Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

jakub358

Użytkownik
  • Zawartość

    209
  • Rejestracja

  1. Najstraszniejsze myśli z wszystkich czarnych; pisane przeze mnie, w dniu tym. Treść skrajna, dla osób pełnoletnich, o mocnych nerwach. PROSZĘ NIE CZYTAĆ DALEJ, JEŚLI NIE SPEŁNIASZ POWYŻSZYCH WARUNKÓW Mam wielką nadzieję, że treść ta nie narusza regulaminu serwisu. Jeśli tak - proszę o natychmiastowe usunięcie tego wątku. Jest to ciemna część mojej psychiki, czyli najobrzydliwsze i najstraszniejsze obrazy jakie nazbierałem do tego punktu mojego życia. Pochodzą z własnych przeżyć, obserwacji świata, chatów społecznościowych, filmów, pornografii, zasłyszanych treści, czytanych książek, własnych lęków, grzechów w ujęciu katolicyzmu, wizji piekła w ujęciu katolicyzmu itd. Muszę dać temu upust. Przepraszam. Proszę o kontakt osobę która jest w stanie to udźwignąć i mogłaby ze mną porozmawiać. Obrzydlistwa tego świata. Upodlenia fizyczne i psychiczne. Zezwierzęcenie ludzi. Penis przygniatany glanem na ziemi. Deformacje ciała i barbarzyński seks. Wypadający odbyt do którego szczają moczem. Pobicie wśród wulgaryzmów. Metalowe przyrządy do tortur. Jedzenie z ziemi jak pies pulpy z kawałkami szkła, które ranią język i podniebienie do krwi. Przypalanie ogniem. Picie z kałuży na wysypisku śmieci pełnej wijących się larw - najpierw z rąk, a potem ssając prosto z powierzchni jak pies. Wymiociny. Karykaturalne ciała z obozów koncentrayjnych. Śmierć głodowa. Zaduszenie. Piach i muchy przyklejające się do otwartych ran na twarzy po kaźni. Plwociny i szyderstwa. Rzeźnik ludzi w ołowiowym płaszczu. Otwarte jajogłowie. Seks analny wśród gnijących ciał. Wyrywanie paznokci obcęgami. Lepiszcza parówczane i dyszla spustowa w ujęciu seksu homoseksualnego. Wstyd. Kłamstwa. Bezkresne cierpienie zatopione w oceanie krwi. Strach. Wyciąganie sznura z wnętrza gardła wśród odruchów wymiotnych. Wijące się larwy i stonogi. Jedzenie własnych odchodów. Utrata wzroku. Wydłubanie oczu. Zbeszczeszczenie ciała po śmierci. Profanacja. Krwawe ofiary. Gwałt. Zainfekowanie krwi śmiertelną chorobą. Znęcanie się psychiczne. Kazirodztwo. Orgia. Pedofilia. Uwięzienie na lata w pokoju. Samotność i rozpacz. Molestowanie seksualne. Wykluczenie i ostracyzm. Alkoholizm. Zabicie aborcyjne dziecka. Leki poronne. Ucięcie penisa. Tranwestytyzm, spedalenie. Wypicie żrącego środka, Cifu. Automasturbacja z połknięciem wytrysku. Potworna samotność. Utrata wzroku. Cięcie się, samookaleczanie. Guz rakowy i niepełnosprawność. Zeszmacenie. Prostytucja. Grzebanie w brudnej waginie. Resekcja kawałka odbytu z zakarzeniem, wycięcie. Pożółkły brud i fetor. Pasożyty w organizmie, tasiemiec i robaki: w uchu, w oku i na głowie. Plucie larwami z krwią. Schizofrenia i śmierć bliskich. Zapięcie w pasy w psychiatryku. Sikanie pod siebie i mocz na podłodze. Starość i robienie pod siebie. Czyszczenie ciała z odchodów. Wyrywanie ścięgien. Tortury. Rozciąganie, rozgniatanie i miażdżenie. Granie na instrumentach dętych odbytem. Utrata głosu. Spalenie na stosie. Mrok. Śmierć. Upodlenie. Zagłada. Wieczna rozpacz i potępienie.
