Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Przegrane życie ?

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Wychowałem się na wsi podobnej do tej z serialu "Ranczo", większość czasu spędzałem z pijakami, sebixami i patologią, wtedy jeszcze internet nie był tak rozpowszechniony jak dzisiaj i wiedzę o świecie czerpałem właśnie od takich osób.W domu alkoholizm, kłótnie, przemoc, hałasy, wizyty policji i bieda...Tak więc prawdopodobieństwo że wyrosnę na jakiegoś zaradnego, wykształconego i ogarniętego faceta było dosyć niskie.Sam później zacząłem mieć problemy z alkoholem i innymi używkami oraz złymi nawykami jak np.papierosy i syfiaste żarcie, doprowadziłem się do takiego stanu że czasami dzień zaczynałem od picia...Aż w końcu jakieś 4 lata temu poczułem że jestem na dnie -Bez pracy, bez żadnej szkoły i perspektyw, ale za to z otyłością, nałogami i długami -do tego jeszcze groziła mi utrata dachu nad głową.Już właściwie miałem najgorsze myśli, ale jakoś później wraz z wiosną zebrałem się w sobie, wziąłem pierwszą lepszą pracę na magazynie i zacząłem to życie naprawiać.Właściwie to nie wiem co mi dało takiego kopa, jaki mechanizm w głowie zadziałał, ale słyszałem że czasem trzeba upaść na dno żeby pewne rzeczy zrozumieć.

Od tamtego czasu udało mi się dobić do jako takiej normalności, udało mi się min. : Skończyć liceum i zdać maturę, schudnąć do normalnej wagi, ogarnąć bieganie i siłownię, przeczytać mnóstwo książek, zrobić porządek z uzębieniem, rzucić palenie i ograniczyć picie do minimum, uratować nieruchomość i ogólnie bardzo podnieść jakość życia w wielu jego segmentach.Tyle że dzisiaj tak się zastanawiam czy to miało w ogóle jakiś większy sens...

Dzisiaj mam 29 lat, gównianą pracę której nienawidzę, mieszkam z ojcem który miewa co jakiś czas ciągi alkoholowe, muszę po nim sprzątać i wdychać ten odór -pewnie sobie pomyślicie "To się stary koniu wyprowadź od Taty" :--) Jaaaasne...Tyle że żeby uratować ową nieruchomość musiałem wziąć kredyt z ojcem właśnie i jestem do niego przywiązany jeszcze na jakieś 4 lata zapewne -chyba że za granicę wyjadę, ale nie wiem czy to dobre wyjście.Ogólnie mam poczucie że już przegrałem życie, że po prostu za późno zacząłem pracę nad sobą i teraz jest już po ptakach, że nic dobrego mnie już w życiu nie czeka.Do tego jeszcze naczytałem się książek a pracuję fizycznie w towarzystwie ludzi dla których liczy się tylko chlanie w weekend i obejrzenie "Warshaw shore", chciałbym jakoś zmienić to swoje życie zawodowe, ale nie mam pojęcia jak, ani co chciałbym robić, chyba jestem po prostu jakimś tępym idiotą który mimo przyswojenia ogromnej ilości wiedzy, dalej nie wie jak ją wykorzystać i chociaż bym przeczytał wszystkie książki świata to i tak jestem synem zapijaczonego nieudacznika życiowego i to by nic nie dało, bo mam geny człowieka przegranego.

Nie opisałem wszystkiego szczegółowo bo by wyszedł z tego spory e-book, ale tak mniej więcej wygląda moje życie.Gówniana praca, samotność, beznadziejna przeszłość i uczucie jakby po mojej psychice przejechał walec i przebiegło stado antylop...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I  tak dużo zrobiłeś, że wyrwałeś się poniekąd z tej patologii. 

29 lat to nie aż tak późno, jeszcze jest czas na zmiany tylko ja Ci nie poradzę bo sam nie wiem jak ich dokonać mimo że pochodzę z tzw dobrej rodziny. Genetyka, genetyką ale aż tak wszystkiego nie dziedziczymy,  to że pochodzisz z takiej a nie innej rodziny nie znaczy że musisz zostać "nieudacznikiem". Znam przypadki że ludzie z patologii zostali naprawdę kimś, maja dobrą pracę i udane życie rodzinne,  ale i odwrotnie np ja.😊  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Masz rację, to niekoniecznie musi nas od razu skreślać i definiować, ale w większości przypadków jednak brak kapitału intelektualnego czy materialnego oraz brak wsparcia emocjonalnego jednak przeważa szalę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Xonar napisał:

Masz rację, to niekoniecznie musi nas od razu skreślać i definiować, ale w większości przypadków jednak brak kapitału intelektualnego czy materialnego oraz brak wsparcia emocjonalnego jednak przeważa szalę.

