Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
wkuuporr

Osaczony przez brata

Rekomendowane odpowiedzi

Życie tak mi się ułożyło, że obecnie jestem bezrobotny, nie mam w ogóle znajomych i od około 6 miesięcy spędzam prawie cały czas w swoim pokoju przed komputerem, a mam już 25 lat. W tym samym, niedużym pokoju, przed drugim komputerem, praktycznie całe dnie siedzi mój starszy o kilka lat brat, tylko, że on tkwi w tym stanie już ponad 10 lat. Nie mamy praktycznie o czym rozmawiać, nigdy nie rozmawialiśmy poza wymianą kilku, powierzchownych zdań lub gadaninie o dupie maryni ponieważ u mnie w domu nigdy normalnie się nie rozmawiało i zresztą dalej się nie rozmawia. Między innymi z tego powodu prawie w ogóle nie odzywamy się do siebie i nikt nic o sobie nie wie. On gra w jakieś gry i siedzi na youtube, a ja zajmuje się swoimi rzeczami na komputerze. Nie umiemy rozmawiać i nie mamy o czym rozmawiać. On ma tylko w głowie granie w gierki i oglądanie patologicznych streamów na youtube. Na siłę, różnymi sposobami, chciał wciągnąć mnie też w swoje zainteresowania, co mu na chwilę się udało. Chciał, abym ja robił przy komputerze to co on zechce, np. abym oglądał te filmy/streamy na youtube, które on chce, tak jakby chciał kontrolować co ja robię na komputerze. Gdy nie chciałem oglądać tego co on polecał, bo nie interesowało mnie to i wolałem porobić na komputerze coś innego, to on zaczynał przekonywać mnie do innych streamów, wideo, gier, czegokolwiek, chodziło tylko o to, aby on miał wiedzę co ja robię na komputerze. On sam bardzo często nie oglądał tego co mi polecił, robił coś zupełnie innego, kłamał, że też to ogląda, ale nie robił tego, bo widziałem, że robi coś innego, za to kontrolował mnie i sprawdzał czy ja oglądam to co on polecił zadając różne pytania. Gdy był pewien, że wie co ja robię na komputerze, gdy wiedział, że oglądam to co polecił, to wtedy był zadowolony i spokojny, natomiast gdy nie wiedział co ja robię, bo robiłem coś innego, to był cały spięty i zestresowany. Widać było po zachowaniu i różnych objawach somatycznych, że jest spięty jak agrafka, co doprowadziło w końcu do tego, że zaczął coraz częściej opuszczać pokój. To dla mnie jakieś chore, czy ja nie mogę mieć prywatności? Czy muszę na siłę robić to co on chce? Czy muszę na siłę z nim rozmawiać i spędzać czas nawet jeżeli wiem, iż ta osoba ma inne zainteresowania, priorytety i nigdy nie będzie moim przyjacielem, nawet jeżeli jest bratem, bo mamy tych samych rodziców? W dzieciństwie mój starszy brat dał mi mocno w kość, to w pewnym stopniu doprowadziło też do moich obecnych problemów, wybaczyłem mu na tyle, aby żyć w zgodzie, nie odgryzam się, ale takich rzeczy nigdy do końca nie wyprze się z pamięci, więc o zażyłych, przyjacielskich stosunkach, gdzie ciągle rozmawiamy i dzielimy się wszystkim nie może być mowy. Ja nawet tego nie chcę, nawet jeżeli on może chcieć teraz inaczej, bo został na takim życiowym lodzie, że już nie ma wyboru. Przechodząc do mnie to zauważyłem, że gdy przebywa on ze mną w tym samym pokoju to ja źle się czuję. Jestem wtedy zestresowany, spięty i wręcz wkurwiony, mam gulę w gardle przez co nie połykam śliny tylko ją przetrzymuję w buzi oraz mam problemy z oddychaniem i żołądkiem, który dosłownie tańczy. Mam wrażenie, że on ciągle myśli o mnie i analizuje moje zachowanie, analizuje mój każdy najdrobniejszy ruch, czuję się przez to osaczony. Wiem doskonale, że on ma śmietnik w głowie. To, iż wiem, że on tak robi wynika z obserwacji jego zachowania i jego objawów somatycznych. Poza tym mieszkam z nim pod jednym dachem tyle lat, że znam jego zachowanie. Moje objawy mijają dopiero wtedy gdy wyjdzie on z pokoju. Objawy zmniejszają się lub mijają, gdy przez chwilę coś zagadamy między sobą, jednak jest to krótkotrwałe ponieważ po, np. 20 minutach, wszystko wraca do poprzedniego, nieprzyjemnego stanu. Tak jakby nie mogło być ciszy w pokoju, tak jakby każdy nie mógł zająć się własnymi sprawami. Wkurza mnie to, bo nawet we własnym pokoju, nie mogę się odstresować, już nie wiem gdzie mam pójść... Ja nie chcę z nim rozmawiać na siłę, bo nie mam o czym i nie jest on dla mnie jakąś bliską i godną zaufania osobą, abym się z nim dzielił swoimi zainteresowaniami i problemami. Już obce osoby wiedzą więcej o mnie, bo je bardziej szanuję i bardziej im ufam. On sam ma o wiele poważniejsze problemy i jest dla mnie strasznie dziwny. Sprawa dotyczy też nocy, przez co popadam w bezsenność. Zauważyłem, że nie śpi on do momentu, aż ja nie zasnę. On udaje, że zasnął, ale tak na prawdę to nie śpi, tylko leży z zamkniętymi oczami i czeka. Czeka, aż ja zasnę pierwszy. Jeżeli ja pierwszy nie zasnę, to potrafi on tak udawać nawet do rana czasami. Skąd wiem, że nie śpi? Tak jak pisałem wcześniej, wiem bo mieszkam z nim całe życie w jednym pokoju, takie rzeczy się wie. Słychać to po oddechu, jego objawach somatycznych i po ruchach ciała, gdy się przewraca, zmienia pozycję. Nieudolnie udaje, że zasnął, nie rozumiem po co. Gdy ja nie mogę zasnąć to nie udaję, ale czasami muszę udawać, aby on zasnął pierwszy, bo przez jego zachowanie, ja w końcu też nie mogę zasnąć, staję się cały spięty i wkurzony. W takim stanie to trudno komukolwiek byłoby zasnąć, nie oszukujmy się. Wyobraźcie sobie, że mieszkacie z kimś w małym pokoju kto o was ciągle myśli, was obserwuje, analizuje każdy, najmniejszy szczegół waszego zachowania, nawet w nocy, a wy o tym doskonale wiecie, bo jesteście dobrymi obserwatorami, a drugą osobę można czytać jak księgę, szczególnie wtedy jeżeli jest od was mniej inteligentna. Można oszaleć, czuję się przez to osaczony i notorycznie obserwowany, nawet w nocy nie mogę odpocząć. Ktoś może powiedzieć, że po tym co tutaj napisałem, to ja zachowuję się podobnie do niego, bo też go obserwuję i analizuję, byłaby to trafna uwaga, lecz moje zachowanie jest tylko odpowiedzią na to co on robi, na to co się dzieje dookoła mnie. Ja tego nie zacząłem. Uważam, że większość osób źle, by się czuło w takiej sytuacji. Jak to mogę rozwiązać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