  2. jakub358

    Problem Gniewu

    Dzisiaj był mój ostatni dzień w pracy. Jestem wzruszony z zadowolenia. Skończyłem tą okropną pracę, która tak długo ograbiała mnie z tego, co najcenniejszą walutą - ograbiała mnie z czasu. Była to długa podróż, która wiele mnie kosztowała, a wracam z niej z łupem w postaci pieniędzy na życie. Jest mi tak przykro, że przez ten okres nie miałem dla siebie czasu; że ignorowałem swoje potrzeby, skupiając całą swoją wolę na pracy. Tak dużo w nią wkładałem, tak bardzo się poświęciłem, a otrzymałem za to ochłap w postaci najniższej krajowej. Jeśli moje życie ma wyglądać w taki sposób, że w dni robocze oddaje się pracy i wedle pracy jest podyktowany cały mój czas, a potem nastają dwa dni wolnego, które nie dają wytchnienia, a służą tylko jako krótki odpoczynek, abym mógł zebrać siły na kolejne pięć dni pracy - jeśli tak ma wyglądać moja przyszłość, to jestem przerażony. Nie chcę takiej przyszłości, nie chcę, nie chcę! Mam urazę, że w taki sposób mnie traktowano - dojono ze mnie jak z mlecznej krowy, a dawano możliwie jak najmniej, nie otrzymałem nic godziwego w zamian, poza pieniędzmi które starczą tylko na przeżycie, tylko aby przetrwać. Drżę ze szczęścia, że nastał koniec i przyszło pożegnanie; oraz z goryczy, która krąży jeszcze w moim ciele jak trucizna. Gorzki był to kielich, a najgorsze w nim odmęty zaległy na dnie, które poruszyłem wraz z wypowiedzeniem rezygnacji z pracy. To już koniec, to już koniec i wreszcie mogę odpocząć, tak bardzo pragnąłem odpocznienia - spokoju, który koi mnie brzmieniem łagodnego szeptu, jak odgłos szemrzących grzmotów w oddali, gdy jest się w ciepłym domu. A potem przyjdzie deszcz! Ha ha ha haaa! Co za radość! I wyruszę raz jeszcze, aby spotkać piękne niebo jak czoło ukochanej osoby z gwiazdą; i spotkam tych ludzi, którzy skrzą się miłością w myślach moich. Tak, zaczekajcie na mnie, spotkamy się blisko! Wrócam do domu i będę z wami, obiecuję, obiecuję.
  3. jakub358

    Problem Gniewu

    Mój stan wynika z silnego stresu jaki przeżywam. Tak bardzo potrzebuję spokoju, tak bardzo pragnę odpoczynku i wytchnienia. Jestem zmęczony, tak bardzo zmęczony, śmiertelnie zmęczony. Chciałbym jedynie odpocząć. Tak bardzo chciałbym odpocząć. Pracuję do późna i późno chodzę spać. Nie robię dla siebie praktycznie nic i jestem bardzo niezadowolony z własnego ciała. Czuję się taki brzydki. Moje ciało wydaje mi się tak obłe, tak niekształtne gdy patrzę na siebie nago w lustrze, którego tafla odbija ten mój marny obraz siebie. Nie wiem, jak powinienem się zachowywać, nie wiem jak chodzić. Aby ukryć prawdziwego siebie, za którego tak bardzo mi wstyd, staram się coś grać i sprawiać wrażenie. Za wszelką cenę staram się ukryć swoją nędzę, ze strachu aby chociaż ta nędza nie została odrzucona; aby chociaż te marne resztki i szczątki które mam, a które zalegają w mętach dna sarkofagu mego ciała, nie zostały zmiażdżone. Z nienawiści do mnie ludzie byliby w stanie połamać moje kości. A ja tak bardzo się staram być łagodnym i wspaniałomyślnym. Zanoszę na swoich nogach, moje zmęczone ciało codziennie do pracy i pracuję wytrwale moimi biednymi, spracowanymi rękami; pociętymi od ostrych i ciężkich rzeczy w pracy. Spotykam się tam z taką niewdzięcznością i z trudem walczę o każdy oddech. Wiele mnie to kosztuje i z tego względu jutro składam wypowiedzenie z pracy. Dzisiaj poinformowałem o tym jedną z podrzędnych menedżerek i doradziła mi ona, abym napisał wszystko na piśmie i jutro zaniósł to szefowej. A więc to stanie się jutro, a okres wypowiedzenia wynosi tydzień. Przez ten tydzień, ona będzie chciała mnie wykorzystać w swoim gniewie ile można. Będę miał jej ciągłą kontrolę, pospieszanie i sprzątanie wszystkich miejsc jakie się da - rynienek kanalizacyjnych, sufitów, pokojów magazynowych, pieców i wszystkich najobrzydliwszych miejsc, otłuszczonych i pełnych śmierdzącego szlamu. A to wszystko w jej nieustannej kontroli, wskazywaniu palcem, sprawdzeniu czy nie został chociażby pyłek brudu i pospieszania; pracy na kolanach, rozciągniętym i w innych dziwnych pozycjach, w pocie i brudzie, i pośpiechu. Bardzo boję się tego okresu wypowiedzenia i