Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
xxxtrackx

Co robić by znów było jak dawniej?

Rekomendowane odpowiedzi

Hej cześć.
Nie będę się przedstawiał, wywodził - zależy mi na prywatności. Od jakiegoś czasu sam nie wiem co się ze mną dzieję. Jednak zanim opowiem o problemie coś więcej - wolałbym jakoś przedstawić cały obraz.
Mam dopiero 20 lat, generalnie moje dzieciństwo nie należało do zbyt udanych. Połowę życia  (dosłownie) spędziłem przed komputerem. Tak od pierwszej podstawówki do pierwszej gimnazjum. Nie dlatego, że nie miałem znajomych, albo że mnie nie lubili. Było wręcz na odwrót, ja jednak w tym czasie wolałem towarzystwo maszyny. Dochodziło do takich absurdów, że gdy rodziców w domu nie było, specjalnie nie otwierałem drzwi kolegom, byleby zająć się swoją ulubioną gierką. Mimo tego nie miałem zbyt wielkich problemów w szkole z nieśmiałością, czy coś takiego. Zawsze byłem towarzyski - wbrew pozorom. Ale jak miałem wybór, to wiadomo gdzie padał.
Wszystko się zmieniło gdy trafiłem do szkoły gimnazjalnej - gdzie wiadomo, burza hormonów - zaczęły się podobać dziewczyny, pierwsze imprezki. Szybko, powiedzmy popadłem w pewien nałóg. Z komputera przeniosłem się na wieczną imprezę - gdzie tylko myślałem jakby tu się zabawić. W tym okresie miałem wielu znajomych. Wszystko do czasu - lekarz u mnie stwierdził dość poważną chorobę. Wtedy zaczęło się pierwsze załamanie. Płacz praktycznie codziennie, lęk przed wszystkim. Jak się okazało po ponad pół roku ganiania po lekarzach - diagnoza była nietrafna. Wszystko ustało, moje życie wróciło - powiedzmy do normy. Mam wrażenie, że to mnie mocno zmieniło. Zacząłem bać się publicznych wystąpień, typu głupi apel w szkole. Wcześniej chętnie brałem udział w tego typu przedstawieniach. Tak było do momentu, w którym wyszedłem przed publikę - i dosłownie mi mowę odebrało. Zacząłem się cały trząść ze strachu, nie byłem z siebie w stanie wydusić ani słowa. Koniec końców przedstawienie okazało się kompletną klapą, ale nikt mnie za to nie obwiniał. Wtedy nie do końca wiedziałem, czemu tak się stało, skąd ten strach. Dalej nie wiem zresztą. Mimo to prowadziłem dalej udane, pełne sukcesów naukowych i towarzyskich życie.
Początek szkoły średniej. Niewiele się zmieniło, nowe środowisko, nowi przyjaciele, znajomi. Zacząłem się jednak powoli w sobie zamykać z nieznajomego mi powodu, po prostu przestałem mieć siły by być tym fajnym - śmiesznym chłopakiem, który wszystkich w okół wprowadzał w dobry nastrój. Problem z alkoholem narastał, spożywałem go w sumie w sporych ilościach nawet do kilku razy w tygodniu. Potrafiłem to rozegrać tak, że rodzice nawet nic nie podejrzewali. Nie pytajcie mnie jak, sam nie wiem. Tak wychodziło. Ze strony rodziców zawsze miałem 100% poświęcenia i uwagi. Kochali mnie, ja kochałem ich.
Problem nabrał pędu w wakacje rok temu. Rzuciłem alkohol. Poznałem narkotyki, głównie dopalacze z grupy stymulantów, tzw. "euforyków". Całe dwa miesiące wakacji to był dla mnie jakoś jeden wielki ciąg. Nigdy nie wydałem ani grosza na narkotyki, zazwyczaj miałem "przyjemność" być częstowanym nimi bezinteresownie.
Gdy wakacje dobiegły końca, skończyło się ćpanie. Mimo, że często o nim fantazjowałem, nie pozwalałem sobie na takie zabawki już więcej. Wiedziałem, że to jest złe. Nie żałowałem, że kiedykolwiek tego spróbowałem - uznałem to za lekcję życia, która się już skończyła i nie ma do niej powrotu.
Zacząłem eksperymentować z benzodiazepinami i podobnymi. Głównie XANAX, estazolam. Miałem do tego łatwy dostęp. Mieszałem je z alkoholem, bo jak uznałem, że pora skończyć z twardymi narkotykami - wróciłem do niego. Nie tak często i intensywnie jak wcześniej, ale nie potrafiłem sobie wyobrazić tygodnia bez chociaż tych dwóch/trzech piwek i paru tabletek xanaxu.
Parę razy może mi się zdarzyło przegiąć, ale wtedy po prostu szedłem spać i budziłem się jak młody Bóg.
Mijał wtedy może miesiąc, może dwa od zakończenia wakacji. Czułem, że rozregulowałem się totalnie. W jednym momencie tryskało ode mnie szczęściem, a chwilę później czułem się jak wrak człowieka. Czułem, że to przez używki, ale nie miałem pewności. Rzuciłem wszystko.
Mija rok od mojej częściowej abstynencji - alkohol tykam na prawdę rzadko, maksymalnie raz, może dwa razy w miesiącu, innych używek nie tykam. A mimo to, moje wahania nastrojów i skłonności samobójcze - zostały. Czuję, że mój mózg nie działa już tak jak należy - przez różne "eksperymenty" w młodym wieku. Zacząłem opuszczać zajęcia, ale to ze względu na brak jakiejkolwiek motywacji. Nie mam żadnego hobby, nic mnie nie interesuje. Czasami czuję uderzenia szczęścia i wtedy jest spoko, ale tylko na chwilę. Potem następuje swego rodzaju anhedonia, gdzie jedyne co czuje to obojętność wobec WSZYSTKIEGO.
Nie rozmawiałem z nikim o tym nigdy wcześniej. Nie wiem czy się tego wstydzę, czy boje. Po prostu mam przekonanie, że to się we mnie zaczęło i we mnie powinno się skończyć - i chyba jedynym miejscem gdzie mogę się o tym wygadać, to jest to forum. Jestem anonimowy i mi z tym dobrze. Nie liczę na diagnozę - lecz wskazówki. Co robić, by znów zacząć cieszyć się prostymi czynnościami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×