poszukaj pracy i wyprowadź sie, poza tym to brzmi jakby s miał obsesje brata, moze idx na terapie bo przeginasz ma moje okko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obecnie mam problem z wprawieniem w ruch maszyny, bo nie mam żadnych leków. Wizytę u psychiatry mam pod koniec stycznia, musi mi coś dać na rozpęd, później sobie raczej poradzę. Trzeba wprowadzić w ruch całą maszynę od początku. Trzeba też się zastanowić jak przerwać cały schemat, aby sytuacja nie powtórzyła się po raz kolejny. Co do wyprowadzki to obecnie nie jest to możliwe, bo mam poważne problemy finansowe, a nawet w tej chwili nie chciałbym się wyprowadzać. Tutaj mam chociaż do kogo otworzyć usta, przynajmniej te kilka razy w ciągu dnia. Nawet jeżeli to są tak proste ‘rozmowy’ typu rzucone zdanie do matki: ‘Co na obiad?’ lub powiedzenie do brata ‘Ale dzisiaj dużo śniegu napadało’. Piszesz, że mam obsesję na punkcie brata, tak mam, ale kto by nie miał na moim miejscu? Pomieszkaj z nim w pokoju przez pół roku, zapraszam. W malutkim pokoju gdzie jesteście prawie cały czas razem, w dzień i w nocy. Zobaczymy czy nie będziesz osaczona. A mój brat to strasznie specyficzna osoba. Uważasz, że przesadzam, że wyciągam nieprawidłowe wnioski z jego zachowania? Ja z nim mieszkam w tym pokoju od 25 lat, dobrze wiem jak on ‘działa’. Jestem w stanie udowodnić, że mam rację. Gdyby była taka konieczność to zamontowałbym dyskretnie kamerę, nagrał to co się dzieje w pokoju, np. z okresu tygodnia czasu, a później bym przedstawił dowody, że mam rację. A dlaczego tak przejmuje się jego zachowaniem i tym co on myśli? Ciekawe czy Ty lub inne osoby nie przejmowałyby się będąc non stop na świeczniku, będąc non stop osaczonym, wiedząc, że druga osoba cały czas o was myśli i analizuje każdy wasz najmniejszych ruch. To praktycznie zero wytchnienia i prywatności. Ktoś może powiedzieć, że przecież każdy z nas każdego obserwuje i ocenia w pewnym stopniu, jednak wy nie znacie mego brata, u jego to jest zbyt daleko posunięte i wręcz natarczywe. Zaproście sobie jakąś osobę do domu, nawet z rodziny, posadźcie ją w kącie pokoju na krzesełku, niech tam siedzi przez 6 miesięcy i was obserwuje, ocenia, analizuje, w dzień i w nocy, a jeżeli nie działacie po jej myśli to daje wam o tym w pewien sposób znać, zobaczymy jak będziecie się czuć po takim czasie. Oczywiście mogę sobie ulżyć alkoholem czy jakimś lekiem, ale to nie rozwiązuje problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A nie możesz powiedzieć, żeby przestał Cię obserwować, bo nie możesz normalnie funkcjonować? Dlaczego on w ogóle to robi? Z nudy? Martwi się o Ciebie? A może z braku głębszej relacji, chciałby wiedzieć więcej o Tobie i dlatego śledzi każdy Twój ruch?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A nie możesz powiedzieć, żeby przestał Cię obserwować, bo nie możesz normalnie funkcjonować?