boję się odchodzić. Wiem, że nie będą chcieli wypłacić mi wszystkich pieniędzy - że będą umniejszali moją ilość przepracowanych godzin, że wytkną wszystkie moje niedoskonałości w pracy, że będzie potwornie niemiło; z pytaniami dlaczego, z jakich powodów, na które gdy odpowiem, to wszystko zostanie obrócone przeciwko mnie, że wszystko to wynika z mojej winy. Największa jeszcze walka będzie o moje dni urlopowe na które zapracowałem, a których nigdy nie wykorzystałem - jest ich dużo i to bardzo dużo pieniędzy; nie obejdzie się bez powoływania na prawo, przedstawiania petycji i grożenia sądem. Na samą myśl skręca mi się żołądek. Jakby tego było mało, moja ciocia u której mieszkam z bratem, dokonała aborcji i obciążyła mnie tą informacją. W mieszkaniu walają się tabletki poronne obok rutinoscorbinu. Na początku w ogóle nie dopuściłem do siebie tej informacji, wyparłem ją. Potem przyszła groza. Lecz najgorsze jest jej nieustanne kontrolowanie, kiedy wychodzę z domu, kiedy wracam, ile pracuję, co się ze mną dzieje, kiedy chodzę spać. Musi wszystko widzieć i wszystko słyszeć, wszystko wiedzieć. Musi spać z otwartymi drzwiami i absolutnie nie może mieć zatyczek w uszach, bo mówi, że gdy zamknie drzwi, lub gdy włoży zatyczki do uszu - to wpada w panikę. Panika, nie wie co się dzieje, traci kontrolę. Wszystko trzeba robić na palcach, jak najciszej i jak najtajniej, ponieważ od najmniejszego hałasu budzi się, wierci na łóżku i już nie może zasnąć więcej. Mieszkam u tej cioci z bratem, z którym dzisiaj się pokłóciłem i to zapewne był ostateczny cios, który wtłoczył mnie w stan obecny. Chciałem zagrać pierwszy raz w życiu na konsoli, żeby się odciąć myślami. Niezbyt sobie radziłem z guzikami i mechaniką, i przyszedł wtedy brat. Zaczął mówić, że jestem idiotą skoro nie potrafię tego ogarnąć. Powiedziałem mu, że dopiero zaczynam. On na to, że on też zaczynał i szybko się nauczył. Odparłem mu, żeby się zamknął i dał mi spokój. On natomiast odrzekł, że nie wie o co mi chodzi, on tylko stwierdza fakty i że muszę być debilem żeby tak wolno się uczyć. W trakcie wypowiadania tego ostatniego, powtarzałem mu ,,zamknij się” i ,,wynocha”; lecz on się delektował w głosie. Puściły mi nerwy i odepchnąłem mu lekko głowę z gniewem. Brat krzyknął na to, że co ja robię, dlaczego go biję, jakim prawem go dotykam i że może on mnie zaraz uderzy. I uderzył mnie. Potem dalej mówił coś obraźliwego, aż w końcu wyszedł wreszcie z pokoju. Powtarzałem mu w krzyku, żeby się stąd wynosił. Wyniósł się dopiero po chwili, bo chciał przez to pokazać, że on jest silnym samcem alfa i nikogo nie słucha, i że robi to co chce; że napewno nie ma takiej możliwości, aby ktoś mu w jakiś sposób coś rozkazał lub próbował zranić bez odpowiedzi. Nie byłem w stanie dalej grać, więc również opuściłem ten pokój i zszedłem na dół i przez godzinę rysowałem szlaczki na kartce. Brat natomiast zachowywał się jakby nic się nie stało i śmiał się i żartował razem z ciocią. Byłem kompletnie zignorowany. Nie byłem w stanie tego znieść i wyszedłem na długi spacer, a wróciłem nocą, gdy już spali. Myślałem o sobie, że jestem takim zwierzęciem, że nawet nie potrafię zapanować nad sobą, że uciekam się do fizyczności; że tak wolno się uczę i mam upośledzenie umysłowe, o czym nieraz też dowiadywałem się w pracy. Czułem się tak podle i żałośnie; agresywny i zaburzony, przewrażliwiony. W pracy menadźerka nieraz mi powtarzała, że biorę wszystko za bardzo do siebie, żebym zrezygnował ze swoich studiów bo sobie na nich nie poradzę, bo ich nie udźwignę; żebym nabrał dystansu i spróbował oddzielić pracę i nie brać rzeczy personalnie, że to mój problem. Nie wiem jaki już mam być, lecz niezmiennie ludzie powtarzają mi, że to są moje problemy - że ja mam problem ze sobą, bo jestem przewrażliwiony i nie mam dystansu i biorę za bardzo do siebie i że wymyślam i że lepiej abym wrócił do antydepresnatów i żebym się od nich odczepił. To ze mną jest problem. Niestety jestem już wypaczony na wskroś i nie potrafię nawet tego zmienić i nie wiem jaki mam być, jaki powinienem być i jaki nawet chciałbym być, żeby wreszcie przestać być tak obrażanym, tak zgniatanym i tak miażdżonym.
