, że to zabrzmi może banalnie, ale jaką dalibyście mi radę na chwilę obecną? (26 lat, w związku, 5 rok studiów? planuje wyjechać za granicę)
  4. @madmax6 Pomyślałem, że muszę Ci odpisać bo też mam tak z tym widokiem przemocy i cierpienia. Stąd nigdy nie oglądam horrorów, i nie trawiłem gier typu cs. Natomiast Mad Maxa lubię wszystkie części
  5. Mówiąc o niszczycielu rozumiem, że masz na myśli swój stosunek do siebie. To jest masochizm psychiczny. Czemu tak źle siebie traktujesz? U mnie dzisiaj jest naprawdę lepiej - to dzięki temu, że odważyłem się wejść na leki. Wszedłem na paroksetynę, czuję że lęk społeczny zmalał - już nie miałem wrażenia że mnie tak mocno znosi i się chwieję jak mijam ludzi na ulicy. Zaciskam trochę szczęki i szklą mi się oczy. Jakkolwiek lek aktualnie działa...
  6. jakub358

    Staż jako informatyk

    Daj znać jak będzie, jeśli chcesz
  7. @acherontia styx i @OnaW dziękuję za wsparcie, to mi pomogło w podjęciu decyzji. Akodinu już nie biorę jakiś czas i nie zamierzam, nawet mnie nie ciągnie bo po prostu pogarsza samopoczucie. Acherontia super, że terapia poprawia Ci funkcjonowanie emocjonalne. Też miałem takie okresy na terapii i uważam, że trzeba to bardzo cenić, bo zima kiedyś przyjdzie. Ja taki zmulony się czuje po tych rano benzo na stres. Nie lubię tego używać, no ale sytuacja była zbyt stresująca i potrzebowałem się wyregulować. Cena to spanie na stojąco. Już i tak teraz wstałem, bo spałem w dzień jeszcze 2h. Emocjonalnie dominuje smutek, niezmiennie od paru miesięcy. @katrin123 a możesz rozwinąć to bardzo kiepskie samopoczucie?
  8. Macie racje. Dzisiaj miałem wstać o 6:45 na zajęcia, a wstałem o 11:30. Pojechałem na trzecie zajęcia które były tego dnia od rana, spóźniony godzinę. Wrzuciłem benzo z tego stresu. Chyba dość z tym, z tą depresją. Wchodzę na leki - mam od lekarza zapisaną paro, sertle, jakieś neuroleptyki i bupro. Wizytę mam we wtorek, ale przyznam się mu że nie brałem nic kompletnie przez ostatnie miesiące, tylko gromadziłem leki. Zastanawiam się tylko na co wejść (psychiatra jest liberalny, mogę sam wybrać w konsultacji z nim leki i dawki bo się też znam). Myślę o paro + bupro + amisulpiryd mała dawka... To i tak nie połowa z wypisanych mi leków.
  9. Brałem dużo różnych. Działały. Aktualnie powód tego, czemu po nie nie sięgam wynika z poniższych informacji. Boje się zaprzepaszczać potencjał terapii, polepszać samopoczucia bo wtedy jak nad tym będę pracował? A co jak odstawie leki i to dziadostwo wróci? — stosowanie leków powoduje łagodzenie objawów a przez to zmniejsza motywację do uzyskania wglądu w istniejące problemy i także do przeprowadzenia potrzebnych zmian; — stosunkowo szybka poprawa samopoczucia po lekach może wzmacniać tendencję do uzyskiwania natychmiastowej gratyfikacji, a w ten sposób osłabiać udział w terapii, która po opanowaniu objawów staje się wyłącznie „przykra”; — wprawdzie leki łagodzą objawy zaburzeń takich jak schizofrenia, ChAD, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, to pacjenci nadal cierpią z powodu utrzymujących się trudności psychospołecznych, interpersonalnych, niemożności rozwiązywania bieżących problemów życiowych — w tych kwestiach leki nie są pomocne; — według teorii uczenia się zależnego od stanu to, czego pacjent nauczy się w procesie psychoterapii połączonym z farmakoterapią, będzie możliwe do wykorzystania, tylko gdy będzie przyjmował leki; — farmakoterapia może powodować mniej świadomą kontrolę objawów, co daje większe ryzyko nawrotu choroby po odstawieniu leków, a to negatywnie wpływa na długoterminowy wymiar terapii; — zalecenie leku przez psychoterapeutę pogłębia stan zależności wobec niego i powoduje bardziej autorytarny jego odbiór; — uzależniające działanie niektórych leków (BZD, benzodiazepiny) przeszkadza w przyjmowaniu pomocy psychoterapeutycznej; — czas poświęcany pacjentowi w leczeniu zintegrowanym jest niewystarczający, gdyż jest na jednej sesji dzielony między terapię a