Zostałem chyba nie do końca dobrze zrozumiany. Przykład z poprzedniego postu z siedzeniem w kącie na krzesełku nie był zbyt udany ponieważ nie mogłem wymyślić nic lepszego co pozwoliłoby czytelnikowi wyobrazić i poczuć sytuację. Chodzi o bycie pod ciągłą obserwacją, ale ta obserwacja jest wykonywana w sposób skryty. Nie jest to chamskie gapienie się i ocenianie, tylko ten proces jest bardziej subtelny. On jest chyba przekonany, że ja nie wiem o obserwacji, ale ja go przejrzałem. Nie jestem jakąś wybitną jednostką, ale akurat od jego jestem inteligentniejszy i mogę go wręcz czytać, wyprzedzać jego ruchy. Jestem dwa kroki przed nim, wiem co zrobi, często muszę udawać zaskoczenie. A wiem, że mnie obserwuje po jego zachowaniu i objawach somatycznych. Dlaczego mi to tak przeszkadza? Bo jego zachowanie przekłada się na moje. Przez jego i ja zaczynam tak się powoli zachowywać. To jest jak choroba zaraźliwa, jak wirus. Powiedzenie: ‘Z kim przystajesz, takim się stajesz’, jak najbardziej się sprawdza w tym przypadku. Ale co ja mam mu niby powiedzieć? Mam mu powiedzieć, aby mózg wymienił? Do psychiatry nie pójdzie, już kiedyś lata temu rodzina próbowała go nakłonić, były stosowane przeróżne sposoby, np. próba przekupienia pieniędzmi, a nawet włączały się osoby z poza rodziny, ale on nie chciał, a na siłę go nikt nie zaciągnie. Sam swego czasu próbowałem go podstępnie nakłonić, aby połknął tabletkę, którą miałem od psychiatry, był to bodajże Alprazolam, ale on nie chciał. Mówiłem, że po tym jest fajna , lekka faza, coś jak po piwku, chciałem go jakoś przekonać, aby to zażył i zobaczył na własnej skórze, że leki mogą w pewien sposób pomóc. Uznałem taki sposób za warty spróbowania ponieważ imponuje mu patologia. No ale on nie chciał. Mam wrażenie, że on nic nie chce zmieniać i wszystkiego się boji.

Dlaczego on w ogóle to robi?

Podejrzewam, że wynika to z choroby psychicznej. Nie jest to zwykła nerwica, ale coś o wiele poważniejszego, na moje oko jakaś forma autyzmu. Mój brat zawsze był dziwny, zresztą jak cała moja rodzina, ale to jednak on zajmował pierwsze miejsce na skali dziwności, to właśnie on dzierżył palmę pierwszeństwa w dziwactwach. Dodatkowo ponad 10 lat życia spędzone w samotności, praktycznie tylko przed komputerem, pogłębiło problem. Po prostu zdurniał, zdziczał i zatrzymał się w rozwoju, jakkolwiek brutalnie to brzmi. Być może on tą obserwację wykonuje nieświadomie, nie wiem. Zachowuje się tak jakby czegoś się obawiał.