  4. Mam psychicznie dość. Nawet nie chce mi się tego pisać. Najchętniej usnąłbym zamieniając się w kamień. W głaz. Jak przyjemnie trwać w głuchej ciszy; nie czuć nic, nie słyszeć, nie widzieć, tego całego zła, po prostu utonąć w bezdennej pustce. Rozpuścić się jak kropla atramentu w czystym kubku z wodą. Upaść. Pierdolnąć. Spaść jak meteoryt na ziemie - dopiero wtedy wieśniacy odkryją, że coś spadało z nieba. Dopiero jak jebnie z grzmotem i przeryje niewzruszoną ziemię ich obojętności.
  5. Podły, wg słownika - popełniający czyny haniebne, zasługujący na potępienie i pogardę.
  6. Niewspółmiernie wzrósł mój poziom gniewu. Kontroluję go, na zasadzie nie okazywania na zewnątrz w jawny sposób; lub nawet naginania siebie, żeby być sympatycznym dla drugiej osoby. Pytam mojej menadżerki w pracy, jak tam się spało? Czy 8 godzinek? Czy zjadłaś coś smacznego? O, nie zjadłaś, a to na diecie jesteś? Ah tak, tak, rozumiem, nie miałaś czasu. I zwykle zdąży powiedzieć coś, co mnie strasznie zdenerwuje. Prawie zawsze. W stylu: ,,a podłogę już wytarłeś od oleju? Dzisiaj spóźniłeś się do pracy Jakub, 10 minut... Ja tak ciężko pracuje, haruje jak wół że nie miałam nawet czasu zjeść dobrze". I w tym momencie ja dostaje skurczu całego ciała, grzecznie przeczekuje i mam ochotę pierdolnąć w cokolwiek i kląć pod nosem. To dlatego, że jedyną osobą która pracuje najciężej, jestem ja - chodzi po prostu o to, że robię wszystkie najbrudniejsze rzeczy i nie mam przerw w pracy, a wykonuje ją zawsze bardzo starannie i efektywnie. Ona natomiast często się leni. Czuję się wykorzystywany. Zupełnie nie mówi mi o tym, co zrobiłem dobrze - z całego ogromu mojej każdodniowej pracy wyławia tylko rzeczy, które może skontrolować, dopytać, albo, aż ją dreszczyk przechodzi, o coś wreszcie się przyssać do pana idealnego. Mam dość lekceważenia, jednak chciałbym dalej być w tej pracy; a niestety po próbach konstruktywnych rozmów i wyjaśniania problemów, nic nie udało się wskórać i było gorzej. Mówienie o swoich emocjach też nie pomogło. Drażni mnie kontrola. Niestety jestem zmuszony mieszkać z moją ciotką przez pewien okres czasu, która potwornie mnie kontroluje. Robi mi pranie, czego nie chce - grzebie w moich rzeczach i szuka. Węszy. Jak znajdzie jakąś tabletkę (rutinoscorbin czy jakąś na gardło), od razu pyta bardzo szybkim głosem ,,co to jest?". Chce zawsze wiedzieć, o której zaczynam pracę, o której kończę, o której wrócę do domu i o której wracam rzeczywiście. Na którą masz do pracy? Musi skontrolować, o której już nie będzie mnie w domu i czy na pewno wyjdę tak, żeby się nie spóźnić. W nocy ma zawsze otwarte drzwi, a jak wracam późno to wstaje ,,na siku" i sprawdza w jakim jestem stanie - nie ma w tym żadnej troski, ona chce tylko informacji. Nie wiem po co jej to. Nie interesuje ją to, jak się czuję, co przeżywam, czy co powiedział lekarz na wizycie, albo jak radzę sobie z chorobą, czy jak atmosfera w pracy, lub jak moje relacje z bratem. Nie - to jej niepotrzebne. Ją interesuje, czy przypadkiem nie wydaje pieniędzy ,,z puszki" na alkohol; a jak przyniosę alkohol, to skąd go mam, za ile kupiłem. Interesuje ją moja dokładna rozpiska godzin pracy, oraz to co robię, kiedy nie pracuje, a nie ma mnie w domu? Bo jak nie jest się w domu, ani nie jest się pracy, a jeszcze do tego wraca się ,,późno w nocy" - to na pewno uprawiam seks! Gdzieżby inaczej? Ostatnio czułem się, jakbym musiał przełykać wielką gulę ohydnego czegoś, co musiałem połknąć i byłem do tego zmuszony, bo na noc wpadłem na imprezę do znajomych po pracy. Nie wysłałem jej SMS'a że nie wrócę - no bo niby czemu miałbym wysyłać, dla mnie to normalne, że