Różnie to bywa, czasem zbytnie rozpieszczanie przez rodziców bywa gorsze od twardej rzeczywistości która wzmacnia charakter. 

Ja mam 2 ciocie co miały mężów alkoholików i w jednym przypadku ich synowie powielili zachowania ojca a w drugim gdzie dodatkowo była ogromna  bieda  całej 6-ce dzieci  bardzo dobrze się powodzi.  

Na pewno ogranicza cię trochę ten kredyt, praca na zachodzie owszem lepiej płatna, ale też pracując np za tamtejsze minimum gdy opłacisz koszty życia zarobisz niewiele więcej niż w Polsce. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ta twarda rzeczywistość potrafi być może wzmocnić charakter jeśli jest przelatana jakimiś momentami, w których można złapać oddech, ale jeśli dostaje się cios za ciosem to każdy prędzej czy później upadnie.To tak jak z urazami u sportowca -zbierają się, zbierają aż w końcu sportowiec nie jest w stanie wyjść na boisko, a nawet jak wyjdzie to nie zagra na 100%.Najbardziej zdeterminowani i najpotężniejsi tego świata miewali załamania i upadali, to co dopiero przeciętni zjadacze chleba.Z tymi rozpieszczanymi dziećmi masz oczywiście rację, w sumie nie wiadomo która skrajność jest gorsza tak naprawdę...

Mógłbym wyjechać na zachód, ale tam też pewnie wpadłbym w nieciekawe towarzystwo, a muszę się pilnować żeby nie wrócić do starych nawyków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
2 godziny temu, Xonar napisał:

bo mam geny człowieka przegranego.

Z pewnością nie ma czegoś takiego, choć takie ciągłe poczucie beznadziei może zabierać siły do jakiegokolwiek działania.

Moja przyjaciółka też wychowała się na takiej wsi (dokładnie jak z filmu ,,Pieniądze to nie wszystko", po upadku PGR-u jedynym zajęciem przez cały dzień dla ludzi tam mieszkających to było siedzenie z piwem i czekanie, aż przejedzie pociąg), a teraz jest adwokatem w wielkim mieście. Po prostu porzuciła wieś, przyjechała do dużego miasta i walczyła o przetrwanie 🙂 

Za 4 lata będziesz wolny, pojedziesz do miasta, znajdziesz pracę, wynajmiesz mieszkanie, poznasz nowych ludzi, będziesz miał wybór towarzystwa, w jakim będziesz się obracać. Nie poddawaj się 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 godzin temu, Xonar napisał:

Mógłbym wyjechać na zachód, ale tam też pewnie wpadłbym w nieciekawe towarzystwo, a muszę się pilnować żeby nie wrócić do starych nawyków.

Ja na zachodzie trafiałem na bardziej nieciekawe towarzystwo( alkohol, narkotyki, złodzieje) niż w Polsce gdzie raczej w spokojnym towarzystwie się obracałem, obracam, ale w sumie dobrze mieć jakieś doświadczenie z nizinami społecznymi.  No ale jak się ma silne samozaparcie to żadne towarzystwo nie przeszkodzi. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
19 godzin temu, Karalajna napisał:

Za 4 lata będziesz wolny, pojedziesz do miasta, znajdziesz pracę, wynajmiesz mieszkanie, poznasz nowych ludzi, będziesz miał wybór towarzystwa, w jakim będziesz się obracać. Nie poddawaj się

Za 4 lata to będę miał już 33 :--) Rozpoczynanie jakiejś kariery zawodowej w wieku gdzie konkurencja ma już z 10 lat doświadczenia, raczej nie wróży zbyt dobrze.Co do twojej przyjaciółki to ona mieszkała na wsi, ale pewnie kładła już jakieś fundamenty pod swój rozwój zawodowy.Ja poza prawem jazdy kategorii B, uprawnieniami na wózek widłowy i J.angielskim na poziomie B1 -niewiele mam do zaoferowania poza łapami i mięśniami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
16 minut temu, carlosbueno napisał:

No ale jak się ma silne samozaparcie to żadne towarzystwo nie przeszkodzi

Silne samozaparcie i wola walki z czasem po prostu zanikają, jeżeli nie odnosi się jakichś sukcesów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, Xonar napisał:

Ja poza prawem jazdy kategorii B, uprawnieniami na wózek widłowy i J.angielskim na poziomie B1 -niewiele mam do zaoferowania poza łapami i mięśniami.