Z nudy?

Z nudów raczej nie. On ma swoje zajęcia. Mam wrażenie, że mu dużo do życia nie potrzeba, wystarczy pograć w gierkę i pooglądać patologię.

Martwi się o Ciebie?

O mnie? O mnie w tym domu nawet matka się nie martwi. Jeżeli ktoś o kogoś się martwi to myśli przyszłościowo, myśli o negatywnych skutkach, które za chwile nadejdą, stara się im zapobiec, jakoś pomóc. Jeżeli ktoś martwi się o mnie, ale tylko w swojej głowie, a nie okazuje tego żadnymi słowami czy działaniami to jaki pożytek, jaką wartość ma taki rodzaj martwienia się o kogoś? To jest bezużyteczne, a wręcz szkodliwe. To hipokryzja.

A może z braku głębszej relacji, chciałby wiedzieć więcej o Tobie i dlatego śledzi każdy Twój ruch?

Tu o żadnej głębszej relacji nie może być mowy ponieważ w moim domu się nie rozmawia. Poza tym jak sobie wyobrażasz budowanie jakiejkolwiek, głębszej relacji po tylu latach spędzonych razem? Po takiej przeszłości? Po takich zachowaniach? Po takich urazach? To nie jest czysta księga, że możesz sobie zacząć od początku, tak to nie działa. Tutaj są już ukształtowane przez lata struktury i tego się nie zmieni. Zresztą ja nawet nie chce, wolałbym energię zainwestować w nowe znajomości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem na czym polega autyzm, bo nie miałam z tym nigdy do czynienia. Jednak z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że powiedzenie "przestań mnie kontrolować" niczego nie wniesie. Jednak skoro wynika to z jego choroby to tak, jak mówisz może się czegoś obawia. Tak czy inaczej nie ma innego wyjścia jak tylko postarać się nie zwracać na to uwagi, domyślam się, że jest to dla Ciebie dużym utrudnieniem, ale nie ma innego wyjścia. Może spędzaj więcej czasu w innym pomieszczeniu, jeśli jest taka możliwość lub poza domem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie wiem na czym polega autyzm, bo nie miałam z tym nigdy do czynienia. Jednak z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że powiedzenie "przestań mnie kontrolować" niczego nie wniesie.

Ja miałem kiedyś styczność z osobą autystyczną i widzę podobieństwa, jednak to jak to nazwę nie jest aż tak istotne, bo nie jestem psychiatrą. Załóżmy, że ulegnę i zgodzę się na coś co on proponuje, np. na oglądanie patologii na youtube. Pooglądam trochę, później mi się już nie chce więc robię coś innego, mimo to on dalej daje mi na przeróżne sposoby znać, abym wrócił do oglądania tego co on chce. Głośno się śmieje, komentuje jakby tam działy się akurat w tym momencie niesamowicie śmieszne rzeczy, wykonuje dziwne ruchy itd. Powiecie, że to normalne zachowanie, otóż nie, nie jest to normalne zachowanie w jego przypadku, nie znacie go. Czeka po prostu na jakąś odpowiedź z mojej strony dlatego tak się zachowuje, czeka, aż powiem, że wróciłem do oglądania. Gdy zgodzę się z nim, powiem, że widziałem to co się stało bo oglądam lub powiem, że już włączam, to wtedy przestaje się tak zachowywać i wszystko wraca do normy na jakiś czas. Tak jakby ciągle mnie naciskał, ale w sposób subtelny, abym wrócił do oglądania. Nie jest tu powiedziane wprost, abym wrócił do oglądania, tylko jest to robione subtelnie. Gdy ja delikatnie mówię, że nie oglądam już, bo robię coś innego, to on staje się obrażony i jakiś spięty, a później znowu się zaczyna. W ogóle wyczucia nie ma. Myśli, że jak ja raz na coś się zgodzę, to będę robił to tak długo jak on chce. Dlatego już coraz rzadziej chce mi się na cokolwiek zgadzać, bo później ciągle mi dupę truje tymi subtelnościami czy jakkolwiek to nazwać, nie można od tego się odpędzić, jest ciągłe piłowanie mnie. A gdy powiem bardziej stanowczo, że już nie oglądam to wtedy tak to przeżywa, że już nie zaproponuje mi wspólnego oglądania przez kilka tygodni, a nawet miesięcy.