wrócę o której chcę i zatroszczę się o siebie. Gorzko pożałowałem, gdy rano zobaczyłem kilkanaście nieodebranych połączeń, a gdy oddzwoniłem to usłyszałem: ,,gdzie jesteś? co robiłeś? nie interesuje mnie z kim sypiasz, z kim seks uprawiasz, ale powiedz że nie wracasz na noc, bo chce wiedzieć co się z Tobą dzieje; już na policję chciałam dzwonić". A ja się wstydziłem za nią, jak można być takim odpychającym. Niestety jestem zmuszony do tej relacji i próbuję sobie radzić jak mogę, lecz wygląda to tak, że to o czym teraz piszę, to cena jaką płacę za to, że ona mi kiedyś pomogła. W taki sposób jestem od niej zależny i niestety jeszcze to potrwa z dobry miesiąc. Do tego dokłada się mój obraz siebie. Jestem czasami niezadowolony sobą - nie podoba mi się to, że mam w sobie tyle gniewu, gdzie przecież zwykle emanowałem miłością. Teraz mam złość. Zbyt dużo jej się nazbierało. Z tych ludzi, którzy przekraczają moje granice - przelewa się ten gniew też na innych ludzi, którzy nie mają z tym nic wspólnego. Obrywa się im, lecz najbardziej to obrywa się mi. Skoro jest tego gniewu tak dużo, to gdzieś trzeba go władować - więc katuje siebie. Jestem niezadowolony z swojego wyglądu fizycznego, że jestem zbyt szczupły; zmyślam sobie różne choroby, że jestem jakoś chory, że mam raka nosogardła, że może mam HIV, że jestem niedożywiony, że może mam pasożyty itd. Przestałem się sobie podobać, też psychicznie - że stałem się zbyt szorstki, że wulgarny, że zbyt rozjuszony; mam mniej cierpliwości do ludzi i zdarza mi się, że mówię do ludzi rzeczy, na które nie są oni gotowi i to ich rani. Zbyt bezpośredni i jak podróżny który rozbił się na egzotycznej wyspie i stara się sobie radzić jak może w tych dzikich warunkach.
  7. Zacznę od tego, że cxuje ze jestem żalosnym człowiekiem Nie wiem, co tacy żałosni ludzie jak ja robią w towarzystwie innych ludzi Cały czas mam w głowie te mysli, w których oceniam siebie i nawet nie potrafię tego i może nie chce, zatrzymać Nawet po tym nie pamiętam, co dokładnie myślałem Najbardziej mi przykro z tego powodu, że nie potrafię być sobą - nie chce nawet, bo to dla mnie oznacza pokazanie prawdziwego siebie, który jest wyśmiewany za to jaki jest dziecinny i zniewieścisły; za to, jaki jestem - czyli taki zbyt otwarty, niepowściągliwy, nie ogarniający co się wokół niego dzieje, niepoważny, taki śmieszek którego łatwo wgnieść w ziemię, obrazić, pobić, zdusić; taki słaby ja i zbyt delikatny aby dać się jeszcze raz zniszczyć. Bo czuje się taki słaby, stąd ta maska - przez brak siły, aby obronić nawet siebie. Próbuje w sytuacjach społecznych żyć chwilą, być tu i teraz - przez to staram się skupić nna odczuwaniu emocji ww związku z tym, co ktoś i opowiada; oraz na wyraażaniu tych emocji, na byciu przez emocje. Jednak niezbyt mi to wychodzi, bo te emocje są naciągane i sztuczne - zmuszam się do nich i skupiam na tym, co dany komunikat mógłby we mnie wywołać i co w związku z tym czuje. Niezbyt jednak przeżywam te emocje i nie ma mnie z ludźmi naprawdę. Chociaż próbuję cieszyć się chwilą i rozmawiać o rzeczach przyjemnych, to te myśli sprawiają że jednak skłaniam się do mówienia o rzeczach poważnych i doniosłych. Jednak ja mówię zazwyczaj mało od siebie; raczej wyciągam takie rzeczy od drugiego człowieka, żeby na takiej płaszczyźnie rozmawiać, bo czuje się na niej bezpieczniej. Przez to, że czuje się dziecinny i mało męski - mam wrażenie, że niedociągam w niektórych rzeczach; nie potrafię być odważnym w ingerencji z dziewczynami. Najgorsze jest to, że nawet nie che - bo nie pociągają mnie seksualnie. Nie mam ochoty ich wyrywać, a przez daje im mniej mojego