To i tak więcej niż ja.  Prawka nie mam, uprawnień na wózek nie mam choć trochę nim jeżdżę , angielski na żadnym poziomie mimo paru lat spędzonych w Anglii. A pochodzę z tak zwanego dobrego domu, rodzice utrzymywali mnie i łożyli na studia jak i późniejsze życie.  Także w porównaniu do mnie to  masz spore osiągnięcia.  Twoje przegrane życie ( a jestem 10 lat starszy)jest dalekie od mojego choć to dla Ciebie pewnie żadne pocieszenie. 😊

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy istnieje jakaś jedna uniwersalna definicja "przegranego życia"? Jak dla mnie najważniejsze jest to, że się nie poddałeś. Starasz się coś w swoim życiu zmienić pomimo ogromnych trudności. To godne najwyższych pochwał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
30 minut temu, Xonar napisał:

poza prawem jazdy kategorii B, uprawnieniami na wózek widłowy i J.angielskim na poziomie B1 -niewiele mam do zaoferowania poza łapami i mięśniami.

Akurat w dużym mieście to wystarczy, żeby znaleźć pracę. To nie lata 90-te, gdzie znalezienie pracy graniczyło z cudem. Jeśli naprawdę masz potrzebę zmiany czegoś w swoim życiu, to nie szukaj wymówek.

 

32 minuty temu, Xonar napisał:

Silne samozaparcie i wola walki z czasem po prostu zanikają, jeżeli nie odnosi się jakichś sukcesów.

Jakie sukcesy chciałbyś osiągać w swoim aktualnym środowisku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Karalajna napisał:

Akurat w dużym mieście to wystarczy, żeby znaleźć pracę. To nie lata 90-te, gdzie znalezienie pracy graniczyło z cudem. Jeśli naprawdę masz potrzebę zmiany czegoś w swoim życiu, to nie szukaj wymówek.

Wiem, że to nie do mnie, ale mi np bardziej opłaca się pracować i mieszkać w małym miasteczku, bo mam lokum za darmo u rodziny( wiem to żadna samodzielność). W dużym mieście żeby nie gnieździć się  w ciasnocie czy złych warunkach to musiałbym minimum 1000 zł miesięcznie wydać, a zarobić nie koniecznie bym dużo więcej zarobił niż teraz i pewnie bym ledwo wiązał koniec z końcem. No ale coś za coś.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, Fairytaled napisał:

A czy istnieje jakaś jedna uniwersalna definicja "przegranego życia"? Jak dla mnie najważniejsze jest to, że się nie poddałeś. Starasz się coś w swoim życiu zmienić pomimo ogromnych trudności. To godne najwyższych pochwał.

Definicją przegranego życia jestem ja, boję się pokazać rodzinie czy starym znajomym tak je przegrałem.  A autor wątku ma co najwyżej chwilowe kłopoty z których pewnie wyjdzie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

@carlosbuenow dużym mieście są po prostu większe szanse znalezienia pracy i zmiany pracy na inną, jeśli będzie taka potrzeba. Szczerze mówiąc nie wiem, jak jest z pracą w małych miasteczkach, to chyba wciąż zależy od regionu Polski.

Nie rozumiem dlaczego piszesz, że przegrałeś swoje życie. Przecież masz pracę, radzisz sobie. To przez brak drugiej połówki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, carlosbueno napisał:

Definicją przegranego życia jestem ja, boję się pokazać rodzinie czy starym znajomym tak je przegrałem.  A autor wątku ma co najwyżej chwilowe kłopoty z których pewnie wyjdzie. 

Nie znam twojej historii, jest aż tak źle?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
42 minuty temu, carlosbueno napisał:

To i tak więcej niż ja.  Prawka nie mam, uprawnień na wózek nie mam choć trochę nim jeżdżę , angielski na żadnym poziomie mimo paru lat spędzonych w Anglii. A pochodzę z tak zwanego dobrego domu, rodzice utrzymywali mnie i łożyli na studia jak i późniejsze życie.  Także w porównaniu do mnie to  masz spore osiągnięcia.  Twoje przegrane życie ( a jestem 10 lat starszy)jest dalekie od mojego choć to dla Ciebie pewnie żadne pocieszenie.

Nie opisałem tutaj wszystkiego, poza tym nie ma co się chyba licytować kto bardziej przegrał, bo to subiektywne odczucia.Są miliarderzy którzy uważają że przegrali życie i mają za sobą próby samobójcze...Ja znowu mógłbym odbić piłeczkę i napisać że jesteś odważniejszy ode mnie bo leciałeś samolotem, byłeś w Uk i poradziłeś sobie tam, poza tym skończyłeś studia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Karalajna napisał:

@carlosbuenow dużym mieście są po prostu większe szanse znalezienia pracy i zmiany pracy na inną, jeśli będzie taka potrzeba. Szczerze mówiąc nie wiem, jak jest z pracą w małych miasteczkach, to chyba wciąż zależy od regionu Polski.

Nie rozumiem dlaczego piszesz, że przegrałeś swoje życie. Przecież masz pracę, radzisz sobie. To przez brak drugiej połówki?