 

Tak czy inaczej nie ma innego wyjścia jak tylko postarać się nie zwracać na to uwagi, domyślam się, że jest to dla Ciebie dużym utrudnieniem, ale nie ma innego wyjścia. Może spędzaj więcej czasu w innym pomieszczeniu, jeśli jest taka możliwość lub poza domem.

Zgadza się, jest to dla mnie utrudnieniem. Ta cała sytuacja już mnie wkurwia. Mu nawet uwagi nie można zwrócić, bo później staje się wielce obrażony i przestraszony. Tak jakby był wręcz z porcelany. Kiedyś, kilka lat temu, raz dobitniej zwróciłem mu uwagę, aby nie zamykał okna, bo mi jest zbyt ciepło, to do dnia dzisiejszego, po takim czasie, za każdym razem gdy chce on zamknąć okno, to tak się kręci z powodu stresu, jakby odprawiał wręcz czary. Jest wystraszony i zanim zdecyduje się zamknąć okno to wyprawia wręcz cuda. Czasami wysyła mnie specjalnie po coś do kuchni, czasami próbuje zagadać, innym razem udaje, że coś robi na parapecie, kaszlnie i po cichu zamyka. A to wszystko bardzo często jest okraszone przez pół dnia gadaniem o temperaturze, że dzisiaj w nocy ma być taka niska temperatura, tak jakby szukał jakieś podkładki na usprawiedliwienie zamknięcia okna. Ludzie, przecież ja mu nie bronię zamykać okna, nie wiem o co chodzi z tym oknem, ale już ja sam powoli dostaję przez jego fisia na tym punkcie. Postawcie się w mojej sytuacji. Napisałem wcześniej, że lata temu dobitniej mu zwróciłem uwagę, aby nie zamykał okna i od tego się zaczęło. Tylko, że ani go nie pobiłem, ani nie obraziłem, powiedziałem po prostu stanowczo, że nie zgadzam się na zamknięcie okna ponieważ jest mi gorąco. Jeżeli komuś jest gorąco i się dusi to dlaczego ma się zgadzać na zamknięcie okna? Nie mogę wyrazić swego zdania, tylko muszę na wszystko się zgadzać? To była jedna, pojedyncza sytuacja z przeszłości. Każdy dzień jest inny, czas upływa, a okno jest od tego, aby je otwierać i zamykać gdy trzeba. To dla mnie jest jakieś chore. Takich przykładów jest więcej. Jak na coś zwróci mu się uwagę, to on to zapamiętuje w taki właśnie sposób. Tak samo nie potrafi przyznać się do błędu, nie znosi sprzeciwu, nawet gdy nie ma racji. Nawet gdy wygaduje kompletne głupoty i zwróci mu się uwagę, to od razu się obraża. Mówię o kulturalnym zwróceniu uwagi i pokazaniu, że nie ma racji. Jak można z taką osobą nawiązać jakiekolwiek relacje? Nie mam innego pomieszczenia, w innych jest jeszcze gorzej, nie będę chyba cały dzień zajmował łazienki i tam siedział z laptopem? Z domu obecnie nie wychodzę prawie wcale, bo nie mam po co. Ktoś zaraz napisze, że mogę spacerować, ale ja źle się czuję na zewnątrz, to masochizm. Poza tym ja bez celu nie lubię wychodzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wkuuporr, Po prostu tak bywa w niektórych rodzinach, z tego co piszesz macie problemy wszyscy z dogadywaniem sie moze troche wina rodziców a moze macie po prostu rózne charaktery. ja ie mam rodzeństwa , ale znam sporo ludzi, którzy maja. jedni sie bardzo dobrze dogaduja inni sa zupełnie rózni i jest kiepsko, ledwo sie toleruja. Moja dobra kolezanka tez całe zycie miała pokoj z siostra i w ogóle sie z nia za bardzo nie lubiła. Kłociły sie i były inne, teraz jak sa dorosłe to jakos to idzie ,ale tez nie jest za dobrze chociaz mieszkaja osobno i maja rodziny własne. Musisz po prostu to stolerowac jak jest źle czasem przymknąc sie i przecierpiec jak ejstes postawiony w takiej sytuacji chhyba nie masz wyboru za duzego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tahela, Tak to wszystko uprościłaś i przeniosłaś na inny, prostszy, ale bardziej życiowy poziom, że poczułem, aż ulgę. Po co bawić się w jakieś analizy, po prostu jesteśmy inni, nie będziemy się dogadywać czy lubić z każdym, nawet jeżeli to jest bliska rodzina. Pomimo, że to nie rozwiązuje kompletnie problemu to dobra jest i taka chwilowa ulga, dzięki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×