zainteresowania. Natomiast z chłopakami ciężko mi być w taki sposób, nie ma mowy o wyrywaniu ich - byłbym posądzony o homoseksualizm i wtedy odsunęli by się ode mnie. Nie chciałbym czuć się znowu odrzuconym i wyśmianym z tego powodu, bo to zbyt by mnie złamało i zupełnie wypadłbym z tego środowiska. To najsilniejszy urok, zły czar, pod wpływem którego trwam już tak bardzo długo. Myślę czasami, że może uda mi się to przełamać dzięki wychodzeniu do ludzi i przebywaniu z nimi, do czego też zwykłem się zmuszać, że w taki sposób uda mi się chociaż czasami załapać stan bycia sobą i utrwalić taki sposób bycia, że nabiorę skilla społecznego. Jednak to wcale nie działa - jest mi zazwyczaj wstyd za to jaki byłem podczas jakiejkolwiek sytuacji spotkania z drugim człowiekiem. Widzę tak dużo swoich wad, tych grud szlamu które mnie oblepiają cały czas lecz zdaża mi się o nich zapominać, jak o brudnych paznokciach kiedy nie trzeba się ruszać samemu z pokoju - lecz przy spotkaniu z ludźmi uświadamiam sobie ten brud bardzo jasno i wyraźnie, i widać go, stąd czuje ten ogromny wstyd, który okrywa mnie jak czarny płaszcz z łat. @Apek - rozumiem doskonale.
  8. Jak można to sklasyfikować? Jako potworne wrażenie bycia ocenianym na każdym kroku i w każdym detalu. Dosłownie wszędzie. Można dostać szału, a powrót do własnego bezpiecznego kąta - wreszcie można pobyć sobie zmęczonym. Ale najbardziej to oceniasz siebie - czego Ty w sobie tak bardzo nie lubisz? A no tak, przecież wymieniłeś... Ja tutaj bym nawet powiedział o ogromnej złości na siebie, że jesteś na siebie bardzo zły; i w ogóle silne emocje, których nie dopuszczasz. Sam mówisz, że nie wiesz co czujesz. Co robić w takiej sytuacji? Pretenduje do starego wyjadacza w takich sytuacjach i moja rada jest taka - wyobraź sobie, że jesteś na pokładzie kosmicznym, a w okół Ciebie nie ma ludzi i zacznij robić i czuć to, na co masz ochotę. Brzmi głupio? No może, ale chodzi o coś niezwykle doniosłego - o pozwolenie sobie na prawdziwe emocje! Ogółem bardzo dobrze wróży to, że jesteś wglądowy; oraz że masz duże marzenia. Doraźnie polecam próbę pytania się siebie ,,co czuję?" i przeżywania emocji na bieżąco - na byciu tu i teraz. A dalej polecam udać się do specjalisty, my nic Ci przez forum nie zdiagnozujemy.
  9. @shira123 ja też dostałem wczoraj mandat - za jazdę bez biletu, 185zł, a to przez to, że w kiosku nie było i automat nie działał.
  10. UWAGA IDZIE MAJÓWKA! Znowu przepadnie mi sesja i będę miał 2tygodniową wyrwę. Strasznie się z tym mam, bo wczoraj czułem, że na terapii mało co ruszyłem - może to przez to, że poświęciłem głupio aż z 30min na gadanie o matce. Teraz mam radzić sobie sam, a jest czasem tak trudno wśród ludzi.
  11. Arahja7, niezwykle ciekawa książka. Wiele w tych krótkich fragmentach odnosiłem do siebie - przeczytałem duszkiem z dużym Aha! W tym temacie nie zamierzałem skupiać się na mnie, lecz może pomóc przedstawienie mojej sytuacji: jestem w psychoterapii od 2 lat i pracuję nad postrzeganiem siebie, oraz relacjami z ludźmi. Głównie właśnie toksyczne przekonania, emocje, mechanizmy, oraz relacja terapeutyczna; raz w tygodniu. Miałem diagnozę Mieszane Zab. Osob. Moją największą trudnością i głównym celem, są relacje z drugim człowiekiem. Zmiany następują wolno, chociaż terapia jest porządna. Sprowadza się to do dużych trudności w przebywaniu z ludźmi i przykrego samopoczucia. Więc pytam o radę, co może pomóc; a może ktoś mierzył się, lub mierzy z podobnym problemem i znalazł pomocne narzędzia? Jak dotąd, to są tutaj bardzo ciekawe informacje i sporo mi rozjaśniły - jeszcze nad tematem przekonań wcześniej się nie zastanawiałem...