W małych miastach też jest sporo pracy obecnie. Bez Ukraińców nawet prowincja by se nie poradziła. Co do przegranego życia to ja lubię popisywać się swoja beznadziejnością czasami z przesadą, no ale obiektywnie też nie wygląda to różowo. Nie mam większości "rzeczy" które ludzie w moim wieku mają zaczynając od rodziny czy chociaż kobiety, kończąc na prawo jazdy, czy własnym albo chociaż opłacanym przez siebie lokum.  Pracę też mam wyjątkowo mało prestiżową   choć wliczając to co dostaje pod stołem wcale nie tak źle płatną choć oficjalnie zarabiam minimum. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
34 minuty temu, Karalajna napisał:

Akurat w dużym mieście to wystarczy, żeby znaleźć pracę. To nie lata 90-te, gdzie znalezienie pracy graniczyło z cudem. Jeśli naprawdę masz potrzebę zmiany czegoś w swoim życiu, to nie szukaj wymówek

Tu nie chodzi o znalezienie jakiejkolwiek pracy, chciałbym mieć po prostu coś co da mi jakieś minimum rozwoju intelektualnego, trudno będzie to osiągnąć mając doświadczenie tylko w fizycznych pracach.

35 minut temu, Karalajna napisał:

Jakie sukcesy chciałbyś osiągać w swoim aktualnym środowisku?

Aktualne środowisko to bym chciał opuścić bo to patologia, patrząc na nich odczuwam dyskomfort bo przypominają mi dawnego siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, Xonar napisał:

Ja znowu mógłbym odbić piłeczkę i napisać że jesteś odważniejszy ode mnie bo leciałeś samolotem, byłeś w Uk i poradziłeś sobie tam, poza tym skończyłeś studia.

Studia które ukończyłem w życiu mi się nie przydały, to raczej mało życiowy kierunek był tym bardziej dla osób z moją osobowością. Do UK wyjechałem bo w Polsce żadnej pracy znaleźć nie mogłem( to był rok 2006) i mieszkałem tam w polskim geccie, nie integrując się zbytnio i nie odkładając wiele  pieniędzy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
40 minut temu, Fairytaled napisał:

A czy istnieje jakaś jedna uniwersalna definicja "przegranego życia"? Jak dla mnie najważniejsze jest to, że się nie poddałeś. Starasz się coś w swoim życiu zmienić pomimo ogromnych trudności. To godne najwyższych pochwał.

Dobrze wiesz że to nie ma większego znaczenia kto jak się starał, tylko jakie osiągnął rezultaty.Nie istnieje chyba uniwersalna definicja, ale po prostu takie mam subiektywne odczucia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

@carlosbuenosame nieszczęścia :classic_biggrin: Znam wiele osób (w tym kilku facetów), którzy nie mają prawa jazdy i multum osób, które nie mają własnego lokum. Więc tak naprawdę wszystko sprowadza się do..... braku kobiety i znowu jesteśmy w punkcie wyjścia 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
1 minutę temu, Karalajna napisał:

same nieszczęścia :classic_biggrin: Znam wiele osób (w tym kilku facetów), którzy nie mają prawa jazdy i multum osób, które nie mają własnego lokum. Więc tak naprawdę wszystko sprowadza się do..... braku kobiety i znowu jesteśmy w punkcie wyjścia

Ja ostatni raz ciepła kobiecego ciała zaznałem z 5 lat temu, bo potem już byłem utuczony i zdegenerowany.Dzisiaj mam jakąś blokadę psychiczną po takim czasie, że w wielu sprawach się nie sprawdzę w związku.Poza tym nie wiem jakbym miał logistycznie rozwiązać problem mieszkania z Ojcem, kredytem a związkiem i w ogóle wytłumaczeniem potencjalnej partnerce, dlaczego znalazłem się w takiej dupie życiowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość weltschmerz
21 godzin temu, carlosbueno napisał:

Różnie to bywa, czasem zbytnie rozpieszczanie przez rodziców bywa gorsze od twardej rzeczywistości która wzmacnia charakter. 

Daj spokój, większość uczestników tego forum była wychowywana przemocowo (ja akurat nie), a forum się nazywa Nerwica. 😕 Rozpieszczanie nie jest OK, nadopiekuńczość tym bardziej, ale regularny domowy wpierdol ma w dorosłości dodatkową cenę na recepcie z nazwą antydepresantu. Co najmniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

To od razu mamy dobrą radę dla @XonarZnajdź sobie przez Internet jakąś miłą dziewczynę z miasta (najlepiej z Warszawy). Zacznij ją odwiedzać w weekendy, rozejrzysz się czy odpowiadałoby Ci mieszkanie tam. Zobaczysz, czy byłaby dla Ciebie jakaś praca. Będziesz miał z kim rozmawiać o książkach. Ot i całe rozwiązanie problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×