kwestie farmakologiczne; — psychoterapeuta pomaga w ciężkiej pracy introspekcji dotyczącej wewnętrznych konfliktów, których uwarunkowanie ma miejsce w życiu człowieka — tę pracę mogą zakłócać leki; — podczas łączenia farmakoterapii i psychoterapii pacjenci mogą błędnie przypisywać poprawę działaniu leków a nie zmianom, które dokonują się dzięki psychoterapii; — zastosowanie leku może powodować tendencję do minimalizowania interakcji między terapeutą i pacjentem (zastosowanie leku jako stworzenie dystansu z trudnym pacjentem); — ustąpienie objawów na skutek leczenia farmakologicznego nie jest równoznaczne z ustąpieniem samego zaburzenia. Farmakoterapia nie leczy tylko hamuje ujawnianie się objawów zaburzeń. Pacjenci nie zdają sobie z tego sprawy i ustąpienie objawów traktują jako wyleczenie co rodzi oczywiste komplikacje. (journals.viamedica.pl/psychiatria/article/view/47512/36538)
  10. Mówisz o poczuciu niestabilności. Rozumiem, że chodzi o lęk o przyszłe dni - tak bardzo namacalnie, materialnie, czy będzie co do gara włożyć, za co mieszkać, za co jechać przez miasto? Rozumiem twoje myśli. Zostałeś brutalnie wyrzucony z pracy, co tylko pogłębiło twoją nerwice. Zdajesz sobie z tego wszystkie sprawę, co podkreśla twoje racjonalne myślenie i z tego myślenia właśnie, zdolności przewidywania, wypływają obecne lęki. Jednak chyba zgodzisz się ze mną, że nie wiesz co będzie za miesiąc, za dwa, czy za pół roku. Nie jestem pewien, czy mówisz bardziej o antycypowanym niedostatku, czy swoim obecnym położeniu w którym jesteś, a w którym może nie wszystkie potrzeby są zaspokojone? Ja wiem jak to jest nie mieć nic. Mieszkam w bloku na 3 czy 4 piętrze, mając na przeciwko drugi blok w nienormalnie bliskiej odległości. Mam zawsze zasłonięte żaluzje, nie odsłaniam ich nigdy. Nie dociera tutaj światło, więc mam sztuczne kwiaty, bo tylko one mogą tu przetrwać. A to dlatego że już są martwe. Nie było tańszego pokoju. Nie ma nawet zamknięcia na klucz, jednak nie boje się kradzieży bo najcenniejsze co mam to gitara. Terapeutka zniżyła mi stawkę ze 130 na 100 zł. Wszystko jest, przepraszam za określenie, kuresko drogie. Za bilet miejski w dwie strony dam 6 zł, dwa razy dziennie, razy 30 dni = 360zł. Nie kupiłem biletu miesięcznego bo nie miałem tyle naraz; a mandat byłby równoznaczny z śmiercią, co nikogo nie obchodzi. Jak dawno temu jadłeś mięso, warzywa, owoce? Ja mam sporo dni gdy jem samą kaszę. Nigdy nie dostałem żadnego świadczenia socjalnego, bo mi się nie należało z racji zarobków rodziców. Na moje wyjaśnienia uzyskiwałem informacje, że to niemożliwe żeby tak żyć i ukrywam dochód. Cena za usługi jest oszałamiająca. Gdybym był silniejszy, to podjąłbym się innej pracy niż obecna - zdalna na zlecenie (odbieram telefony), jednak ceny czegokolwiek w zestawieniu do zarobków wywołują myśli rezygnacyjne i bezsens egzystencjalny. Jakby już nie wystarczyły same trudności emocjonalne, relacyjne i intrapsychiczne skonfliktowanie...
  11. Mam kiepski humor. Objawia się poczuciem bezsensowności wszelkiego działania, rezygnacją. Nie chce się mi nic i trwa to dłużsy czas. Dzisiaj wstałem po 13 i już myślałem o tym, żeby położyć się znowu do łóżka. Dosypiałem od 9 rano. Jednak przemogłem się do wstania i jakoś ten dzień zleciał. Garbie się, jem byle co, pale papierosy. Świat jest straszny na zewnątrz. Jutro podejmę się na niewyobrażalny wysiłek i pójdę na zajęcia na studia, bo mam już maximum nieobecności. Nie zrobiłem zadań na zajęcia, mimo że próbowałem to nie byłem w stanie się zmusić do pracy na dłużej niż 10 minut. Najchętniej bym tylko spał, nie odczuwam przyjemności, nie mam impulsów eksploracyjnych do świata, czy jakiejś aktywności. Psychoterapia w piątek, ale co ona mi da; od dłuższego czasu nie polepsza mojego stanu. A jednocześnie jestem bez leków, żeby nie poprawiać sztucznie nastroju i przepracować to co przeżywam obecnie. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Wszedłbym na te cholerne leki...