  12. Bardzo dziękuję, kia_sportage i Kleopatra, za te słowa zrozumienia. Ulżyło mi nieco, że jest ktoś, mimo że obcy, kto mnie wysłucha i doradzi. Częściowo do Waszych rad już się posłuchałem, i jestem poza domem na dłuższy czas. Dalej, za 2 miesiące po sesji, wyjadę za granicę. Jednak wiem, że nie przestrzeń ani czas wiąże mnie z moim domem; ale potężny fundament, który przychodzi mi skuwać i budować od nowa. Na chwilę obecną czuję się bardzo obciążony, balastem którego w większości nawet nie potrafię zobaczyć, ani nazwać. Terapia mi to umożliwia, ale nie może przecież pomóc. Dzielnie trwałem przez te kilka miesięcy, lecz bardzo pragnę już odpocząć i ulżyć sobie nieco - rozmyślam nad powrotem do leków. Jest to jednak trudna decyzja o tyle, o ile moje problemy nie są depresją, a potężne emocje które mam są oczywiste w moim położeniu. Leki tylko by je przyćmiły tak, że nie dosięgałyby mnie one tak okrutnie; lecz wtedy przeżywałbym je tylko częściowo, nie naprawdę, a co dnia mierzę swoje siły, czy aby starczy mi ich na życie bez bocznych kółek, czy może jednak z głębi współczucia dla siebie samego, sięgnę po ciepły koc w tej ciemnej nocy.
  13. Pracować w terapii, czyli podczas sesji, jak i poza nią. Moja terapia ciągnie się od dawna. Zmiany są, lecz często giną w odmętach przytłaczających uczuć, wydarzeń i w wirze życia. Myślę, że jest to znane każdej osobie zanurzonej w terapii. Utworzyłem ten wątek, aby uzyskać odpowiedź na następujące pytanie: co takiego można zrobić, aby rzeczywiście coś zmienić? Bardzo chciałbym usłyszeć opinie od jak najszerszego grona. Proszę o Wasze własne doświadczenia, które to ponad wszelkie rady będą tu najbardziej pomocne - pomocne każdemu, kto pragnie wynieść z terapii jak najwięcej.
  14. Bardzo ciekawy temat. Hamowana złość nie znika. Trzeba ją przeżyć, dać jej upust i wyrazić. Mi najbardziej pomaga uświadomienie sobie, że w ogóle czuje złość; a następnie dojście do tego, z jakiego powodu. Na co jestem zły, o co, a może na kogo? Złość pojawia się wtedy, kiedy są naruszane moje granice - gdy coś, lub ktoś mi zagraża. Więc wyrażenie tej złości, to obrona własnych granic, oraz pokazanie własnej siły. Wyrażanie złości to najprostszy sposób na poczucie siły; a jednocześnie bardzo trudny, ponieważ ciężko to robić w asertywny sposób. Ja niestety jeszcze niezbyt nad tym panuje, i często sprowadza się to do mechanizmu sadystyczno-masochistycznego - przekierowywania złości na siebie i niszczenia siebie, bo tak jest łatwiej; lub do ładowania tego w innych. Jednak ja wole już tak. Lepsza jest taka złość, niż żadna - bo niewyrażana złość prowadzi do potężnych spustoszeń w życiu psychicznym. Następnie chowa się pod maską smutku, rezygnacji i pustki. Ktoś kiedyś powiedział, że depresja to zamrożony gniew, że smutek to zamrożony gniew.
  15. Hej, z góry przepraszam że wcale nie udzielam się tutaj poza moimi postami z rzadka. Nie jestem w stanie czytać o cierpieniu, ponieważ mój ciężar i tak przygniata mnie już ku ziemi. Przyszedłem tutaj z dużym trudem, lecz wiem że ten wysiłek mi pomoże - napisanie co mi doskwiera. Jestem w ostatnich dniach całkiem nostalgiczny. Myślę, że to przez sytuację w domu, gdzie mam bardzo złe relacje z matką. Jestem na nią często zły, ponieważ wzbudza wstyd że jem, lub że ona haruje jak wół. Mówi, że powinna dostać za etat sprzątaczki, że kto nie pracuje niech nie je, że ona tak ciężko pracuje i takie trudny znosi. Jednak najgorsze jest, kiedy się drze. Strasznie się drze. Najczęściej na ojca. Tata wtedy jest bardzo potulny i wykastrowany. Ostatnio, kiedy obudziła mnie rano swoim krzykiem na tatę o pralkę, to po długim słuchaniu tego - zerwałem się w samych gaciach, rozwarłem drzwi, a potem zacząłem się drzeć, żeby wreszcie zamknęła tą p*zde. Zareagowała moja siostra i zaczęła się śmiać, obrażać mnie. Już nie pamiętam co mówiłem. Wiem tylko, że ona jest gorszym potworem nawet od matki. Ale potem stało się coś niespodziewanego. Do mojego pokoju wszedł ojciec i zaczął mnie tyrać, że jak ja mogę się tak odzywać. Myślałem, że mówi o moim odzywaniu się do niego i czułem się rzeczywiście z tym źle. Jednak on mi mówi, że mu chodzi o to jak odezwałem się do dziewczyn. W tym momencie poczułem jak krew zaczyna mi szybciej pulsować i zacząłem go opieprzać jak rybak na swoim kutrze. Moja siostra i matka obrażały go cały ranek, potem wyzywały też mnie - jak hieny, śmiały się przy tym i gurglały - a ja gdy wreszcie zareagowałem, to on... Ah, już mam dość. Ostatnio gdy próbowałem z matką porozmawiać o tym maltretowaniu żywnością, to skończyło się na tym, że wpadła w histerię - miała całą twarz rozmazianą kwaśnym bólem, jakbym przypadkiem posądzał ją o to, że robi coś nie tak; a łzy kapały jej z brody. Na koniec wypchnęła mnie z pokoju i jebła drzwiami. Byłem bardzo zły i przeklinałem. Lecz nostalgia ma swoje źródło w czym innym. Moja matka wybrała mnie jako swojego najlepszego syna i bardzo chciałaby mieć ze mną relację, co jest jednak niemożliwe, bo ona nieustannie miażdży moje granice, poniża i sączy jadem. To jest nie do zniesienia. Ostatnio powiesiła moje zdjęcie z dzieciństwa u mnie w pokoju. Chciała mi przez to pokazać, że taki kiedyś byłem - że byłem kiedyś takim dobrym Jakubem, który to był kochany i grzeczny i biegał w krótkich spodenkach po słonecznym piasku; i że wtedy miałem z nią taką ,,dobrą" relację. Ona chciałaby do tego wrócić. Nie potrafi zrozumieć, że jestem starszy o 20 lat niż na tym zdjęciu; że nie jestem już dzieckiem. Do tego, często mówi, że się starzeje, że jest już stara, że ma menopauzę; że chciałaby mieć spokój na starość i szczęście. Jest chora, przez nerwy, ma astmę, kaszel, alergie i jakieś drożdżyce. Wszystko poszło od nerwów, bo ona tak bardzo się denerwuje. Jak widzę ją taką nędzną, umierającą, starzejącą się - to ściska mi się serce. Pomimo tego, że płonie ogniem złośliwym, a jadem sączy zielonym - to jest... Boli mnie to, że nic się z tym nie zmieni i wiem, że już zawsze będę może i tęsknił do normalnej i zdrowej relacji z nią; że będę żałował, kiedy będzie jeszcze starsza, że oboje zrobiliśmy sobie dużą krzywdę, a ja straciłem bezpowrotnie czas w którym mogłem ją kochać, a nie nienawidzić; czas, który przemija a nigdy nie wraca. Ta sytuacja to dużo, lecz w życiu jest przecież wiele innych płaszczyzn niż dom. A dzieje się tak, że również i w innych miejscach zaległy cienie. Chodzi o innych ludzi, o trudny dnia codziennego. Po prostu wymiękam, kiedy jeszcze tam doświadczam kąśliwości. A jestem wrażliwy na to - starsza kobieta wyzywająca mnie od głupiego chłopczyka tylko dlatego, że mam rację; jakiś facet, który złośliwie mówi że zabierze mnie autem ale w bagażniku; albo koleżanka ze studiów, która zorganizowała tajne spotkanie przeciwko mnie gdzie wyciągali wszystkie moje brudy i podjęli decyzje o usunięciu mnie z grupy. Dodam, że nie zrobiłem niczego co zasłużyłoby na takie traktowanie - koleżanka z roku, to po prostu dowiedziała się że wspomniałem o niej komuś innemu i odebrała to jako ,,obrabianie dupy za plecami". Potem dowiedziała się tylko, że chciałem się po prostu poradzić w trudnej sytuacji. Wyszedł kwas, a ja zostałem zlinczowany. Rozwiązanie sytuacji nie przyniosło dla mnie ukojenia. Odciąłem się od ludzi ze studiów. Mam teraz duży problem, aby je kontynuować. To co czuję, to rezygnację, złość i smutek. Z jednej strony chciałbym nie być sam, a z drugiej mam dość tego bydła, tych wrednych ludzi. Rezygnacja, bo już próbowałem wszystkiego; a do tego sytuacja w domu. Smutek, bo przez to wszystko uważam się za kogoś żałosnego. Złość na tę sytuację - ciężko mi być z ludźmi, jak mam na nich tyle złości. Duża jej część przelewa się na mnie, bo jest jej taki ogrom, że nie mam co z nią robić; więc katuję siebie.
×