  12. Pomogłaś mi i to bardzo. Dziękuję Mój stan psychiczny wynikł z faktycznego błędu terapeutki. Przyznała się, że poczuła silny gniew i zjechała mnie nie zostawiając suchej nitki. Obecnie zamykam sprawę, ze względu na swoje zdrowie psychiczne i terapie zakańczam. Przykra sprawa, że tak się stało... Pod kątem emocjonalnym już jest lepiej; zawsze pomaga mi zwierzenie się tutaj
  13. Cześć, potrzebuję gdzieś to opisać. Mam od kilku dni kryzys emocjonalny. Czuję się fatalnie. Śpię bardzo długo, aż tyle że już nie mogę dłużej i jak wybudzam się to idę dalej spać na siłę. To jest tak, że siedząc na łóżku nie mogę dać sobie ulgi. Nie mam ochoty nic robić. Jem byle co. Dzisiaj wyszedłem do sklepu i jakiś dres do mnie tak bez powodu ,,cześć śmieciu". Nie wiem jak mógłbym sobie pomóc. Co mogę dla siebie zrobić? Mi nie jest smutno, nie czuję gniewu. Ja jestem zrezygnowany. Parszywe myśli o tym świecie kotłują się mi w głowie. Widzę ludzi palących papierosy i rzucających kiepy byle gdzie, ludzi smutnych, jakieś awantury w tramwaju o maseczki. Za wszystko ludzie chcą pieniądze. Moja terapeutka też drze ode mnie 130zł za spotkanie, a mówiłem jej, że nie czuję poprawy, że mi nie pomaga. Fantazjuje żeby brała ode mnie mniej, bo jak jeszcze skończą się mi środki to nie wiem co pocznę. W jaki sposób ona może mi pomóc, skoro terapia trwa 50 minut a ona myli fakty, i poza tym czasem nie ma mnie dla niej? Próbowałem pisać o tym z bliskimi ludźmi - każą rzucić terapie, zajarać sobie bongo lub wypocić. Przy takim pisaniu przez messengera nie da się uzyskać jakiegoś wsparcia. Zresztą gdy zwierzyłem się ostatnio ojcu, to usłyszałem lawinę rad i nie byłem w stanie tego przyjąć...
  14. Tak, z tym koniec. Jednak im więcej o tym tak usłyszę jak od Ciebie, tym lepiej. Faktycznie trafiony cytat z filmu Wydaje się mi, że moja terapeutka to jednak jest ten typ, który mówi prawdę... Odważyła się na to. Miałem kryzys, ale już się wykaraskałem. Chyba też dlatego, że znalazłem mieszkanie i nie wyląduje na ulicy. Już załatwione, wpłaciłem kaucję. No powiem, że chce nad sobą [pracować. Szczerze mówiąc, tylko wy tutaj mówicie w taki sposób, że jednak warto by pójść na te terapie, chodzić dalej. Bo wszyscy najbliżsi mówią, że jestem zdrowy, żebym to chrzanił i nie chodził już. Więc dzięki wam za to. No na chwilę obecną czuję się stabilnie już. Widać terapia tak też działa - ma rozbić cię w drobny mak, żeby potem złożyć w całość na nowo... Ale cholernie trudne to jest.
  15. @neon aż przewalił się mi żołądek na Twoją wiadomość. Cholerna racja No ale komu nie zawaliłby się obraz na swój temat? Ja broniłem swojego obrazu, targowałem się; wymieniałem sfery gdzie jest dobrze. A ona dyskutowała i upierdzielała, to po kilkunastu minutach prania mózgu zmiękłem. Już pięć lat pracujemy; ziarno rzucone na matrycy terapii umie zrobić krzywdę. No projektuje na nią swoje uczucia i rzeczywiście jej słowa brzmią jak wyrok. Emocjonalnie poziom dziecka... no dobrze, ale jak to zmienić? Moja relacja z terapeutką jest dobra myślę. Ja po prostu uznałem, że ona się wypaliła, że trwa to za długo i zbyt zaczęła swoje emocje na mnie projektować, swój światopogląd. Co do mojego aktualnego stanu, to wyrzucają mnie z mieszkania i szukam czegoś intensywnie, ale wszystkie oferty powybierane jak dzwonię. To duży stres. Nie pomaga też to, że partner wyjeżdża za granicę zarobić za 2 tygodnie. Natychmiast go w tym poparłem, ale łatwe to też nie jest. No i mam powrót na studia od października na 5 rok stacjonarnie, a przyznam szczerze, że takie sytuacje klasowe też są dla mnie męczące. Nie lubię tego, mam awersje po trudnym dzieciństwie. To wszystko do kupy razem z terapią no mnie wybiło z rytmu. Objawy mam takie, że losowo mam przypływy płaczu w ciągu dnia. Mam wrażenie, że wsparcia nie mam jak uzyskać więcej niż to forum tutaj - no jakoś nie chce powiedzieć bliskim, że aż taki kryzys mam, robić z siebie niewydolnego. Bardzo chce być zdrowy, mieć niezachwiane dobre zdanie na swój temat i funkcjonować dobrze - spełniać wszystkie role. Jak odmienić ten swój los? 5 lat terapii, tyle pracy... ahhh Czy wy tutaj też tak dzielnie walczycie?
×